Oryginalny tytuł: The Stark Truth
Autorka: misteeirene
Zgoda: Jest
Tłumaczenie: Rokishoo
Beta: Medowell
Tytuł: The Stark Truth
Raiting: M (17+)
Fandom: Avengers i Harry Potter
Link: s/10796296/1/The-Stark-Truth
Bruce zmieniał właśnie kroplówkę Harry'ego, gdy zobaczył, że palce chłopca zaczynają drgać.
- Budzi się - ostrzegł cicho Bruce wszystkich, którzy byli w pokoju. Tony siedział na krześle obok łóżka, Pepper pracowała nad dokumentami przy biurku geniusza, Steve wyglądał przez okno, a Clint opierał się o drzwi. Wszyscy bardzo martwili się o chłopca, który skradł ich serca w tak krótkim czasie.
Harry spał dłużej, niż ktokolwiek się spodziewał. Był już późny wieczór, dnia następnego, co oznaczało, że Harry spał więcej niż dwadzieścia cztery godziny. W tym czasie Bruce i Tony nie opuścili miejsc przy łóżku chłopca. Pozostali meldowali się nieregularnie, ale mimo to, wszyscy martwili się o małego chłopca w Stark Tower,
- Powinniśmy wyjść? - zapytał Steve, nie chcąc przytłaczać chłopca obecnością tak wielu osób.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć Harry zaczął jęczeć.
Tony zerwał się na równe nogi i stanął opiekuńczo nad synem. Nie wiedział jak robić te pocieszające rzeczy, ale zrobiłby wszystko co musiał, aby pomóc swojemu dziecku. To nie tak, że jego ojciec był wzorem do naśladowania, człowieka nigdy nie było w pobliżu i miał obsesję na punkcie Kapitana Ameryki. Tak szybko jak tylko mógł, jego ojciec odesłał go do szkoły z internatem i utrzymywał z nim kontakt na minimalnym poziomie.
Harry był skołowany i zdezorientowany. Wiedział, że nie znajduje się w wieży Gryffindoru, w skrzydle szpitalnym lub na twardym, nierównym łóżku u Dursleyów. Nie, materac, na którym leżał był tak wygodny, że wydawało mu się, że leży na chmurze. Łóżko było tak ciepłe i miękkie, że chciał się w nim zagrzebać i nigdy więcej nie wychodzić. Nadal nie był pewny gdzie był, ani kto jest tu razem z nim, jego głowa była ciężka, a myśli zamglone.
- Harry, czy mnie słyszysz? - zapytał Bruce cicho, nie chcąc przestraszyć chłopca.
Nastolatek napiął mięśnie, a serce zaczęło mu mocniej bić. Kto to był? Nie rozpoznawał głosu, a ten był zdecydowanie męski. Nigdy nie kończyło się to dobrze, gdy budził się z obcym mężczyzną w swoim pokoju. To nie pierwszy raz, kiedy wuj Vernon kogoś do niego posyłał, aby obudził z nieznajomym przy boku.
Szybsze bicie serca, pokazywane na monitorze, zwróciło uwagę wszystkich.
- Harry, uspokój się, nie ma powodów, by się bać. Jesteś w Stark Tower, ze mną, Brucem Bannerem, twoim ojcem, Tonym Starkiem oraz Pepper Potts. Jest tu także Steve Rogers wraz z Clintem Bartonem i wszystkich nas bardzo zmartwiłeś.
Harry jęknął, gdy wszystko zaczęło do niego wracać. Przypomniał sobie, że dowiedziała się, że to nie Lily, a James był jego matką, a Tony ojcem. Przypomniał sobie także straszny ból, spowodowany chłostą, którą zgotował mu wujek, a także jak bardzo chory i zmęczony był.
- Nie, nie, nie – zaszlochał chłopiec cicho, gdy mignęło mu, że zemdlał przed Tonym i Pepper. Muszą już wiedzieć...wszyscy muszą już wiedzieć, co mu się wydarzyło.
- Hej, mały szefie, czy masz zamiar otworzyć dla nas oczy? - zajmując miejsce obok łóżka znajdujące się najbliżej Harry'ego.
Oczy chłopca otwarły się gwałtownie i szybko odskoczył od dotyku mężczyzny. Nie chodziło o to, że nie chciał, aby jego ojciec go dotykał, po prostu nie chciał, aby ktokolwiek go dotykał.
- Co do cholery?! - wykrzyknął, kiedy poczuł bolesne szarpnięcie na ramieniu.
- Nie, Harry, nie wyciągał tego – ostrzegł Bruce, delikatnie powstrzymując dłoń chłopca zmierzającą w kierunku wenflonu - Jesteś poważnie chory i jest to konieczne, aby wprowadzić leki do twojego organizmu.
Harry wyciągnął rękę z uścisku Bruce'a i pozwolił jej opaść na łóżko. Wciąż czuł się oszołomiony i miał mdłości. Nie chcąc ujrzeć litości na twarzach zebranych ludzi, zamknął oczy i odwrócił głowę.
Tony spojrzał smutno na swojego syna.
- Harry, czy mogę przynieść ci coś do jedzenia lub picia? Nie miałeś nic w ustach od dwudziestu czterech godzin.
Nie odwracając się, chłopiec potrząsnął głową.
- Na nieszczęście dla ciebie i tak coś zjesz – stwierdził stanowczo Bruce – Nie poprawi ci się, jeśli nie będziesz nic jadł. Mogę być okropnym kucharzem, ale poradzę sobie z otwarciem puszki zupy jarzynowej i pudełka krakersów. Teraz, jeśli mi wybaczysz, wrócę za kilka minut.
Harry patrzył jak Bruce wychodzi z uśmiechem na ustach.
- Przypomina mi matkę mojego najlepszego przyjaciela.
Clint zachichotał.
- To zabawne, że porównujesz Bruce'a do matki, mogę sobie tylko wyobrazić wielkiego zielonego faceta w fartuszku i puszystych różowych kapciach.
Chłopiec uśmiechnął się nieśmiało do Hawkeye'a. Sądził, że będą od zaraz wymagać odpowiedzi na pewne pytania, ale nie traktowali go inaczej niż zwykle. Czuł bandaże oplatające jego ciało, więc na pewno wiedzieli, że został wychłostany, a jeśli zobaczyli jego plecy, widzieli także ślady ugryzień.
- Jesteś jednym małym, mocno upartym dzieciakiem, tyle ci przyznam – rzucił Tony, uśmiechając się do swojego syna – Miałeś nie tylko zainfekowane rany, ale i zatrucie krwi, a ja odkrywam, że jestem twoim ojcem, jednocześnie dowiadując się, że niedaleko ci śmierci...i to wszystko w mniej niż godzinę – mężczyzna stuknął w reaktor łukowy na piersi – Twój stary ma popsutą pikawę i to właśnie utrzymuje go przy życiu, moje serce nie wytrzyma wiele tego rodzaju stresu. Nie opuściłem twojego boku, od kiedy zemdlałeś. Myślę, że zaprojektuję bezpieczną bańkę, abyś żył w niej i nikt nie mógł się skrzywdzić.
Harry spojrzał nerwowo na ojca, posyłając mu zdenerwowany uśmiech. Nie sądził, że mężczyzna był na niego wściekły, ale nie brał tego za pewniak. Było to jednak dziwne, bardzo dziwne, że ojciec, którego niedawno spotkał, wystraszył się, ponieważ był chory. Nie mógł uwierzyć, że Tony był tu przez cały czas. Nawet Syriusz opuścił go po trzecim zadaniu na polecenia Dumbledore'a, wysyłającego go, aby coś zrobił, mimo, że chłopiec błagał ojca chrzestnego, by go nie opuszczał. Nastolatek dopiero co był świadkiem jak jego starszy kolega zostaje zamordowany, oglądał zmartwychwstanie Voldemorta, z którym z resztą stoczył bitwę i został potraktowany Cruciatusem... Ostatnią rzeczą, której pragnął, było zostanie po tym wszystkim samemu. Chciał, aby Syriusz został z nim, aby sprawił, że poczuje się bezpiecznie, nawet jeśli tylko w postaci Łapy. Mimo jego błagań mężczyzna zostawił go jednak samemu i poszedł wykonać misję dla dyrektora. Z jakiegoś powodu nigdy nie był na tyle ważny, aby być dla kogoś na pierwszym miejscu.
- Ty...naprawdę zostałeś? - spytał Harry drżącym głosem.
- Żartujesz? - zachichotał Steve, zajmując miejsce obok Tony'ego – Zarówno Tony jak i Bruce nie chcieli odejść od łóżka. Poczekaj, aż to zobaczysz – Steve uśmiechnął się do geniusza – JARVIS, przywołaj zdjęcie, o którego zrobienie poprosiłem cię wczorajszej nocy.
- Jakie zdjęcie, o czym ty mówisz? - zapytał Tony, spoglądając trochę zaniepokojony.
Harry nie mógł powstrzymać rozbawionego parsknięcia, gdy obraz pojawił się na bardzo dużym ekranie. Zarówno Tony jak i Bruce spali na kanapie, leżąc jeden na drugim. Bruce miał głowę na ramieniu Tony'ego i ramię zarzucone na jego klatkę piersiową, a ramiona Tony'ego owinięte były wokół naukowca i trzymał jedną nogę na jego kolanach.
- Och, to bezcenne – zawył Clint – Myślę, że powinniśmy zrobić z tego świąteczną kartkę Avengers.
Tony ukrył twarz w dłoniach, jęcząc.
- Lepiej zabierz to zdjęcie, zanim mama je zobaczy, wiesz co się dzieje, gdy się zdenerwuje.
Harry zachichotał, ocierając łzawiące oczy. Nie mógł uwierzyć, jak dobrze się czuje w towarzystwie niedawno poznanych mężczyzn. To było dziwne, ale rzeczywiście wydawało mu się, że o niego dbają.
Steve wyciągnął rękę i delikatnie dotknął dłoni chłopca.
- Szczerze mówiąc, wszyscy bardzo się o ciebie martwiliśmy. Kiedy nie pracowaliśmy ja, Pepper i Clint ciągle tu przesiadywaliśmy, zaś podczas pracy regularnie dowiadywaliśmy się o twoim stanie, wpadając od czasu do czasu. Możemy być nieco dysfunkcyjni, ale jesteśmy rodziną, jesteśmy tu dla siebie nawzajem i pamiętaj, że możesz do nas przyjść ze wszystkim.
Harry przełknął gulę, która utworzyła się w jego gardle. Weasleyowie i Syriusz dbali o niego, ale nigdy nie nazwali go rodziną. Rodzina była czymś, czego desperacko pragnął i nie mógł uwierzyć, że ci ludzie mu ją dali. Odwrócił głowę i wytarł łzy, nim te mogły popłynąć po jego policzkach.
Steve wstał z krzesła, kiwając głową Tony'emu. Miał na myśli wszystko to, co powiedział. Byli jego teraz jego rodziną i byli tam, aby w razie potrzeby pomóc Harry'emu. Chłopiec znał tylko ból i nienawiści, nadszedł czas pokazać mu jak wygląda prawdziwa, kochająca rodzina. Mogą się ze sobą kłócić w walczyć, ale wciąż nią pozostaną.
Po opanowaniu emocji, Harry zwrócił się do geniusza.
- Jak długo muszę to jeszcze mieć? - zapytał, odrywając swędzącą taśmę mocno przyklejoną do jego ramienia i trzymającą wenflon w miejscu.
- Dopóki matka tak mówi – zachichotał Tony – Ale zgaduję, że co najmniej kilka dni. Dzieciaku, nie żartowałem, kiedy mówiłem, że umierasz – spoważniał mężczyzna.
Chłopiec spuścił głowę.
- Przepraszam – wymamrotał.
Tony westchnął.
- Harry, nie jesteśmy na ciebie wściekli, po prostu nas przestraszyłeś. Mamy teraz milion pytań, ale obiecuję, że dopóki nie poczujesz się lepiej nie będziemy cię za bardzo prześladować.
Harry wzdrygnął się na wspomnienie czekających nań pytań. Wiedział, czego będą dotyczyły, ale nie ma mowy, aby powiedział im prawdę.
***HP***
Remus złapał się za nasadę nosa. Pełnia była już naprawdę blisko, a Syriusz dodatkowo działał mu na nerwy.
- Czy mógłbyś przestać stukać kubkiem w stół? - warknął, brzmiąc bardziej jak Lunatyk niż jego ludzka część.
Animag postawił kubek na stole, spoglądając z zakłopotaniem na wilkołaka.
- Przepraszam, martwię się tylko o Harry'ego. Nie powinniśmy zostawiać go samego po trzecim zadaniu, był naprawdę wstrząśnięty.
- Harry rozumie, że mamy pracę do wykonania - Remus westchnął, odbył już podobną rozmowę z przyjacielem.
- Miałeś kiedyś czternaście lat? - warknął Syriusz – Harry był przerażony i zraniony, błagał mnie, abym został, ale ja zwyczajnie poklepałem go po głowie i wybiegłem przez drzwi. Czy myślisz, że James chciałby, abyśmy tak traktowali jego małego chłopca? Nie, pragnąłby, abyśmy pozostali przy jego łóżku, pocieszając go i po prostu tam będąc, gdy obudzi się z koszmarów...Remusie, wciąż widzę ból w jego oczach, w momencie gdy wychodziłem przez drzwi.
Wilkołak usiadł przy stole, również czując się winny. To właśnie było powodem, przez który był bardziej niż normalnie nerwowy tak blisko pełni księżyca. Lunatyk też chciał pozostać przy boku swojego wilczka. Wyczuwał strach i ból swojego młodego, a nie umknął mu również fakt, jak trzęsie się po klątwieCruciatus, która została na niego rzucona. Lunatyk był wściekły, że po raz kolejny porzucił jego wilczka, kiedy ten go potrzebował, a Remus nie miał wątpliwości, że ten ukarze go za to, podczas pełni.
- Poprosiłem Harry'ego żeby wysłał mi sowę po powrocie do domu i obiecał, że to zrobi. Remy, minęły już trzy dni, a my wciąż nic nie dostaliśmy.
- Syriuszu, Harry prawdopodobnie nadrabia czas ze swoimi mugolskimi przyjaciółmi – wilkołak zacisnął dłonie na kubku, próbując ukryć ich drżenie. Lunatyk był na niego naprawdę wściekły i próbował przejąć kontrolę.
- Harry nie ma...
- ...żadnych mugolskich przyjaciół. - powiedzieli na zmianę Fred i George, siadając przy obskurnym, starym stole. Byli zaskoczeni, kiedy po opuszczeniu pociągu ich rodzice przywieźli ich wszystkich tutaj, zamiast do Nory. Wyglądało na to, że teraz skoro Stary Brzydal powrócił, Dumbledore chciał, aby wszyscy mieszkali w tym starym, ciemnym wysypisku, gdzie mieli być bezpieczni i pomóc w sprzątaniu. Dyrektor planował stary dom Syriusza jako nową siedzibę główną Zakonu Feniksa.
- Czego nie rozumiem...
- ...jeśli to miejsce jest najbezpieczniejszym, zaraz po Hogwarcie...
- To dlaczego Harry nie mógł zostać tutaj? - obaj bliźniacy dokończyli wspólnie.
Remus potarł pulsujące skronie, ta rozmowa z bliźniakami do złudzenia przypominała mu przeżywanie pełni. Normalnie Lunatyk uznawał tę parę za zabawną, dzisiaj wył w jego głowie i szarpał się.
- Profesor Dumbledore założył specjalne osłony w domu wujostwa Harry'ego, które nie chroni tylko jego, ale także ich – Remus uspokoił parę – Harry dołączy do nas po swoich urodzinach.
Fred prychnął.
- Tak jakby Harry przejmował się tym, co się działo z tymi potworami.
George uderzył brata, posyłając mu spojrzenie mówiące ''zamknij się, do cholery''. Harry nigdy nie powiedział im o nadużyciach, których doświadczał ze strony wujostwa, ale przypadkowo natknęli się na niego któregoś wieczoru w szatni Quidditcha. Był to pierwszy trening w tamtym sezonie, a Fred zostawił krawat na ławce, więc musieli się po niego wrócić. Nigdy wcześniej nie kwestionowali tego, że Harry czeka z wzięciem prysznica, aż wszyscy opuszczą szatnię, po prostu uznali, że jest nieśmiały.
To George pierwszy zauważył posiniaczonego i pokrytego bliznami chłopca. Kiedy stanęli twarzą w twarz z wstrząsająco wyglądającym dwunastolatkiem, Harry próbował im powiedzieć, że wdał się w bójkę ze swoim kuzynem i to nic wielkiego. Kiedy zauważyli, że wiele blizn wygląda na kilkuletnie, poprosił ich, aby obiecali, że nikomu nie powiedzą, a potem wyznał, że jego wuj chwytał za pas, jeśli nie wykonał swoich obowiązków. Wiedzieli, że historia kryjąca się za sinikami w kształcie odcisków dłoni była nieco głębsza, ale Harry płakał wtedy desperacko i nie chcieli go bardziej denerwować. Kazali chłopcu obiecać, że będzie co kilka dni wysyłał do nich sowę, podczas przerwy letniej, aby wiedzieli, że wszystko z nim w porządku. Od tamtej pory zawsze pomagali go połatać, gdy wracał po wakacjach.
- Co to miało znaczyć? - Syriusz warknął, a jego oczy zabłysły niebezpiecznie. Odkąd poznał chłopca w zeszłym roku, zawsze miał wrażenie, że coś jest nie w porządku z rodzinnym życiem nastolatka. Jaki trzynastolatek zgadza się zamieszkać z dopiero co poznanym nieznajomym, zwłaszcza, że wyglądał tak przerażająco?
George rzucił Fredowi ostrzegawcze spojrzenie.
- Nic, po prostu Harry nie zawsze dogaduje się z ciocią i wujkiem – George poderwał brata na nogi – Choć braciszku, mama mówiła żebyśmy dzisiaj oczyścili podwórko, a jeśli nam się poszczęści może znajdziemy coś do naszej najnowszej linii produktów. - obaj chłopcy uciekli, nim Syriusz zdołał zadać im więcej pytań.
- Właśnie zamierzam iść sprawdzić Harry'ego – zakomunikował i poszedł w stronę drzwi.
- Syriuszu, usiądź z powrotem! - krzyknął Remus – Jesteś zbiegłym więźniem z rozkazem otrzymania pocałunku zaraz po złapaniu, Jak myślisz, jak poczuje się twój chrześniak, gdy dowie się, że jego ojcu chrzestnemu wyssano duszę, ponieważ chciał sprawdzić co z nim?
Piekląc się, Syriusz opadł z powrotem na krzesło, lekko drżąc.
- Nie martw się, Dumbledore będzie tu dziś na spotkaniu, razem z resztą Zakonu. Omówimy sprawę sprowadzenia tutaj Harry'ego wcześniej.
Syriusz nie był szczęśliwy, ale niechętnie zgodził się z logiką Remusa.
***HP***
- Wiesz, mogę sam dotrzeć do salonu – burknął Harry.
Steve uśmiechnął się do drobnego nastolatka. Myślał, że to on był mały w tym wieku, ale przy Harrym był olbrzymem.
- Z całą pewnością możesz, ale spędziłeś w łóżku ostatnie pięć dni. Poza tym, po co zmuszać się do większego wysiłku, skoro masz w wieży wielu ludzi, którzy tylko czekają, aby ci pomóc? - kapitan trzymał rękę na ramieniu chłopca i pomagał mu usiąść na kanapie. Mimo protestów Harry wciąż był bardzo słaby i chory z powodu zatrucia krwi. Pierwotnie owinął ramieniem talię chłopca, aby móc go lepiej podtrzymać, ale gdy tylko go dotknął Harry zamknął się w sobie i nie przestał ciężko oddychać, póki nie zdjął ręki. Nigdy nie opiekował się nikim takim jak chłopiec, ale zaczął już czytać książki na ten temat, żeby móc się tego nauczyć.
- Hej, po prostu bądź wdzięczny, że nie ma tu Bruce'a. Poszczułby nas Hulkiem, gdyby dowiedział się, że pozwoliliśmy ci opuścić łóżko - Clint szedł obok nich, popychając stojak z kroplówką. Nawet widząc, jak mocno chłopiec błaga, Bruce nie usunął wenflonu. Harry nadal był mocno chory i mężczyzna nie zamierzał go wyjąć, póki mu się nie polepszy.
- Musiałem wyjść z tego łóżka, aby nie zwariować – powiedział Harry bez tchu. Tylko ten krótki spacer z sypialni do salonu bardzo go zmęczył.
Mimo protestów chłopca, że wygodnie mu jest na podłodze, Steve pomógł mu usiąść na kanapie. Już wyjął z pod niej miękkie koce i poduszki.
- Jaki film chciałbyś obejrzeć?
Harry oparł głowę o jedną z miękkich poduch.
- A co z Władcą Pierścieni? Mój przyjaciel powiedział mi, że to całkiem niezłe – Seamus stwierdził, że czarodziej w filmie przypomina mu nieco Dumbledore'a. Przez ostatnie pięć dni Tony kazał mu oglądać każdy film i kreskówkę dotyczące Gwiezdnych Wojen, jakie kiedykolwiek stworzono i był bardziej niż gotowy na zmianę.
Steve podczas oglądania filmu nie mógł się powstrzymać od spoglądania na nastolatka. Jak ktoś mógł tak bardzo skrzywdzić inną ludzką istotę, a już w szczególności jeśli była spokrewniona z tym kimś przez krew? Pomimo tego, co przeżył, Harry był bardzo słodkim, troskliwym i pięknym chłopcem. Starał się nie dopuszczać do siebie myśli o znęcaniu się, którego doznał, w szczególności odkąd Clint wspomniał, że był wykorzystywany seksualnie od kiedy był małym dzieckiem. Jak, do diabła, dorosły mężczyzna może zmusić do czegoś takiego dziecko? Sam wciąż był prawiczkiem, nie mając planów utraty dziewictwa, do czasu aż nie znajdzie osoby, z którą chciałby spędzić resztę życia. Jego ideały mogą być nieco staromodne jak na te czasy, ale tak właśnie został wychowany.
Steve musiał się zamyślić, wpatrując w chłopca, ponieważ w następnej chwili Clint machał mu ręką przed twarzą.
- Wszystko w porządku, Cap?
Steve skinął głową.
- Jak długo już śpi? - wyszeptał, czując się nieco zdezorientowany. Musiał naprawdę odlecieć, skoro nie pamiętał jak chłopiec zasypiał.
- Trochę ponad czterdzieści pięć minut – zachichotał Clint – Co się z tobą dzieje? Wpatrywałeś się w niego przez długi czas i nawet nie zdawałeś sobie sprawy, że zasnął?
Steve przetarł oczy, jęcząc.
- Po prostu staram się ogarnąć umysłem wszystko co przeszedł.
- Nie sądzę, że kiedykolwiek zrozumiemy, jak ktoś może być tak okrutny... a wiele widzieliśmy – powiedział smutno Clint – Ten jego wujek jest chorym draniem, który dostanie to, na co zasłużył.
Steve zerwał się na równe nogi i zaczął krążyć.
- Tak bardzo martwiliśmy się o Harry'ego, że nie pomyśleliśmy nawet o innych niewinnych dzieciach, które mogły być teraz na jego miejscu! Musimy go powstrzymać, zanim zgwałci kolejne dziecko!
- Uspokój się, Cap – powiedział Clint, kładąc dłonie na ramionach żołnierza – Fury ma agenta na ich ogonie, odkąd tylko usłyszał o chłopcu. Świnia jest zbyt zajęta, by osiedlić się w swoim nowym domu, ale ma dostęp do stron internetowych z dziecięcą pornografią, więc to tylko kwestia czasu. Tony był w stanie wyśledzić lokalizacje tych stron, które przeglądał i jak dotąd zabitych zostało pięćdziesiąt osób zajmującym się handlem dziećmi i pornografią. Samych dzieci uratowano trzydziestkę piątkę, wszystkie poniżej piętnastu lat.
- Wow, nie wiedziałem, że Tony coś takiego robi. Czy to dlatego nie rzucił się jeszcze w pościg za krewnymi Harry'ego, za to, co mu zrobili?
Clint kiwnął głową.
- To w rzeczywistości pomysł Tony'ego: Widzisz, do wielu z tych stron dostęp można uzyskać jedynie poprzez zaproszenie przez oszustów, którzy muszą je uruchomić. Nie jest możliwe ich samodzielne odnalezienie w wyszukiwarce Google. Po zastaniu członkiem i wniesieniu koniecznych opłat, zyskujesz nieograniczony dostęp do wszystkich filmów i zdjęć. Tony był w stanie włamać się do systemów komputerów domowych i roboczych Dursleya, więc kiedy ten loguje się na te strony, Tony otrzymuje wszystkie konieczne informacje, aby wyśledzić ich lokalizację. Samego Dursleya należy zamknąć, ale Tony chce ocalić jak możliwie jak najwięcej dzieci i umieścić ich gwałcicieli za kratkami.
- To niesamowite – powiedział z podziwem Steve, nie miał pojęcia, że Tony zorganizował to, ratując te dzieci. Mężczyzna nie opuszczał boku syna przez cały dzień, musiał pracować nocami, śledząc tych drani.
- To nie wszystko, Tony pomaga też pokryć opłaty za opiekę medyczną i psychologów dla wszystkich uratowanych do tej pory. Niektóre z porwanych dzieci pochodzą spoza Stanów Zjednoczonych, inne stąd. Tym, które nie mają rodzin, pomaga znaleźć zastępczy dom, kupuje zabawki i niezbędne im rzeczy oraz wszystko inne, czego potrzebują. Tony naprawdę się zawziął, nie tylko łapie pracujących w tej branży i doprowadza do tego, by wymierzono im sprawiedliwość, lecz także pomaga porwanym dzieciom wrócić do zdrowia.
Steve potrząsnął głową, całkowicie zdruzgotany hojnością Starka.
- Dlaczego nie ma nic o tym w wiadomościach?
- W tej chwili trzymają to z dala od mediów, z obawy, że ci, których to dotyczy, zamknął swoją działalność, zamordują dzieci, które obecnie mają, a następnie poczekają aż wszystko ucichnie i zaczną od nowa. Tony chce zagarnąć jak najwięcej tych drani w jak najszybszym czasie i uratować jak najwięcej dzieci.
- Chcę pomóc – stwierdził zdecydowanie Steve – Jestem wielkim amerykańskim bohaterem i wstyd mi, że nigdy nie pomyślałem, o tym, aby pomóc takim dzieciom.
- Hej, nie obwiniaj się, Cap, wcale nie rozmrożono cię tak dawno – zażartował Clint – To my jesteśmy tymi, którzy powinni się wstydzić. Mamy za sobą całą tę moc, mózgowców i technologię, a mimo to, nigdy nie zadaliśmy sobie trudu, aby pomóc tym dzieciom. To smutne, że takie potraktowanie jednego z nas było boleśnie konieczne, aby dać nam kopa w tyłek i zacząć ratować te niewinne dzieci.
Harry cicho naciągnął koc na głowę, by Steve i Clint nie zdali sobie sprawy, że nie śpi...i płacze. Nie mógł uwierzyć w to, co robi jego ojciec. Wiedział, że nie jest jedynym dzieckiem, które krzywdzono w ten sposób, a ich oprawcy – w jego przypadku wuj – byli dumni z tego co robili i przechwalali się wszystkimi chłopcami, których zmusili do ssania swoich penisów. Zawsze się za to nienawidził, to mimo, że chciał pomóc tym chłopcom, był również zadowolony, że jego wuj lub któryś z jego znajomych zostawili go na noc samego. Nie życzyłby takiego traktowania żadnej istocie ludzkiej...nawet najgorszemu wrogowi, ale były takie chwile, gdy czuł taki ból, że odczuwał ulgę, że znaleźli sobie innego chłopca. Myśląc teraz o takich chwilach był tak zawstydzony i zdegustowany samym sobą.
''Jeden z nas''. Harry cały czas powtarzał sobie te słowa w głowie, płacząc cicho, do chwili, gdy zasnął. Clint nazwał go jednym z nich, w końcu gdzieś należał, w końcu ktoś o niego dbał. Jego ojciec pracował nad tym, aby położyć kres cierpieniom dzieci z rąk mężczyzn takich jak wuj Vernon, pan Grunning i pan Mason. Nigdy, ale to nigdy, nie powiedziałby nikomu, co zrobił mu wuj, nigdy nie będzie chciał, ale może, tylko być może, mógł zaufać swojemu ojcu.
***HP***
- Czy to zaboli?
Bruce posłał przestraszonemu chłopcu uśmiech.
- Najgorsze będzie odrywanie plastra, po tym nawet nie poczujesz wyjęcia wenflonu.
Harry pokiwał głową, wpatrując się na przemian w Bruce'a i wyjmowaną igłę. Był w Stark Tower dopiero od ponad tygodnia, a jego życie nigdy nie było lepsze. Wciąż był ograniczony jedynie do łóżka lub kanapy, lecz teraz, po usunięciu wenflonu, żywił nadzieję, że to się zmieni. Chociaż podobał mu się brak obowiązków to zaczynał już być oszołomiony tą bezczynnością. Nie chciał też, aby jego nowa rodzina pomyślała, że jest leniwy i nie może na siebie zapracować. W głębi duszy bał się, że jeżeli nie będzie wypełniał żadnych obowiązków, odeślą go do wuja Vernona. Po raz pierwszy w życiu nie był czyimś workiem bokserskim, dziwką zabawką ani bohaterem czarodziejskiego świata...był po prostu Harrym. Wciąż nie był jednak pewien, kim dokładnie jest ów '' tylko Harry''.
Do tej pory nie pytano go o jego życie z wujostwem, ale wiedział, że gdy tylko w miarę dojdzie do siebie - według Bruce'a oczywiście - jego ojciec zarzuci go milionem pytań. Nie chciał mu mówić, co robił...co ci ludzie mu robili, ale gdzieś głęboko w nim tkwiło poczucie, że mógł zaufać swojemu ojcu. Z rozmowy, którą podsłuchał, gdy myśleli, że śpi, wynikało, że jego ojciec uratował kilkaset dzieci od takich zboczeńców jak wuj Vernon. Liczba aresztowanych była tak wysoka, że nie dało się już trzymać sprawy z dala od mediów. Nikt jeszcze jednak nie wie, że za całą akcję odpowiedzialny jest Tony Stark, a jego ojciec miał nadzieję, że tak pozostanie. Mężczyzna obawiał się, że gdy media dowiedzą się, że ten ma syna, wszyscy tego rodzaju przestępcy mogą się mścić właśnie na jego dziecku.
- Cholera - zaklął chłopiec, gdy Bruce jednym ruchem zerwał plaster.
Mężczyzna zachichotał.
- Lepiej załatwić to szybko, niż powoli i boleśnie.
- Przykro mi co to mówić, ale to wciąż było bolesne - jęknął Harry.
- Przepraszam - Bruce skrzywił się. Naprawdę nienawidził powodować u chłopca więcej bólu.
Harry potrząsnął głową.
- W porządku, to nic, z czym nie mógłbym sobie poradzić.
Bruce odłożył igłę i zabandażował ranę.
- Noś go przez kilka godzin. W porządku będzie zdjąć go przed snem.
- Dziękuję - powiedział chłopiec, posyłając mężczyźnie nieśmiały uśmiech.
- Mam pracę w laboratorium, którą muszę wykonać. Prawdopodobnie zajmie mi to kilka godzin. Czy będziesz w porządku, jeśli zostawię cię tutaj samego, dopóki wszyscy nie wrócą? - Tony, Steve i Clint mieli spotkanie z Furym, a Bruce został, aby zająć się chłopcem. Od kiedy Harry się wprowadził, jeden z Avengersów zawsze pozostawał w wieży, na wypadek gdyby nastolatek kogoś potrzebował. Kiedy chłopiec przytaknął, Bruce kontynuował.
- Nie jesteś już ograniczony, ale przez najbliższe kilka tygodni musisz uważać na tą rękę i nie podnosić nią żadnych ciężarów.
Uśmiechając się, Harry kiwnął głową. Był tak szczęśliwy, że mógł wreszcie wstać i swobodnie się poruszać.
- W porządku, wiesz jak się ze mną skontaktować, w razie potrzeby. Pamiętaj, na spokojnie, po prostu pooglądaj sobie telewizję czy coś takiego - powiedział Bruce, posyłając chłopcu surowe spojrzenie - Jak tylko będziesz gotowy pokażemy ci Nowy York i zabierzemy cię na zakupy.
Harry zaczął nerwowo bawić się rąbkiem koszulki. Nie był pewien, czy naprawdę chciał opuścić wieżę, ale miasto wyglądało naprawdę interesująco, gdy patrzył na nie przez okno.
- Czy poszedłbyś ze mną? - zapytał cicho.
- Jeśli tego chcesz. Nigdy nie zostawimy cię gdzieś, gdzie będziesz się czuć niekomfortowo. - odparł Bruce szczerze.
Harry wypuścił wstrzymywany oddech. Czuł się bezpiecznie wokół Avengers, a najbardziej obok Bruce'a.
- Dziękuję - szepnął.
***HP***
- Nie sądzę, że właśnie to miała na myśli matka, gdy powiedziała, że masz nie nadwyrężać tej ręki - zachichotał Tony.
Harry podskoczył, a szklanka wyślizgnęła mu się z ręki, a ponieważ jego ramię wciąż było w gipsie, nie był w stanie jej złapać, nim uderzyła w podłogę i roztrzaskała się.
- Przepraszam, przepraszam, nie chciałem tego upuścić - Harry szybko opadł na kolana i zaczął zbierać połamane kawałki szkła. Trząsł się tak bardzo, że przez jednym z ostrzejszych kawałków rozciął sobie dłoń.
Steve zareagował jako pierwszy, podnosząc chłopca i sadzając go na blacie. Harry był bardzo przestraszony i w kółko mamrotał przeprosiny. Wyglądało na to, że nie zauważał kawałka szkła tkwiącego mu w dłoni.
- Hej, takie wypadki się zdarzają, to nic wielkiego - powiedział Steve, próbując uspokoić trzęsącego się chłopca. Mężczyzna delikatnie ujął dłoń Harry'ego, aby obejrzeć obrażenia.
- Nie usłyszałem jak wchodziliście, przepraszam - pociągnął nosem, próbując powstrzymać łzy. Ostatnim razem, gdy potłukł kieliszek, ciotka wylała mu gorący tłuszcz na plecy, gdy mył szklankę. Miał wtedy tylko sześć lat, a pamiętał to, jakby to było wczoraj.
Tony położył apteczkę na blacie obok Harry'ego.
- Hej, i tak nie lubiłem tych szklanek. Jak cię opatrzymy, to obiecuję ci, że potłuczemy resztę.
Kiedy Steve delikatnie wyciągnął do przodu dłoń chłopca, Tony delikatnie wyjął z niej kawałek szkła, posmarował specjalną maścią i zabandażował. Ranka krwawiła, ale nie była głęboka.
- Naprawdę mi przykro. Nie chciałem upuścić szklanki, po prostu nie usłyszałem jak wchodziliście. Zapłacę, obiecuję. Mam trochę pieniędzy w moim kufrze. - Harry nie mógł już powstrzymać łez.
- Harry, bardziej się martwię tobą, niż jakąś głupią szklanką. Czy zraniłeś się gdziekolwiek indziej? - zapytał Tony. - Przysięgam, od razu zacznę budowę tego ubrania ochronnego dla ciebie.
Chłopiec szybko zeskoczył z blatu, potykając się, gdy uderzył w ziemię mocniej niż się spodziewał.
- Posprzątam to, skoro byłem na tyle głupi by ją upuścić - zawołał podbiegając do Clinta i biorąc miotłę z jego rąk. Nim jednak mógł rozpocząć zamiatanie, Steve wyrwał mu ją z ręki.
Tony zbliżył się do syna, jakby ten był jakimś dzikim zwierzęciem. Harry drżał, płakał, ciężko oddychał i wyglądał jakby był na granicy ataku paniki.
- Harry, tu pięknie pachnie, mogliśmy poczuć to już z holu - delikatnie odciągnął chłopca od rozbitego szkła. Miał nadzieję, że rozproszy go wystarczająco długo, aby Steve i Clint mogli sprzątnąć ten bałagan.
- Co ugotowałeś?
Harry próbował spojrzeć na dwóch pozostałych mężczyzn, ale ojciec złapał jego twarz w swoje dłonie i odwrócił do siebie.
- Czy ty właśnie przygotowałeś nam cały obiad? - Tony właśnie zauważył pięknie nakryty stół, który był już był zastawiony najpiękniej pachnącym jedzeniem, jakie miał okazję kiedykolwiek poczuć.
Oczy Harry'ego wciąż wracały do Steve'a i Clinta.
- Mogę posprzątać szkło - wyszeptał cicho - To ja nabałaganiłem, ja rozbiłem szklankę.
- Nie ma już żadnego bałaganu, spójrz - powiedział Tony, wskazując na posprzątaną podłogę - Takie rzeczy dzieją się tu codziennie. Jeśli nie ja niszczę coś z pomocą nowego wynalazku to Bruce rujnuje całe piętro jako Hulk. Ledwie miesiąc temu Legolas rozwalił osiemdziesięciocalowy telewizor, który mieliśmy w salonie, kiedy przypadkowo rzucił w niego konsolą Nintendo podczas gry w tenisa.
Harry spojrzał na Clinta, który skinął głową i zachichotał.
Steve podrapał się w tył głowy i zarumienił.
- Kilka dni przed tym, jak tu przyjechałeś, przypadkiem wyrzuciłem ciężar z siłowni przez okno.
Clint uśmiechnął się do Tony'ego.
- Nie zapomnij o Nowym Roku, Stark, kiedy zachciało ci się robić fajerwerki na Time Square i zdmuchnąłeś przy tym połowę dachu.
- Tak, tak, i tak planowałem przeprojektować ten jego odcinek - parsknął - Musisz jednak przyznać, że to był cholernie nowy sposób na zabawę w Nowym Yorku. Widzisz zatem, mały szefie kuchni, idealnie pasujesz do reszty z nas.
Harry uśmiechnął się nieśmiało.
- Naprawdę zdmuchnąłeś połowę dachu?- zapytał, najwyraźniej nie dowierzając, że ktoś może zrobić coś takiego i się z tego śmiać.
Tony uśmiechnął się do swojego syna.
- Poczekaj, aż zobaczysz materiał z kamer, zwłaszcza w zwolnionym tempie. Przypomnij mi po kolacji, mam go nagranego z czterech różnych kątów.
Steve powoli zbliżył się do stołu.
- Harry - jęknął - Czy to kolacja złożona z pieczonego indyka z dodatkami? - wszyscy bardzo wyraźnie usłyszeli burczenie jego żołądka.
Harry wzruszył ramionami, rumieniąc się.
- Podsłuchałem, jak mówiłeś Pepper, że to było twoje ulubione danie, a nie jadłeś go odkąd zostałeś Kapitanem Ameryką.
Steve mocno chwycił oparcie krzesła swoją dłonią i spróbował się uspokoić.
- Harry, nawet nie wiesz, co to dla mnie znaczy. Moi rodzice byli biednymi irlandzkimi imigrantami, jednakże mój ojciec zawsze dbał, żeby w każde Święto Dziękczynienia właśnie taki pieczony indyk wraz z innymi daniami lądował na naszym stole. Zawsze oszczędzał miesiącami, abyśmy mogli sobie pozwolić w ten jeden dzień w roku zjeść jak rodzina królewska. Zmarł, gdy byłem jeszcze młody, a matka za wszelką cenę starała się podtrzymać tradycję. Gdy byłem nastolatkiem, zmarła na zapaleniu płuc i to był ostatni raz, kiedy jadłem indyka.
Harry zbladł, gdy Steve wyglądał jakby miał się rozpłakać. Odganiając własne łzy, położył drżącą dłoń na tej Steve'a.
- Przepraszam, jeśli wywołałem bolesne wspomnienia. Kiedy usłyszałem, że mówisz Pepper, że to twoja ulubiona potrawa, pomyślałem, że mogę zrobić ją, aby w ten sposób powiedzieć ''dziękuję'', za to, że jesteś dla mnie miły - chłopiec rozejrzał się po pokoju, w którym znajdował się teraz również Bruce. Musiał pojawić się podczas opowieści Steve'a, ponieważ nie pamiętał, aby był tu wcześniej.
- Chciałem zrobić coś szczególnego dla was, za to, że byliście wszyscy tak życzliwi.
Steve uścisnął dłoń chłopca.
- To nie są bolesne wspomnienia, Harry, to wspaniałe wspomnienia. Dziękuję, że to dla mnie przygotowałeś.
Tony odchrząknął.
- Harry, nie musisz nam dziękować za bycie życzliwym...
- Ależ oczywiście, że muszę! - wykrzyknął chłopiec, przerywając Tony'emu - Poza tym, uwielbiam gotować.
Bruce podszedł do stołu.
- Harry, to wygląda i pachnie niesamowicie. Ale dlaczego są tu tylko cztery krzesła?
- Pepper była tu wcześniej, było jej przykro, że pomija obiad, ale powiedziała, że ma gorącą randkę.
Bruce uszczypnął grzbiet nosa. Może i minęło niewiele ponad tydzień, odkąd chłopiec się wprowadził, ale mężczyzna miał nadzieję, że chłopiec zorientował się już, że należy do rodziny.
- Harry są cztery krzesła, ale nas jest pięciu - zauważył.
Harry spuścił głowę, wzruszając ramionami.
- Zrobiłem obiad dla was - powiedział cicho.
- Zaczekaj! - zawołał Steve, rozglądając się i po raz pierwszy licząc krzesła - Nie zamierzałeś przyłączyć się do nas, mimo, że gotowałeś niemal cały dzień?
- Ja-ja...cóż.
Tony uniósł dłoń, nim ktokolwiek mógł powiedzieć coś więcej. Jego syn był okropnie zaniedbywany i maltretowany, odkąd był małym dzieckiem. To jasne, że nie dokona cudownego wyzdrowienia z dnia na dzień.
- Cap, przynieś Harry'emu kolejne krzesło. Jemy razem albo w ogóle.
Ciepło wypełniło serce chłopca, gdy patrzył jak wszyscy pożerają przygotowany przez niego obiad. Steve jęczał z każdym kolejnym kęsem przez niemal cały obiad. Oczywiście jego ojciec nie mógł się powstrzymać przed kilkoma perwersyjnymi dowcipami. Miło było tak po prostu usiąść i zjeść rodzinną kolację, a nie obserwować z kąta i czekać aż inni skończą jeść, aby później tylko posprzątać.
***HP***
Harry siedział przy stole, nerwowo się wiercąc, gdy wszyscy sprzątali bałagan po kolacji i zmywali naczynia. Nie czuł się komfortowo po prostu tam siedząc i nic nie robiąc, gdy inni sprzątali, ale kazali mu nie ruszać tyłka z krzesła. Nie żeby było jakoś specjalnie dużo resztek, wciąż był pod wrażeniem jakie ilości jedzenia mogli pochłaniać ci ludzie... zwłaszcza Steve i Bruce.
- Proszę pana, przez okno w pokoju młodego Harry'ego próbuje się dostać sowa. Czy mam wywołać mały szok elektryczny? - zapytał JARVIS.
- Nie! - krzyknął Harry, zrywając się z krzesła i biegnąc do swojego pokoju - Nie rób jej krzywdy!
Czworo zaskoczonych mężczyzn spojrzało na siebie i ruszyło za nastolatkiem. Gdy dotarli do pokoju, chłopiec stał na środku pomieszczenia z szeroko otwartymi drzwiami balkonowymi, a na jego ramieniu siedziała wielka sowa śnieżna, skubiąc jego włosy.
- Whoa, zaklinaczu ptaków, skąd się wzięła sowa? - zapytał podejrzliwie Tony, robiąc krok w kierunku syna.
Harry cofnął się z obawy, że pomyślą, że Hedwiga jest dziką sową i zrobią jej krzywdę.
- Ona jest moja - powiedział unosząc ramię i pozwalając jej dziabnąć go w palec w przejawie czułości - Jest ze mną od czterech lat.
- A ja myślałem, że to pies jest najlepszym przyjacielem chłopca - Tony zrobił kolejny krok, zdając sobie sprawę, że Harry bał się, że mógłby skrzywdzić zwierzaka.
- Jest piękna - powiedział z podziwem - Czy przyleciała tu z Anglii?
Chłopiec skinął głową.
- Hedwiga jest najmądrzejsza, zawsze wie, gdzie mnie znaleźć.
Clint również zrobił krok w przód, aby móc się lepiej przyjrzeć. Ptaki fascynowały go, odkąd był mały.
- Nigdy wcześniej takiej nie widziałem. Jak ją wyszkoliłeś?
Hedwiga nastroszyła piórka i odwróciła głowę od Hawkeye'a.
- Nie jest wytrenowana - odpowiedział chłopiec, chichocząc - Przychodzi i odchodzi kiedy chce, jest tutaj, bo mnie kocha.
Tony zaczął się drapać po brodzie, patrząc na sowę, drzwi balkonowe i z powrotem.
- Będę musiał zamontować jakąś klapkę dla sów, dzięki czemu nie będziesz musiał ciągle otwierać drzwi balkonowych - stwierdził z namysłem.
Oczy Harry'ego były rozszerzone, gdy wpatrywał się w Tony'ego.
- Chcesz powiedzieć, że nie przeszkadza ci, że zostanie?
Tony uśmiechnął się złośliwe.
- Harry, jeśli zależy ci na tym ptaku to może zostać. Ale ostrzegam teraz, ona jest całkiem mała, a nas Ptasi Móżdżek - Tony wskazał na Clinta - ma coś do ptaków i może spróbować zabrać ją do swojego małego gniazdka miłości.
Chichocząc, Harry spojrzał na Clinta, który poruszał brwiami w górę i w dół.
- Dziękuję, Tony - wciąż nie czuł się komfortowo zwracając się do mężczyzny ''tato'' lub ''ojcze''.
- Obiecuję, że Hedwiga będzie się dobrze zachowywać.
***HP***
Po zaakceptowaniu Hedwigi w domu, Harry wrócił do kuchni, aby przygotować deser. Nigdy przedtem nie jadł kolacji z okazji Dnia Dziękczynienia, więc zmuszony był zapytać JARVISA, co powinien zawierać obiad i deser. Nie był pewien preferencji wszystkich co do potraw, więc zrobił szarlotkę, ciasto z dyni i sernik z jagodami dla Tony'ego. Miał nadzieję, że każdy znajdzie z tego coś dla siebie.
- JARVIS, czy możesz poprosić Tony'ego, Bruce'a, Clinta i Steve'a o przyjście do kuchni? - nigdy wcześniej nie przygotował deseru, więc nikt nie wiedział, że je również przyrządza.
Kiedy głos JARVISA rozległ się znikąd, Harry mógł przysiąc, że usłyszał w nim chichot.
- Wszyscy czterej biegną do kuchni, młody Harry.
Harry zdążył nakryć stół, postawić na nim wszystkie desery i pucharki z lodami waniliowymi, nim cała banda wpadła przez drzwi.
- Proszę, powiedz, że wyczuwam szarlotkę - jęknął Steve.
Harry kiwnął głową.
- Mam też ciasto z dyni i szarlotkę z jagodami.
Oczy Tony'ego niemal wyszły na wierzch.
- Jagodowy...jagodowy sernik - wyjąkał.
- Cóż, nie wiem jak wy - zaczął Bruce patrząc na łakomie na zastawiony stół - ale ja biorę wszystko.
Tony pożerał już trzeci kawałek sernika...najlepszego sernika z jagodami, jaki kiedykolwiek jadł. Próbował zdobyć się na odwagę, aby zapytać Harry'ego o jego przeszłość. Wiedział, że chłopiec będzie tym zestresowany, ale musiał wiedzieć, co się z nim stało. Chcąc zacząć powoli, najpierw zapytał go o jego szkołę.
- Więc, dzieciaku, opowiedz nam trochę o tej szkole z internatem - rzucił i nie przegapił tego, jak nastolatek się spiął.
Harry nie miał pojęcia jak odpowiedzieć. Bardzo nie chciał, aby jego nowa rodzina dowiedziała się o magii. To właśnie ona była powodem, dlaczego Dursleyowie tak nim pogardzali i nie chciał stracić przez nią Tony'ego i innych. Oni również pomyśleliby, że jest dziwakiem i prawdopodobnie odesłali go do wujostwa.
- Naprawdę nie ma wiele do opowiadania - odpowiedział chłopiec, spuszczając wzrok - To tylko mała szkoła z internatem, dokąd mnie odesłali.
- Podobało ci się tam? - zapytał Steve z zaciekawieniem.
Harry milczał przez minutę.
- Może na początku. Szkoła jest bardzo staroświecka, a przez większość roku jestem z dala od moich krewnych, więc chyba nie była taka zła.
- Czy planujesz powrócić jesienią? - Tony miał wielką nadzieję, że chłopiec powie ''nie''. Po prostu teraz jak już poznał swojego syna, nie podobała mu się możliwość, że ten będzie tak daleko.
- Nie! - odpowiedział chłopiec, nawet o tym nie myśląc. Tam tak naprawdę nigdy nie był szczęśliwy, nigdy nie mógł być sobą. Nikt nie dbał o niego tak, jak ci ludzie tutaj, nigdy nie czuł się tam tak bezpiecznie jak tutaj. Nie, on zdecydowanie nie chciał wracać do Hogwartu.
- Doskonale - skwitował radośnie Tony, pochłaniając kolejny kawałek sernika - Znajdziemy ci szkołę tutaj, lub załatwimy nauczanie domowe, zatrudniając prywatnych nauczycieli. Wybór należy do ciebie.
Harry posłał Tony'emu oślepiający uśmiech, czując jakby z jego ramion został właśnie zdjęty ciężar świata. Tak, czuł się trochę źle opuszczając magiczny świat, w którym grasował Voldemort, ale dlaczego to niby on miał być tym, który go pokona? Był po prostu dzieckiem, a czarodziejski świat odwrócił się już od niego nie raz. Niemal codziennie lądował na pierwszych stronach Proroka Codziennego, a artykuł pod jego zdjęciem oskarżał go o coś, czego nie zrobił lub był po prostu obraźliwy. Ostatni rok, ze względu na Turniej Trójmagiczny, był szczególnie zły. Rita Skeeter ciągle wypisywała o nim kłamstwa, raz był bohaterem tragicznym, a potem kłamcą szukającym uwagi. Jeśli nie dostawał rano poczty od fanów, to były to pełne nienawistnych słów listy obłożone klątwami. Po prostu chciał wyrzucić ostatnie cztery lata z pamięci.
- Jak nazywała się twoja szkoła? - zapytał syna Tony, obserwując wyraz jego twarzy. Jedną z rzeczy, których nauczył się o swoim dziecku, to to, że nie potrafił kłamać. Kiedy to robił, nie nawiązywał kontaktu wzrokowego i zaczynał nerwowo się czymś bawić. Nie chodziło o to, że chłopiec kłamał nagminnie, po prostu tak radził sobie z pytaniami, na które nie chciał odpowiadać. Jego syn miał wiele sekretów, a mężczyzna miał nadzieję, że dziecko w końcu zaufa mu na tyle, aby je zdradzić. Nie chciał go za bardzo popychać, Harry był już wystarczająco zraniony. Będzie cierpliwy, nawet jeśli miałoby to trwać latami.
Harry spuścił wzrok na swój talerz z niedokończonym kawałkiem placka z dynią i zaczął grzebać widelcem w jedzeniu.
- H-Ho... Hope Well Academy.
Kłamie, pomyślał, uśmiechając się do siebie. Patrząc na pozostałych, mógł powiedzieć, że doszli do tego samego wniosku.
- Czego się tam uczyłeś? - dopytywał - Bruce mówił, że nie było tam prądu.
Harry pokiwał głową i wzruszył ramionami.
- Nie chcieli, aby coś nas rozpraszało. Uczyliśmy się normalnych rzeczy. Wszystko było normalne.
Tony uniósł brew, słysząc, że chłopiec dwukrotnie użył słowa ''normalnie''. Z jakiegoś powodu ważne było dla chłopca, aby Tony uznał, że jego szkoła była normalna.
- Brzmi nudno - zachichotał.
Kiwnąwszy głową, Harry uśmiechnął się nieśmiało do ojca.
- To było całkowicie nudna... i normalne.
Tony spojrzał po swoich kolegach z drużyny, gdy chłopiec po raz trzeci użył tego słowa. Miał wrażenie, że szkoła Harry'ego wcale nie jest ''normalna''.
- Opowiedz nam coś o swoich przyjaciołach. Czy nie będziesz za nimi tęsknił, jeśli nie wrócisz tam jesienią? - zapytał Steve, zajadając szarlotkę.
- Mam kilku dobrych przyjaciół - odpowiedział nastolatek cicho - Ale lepiej im będzie beze mnie.
Harry wstał i zaczął sprzątać bałagan. Nie chciał mówić więcej o swoich przyjaciołach. Będzie mu brakowało Rona, Hermiony, Freda i George'a, ale tego właśnie pragnął. Nie chciał wracać do Hogwartu jesienią i ponownie stawać się Chłopcem, Który Przeżył. Chciał po prostu być zwykłym nastolatkiem.
Steve wstał i wziął talerze od chłopca.
- My posprzątamy, ty siadaj i zrelaksuj się.
- Kapitan wydał bezpośredni rozkaz - skomentował Bruce, podnosząc się. - Powinieneś się teraz wyluzować. Nie każdy codziennie gotuje niesamowitą kolację z okazji Dnia Dziękczynienia, nie wspominając już o trzech pysznych deserach.
Harry niechętnie usiadł z powrotem. Czuł się bardzo nieswojo obserwując, jak inni sprzątają. Gotował i sprzątał po tym od tak dawna i zdecydowanie nie było w porządku obserwować jak inni robią to za ciebie.
- Myślę, że po tym wybiorę się na basen - zachichotał Steve - Jeśli chcę nadal cieszyć się kuchnią Harry'ego muszę zwiększyć intensywność moich ćwiczeń. Kapitan Ameryka nie może się przecież rozleniwić.
- Macie basen? - sapnął chłopiec.
Clint parsknął.
- Czego Tony nie ma? Na piętrze treningowym znajduje się nie tylko siłownia, ale także basen, wanna z hydromasażem i sauna.
- Czy lubisz pływać, Harry? - zapytał Bruce. - Nie możesz teraz tego robić z tym ramieniem w gipsie, ale takie pływanie pomoże odbudować ci osłabione mięśnie po jego zdjęciu.
Harry gorączkowo potrząsnął głową. Woda go przerażała, nawet kąpiel wprawiała go w dyskomfort. Gdyby Moody nie wrzucił go do jeziora podczas drugiego zadania, nigdy nie odważyłby się sam tam wskoczyć.
Tony spojrzał z namysłem na syna.
- Umiesz pływać?
Harry zerwał się na nogi i podszedł do lodówki. Otworzył ją i złapał za resztki indyka dla Hedwigi.
- Myślę, że pójdę do pokoju trochę wcześniej. Jestem zmęczony i chciałbym spędzić trochę czasu z Hedwigą.
Nie czekając na odpowiedź, Harry opuścił kuchnię na nikogo nie patrząc. Nie chciał rozmawiać o pływaniu ani swoim lęku przed wodą. Nie chciał mieć koszmarów o wuju Vernonie trzymającym jego głowę pod wodą.
Clint gwizdnął.
- Ten chłopiec ma poważny lęk przed wodą.
- Ale dlaczego? - zapytał z namysłem Bruce.
***HP***
- Dlaczego, u licha, twój brat stoi sobie zadowolony w moim biurze, Thor? - ryknął Fury, szklane okna zadzwoniły. Miał nadzieję nigdy więcej nie ujrzeć swoim zdrowym okiem Lokiego.
Thor uśmiechnął się czule, uderzając brata w ramię.
- Mój ojciec, Odyn, wygnał Lokiego do Midgardu jako karę za swoje zbrodnie. Ograniczył jego użycie magii i umieścił na nim oddziały śledzące. Musi pomóc wojownikowi Nickowi Fury'emu w każdej misji, w której będzie potrzebny.
- Może mi pomóc, usuwając swój psychopatyczny tyłek z mojej planety - warknął dyrektor SHIELD.
Thor zmarszczył brwi.
- Ale mój brat chce pomóc. Nie był przy zdrowych zmysłach podczas swojej ostatniej wizyty tutaj i jest mu przykro z powodu tego, co zrobił.
- Jego ''przykro mi'', nie przywróci żyć, które odebrał.
- To prawda - stwierdził smutno Gromowładny - Ale mój brat nie chciał odebrać niewinnych żyć. Teraz jest tutaj, aby je ratować. Ponadto, Wszechojciec nie pozwoli mu opuścić Midgardu ani powrócić do Asgardu, póki nie uzna, że nie spłacił swojego długu.
Loki uśmiechał się denerwująco obok Thora. Wiedział, że nie ważne jak bardzo, i jak głośno będzie krzyczał, Odyn nie zmieni swojego zdania.
- W porządku, ale skoro ma tu zostać to jesteś za niego w pełni odpowiedzialny.
- Zrozumiałem - Thor się uśmiechnął.
Fury warknął w stronę Lokiego.
- Będziesz także mieszkać w Avengers Tower, gdzie zajmą się tobą Avengersi... oczywiście, jeśli nie zamordują cię najpierw. Będziesz robił to co mówią, chodził tam, gdzie mówią i lepiej nie przekraczaj tych granic nawet paluszkiem.
Loki przewrócił oczami.
- Avengers, moi starzy znajomi. Już nie mogę się doczekać, aby się z nimi zapoznać.
- Widzisz, Nicku Fury - powiedział Thor, przerzucając umięśnione ramię przez barki brata - Wszystko będzie dobrze.
- Wynoście się z mojego biura - warknął Fury, bardzo podobnie do wściekłego wilka.
Coulson stał przy biurku dyrektora i patrzył jak Loki i Thor opuszczają gabinet.
- Czy mądrze było wysyłać Lokiego do Starka i mocno skrzywdzonego oraz wyjątkowo potężnego Harry'ego Pottera?
Fury potrząsnął głową.
- Nie, ale jaki miałem inny wybór?
- Czy powiesz Starkowi prawdę o jego synu?
Nick westchnął. Gdy zadzwonił do brata, aby dowiedzieć się wszystkiego o Harrym Potterze, Kingsley opowiedział mu wszystko co wiedział. Wygląda na to, że krewni nie byli jedynymi, którzy maltretowali biednego dzieciaka. Kingsley bardzo szczegółowo opisał mu życie Harry'ego w Hogwarcie, wszystkie sytuacje, wiążące się z zagrożeniem jego życia. Wyjaśnił, że w jednej chwili okrzykiwali go bohaterem, a drugiej najchętniej wrzuciliby go do Azkabanu, pod zarzutem bycia kolejnym czarnoksiężnikiem. Był bardzo strapiony, gdy dowiedział się, że Lord Voldemort powrócił, a chłopiec był jego głównym celem. Harry zdecydowanie bezpieczniejszy był tutaj z ojcem i Avengers niż w Anglii.
- Nie, tylko od chłopca zależy czy wyjawi im, że jest czarodziejem. My będziemy tylko to monitorować i ingerować w razie potrzeby.
Fury wiedział, jak niebezpieczne jest wysyłanie kogoś z takimi zdolnościami manipulacji jak Loki do tego samego domu, gdzie mieszka ktoś tak wrażliwy i potężny jak Harry, ale naprawdę nie miał wyboru. Nie mógł przecież pozwolić, aby Loki wędrował po ulicach bez nadzoru.
