W ramach styczniowego kramika z promptami, dla Niecierpliwej. Zyczeniem było zinterpretowanie obrazków wielce absurdalnych, zapewniam. : - )


Do dna

Roy wrócił do obozu padnięty. Walki zabierały całą energię nie tylko ze względu na warunki – psychiczna strona zabijania setek ludzi jednym pstryknięciem palców także odgrywała rolę.

A potem chodzenie po zeszklonym lub czerwonym piasku.

Kiedy szedł do mesy, liczył, że choć trochę odpocznie. Póki nie dosiadł się do niego Kimbley.

— Drinka? — bąknął, uśmiechają się. — Właśnie zrobiłem kilka, na cześć mojego pseudonimu, egocentryzmu i wygranej wojny, chcesz?

Posłał mu szklankę przez całą długość blatu, a Mustang odruchowo złapał, spojrzał... i poczuł młodości. Lód, powoli topniejący, był krwistoczerwony.

— Och, nie mdlej mi tu, Płomienny — usłyszał rozbawiony głos Solfa. — To przecież tylko sok.


Behemot

Mustang pojawiał się czasami, wbrew złośliwym plotkom, na sali ćwiczeń. Nie był tylko politrukiem, biurokratą skupionym na karierze, lwem pozbawionym kłów, o, nie. Był weteranem podłej wojny, toczącym jeszcze podlejszą, choć za pomocą innych narzędzi. Umiał przetrwać, umiał walczyć, niewiele rzeczy go też mogło zaskoczyć. Właściwie, zaskoczyć go nie mogło nic. A przynajmniej tak sądził.

Jednak widok czarno-białego kota, z iście diaboliczną miną siedzącego między manekinami, wytrącił go z równowagi. Nigdy nie lubił kotów, ten zaś miał naprawdę potworny wyraz pyska. Jakby wszystko wiedział, rozumiał i wykpiwał.

Zważywszy na ostatnie doświadczenia, pierwszą myślą Roya było „zmiennokształtny homonculus albo inny potworny konstrukt". Złożył dłonie. Przygotował się na atak.

Nic się nie zdarzyło, kot tylko najeżył się i syknął, wyciągając pazury. Mustang, kombinując podejrzliwie, który z rywali zastawił na niego tę pułapkę oraz na czym ona właściwie polega, niemal nie zauważył Rizy, która wbiegła do sali, rozglądając się nerwowo.

— Tu jesteś, skarbie! — zawołała.

„Skarbie?" pomyślał mężczyzna „Czyżby ją opętało? A może to nie ona, tylko..." – w tym momencie kobieta pochwyciła kota w ramiona.

— Tak się martwiłam! — krzyknęła.

— To... to twoje? Ale przecież ty masz psa!

— Tak, ale koleżanka wyjeżdża na urlop i potrzebowała, żeby ktoś się zajął jej maleństwem. Słodki jest, prawda ?