No cóż, powoli to wszystko zmierza do końca :]


— Wychodzisz za Draco Malfoy'a — powtórzył Harry. To był trzeci raz, gdy to zrobił.
— Dokładnie to powiedziałam — odparła Hermiona cierpliwie.
— Ale… dlaczego? — Rozejrzał się po bufecie w Ministerstwie, całkowicie oszołomiony. Na szczęście nikt nie zwracał na nich uwagi.
— Dlaczego ludzie zazwyczaj się pobierają, Harry? — zapytała powoli.
— Zobacz — zaczął — to właśnie część, z którą mam problem. Naprawdę kochasz Draco Malfoy'a?
— Tak, Hary. — Poklepała jego dłoń. — Jestem w nim zakochana.
— A on kocha ciebie?
— Tak twierdzi. I wierzę mu.
Harry potrząsnął głową, a potem nagle przestał.
— Hermiono… Spójrz, wiem, że o tym myślałaś, bo zawsze o wszystkim myślisz, ale co z Ronem? Wiesz, że nadal cię kocha.
— Wiem. Ale tak jak boli mnie to, że mu to robię… Nie kocham go w sposób, w jaki kocham Draco.
Harry zaśmiał się.
— Draco.
— To jego imię, Harry.
— Wiem, wiem… ale myślę, że nie będę w stanie myśleć o nim inaczej niż „Malfoy". Cóż… tak, albo fretka.
Hermiona mimo wszystko się uśmiechnęła.
— Nie pozwól, żeby usłyszał, że tak go nazywasz.
— Czekaj, czekaj, nie zamierzam prowadzić z nim grzecznej rozmowy, prawda? W ogóle.
— Jestem pewna, że będzie szczęśliwy nie musieć rozmawiać z tobą — odpowiedziała Hermiona. — Myślę, że jest nadal w jakiś sposób zazdrosny o ciebie.
— Jest zazdrosny? Jest osobą, która chce się z tobą ożenić.
Uniosła brwi zdziwiona.
— Mówisz, że chciałbyś być osobą, która mnie poślubia?
Hary zarumienił się.
— Cóż. Może kiedyś. To było dawno. Nie mów Ginny. — Jego głos stał się poważny. — Ale tak jak powiedziałem… Ron na pewno by chciał. I gorszą rzeczą jest to, że on uważa, że kiedyś może.
— Wiem, Harry. — Westchnęła. — Ale nie mogę poślubić kogoś z litości.
— Hej… — Harry podniósł szklankę lemoniady. — W takim razie, myślę że… Gratulacje. — Uśmiechnął się, stukając swoją do połowy pustą szklanką o jej.
Hermiona uśmiechnęła się.
— Dziękuję.

* * *

Branie małżeństwa było bardziej skomplikowane niż początkowo myśleli. Nie tylko duże przyjęcia, ale nawet ich „mały, kameralny ślub" potrzebował zorganizowania miejsca, muzyki, cateringu, nie wspominając o ubraniach.
Jednak — Hermiona powiedziała sobie, patrząc na swoje odbicie i przygładzając zagniecenie na sukni, doprowadzające ją do szewskiej pasji — że warto.
— Ah — powiedział niski głos za nią cedzący słowa. — Jesteś sama. Idealnie.
— Draco — odparła, ale zanim się odwróciła, uświadomiła sobie, że człowiek, do którego mówiła, nie był jej przyszłym mężem. To był jego ojciec.
— Draco — zaczął Lucjusz Malfoy — jest skończonym głupcem.
Hermiona napięła się.
— Pokornie proszę o nie odnoszenie się w stosunku do mojego narzeczonego w taki sposób — odpowiedziała ostro unosząc podbródek. Lucjusz Malfoy lubił zastraszać ludzi, ale wątpiła, czy chciał jej zaszkodzić. Poza tym, jak Draco mógł stawać przeciwko niemu, jeżeli ona nie mogła?
— Nie wiem, jak to zrobiłaś, panno Granger — kontynuował Lucjusz, próbując sprawić, aby jej nazwisko brzmiało jak obelga. — Ale oczarowałaś go. Nie prawdziwą magią, jestem pewny, ale używając jakiejś formy oszustwa. Draco był rozsądnym chłopcem. Robił to, co mówił. A teraz nagle występuje przeciwko mnie, ogłaszając małżeństwo z dziewczyną, która jest nie tylko mugolsko urodzona, ale także, jak większość jej znajomości z moim synem, poniżała go.
— To nie prawda… — zaczęła Hermiona, ale Lucjusz zrobił krok do przodu.
— Nie mogę nic poradzić na to małżeństwo, panno Granger, ale nie wyobrażaj sobie nawet, że zostaniesz przyjęta do naszej rodziny lub domu. Nadal mam nadzieję, że mój syn zobaczy w końcu sens. A gdy to zrobi, upewnię się, że nawet najmniejszy ślad tej zbrodni został usunięty. — Cofnął się o tyłu i skrzywił pogardliwie. — Miłego dnia.
Wyszedł z pomieszczenia, aby odsłonić Pansy Parkinson czającą się przy drzwiach. Hermiona skuliła się w środku. To musiało być skorygowane: zastraszanie, oczywiście.
— Wiesz, Draco miał być moim mężem — stwierdziła Pansy wchodząc do pokoju. — Odkąd byliśmy mali, nasi rodzice dawali do zrozumienia, że w pewnym momencie w przyszłości będziemy małżeństwem. Naprawdę myślałam, że pomimo iż inne moje oczekiwania się nie sprawdziły, to okaże się prawdą. Zwłaszcza, gdy ojciec Dracona poprosił mnie, żebym miała na niego oko — jestem pewna, że to był test, jak bardzo o niego dbam. Oblałam go dzięki tobie.
— Pansy — westchnęła Hermiona. — Bardzo mi przykro, że rzeczy potoczyły się inaczej niż chciałaś. Ale Draco zapytał mnie czy się z nim ożenię. Byłam zaskoczona jak nikt inny.
— Mogłaś powiedzieć „nie" — powiedziała Pansy. — Nie żebym spodziewała się, że to będzie trwać długo.
— Tak, zatem nie masz nic do stracenia, prawda? — zapytała Hermiona. — Możesz go mieć, gdy skończy ze mną. W tym czasie, cóż…
Pansy założyła ręce na biodrach i przyjęła zastraszający ton głosu.
— Będzie mój.
Poza tym, reszta poszła jak po maśle.

* * *

— Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy małżeństwem — powiedział Draco, leżąc na ich nowym, wspólnym łóżku kilka godzin później.
— Wiem. — Hermiona przebiegła palcami po jego ramieniu i plecach. — Tak jak i inni.
— Mm. Mój ojciec dał mi wykład, wiesz. Przed ceremonią. Nie jest szczęśliwy.
— Wiem. Też złożył mi wizytę.
— Naprawdę? — Draco przekręcił się, aby na nią spojrzeć, bawiąc się jej włosami. — Była także Pansy błagająca mnie, abym to ją poślubił.
— Oh, ona też była. Jednak nie błagała mnie do poślubienia jej.
— Ha. — Zaśmiał się Draco. — To mogłoby być interesujące. — Przejechał palcem po jej policzku. — Co z twoimi przyjaciółmi? Żaden nie próbował ze mną rozmawiać. Cóż, oprócz bardzo pijanego Weasleya mówiącego mi, żebym o ciebie dbał. Co tak w ogóle przyrzekałem podczas zaślubin, ale był bardzo natarczywy.
Hermiona westchnęła.
— Szczerze, myślę, że jest trochę zrozpaczony. Zawsze myślał, że poślubię jego. Ale jestem pewna, że przejdzie mu. Co do innych… Cóż, byli oczywiście zaskoczeni. Ale znają mnie wystarczająco, żeby wierzyć we mnie.
Draco przerwał: fizycznie jak i werbalnie, zauważyła Hermiona. Zagryzł wargi, a potem owinął nogi wokół jej.
— Muszę przyznać, że też byłem zaskoczony. Nigdy nie pomyślałbym, że się zgodzisz… Nie spodziewałem się, że zgodzisz się wyjść za mąż tak szybko. A teraz jestem szczęśliwy, szybko… to nawet trochę przytłaczające.
— Cóż, Draco, jeżeli przyznajemy się do niektórych rzeczy… Też nigdy nie spodziewałam się, że za ciebie wyjdę. — Uśmiechnęła się i pocałowała go. — Ale jestem bardzo, bardzo wdzięczna, że to zrobiłam.
Uśmiechając się, Draco pociągnął ją za kolana w swoją stronę.
— Udowodnij to — domagał się figlarnie.
Pokazywanie mu wcale nie było nieprzyjemne.

* * *

— Więc…? — zaczął Harry. — Wiesz, że mówiłem ci, iż nie mam jeszcze odpowiedniego prezentu ślubnego?
— Tak? — zapytała Hermiona. Szli w dół ulicy mieszkalnej z jednym z tych obszarów, gdzie było dużo ślepych uliczek i krętych dróg zniechęcających kierowców. To przypominało Hermionie miejsce, w którym dorastała.
— Więc — kontynuował Harry. — Teraz mam.
Ginny złapała przyjaciółkę za rękę, uśmiechając się od ucha do ucha.
— Oh, poczekaj aż go zobaczysz, Hermiono!
— Zobaczę co? — zapytała Hermiona, mając podejrzenia, dokąd zmierzają.
— Poczekaj, poczekaj… — Ginny skręciła w ulicę i wyciągnęła ramiona. — Ta—da!
Harry uśmiechnął się, wskazując ręką na pierwszy dom w szeregu.
— Gratuluję, Hermiono. Należy do ciebie. — Mrugnął do niej. — Wreszcie dorosłaś.
Hermiona poczuła, że usta jej się otwierają, ale zaraz się powstrzymała.
— Macie na myśli to, co myślę?
Ginny praktycznie piszczała z zachwytu.
— Kupiliśmy wam dom!
— Tego właśnie się obawiałam… — Hermiona odwróciła się do Harry'ego. — Nie mogę go przyjąć.
— Przypuszczaliśmy, że możesz tak powiedzieć — odparł Harry beztrosko, wyciągając klucze i wchodząc na trawnik. — Dlatego nie powiedzieliśmy dopóki wszystko nie zostało uzgodnione. — Przekręcił klucz w zamku i otworzył drzwi. — Masz ochotę wejść do środka?
Hermiona poddała się.
— Draco tego nie polubi — ostrzegła Ginny. Jej przyjaciółka uśmiechnęła się radośnie.
— Odwiedzi nas.
Ginny miała rację.
Ostatecznie.

* * *

Trzy lata później byli nadal — oczywiście? albo cudem — szczęśliwym małżeństwem.
— Jestem w domu! — zawołała Hermiona, zdejmując płacz i odkładając go na półkę obok drzwi. Zawsze wolała wracać do domu piechotą: to był niezły sposób, aby oczyścić umysł ze spraw Ministerstwa i skupić się na czymś innym: mężu i domu.
— Poczekaj chwilę! — zawołał Draco z piętra. Akceptując to, Hermiona poszła do kuchni, aby przygotować dla nich filiżanki herbaty, jak miała w zwyczaju. Podchodząc do szafki, poślizgnęła się na mokrej podłodze i upadłaby na plecy, gdyby Draco nie pojawił się w tym samym momencie i nie złapał jej. Uśmiechnęła się do niego.
— Dzięki.
— W porządku. — Posłał jej uśmiech, stawiając ją ostrożnie do pionu i podszedł do pudełka po ciastka. Był mokry i miał na sobie dwa ręczniki, jeden wokół pasa, drugi na ramionach.
— Draco? — zaczęła Hermiona patrząc na niego z ukosa, gdy brała filiżanki.
— Mmm? — odparł z ustami pełnymi ciastek.
— Dlaczego jesteś mokry, a tu jest kałuża?
— Kąpałem się. — Wzruszył ramionami.
— W mętnej wodzie?
Przyjrzał się bliżej kałuży.
— Oh, cóż, kąpałem się, ponieważ byłem mętny. Zgadnij, co to znaczy? — zapytał, robiąc krok w jej kierunku z drapieżnym uśmiechem. Hermiona rozpoznała uśmiech, który urzekał ją, gdy tak na nią patrzył.
— Co?
Stanął przed nią i zrzucił ręcznik. Uśmiechnął się podstępnie.
— Jestem nagi.
Odpowiedzią Hermiony był uśmiech, gdy ją pocałował. Zamiast przestania, pomogła mu w dążeniu do ściągnięcia z niej ubrań — i najwyraźniej, pobudzeniu — podobnego stanu do jego, robiąc to nadal, gdy podniósł ją i posadził na stole kuchennym w bardzo sugestywny sposób.
— Jeszcze nie robiliśmy tego tutaj — skomentował, wchodząc na nią z nadal radosnym uśmiechem.
— Wiesz co — zaczęła, ciągnąc go do siebie, aby go pocałować. — Masz rację.
Właśnie w tym momencie ich schadzka została przerwana przez głośny trzask aportacji, a zaraz po tym, ktoś wdepnął w kałużę, a potem wyciągnął nogę.
Stała przed nimi Pansy Parkinson wyglądając na przerażoną i oburzoną w tym samym czasie. Trzymała dużą miskę czegoś, co wyglądało jak złote monety.
— Cholera! — krzyknął Draco, schodząc niezdarnie ze stołu i rzucając się po ręcznik dla Hermiony i siebie. — Pansy, co tu robisz do cholery?
Hermiona zakryła ręcznikiem swoją pierś.
— Chciałabym zadać to samo pytanie!
— Ty… ty powiedziałeś, że nie będzie jej jeszcze w domu! — załkała Pansy, patrząc niemal zdesperowana na Draco.
— Pansy, kretynko, powiedziałem, że muszę wrócić do domu zanim ona wróci! Co zrobiłem, jak widzisz.
— Draco? O co chodzi? I nie waż się mówic mi coś innego niż prawdę! — Szok Hermiony przerodził się w horror.
— Ja… to… — Draco patrzył na nią i na Pansy, a potem wzruszył ramionami bezsilny. — Nie mam pracy, okej? — powiedział siadając na krześle kuchennym. — Nigdy nie miałem. Nikt mnie nie zatrudnił — dodał. — Co mnie w ogóle nie dziwi, szczerze mówiąc… — Westchnął i spojrzał jej w oczy. — No ale. Pansy była w tej samej sytuacji, więc wpadliśmy na pomysł… dostosowania strategii finansowania, którą zacząłem w Szwajcarii. Nie kradniemy rzeczy, których ludzie nie potrzebują! — Próbował się bronić — zanim Hermiona cokolwiek powiedziała, kiwnęła głową. — I tym razem wpadliśmy na coś, czego nikt nawet nie wie, że tam jest. To wrak statku. Piratów. — Spróbował pozdrowić ją i zażartować. — Arr, moja słodziutka!
Hermiona nie wiedziała, co powiedzieć. Nawet nie wiedziała co. Nie była nawet wściekła, już nie. Smutna raczej. Zdradzona. Znowu. Pansy przerwała ciszę.
— Oh, chodź Draco, wiesz, że ona nigdy nie zrozumie! Nie jest taka jak my! Jest doskonałą bohaterką, nie taką szumowiną jak my. — Odwróciła się z kwaśną miną do Hermiony. — Tęsknię za dniami, gdy było na odwrót. Szlamo.
Złość rosnąca w Draco była niemal namacalna.
— Nie waż się, Pansy. Ostrzegam cię. Nie waż się iśc tam.
— Pójść gdzie? Po prostu mówię prawdę, Draco, a ty to wiesz! Powinniśmy być jedynymi, którzy o tym wiedzą, nie oszuści tacy jak ona. Twoja ciotka Bellatriks miała dobry pomysł. Nie masz pojęcia, jak bardzo podobało mi się zaklęcie Cruciatus uderzające w ciało twojej małej żonki… na to właśnie zasługuje! Za zabranie mi ciebie! — Na jej twarzy pojawił się paskudny uśmiech i wyciągnęła różdżkę zza szaty. — Może mała demonstracja?
Draco był wściekły .Odchodząc od stołu kuchennego, wyrwał z rąk Pansy różdżkę, powalił ją na ziemię i zacisnął ręce na szyi. Hermiona wrzasnęła i podbiegła, aby temu zapobiec.
— Draco, nie! — Pociągnęła go za ramiona. — Jesteś od niej lepszy!
W końcu osłabił uścisk wystarczająco, Pansy drżały kolana i rozglądała się za swoją różdżką. W końcu chwyciła ją, wstała i spojrzała szyderczo na Hermionę.
— Nie potrzebuję pomocy od kogoś takiego, jak ty, szlamo. Nikt nie potrzebuje. I myślę — zaczęła uśmiechając się niemal jak psychopata — że gdy się ciebie pozbędę, Draco w końcu to zauważy. — Uniosła różdżkę. — Avada Kedavra!
Hermiona zamknęła oczy, gdy błysk zielonego światła pojawił się przed nią. A więc to było to. Miała umrzeć. Po tym wszystkim, co przeżyła, tak miała umrzeć.
Ale nie.
Czekała jeszcze chwilę, aby się upewnić, a potem otworzyła oczy.
Pansy leżała na ziemi kilka stóp od niej, zupełnie bez ruchu. Draco stał obok, ubrany tylko w ręcznik wpatrując się w nią.
— Trzymała swoją różdżkę złą stroną — powiedział nie ruszając się.
— Oh. — Tylko tyle zdołała wydusić Hermiona. Spojrzała w dół na swoje okryte ręcznikiem ciało, aby upewnić się, że to prawda.
— To źle, prawda — odparł Draco. To było stwierdzenie, nie pytanie.
— Tak. — Odchrząknęła i potrząsnęła głową, próbując zacząc normalnie myśleć. — Merlinie… to źle, bardzo źle.
Draco zacisnął powieki.
— Tak myślałem. — Trwał tak jeszcze przez jakiś czas, a potem otworzył oczy, złapał rękę Hermiony chcąc wyprowadzić z pomieszczenia. — Dobra. Musimy coś z tym zrobić. — Złapał pojemnik z ciastkami i podał je Hermionie, zanim wgryzł się swoje.
— Musimy powiadomić Magiczny Departament Egzekwowania Prawa — powiedziała Hermiona jedząc ciastko.
— Nie — odparł Draco. — Nie bądźmy pochopni. — Chodził obok miejsca, gdzie leżało ciało Pansy. — Co pomyślą, jeśli przybędą tutaj i zobaczą wszystko tak jak teraz?
Hermiona przygryzła wargi zamyślona.
— Cóż, wyobrażam sobie, że byliby zdzwieni… — odparła.
— Pomyśleliby, że ją zabiliśmy, prawda?
— Nie koniecznie…
— „Nie koniecznie" nie wystarcza! Nie zamierzam ryzykować pójścia do więzienia przez nią! Nawet za milion lat!
Chodził nerwowo w tą i z powrotem, a potem wyszedł z pomieszczenia i wszedł na górę. Hermiona poszła za nim i zobaczyła, że zaczął się szybko ubierać.
— Co ty robisz? — zapytała ostrożnie.
— Muszę powiedzieć mojemu ojcu — odpowiedział Draco zakładając szaty. Poszedł do szafy i wyciągnął ubrania Hermiony. — Wyglądasz olśniewająco w tym ręczniku, kochanie, ale mógłby pomyśleć coś innego.
— Czekaj, dlaczego chcesz zawiadomić ojca? — Hermiona wzięła od niego ciuchy i zaczęła się ubierać, czekając na odpowiedź.
— Będzie wiedział, co zrobić. Był złapany na zbrodni więcej niż raz… — Bez czekania na reakcję, Draco wyszedł z pokoju. Odgłos jego stóp wskazywał, że kieruje się na dół. Do kominka.
Gdy Hermiona skończyła się ubierać, stanęła pośrodku pomieszczenia. Jej niechęć do Pansy nie była sekretem, a Draco był tematem artykułu w Proroku Codziennym ostatniego roku, który spekulował nad jego uczuciami do Parkinson. Podsumowaniem było, że w jakiś sposób był zaangażowany. Poza tym, jaki człowiek używa zaklęcia zabijającego na sobie samym?
Hermiona miała co do tego bardzo, bardzo złe przeczucia.
Zdeterminowana, aby porozmawiać z Draco, wyszła z pokoju. Będąc na schodach, mogła usłyszeć melodyjny glos Lucjusza Malfoy'a, mówiącego Dracona w zimny, szyderczy sposób, który odziedziczył po ojcu.
— Jest tylko jeden powód, dla którego zamierzam ci pomóc, Draco, tylko jeden. Obiecałem twojej matce, że to zrobię i zamierzam dotrzymać obietnicy. Musisz jednak pamiętać, że jeżeli chodzi o mnie samego, nic się nie zmieniło. — Lucjusz obrócił głowę, gdy pojawiła się Hermiona. — Ah, oto i lisica we własnej osobie.
— Dzień dobry — odpowiedziała starając się brzmieć zimno. — Draco…
— Nie mamy na to czasu, jeśli mogłabyś — przerwał jej Lucjusz. — Musimy oczywiście naj najszybciej ukryć ciało. Musimy także wymyślić alibi dla ciebie Draco…
— Dla nas obojga, ojcze — dodał Draco.
— Tak, tak, jak sobie życzysz. Panna Granger musi udać się do miejsca, gdzie zazwyczaj przebywa, a Draco pojawi się tam tak szybko, jak to możliwe, gdy załatwimy wszystkie sprawy tutaj. Przypuszczam — Odwrócił się do Hermiony — że możesz to zrobić?
Przygryzła wargi, nie chcąc spojrzeć w dół.
— Nazywam się — odezwała się w końcu — Hermiona Malfoy. — Westchnęła, czując jak skręcają jej się wnętrzności. — I tak, z tego powodu, mogę to zrobić.

* * *

Dziesięć minut później siedziała w koncie lokalnego pubu, próbując oprzeć się pokusie sięgnięcia po czegoś mocniejszego po wypiciu kieliszka białego wina. Potem może mogłaby przekonać samą siebie, że to zły sen i obudzi się, gdy słońce wzejdzie na niebo.
Robert, właściciel pubu, próbował zagaić rozmowę, a ona bała się, że mogłaby powiedzieć coś, co on mógłby zgłosić na policję. Nigdy nie była bardziej wdzięczna Chatty Charliemu, starszemu wdowcowi, który spędzał większość swojego czasu w tym miejscu, rozprawiając o swoim pobycie w RAF'ie, tak jak dziś. Przerwał jej niezdecydowanie do odpowiedzi Robertowi, kolejną opowieścią, którą Hermiona słyszała z siedem razy, umożliwiając jej pozostawienie pustego stolika.
Nadal nie była pewna na co zgodziła się uczestnicząc w tym, według niej, całkiem niepotrzebnym oszustwie. Zaczęła podejrzewać, że to była charakterystyczna postawa Lucjusza na postawę bardziej arogancką od niego. Według Hermiony, nie było wielu powodów do popełnienia morderstwa, choć prawdą było, że do czynienia z prawem miała rzadko.
Czuła się z tym źle.
Sęk w tym, że podczas gdy ona czuła się z tym źle, Draco oczywiście — i faktycznie, nie całkiem oczekiwanie — widział to zupełnie inaczej. Hermiona zawsze wiedziała, że je poglądy na dobro i zło nie zawsze mają ze sobą wiele wspólnego, ale uważała, że na najbardziej podstawowe, najważniejsze są takie same. Pierwszy raz jednak to przemyślała. Nie miała wpływu na te nowe myśli.
Nie mogła nic poradzić, ale myśl, że gdyby wiedziała, iż ich opinie są tak sprzeczne, nigdy by za niego nie wyszła. W tym czasie do pubu wszedł Draco.
Normalnie Hermiona pomachałaby do niego radośnie , ale odkryła, że nie może się do tego zmusic. Zamiast tego czekała aż ją zauważy, co zrobił po rozglądnięciu się dookoła leniwie, ale doświadczone oko Hermiony zauważyło, że robił to zdenerwowany.
Cóż. Przynajmniej coś czuł apropo tego.
Zobaczył ją i przywołał na twarz fałszywy uśmiech, pasujący do jego fałszywego spokoju, dołączył do niej przy stoliku, gdzie uśmiechnęła się do niego nerwowo.
— No i co?
— No i co, co?
— Twój ojciec jakoś to rozwiązał?
— Ciszej! — rzucił nerwowo. — Celem naszego bycia tutaj, jest zatuszowanie tego, nie rozpowiadanie!
— Dobrze — poddała się Hermiona. — Zatem, może zechciałbyś mi wyjawić, dlaczego skłamałeś co do tego, skąd pochodzą twoje pieniądze? Znowu?
Draco zacisnął powieki i potarł skronie.
— Nie do końca. — Hermiona spojrzała na niego wyczekująco. Draco westchnął. — Próbowałem znaleźc pracę, sama o tym wiesz. Ale nikt mnie nie chciał. Nikt nawet nie zaprosił mnie na rozmowę. To wszystko przez ten głupi znak na moim ramieniu… — Podciągnął rękaw, ujawniając Mroczny Znak na przedramieniu. — Nasza rodzina była szanowana, sama wiesz…
— Schodzisz z tematu, kochanie — powiedziała Hermiona ostro. Draco westchnął ponownie.
— Nie chciałem cię zawieść. Znowu, co tak łatwo zauważyłaś. Wszystko było w porządku. Nie chciałem, żebyś myślała, że to wszystko było pomyłką.
— Draco… — Hermiona potrząsnęła głową. — Znasz mnie dobrze i wiesz, że jestem bardziej rozczarowana tym, że mnie okłamywałeś, niż tym, że nie mogłeś znaleźc pracy.
— Cóż, teraz wiem. Ale po tym jak zacząłem tę pracę, było już za późno.
Było tak wiele rzeczy, które Hermiona chciała powiedzieć, ale wszystkie jej myśli wędrowały wokół martwego ciała Pansy Parkinson. Zamiast czegokolwiek, westchnęła i dokończyła wino.
— Nie mogę teraz z tobą rozmawiać. Powiadom mnie, kiedy będą mogła wrócić do domu.
I pomimo jej wcześniejszym osądom, poszła do baru po wino.

* * *

Nie mogła w nocy spać. Mogła powiedzieć, że Draco także nie spał sądząc po jego oddychaniu, ale miał zamknięte oczy, a ona nie była pewna, czy chce z nim rozmawiać.
W końcu zadzwonił jej budzik. Zupełnie zapomniała, że musi iśc do pracy. Przez moment rozważała nie pójście tam, ale zdecydowała się wstać, po tym jak ona i Draco ostatniej nocy wysilali się, aby wszystko wróciło do normy.
Zastanawiała się, co on będzie robił cały dzień.
Wstała z łóżka, wzięła prysznic, ubrała się i zjadła śniadanie. Kiedy wychodziła z mieszkania, Draco nadal był w łóżku, udając że śpi.
Gdy wróciła po ciężkim dniu zmuszania się do skoncentrowania na pracy, nigdzie go nie było. Hermiona czuła potrzebę porozmawiania z kimś, ale wiedziała, że Draco będzie wściekły, jeśli to zrobi. Rozważała Ginny, ale w końcu się rozmyśliła ze strachu, że nie zrozumie jej położenia — nie trudnego, biorąc pod uwagę to, jak Hermiona grała — lub co gorsza, powie komuś.
Nie mogąc wykrzesać z siebie energii, aby coś ugotować, ani tym bardziej zamówić coś na wynos, Hermiona zrobiła herbatę i usiadła naprzeciwko pustego kominka, usiłując skoncentrować się na książce. Zapominała, co przeczytała na wcześniejszej stronie, ale nie odłożyła książki, ponieważ mogła udawać, że robi coś innego niż zadręczanie się tym, co się stało.
Wiatr zaczął pojawiać się wokół kominka i Hermiona spojrzała w górę, aby zobaczyć przemokniętego Draco trzymającego butelkę whisky.
— Gdzie byłeś? — zapytała, starając się nie brzmieć, jakby go o coś oskarżała.
— W Szkocji. Po whisky — odparł wychodząc z kominka i szukając pustej szklanki, która stała na stoliku. Hermiona była pewna, że nie było jej dzisiaj rano.
— Co z butelką w twoim gabinecie?
— Wypiłem — odpowiedział, otwierając nową butelkę i wlewając do szklanki. — Chcesz trochę?
— Nie, dziękuję, mam herbatę. — Podniosła pustą po połowy filiżankę.
Draco wzruszył ramionami i usiadł naprzeciwko niej na kanapie, opierając się o poduszki i wzdychając. Hermiona przez chwilę zastanawiała się, jak rozpocząć rozmowę, ale poddała się i zostawiając Dracona z whisky, poszła na górę.

* * *

Pół roku później Hermiona nadal starała się zachowywać normalnie. Było to łatwiejsze, jako że stało się rutyną. To było jak codzienne zakładanie butów — niewidzialne dla wszystkich innych, ale wymagające dużej wytrzymałości, aby zostało niezauważone. I nie miała innych butów, więc musiała nakładać te, niewygodne: mimo wszystko, zdecydowała się je kupić…
Hermiona potrząsnęła głową. To była głupia analogia. Powiedziała sobie, że czas przestać rozpamiętywać to. To się stało: nie mogła tego zmienić.
Gdyby tylko mogła normalnie spać…
Westchnęła, zmuszając się do odrzucenia tych myśli, podeszła do drzwi na 11 Goodman Close i otworzyła je.
— Witaj — powiedziała do Draco, który jak zwykle siedział na kanapie z piórem i pergaminem. Spisuję moje wspomnienia, powiedział jej.
— Dobry wieczór — uśmiechnął się. — Szczęśliwej rocznicy!
Hermiona uśmiechnęła się, odrobinę za późno, aby wyglądało to na naturalne. Miała nadzieję, że zapomniał. Stał teraz naprzeciwko niej, przebiegając palcami po jej policzkach.
— Masz ochotę na trochę wina?
Oczywiście on umiał udawać, że wszystko było w porządku.
— Brzmi nieźle. — Posłała mu uśmiech. Ten wyglądał na naturalniejszy. Draco poprowadził ją do kuchni, gdzie stół zasłany był obrusem. Użył różdżki, aby otworzyć butelkę i wlał do kieliszka. Zamknęła oczy, czując, że jest lepiej. Kiedy je otworzyła, Draco odebrał jej szklankę i postawił na blacie: przysunął się i pocałował ją. Czuła się niemal winna, że podobało jej się to. Draco szybko zdjął jej płaszcz, wkładając rękę pod szaty, pchając ją na stół. Hermiona zesztywniała.
Nie. Nie tutaj. Nie mogła. Nie bez… Pansy, błysków zielonego światła i…
— Wszystko w porządku? — zapytał Draco. Hermiona przełknęła ślinę.
— Nie. — Miała sucho w gardle. Patrząc na niego, wiedziała, że nie może powiedzieć prawdy. — Zapomniałam czegoś z pracy — skłamała. Draco uniósł brwi.
— Czy to ważne?
— Ja… Tak. — Odsunęła go i schyliła się po płaszcz. — Przepraszam.
Wybiegła z domu, chcąc znaleźc się jak najdalej, gdy wybuchła płaczem.

* * *

— Draco, nie mogę już tak. — Hermiona zacisnęła powieki i czekała na jego odpowiedź.
— Czego już nie możesz? — zapytał leniwie podchodząc do niej bliżej. Leżeli na kocu w salonie, po tym jak uznali, że w ich sypialni jest za duszno i gorąco.
— Po prostu… tego. Nie mogę udawać, że wszystko jest w porządku, a my jesteśmy szczęśliwym małżeństwem. Ponieważ nie jesteśmy. Ja… nie.
Draco przysunął się do niej.
— Znowu chodzi o Pansy?
Hermiona przygryzła usta.
— Tak. Oczywiście, że tak! Wszystko nie jest takie jak było… odkąd umarła. Tak jakby nas straszyła.
— Wiesz, że widzielibyśmy ją, jakby tak było.
— Nie chodzi mi o to. Ja… — Hermiona przerwała, wzięła oddech i przełknęła ślinę. Ćwiczyła to kilka razy, co jednak nie pomagało. — Potrzebuję wolności. Przynajmniej przez jakiś czas.
Poczuła jak jego ciało sztywnieje, gdy to powiedziała.
— Co masz na myśli?
— Zobacz — zaczęła. — Proszę, nie myśl, że chcę od ciebie odejść, ale myślę, że potrzebuję czasu dla siebie, aby wszystko przemyśleć. A ponieważ to wygląda, jakbyś ty już to zrobił, a ja na razie nie wiem jak, ale coś we mnie tego pragnie. Dlaczego nie czuje się winny tak jak ja?
— Ponieważ to był wypadek, Hermiono! To wszystko! — Draco westchnął, przechodzili przez to już tyle razy. — Tak, racja, ukrywanie tego przeciwko prawu jest złe. Ale to nie było złe. Jest martwa. Co mogłaby zyskać, gdybyśmy zgłosili to Ministerstwu? Jedynym powodem, dla którego nie żyje jest to, że chciała cię zabić!
Hermiona westchnęła.
— Widzisz? Rozmawialiśmy na ten temat mnóstwo razy, ale żadne z nas nie jest przekonane do punktu widzenia drugiego. To oddala nas od siebie, szczerze mówiąc, wiesz o tym. Cieszyłam się twoim towarzystwem, a teraz to napięcie między nami, wiem skąd pochodzi. Starałam się jakoś to przejść, zostawić przeszłość za sobą, Draco, ale to nie działa, ponieważ za każdym razem, gdy wejdę do kuchni, widzę zielone światło i martwe ciało. Potrzebuję wyjść, gdzieś gdzie nie jestem zmuszona tego przeżywać.
Draco był cicho przez dłuższy czas, tak że zwątpiła, czy jej odpowie: ale potem odezwał się cicho:
— Wiesz, później zastanawiałem się, czy mój ojciec może nie miał racji. Może nie powinienem był cię poślubiać. Może zbyt się od siebie różnimy.
— Cóż, mam nadzieję, że się mylił. Nadal myślę, że się myli i kocham cię. — Przytuliła go, odwracając głowę tak, żeby nie mógł zobaczyć jej łez. — Ale jutro spakuję się i zostanę u Rona.

* * *

Krucze ciasto było prawie gotowe, ustaliła Hermiona, zamykając drzwiczki od piekarnika. Po trzech tygodniach bycia nieszczęśliwą i brania tego, co potrzebowała, czuła się źle z powodu hojności Rona, więc postanowiła podziękować mu jakoś, piekąc jego ulubione ciasto. Zapach wypieku podnosił ją na duchu, gdy brała się za zmywanie naczyń.
Westchnęła zadowolona z pracy, oddychała znowu szczęściem i czuła się lepiej. Ulgę, którą czuła po opuszczeniu Goodman Close zmniejszyła się po kilku dniach do niezachwianego przekonania, że jeszcze nie mogła wrócić, chociaż bardzo tęskniła za Draco.
Jednakże, na początku ukrywała uczucia, ale ta gorąca tęsknota za nim pogrążyła ją w bólu, który był trudno znośny.
Prawie czuła się normalnie.
Bycie z daleka od domu stworzyło między dystans pomiędzy nią a tymi okropnymi wydarzeniami sprzed połowy roku. Jednakże poczucie winy nie zniknęło, ale mogła spojrzeć na to obiektywniej, bo nie była za to odpowiedzialna. Zdając sobie z tego sprawę, uwierzyła, że może przez to przejść i zaakceptować to jako część jej historii, nawet jako nieprzyjemną.
Czuła, że jej historia zawiera dużo nieprzyjemniejsze części — ale miała dużo doświadczenia w ignorowaniu nieprzyjemności i była zdeterminowana, aby przywrócić równowagę.
Hermiona miała nadzieję świętować to z Ronem i jego kruchym ciastem, gdy wróci do domu. Zamierzała zobaczyć, jak się piecze, ale przeszkodził jej dzwonek do drzwi. Rona jeszcze nie było z Pokątnej, więc poszła zobaczyć, kto to.
To był Draco.
Poczuła, jakby przyszedł z nim lodowaty wiatr, a jej ciepło odparowało. Zimna rzeczywistość uderzyła ją z brutalną postacią Draco stojącego za trudnymi wspomnieniami.
— Witaj — powiedział, jego twarz wyrażała spokój. Jego płaszcz powiewał na wietrze wokół nieruchomego ciała.
— Witaj — odparła Hermiona. Nagle jej serce przyspieszyło.
— Więc… — Westchnął Draco, przenosząc ciężar z jednej nogi na drugą. Spojrzał w górę na schody za nią, a Hermiona zobaczyła słabość w jego oczach. — Co robiłaś?
— Co ty robisz? — odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że naśladuje jego postawę. Mięśnie ramienia, którym trzymała drzwi były napięte tak, że aż bolały. — Dlaczego tu jesteś?
Nigdy nie rozmawiała z nim w tak nienaturalny sposób. Draco otworzył usta zanim coś powiedział.
— Tęskniłem za tobą — przyznał w końcu. To było tak, jakby powiedział prawdę, nie chcąc skłamać. Hermiona nigdy nie widziała, aby tak robił. Przez to wyglądał nienaturalnie: jak widmo z przeszłości, a nie jej mąż.
— Miałeś się ze mną nie kontaktować.
— Minął prawie miesiąc — odpowiedział Draco, nadal się nie ruszając. — Kiedy wrócisz do domu?
— Nie wiem — przyznała.
— Sypiasz z Weasleyem? — zapytał nagle.
— Co? — Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem. — Nie bądź niedorzeczny!
— Hej, co się dzieje? — zapytał inny głos, a Hermiona odwróciła się, aby zobaczyć Rona, przechodzącego przez ulice w ich kierunku, niosąc torbę z zakupami. Gdy rozpoznał Draco, skrzywił się i gdy podszedł do drzwi powiedział:
— Co ty tu robisz?
— Prowadzę rozmowę z moją żoną, Weasley — odparł Draco zaciskając zęby. — Nie żeby to była twoja sprawa.
— Pozwolę sobie być innego zdania. — Ron odłożył zakupy i stanął przy Hermionie. — Jak długo jest pod moim dachem, moim zadaniem jest opiekowanie się nią.
— Opiekowanie się w jaki sposób? — warknął Draco.
— W każdy potrzebny sposób. — Spojrzał na niego Ron. — A teraz odwal się, ona nie chce cię tutaj.
— Ron! — Hermiona chciała mu przeszkodzić.
— Moja żona może mówic sama, Weasley — zadrwił Draco. — Hermiono… — Zrobił krok do przodu. — Co to za smród spalenizny?
— Oh! — krzyknęła Hermiona odwracając się i wbiegając po schodach. — Kruche ciasto!
Gdy wróciła minutę później, Draco już nie było.

* * *

Draco nie próbował się z nią już kontaktować mimo że tego oczekiwała. W końcu, po tygodniach przekonywania jej przez Rona, że Draco o nią nie dba, Hermiona postanowiła, że to najwyższy czas, aby z nim porozmawiać.
To zdawało się być trudniejsze niż myślała.
Gdy wpadła na Goodman Close, dom był pusty z kurzem na meblach, jakby nie było tu nikogo przez kilka miesięcy. Nie było żadnej notatki, sugestii, gdzie mógł być Draco, ale wyraźny brak ubrań wskazywał, że to na dłuższy czas. Po poszukiwaniach, Hermiona odkryła, że zabrał ze sobą stare podręczniki z Hogwartu, co zdawało jej się trochę dziwne. Nieco zniechęcona, kobieta zamknęła za sobą drzwi i wróciła do Rona.
Nie minęło kilka tygodni, gdy wpadła na Dafne Greengrass w Ministerstwie, która wiedziała, gdzie jest Draco. Dafne wsiadła do winy, a Hermiona zmierzała się do biura po przerwie na lunch i zauważyła ją, ale nie przywitała.
— Musi ci być trudno z Draco w Beauxbatons.
Hermiona zamrugała.
— Przepraszam?
— Moja siostra powiedziała mi, że dużą niespodzianką było dla niej pracowanie z nim. Nie widziała go od czasów Hogwartu.
— Jasne.
Dafne uśmiechnęła się.
— Mały jest świat. Miło mi się z tobą rozmawiało.
I wyszła z windy, zostawiając Hermionę zadumaną, że przegapiła swoje piętro.

* * *

Mogła być tylko jedna osoba w Beauxbatons, która mogła załatwić pracę Draco i Hermiona była zdenerwowana, że obu z nich, gdy zostawili ją samą w biurze, gdy przybyła.
Christoph uśmiechnął się znad swojego biurka, zaskoczony.
— Ah! Hermioni! Co tutaj robisz? — Podszedł do niej, aby potrząsnąć jej rękę.
— Szukam Draco — powiedziała do niego starając się nie brzmieć na poruszoną. — Witaj, Christoph. Jest tutaj?
— W końcu ci powiedział! Jego biuro jest obok. Ale proszę, napij się ze mną kawy, gdy skończysz z nim rozmawiać. Minęło wiele czasu odkąd się ostatnio widzieliśmy.
— Dziękuję — odparła Hermiona kierując się do drzwi. — Postaram się.
Na drzwiach jego biura była mała plakietka Prof. Christoph Gugger. Na następnych drzwiach na korytarzu była podobna Prof. Draco Malfoy. Hermiona uniosła brwi, potrząsnęła glową i zapukała.
— Entrez****. — Usłyszała odpowiedź.
Draco, tak jak Christoph, siedział za biurkiem pisząc coś na pergaminie. Jednak, gdy spojrzał w górę, nie podskoczył na krześle z radości. Zesztywniał.
— Hermiono — powiedział, ręka z piórem zawisła w powietrzu.
— Draco… — odparła rozglądając się dookoła. Pokój był zaśmiecony, większość powierzchni zajmował regał, na szczycie którego stała rzeźba znanej jej kobiety z kozami. Trzymała swoje ręce, nagle przytłoczona. — Co to jest?
Odchrząknął — winny, pomyślała Hermiona.
— Dostałem pracę.
— Tak, widzę. — Potrząsnęła głową, czując łzy pod powiekami. — Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Prosiłaś, żebym się z tobą nie kontaktował.
— Nie o to chodziło, Draco! Nie pomyślałeś, że chciałabym o tym wiedzieć?
— Nie wiem, czego chcesz, Hermiono — odparł Draco ostrym głosem. — Rzeczą, którą wiem, to to, że nie widziałem cię przez miesiące, podczas których nie skontaktowałaś się ze mną nawet raz, odkąd ostatni raz widziałem ciebie i Weasleya będących szczęśliwymi. Co powinienem myśleć? Powiesz mi?
— Draco… — Hermiona przygryzła wargi — nie będzie płakać. — To nie tak. Wiesz dlaczego odeszłam.
Draco patrzył na nią przez dłuższy czas. Potem powoli sięgnął do szuflady biurka i wyciągnął brązową kopertę.
— Mój ojciec mi to wysłał. Wszystko, co musimy zrobić, to podpisać i odesłać z powrotem, a będziemy mogli to skończyć.
Hermiona przysunęła się, biorąc do ręki kopertę. Spojrzała do środka i wszystko było dla niej jasne.
— Papiery rozwodowe — powiedziała. Draco przytaknął. Hermiona spojrzała na niego bez żadnych negatywnych uczuć. — Chcesz tego? — zapytała cicho. Minęło mnóstwo czasu zanim odpowiedział i już myślała, że tego nie zrobi. Bardzo powoli, złączył palce, jeden po drugim. Gdy to zrobił, spojrzał na swoje ręce i westchnął.
— Zamierzasz wprowadzić się z powrotem do domu razem ze mną? — zapytał w końcu. Spojrzała na niego.
— Nie. — Kiwała głową przecząco z niepożądanym uczuciem. — Nie — powtórzyła. — Nie myślałam, że mogę.
Draco przytaknął i wziął pióro. Odebrał jej kopertę, wyciągnął jej zawartość i położył na biurku. Zanurzył pióro w atramencie i spojrzał na nią. Gdy ich oczy się spotkały, Hermiona poczuła się niesamowicie smutna.
— Nie — powtórzyła po raz kolejny. — Draco, nie. To poddawanie się. Nie możemy po prostu… przestać. Nie możemy.
Draco zacisnął powieki.
— Tak — powiedział. — Możemy. — Przełknął ślinę. — Powinniśmy. — Spojrzał na dokumenty. — Zrobimy to.
Podpisał. Teraz to Hermiona zacisnęła powieki. Kiedy je otworzyła, dokumenty leżały naprzeciwko niej. Bez słowa, Draco podał jej pióro. Hermiona spojrzała na nie kręcą nim w dłoni.
— Niech cię, Draco Malfoy'u — wymamrotała i podpisała.

* * *

— Oto dowód, aby nie wychodzić za mąż! — zawołała Ginny podnosząc kieliszek. Potem spostrzegła obrączkę na palcu. — Oh.
Hermiona zaśmiała się.
— Dzięki, Ginny.
Rudowłosa nalała jej wina.
— Więc jak się czujesz? — zapytała. Hermiona potrząsnęła glową rozglądając się dookoła restauracji. Była sobotnia noc, więc w lokalu było mnóstwo rozmawiających osób.
— Nie wiem. Nie wiem, czy dotarło to do mnie. Jestem trochę roztargniona, aby powiedzieć prawdę.
— Cóż, Ron jest w niebo wzięty, jakbyś jeszcze nie zauważyła. Bardzo starał się to przed tobą ukryć, ale wiesz, że nie jest utalentowanym aktorem.
— Nie jest, prawda? — powiedziała Hermiona. — Jest zbyt szczery. Zawsze go za to lubiłam.
— Draco nie był szczery? — Ginny pochyliła się nad stołem czekając na soczyste plotki. Hermiona jednak nie była na to jeszcze gotowa.
— Ginny, nie masz nawet pojęcia — odparła tajemniczo. Widząc, że nic więcej nie wydobędzie, Ginny wzruszyła ramionami.
— Cóż, teraz już koniec. Cokolwiek zdarzyło się między wami, już nie musisz się o to martwic. Możesz zacząc od nowa — zadeklarowała.
— To nie takie łatwe — stwierdziła Hermiona. Jeżeli mogłaby zacząc wszystko od nowa, musiałaby zapomnieć, co stało się z Pansy — albo zaakceptować to. Co Draco chciał, żeby zrobiła. To było niemal ironiczne.
Ale więzi z Draco są teraz zerwane — legalnie — co było trochę łatwiejsze odsunąć to do wspomnieć, a nie żeby to ciągle było obecne w jej pamięci.
Miała to już za sobą. Nie mogła zrobić nic, aby to zmienić. To zdarzyło się komuś innemu — tej osobie, którą była. Mówiła sobie wcześniej podobne rzeczy, ale teraz to zadziałało. Poczuła wreszcie wolność sumienia.
— To jest łatwe — powiedziała Ginny. Hermiona zauważyła Harry'ego i Rona przy drzwiach i pomachała do nich. Ich znajome twarze pomogły jej.
— Masz rację — uznała. Napełniła dwa kieliszki winem i przesunęła je do przyjaciół. — Za nowy początek! — Podniosła swój własny, aby wznieść toast.
Zrobiła wszystko, aby nie życzyć sobie, aby rozpocząć wszystko od nowa z Draco przy boku.