Od tłumacza: Niniejsze opowiadanie jest tłumaczeniem angielskiego oryginału „The Greatest Scandal in Hogwarts History" autorstwa AgiVega.
Wszelkie prawa do historii należą do niego, poza prawami do świata HP, które należą oczywiście do JKR.

From translator: This story is translation of English original „The Greatest Scandal in Hogwarts History" by AgiVega.
He has all copyrights for this story, except the HP world, which belongs to JKR.


Rozdział 4

Poczucie winy

Podążając Madame Pomfrey w dół korytarza, Harry zastanawiał się co może być tak ważne, że McGonagall nie mogła poczekać do jutra rano. Wydawało mu się dziwne, że Pomfrey nie odezwała się do niego ani słowem, prowadząc go schodami w dół. Znał ją jako wesołą, rozmowną osobę, więc nie miał pojęcia czemu jest taka ponura.

*Oh,* pomyślał, *musi być na mnie zła o Malfoya. Ale hej, to nie była jego wina tylko Nevilla! Oh, pewnie Malfoy powiedział jej, że to moja wina. To kłamca! Naprawdę zasługuje by być transformowany w drzewo. Ale… nie, byłby gorszy od Bijącej Wierzby! Draco, Zwariowany Mahoń… albo raczej Szajbnięty Buk?* nie wymyślił już innych przezwisk, gdyż dotarli pod drzwi gabinetu McGonagall.

- Wejdź Harry - otworzyła drzwi Pomfrey i poszła do skrzydła szpitalnego by złapać trochę snu - choć nie była pewna, czy będzie w stanie zasnąć.

Harry został sam przed na wpół otwartymi drzwiami. Przełknął gulę, która uformowała się w jego gardle. *Mam złe przeczucia.* pomyślał, choć nie miał pojęcia, czego się obawiać. Jednak miał złe przeczucie, nie można temu zaprzeczyć.

- Wejdź Potter! - usłyszał ze środka głos nauczycielki Transmutacji. Wziął głęboki oddech i wkroczył do pokoju.

Pierwszą rzeczą która go uderzyła, było to, że nie widzi dalej niż czubek swojego nosa. *Czemu ona mieszka w takich ciemnościach?* zastanawiał się Harry idąc w stronę stołu - lub raczej w kierunku, w którym jak podejrzewał stoi.

- Siadaj! - poinstruował go ostry głos.

Wyciągnął ręce w poszukiwaniu krzesła. *Cholera, czemu nie zabrałem swojej różdżki? I czemu ona nie powie po prostu Lumos? To jakieś szaleństwo.* jego ręka znalazła wreszcie tył krzesła. Zawahał się sekundę lub dwie, a następnie usiadł.

Nagle, wprost na jego twarz błysnęło ostre światło, niemal go oślepiając. Instynktownie podniósł rękę, by zakryć źródło światła, które stopniowo traciło na jasności., jednak nigdy nie przestało oświetlać jego twarzy.

Harry przełknął ciężko ślinę, zastanawiając się czy biedna McGonagall zwariowała, czy stanie się coś naprawdę złego. Sytuacja wyraźnie przypominała przesłuchanie. Ale dlaczego był przesłuchiwany? DLACZEGO?

- Jesteś zdziwiony moim dziwnym przywitaniem, co nie? - kobieta zapytała posępnym głosem.

- Nawet całkiem, pani profesor - przyznał Harry. Z każdą sekundą, coraz mniej podobała mu się ta sytuacja.

- Nie zastanawiasz się czemu chciałam cię widzieć o tak późnej porze. Nie zabiorę ci dużo czasu, jeśli szybko odpowiesz na moje pytania.

*Szybko? Więc miejmy to z głowy!* pomyślał Harry - To nie byłem ja, profesor McGonagall! Nie chciałem zamienić Draco w kwitnące drzewo, nigdy się nad nim nie przechwalałem, nigdy nie zakochałbym się w kocie, zwłaszcza gdy należy do Filcha i…

- Nie mam pojęcia o czym mówisz, Potter - przerwała Minerva - ale nie ma to żadnego związku z naszą rozmową.

- Nie? - zmarszczył brwi. Jeśli nie chodzi o Draco, lub o to, że się zakochał w pani Norris, to co to może być?

- Chcę z panem porozmawiać o pannie Weasley - stwierdziła ponuro.

Oczy Harrego rozszerzyły się z zaskoczenia. Czy Pomfrey widziała jak się całowali? Powiedziała Minervrze? Oh, to na pewno to - Ja… obiecuję, że nigdy już nie pocałuję jej na terenie szkoły pani profesor. Mogę już iść?

- Nie interesuje mnie wasze całowanie, Potter - odpowiedziała surowo McGonagall - Choć ma z nim związek… Kochasz ją?

- Um, pani profesor… ja… - nie miał pojęcia, czemu kobieta zadawała mu tak prywatne pytanie.

- Wystarczy tak lub nie.

- Cóż, tak - wzruszył ramionami - Ale czemu?…

- Czy kochasz ją na tyle, by ją poślubić?

- Słucham? - mrugnął z zaskoczeniem - Poślubić? Mam tylko siedemnaście lat, a ona… ona jest nieletnia i…

- Nie możesz czuć się zbyt młodo by ją poślubić, skoro czułeś się wystarczająco dorosły, by ją zapłodnić.

- BY CO? - Harry czuł, że zaraz spadnie z krzesła - Co… co pani powiedziała? - wydukał.

- Powiedziałam, że Ginny spodziewa się dziecka… a ja mam wszelkie powody by sądzić, że to dziecko jest TWOJE - wskazała go palcem wskazującym.

- To niemożliwe pani profesor. Zastosowała czar Anti-Conc… uch… - przyłożył obie dłonie do ust. *Wkopałem się!*

McGonagall uśmiechnęła się ponuro - To jesteś gotowy by ją poślubić czy nie?

Harry miał nadzieję, że to tylko koszmar. Nic z tych rzeczy. W drodze do dormitorium, ciągle wpadał na posągi czarownic i czarodziejów, których tu wcześniej nie było. A może były? Był po prostu zbyt rozkojarzony by uważać gdzie idzie. Nie, to się nie dzieje!

Czyżby?

Przyszło mu na myśl ostrzeżenie Trelawney. Ta stara szalona wiedźma miała rację! Mówiła o jego dziecku… JEGO dziecku!

Musiał się zatrzymać i oprzeć o ścianę, gdyż poczuł że zaraz zemdleje. Zaciskając oczy, modlił się by się obudzić, obudzić i przekonać, że cały ten dzień - najgorszy dzień w jego życiu - był niczym więcej niż tylko snem.

Doświadczył w swojej siedemnastoletniej egzystencji więcej okropieństw, niż większość przez całe życie: stracił rodziców, był wychowywany przez ludzi, którzy nim gardzili i nienawidzili, stał z Czarnym Panem twarzą w twarz kilka razy, walczył ze smokami, stracił kości, cierpiał ukąszenie węża, pobicie przez Wierzbę Bijącą i przeżył dwa razy klątwę Avada Kedavra. Jednak nic nie mogło się równać z nieznośnym ciężarem, którym został obarczony dzisiejszej nocy.

Będzie ojcem.

Ojcem?

Jak miał nim być? Sam nigdy nie miał ojca. Nie miał pojęcia, jak powinien wyglądać dobry ojciec - z pewnością nie jak wuj Vernon.

I co powie na to Ginny? To ON musiał jej o tym powiedzieć - nie Pomfrey, nie McGonagall lub ktokolwiek inny, kto nie miał żadnego związku z ich dzieckiem.

Ich dzieckiem…

Harry poczuł śmieszne, nieznane ciepło pełznące wzdłuż ciała, jego serce chciało wyskoczyć z klatki piersiowej.

*O mój Boże, w co ja się wpakowałem?* westchnął i gdy poczuł się wystarczająco silny w nogach, kontynuował podróż do dormitorium.

W pokoju, wszyscy czterej chłopcy mocno spali. Choć Ron zamierzał poczekać na Harrego aż ten wróci od McGonagall, by zapytać o jej dziwaczne zaproszenie, nie wytrzymał i zasnął.

Harry przeszedł na palcach, zrzucił szaty na krzesło i wspiął się do łóżka. Wybiła prawie północ. Był przekonany, że nie zmruży oka tej nocy .

No cóż, choć Ginny dziś odpocznie - gdyż nie miał złudzeń, że jutro także nie będzie mogła zasnąć.

*Muszę jej powiedzieć po południu.* pomyślał. Nie miał jednak pojęcia jak się za to zabrać.

*Okej, Gin, widzisz, Pomfrey cię okłamała, okłamała wszystkich. Nie jesteś chora na chorobę o nazwie… jak jej tam, będziesz miała dziecko.* pokręcił głową. *To zbyt głupie.*

*Ginny, wyjdziesz za mnie? Proszę rozważ to jeśli nie chcesz przynieść wstydu rodzinie… oh nie, zbyt formalne.*

*Siemka Gin, przykro mi, ale zapłodniłem cię w basenie prefektów. Chcesz się pobrać?* uderzył się w czoło. *Nie potrafisz wymyślić czegoś lepszego, Potter?* zapytał.

*Oh Ginny, muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Proszę, nie przestrasz się. Wiem, to brzmi trochę przerażająco, ale poradzimy sobie z tym… razem.* pokiwał. *Dużo lepiej. Potrzebuje trochę ulepszeń, ale zadziała. Musi.*

Skoro sen unikał go całą noc, Harry zdecydował się 'przygotować' na test z historii magii. Złapał różdżkę, wyszeptał Lumos i zaczął pisać ściągę. Widmo wpadki wisiało nad nim niczym miecz Demoklesa, jednak prawdopodobieństwo, że złapie go Binns było porównywalne do McGonagall mówiącej mu o ciąży Ginny. Miał tylko nadzieję, że nie zaśnie w trakcie testu.

Następnego ranka Ron, Neville, Seamus i Dean znaleźli w pełni ubranego Harrego śpiącego nad kartką z datami i imionami przepisanymi z książki, leżącą na jego kolanach. Jego głowa spoczywała na ramieniu, okulary ześlizgnęły się na czubek nosa, a wciąż zapalona różdżka wisiała w powietrzu.

- Musiał mieć ciężką noc, chłopaki - stwierdził Dean gdy Ron poklepał Harrego w ramię.

- Hej amigo, pobudka! Czas na śniadanie!

Harry pomrugał, otworzył oczy i przez minutę nie wiedział co się dzieje. To zwykły ranek, co nie?

Oh nie, nie jest.

Gdy zauważył różdżkę, nagle przypomniał sobie powód zarwanej nocki. Nie, nie test z historii magii - okropne poczucie winy.

- Hej, w porządku? - zapytał Ron po dwóch minutach ciszy. Co się stało z jego kumplem? Zwykł być bardziej rozmowny.

- Um, tak, w porządku - odparł poprawiając okulary i łapiąc różdżkę - Nox! - gdy zgasło światło, odwrócił się do Rona - Uczyłem się do późna. To wszystko.

- Uczyłeś, eh? - zachichotał Seamus wskazując ściągę leżącą na łóżku - Nie martw się, też je przygotowaliśmy. Tylko po to, by upewnić się że nie zapomnimy Randolfa Absurdalnego i Stana Śmierdzącego.

Harry wyszczerzył się i podążył za chłopcami na dół.

- Dobry, Herm - Ron przywitał swoją nową dziewczynę, siedzącą przy stole i pochłoniętą lekturą drugiego tomu Biografii Pięknego Billa, przeżuwając kanapkę.

- Dzień dobry Ron - nawet nie spojrzała w górę.

- Cześć Hermiono - powiedział Harry - Co czytasz? Może lekturę pomocniczą na temat rewolucji goblinów?

Dziewczyna zarumieniła się - Nie. Już się nauczyłam na test. Zdecydowałam powiększyć swoją wiedzę o Indyjskim Czarodziejstwie.

- Indyjskim?

- Ach, to tylko Piękny Bill - wytłumaczył Ron.

- Kto taki?

- Lord William Montgomery z zeszłego stulecia - odpowiedział Ron - Był bardzo przystojny, stąd przydomek Piękny Bill. Spędził dwie dekady w Indiach studiując lokalne czary. Nauczył się bardzo dużo o metodach zaklinania węży używanych przez fakirów. Jednak według mojej mamy, jego najbardziej znaczącym dziełem jest książka 'Dlaczego krowy są świętymi zwierzętami skoro nie posiadają magicznych mocy.'. Tak poza tym, Harry, czego chciała od ciebie McGonagall o dziesiątej w nocy?

Harry wzdrygnął się - Niczego… dobra, chciała porozmawiać o drużynie Quidditcha.

Hermiona spojrzała znad książki - O dwudziestej drugiej?

- Chyba nie zdawała sobie sprawy, że już tak późno - Harry wzruszył ramionami modląc się by, ani Ron ani Hermiona nie zaczęli się dopytywać. Nie cierpiał kłamać, szczególnie do przyjaciół.

Miał szczęście - Hermiona była zbyt zainteresowana Biografią Pięknego Billa, a Ron był tak głodny, iż stwierdził że lepiej użyć swojej buzi do jedzenia niż rozmowy.

Harry zaczął mieszać zbyt gorące kakao, nie zwracając uwagi na otoczenie. Był myślami daleko od Wielkiej Sali; przy Ginny. Wciąż nie wiedział jak przekazać jej szokującą nowinę. Nagle doznał olśnienia: może zapyta Syriusza?

Od czasu udowodnienia niewinności, Syriusz Black pracował z Arturem Weasleyem w Departamencie Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli. Oczywiście, nie była to odpowiednia praca dla tak utalentowanego czarodzieja jak Syriusz jednak - jak domyślał się Harry - jego ojciec chrzestny był usatysfakcjonowany tym, że może robić coś pożytecznego. Wciąż wielu ludzi się go obawiało, nie wierząc w jego niewinność, jednak miał również wielu sprzymierzeńców. W zeszłym roku, pomógł uczniom Hogwartu odeprzeć kolejny atak Voldemorta - do tego, bardzo poważny - zdobywając w ten sposób zaufanie wielu czarodziejskich rodzin.

*Okej. Napiszę do niego list. Zaraz po teście.* pomyślał.

Gdy trio wstało od stołu, zatrzymał ich złośliwy głos:

- Hej Potter, zaprosisz mnie na swój ślub? - był to oczywiście Malfoy.

Harry zamarł. Jak Draco dowiedział się o jego nieuniknionym 'ślubie'? Czy powiedziała mu McGonagall lub Pomfrey? Dlaczego jemu, ze wszystkich ludzi?

- O czym… ty mówisz? - Harry odwrócił się do Malfoya.

Twarz chłopaka rozszerzył złośliwy uśmiech - Słyszałem o twoim romansie z panią Norris. Jestem tylko ciekaw kiedy odbędzie się ślub. Weasley będzie twoim świadkiem? Och nie, o tak ważną rolę powinieneś zapytać kota Granger'. A nowe śmierdzące pupile Hagrida mogą być druhnami.

- Och zamknij się, Malfoy! - krzyknęła Hermiona - Pomyśl o czym mówisz, panie Kwitnąca Jabłoń!

- Założę się, że ci się to podobało, co nie? - Malfoy uśmiechnął się z wyższością - I tak wyglądałem lepiej niż twój mały przyjaciel całujący się z kotem woźnego!

- Ja nie… - zaczął Harry, ale Ron złapał go za ramię i pociągnął w stronę Wielkiej Sali.

W klasie słychać było tylko skrobanie piór. Profesor Binns pociągał za swoją astralną brodę wpatrzony w biurko, był święcie przekonany, że żaden uczeń nie odważy się ściągać podczas jego zajęć. To dlatego nie używał nigdy zaklęć uodparniających pióra na oszustwo. Ufał uczniom bardziej niż własnym umiejętnościom nauczania. Nie powinien.

Po zebraniu testów, opuścił klasę poprzez żyrandol.

- To najlepszy test jaki dotąd napisałem - promieniał Ron gdy trio weszło do zachodniego skrzydła zamku na następne zajęcia - Ochronę Przed Czarną Magią.

- Pewnie że tak, nie odrywałeś się od ściągi - popatrzyła karcąco Hermiona - W ten sposób nigdy nic się nie nauczysz o rewolucjach goblinów.

- Kogo to obchodzi? - śmiał się Ron - Prawda Harry?

- Huh? - Harry wyglądał na zdezorientowanego - Przepraszam, zamyśliłem się.

- Zamyśliłeś? O czym? - zapytała Hermiona. Nie była przyzwyczajona do Harrego nie słuchającego przyjaciół.

- Przepraszam - wymruczał - Muszę iść do sowiarni. Do zobaczenia za piętnaście minut. Jak się spóźnię na lekcję, to powiedz proszę profesorowi Lupinowi, że zaraz będę, okej?

Gdy Hermiona obserwowała jak biegnie w górę schodami, odezwał się Ron: - Jest z nim coś nie tak. Jest rozkojarzony odkąd się obudził. Coś go bardzo martwi, ale nie chce mi się zwierzyć.

- To do niego nie podobne - zadeklarowała dziewczyna - Mam przeczucie, że jego dziwne zachowanie ma coś wspólnego z wizytą u McGonagall zeszłej nocy.

- Masz rację - pokiwał głową - Nie sądzę by rozmawiali o Quidditchu.

- Na pewno nie - stwierdziła ponuro Hermiona - Ale czemu by nas okłamywał?

- Nie wiem… skąd u mnie to przeczucie, że wydarzy się coś złego?

- Ponieważ wciąż uczęszczasz na zajęcia profesor Trelawney. Powinieneś je dawno rzucić i nauczyć czegoś użytecznego. Och cóż, chodźmy na OPCM.

- Okej - uśmiechnął się i złapał ją za rękę. Nie wyglądała na wciąż obrażoną po wczorajszej rozmowie w dormitorium. Weszli do klasy ręka w rękę.

W międzyczasie, Harry usiadł na parapecie sowiarni z kartką w ręku. Jego śnieżna sowa, Hedwiga kreśliła radosne pętle w powietrzu, wyleciała oknem i wróciła, pokazując jak chętna jest zanieść jego list.

"Dobra dziewczynko spokój, uspokój się proszę na chwilę, rozpraszasz mnie!" poklepał sowę po głowie. "Pozwól mi dokończyć."

Hedwiga przypomniała huknięciem, że nawet nie zaczął listu, nie mówiąc o końcu. Harry westchnął ciężko. Nie wiedział jak go skomponować. Jego ojciec chrzestny na pewno będzie nim bardzo rozczarowany.

- Okej - wymruczał i zaczął pisać.

Drogi Syriuszu,

Obawiam się, że ten list cię zszokuje, jednak nie dlatego go piszę. Wręcz przeciwnie: chcę zapytać cię o radę, ufając twojej wiedzy i doświadczeniu. (Choć jestem pewny, że nigdy nie miałeś mojego problemu.) Dobrze, nie będę owijał w bawełnę: kocham Ginny Weasley. To samo w sobie nie byłoby problemem, jednak przeszliśmy już fazę platonicznej miłości i ona

- O mój, jak ciężko to napisać! - westchnął i kontynuował.

…zaszła w ciążę. Wiem że postąpiliśmy głupio, ale już tego nie zmienimy. Dziś wieczorem muszę przekazać Ginny nowinę, wyobraź sobie jej szok. Nie mam pojęcia jak jej o tym powiedzieć, ale musi wiedzieć - w końcu jest matką, co nie? To wystarczająco dziwne, że pierwszy o tym wiem, nawet przed nią - McGonagall powiedziała mi zeszłej nocy - podejrzewam że dowiedziała się od Madame Pomfrey. (Pomfrey badała Ginny po tym jak zemdlała podczas wczorajszej Transmutacji. ) McGonagall nalega bym ją poślubił! Syriuszu, na samą myśl przechodzą mnie ciarki! Kocham Ginny, naprawdę, ale jesteśmy zbyt młodzi i nic nie wiemy o rodzicielstwie. (Ja na pewno nie wiem.) Czuję motyle w brzuchu na samą myśl o rozmowie z Ginny. Co jeśli się nie zgodzi? Co się stanie, gdy dowiedzą się ludzie? Nie można tego ukrywać w nieskończoność, co nie? Pomożesz mi? Poradzisz? (Proszę nie wysyłaj wyjca, niezależnie jak bardzo chcesz, chcemy to utrzymać w tajemnicy, przynajmniej do powrotu Dumbledore'a.)

Dziękuję z góry za Twoje zrozumienie.

Harry

- Trzymaj, gotowe - uśmiechnął się do Hedwigi półgębkiem. Usadowiła się na kolanach gdy przyczepiał wiadomość do jej nogi - Leć bezpośrednio do Syriusza ile sił w skrzydłach i wracaj szybko z odpowiedzią. To pilne - Sowa zahukała ze zgodą i odleciała.

- …to dlatego wiedza na temat starożytnych klątw jest tak istotna. Pan Weasley z pewnością opowie nam ciekawe szczegóły o egipskich klątwach… och, dobrze pana widzieć, panie Potter - Profesor Lupin odwrócił się do spóźnionego dziesięć minut chłopaka - Usiądź proszę i posłuchaj prezentacji pana Weasleya na temat klątw chroniących grobowce egipskich faraonów i króli.

Harry pokiwał głową i usiadł gdy Ron wstał i podszedł do rzutnika.

- Um, panie profesorze, nie umiem tego obsługiwać - powiedział skonsternowany chłopak.

- Przepraszam panie Weasley, ale też nie mam pojęcia jak tego używać - uśmiechnął się Lupin - Rodzice jednego z mugolaków sprezentowali to szkole. Profesor McGonagall powiedziała mi, że służy do pokazywania zdjęć, ale nie miała czasu by wyjaśnić. Cóż, czy ktoś wie jak włączyć ten gadżet?

Dean Thomas podniósł rękę. Ze względu na wychowanie wśród mugoli, wiedział jak obsługiwać takie urządzenia.

- Tak, panie Thomas? - uśmiechnął się profesor - Pomóż nam proszę.

- Nie sądzę by ten rzutnik tutaj zadziałał, panie profesorze - przyznał Dean - Działa na elektryczność.

- Ach, eklektryczność? - rozjaśniła się twarz Rona - Mój ojciec jest nią zafascynowany. Parę razy się poraził, jednak wciąż ją lubi.

- Wyobraź sobie wszystkie dziesięć włosów pana Weasleya stojące dęba! - wyszeptał do Harrego Seamus. Nie mógł powstrzymać chichotu. Hermiona popatrzyła na nich z pogardą i odwróciła się do Lupina: - Nawet gdybyśmy wiedzieli jak obsługiwać rzutnik, wciąż nie moglibyśmy go używać w Hogwarcie. Wie pan że wszystkie mugolskie gadżety nie działają przez magiczną aurę zamku.

- Oczywiście ma pani rację, panno Granger - odparł Remus - W porządku Ron, jeśli nie możemy tego użyć… cokolwiek to jest, proszę rozdaj zdjęcia uczniom i opowiedz o klątwach

- Dobrze, panie profesorze - pokiwał głową - Więc, wiecie że cztery lata temu byłem z rodziną w Egipcie. Wygraliśmy… nie ważne. Więc, byliśmy tam i zwiedziliśmy wszystkie piramidy i grobowce w Dolinie Królów. Moi bracia bliźniaki chcieli zamknąć Percy'ego w piramidzie, ale mama im nie pozwoliła. Nie żeby na to nie zasługiwał, ale… możecie sobie wyobrazić jak okropny los by go spotkał? Wielka Piramida chroniona jest przez klątwę bardziej zabójczą niż Avada Kedavra.

- Bzdury! - wtrącił Seamus - Nie ma nic bardziej zabójczego!

- Chcesz spróbować Seamus? - zapytał Ron - Avada Kedavra tylko cię zabija, nie cierpisz. Te klątwy dręczą cię przed śmiercią. Są jak kombinacja Crucio i Avada Kedavra. Na początku, setki skarabeuszy przeżuwają twoje nogi, wgryzając się pod skórę. Następnie szkielety kapłanów, którzy eskortowali faraona do piramidy, rzucają się na ciebie z szablami w dłoniach zapędzając cię wprost do komory grobowej faraona, gdzie mumia faraona dusi cię własnymi rękoma."

- Moja rodzina planuje wyjazd do Egiptu następnego lata - powiedziała Lavender Brown said - Zasugeruję, żeby ją odwołali.

Uczniowie zaczęli się śmiać.

- Dziękuję za świetną prezentację panie Weasley. Sam bym tego lepiej nie wyjaśnił - Lupin wstał z krzesła - A teraz nauczymy się zwalczać atakujące mumie…

Po lunchu Harry odwiedził Hagrida. Obiecał odwiedzić go dzień wcześniej, jednak nie mógł po incydencie z panią Norris.

Gdy wszedł do małej drewnianej chaty gajowego, uderzył go okropny smród. Od razu przypomniał sobie komentarz Malfoya o nowych cuchnących pupilach Hagrida będących druhnami na jego ślubie.

- Ha…hagrid? - Harry przyszczypnął nos - Co… co to za smród?

Włochaty półolbrzym odwrócił się z najdzikszym uśmiechem jaki Harry kiedykolwiek widział - Och, wchodź Harry, wchodź, musisz je zobaczyć!

- Kogo? Co?

Hagrid zaprowadził go w róg, gdzie mógł zobaczyć grupę zielonkawych piłek - Powiedz Harry, czy nie są cudowne? - zapytał zachwyconym głosem.

- Um, czy to nowy typ tłuczków, które sprawiają że gracze mdleją, zamiast strącać ich z mioteł? - zgadywał Harry.

- Nie - pokręcił głową Hagrid - To prawdziwi Marsjanie.

- Prawdziwy kto? - Harry podniósł brew. Hagrid musiał zwariować.

- Marsjanie - powtórzył gajowy - Olimpia dostała je od rosyjskiego czarodzieja. Wiesz, rosyjscy czarodzieje organizowali tajne wyprawy na Marsa rywalizując z amerykańskimi. Wprawdzie amerykanie jako pierwsi wylądowali na Marsie na swoich miotłach 'Through-Space-2002', jednak rosjanie jako pierwsi odnaleźli inteligentne stworzenia.

*Inteligentne?* pomyślał Harry. Nie nazwałby nikogo tak cuchnącego inteligentnym - Uch, Hagrid, co one potrafią? Co czyni je tak specjalnymi poza ich interesującym zapachem?

- Czemu Harry, są z Marsa! To wystarczy by uczynić je specjalnymi!

- Ach, pewnie - westchnął Harry, biorąc oddech poprzez usta - I co zrobisz z marsjańskimi piłkami? Zagrasz z nimi w Quidditcha?

- Och nie - ryknął ze śmiechu Hagrid - Nie pozostaną takie. Są młode, dlatego wyglądają jak piłki, później się rozwiną i zaczną rosnąć.

- Rooooosnąć? - Harry pomyślał przez chwilę i stanęło mu serce - Jak duże urosną?

- Um… tak doprawdy, nie mam pojęcia - wzruszył ramionami Hagrid.

Harry pokiwał głową - Może podyskutujemy o tych cudownych stworzeniach na zewnątrz?

- Okej - zgodził się Hagrid trochę niechętnie. Nie chciał zostawiać swoich cennych zwierzątek samych.

Usiedli przed domem i Kieł natychmiast podbiegł do Harrego, kładąc mu głowę na kolanach.

- Tęskni za tobą. Nie odwiedzałeś nas przez dwa tygodnie - Hagrid zadeklarował z wyrzutem.

- Przepraszam, byłem zajęty.

- Coś z tobą nie w porządku - powiedział delikatnie olbrzym - Hej, daj upust swojemu sercu. Mogę ci pomóc?

- Jeśli tylko byś mógł - westchnął Harry.

- Och, chyba wiem co cię trapi - zachichotał Hagrid - Rozpaczasz nad incydentem z kotem Filcha, co nie?

Harry potrząsnął głową - Nie Hagrid, to dużo gorsze.

- Gorsze? Co przede mną ukrywasz? - zapytał zmartwionym tonem - Nie ważne, każdy ma jakieś tajemnice.

- Chciałbym by pozostało to tajemnicą na zawsze.

- Brzmi bardzo poważnie. Ma to coś wspólnego z Sam-Wiesz-Kim?

- Chciałbym by było to takie proste. Voldemort by mnie tylko zabił. A to wywoła okropny skandal i zostanę wyrzucony ze szkoły. Tym razem nic tego nie zatrzyma. Być może to nasza ostatnia rozmowa Hagridzie.

- Nie, nie, Harry, nie gadaj takich rzeczy! Nie mogą ciebie wyrzucić, nie ważne co zrobiłeś.

- Ale zrobiłem najbardziej niegodziwą rzecz. Wciąż nie mogę uwierzyć, że zrobiłem to osobie, którą kocham najbardziej na całym świecie.

- Komu?

- Ginny - westchnął Harry.

- I co? - zapytał Hagrid.

Harry nie śmiał spojrzeć gigantowi w oczy, więc trzymał wzrok na butach - Zaciążyłem ją.

- Co takiego? - oczy Hagrida stały się tak wielkie, że prawie powypadały mu z głowy - Żartujesz?

Harry pokręcił głową - Zrozumiem jeśli nie chcesz być już moim przyjacielem. I tak stracę wszystkich przyjaciół.

- Ale Harry, jak możesz myśleć, że nie będę twoim przyjacielem? I co masz na myśli mówiąc, że stracisz wszystkich przyjaciół?

- Pomyśl Hagrid - Harry podniósł głowę, w końcu czując na tyle odwagi by spojrzeć gajowemu w oczy - kiedy Ron dowie się co zrobiłem jego małej siostrze, zabije mnie. Hermiona będzie mną gardzić i… nie mam już do kogo się zwrócić.

- Zawsze będę tu dla ciebie - odparł olbrzym, kładąc rękę na ramieniu Harrego, ściskając je lekko - Zawsze. Będę też dobrym wujem stryjecznym dla twojego dziecka… to jest, jeśli chcesz bym nim był.

- Dziękuję Hagridzie - na twarzy Harrego pojawił się mały uśmiech. Pierwszy od poprzedniego popołudnia.