To ostatni rozdział, szczere gratulacje dla wszystkich, którym udało się dotrzeć aż tutaj.
Akcja rozgrywa się gdzieś na początku serii, około rozdziału 9. Jest to taki krótki twór, pomyślany trochę jako epilog. W każdym razie zapraszam do czytania.
Ps: Wprowadziłem też zmiany w pierwszym rozdziale, myślę że dość spore.
"Hej Oz, gdzie jesteś?" Pandora Hearts Retrace 9
W pokoju panował półmrok. Wszyscy jego lokatorzy, w szacownej liczbie trzech, głęboko już spali i tylko pojedyncze płomienie hasały jeszcze gdzie nie gdzie w przestrzeni kominka. Nie należał do grona tych eleganckich, majestatycznych pomieszczeń wypełniających bogate pałace, ot taka klitka na potrzebach rozrastającego się miasta.
Jasnowłosy chłopak usiadł w łóżku, otwierając zielone oczy. Przez chwilę obserwował śpiących towarzyszy: Gil nawet we śnie zdawał się być spięty, zaś Alicja z rozmarzonym uśmiechem mamrotała coś na temat dobrze wypieczonej polędwicy. Jego spojrzenie wolno powędrowało w stronę podrygującego ognia.
Miał dziwny sen.
Była w nim mowa o Otchłani, Gilu, Alicji, zarówno tej śpiącej nieopodal jak i tej drugiej, o jego rodzinie. Głos, nie wydobywający się z żadnych cielesnych ust, a jednak niewątpliwie posiadający osobowość, opowiadał o teraźniejszości i przeszłości. O powrocie do normalności i utraconych lat. Drobna zmiana zaszłych wydarzeń, tak by Bogowie Śmierci nigdy nie skazali go za niezrozumiały grzech.
Kiedy odmówił, głos nie był nachalny. Zrozumiał, że dla Oza zawsze dobrze jest jak jest. Nie ma sensu tęsknić za tym co utracone - nigdy nie należał do tych, którzy wierzą w obietnicę wieczności. Prędzej czy później wszystko napotyka swój koniec. Dlatego nie widział potrzeby martwienia się tym co było lub będzie. Akceptował teraźniejszość, dokładnie taką, jaką była.
Poza tym, kto miałby ustalać normalność?
Uśmiechnął się w odpowiedzi na radosne podskoki kilku samotnych iskierek. To był naprawdę dziwny sen.
