Zapraszam do głosowania w dwóch ankietach umieszczonych w moim tutejszym profilu (bezpośrednio pod moim nickiem na samej górze - należy kliknąć na słowa Vote Now!); ponieważ jednak w profilu można mieć tylko jedno głosowanie w danym czasie, postanowiłam zmieniać ankiety w profilu co pięć dni, czyli od 01.01 do 05.01 można głosować na pierwszą ankietę, od 06.01 do 10.01 na drugą, od 11.01 do 15.01 znowu na pierwszą, od 16.01 do 20.01 na drugą i tak dalej. Niestety portal pozwala głosować tylko osobom zarejestrowanym i zalogowanym; zarejestrować się można poprzez kliknięcie na napis Sign Up w prawym górnym rogu, wypełnienie krótkiego formularza i kliknięcie na link podany w mailu, który przyjdzie na adres do rzeczonego formularza wpisany. Jeden użytkownik może zagłosować na każdą z ankiet tylko raz i głosu najpewniej zmienić nie można - proszę to wziąć pod uwagę i zastanowić się, czy na pewno w dany sposób chce się zagłosować - a ankiety są całkowicie anonimowe, nikt nie ma wglądu w to, kto jak głosował. Do wyników ankiet w pełni się dostosuję, z tym, że jeśli więcej niż jedna opcja uzyska maksymalną (w przypadku ankiety 1) lub identyczną (w przypadku ankiety 2) ilość głosów, do mnie będzie należała decyzja, którą z tych opcji wybiorę.

Zdaję się więc na Was i wolę większości z Was. Macie okazję wpłynąć na ilość tłumaczonych przeze mnie fanfików oraz na to, które to teksty będą - tylko od Was zależy, czy tę okazję wykorzystacie, czy ją zmarnujecie.


oryginał: A Year Like None Other (link w moim profilu)

autor: Aspen in the Sunlight (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


Rozdział czwarty

Spiski i plany


- To dosyć poważna sprawa, Harry - uznał Albus Dumbledore, z roztargnieniem machając na Severusa Snape'a, który usiadł z rękoma skrzyżowanymi na piersi i ściśle kontrolowanym wyrazem twarzy. - Będziesz oczywiście musiał zrobić to, o co proszą cię Dursleyowie. To nie czas na rozdzielanie członków rodziny.

Harry siedział z kamienną miną; nie miał zamiaru dawać upustu uczuciom, jakie żywił do pewnych członków rodziny. Wystarczyło mu w zupełności, że wykrzyczał to przed Snape'em parę minut wcześniej. Że powiedział akurat Snape'owi spośród wszystkich ludzi na świecie, jak to jego rodzina zawsze go nienawidziła i zawsze będzie go nienawidzić. No cóż, przynajmniej tłustowłosy dupek nie potraktował jego słów poważnie. Zamiast tego uznał, że Gryfon zachowuje się histerycznie. I Harry'emu to pasowało. Wolał zostać uważany za przesadnie emocjonalnego i niedojrzałego niż dać mistrzowi eliksirów jakąkolwiek prawdziwą pożywkę dla jego zniewag. Boże, doskonale potrafił sobie wyobrazić Snape'a drwiącego z niego na lekcji, jak to nikt nigdy nie kochał biednego, żałosnego Harry'ego Pottera. "Czy szafa ze składnikami za bardzo przypomina ci twoją komórkę, Potter?" - mówiłby. - "Czy to dlatego podbiegasz do niej, a potem spietrany uciekasz, że bycie sławnym Harrym Potterem nie powstrzymuje cię przed baniem się ciasnych miejsc? Czyżbyśmy mieli maleńką klaustrofobię, Potter?"

No dobra, Snape pewnie prędzej by umarł niż użył słowa w rodzaju "spietrany", przyznał Harry, ale z łatwością potrafił sobie wyobrazić całą resztę wydobywającą się z tych nienawistnych ust. To i jeszcze więcej.

Więc tak, wolał, żeby nauczyciel wierzył, że te komentarze zrodziły się z histerii. Lepsze to, niż gdyby ten okropny facet - niż ktokolwiek, prawdę powiedziawszy - miał znać prostą, paskudną prawdę, że Harry nigdy nie miał domu, nie wspominając o rodzinie, dopóki nie poszedł do Hogwartu. "Podczas waszego pobytu tutaj wasz dom będzie waszą rodziną" - wspomniał słowa McGonagall. I miała rację. Gryffindor był jego rodziną, jego jedyną rodziną.

- Słuchasz, Harry? - spytał Dumbledore.

- No - odparł z oburzeniem, a następnie, kiedy zdał sobie sprawę, że wcale nie słuchał, przyznał cicho: - Nie, niezupełnie.

- To całkiem zrozumiałe - stwierdził dyrektor, ignorując prychnięcie Snape'a. - Przyjęcie tego rodzaju wiadomości nigdy nie jest łatwe, szczególnie kiedy poróżnisz się, że tak delikatnie powiem, z rodziną. Severus ma jednak rację: to nie ma znaczenia, nie w obliczu faktu, że musimy dobrze cię chronić. Jeszcze herbaty, Harry?

Ponieważ nastolatek wciąż jeszcze nawet nie dotknął swojej napełnionej filiżanki, wlepił w dyrektora raczej niedowierzające spojrzenie.

- To może cytrynowego dropsa?

- Nie.

Westchnął, zmęczony gierkami starego człowieka. Co on sobie myślał, że Harry wciąż jest dzieckiem, które można przekupić słodyczami? Właściwie, zastanowił się, odmowa przeczytania tego listu nie była szczytem dojrzałości, zaś narzekanie na konieczność zjawienia się przy łożu śmierci własnej ciotki było jeszcze bardziej infantylne, nawet gdyby ta cała kwestia krwi jego matki nie była w to wplątana. Cały czas zachowywał się jak dziecko i był zdecydowany wreszcie z tym skończyć.

- No to wybieram się do Surrey, tak? - zgodził się i momentalnie przeszedł do kolejnej sprawy: - Zakon pewnie znowu będzie stał na warcie; ktoś mnie będzie pilnował dwadzieścia cztery godziny na dobę?

Gdy Dumbledore skinął głową, Harry ustąpił.

- Niech będzie. Hogwarcki ekspres jeździ w październiku czy będę musiał przedostać się kominkiem do domu pani Figg?

- Kominek moim zdaniem, dyrektorze - zdecydował Snape. - Lecz nie samotnie. To nie będzie jak podczas wakacji, kiedy pozostawał głównie w domu i jego okolicy. Ciotka jest w szpitalu; pan Potter będzie musiał tam spędzić sporą ilość czasu, podobnie jak w drodze. Biorąc pod uwagę, że znacznie oddali się od granic osłon, nie wystarczy, aby chronili go niewidzialni członkowie Zakonu.

- Tak się składa, że on siedzi tutaj - przerwał mu Harry. - Niech pan o mnie nie mówi tak, jakby mnie tu nie było!

Snape zerknął na niego kątem oka.

- Jeżeli nadal chcesz tu siedzieć i słuchać, nie przeszkadzaj mi ponownie. - Potem zwrócił się z powrotem do dyrektora: - Jak mówiłem, jeden z nas musi mieć Pottera w zasięgu przez cały czas. I musi być widoczny, żeby lepiej zapobiec jakimkolwiek próbom targnięcia się na chłopaka.

Harry nie zdołał powstrzymać prychnięcia.

- Myślałem, że przeczytał pan ten list, profesorze. Żadnych czarodziejów, pamięta pan? - Zacisnął wargi, zanim wyrwało mu się coś więcej, w rodzaju: "Oni nienawidzą magii bardziej niż trucizny, mnie zresztą też."

- Owszem, umiem czytać i pisać, panie Potter - zadrwił nauczyciel. - Doskonale świadom jestem warunków postawionych przez pana wuja.

Do tej chwili Harry właściwie nie był pewny, czy Snape rzeczywiście wszystko odczytał. Profesor spojrzał na niego wtedy tak przelotnie... Harry zacisnął pięści, mając ochotę w coś uderzyć, i jęknął cicho, kiedy poczuł ból w dłoni. Z irytacją odwinął opatrunek, żeby przyjrzeć się ranie. Hmm, nie było aż tak źle. Nawet nie musiał iść do madame Pomfrey, chociaż bolało okropnie.

Nadal wściekły, lecz jednocześnie zdeterminowany, by sprawiać wrażenie dojrzałego, Harry wstał i odwrócił się w stronę Dumbledore'a.

- Proszę pana, zanim pójdę, chciałbym złożyć skargę na członka pana kadry.

Postać siedząca za nim zesztywniała, dyrektor jednak pozostał odprężony.

- Tak?

- Profesor Snape nie miał prawa czytać listu zaadresowanego do mnie ani zacząć go czytać głośno w sali pełnej adeptów śmierciożerstwa.

- Czy to prawda, Severusie? Przeczytałeś to na głos?

Harry był całkiem pewny, że spojrzenie, jakim przeszywał go Snape, było związane z nazwaniem jego drogich Ślizgonów w taki sposób, a nie z faktem, jakoby uważał, że zrobił coś złego.

- Jedno słowo - odparł niskim tonem, szyderczo przeciągając samogłoski. - Aby nauczyć Pottera, że nie wolno bawić się korespondencją podczas lekcji. Jeżeli zaś chodzi o przeczytanie listu do końca? Ktoś musiał.

- To niestety prawda - zgodził się Dumbledore, ale Harry nie zamierzał tak tego zostawić. Mógł nie nie mieć szans na osiągnięcie korzyści z listu, biorąc pod uwagę okoliczności, był jednak zdecydowany przed wyjściem z gabinetu pokazać Snape'owi, że nie tylko nauczyciele mają tu władzę.

- Jest jeszcze jedna kwestia - ciągnął beztrosko, ignorując wbijający mu się w skroń wzrok Snape'a. - Ponieważ profesor Snape skonfiskował mi ze wszech miar prywatny list, jak również ponieważ na samym początku lekcji miałem wypadek z piórem, nie byłem w stanie skoncentrować się na sprawdzianie. Dlatego z całym szacunkiem proszę pana, aby wymógł pan na nim udzielenie mi zgody na pisanie tego testu jeszcze raz.

- To z pewnością wydaje się sprawiedliwe - mruknął Dumbledore. - Szczególnie biorąc pod uwagę, że byłeś nieco przejęty również kwestią ciotki.

- Albusie - wtrącił się Snape jadowitym tonem - on nawet nie miał pojęcia o kwestii ciotki podczas pisania sprawdzianu. Nie obchodziło go to.

- Ach, cóż, też prawda. Jednakże, Severusie, powiedziałbym, że ten jeden raz mógłbyś przymknąć oko na swoje rygorystyczne standardy.

- Zaoferowałem panu Potterowi szansę udania się do sali chorych, gdy zranił się w tak idiotyczny sposób.

- Nie, nie zaoferował pan - zaprzeczył Harry. Odwrócił się do mistrza eliksirów i zignorował sposób, w jaki te czarne oczy zdawały się w niego wpijać. - Sarkastycznie spytał pan, czy ma pan wysłać sowę do madame Pomfrey, żeby zarezerwowała moje ulubione łóżko. Wyśmiewał się pan z tego, że jestem ranny. Kiedy Hermiona powiedziała, że leci mi krew, pan odebrał punkty i nawet nie zadał pan sobie trudu, żeby spojrzeć i sprawdzić, czy rana nie jest poważna...

- Nie jest.

Im bardziej Snape się kłócił, tym bardziej Harry był zdeterminowany, aby postawić na swoim. Kwestia dumy, jak sądził. Snape regularnie rozwalał mu wszystko na kawałeczki, a Harry nie miał jak go powstrzymać. Postanowił zatem, że ten jeden raz każe mistrzowi eliksirów przełknąć coś, czym on niespecjalnie się przejmował.

Wyciągnął przed siebie rękę i wyprostował palce, żeby pokazać dłoń dyrektorowi.

- Nie, nie jest poważna i oczywiście nie muszę iść z tym do madame Pomfrey. Ale nie o to chodzi. Nie byłem w stanie fizycznym ani psychicznym, żeby zdać ten sprawdzian, i to profesor Snape spowodował tą niedogodność. Gdyby mnie nie obraził, nie złamałbym pióra.

- Nie obraziłbym pana, gdyby zaprzągł pan swój mózg do czegoś poza quidditchem i odgrywaniem bohatera, panie Potter. Jeżeli nie podoba się panu sposób, w jaki prowadzę lekcje, sugeruję rzucić eliksiry, jako że w szóstej klasie nie są one wymagane...

- Są wymagane - Harry wszedł mu w słowo. Zdanie eliksirów na owutemach było wymagane do przystąpienia do programu aurorskiego, Harry jednak nie zamierzał wdawać się w szczegóły, nie ze Snape'em. Nawet nie z Dumbledore'em, szczerze mówiąc. Nie z Dumbledore'em, który nigdy niczego Harry'emu nie mówił. Powiedział o swoich planach wyłącznie McGonagall, a i to tylko dlatego, że musiał, jeśli miała dać mu plan lekcji, jakiego potrzebował.

- Dość - przerwał im dyrektor. - Severusie, przygotujesz inny test dla Harry'ego; nie sądzę, aby prosił o zbyt wiele. W zamian za to ty, Harry, przez cały czas będziesz się trzymał w pobliżu swojej eskorty, zgoda? Zakon będzie cię obserwował bez względu na wszystko, Severus jednak ma rację: to, czego nam trzeba tym razem, to ktoś, kto złapie cię za ramię i w jednej chwili aportuje. Zrobisz, o co proszę, Harry?

- Pewnie - zgodził się. Cóż innego mógł zrobić po tym, jak Dumbledore dla niego właśnie postawił Snape'a w kącie? Uczucie satysfakcji, które ogarnęło jego serce, rozprzestrzeniło się tak, że wkrótce czuł je nawet w palcach u stóp. No, należało się tłustowłosemu dupkowi: będzie musiał napisać specjalny test tylko dla Harry'ego Pottera, będzie musiał zrobić coś, na co wcale nie ma ochoty, i to akurat dla Harry'ego Pottera, nikogo innego.

- Kogo więc proponujesz, Severusie? - spytał dyrektor łagodnie.

Snape przełknął coś, co podejrzanie przypominało obrzydzenie. Z początku Harry myślał, że mistrz eliksirów zastanawia się nad bitwą, którą przegrał z Harrym Potterem, gdy jednak nauczyciel odpowiedział, okazało się, że chodzi o coś zupełnie innego.

- Lupina - rzucił Snape z krzywą miną. - Jeżeli ma ochotę.

- Och pewnie, Remus z radością mi potowarzyszy - odezwał się Harry niepytany. - Wiem, że był moim nauczycielem i w ogóle, ale właściwie jesteśmy całkiem dobrymi kumplami.

- Wcale nie mówimy o tym, że ten sparszywiały wilkołak będzie odpowiedzialny za twoje bezpieczeństwo, Potter...

- Czemu nie? Uratował mi życie w trzeciej klasie. Gdyby nie nauczył mnie tego zaklęcia Patronusa, dementorzy z pewnością by mnie dopadli...

- Tak, ciebie i Blacka. - Snape wyraźnie chciał go rozdrażnić.

- Cóż, on był niewinny, wie pan! Wiem, że pan wie!

Snape z widocznym wysiłkiem postarał się skierować rozmowę z powrotem na właściwe tory:

- Rozmawiamy o eliksirze wielosokowym, Potter. Będę wyglądał jak Lupin, jednak to ja będę z tobą przez cały czas. Przez cały czas, zrozumiałeś?

- Pan! Pan nie może - wybełkotał Harry. - Znaczy, co z Voldemortem...

- Nazywaj go Czarnym Panem! - warknął Snape.

Harry nie zwrócił na niego uwagi i ciągnął:

- Niech pan słucha, jak ktoś zobaczy, że pan mnie chroni, to narobi pan sobie kłopotów u śmierciożerców...

- Stąd eliksir wielosokowy - wyjaśnił Snape tonem zarezerwowanym dla pierwszoklasistów. - Zakładając, że twój najdroższy, ukochany wilkołak podaruje kilka włosów.

- Nie - zaprotestował Harry, powstrzymała go jednak uniesiona dłoń Dumbledore'a.

- To naprawdę jest najlepsze rozwiązanie, Harry. Tylko Severus zajmuje pozycję umożliwiającą poznanie planów Voldemorta i zamiarów, jakie żywi on względem ciebie, toteż jest on jedyną osobą, która ma środki, aby naprawdę cię ochronić. Mógłbym też dodać, że profesor Snape jest w czołówce ekspertów zaklęć obronnych, nie wspominając już o taktyce bitewnej. Będziesz w dobrych rękach.

- Skoro jest taki dobry z obrony, czemu nigdy nie dał mu pan tej pracy? - wypalił Harry.

- To, doprawdy, jest sprawa pomiędzy Severusem i mną - zganił go dyrektor lekko. - Wróć do sypialni i spakuj wszystko, co może być ci potrzebne, my zaś w tym czasie skontaktujemy się z Remusem Lupinem i poprosimy go o pomoc. Och, tylko, Harry? Czy muszę dodawać, abyś za wszelką cenę trwał przy przykrywce, jaką wymyśliliśmy? Wybierasz się w odwiedziny do krewnych, a Lupin będzie ci towarzyszył. Nie nadmieniałbym nawet nikomu, że twoja ciotka jest chora. Nie chcemy podsuwać Voldemortowi żadnych pomysłów odnośnie tego, w jaki sposób mogą być skonstruowane te osłony.

- Dobra - zgodził się Harry. Oczywiście Ron i Hermiona nigdy by go nie zdradzili, był tego pewny, tylko spróbujcie o tym przekonać Snape'a. Nie zdołał jednak powstrzymać się od zapytania: - Jak to ma być taka świetna przykrywka, skoro profesor Snape zniknie z Hogwartu w tym samym czasie, co ja?

- Ależ on nie zniknie - uspokoił go Dumbledore. - Ja również użyję eliksiru wielosokowego i poprowadzę jego lekcje, zakładając, że w poniedziałek nadal nie będzie was w szkole.

To tyle, jeśli chodzi o ten pomysł. Harry spróbował kolejnego:

- Ale nie możemy iść teraz - zauważył. - Eliksir wielosokowy robi się przez miesiąc. A wtedy moja ciotka równie dobrze może już nie żyć, proszę pana.

- Naprawdę sądzisz, że nie mam w pogotowiu podstawowych eliksirów, Potter? - wytknął Snape z uniesioną brwią.

- Ale czy włosy Remusa nie zmienią pana w wilkołaka? - rozważał na głos niebezpieczeństwo, które dopiero co przyszło mu do głowy.

- Gdyby choć odrobinę uważał pan na lekcjach eliksirów, panie Potter - zadrwił Snape, patrząc na ucznia z góry z taką miną, jakby chłopak był jakimś szczególnie makabrycznym gatunkiem ślimaka - znałby pan odpowiedź. Nie, to mnie nie zmieni, o ile nie zdarzy mi się wrzucić sierści zwierzęcia do mojej mikstury. Któż jednak, wyjaśnij mi łaskawie, byłby takim cholernym idiotą?

Brzmiał, jakby doskonale wiedział o Hermionie i włosie kota. Harry przełknął ślinę.

- Dobra, niech będzie. To pójdę się spakować, jak dyrektor mówił.

- Weź ze sobą coś do uczenia się. Polecam twój podręcznik eliksirów - nakazał Snape ostro. - O ile, naturalnie, nie zmieniłeś zdania odnośnie chęci pisania drugiego sprawdzianu?

- Nie, myślę, że sprawi panu przyjemność ułożenie pytań do niego - rzucił Harry przez ramię, idąc ku drzwiom.

- Ja również tak uważam - przytaknął Snape, po czym roześmiał się złowrogo. - Wiedziałem, że jesteś głupi, Potter, ale tak nisko jeszcze nigdy nie upadłeś. Żeby żądać kolejnego testu z eliksirów? Ode mnie? Och tak, wielką przyjemnością będzie opracowanie zagadnień specjalnie dla ciebie.

Harry zamarł; zdał sobie sprawę, że naprawdę powinien był to wcześniej przemyśleć.

Ciemna szata załopotała wokół Snape'a, kiedy profesor się zbliżał, po czym znieruchomiała w fałdach omiatających kamienną podłogę.

- Lecz coś innego z pewnością będzie jeszcze zabawniejsze - szepnął profesor Harry'emu do ucha. - Obserwowanie cię w towarzystwie twojego kuzyna. Patrzenie, jak błagasz. Nie zamierzam ci towarzyszyć wyłącznie dla twojego bezpieczeństwa, Potter. Chcę mieć pewność, że to zrobisz. Chcę to zobaczyć. - W następnej chwili odsunął się jego zachowanie uległo diametralnej zmianie. - A teraz uciekaj, żeby dorośli mogli zabrać się do pracy!

- Idź, Harry - powiedział Dumbledore cicho.

I Harry usłuchał. Kiedy zamykał za sobą drzwi, usłyszał wymówione z przyganą:

- Severusie, naprawdę musisz zacząć panować nad sobą. To tylko chłopiec...

- To rozpuszczony, samolubny, gryfoński bachor, który nie widzi dalej, niż koniec własnego nosa.

Potem obrotowe schody poniosły Harry'ego w dół. Znalazłszy się u ich podnóża, nastolatek skierował kroki ku wieży Gryffindoru.


KONIEC
rozdziału czwartego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).

wykrzyknik Czytanie wszystkich moich tłumaczeń punktem honoru? Ciekawe postawienie sprawy... Heh, na Mirriel nie ma 53 rozdziałów, tylko rozdziały do 53 - ale nie wszystkie. W rozdziałach 21-28 dzieje się sporo dość ważnych rzeczy, chociaż oczywiście można ich nie przeczytać i w miarę łatwo zrozumieć to, co dzieje się dalej. Nie dziwię się, że najbardziej Cię teraz interesuje, co się będzie działo dalej; mnie też to interesowało swego czasu, dlatego po pierwszych 20 rozdziałach przetłumaczonych przez Mirriel przeczytałam do końca oryginał. No, ale to był rok chyba 2008 i Tehanu jeszcze tego fanfika nie tłumaczyła.

T.E.D.S To prawda, dość często miewam z tym kłopoty. Dla mnie od początku głównym fandomem był Harry Potter; niewiele czytałam fanfików z innych fandomów, mało też innych piszę. Zaczynałam od Czytelni Tanuki, potem znalazłam Mirriel i tak mi już zostało... No wiesz, ja tam nie wiem, czy na miejscu Harry'ego otworzyłabym list od Dursleyów. Po co, skoro na pewno nie ma w nim nic przyjemnego? Osłony krwi są przereklamowane - niejeden fanfik tak twierdzi :-P. Tak, z Draco będzie wszystko w porządku. Ostatecznie. Średniki - podobnie jak imiesłowy - to moja słabość. Po prostu lubię je używać, nie tylko w tłumaczeniach. Przydają się szczególnie w dialogach lub narracji po dialogu, gdzie użycie myślnika mogłoby wprowadzić czytelnika w błąd, ponieważ mogłoby się kojarzyć z początkiem lub końcem wypowiedzi, którym by nie było. W tłumaczeniach nie używam średników wszędzie tam, gdzie znajdują się one w oryginale... choć z drugiej strony używam ich czasem tam, gdzie w oryginale ich nie ma. Według mnie jest to bardzo niedoceniany znak przestankowy, nie wiem dlaczego.

marusz Taaak... Ale już w następnym rozdziale widzimy, że nie do końca o to profesorowi Snape'owi chodzi. Z drugiej strony dalsze rozdziały - dużo dalsze - pokazują, że rodzina rzeczywiście jest dla niego ważna; przynajmniej ta, którą sam sobie wybrał. Chociaż rzeczywiście jego początkowa reakcja na nieprzeczytanie listu może świadczyć o tym, że rodzinę stawia wręcz ponad wszystko. Ciekawe, czy autorka celowo go tak przedstawiła, czy po prostu tak jej wyszło... Daj spokój Harry'emu - mało który piętnastolatek jest elokwentny. Zresztą Voldemorta ma pokonać raczej nie dzięki doskonałej retoryce podczas publicznej debaty, tylko raczej siłą. Czy też magią. Wszystko jedno - elokwencja raczej mu do tego konieczna nie będzie. Właściwie Snape też nie do końca zachowuje się w tym rozdziale, jakby używał szarych komórek, można by wręcz pomyśleć, że podchodzi do całej tej sprawy z listem niemalże emocjonalnie. Co u niego wydaje się już bardzo dziwne. Te fragmenty wspomnień Harry'ego, jakie poznał podczas lekcji oklumencji, nie muszą dla niego niczego znaczyć. My wiemy, co on widział, ponieważ bardzo dobrze znamy rzeczywistość, w jakiej wyrastał Harry; Snape jej nie zna, więc te urywki, te scenki, może interpretować bardzo dowolnie. A zważywszy na fakt, jakie ma do Harry'ego podejście, za kogo i za co go uważa, podejrzenie, że coś może być nie w porządku na podstawie takich migawek, byłoby w jego przypadku wręcz dość dziwne. Przecież Potter to arogancki, rozpuszczony bachor; to, że ktoś raz na niego nakrzyczał, że raz goniły go jakieś dzieciaki, że raz siedział w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu... to przecież nic nie znaczy. Praktycznie każdy ma takie i gorsze wspomnienia, co wcale nie znaczy, że całe jego życie jest pasmem nieszczęść, a opiekunowie źle go traktują. Jak pomyślę, jakie ja bym mogła pokazać scenki z życia... ;-) No, powiedz, że Ty nie :-D. Nie bronię Snape'a, wcale. Chcę po prostu zauważyć, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a to samo zdarzenie - tym bardziej jego fragment - można rozmaicie interpretować, w zależności od tego, jak się na osoby w nim uczestniczące patrzy. To zwykle jest wręcz podświadome, nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo nasze postrzeganie wydarzeń uzależnione jest od tego, kto w nich uczestniczył, jak odbieramy osobę lub osoby biorące w nim udział. Na szczęście czasem można zweryfikować to postrzeganie. Na szczęście Snape zweryfikuje ;-).