4. Bariera
Konoha, następnego dnia
.
Była dziesiąta przed południem. Wioska Liścia wydawała się prawie wymarła. Mieszkańcy odsypiali wczorajsze balangi. Większość cywili posiadających sklepy i lokale usługowe nawet nie przyszła do pracy, bo wiadomo było, że ten dzień będzie stracony dla handlu. Jedynymi osobami, które wykonywały zwykłe obowiązki byli strażnicy. Nie znaczy to, że tylko oni wczoraj nie mogli brać udziału w zabawie. Zakaz picia miał cały oddział ludzi wyznaczonych do „bycia w pogotowiu" w razie gdyby coś się miało dziać, gdy niemal całe dowództwo leczy kaca.
Matsuri opuściła bankiet na jej cześć dopiero rano, ale była trzeźwa. Mimo nalegań nie pozwoliła sobie na więcej niż dwie lampki wina. Miała słabą głowę, a nie mogła się upić, bo zrobiłoby to złe wrażenie na Gaarze. On zawsze zachowywał trzeźwość umysłu, niezależnie od tego, ile alkoholu wypił. Nie mogła pokazać mu się w stanie wskazującym na spożycie, a koniecznie chciała z nim porozmawiać przed powrotem do Sunagakure. Tam będzie miał mnóstwo pretekstów, żeby ją spławić.
Z wyjątkiem Kazekage wszyscy shinobi z Suny byli zakwaterowani w domku gościnnym. Nie było tu zbyt wiele przestrzeni, więc wczoraj wszyscy na siebie wpadali w drodze z pokojów do kuchni lub łazienki. Teraz na szczęście większość współlokatorów spała.
Matsuri natknęła się w kuchni na Kankuro, który nie wiedzieć czemu postanowił wstać tak wcześnie. Był już kompletnie ubrany, ale nie całkiem przytomny. Siedział przy stole i przyciskał do czoła woreczek z lodem.
- Mogłabyś zachowywać się ciszej? – zapytał, gdy zamknęła drzwi lodówki, z której wyjęła sok.
- A co, główka boli, generale? – zapytała złośliwie. – Wczoraj wszyscy sobie pofolgowaliście. Zdaje się, że nie ma mowy o tym, byśmy wyruszyli w podróż zgodnie z planem.
- Nie zginą bez nas, wyruszymy jutro – oznajmił Kankuro. Odłożył worek z lodem na stół i podniósł się z krzesła.
- Może jeszcze się prześpij – powiedziała Matsuri. Chyba zabrzmiało to wystarczająco troskliwie.
Nie przepadała za Kankuro, ale powinna budować dobre relacje z przyszłym szwagrem. On ją zwykle ignorował. Znacznie łatwiej było urobić Temari.
Kankuro zlekceważył jej słowa i ruszył do drzwi wyjściowych.
Ciekawe, dokąd mu się tak spieszy.
Matsuri zjadła śniadanie, a potem zamknęła się w łazience. Zrobiła staranny makijaż i założyła granatową yukatę. Była tak samo niewygodna jak ta wczorajsza, ale musiała to jakoś ścierpieć. W wiosce Piasku nie miała zbyt wielu okazji, by się ładnie ubrać, a chciała wyglądać atrakcyjnie. Również po to, by dodać sobie pewności siebie.
Zabrała torebkę z kunaiami i katanę.
Potem poszła przejść się po wiosce, w nadziei, że spotka gdzieś Gaarę. Natknęła się na niego w najmniej spodziewanym miejscu, czyli w centrum dzielnicy usługowej. Był w towarzystwie Kankuro, co nie powinno budzić zdziwienia.
Lalkarz pewnie chciał wynegocjować kilkanaście dodatkowych godzin odpoczynku dla ledwo żywych podwładnych.
Szli tą samą uliczką dokładnie naprzeciw niej, więc nawet nie musiała szukać powodu, żeby podejść do nich i zacząć rozmowę.
- Dzień dobry – powiedziała i skłoniła uprzejmie głowę.
- Dla niektórych może dobry – odrzekł Kankuro. – Zmywam się. Do zobaczenia później.
Odszedł, ledwo powłócząc nogami. Matsuri pomyślała, że jest wyjątkowo nieodpowiedzialny. Teoretycznie szefował delegacji i powinien był pilnować, żeby nie chlali za dużo i nie wszczynali bójek. Nie przeszkadzało mu to pójść w tango.
Może to nawet dobrze, przynajmniej szybko się zmył.
- Nic nie powiesz? – zapytała, patrząc na Gaarę wyczekująco.
Jego usta wygięły się w lekkim półuśmiechu.
- Oczekujesz oficjalnych słów uznania? – zapytał.
Pomyślała, że lepsze byłyby nieoficjalne, ale od czegoś trzeba zacząć.
- Rozegrałaś to świetnie. Dokładnie tego się po tobie spodziewałem.
Matsuri uśmiechnęła się szeroko. Gaara mało kiedy ją chwalił.
- Teraz będziesz musiała jeszcze ciężej pracować – dodał, sprowadzając ją tym samym na ziemię.
Matsuri skinęła głową.
- Będę. Ale teraz mam pewne pytanie.
- Jakie?
- Mówiłeś, że gdy zdam egzamin nie będziesz już moim nauczycielem.
- Wkrótce sama będziesz szkolić uczniów – odpowiedział Gaara widocznie nie wiedząc, do czego zmierza. Lub udawał, że nie wie.
- Więc, jako mój nie-nauczyciel, możesz uczcić mój sukces lampką wina?
Gaara patrzył na nią przez chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Oddałaby wszystko, żeby przejrzeć jego myśli.
- Nie.
Zaskoczyła ją ta odpowiedź. Dlaczego nie?
Nie mógł jej podejrzewać o jakieś złe zamiary. I tak nie mogłaby go upić, prędzej siebie.
Widocznie zirytowała go tym pytaniem. Uznając rozmowę za zakończoną, chciał ją minąć i pójść dalej. Zastąpiła mu drogę.
Normalnie by się na to nie odważyła, ale był już najwyższy czas, by zmienić coś w ich relacjach. Nie chciała na zawsze pozostać jego asystentką i uczennicą.
Skoro udowodniła swoją wartość, pokazała że jest silna, powinien zacząć traktować ją poważnie. Nie była zadurzoną małolatą, choć czasem zachowywał się, jakby za taką ją uważał.
- Jestem w czymś gorsza od innych kobiet? – zapytała.
Zachowała się arogancko, oczywiście. Nie powinna mu czegokolwiek wypominać. Ale Gaara i tak zdawał sobie sprawę, że widziała kilka razy kobiety w jego mieszkaniu. Zawsze wybierał taką, która była w Sunagakure przypadkiem, najlepiej cywila. Interesowały go tylko krótkotrwałe relacje, a raczej ich nędzny odpowiednik.
Matsuri uważała, że Gaara zasługuje na coś lepszego, a ona… Zasługuje na więcej niż chłodną przyjaźń. Zasługuje na to, żeby dostrzegł w niej kobietę.
Gaara nie odpowiedział. Prawdopodobnie zamierzał ję zlekceważyć, ale tym razem nie mogła odpuścić.
- Bardzo dużo ci zawdzięczam, ale to nie znaczy, że możesz mnie traktować protekcjonalnie. Nauczyłeś mnie wielu rzeczy. Teraz ja chciałabym nauczyć ciebie, czym jest miłość. Prawdziwa, nie to, czym ją próbujesz zastąpić.
Może na zbyt wiele sobie pozwoliła mówiąc w ten sposób do przywódcy wioski. Ale miała już dość ubierania wszystkiego w zawoalowane słowa, żeby pasowały do etykiety. „Kazekage" to tylko stanowisko, nazwa funkcji, która nie może wypełnić czyjegoś życia. Gaara poza tą otoczką służbisty, którą się otaczał, był człowiekiem. Matsuri od lat towarzyszyła mu na co dzień, więc dostrzegała to, czego inni, nawet bliscy współpracownicy, nie mogli zauważyć. Dobrze wiedziała, że czysto ludzkie pragnienia i emocje nie są mu obce.
Gaara odsunął się o dwa kroki.
- Obdarz uczuciami kogoś, kto potrafi je odwzajemnić. To wszystko, co mam do powiedzenia.
Dla niej rozmowa nie była skończona, ale Gaara sprawiał wrażenie zniecierpliwionego, więc nie próbowała go już nagabywać. Zniknął za rogiem w następnej uliczce, znowu wybierając się nie wiadomo dokąd. Najgorsze, że nie wiedziała kiedy następnym razem uda jej się z nim porozmawiać. Trudno było przyciągnąć jego uwagę, a jeszcze trudniej zatrzymać ją na dłużej.
.
Obok najpopularniejszego lokalu gastronomicznego w Konoha -Ichiraku ramen, który nie mógł opędzić się od gości od czasu, gdy ich stały klient stał sie bohaterem – znajdowała się mała knajpka pod niezbyt pasującą do niego nazwą „Obłędny rycerz". Nie było tam zbyt dużego wyboru potraw, ale słynął z różnych gatunków alkoholi. Wieczorami to miejsce było zapełnione, lecz w ciągu dnia nikt tam nie przychodził. Mimo to, lokal był otwarty prawie całą dobę. Krzepki właściciel chyba nie miał nic lepszego do roboty niż stanie przed drzwiami i wypatrywanie klientów, na zmianę z porządkowaniem wyjątkowo schludnego wnętrza. Nawet w taki dzień, jak dzisiaj.
Lee unikał alkoholu jak ognia, ale czasami wstępował do „Rycerza", żeby napić się wody mineralnej i podyskutować z właścicielem. Tym razem wszedł do środka tylko dlatego, że przechodząc obok zobaczył przez szybę Tenten.
Usiadł przy ladzie, tuż obok niej. Barman przyniósł mu szklankę wody i wrócił do czyszczenia szklanek na zapleczu.
- Zapijasz kaca sake? – zapytał Lee, z zainteresowaniem patrząc na koleżankę. Dzisiaj nikt nie zwróci uwagi na jednostki, które nie przestrzegają reguł i sięgają po alkohol przed wieczorem. Jednak była koleżanka z drużyny była ostatnią osobą, którą spodziewał się tutaj zobaczyć.
Tenten przeniosła na niego wzrok. Przed nią stała do połowy pełna szklanka z winem ryżowym.
- Idziesz na pole treningowe? – zapytała.
Lee skinął głową.
- Tak, ale nie spieszy mi się. Jestem umówiony z uczniami za godzinę. Pomyślałem, że wcześniej trochę poćwiczę. Dołączysz?
Tenten uśmiechnęła się lekko. Lee był jedyną osobą, która w każdy wolny wzywa na trening uczniów. Na pewno nie byli zadowoleni z tego powodu. Często narzekali na jego nadpobudliwość i zmuszanie ich do intensywnych ćwiczeń, lecz jednocześnie go uwielbiali.
W przeszłości sama często narzekała na hiperaktywność Zielonej Bestii Konohy. Nieustannie ją wyprowadzał z równowagi. Wraz z Nejim nieraz z niego kpili, a czasami przeklinali zapalczywość Lee i mistrza Gaia.
Teraz nieczęsto miała okazję przebywać w towarzystwie dawnego kompana, ale za każdym razem czuła sie podbudowana na sam jego widok. Wśród wielu rzeczy, które się zmieniły, Lee pozostał taki sam i przypominał jej dawne dobre czasy.
- Nie dzisiaj – powiedziała. – Jestem wyprana z energii, impreza na cześć Hinaty trwała do rana. Zresztą wiesz, też tam byłeś – zauważyła, mrużąc podejrzliwie oczy. – Co ty bierzesz?
Lee uśmiechnął się szeroko.
- Żadne prochy nie dorównają niepohamowanej sile młodości – oświadczył ochoczo. – I miłości. Jestem podwójnie naładowany energią.
Trudno było się z tym nie zgodzić. Lee, odkąd spotykał się z pozornie nie pasującą do niego, bardzo spokojną chuuninką, sprawiał wrażenie jakby był zmultiplikowaną wersją samego siebie. Wszędzie było go pełno.
Tenten prawdopodobnie jako jedyna zdawała sobie sprawę, że jounin wciąż pała skrytymi uczuciami do Sakury, ale pogodził się z jej obojętnością. Sakura wzdychała do Sasuke. Na szczęście nie była na tyle naiwna, żeby dołączyć do jego haremu.
- Dlaczego zignorowałaś egzamin?
Tenten wzruszyła ramionami.
- Jakoś mnie to nie fascynuje. Widziałam kilka walk. W tym roku zawodnicy odznaczyli się wyjątkowym brakiem kreatywności.
Lee skinął głową.
- To prawda, dużo niższy poziom niż rok temu. Ale było kilku ciekawych uczestników. Finał był interesujący.
- Słyszałam. Wszystkich zaintrygowała ta technika, której Matsuri użyła.
- Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem – przyznał Lee. Oczy mu błyszczały, jak zawsze, gdy coś go zaabsorbowało. – Wiadomo czym sie inspirowała, ale nie sądziłem, że można stworzyć tak wytrzymałą barierę tylko z elementu wiatru. Ale wiesz, ja nie pytam o to, dlaczego nie przyszłaś obejrzeć walki. Nie mogę zrozumieć, dlaczego od dwóch lat nie próbowałaś wystartować. Prawie wszyscy jesteśmy jouninami, a ty jesteś na naszym poziomie i...
Tenten przymrużyła oczy. Wciąż ją nagabywał w tej sprawie, i zaczynało ją to drażnić.
- Nie jest mi to do niczego potrzebne – oświadczyła. – Ani tytuł, ani publiczne upokorzenie.
Lee cmoknął głośno, jakby z niezadowoleniem.
- Przesadzasz. W tym roku miałabyś szansę, gdybyś doszła do finału.
- Przeciwko tarczy niwelującej ataki długodystansowe? Jak to sobie wyobrażasz, Lee? – zapytała. Była bardzo ciekawa, skąd w jego głowie zrodził się ten pomysł.
Tenten była daleko od zwątpienia we własne możliwości w ogóle, ale dobrze wiedziała, że są przeciwnicy, z którymi nie ma szans, nawet gdyby starała się działać podstępem.
Wcześniej nie uważała się za słabszą od Matsuri. Jednak z relacji wynikało, że dziewczyna zrobiła bardzo duże postępy od czasu walki z Madarą.
- Ta technika ma poważną wadę. Było widać, że dla Matsuri jest trudna do utrzymania, bo ona ma zwyczajnie za małe zasoby czakry. Miała szczęście, że trafiła na gościa, którego ofensywa polega głównie na atakach dalekodystansowych z użyciem elementu błyskawicy. Na odległość nie mógł jej tknąć, więc zdecydował się na starcie bezpośrednie, a jego styl walki wręcz pozostawiał wiele do życzenia. Uważam, że pochwały są trochę na wyrost, Matsuri wcale nie jest aż tak dobra.
Tenten żachnęła się z niezadowoleniem. Lee robił z niej głupka naginając rzeczywistość, żeby poprawić jej humor.
Matsuri musiała być dobra, w końcu to uczennica Gaary. Nie dopuściłby jej do egzaminu, gdyby to było duże ryzyko.
- Jest słabsza w taijutsu ode mnie i z dużym prawdopodobieństwem od ciebie – odrzekł Lee z werwą. – Postawiłbym moją półroczną wypłatę na twoje zwycięstwo, no ale teraz jest już po herbacie.
Tenten popatrzyła na kolegą podejrzliwie. Znowu ujawniała się jego skłonność do hazardu.
- Więc jak, założyłeś się i przegrałeś?
Lee potrząsnął głową.
- Wygrałem, i to pokaźną sumę. Matsuri zmyliła wielu niewinną aparycją. Teraz pewnie płaczą, że zapomnieli, czyja to wychowanka – powiedział z satysfakcją. – Ale wracając do tematu oświadczam ci, że w tym roku włożę cała moją energię w przekonanie cię do startu w następnym egzaminie.
Tenten prychnęła. Dobrze wiedziała, że gdy Lee raz sobie coś ubzdurał, potrafił być strasznie namolny. Nie miała ochoty przez następne miesiące wysłuchiwać jego dobrych rad przy każdej okazji.
- Powiedz mi, skąd u was ta fascynacja tytułami? – zapytała.
Lee popatrzył na nią z zaskoczeniem.
- Co masz na myśli?
- Skąd to parcie na wyższe rangi i stanowiska. Czujesz się silniejszy odkąd masz tytuł jounina?
- Nie. To potwierdzenie zdania testu, który świadczy o sile – odrzekł, zaskoczony, że trzeba je to tłumaczyć. Tenten miała dokładnie to samo zdanie co on, gdy Neji zdał egzamin i sprzeczali się, kto z nich wcześniej go dogoni.
- Prawdziwy test zdajesz wtedy, gdy musisz o coś walczyć, a nie zabiegasz o wyższą rangę. Innymi słowy, jeśli nie potrafisz ochronić tego na czym ci zależy, ranga jest nic nie warta. Czy jestem chuuninem czy jouninem, wychodzi na to samo.
Lee stropił się.
- Czy ty mówisz o Nejim? Bo wiesz, jeśli chodzi o niego...
- Nie mówię o Nejim – przerwała mu Tenten ze zniecierpliwieniem. –Nie ma potrzeby wałkować kolejny raz tego samego tematu.
Poczuła się głupio, gdy Lee przyglądał jej się z rzadko spotykanym u niego wyrazem troski na twarzy.
- Wiesz, ja myślę, że ty musisz zdać egzamin, żeby ruszyć z miejsca. Nie będziesz musiała liczyć na to, że ktoś cię zechce w drużynie. Ale przedtem zrób sobie jakieś wakacje. Za dużo myślisz.
Tenten nic nie odpowiedziała. Postanowiła okazać brak zainteresowania dalszą konwersacją i odwróciła się do lady. Jednym haustem wypiła zawartość szklanki.
- Neji byłby bardzo rozczarowany.
Na tę uwagę już nie mogła pozostać obojętna. Odwróciła się wraz z krzesłem, chcąc zwymyślać kolegę za jego bezczelność, lecz w sekundę później do jej świadomości dotarło, że to nie Lee wypowiedział tę uwagę.
Zerwała się na równe nogi i stanęła naprzeciw aroganckiej persony, która bez wahania wykluczyła ją z własnego życia, lecz nie marnowała okazji, by wtrącać się w jej sprawy.
Nieczęsto go spotykała, ale za każdym razem gdy znalazł się w pobliżu, traciła całą pewność siebie. Tym razem nie mogła uciec, dlatego musiała zwalczyć sprzeczne emocje i przybrać hardy wyraz twarzy.
Patrzyła w zimne, dobrze znane i jednocześnie bezlitośnie obce oczy Sabaku no Gaary.
