Neville w stresie rozstał się z Luną na pół godziny przed jej szlabanem. Żadne słowa nie przychodziły mu do głowy, bo banalnie zabrzmiałoby, gdyby życzył jej powodzenia. Razem z Seamusem zniknęli za zakrętem, a wtedy Neville wydusił z siebie:

- Do zobaczenia.

Dręczyły go bardzo dziwne myśli. Co jeśli ten szlaban ich wykończy? Może nie w znaczeniu fizycznym, ale psychicznym? To właśnie charakteryzuje śmierciożerców. To charakteryzuje cały świat magii. W swojej głowie usłyszał słowa Dolores wypowiedziane do Harry'ego: „Być może klątwa Cruciatus rozwiąże Ci język." Tylko, że wtedy Umbridge próbowała zachować to w tajemnicy przed ministrem magii, Korneliuszem Knotem. W obecnej sytuacji Carrow chętnie pochwaliłby się swoimi osiągnięciami w kierunku znęcania się nad uczniami. Uśmiechnął się sam do siebie, bo od dzisiaj darzyłby uwielbieniem upragnione metody tortur Filcha.

Siedział sam na Wieży Astronomicznej, bo Ginny odrabiała pracę domową, którą Neville miał szczerze w nosie. Nie chciał wracać do pokoju wspólnego. Umówił się, że spotka się tutaj z Luną, kiedy skończy szlaban. Idąc na Wieżę, unikał Filcha i jego kotki. Szedł bardzo długo, bo cały czas musiał się gdzieś chować lub zawracać. Było to tylko kilka korytarzy i schody, a jednak nie raz zetknął się z zaostrzonymi zabezpieczeniami Hogwartu. O mały włos nie spotkał się twarzą w twarz z profesorem obrony przed czarną magią.

Sięgnął do kieszeni i poczuł, że jest w niej coś ciężkiego i okrągłego. Lekko drgało. Przysuwając się bliżej światła księżyca, dostrzegł w swojej dłoni fałszywego galeona. Liczby, w miejscu gdzie wcześniej pojawiała się data spotkania, oszalały. Zmieniały się z prędkością światła, jakby ktoś cały czas się nią bawił. Stwierdził, że pewnie któryś członek GD wspomina dawne czasy i daje o sobie znać. Schował go tam, skąd go wyjął i uśmiechnął się sam do siebie.

Zastanawiał się, gdzie teraz może być Harry i czy jest z nim Ron i Hermiona. Może rozdzielili się w „swojej misji"? Ginny opowiadała mu, że nie zdradzili nikomu celu ich podróży. A gdyby powiedzieli kilku osobom w Hogwarcie, na pewno znaleźliby się chętni do pomocy! Czuł, że zobowiązał by się jako pierwszy. Tylko, że może wcale nie chodzi o to, żeby pomagać im w ich zadaniu? Może oni mają do wykonania coś w Hogwarcie. Coś, co zmieniłoby przynajmniej na chwilę szkołę. A możliwe, że nieświadomie pomogliby nawet w zadaniu powierzonym od Dumbledore'a…

Za Neville'm rozległy się ciężkie, przerywane kroki. Poderwał się z miejsca i schował za najbliższym filarem. Wyciągnął powoli różdżkę, a serce zaczęło mu bić coraz głośniej. Czekał i nasłuchiwał. Po chwili w Wieży Astronomicznej rozległo się grzmotnięcie. Neville powoli wychylił głowę zza ściany, a serce podeszło mu do gardła. Różdżka wypadła mu z ręki.

Poderwał się do biegu i upadł na kolana. Przed nim leżała zakrwawiona Luna. Pomógł jej powoli wstać i przenieść ją bliżej światła, oparł plecami o ścianę i obserwował jej twarz. Była poobdzierana. Jej oczy się uśmiechały.

- Nie powiedziałam im. – mruknęła.

- Czego? – Neville czuł się zdezorientowany. Może bredziła?

- Czym jest to, co zabrali Seamusowi. Nie wiedzą. Zaklęcia Hermiony działają. – Luna uśmiechnęła się, a Neville, choć nie chciał, zrobił to samo. Wyjął kawałek wyświechtanego materiału i otarł rany Luny.

- Klątwa Cruciatus. Kazali nam jej użyć na najmłodszych. Nie zgodziliśmy się. Ugodzili wtedy nas. Zaczęli się pytać, skąd jest ten galeon i jak został zaklęty. I wiesz co? Szczerze odpowiedziałam, że nie wiem, bo przecież Hermiona nigdy nam tego nie powiedziała. – zaśmiała się cicho. – Ale oni oczywiście nie uwierzyli. Chcieliśmy się bronić, ale skonfiskowali nam różdżki. Potem orzekli, że nie przemówili nam dostatecznie do rozsądku i kazali przyjść jutro.

- Słucham?! – Neville pospiesznie wstał i prawie trząsł się ze złości. Te żmije wyżywały się na jego przyjaciołach i chcą to robić nadal. Może jeszcze regularnie… - Nie pójdziesz tam!

- Neville – powiedziała ściszonym tonem. – Wyobrażasz sobie co by było, gdybym się nie pojawiła? Może pomęczą nas tydzień lub dwa, w końcu kiedyś muszą przestać.

- Kiedy do ciebie dotrze, że to są śmierciożercy? Oni nie żartują! I jak orzekną, że was zabiją, to właśnie o to im chodzi! – dreszcz przeszedł mu po plecach na samą myśl o takiej groźbie. Oczy Luny były szkliste.

- Wcale tak nie powiedzieli… - wyszeptała.

- Ale mogą. – warknął Neville. – Posłuchaj. – powoli się uspakajał. – Nie możesz ryzykować. Musicie im powiedzieć, skąd to się wzięło. – wyjął galeona z kieszeni. – To może nam już nie być potrzebne, a wasze zdrowie i życie jest cenniejsze od tej durnej monety.

- Nie. Nie zrobię tego. Nie wydam nas, a akurat jestem przekonana, że to nam się przyda. – przymknęła na chwilę powieki i podniosła się z grymasem bólu na twarzy. Stanęła twarzą w twarz z Neville'm. – I to bardzo.

- Co masz na myśli? – Neville zrobił nieco zaskoczoną minę. Wiedział, że Luna czasami ma nieco dziwne pomysły, ale czuł, że teraz jest poważna jak nigdy.

- Oh, Neville! – ożywiła się nieco. – Usiądź i posłuchaj. – naparła swoimi dłońmi na ramiona Neville, a ten bezwiednie ugiął kolana. – Byłam świadkiem tego, co stało się na weselu Billa i Fleur. Harry aportował się wtedy niewiadomo gdzie. Razem z Ronem i Hermioną. – Neville doszedł do wniosku, że nie tylko jego zadręczają te myśli. Uśmiechnął się. – Ale to chyba logiczne, prawda? Główkują jak zniszczyć Voldemorta. Oczywiście to na pewno nie jest takie proste i samo zaklęcie nie wystarczy. A my jesteśmy tutaj. W szkole, Neville! I wydaje mi się, że znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu i czasie!

- To znaczy? – powiedział powoli Neville, nie wiedząc do czego Luna dąży.

- Chcesz bezczynnie siedzieć i czekać, aż Snape wejdzie wszystkim na głowę? – zapytała rozbawionym tonem. – Wydaje mi się, że nie takiego Neville'a znam.

- Nie mylisz się. To ja Neville. Tylko… - myślał gorączkowo. – No tak! Galeony! Gwardia Dumbledore'a! – Luna uśmiechnęła się do niego promiennie, a potem skrzywiła, dotykając jednej z ran na twarzy. – Ale to nie będzie takie proste…

- Myślę, że mamy trochę czasu. – usiadła naprzeciwko Neville'a.

- Potrzebujemy kogoś z zewnątrz. Kogoś zaufanego. Ale Zakon ma teraz inne sprawy na głowie. – Neville podrapał się po głowie i szukał jakiegoś wyjścia z sytuacji. – Myślisz, że Pokój Życzeń nadal jest do dyspozycji?

Luna znowu wstała i wyciągnęła do Neville'a dłoń. Chwycił ją i podniósł się z zimnej posadzki. Po ziemi potoczył się galeon, który wypadł mu z kieszeni. Luna schyliła się po niego i zgrabnie wrzuciła do przedniej kieszonki koszuli Neville'a.

- Sprawdźmy to. – pociągnęła go za rękaw w kierunku schodów. Neville zawahał się. Po prostu wyjdą na korytarze zamku w środku nocy i pójdą pod Pokój Życzeń? Dotarcie tutaj było dla niego nie lada wyzwaniem, a co dopiero dotrzeć na siódme piętro.

- No nie wiem… Carrowie są na korytarzach, Filch się wałęsa…

- Jesteś Neville'm, którego znam czy nie? Za mną. – wyciągając różdżkę, ruszyła ku schodom. Nie czekała nawet na odpowiedź Neville'a, który wahając się jeszcze kilka sekund, podążył za nią.

Zeszli cicho po schodach Wieży Astronomicznej. Luna prowadziła, oświecając różdżką stopnie. Neville szedł za nią w milczeniu i odczuwał stopniowy przypływ adrenaliny. Wiedział jakie jest zagrożenie. Znał konsekwencje. Ale beztrosko wyglądał teraz z Luną zza rogu. Szybkim krokiem pomknęli ku najbliższemu zakrętowi, zbliżając się do Wielkich Schodów. Zatrzymali się, a Neville czuł i słyszał jedynie bicie swojego serca. Raczej można to było porównać do łomotania. Z duszą na ramieniu rozejrzeli się najpierw w prawo, a potem w lewo. Nad ich głowami śmignęło zaklęcie, a potem rozległ się huk opadającej zbroi. Dalej wszystko potoczyło się jak lawina.

Neville rzucił na oślep zaklęcie, a Luna pociągnęła go za rękę.

- To nauczyciel! – szepnęła nerwowo, po czym sama odpowiedziała na atak profesora. Jak się domyślili był to Carrow. Uśmiechnęła się do Neville'a, który teraz biegł szybciej niż kiedykolwiek.

Nie zmienili celu nocnej eskapady, bo wiedzieli, że jedynym miejscem, w którym mogą się schować to Pokój Życzeń. Głęboko wierzyli, że można go jeszcze otworzyć. Skręcili w kolejny korytarz. Był na tyle długi, że postać biegnąca za nimi miała ich w zasięgu wzorku. Miotała zaklęciami na oślep, a Neville'owi serce podeszło do gardła, kiedy zobaczył czerwoną smugę obok swojego ucha. Wypchnął Lunę przez drzwi, na chwilę się zatrzymał i krzyknął za całej siły.

- Drętwota!

Miał nadzieje, że jego zaklęcie zatrzyma przynajmniej na chwilę, pędzącego śmierciożercę. Wbiegli szybko po kolejnych schodach i znaleźli się na siódmym piętrze. Usłyszeli za sobą ryk gniewu i ciężkie kroki rozeźlonego Carrowa. Przyspieszyli tempo, choć Neville'owi wydawało się to niemożliwe. Zanim skręcił zatrzymał się szybko i ugodził zaklęciami każdą zbroję. Rozsypały się, co miał nadzieje da im kilka sekund więcej. Luna już skręcała w kolejny korytarz, kiedy Neville dostrzegł zwierzę, biegnące prosto na niego. Za nim zdążył się poruszyć niebieskie światło przeniknęło przez niego i pomknęło dalej. Patronus.

Neville poczuł nową siłę do biegu. Przebierał nogami, zbliżając się do drzwi Pokoju Życzeń, które uchyliła Luna. Teraz już wszyscy wiedzą i zaczną sprawdzać dormitoria. Nie maja szans, żeby uniknąć kary. Jutro albo jeszcze dziś. Na ostatnim wdechu wbiegł do Pokoju Życzeń. Coś za nim pyknęło, a następnie po prostu się rozpłynął.

Poczuł chłód na twarzy i miał wrażenie, że się topi. Zaczerpnął głośno powietrza i spojrzał przed siebie. Dwie postaci patrzyły na niego wielkimi oczami.

- Wszystko w porządku? – zapytała Luna.

- T… Tak. Chyba tak. Skrzat? – Neville przyjrzał się bacznie drugiej postaci. Niski skrzat z wielkimi uszami przyglądał mu się z zadowoleniem. Na głowie miał kilka kolorowych czapek, a na nogach skarpetki.

- Tak jest, sir. Zgredek. Wolny Skrzat! – ostatnie słowa wypowiedział z dumą i skinieniem głowy. Wieża z czapek na jego głowie zachwiała się niepewnie.

- Skąd się tu wziąłeś? – Neville zorientował się, że jego ton jest zbyt groźny, ale było już za późno.

- Zgredek chciał tylko pomóc… - zbliżył się do ściany i energicznie uderzył w nią głową. Czapki stłumiły odgłos i prawdopodobnie ból. Neville przerażonym tym, co zobaczył, podbiegł do niego i odciągnął go od twardej ściany.

- Zgredku! Przestań! My… eee… jesteśmy ci bardzo wdzięczni! – uśmiechnął się niepewnie. Ku jego zaskoczeniu w oczach skrzata stanęły łzy.

- Wy przyjaciele Harry'ego Pottera! – wyjąkał przez łzy.

- Tak. – odpowiedziała pewnie Luna, przypominając tym samym Neville'owi o jej obecności w tej komnacie. – Powiedz nam, sir, co cię tutaj sprowadziło?

- Od razu to widać… - Neville nie wiedział o co chodzi skrzatowi, który teraz otarł wielkie oczy swoją szatą.

- Zgredek przechadzał się po zamku. Nie wolno tego robić, ale Zgredek to lubi. Słyszałem już wcześniej pogłoski, ale sir! – zaczął krążyć wokół nich, zniżając głos do szeptu. – Zgredek nie wierzył, że Harry Potter nie wrócił do szkoły! Wbrew zakazom, och zły Zgredek, udałem się do wieży Gryffindoru. Kiedy nie zobaczyłem tych zabawnych czapeczek znałem już odpowiedź. Dla pewności Zgredek wszedł do dormitorium i zobaczył trzy puste łóżka! Wtedy jeden młodzieniec się obudził i powtarzał coś o roztrzaskiwaniu. - Neville się uśmiechnął. - Zgredek miał go oszołomić, ale sir! Czemu nie zapytać go o Harry'ego Pottera? Tak Zgredek dowiedział się, że wyruszył on w jakąś wyprawę. Z ciekawości, choć skrzatom nie przystoi sir, zapytałem o pozostałe puste łóżka! Tak Zgredek znalazł się na tropie tej młodej damy i pana, sir! – ukłonił się nisko, trzymając spadające czapki.

- Śledziłeś nas? – zapytał niepewnie Neville, który nie mógł uwierzyć w całą tą historię. Zresztą był przekonany, że zachowali wszystkie środki ostrożności.

- Ależ skąd, sir! Absolutnie! To ten hałas. Obudziłby nawet śpiącego olbrzyma! Zgredek oszołomił tego śmierciożercę, choć sir! Skutki mogą być straszne i Zgredek nie powinien tak robić. Ledwo uniknąłem zaklęcia, które czmychnęło z drugiej strony! – Zgredek zademonstrował im jak uskoczył w bok, a Neville'owi zrobiło się wstyd. Jednak nie oszołomił tego Carrowa. Nie chciał widzieć reakcji Luny, więc nie podnosił wzroku…

- Zgredku. Doprowadź bezpiecznie Lunę do dormitorium Krukonów, a ja jakoś sobie poradzę. – Neville powoli dźwignął się na nogi. Czuł jakby były z waty. W tym samym momencie usłyszeli za drzwiami odgłosy kłótni. Prawdopodobnie profesorowie zebrali się z łóżek, żeby zobaczyć co się stało.

- Nie, nie, nie, sir! Spotkamy się za kilka sekund! Można, madame? – spytał skrzat, wyciągając swą wychudłą dłoń.

- Dobranoc, Neville. – pocałowała go w policzek i chwyciła rękę skrzata. Razem z trzaskiem zniknęli. Zanim Neville zdążył się zorientować co zaszło, znowu trzasnęło.

- Teraz pańska kolej, sir!

- Wolę po prostu po imieniu, Zgredku. – oczy skrzata znowu się zaświeciły.

Znaleźli się w dormitorium chłopców wieży Gryffindoru. Z oddali dochodziły do nich trzaski i krzyki.

- Dziękuję ci bardzo, Zgredku.

- Ależ sir! To zaszczyt. Przyjaciele Harry'ego Pottera są moimi przyjaciółmi. – Krzyki były coraz głośniejsze, a Neville poczuł sympatię do tego małego stworzenia.

- Możesz teleportować się poza Hogwart? – zapytał gwałtownie, wnioskując, że Zgredek może być im bardzo pomocny.

- Sir Neville nie docenia skrzatów domowych! – rzekł raźnie Zgredek. Neville, ignorując pretensje Deana i Seamusa, pośpieszenie wciągał na siebie piżamę.

- Znasz tajne wyjście z Hogwartu? – rzucił gwałtownie Neville, skacząc na jednej nodze. Nie mógł poradzić sobie ze spodniami.

- Nie ma już żadnego, sir. – Zgredek zasępił się. – Ale Zgredek może pomóc, bo Zgredek kogoś… – oboje odwrócili wzrok w stronę drzwi. Ktoś wchodził po schodach. Zanim Neville zdążył cokolwiek powiedzieć, skrzat zniknął. Rzucił się w stronę łóżka i walcząc z kołdrą ostrzegł kolegów.

- Udawajcie, że śpicie!

Kiedy zamknął oczy, a Seamus teatralnie zachrapał, kilka osób wpadło do sypialni. We trójkę wydali z siebie fałszywe odgłosy oburzenia, jakby dopiero teraz zostali wybudzeni.

- Aha! Kogoś brakuje! – krzyknęła Alecto. Widok jej twarzy przyprawił Neville'a o mdłości.

- Nikogo nie brakuje, moja droga. To łóżka Harry'ego Pottera i Ronalda Weasley'a. – odpowiedziała jej łagodnie, choć dobitnie profesor McGonagall, która stała tuż za nią. Leniwie oparła się o drzwi i uśmiechnęła. – Jak już mówiłam, nie było potrzeby budzenia w środku nocy całego zamku.

- Sprzeciwiasz się poleceniu dyrektora, Minerwo? – jej twarz wyrażała tyle niechęci, że nawet profesor McGonagall to zirytowało.

- Przeciez tu jestem. Po prostu nie wierze, że żaden z uczniów mojego domu opuściłby samotnie wieżę. Zresztą, Severus wspomniał coś o skrzacie, a tutaj raczej go nie znajdziemy, więc byłabym wdzięczna, gdybyś opuściła to pomieszczenie i dała im wypocząć. – Usunęła się na bok, robiąc przejście w drzwiach dla Alecto. Nauczycielka mugoloznawstwa wycedziła przez żeby coś niezrozumiałego i obrzucając Neville'a, Deana i Seamusa ostatnim spojrzeniem, opuściła dormitorium. Profesor McGonagall chwyciła klamkę i przymykając drzwi, zatrzymała na chwilę karcący wzrok na Neville'u. Kiedy drzwi się zatrzasnęły, przeszedł go dreszcz. Opadł ciężko na poduszkę i odetchnął głęboko.

- Kiedy następnym razem wybierzesz się na nocną wycieczkę po zamku z jakimś skrzatem, uprzedź nas, stary, że w nocy obudzi mnie śmierciożerca. - Seamus poprawił się na łóżku i szarpnął swoimi zasłonami.