(Poprawione) PS: Początek nowego opowiadania już zamieszczony
Niestety, nic się nie zmieniło i Bleach nadal nie należy do mnie.
Przepraszam. Naprawdę przepraszam za to, że tak długo nie uploadowałam. Co najgorsze, ten chapter został napisany już jakiś miesiąc temu... Wstyd się przyznać, ale do przepisania go na komputer brakowało mi nie tylko czasu, ale i chęci. Semimasen!
Zastanawiałam się nad, można powiedzieć, geografią Soul Society i samego Seiretei. Czasem za murami znajduje się od razu miasto, czasem jakaś równina. Dlatego też, uciekając przed szukaniem rozwiązania, umieściłam akcję tam, gdzie robi to często Tite Kubo - sami zobaczycie po przeczytaniu :) Co do Seiretei, swoją mapkę ułożyłam w ten sposób: w samym centrum Sokyoku, przy nim wieża, której nazwy nie mogę zapamiętać (Penalty chyba po angielsku), otoczone ziemiami należącymi do kolejnych oddziałów. Za nimi zaczynają się już rozrzucone po całym obszarze rezydencje szlachty i zwykłe budynki. Jeśli przegapiłam jakiś element, bądź w anime/mandze coś zostało pokazane inaczej, to proszę, dajcie mi znać!
Ogłaszam również, że niedługo (...) powinnam zacząć kolejne opowiadanie, którego połowa pierwszego rozdziału została napisana dzisiaj na podwójnym polskim. Jednak w momencie, kiedy Klucz w zamierzeniu ma być długi, twór-jeszcze-bez-tytułu może i nie będzie oneshotem, ale nie zajmie też kilkunastu rozdziałów. Chyba, że będzie się mi się dobrze pisało. Na razie ujawnię tylko, że głównymi postaciami będą Byakuya (bardziej) i Renji (mniej). Od razu też zaznaczam - nic wspólnego z yaoi, których naokoło tych dwóch postaci jest pełno. Reszta na razie spoczywa głęboko zakopana w teczkach IPNu, a jak wiadomo, nigdy nie zgadniesz, kiedy nadejdzie Twoja godzina ;p
Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania. Jak zawsze, wszelkie komentarze, czy te publiczne, czy prywatne, naprawdę mocno cenione!
!-- /* Style Definitions */ , , {mso-style-parent:""; margin:0cm; margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:12.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-font-family:"Times New Roman"; mso-fareast-language:PL;} page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} 1 {page:Section1;} --
Miękko. Ciepło. Biało. Biało?! Ino natychmiast otworzyła dotąd tylko uchylone powieki. Po chwili domyśliła się, że jest w 4. oddziale. Powoli, krótkimi błyskami przypomniała sobie, jak tu trafiła. Menos Grande, interwencja Ichigo. Na to konkretne wspomnienie skrzywiła się, mamrocząc pod nosem coś wyjątkowo podobnego do „bake-yaro". Niestety, resztę wydarzeń spowijała ciemność.
Odwróciła głowę, gdy drzwi do pokoju otworzyły się i pojawiła się w nich wysoka, fioletowowłosa kobieta w pełnym uniformie shinigami.
- Widzę, że się już obudziłaś. Jestem vice-kapitanem czwartego oddziału, Kotetsu Isane – oznajmiła.
Ino wytrzeszczyła oczy. Przed misją widziała kapitana, ale po raz pierwszy rozmawiała z kimś o prawie tak samo wysokiej pozycji. Uderzyła ją pewna myśl.
- Kotetsu-fukutaicho, jak długo byłam nieprzytomna? – zapytała.
- Zostałaś ranna wczoraj rano, a teraz dochodzi południe – odpowiedziała z uśmiechem porucznik. – Nie, nie musisz się martwić, wszyscy przeżyli – dodała, zanim dziewczyna zdążyła zadać następne pytanie. – Teraz cię zbadam, Kama-san i, jeśli dobrze się czujesz, będziesz mogła wrócić do Akademii. Chociaż przez najbliższy tydzień nie ma szans na żadne treningi – zastrzegła z błyskiem w oku.
Zbyt zdenerwowana, by się kłócić, dziewczyna tylko skinęła głową.
- Boję się, że możesz być jeszcze za słaba, żeby sama dojść tak daleko, więc poprosiłam Ichigo, żeby ci pomógł. Akurat odwiedzał Rukię. No dobrze, nic już nie powinno się stać – oznajmiła po zakończeniu badania. – Przebierz się, i możesz iść, Kurosaki powinien czekać na korytarzu.
Kama wstała, podziękowała, pochylając się w ukłonie i, gdy Isane wyszła, założyła swoje biało-czerwone kimono, przerzuciła przez plecy katanę i otworzyła drzwi. Za nimi stał, sądząc z wyrazu twarzy, lekko zniecierpliwiony Ichigo. Gdy tylko ją zobaczył, westchnął i skierował się do wyjścia.
- Przepraszam, to nie był mój pomysł – powiedziała zawstydzona Ino. – Nie chciałam cię odrywać od przyjaciół.
- Nie ma sprawy, i tak Byakuya miał mnie już dość – odpowiedział Ichigo, ale wyraźnie się po tym rozpogodził.
Ponieważ Akademia znajdowała się na samym skraju Seiretei, w przeciwieństwie do centralnie usytuowanych budynków oddziałów, mieli przed sobą ładny kawałek drogi. Co jakiś czas zatrzymywali się, gdy Ino musiała odpocząć. Nieustannie przygryzała wargę, jakby chciało o coś spytać, lecz powstrzymywała się w ostatniej chwili. W końcu Kurosaki przerwał kłopotliwe milczenie z właściwym sobie taktem.
- O co chodzi? Wydusisz to z siebie?
- Ja… zastanawiałam się… - jąkała dziewczyna. – Dlaczego pamiętasz swoje życie? – nareszcie z siebie wyrzuciła.
Kurosaki przez chwilę patrzył się przez siebie nie odpowiadając, jakby zbierają myśli, po czym odparł:
- Wydaje mi się, że to dlatego, że już za życia byłem shinigami, więc śmierć nie wywołała w mojej duszy żadnej gwałtownej zmiany. To było właściwie niewiele gorsze od opuszczenia bardzo wygodnego gigai.
Po tej wypowiedzi ponownie zapadła cisza, jednak tym razem nikomu nie ciążyła, gdy zarówno Ichigo, jak i Ino pogrążyli się we własnych rozmyślaniach. Nagle, gdy byli już w pobliżu Akademii, drgnęli, wyczuwając dość niedaleko potężne reiatsu. Osłabiona Kama zachwiała się pod jego wpływem, opierając się na pomarańczowowłosym chłopaku.
- Ino, dasz radę już sama dojść? Muszę zobaczyć, co się tam dzieje – zapytał z wahaniem Kurosaki.
- Poradzę sobie – odpowiedziała dziewczyna, zmuszając się do uśmiechu.
Po chwili była już sama, lecz nie mogła się zdecydować, czy naprawdę wrócić do Akademii. Zżerała ją ciekawość, która przezwyciężyła strach, a adrenalina dodała jej sił. Skierowała się w stronę nagromadzonej energii. Niedługo potem dostała się na wzgórze Sokyoku. Jej oczom ukazał się szokujący obraz walki. Dwóch shinigami w purpurowych haori wyraźnie przegrywało z pięcioma innymi, nie wyróżniającymi się niczym szczególnym w stroju. W pobliżu stał z wyciągniętym mieczem Kurosaki, nie wiedząc, jak powinien zareagować. W końcu postanowił zainterweniować. Przy pomocy shunpo pojawił się między walczącymi, przerywając inkantację kidou jednego z nich, krzycząc:
- Co tu się, do cholery, dzieje?!
Zapanowała cisza, chwilę później przerwana śmiechem napastników.
- Co ty, studenciku, tutaj robisz? Zmiataj stąd, bo ci jeszcze niechcący coś zrobimy – powiedział jeden z nich.
Mówiąc to, podniósł poziom swojego reiatsu. Ino poczuła, jak w tej samej chwili na jej skórze pojawiają się krople potu i traci oddech. Ichigo za to nawet nie drgnął. Jednak zanim zdążył cokolwiek zrobić, na wzgórzu pojawiło się trzech kapitanów: Soi Fon, Byakuya i Ukitake. Jeden rzut oka wystarczył im na ocenę sytuacji. Wyciągnęli swoje zanpaktou i przygotowali się do walki.
Shinigami, który wcześniej się odezwał, tym razem zaklął, dał ręką jakiś znak towarzyszom i wszyscy zniknęli. Tylko Soi Fon nie pozwoliła się zaskoczyć i ułamek sekundy później rzuciła się w pościg, krzycząc: Shunkou! Inni, wiedząc, że nie mają szans nadążyć przy takiej szybkości, zwrócili swoją uwagę na pozostałych dwóch shinigami. Pierwszy z nich był mężczyzną o krótkich, czarnych włosach i blizną przecinającą dolną wargę, w taki sposób, że wyginała się, wywołując na jego twarzy grymas. Drugą osobą była kobieta, także z krótkimi włosami.
Na jej widok oczy Ukitake rozszerzyły się.
- Hikifune-san, to naprawdę ty?
