-M... mistrz... Kakashi... on... nie żyje? - Zapytał Naruto który zakończył swój dzienny trening
-Właśnie to próbuję ci wyjaśnić - Odparł Sasuke - Słuchaj, nie wiem czego on ci naobiecywał, ale zapewne to się nie wydarzy. Kakashi został zabity, zrozum to w końcu... - Blondyn i czarnowłosy stali na przeciwko siebie. Była już późna pora, w tle można było dostrzec wielki księżyc w pełni.
-K... kto to zrobił?
-Huh... po co ci to widzieć?
-Zabiję tego kto to zrobił! Zarżnę jak świnię!
-Żałosne... ktoś taki jak ty miałby potrafić zabić kogoś, kogo ukatrupić nie był w stanie nawet jego mistrz?...
-Powiedz mi po prostu kto to zrobił... nie obchodzi mnie co o tym myślisz! Powiedz... albo wyciągnę to z ciebie siłą...
Naruto: Cień Konohy
Rozdział 4 - Ten, który miał sharingana cz.1 - Przyjaciel
-Przestań mnie rozśmieszać! Od początku miałem ciebie za kompletnego idiotę, ale wyzywanie mnie na pojedynek to szczyt wszystkiego! - W tym momencie Sasuke aktywował swojego sharingana, jego barwa głosu stała się znacznie niższa - Gdybym tylko chciał... zabiłbym cię jednym ciosem!
-Może kimś niezwykłym nigdy nie byłem ale... nie przegram z kimś takim jak TY! - Naruto rzucił się na Sasuke z pięściami. Atakował bezmyślnie, dzięki czemu Sasuke bez problemu unikał wszystkie jego ataki. Wystarczało, że odchylił się lekko w lewo lub prawo, a blondyn już nie miał szansy go trafić. Po chwili młody Uzumaki wziął bardzo mocny zamach i z całej siły próbował trafić w twarz czarnowłosego, jednak on odchylił się lekko w lewo, a Naruto nie potrafiąc ustać w pozycji stojącej, przewrócił się na ziemię. Sasuke, aby go upokorzyć, położył na nim swoją nogę i rzekł:
-Całkiem fajna zabawa, mógłbym to robić calutki czas... - Brunet lekko szturchał go nogą po głowie - Podoba ci się? Bo mi bardzo. - Wtem znamię które nosił czarnowłosy zaczęło parować, parząc przy tym go po ręce - ACH! CHOLERA! CO TO!? - Pomyślał wtedy, że to mogła być jakaś technika Naruto, jednak było to nie do uwierzenia, nie byłby on w stanie wykonać takiej techniki. Sasuke musiał przykucnąć, gdyż ból był praktycznie nie do zniesienia...
-Hej, Sasuke! Co ci się stało!? - Blondyn przykucnął przy brunecie i popatrzył na jego parujące znamię - Co to do cholery jest, Sasuke!? Mogę dotknąć...?
-Odwal się pacanie! Nie widzisz że to boli jak diabli!?
-To znaczy że nie mogę...?
-Pieprz się! Lepiej idź po jakąś apteczkę, bo czuję że to coś wyparza mi skórę! - Pomimo, że Sasuke nazwał to "tym czymś" to jednak wiedział co to jest i dlaczego to go atakuje. Jest to znamię które podarował mu Kakashi Hatake, miało mu ono przypominać o Naruto, którego miał za wszelką cenę chronić...
-J... jeżeli nie b... będziesz wypełniać mojej woli... spotka cię bolesna kara... wybacz, że zrzucam na ciebie te brzemię, Sasuke, ale to jedyny s... sposób aby ochronić wioskę przed Kyubim!
Jeszcze przed śmiercią Hatake wypowiedział te słowa zdeterminowanemu Uchichowi.
Naruto wykonał polecenie powierzone mu przez Sasuke, przyniósł apteczkę i niechętnie pomógł mu z powrotem do domu. Po chwili blondyn znów nawiązał dialog:
-Sasuke... wiem że zbyt mądry to ja nie jestem, ale... wiem że kłamiesz... widzę to w twoich oczach... powiedz, czym do cholery jest to coś!? - Powiedział wskazując znamię które znajdowało się na lewej ręce bruneta. Przestało ono parować, lecz pozostawiło po sobie krwisto czerwony znak, znacznie bardziej wyraźny niż przy zwykłym poparzeniu
-Nie powinno cię to interesować...
-Słuchaj... nie znam cię zbyt dobrze ale błagam cię, powiedz chociaż czy to ma jakiś związek ze śmiercią Kakashiego?
-Uch... niech ci będzie. Ale potem dasz mi już wreszcie święty spokój! Nie dosyć że rozpoczynasz między nami bójkę to jeszcze żądasz ode mnie informacji... aha, i jeszcze wiedz, że nie robię tego dla ciebie, tylko dla tego że mam choć trochę szacunku dla swego mistrza...
-Po prostu to powiedz...
-Powiem to prosto z mostu, nienawidzę przeciągać w nieskończoność rozmów. Kakashi dał mi to znamię, abym pamiętał o tym, że muszę cię chronić, jeżeli nie będę tego robił, będzie się działo to, czego świadkami przed chwilą byliśmy...
-Ch... chronić mnie? Po co?
-Kakashi twierdził, że to dlatego że nie może dopuścić do sytuacji sprzed dwunastu lat, czyli ponownego ataku Kyubiego na Konohę... ale to nie prawda... od razu można dowiedzieć się, że nie jest on dobrym kłamcą...
-Dobrze, dzięki za wyjaśnienie i... przepraszam za to wcześniejsze... byłem zdenerwowany i tak to jakoś wyszło...
-Przestań się mazać, chciałeś jeszcze podobno wiedzieć kto zabił Kakashiego, więc jeżeli nadal tego chcesz, to ci powiem...
-Jeżeli mi odpowiesz to będę u ciebie miał niemały dług! Powiedz...!
-O ile się nie mylę, był to Zabuza Momochi, jeden z członków siedmiu mistrzów miecza. Ostatnio widziałem go na Mglistej Polanie w Kraju Fal... więcej niestety nie mogę ci powiedzieć.
-Hej, dzięki... Sasuke! Może gdybyś nie był takim egoistą to byłbyś całkiem spoko gościem!
-Wal się, nie mam ochoty słuchać od ciebie komplementów... ale... jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz o której muszę ci powiedzieć... drużyna siódma wcale nie wyszła bez szwanku... to znaczy ja i Hinata tak, ale Sakura... wiem że wiele dla ciebie znaczy więc to nie będzie dla ciebie dobra wiadomość...
-Co!? O co chodzi!?
-Aktualnie znajduje się w szpitalu, jest ciężko ranna ale jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, lecz... może stracić rękę i nie być już w stanie dłużej szkolić się na ninja...
-Cholerny Zabuza... zapłaci mi za to...
-Uspokój się! Nie rób niczego głupiego, ja już idę do domu bo ręka boli mnie jak diabli, a ty, do cholery, ogarnij się!
-Uch... dobra, Sasuke... Cześć?
-Huh... - Wzdychnął brunet. Naruto poczuł się jakby był zupełnie inną osobą... chyba po raz pierwszy w życiu ktoś chciał z nim pogadać... czuł się wniebowzięcie pomimo niezbyt szczęśliwych informacji jakie usłyszał... Blondyn odszedł od Sasuke, nie poszedł on jednak do swojego domu... tylko na plac treningowy...
Miałem szansę zostać kimś wielkim, znalazłem nawet mistrza który CHCIAŁ mnie szkolić ale... wszystko przepadło... wszystko przez jakiegoś durnego ninja... jeszcze pożałuje że to zrobił... BĘDĘ ĆWICZYŁ I ĆWICZYŁ! STANĘ SIĘ KIMŚ NIEBYWAŁYM! POMSZCZĘ SWOJEGO MISTRZA! NASTĘPNIE UDAM SIĘ DO AKADEMII, GDY DOWIEDZĄ SIĘ JAK POTĘŻNY JESTEM NA PEWNO MNIE PRZYJMĄ! DOŁĄCZĘ DO JAKIEŚ DRUŻYNY I STANĘ SIĘ NORMALNYM GENINEM!
Naruto miał naprawdę szczytny cel, jednak nie wszystko do końca poszło po jego myśli...
Tydzień później
Plac treningowy
Od chwili kiedy Naruto i Sasuke rozmawiali ze sobą sam na sam codziennie spotykali się na placu treningowym, gdzie brunet pilnował blondyna aby nie obijał się podczas treningu. Od czasu do czasu nawet uczył go nowych sztuczek użytecznych w walce... Kiedy nastał już wieczór a na niebie pojawił się księżyc, Naruto i Sasuke jak zwykle rozmawiali ze sobą, były to zazwyczaj krótkie pogawędki na temat misji i technik, jednak tym razem blondyn zadał brunetowi pytanie:
-A ty... Sasuke... jaką miałeś przeszłość i jakie masz plany na przyszłość...?
...
W rozdziale poprawiono wszelakie błędy
