Przyszedł następnego wieczoru, tak jak obiecał. I następnego i jeszcze kolejnego. Z każdym ich spotkaniem Sonea dowiadywała się coraz więcej. Wiedziała już, jak dokładnie wyglądały warunki Gildii nałożone na czarnego maga.

Akkarin nie mógł praktykować czarnej magii, chyba że pojawi się bezpośrednie zagrożenie dla Kyralii, a i wtedy tylko pod warunkiem jednomyślnej zgody Starszyzny. Nie mógł nikogo uczyć. Był to jeden z oficjalnych powodów, dlaczego odebrano mu opiekę nad nią. Nie wolno mu było opuszczać terenu Gildii, chyba że dostał pozwolenie od kogoś ze Starszyzny. I oczywiście zawsze był obserwowany przez wybranych na jego asystę Wojowników. Jednak jak stwierdził, liczba osób pilnujących go systematycznie się zmniejszała i miał nadzieję, że wkrótce jego eskorta zostanie całkowicie odwołana.

Te krótkie spotkania stały się jej wieczorną rutyną, były odskocznią dla myśli pomiędzy kolejnymi egzaminami, dlatego wielkie było jej rozczarowanie, gdy tym razem zastała na biurku kartkę od Akkarina informującą, że był wcześniej i jej nie zastał.

Mogłam nie iść dziś do Rothena na kolację, uznała Sonea, po raz wtóry czytając krótką notkę napisaną eleganckim drobnym pismem. Choć było na niej tylko jedno zdanie, wpatrywała się w nie od pół godziny.

Ale musiała w końcu pójść. Ostatnie wieczory spędzała sama w pokoju, tłumacząc się nauką. Zaczynało to nieco martwić Rothena, więc w końcu pozwoliła namówić się na wspólny posiłek. Doszła do wniosku, że zdąży pojawić się u byłego mentora i wrócić do Domu Nowicjuszy przed Akkarinem. Jednak Akkarin, jak na złość, stwierdził, że przyjdzie dziś wcześniej.

- Nie będzie go, wielkie rzeczy – mruknęła, odrzucając świstek papieru na stół.

Odwróciła się i rzuciła się na łóżko, które okazało się niekomfortowo nierówne. Wyciągnęła spod pleców materiał, który okazał się częścią jej garderoby. Jęknęła w duchu, rozpoznając swoją bieliznę i zerwała się na nogi. Reszta odzieży była porozkładana na całej szerokości łóżka i prawdopodobnie leżała tu od rana. Wątpiła, by Akkarina interesowała jej bielizna, a mimo tego poczuła lekkie ciepło na twarzy, na samą myśl, że musiał to oglądać.

Zbierając ubranie, wzdrygnęła się, gdy podmuch zimnego powietrza smagnął ją po nogach. Kobieta, która teraz do niej przychodziła nie miała w zwyczaju robienia niczego za nią. Na szczęście od czasu, do czasu zaglądała do niej Tania, służąca Rothena.

Sonea odwróciła się, kiedy usłyszała za sobą szelest. Serce zabiło jej mocniej, gdy zauważyła maga w czarnych szatach.

- Jesteś – powiedziała zaskoczona. - Czarny magu – dodała po chwili, świadoma braku manier.

Kącik jego ust drgnął. Jednak Sonea nie wiedziała, czy był to wyraz rozbawienia, czy wręcz przeciwnie, niezadowolenia. Coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Akkarin nie lubi nazwy swego nowego stanowiska.

- Nie mam wiele czasu – powiedział.

Odwrócił się do ściany i prawie bezszelestnie zamknął tajemne przejście. Niedawno regał został trochę przesunięty, tak że można było teraz przejść bokiem, nie trudząc się każdorazowym przestawianiem mebla.

Sonea pospiesznie przykryła uprane rzeczy chustą.

- Wczoraj zauważono moje zniknięcie – powiedział cicho Akkarin. - Dlatego dziś wieczorem nie miałem zamiaru przyjść, aby nie wzbudzić dodatkowych podejrzeń.

Sonea rozszerzyła oczy.

- Zauważyli, że cię nie było? Co z tym zrobiłeś?

- Poradziłem sobie. – Na jego ustach pojawił się półuśmiech, ale po chwili jego twarz przybrała poważny wyraz. – Jednak musiałem dziś przyjść, ponieważ jest rzecz, o której chciałem z tobą pomówić.

Zrobił kilka kroków w głąb pokoju i stanął, opierając się o biurko. Sonea przysiadła na łóżku, wpatrując się w niego w oczekiwaniu.

- Niedawno Takan dostał wiadomość od mojego człowieka w Slumsach.

- Pojawił się kolejny szpieg? – spytała z mocno bijącym sercem.

- Być może. Złodziej chce się spotkać i twierdzi, że to ważne.

- Co z tym zrobimy? – spytała.

- Pójdziesz się z nim zobaczyć i dowiesz się, co ma mi do powiedzenia. Jeśli Złodziej uznaje to za ważne, to zapewne tak jest.

Miała iść na spotkanie ze Złodziejem, poczuła dziwną ekscytację zadaniem.

- Który to? Limek, Ravi, Faren?

- Dobrze go znasz.

- A więc pewnie to Faren znajdował ci szpiegów.

- Nie. Spotkasz się z Cerynim.

Sonea zmrużyła oczy.

- On nie jest Złodziejem – powiedziała, ale bez przekonania.

Tak dawno nie widziała się z przyjacielem, że nie mogła być pewna, czy w tym czasie całkiem nie zszedł na złą drogę.

Usta Akkarina wykrzywił lekko szyderczy uśmiech.

- Skoro tak twierdzisz. Nie mniej jednak, chciałbym żebyś się z nim spotkała i dowiedziała się, co chciał mi przekazać.

Pobladła.

- Ty naprawdę go w to wciągnąłeś – wykrzyczała, podrywając się z miejsca. - Jak mogłeś? Przecież on jest tylko zwykłym…

Nie dane było jej dokończyć. Akkarin przemierzył dzielącą ich odległość w dwóch krokach i zakrył jej usta swoją dłonią.

Zamrugała.

- Nie rób hałasu, Soneo – wyszeptał, wpatrując się w nią intensywnie.

Czuła jego ciepły oddech na skórze, czuła także jego zapach, bo stał tak blisko. Niemal tak blisko, jak wtedy, gdy zabiła Ichani. Tamtej nocy wziął ją w ramiona, tamtej nocy wszystko się zmieniło.

- Twój mały złodziejaszek potrafi o siebie zadbać – szepnął.

Czarne oczy Akkarina błyszczały. Powoli zdjął rękę z jej ust i wtedy nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Akkarin gwałtownie cofnął się o krok, wpadając na biurko, obrócił się i zajął te same miejsce za szafą, w którym ukrył się, gdy przyszedł do jej pokoju po raz pierwszy.

Lekko oszołomiona udała się do drzwi i ostrożnie wyjrzała na korytarz.

- Mistrzu Ahrindzie – powitała gościa.

Chudy wojownik miał skwaszoną minę. Sonea zauważyła, że ponownie paru nowicjuszy wyjrzało ze swoich pokoi, by przyjrzeć się zajściu.

- I znów jestem zmuszony zwrócić ci uwagę za robienie hałasu po gongu. I tym razem jestem zmuszony również przypomnieć, że w pokojach o tej porze powinni przebywać wyłącznie nowicjusze je zamieszkujący.

Jeden z chłopaków wykonał niecenzuralny gest za plecami maga. Sonea ostatkiem sił powstrzymała uśmiech cisnący się jej na usta. Przynajmniej niektórzy nie winili jej za zamieszanie, które robił Wojownik.

- Rozumiem i przepraszam. – Uznała, że tyle wystarczy, aby szybko zakończyć rozmowę.

- Jeśli rozumiesz, to i ten nowicjusz, którego gościsz powinien zrozumieć, że musi stąd natychmiast wyjść – powiedział głośniej.

- Nie ma tu żadnego nowicjusza – odburknęła Sonea.

Mistrz Ahrind zmrużył oczy nieufnie.

- Nie okłamuj mnie.

Sonea wcale nie musiała kłamać, Akkarin nie był w końcu nowicjuszem.

- Słyszałem męski głos. – Mag naparł ręką na drzwi.

Pozwoliła otworzyć się im na całą szerokość, ale jednocześnie postąpiła krok naprzód, zagradzając wejście. Jeśli chciał zerknąć do jej pokoju, nie miała nic przeciwko, ale za nic w świecie nie mogła go wpuścić do środka.

- W takim razie, z kim rozmawiałaś?

- Z nikim – burknęła, rozgniewana. - Deklamowałam. Poezję.

- To następnym razem proszę deklamować w ciszy. To nie jest Rezydencja – odwarknął. – Inaczej, będę zmuszony przenieść cię do innego pokoju, takiego, w którym będziesz krzyczeć do woli, a i tak nikt cię nie usłyszy.

Ahrind uśmiechnął się drwiąco. Chciała mu wygarnąć, co o tym wszystkim myśli, ale wtedy na pewno gdzieś by ją przeniósłby, a ona nie chciała mieć innego pokoju.

- Będę ciszej – obiecała pokornie.

Teraz nie miała czasu na kłótnię, musiała dokończyć rozmowę z Akkarinem. Zamknęła drzwi na zasuwkę, nałożyła na drzwi dźwiękoszczelną barierę i podeszła do miejsca, w którym skrył się jej gość. Czarny mag wyglądał na rozbawionego.

- Jestem pewien, że pokazując swój temperament za każdym razem, gdy się pojawi, nie zrobisz sobie z niego przyjaciela.

Wzruszyła ramionami. Akkarin oderwał plecy od ściany i wydostał się z ciasnego miejsca między szafą a biurkiem.

- Czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, czy Ahrind ciągle wystaje pod twoimi drzwiami, zawsze gotowy do interwencji? Kiedy byłem nowicjuszem, też mieliśmy tu podobnego służbistę.

- Nie zmieniaj tematu – syknęła, nagle rozgniewana. - Dlaczego nie powiedziałeś mi, że to Cery jest tym Złodziejem, który znajduje dla ciebie szpiegów?

- Nie mam w zwyczaju wyjawiać więcej informacji, niż to konieczne – odpowiedział, całkowicie spokojnie.

Zabolało ją, że jej nie ufał.

- Jak długo dla ciebie pracuje?

- Podjęliśmy współpracę, jeszcze zanim zostałaś nowicjuszką Gildii. Kiedy uwolniłem go z podziemnego pomieszczenia, w którym przetrzymywał go Fergun, miałem okazję zapoznać się z jego wspomnieniami. Uznałem, że jest honorowym człowiekiem i może mi się później przydać.

Zacisnęła pięści ze złości. Dlaczego Cery jej nie powiedział? Ale gdyby przyjaciel wyjawił jej prawdę, jak zareagowałaby, wiedząc, że Akkarin nie jest zwykłym magiem, ale czarnym magiem?

A więc podczas gdy ona, Rothen i Lorlen zastanawiali się, jak pozbyć się czarnego maga z Gildii, Cery współpracował z Akkarinem, znajdując dla niego szpiegów i do tego był Złodziejem.

Poczuła lekki zawód.

- Szybko okazało się, że był to doskonały pomysł – Akkarin mówił dalej. - Twój przyjaciel doskonale radził sobie z wykrywaniem nowych szpiegów i choć pojawiało się ich coraz więcej, on również znajdował ich szybciej.

Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej pękatą sakiewkę.

- Przekażesz mu to.

- Płacisz mu? – Nie potrafiła ukryć swego zaskoczenia.

Uniósł brwi.

- Owszem. Dodatkowa działalność wymaga dodatkowych nakładów.

Właściwie nie powinna być tym zaskoczona. Dlaczego Cery miałby nie brać zapłaty za swoją pracę? Gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to nie powinna mieć w ogóle żalu do Cerego za to, że brał w tym udział. Choć jego działalność była nielegalna, przynajmniej to jedno robił w słusznej sprawie.

- Czy on wie o moim udziale w tym wszystkim? – zapytała.

- Trochę. Wie, że pokazałem ci szpiega. Zapewne wie również, że zabrałem cię tamtej nocy, gdy miałem walczyć z kolejnym szpiegiem, kobietą, która okazała się Ichanim.

- A czy wie, że to ja przyjdę, zamiast ciebie?

- Nie, nie miałem okazji wymienić z nim żadnych informacji od czasu przesłuchania. Takan jest nadal bacznie obserwowany. Nie mogę wysłać go w tej sprawie. I właśnie dlatego jesteś mi potrzebna.

Akkarin podszedł bliżej, a jego spojrzenie stało się nagle bardziej uważne, jakby starał się dostrzec, co ma pod skórą. Odwróciła wzrok.

- Czy jesteś nadal chętna mi pomagać? Powinnaś wiedzieć, że ryzyko teraz jest większe, niż kiedykolwiek.

- Wiem i nie zmieniłam zdania – powiedziała, spoglądając mu w oczy, by wiedział, że mówi szczerze.

- Jutro od razu po zajęciach udasz się do Slumsów. Jeśli padną pytania, powiedz, że chcesz odwiedzić rodzinę. Nikt nie uzna tego za podejrzane. Myślę, że będziesz umiała zadbać o to, aby nikt w Slumsach nie rozpoznał w tobie nowicjuszki z Gildii.

Pokiwała głową, wspominając ten jeden raz, kiedy wymknęła się odwiedzić rodzinę. Akkarin wtedy wiedział, dokąd poszła. Teraz zastanawiała się, czy przypadkiem nie od Cerego.

- Tam udasz sie do karczmy, która nazywa się Zbity Limek – mówił dalej. - W spelunce zapytasz o Morrena. To ten sam człowiek, którego poznałaś, gdy pierwszy raz zabrałem cię do miasta. Morren zaprowadzi cię do Złodzieja.

- Co, jeśli okaże się, że Cery znalazł kolejnego szpiega?

- Teraz nie zastanawiaj się nad tym i nie podejmuj żadnych działań sama, rozumiesz?

Skinęła.

Akkarin nabrał powietrza głęboko w płuca.

- Chciałbym móc poprowadzić cię przez tę rozmowę. Żałuję, że nie zdążyłem nauczyć cię, jak tworzyć krwawe kamienie. Mogłabyś teraz zrobić sobie pierścień, korzystając z mojej krwi.

Ona wcale nie żałowała, nie była pewna, co takiego odkryłby Akkarin, gdyby zajrzał do jej umysłu i czy to, co Sonea o nim myśli, spodobałoby mu się, ale pokiwała skwapliwie głową.

- Dodatkowo nie musiałbym wymykać się co wieczór – dodał, przyglądając się jej badawczo.

Uśmiechnęła się lekko. Tego tym bardziej nie żałowała.

- Gdyby zaszła taka potrzeba, mógłbyś nauczyć mnie je tworzyć - powiedziała.

Pokręcił powoli głową.

- Dałem słowo i nie zamierzam go łamać. Mam nadzieję, że jutro uwiniesz się przed zmierzchem i spotkamy się w łaźni.

- Świetnie – mruknęła. – Tylko jak mam się tam dostać niezauważona?

Kąciki jego ust uniosły się lekko do góry. W oddali za jego plecami przesunął się kawałek ściany.

- Chodź. – Skinął dłonią w kierunku przejścia. - Pokażę ci, jak poruszać się po podziemnych korytarzach.

Sonea zastanawiała się jedynie chwilę. Gdy tylko Akkarin zniknął w cieniu, zdjęła dźwiękoszczelną barierę z drzwi i prześlizgnęła się przez wejście. Wąski korytarz biegł wzdłuż jej ściany i niknął w całkowitej ciemności. Gdzieś w oddali słyszała przytłumione rozmowy nowicjuszy.

Czarny mag pozwolił rozglądać się jej przez chwilę, zanim ruszył naprzód. Drobinki kurzu uniosły się w powietrzu, poruszone szatą Akkarina.

- Muszę wracać jak najszybciej – mruknął do siebie, przystając nagle. - Zamknij za sobą właz – nakazał, zerkając na nią przez ramię.

Musiała się cofnąć. Skupiła się i wysłała wiązkę mocy. Natychmiast ciężki kamień zaczął przesuwać się na miejsce.

Przez chwilę panowała niemal całkowita ciemność, zanim kula świetlna nad Akkarinem rozbłysła jaśniej. Stał nieruchomo w połowie długości korytarza i wyraźnie na nią czekał. Zastanawiała się, kiedy czarny mag zdążył się przemieścić. Zupełnie nie słyszała jego kroków. Ruszyła w jego kierunku.

- Stój – warknął ostrzegawczo, gdy podeszła bliżej.

Przystanęła zaniepokojona i rozejrzała się dookoła, ale wszędzie widziała tylko napierające na nią ściany, niemal czarne w słabej poświacie magicznego źródła.

- Przemieszczając się tajemnymi przejściami, powinnaś spoglądać także pod nogi, a nie tylko przed siebie – powiedział cicho, ale w jego głosie pobrzmiewała wyraźna nuta dezaprobaty.

Zrozumiała jego niezadowolenie, kiedy zerknęła w dół. Stała nad czarnym kwadratem, który wydawał się wykrojony z ciemności. Dziura w podłodze łączyła pozostałe kondygnacje, bo gdy podniosła głowę, zauważyła taki sam kształt na suficie. Postanowiła, że od teraz będzie ostrożniejsza.

Do ściany była przymocowana drewniana drabina. Sonea złapała za najbliższy szczebel i przeniosła nogi na niższy stopnień.

- Staraj się być cicho. W tym budynku ściany bardzo niosą głos – szepnął Akkarin.

Skinęła głową i zaczęła schodzić. Akkarin niespodziewanie złapał ją za ramię.

- Nie tu. Idziemy w górę.

- W górę? – zdziwiła się.

- Na dole korytarz prowadzący w podziemia jest zawalony gruzem. Nie zdołałem się przez niego przebić bez ryzyka zawalenia się pozostałej części tunelu, ale jest inna droga. Na samej górze całe piętro jest niezamieszkałe, a po drugiej stronie budynku jest symetryczne przejście, które prowadzi na zewnątrz.

Zaczęła się wspinać. Pod sobą słyszała cichy szmer oddechu Akkarina. Nim drabina się skończyła, przebyła dwa piętra.

Na tym piętrze ściany były drewniane, a korytarz wydawał się jeszcze węższy. Kroki trzeba było stawiać niezwykle uważnie, bo podłoga była spróchniała i wydawała z siebie nieznośnie, skrzypiące dźwięki.

Minęli jakąś wnękę i skręcili w prostopadły tunel. Akkarin deptał jej niemal po piętach.

- Teraz do końca tego korytarza – powiedział cicho.

- Jak myślisz, po co je wybudowano? – spytała.

- Młodzież z Domów jest przyzwyczajona do większej swobody, niż ta, którą dostają nowicjusze Gildii. Być może budowniczy pomyślał właśnie o tym, może były potrzebne do szpiegowania politycznych wrogów, a może miały służyć do schadzek.

Odwróciła się, żeby sprawdzić, czy mówi poważnie. Mówił – jego twarz była niewzruszona. Skinął ręką, by szła naprzód.

- W takim razie chyba tu dawno o nich zapomniano, albo po prostu nowicjusze mają teraz większą swobodę niż dawniej - powiedziała, choć sama nie do końca wierzyła w swoje słowa, Zachowanie Mistrza Ahrinda było zbyt świeże w jej pamięci.

- Nie sądzę - mruknął. - Kiedy byłem nowicjuszem również uważałem niektóre nakazy Gildii za wielce niewygodne i często łamałem reguły.

- To ci akurat zostało - skomentowała.

Akkarin mruknął coś niewyraźnie pod nosem.

- Przypuszczam, że korzystałeś z tych przejść, żeby się wymykać – dodała lekko kpiąco.

- Nie. Wtedy jeszcze o nich nie wiedziałem.

Za ścianą rozległy się głosy. Przystanęła niepewna, czy ma iść dalej. Akkarin przecież twierdził, że ostatnie piętro jest niezamieszkałe.

Czarny mag wyminął ją, zrobił parę kroków, dokładnie przyglądając się mijanej ścianie, zatrzymał się w wybranym miejscu i zbliżył twarz do ściany. Kiedy oderwał oko od dziury w drewnie, zauważyła, że krzywi się z niezadowolenia.

Skinął na nią, żeby podeszła.

- Mamy towarzystwo – szepnął. - Przejście jest tam, kawałek wcześniej. – Wskazał na drewnianą ścianę wyraźnie różniącą się od reszty, którą przed chwilą minęła. – Nie przejdziemy niezauważeni, dopóki tu są.

- Nie ma innej drogi? – spytała, równie cicho.

Pokręcił głową.

Sonea znów usłyszała głosy. Tym razem mogła rozpoznać dziewczęcy śmiech. Zerknęła przez wziernik i zauważyła trzy nowicjuszki siedzące w ciasnym kole na podłodze szerokiego holu. Skądś je znała. Przynajmniej dwie blondynki, które właśnie pochylały się do siebie w konspiracyjnym szepcie. Trzecia nowicjuszka z ciemnymi włosami splecionymi w wysoki kok spoglądała na nie z wyrazem drwiny wymalowanej na twarzy i co chwila pociągała łyk wina z otwartej butelki.

- W takim razie Wielki Mistrz Balkan? - spytała.

- On nie ma żony? – zdziwiła się jedna z blondynek.

- Nie, Nareto, nie ma.

- Jesteś pewna? – upewniała się Nareta.

Czarnowłosa pokiwała głową.

- Ale jest niski i jakiś taki, nie wiem…

- Mało reprezentatywny? – podpowiedziała ciemnowłosa, przekazując butelkę.

- O właśnie.

Sonea przypomniała sobie, gdzie ostatnio je widziała. W bibliotece. Wtedy rozpływały się nad zaletami co poniektórych młodszych magów Gildii, a zwróciła na nie uwagę, bo rozmawiały także o Akkarinie. Wtedy tego nie rozumiała, teraz zaczynała widzieć, co mogło je w nim pociągać, prócz wysokiej pozycji. Jednak widocznie ich sympatia przerzuciła się na Balkana, bo na szczęście nie wspominały nic o czarnym magu.

- I te białe szaty. Okropieństwo.

- Tak – zgodziły się jednomyślnie.

- Nie to, co Akkarin – zaśmiała się Nareta.

Sonea wywróciła oczami. Jednak o nim nie zapomniały.

- On jest czarnym magiem – powiedziała z przerażeniem najchudsza, która do tej pory siedziała cicho.

- Ale nadal jest przystojny.

Zachichotały.

Sonea zerknęła na Akkarina i parsknęła zduszonym śmiechem, kiedy spostrzegła osłupienie malujące się na jego twarzy. Widocznie nawet nie przyszło mu do głowy, że może być tematem rozmów nowicjuszek.

- Słyszałyście coś? – zapytała z niepokojem jedna z dziewczyn.

Sonea zastygła bez ruchu, przyciskając oko do wizjera.

- Nie. – Pozostałe pokręciły głową.

- Ale ja na pewno coś słyszałam. Ktoś tu jest.

- Wydaje ci się, jak zwykle – stwierdziła drwiąco Nareta. – Wracając do tematu… Myślę, że teraz kolejka do niego będzie mniejsza.

- Jesteś nienormalna. Chciałabyś, aby czytali twoje myśli i przez cały czas towarzyszył ci któryś z Wojowników?

- Znalazłabym mu zajęcie. Nosiłby za mną pakunki z zakupami.

Nowicjuszki roześmiały się donośnie, ale po chwili zaczęły uciszać się nawzajem.

- Jeśli jesteś taka chętna, to mam dla ciebie nowinę. Słyszałam, że używa czarnej magii w łóżku – powiedziała ciemnowłosa.

- Daj spokój – oburzyła się chuda blondynka.

- Parę kobiet to potwierdziło.

Oniemiała Sonea oderwała oko od dziurki i obserwowała, jak dłoń Akkarina, którą ciągle opierał o ścianę przy wizjerze, powoli zaciska się w pięść.

- Nie przeszukają mi jego mroczne upodobania. – Usłyszała zza desek.

- Bo ty lubisz wszystko, co zakazane.

Spojrzała na Akkarina. Mięśnie jego szczęki były napięte, ale oczy skrywał cień rzucany przez kulę nad jego głową. Nagle poruszył się gwałtownie.

Zatrzymała go, odruchowo kładąc rękę na jego piersi.

- Akkarin, nie – mruknęła, domyślając się, co chce zrobić. – Nie mogą cię zobaczyć.

Nie wyglądał na zadowolonego, ale napięcie na jego twarzy zniknęło.

- Co ty w nim widzisz? Jest chłodny i nieprzystępny.

- Nie sądzę, by był tak samo oziębły w łóżku.

Sonea skrzywiła się, słysząc chichot i ponownie zerknęła przez wizjer.

- O to powinnaś zapytać jego byłej nowicjuszki, Sonei.

Poczuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, słysząc swoje imię.

- Chyba nie sądzisz, że on…

- Nie pamiętacie, że ona już wcześniej miała romans? Z Mistrzem Rothenem.

- Z tym staruchem?

- Właśnie.

- Nawet jeśli to prawda, Akkarin pochodzi z jednego z najbardziej wpływowych rodów w Domach i mimo tej całej czarnej magii na pewno nie zniżyłby się do tego poziomu, by sypiać z dziewuchą ze Slumsów.

- Mogła go uwieść. Żaden samotny mężczyzna nie zdoła oprzeć się takiej pokusie.

Sonei zrobiło się przykro, a zarazem czuła takie zażenowanie, że nie sądziła, iż kiedykolwiek będzie w stanie spojrzeć Akkarinowi w oczy. Choć to nie ja powinnam czuć się winna, pomyślała po chwili, to one wymyślają brednie na mój temat.

Nagle uzmysłowiła sobie, że nadal trzyma dłoń na piersi Akkarina. Pod palcami wyczuwała ciepło jego ciała i mocne uderzenia serca, które zdawało się bić dwa razy szybciej, niż powinno. Jej niemal biała na tle czarnej szaty maga dłoń unosiła się w rytm równego, głębokiego oddechu.

Uniosła wzrok. Akkarin przyglądał się jej nieodgadnionym wzrokiem, usta miał zaciśnięte z gniewu, ale w jego twarzy było coś jeszcze, coś, czego nie umiała rozpoznać.

Poczuła, że jej policzki płoną. Chyba nie wierzył w te brednie o Rothenie? Nie, przecież przeglądał jej wspomnienia. Wiedział, że to nie prawda. A to, że mówią, że wepchnęła się do łóżka Akkarina…

Opuściła rękę, czując niezręczność sytuacji.

Akkarin nachylił się do wizjera.

- Nie mam czasu wysłuchiwać tych głupot – syknął jej nad uchem.

- Tylko nie rób nic nieprzemyślanego – powiedziała, czując ulgę.

Spojrzał na nią ostro, po czym przysunął się bliżej otworu w ścianie. Musiała odsunąć się na bok, czując nacisk jego ciała na plecach.

Nagle za ścianą rozległ się pisk. Akkarin oderwał się od ściany z uśmiechem zadowolenia na ustach.

Pospiesznie przystawiła oko do otworu. Nowicjuszki uciekały w popłochu. Próbowała zobaczyć, co wywołało taką panikę, ale nigdzie nie mogła dostrzec żadnego zagrożenia. Po chwili hol spowiła ciemność.

- Co zrobiłeś? – zwróciła się do Akkarina.

- Posłałem im iluzję myszy. Naiwnie proste, ale okazało się skuteczne.

Zdziwiła się, że wystarczyła jedna mysz, aby przegonić nowicjuszki z piętra. Sonea nie wpadłaby na to, bo nie bała się myszy, ale ona wychowała się w Slumsach, gdzie niegroźne gryzonie były najmniejszym powodem do lęku, a te dziewczyny pochodziły z Domów.

Nieopodal przesunęła się ściana.

- Idziemy – zarządził czarny mag. – Dość czasu już straciliśmy.

Podążyła za nim w milczeniu.


A/N: Dziękuję za komentarze! :)