Cały świat HP należy do JK Rowling, ja się tylko nim bawię.
Wszyscy w dormitorium Gryffindoru piątego roku wiedzieli, że Harry Potter ma koszmary. Przyzwyczaili się. Niestety tej nocy był jeden z jego najgorszych. Obudził się w środku nocy. Spocony, zgrzany i roztrzęsiony. Zerwał się szybko z łóżka i obudził Rona. Postawił na nogi wszystkich współlokatorów. Któryś z nich poszedł po Minerwę Mcgonagall. Pokój wrzał, choć wszyscy ubrani byli w pidżamy. Harry, Ron i opiekunka ich domu ruszyli do gabinetu Dumbledora.
Harry'emu śnił się atak na Artura Weasley'a. Atakującym był wąż. Okazało się, że Voldemort wysłał Potterowi wizje tego, co robi. Udało im się uratować Artura. Wszystkie jego dzieci czekały na świstoklik, który przeniesie ich do domu. Razem z Harrym. Tak cudownie zaczęły się święta Bożego Narodzenia. Gdy przybyli na Grimmauld Place 12 powitała ich pani Weasley. Oczy miała podkrążone od płaczu. Wszyscy czekali na wieść o stanie zdrowia poszkodowanego. Zająć się miał nimi Syriusz. Molly poszła do szpitala. Ron i bliźniacy poszli do swoich łóżek. Chcieli zniknąć na chwile z tej rzeczywistości. Syriusz siedział przy stole z niemrawym chrześniakiem i pogrążoną w myślach rudowłosą. Postawił im piwo kremowe i ulotnił się do sypialni. Harry pociągnął spory łyk piwa, za to Ginny wypiła go na raz duszkiem. Spojrzał na nią. Delikatnie się uśmiechnęła, ale ten uśmiech nie był radosny.
- Do dupy, co Harry? - ni to spytała ni oznajmiła stan rzeczy. Harry był zdziwiony, że się do niego odezwała pierwsza, po tym co jej powiedział wieczorem.
- Ginny... - zaczął. Chciał ją przeprosić. Chciał wymazać tamte słowa z przeszłości. Niestety przeszłość jest niezmienna.
- Wiem - przerwała mu. - Harry ja wiem.
W jej oczach zobaczył zrozumienie. Widział, że mu wybaczyła. Tylko czy na to zasługiwał?
- Naprawdę - znów zaczął. Musiał to powiedzieć - nie chciałem cię zranić. Czasem po prostu zapominam ile już przeszłaś.
- Wybaczam ci Harry. Zabolało mnie to. Ale ja z drugiej strony nigdy ci nie powiedziałam, jak wpłynęły na mnie zdarzenia z komnaty.
- Przepraszam. Może gdybyśmy spróbowali po tym wydarzeniu się lepiej poznać, to bym pamiętał. Kurcze - przeczesał włosy palcami lekko je ciągnąc na końcu - powinienem być lepszym przyjacielem.
- Harry. Już. Przestań. Możemy spróbować na nowo. Teraz są ważniejsze sprawy na głowie.
I powróciły do niego sceny ze snu. Ginny zdała sobie sprawę, co zrobiła. Nie potrafiła pocieszać. Szczególnie po takiej traumie. Spytała więc:
- Opowiesz mi?
Harry patrzył na nią zdziwiony. Nikt, nawet jego przyjaciele nie pytali o jego koszmary. W jej oczach zobaczył chęć zrozumienia go. Zrozumienia całego zdarzenia. I opowiedział jej. W trakcie wciągała czasem powietrze, albo jej oczy zaczynały przybierać obraz zemsty. Nie przerywała mu. Słuchała. Gdy skończył usiadła koło niego i przytuliła. Był trochę zdziwiony, ale przyjął ten gest i odwzajemnił. Poczuł, że z barków spada mu ogromny ciężar, który nie pozwalał mu ruszyć dalej. Ginny wyprostowała się, ale usiadła najbliżej niego, jak mogła. Chciała by poczuł, że ktoś przy nim jest. Chciała być jego przyjaciółką. Harry objął ją ręką i przyciągnął jeszcze bliżej. Ginny położyła głowę na jego ramieniu i złapała jego dłoń. Ten gest miał przekazać mu, że zawsze, jeśli tylko chce ona tu jest. Patrzyli tak bez słowa w tlący się ogień w kominku na wprost nich. W końcu zasnęli. Przytuleni. Odpędzając sobie nawzajem nocne koszmary.
Harry zaczął powoli się budzić. Był między snem a jawą. Czuł kwiecisty zapach. Również czuł, że ktoś go obserwuje. Otworzył oczy i zobaczył najpierw burze rudych włosów, a przez nie szczerzący się uśmiech Syriusza. Gdy zobaczył, że Harry go widzi. Rozsiadł się w fotelu skrzyżował ręce i... dalej patrzył. Harry stwierdził sam przed sobą, że nie da chrzestnemu takiej satysfakcji i zachował kamienną twarz. Ginny była całkowicie wtulona w niego. Jedną rękę miała pod policzkiem, a drugą obejmowała go z talie. On też ją obejmował jedną ręką, a drugą miał wplątaną w jej włosy. Stopy miała schowane po między łydki Harry'ego. Pewnie było jej zimno w nocy pomyślał. Ręką, którą ją obejmował potrząsnął i powiedział:
- Ginny. Wstawaj.
Otworzyła oczy i jak zobaczyła, że sytuacja się powtórzyła to szybko odskoczyła. Niestety ten manewr nie wyswobodził ich. Wręcz przeciwnie. Spadli na ziemie. Ginny była na krawędzi, więc spadła pierwsza. Za nią Harry. Upadł na nią. Ona lekko stęknęła, bo ręka którą miał wplątaną w jej włosy wbiła się jej w głowę, jednocześnie amortyzując upadek. Harry od razu się podniósł na wolnej ręce. Popatrzył na nią. Miała lekko niedospane oczy, poplątane włosy, ale w tej chwili widział ją nie jako młodszą siostrę najlepszego przyjaciela. Nie. Widział ją, jako dorastającą kobietę. Zmieszał się z powodu tych myśli i usiadł ciągnąc ją za sobą. Musiała mu pomóc wyplątać dłoń z włosów. Gdy już skończyli, Syriusz nie wytrzymał i zaczął tarzać się po podłodze ze śmiechu. Ginny dopiero teraz go zauważyła i spłonęła rumieńcem. Harry patrzył na niego morderczym wzrokiem. Ginny poszła bez słowa do swojego pokoju się przebrać. Syriusz się opanował i powiedział do Harry'ego:
- Harry! Ciesz się, że to byłem tylko ja - Potter zbladł i wyobraził sobie braci Weasley w zaistniałej sytuacji. Ruszył szybko do pokoju się przebrać.
Gdy wszyscy domownicy się już obudzili, Stworek przygotował im śniadanie. Wyjątkowo tym razem poranny posiłek Weasley'ów był cichy i ponury. Wszyscy czekali na wieści o stanie ich głowy rodziny. Trudno było patrzeć na smętne miny. Szczególnie bliźniaków, którzy zawsze byli radośni i pełni energii. Tylko Syriusz znalazł odrobinę humoru. Cały posiłek wysyłał Harry'emu i Ginny, która siedziała koło niego znaczące spojrzenia. Weasley próbowała ignorować go, ale w pewnym momencie jej cierpliwość się skończyła. Pech dla Syriusza, który siedział naprzeciw nich. Ginnny wymierzyła idealny cios w jego kolano. Wrzasnął i zaczął przeklinać. Wszyscy przy stole spojrzeli na niego. On zwrócił się do atakującej:
- Ruda! To bolało.
- Nie wiem o czym mówisz - powiedziała.
- Dobrze wiesz.
- Nie.
- Tak.
- Syriuszu - powiedziała, jakby go ganiła - Nie próbuj zwalać winy na mnie za to, że uskuteczniasz samookaleczenie.
Wypowiedziała się w taki sposób, że wszyscy jej uwierzyli. Tylko Harry zdawał sobie sprawę, co tak naprawdę się stało. Łapa spiorunował Ginny wzrokiem, a ona odpowiedziała mu tym samym. Skończyli jeść i Stworek posprzątał po nich, ale nikt nie odszedł od stołu.
- Dobra. Koniec tego! - wstała nagle Ginny. Wszyscy spojrzeli na nią w szoku. - Tata wróci cały i zdrowy, a naszym obowiązkiem na teraz będzie przyjąć go jak najlepiej. Dlatego. Fred, George, są święta, a ten dom jest strasznie ponury. Udekorujcie go.
- Tak jest! - powiedzieli unisono. Zasalutowali jej i z uśmiechem ruszyli do działania.
- Syriusz. Ty przyniesiesz drzewko. Ma być duże i ładne.
- Jasne - powiedział z uśmiechem. Oddalając się podszedł do Harry'ego i położył mu rękę na ramieniu mówiąc: - Jest jak Lily.
Ginny go usłyszała kopnęła go zaklęciem.
- Cofam to - powiedział obrończym głosem. - Jest gorsza - i zniknął.
- Harry, Ron wy mi pomożecie przy posiłkach.
- Co - powiedział Ron. - Ale ja nie umiem gotować!
- Właśnie, dlatego mi pomożesz - odpowiedziała. Ron spojrzał na Harry'ego, ale ten podniósł w ręce w geście, że się nie będzie mieszał. Zrezygnowany podążył za siostra do kuchni z kumplem u boku.
Okazało się, że Ginny gotuje tak samo dobrze, jak pani Weasley. Harry był pod wrażeniem jej umiejętności, a jeszcze bardziej, że dzięki magii gotowanie może być jeszcze lepsze. Ron cały czas marudził, ale pracował. Zaskoczył tym siostrę. Gdy skończyli przyrządzać posiłki poprosili Stworka by były cały czas ciepłe. Gdy wyszli z kuchni oniemieli. Fred i George przeszli samych siebie dekorując dom. Pomagał im w tym Syriusz i Ginny modliła się w duchu by nie dodali czegoś specjalnego. Cały dom świecił i czuć było święta. Usiedli w salonie i Syriusz zaczął im opowiadać swoje historie z czasu kiedy był w Hogwarcie. Harry chłonął każdą historię. Ginny przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem. Wszyscy byli tak pochłonięci opowiadaniami, że nie zauważyli, iż od dłuższego czasu w progu stoi Molly z mężem. Patrzyli z uśmiechem na ustach. Artur lekko chrząknął i wszyscy się zerwali by go przywitać. Kazali mu usiąść przy stole i Ginny podała potrawy. Pani Weasley była niezmiernie dumna z córki, a gdy usłyszała, że pomagał przy tym Ron to w jej oczach pojawiły się łzy. Artur nigdy nie czuł się tak szczęśliwy, jak dziś. Wyzdrowiał. Dzięki Harry'emu. Zawsze będzie mu wdzięczny.
Święta na Grimmauld Place 12 nigdy nie były tak radosne. Pomimo zdarzeń poprzedzających, wszyscy domownicy tryskali szczęściem. Tylko jedna osoba nie była szczęśliwa. Chłopak o kruczoczarnych włosach z zielonymi oczami siedział w pokoju Hardodzioba i zastanawiał się kiedy Lord Voldemort zaatakuje. Martwił się, kiedy będzie musiał się z nim zmierzyć. Wszyscy mieszkańcy przyzwyczaili się do tego, że Harry gdzieś znika. Nie wiedzieli gdzie. Tylko rudowłosa podejrzewała gdzie się chowa i tak znalazła go siedzącego z głową miedzy kolanami. Chciała zawołać go na obiad, ale widziała, że chłopak jest w rozsypce.
- Harry wszystko w porządku? - spytała. Spojrzał na nią. Nie dziwiło go to, że go znalazła. Zaprzeczył ruchem głowy.
- Może jak mi powiesz to będzie lepiej? Pomogę ci - spojrzał na nią i słowa same płynęły.
- Oh Gin... tak wiele - zaczął jej mówić o obawach. O Voldemorcie. O Dursley'ach. O Umbrige. Ona znów go słuchała. Gdy skończył oznajmiła:
- Myślałeś o dodatkowych lekcjach?
- Co masz na myśli?
- Masz teraz Syriusza. Może poprosisz go by nauczył cie dodatkowych zaklęć. Będziesz wtedy lepiej przygotowany i pewniejszy siebie.
Harry'emu zaświeciły oczy. Raptownie wstał i podniósł Ginny. Okręcił się z nią. Pomimo jej protestów. Jak ją odstawił, to jeszcze pocałował w czubek głowy i wybiegł z pokoju. Ginny zdezorientowana zdążyła tylko za nim zawołać, że jest obiad. Jak zeszła Harry siedział przy stole i z ożywieniem rozmawiał z Syriuszem. Usłyszała głos starszego mężczyzny:
- Harry to genialny pomysł!
Popatrzyła na Harry'ego a on zrobił się zmieszany, policzki mu się lekko zaróżowiły. Spuścił wzrok i powiedział:
- To nie jest mój pomysł.
- A czyj? - spytał Syriusz.
I wtedy Harry zauważył ją. Syriusz podążył za jego wzrokiem. Spojrzał w jej oczy i powiedział:
- Ginny.
- No Ruda, coraz bardziej zyskujesz w moich oczach!
Ginny się zaczerwieniła i usiadła przy stole zaczynając posiłek. Odezwała się Molly:
- Tylko Syriuszu - ostrzegła. - Nie zamęcz chłopaka. Patrz! Mizernieje nam w oczach!
Wszyscy przy stole się uśmiechnęli. Syriusz do niego mrugnął i odpowiedział pani Weasley:
- Molly o niego to ja bym się nie martwił.
Mówiąc to skierował spojrzenie na Ginny.
- Widzisz Młody - powiedział do Harry'ego chrzestny - To nie takie trudne wyobraź sobie cel i działaj.
Tłumaczył mu Syriusz. Dla Harry'ego Syriusz okazał się kiepskim nauczycielem. Możliwe, że to dlatego, iż uczył go zaklęć defensywnych, a nie miał ich przeciw komu używać. Harry nie widział sensu celować w worek z ziemniakami w piwnicy. Stali tak. Harry wściekły na siebie, że nie potrafi poprawnie rzucić zaklęcia. Syriusz wściekły na to, że nie wie, jak mu pomóc. Całą sytuację z rozbawieniem obserwowała Ginny. Wyszła z ukrycia i powiedziała:
- Macie przyjść jeść. Mama woła - już wychodziła, gdy stwierdziła, że lepiej będzie jeśli się wtrąci. Obróciła się na pięcie. - Nie lepiej żeby Harry miał żywy cel?
- Cały czas mu to mowie! - powiedział ze złością Harry.
- Ja go uczę. Na mnie nie będzie próbował. Chyba, że ty Ruda się zgłaszasz na ochotnika - powiedział Syriusz mimochodem.
- Zgadzam się - powiedziała Ginny. Oboje wybałuszyli oczy na nią. Uśmiechnęła się i poszła na górę.
Co myślicie?
