Rozdzialik króciutki, ale to dlatego, bo go rozdzieliłem. Niestety nie zobaczycie lekcji obrony, która odbędzie się w następnym - czyli już niedługo. Jeśli widzicie jakieś błędy - cisnąć mnie w komentarzu, albo coś. ;)
ROZDZIAŁ IV Czysta Krew, Brudna Krew
Październik 1938 rok —Hogwart
Dzisiaj był dzień wolny od nauki. Właśnie skończył się pierwszy miesiąc Hogwartu i nikt nie mógł powiedzieć, że wiele się działo. Prawda, zdarzyło się już kilka spięć między Ślizgonami, a Gryfonami, ale żadna nie wyszła poza dziecinne wyzwiska, takie jak; głąb, głupek. Najczęściej kłócili się ze sobą Hortens Rantor i Ulder Prewett - oboje byli lwami czystej krwi - ich przeciwnikami byli głównie Macnair i Lestrange. Avery i Nott, ku zdziwieniu wszystkich, przyglądali się temu z boku, czasami rozmawiając z Tomem. Przez ten krótki miesiąc Tom zdobył dość sporą popularność, głownie przed dobre oceny. Ani razu nie dostał nic prócz Wybitnego, ale Milo od niego nie odstawał, mieli takie same oceny. Chyba byli też tak samo popularni, ale całkowicie inaczej to wykorzystywali. Wydawało się jakby Tom zaprzyjaźniał się z większością, bo często rozmawiali i wydawał się przyjaźnie do nich nastawiony. To było nieco niespodziewane. Milo jednak nie potrafił robić tego, co on. Rozmowa z innymi dziećmi, które nie były Tomem, była dziwna i nieprzyjemna, a co dopiero dopuszczenie ich tak blisko siebie. Wolał już te rozmowy z Lestrange'em, bo ten chyba też nie lubił długich pogadanek, a poza tym nieco się wyróżniał. Preston był nieco dziecinny, ale czego można się spodziewać po jedenastolatku? Jednak Milo wiedział, że w przyszłości będzie dobrym czarodziejem i sprzymierzeńcem.
Teraz Milo siedział w pokoju wspólnym starając się wyskrobać pierwsze zadane wypracowanie z transmutacji. Nie było trudne, bo Dumbeldore był raczej wyrozumiałem nauczycielem, a jego klasie niewielu osobom ten przedmiot sprawiał problemy. Profesor miał dobry kontakt z uczniami i pozwalał mu ćwiczyć magię pisanego pióra na lekcji, pod warunkiem, że będzie też pisał własne notatki. To był dobry układ. Teraz spojrzał na pierwsze słowa swojego wypracowania. Zbyt książkowo, pomyślał.
— Co robisz? — zapytał Preston Lestrange, siadając na krześle obok. — Hej! Czy ty właśnie pogniotłeś wypracowanie na transmutację?! — Milo spojrzał na kulkę kartki w jego dłoniach.
— Tak — odpowiedział spokojnie i wyciągnął nową kartkę oraz inne pióro. Jak coś nie wyszło, lepiej zacząć od początku i z innym sprzętem. Zawsze zastanawiał się, dlaczego tak uważa i chyba podłapał to od swojej matki, która robiła podobnie.
— Dlaczego? — Zabrał mu pogniecioną kartkę i rozwinął. — Przecież to jest dobrze napisane! Kurcze! Ile ty to pisałeś?!
— Chyba pół godziny — przyznał się i zaczął od nowa. Temat nie był trudny, bo co trudnego jest w zmianie igły w pióro, drzazgę czy cokolwiek innego podobnych rozmiarów?
— Pożyczam — oświadczył Lestrange i schował niedokończone wypracowanie do kieszeni szkolnej szaty. Zaczął rozglądać się bacznie po pokoju.
— Widziałeś gdzieś Toma? — zapytał Milo.
— Widziałem jak wychodzi z Nott'em.
Tom widocznie powoli zdobywa przyjaciół. Jeśli naprawdę odczuwa chęć by mieć jakiegoś. Był zagadką. Zazwyczaj plątał się po zamku, czasami sam, czasami z Milo. Oboje szukali ,,czegoś wyjątkowego" co może okazać się jakimś sekretem Hogwartu, ale do tej pory nic nie znaleźli poza dziwną kryjówką za jednym z obrazów. Tom raczej nie afiszował się z tym, że przeszukuje szkołę, więc poszukiwania u boku Tarsena odpadają.
— Idziesz może do biblioteki? — Milo spojrzał niepewnie na Prestona. — No chodź, nie chcę iść sam. Nie znam jeszcze zamku tak dobrze.
— Znasz — sprzeciwił się niebieskooki. Lestrange dobrze zapoznał się ze szkołą przez ten miesiąc. Przecież razem z Avery'm, Macnair'em i Nott'em latali po niej szukając Gryfonów.
— I co z tego? Chodźmy. — Wstał. Milo zastanowił się nad tym przez krótką chwilę. Zaraz zajdzie słońce, w drodze powrotnej Rancorpus Crape, straszny woźny, będzie wszędzie. Czasami miało się wrażenie, że jest on w kilku miejscach naraz. Nikt nie wiedział, jak on to robi, ale przerażał.
Wstał i razem wyszli. Byli w lochach, a biblioteka znajduje się na piątym piętrze. Po drodze nie rozmawiali zbyt wiele. Lestrange zwykle zadawał pytania o naukę, a to na szczęście był neutralny temat. Milo omijał tematy dotyczące jego osobowości i mugolskiej rodziny. Był w Slytherinie, a tu były głównie osoby czystej krwi. To może też oznaczać, że i on jest ,,czysty". Jednak panowała też niechęć do szlam i mieszańców, więc nie poruszał tematu.
— Czego szukamy? — zapytał przechodząc między regałami i unikając wzroku bibliotekarki.
— Książki do eliksirów — odpowiedział Preston. — Nie słyszałeś?
— Czego nie słyszałem?
— Drugoklasiści mówili, że Slughorn po pierwszym miesiącu zadaje dodatkowe prace i chcę być gotowy, gdy się zacznie. Podobno można dostać masę pozytywnych lub negatywnych ocen. Wolę uniknąć ,,T" w moim dzienniku.
— Słusznie — odpowiedział i spojrzał na książki. ,,Podstawowe Eliksiry", ,,Eliksiry startowe", ,,Odważyć i uwarzyć, eliksiry dla początkujących" — Może ta? — zapytał wskazując trzeci tytuł, ten ,,odważyć i uwarzyć..."
Preston wziął książkę i zaczął kartkować. Nie wyglądało na to, że potrzebuje pomocy, więc Milo postanowił przejść się po bibliotece. Był tu tylko dwa razy z Tomem. Ale bardzo krótko, bo wchodzili i wychodzili. Tom dokładnie wiedział, czego szuka.
Książek było pełno, dziesiątki regałów wypełnionych książkami od podłogi po sufit. Traktowały o wszystkim, od nieszkodliwej magii, która pomaga w pracach domowych, po najpotężniejsze czarnomagiczne klątwy ukryte w dziale zakazanym. Tylko do działu zakazanego bez zezwolenia nikt niema dostępu. Słyszał plotki, że od zeszłego roku jest zamknięty, bo ktoś coś z niego wyniósł i Dippet się wściekł. Teraz wejścia chronią zaklęcia.
— Czegoś szukasz, chłopcze? — zapytała Junga Lande, bibliotekarka. Była niską i szczupłą kobietą o białych włosach.
— Nie, niczego — odpowiedział szybko i spojrzał w jej brązowe oczy. Były stare.
— Jesteś pewny? Widzę jak się rozglądasz. Przeglądałeś dział zaklęć z XVII wieku, a później widziałam, jak czytasz książkę z zaklęciami mylącymi i odkładasz ją natychmiast. Nie znalazłeś też tego czego szukasz w księdze ,,Niezłamana klątwa" i ,,Zacznijmy czarować". Więc szukasz czegoś albo ciekawszego, albo czegoś, w czym jest więcej wiedzy. A to się ze sobą pokrywa, prawda? — Milo spojrzał na nią zaskoczony i zadowolony. Może bibliotekarka nie jest taka głupia, na jaką z początku wyglądała. Już nigdy nie oceni książki po okładce.
— Co pani proponuje? — Ruszyli w głąb, do dalszego działu.
— Jako, że jesteś pierwszoklasistą, nie mogę ci polecić żadnych bardzo zaawansowanych ksiąg, bo są zbyt trudne i skomplikowane, jeszcze przyjdzie na nie czas. Ale ta... — wskazała okładkę ,,Niewspomniana Magia" — ...ta książka jest wręcz idealna dla kogoś, kto ma jakiekolwiek większe ambicje i pragnienie wiedzy. Poleciłam ją samemu Albusowi, gdy był w twoim wieku — kiwnął głową z aprobatą. Ta kobieta jest nawet starsza od profesora Dumbeldore'a, a nie wygląda.
— Dziękuję.
— Ależ niema, za co. Młode umysły powinny się kształcić. Naprawdę brakuje nam zdolnych czarodziejów, którzy byliby w stanie stanąć na przeciw takim jak Grindelwald. Ucz się, może zostaniesz kimś wielkim — i z tymi słowami odeszła.
Gallert Grindenlwald, czarnoksiężnik pragnący wyprowadzić czarodziejów z ukrycia i stworzyć armię przeciw mugolom. Ciekawe, kto wyszedłby zwycięsko ze starcia? Mugole mają broń palną, a czarodzieje magię. To byłaby niepewna walka. Ale skoro Grindelwald był pewny, że potyczka to byłoby właściwe wyjście, to chyba znaczy, że jest pewny wygranej. Przynajmniej w jakimś stopniu.
Chwycił książkę i usiadł. To prawdziwa książka o podstawach, ale nie takich zwyczajnych. Wszędzie normalnie bowiem tłumaczyli dokładnie co zrobić, krok po kroczku. Pisali nawet, jaki kąt różdżką wycelować, by zaklęcie zadziałało właściwie i bez problemów. Ale ta książka była jednak jakaś dziwna. Autor pisał o magii, ale nie tylko różdżkowej. Różdżka jest tylko przekaźnikiem energii, a ciągłe czarowanie bez niej byłoby bardzo zbyt męczące nawet dla samego Merlina, ale mimo to naucza jak połączyć tę magię i magią różdżkową... Strasznie ciężkie i zawiłe tematy, w sam raz dla niego. Z uśmiechem wepchnął książkę do torby i ruszył do wyjścia. Kiwnął głową pani Lande i wyszedł.
— Witaj, Milo — usłyszał głos i szybki krok, który go nadgonił.
— Witaj Tom. Gdzie się podziewałeś? — zapytał, spoglądając przelotnie na brata.
— Rozmawiałem z Tarsenem na temat czystokrwistych rodów czarodziejów. Próbowałem dowiedzieć się czegoś o naszych rodzicach. — interesujące, pomyślał młodszy brat. — Jedynym tropem jak na razie jest moje drugie imię.
— Marvolo — szepnął Milo. — Prawda, z pewnością nie jest mugolskie, więc to oznacza, że nasz dziadek był czarodziejem.
— Marvolo Riddle? Nie, w spisie byłych nie ma jego nazwiska. Szukałem go przez ten miesiąc. To musi być mugolskie nazwisko.
— Więc nasz ojciec to mugol, skoro w spisie niema jego nazwiska — zauważył. — Więc nasza matka była czarownicą — stwierdził.
— Tak.
— Myślisz, że nasz ojciec żyje? — Tom wydawał się zdenerwowany. — Zrobiłeś wypracowanie dla Dumbeldore'a?
— Tak. Wczoraj — zmiana tematu dawała większą kontrolę nad rozmową i pozwalała uniknąć niezręcznych tematów — A ty?
— Zrobię wieczorem. Muszę zajrzeć do pewnej książki.
— Jakiej?
— Bardzo ciekawej. Dam ci ją, gdy skończę.
Znaleźli się na trzecim piętrze, które w tej chwili jest pilnowane przez woźnego Carpe'a. Słychać było go z obu stron. Z lewej jakby jego charakterystyczne charczenie, a z prawej ciągnięcie łańcucha ciągle przypiętego do nogi. Jeśli ich złapie to z pewnością dostaną szlaban. Już po 20 i powinni być w dormitoriach. A woźny bardzo lubi dawać kary. Woli uniknąć karnego bata.
— W którą stronę? — zapytał młodszy. Tom wyglądał na zdezorientowanego.
— Jest po obu, wracamy, szybko! — wrócili biegiem na czwarte piętro. — Zbliża się, tędy — szepnął i pociągnął go za sobą w jeden z mniejszych korytarzy. Weszli schodami na górę i wbiegli do jednej klasy, która miała wyjście z drugiej strony. Wyszli znowu na jakiś korytarz. Tutaj nie było słychać woźnego.
— Widzę, że zapoznałeś się z drogami ucieczki. — Tom odpowiedział zdziwionym spojrzeniem.
— Wracajmy - powiedział, już spokojnie, bez tylu emocji w głosie. Milo poszedł za nim.
Droga minęła spokojnie. Zgubili woźnego i wrócili do lochów.
Gdy bracia Riddle weszli, we wspólnym wszyscy na chwilę ucichli. Ale to była króciutka chwila, jednak podejrzana. Nie zamilkły tylko starsze roczniki? Raczej pierwsze i drugi klasy zrobiły się cicho i unikali spojrzeń bliźniaków. Milo słyszał jak Tom zaklął cichutko pod nosem i ruszył za nim. Ruszał się z mniejszą dokładnością, co znaczy, że coś go zdenerwowało.
— Co to było? — zapytał Tom Tarsen'a Nott'a, gdy znaleźli się do w dormitorium Nott'a.
— O co ci chodzi? — zapytał, ale udawał. Milo zbyt często sam to robił, żeby tego nie rozpoznać.
— Mówiłeś komuś o naszej rozmowie?! — syknął tak, że Tarsen'owi zjeżyły się włosy na rękach.
— Nie! — zaprzeczył szybko. Zbyt szybko.
— Przez ciebie myślą, że jestem szlamą? JA?! — Tom widocznie na chwilę stracił panowanie, ale teraz podszedł do ślizgona i chwycił go za zielony krawat ciągnąc do siebie, aż ich twarze dzieliły może ze 2 cale. — Nie jestem szlamą, zapamiętaj to sobie. Moja matka była czarownicą, mój dziadek był czarodziejem i moi przodkowie również — oczy Toma teraz płonęły gniewem. — Jeśli zauważę, że ktokolwiek w to wątpi to wierz mi, przyjacielu... Nie będzie między nami zgody — jego głos w tej chwili przeraziłby nie jednego twardziela. Był zimny niczym lód i przerażający niczym nadchodząca apokalipsa.
Nott wyglądał na zdezorientowanego, ale widać było też, że bierze słowa Riddle'a na poważnie. Śmiertelnie poważnie. Ale nic nie powiedział, tylko wyszedł.
— Zastraszasz ich? — zapytał wprost Milo.
— Można tak powiedzieć - odpowiedział Tom i oboje wyszli, kierując się do ich pokoju.
— Lepiej tego nie rób? Strachem zdobędziesz wszystko, ale nie ich lojalność — wyjaśnił, a Tom przymknął oczy, siadając na łóżku.
— Zamknij się. Nic nie wiesz — Milo wzruszył ramionami. Wzrok Toma złagodniał.
— Ja na twoim miejscu bym tego nie robił — powiedział, myśląc nad sytuacją. Pamiętał lekcje ojca, który mówił mu, żeby nie robić sobie wrogów, bo lepiej trzymać ich blisko siebie, niż z nimi walczyć. — Jest jeszcze zbyt wcześnie, żebyś się rządził.
— Dzięki za radę.
Milo westchnął. Jego brat nic nie rozumie, w sierocińcu mógł bez problemu robić podobne rzeczy, ale w szkole wszystko prezentowało się nieco inaczej. Trzeba było użyć głowy, bo jeśli ktoś starszy dowie się o tym, co się dzieje w dormitorium, czy wspólnym, to nie będzie ciekawie.
Otworzył książkę. Z początku tylko przewracał kartki szukając słowa, które wpadnie w oko. Tym słowem była ,,przysięga magiczna''.
,,Przysięgę magiczną można zawrzeć nie tylko słowami i magią, ale też czynem, znakiem, ofiarą, darem, a nawet poświęceniem własnego życia." To ostatnie wydawało się strasznie irracjonalne, bo jak można zawrzeć przysięgę oddając życie? ,,W takim przypadku osoba, z którą się ową przysięgę zawarło zbiera wszystkie profity. To jednostronne. Ale nie całkowicie, bo jeśli złamie przysięgę, na tę osobę spada ciężka klątwa, która strasznie uprzykrza życie i zabija bardzo powoli, nie pozwalając wcześniej umrzeć.''
Niebieskie oczy chłopaka zabłysły. Ta książka na pewno nie była przeznaczona dla dzieci.
