Tony nie wiedział, czego powinien się spodziewać, gdy wrócił po dwudniowym wyjeździe na konferencję naukową, na której, według Pepper, nie mógł się nie pojawić. Niestety wymiganie się od wyjazdu tłumaczeniem, że ma pod dachem niestabilnego psychicznie nordyckiego boga chaosu nie było opcją – póki co wolał, by przygarnięcie psotnika pozostało tajemnicą. To, że przez cały weekend nie usłyszał o zrównaniu Stark Tower z ziemią, ani nie dostał telefonu od Fury'ego z groźbą śmierci za ukrywanie ich wroga publicznego numer jeden, było dość uspokajające. Ale niewystarczające, by nie skoczyła mu adrenalina, gdy przekraczał próg własnego domu.
Znalazł Lokiego w saloniku na pierwszym piętrze (na tym samym poziomie gdzie osadził swojego nowego lokatora i sam aktualnie mieszkał, podczas gdy wyższa część budynku wciąż była w remoncie). Bóg półleżał na kanapie, pochłonięty lekturą opasłego tomiska. Na stoliku obok leżały kolejne książki – historia imperium brytyjskiego, dwa wydania mitologii nordyckiej, podręcznik do podstaw fizyki i stary numer kwartalnika innowacji technicznych (Tony'emu zajęło kilka sekund skojarzenie, czemu ten magazyn wydaje się znajomy i wzdrygnął się, gdy zdał sobie sprawę, że drukowano tam jego eseje i prace, które produkował za czasów studenckich). Tuż obok literackiej wieży leżał nielegalny dowód osobisty Lokiego i świeżutka karta biblioteczna – Tony nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, widząc nowe imię i nazwisko boga. Lucas Rudolph. Miliarder wciąż zastanawiał się, co dokładnie złamie mu psotnik, gdy dokopie się do pop-kulturalnych podwalin nadanego mu przez geniusza nazwiska.
- Och, jesteś tak oziębły, kochanie. Liczyłem na gorętsze powitanie – zagadał, gdy Loki skutecznie ignorował jego przyjście. Bóg zamknął tomisko na swoich kolanach z impetem. Tony wreszcie dojrzał tytuł, „Historia Ameryki Północnej".
- Muszę przyznać, że podczas tych dwóch dni ciszy, wreszcie zaczynałem doceniać mój pobyt w tej krainie – odburknął Loki, odkładając książkę na stolik. Tony uśmiechnął się zawadiacko.
- Oj, przyznaj, że stęskniłeś się za moim głosem.
- Nie mógłbym powiedzieć tego o swojej osobie, ale ty wydajesz się zdecydowanie spragniony powodów, by posłuchać samego siebie, Stark – Loki skrzyżował ręce na piersi i podniósł sceptyczny wzrok na miliardera.
- Rozkoszny, jak zwykle – wyszczerzył się w odpowiedzi, padając na fotel. – Jak tam idą twoje „badania"? Jesteś już oczarowany Ziemią i ludźmi?
Loki westchnął, wbijając wzrok w stos książek przed nim. – Dotychczas, wasza literatura przypomniała mi, czemu lata temu uważałem was za fascynujące istoty. Oraz czemu obdarzyłem was nienawiścią, która pozbawiła mnie wątpliwości by dokonać próby waszego zniewolenia.
- Ajć. Czym mogliśmy sobie zasłużyć na taką nienawiść pseudo-boga z innej planety?
Uśmiech Lokiego sprawił, że miliarder poczuł nieprzyjemne dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa i Tony nagle przypomniał sobie, że ostatnio jego niewyparzony język doprowadził do wyrzucenia go przez okno jego własnego wieżowca.
- W tym piśmie nazywają cię geniuszem, lecz słowa wypływające z twoich ust tak często temu zaprzeczają – melodyjność jego głosu nie potrafiła zatuszować ukrytego w nim jadu.
- Sam ostatnio powiedziałeś, że jestem nieprzewidywalny – wytknął Tony, trochę zbyt dumny z siebie.
- Sir, panna Potts czeka przy wejściu.
Wzrok Tony'ego automatycznie powędrował w stronę boga. Zanotował w myślach, że bóg był niewzruszony głosem z sufitu, którego jeszcze niedawno się lękał.
– Jarvis, odeślij ją do warsztatu. A ty, Bambi, nie ruszaj się stąd.
ж
Miliarder wkroczył do salonu, przecierając oczy. Nienawidził papierkowej roboty, nawet jeżeli większość i tak odwalała za niego Pepper. Nudne, przewidywalne, bezpieczne – zdecydowanie nie takie epitety preferował Tony.
Salon był pusty, jedynym śladem obecności boga był stosik książek na stole. Tony poczuł jak z jego mięśni uchodzi pewne napięcie, które zawsze towarzyszyło obecności Lokiego. Mógł bawić się z nim w słowne gierki, wymyślać przezwiska i dobrowolnie trzymać pod swoim dachem, ale jego podświadomość wciąż nie zapominała, że to niebezpieczny, szalony, nieobliczalny bóg, który przypadkiem stał się bezbronny. Choć nie potrafił oprzeć się swojej fascynacji epitetami dotyczącymi psotnika, to jego instynkt nie pozwalał mu na kompletną nieostrożność w swoim eksperymencie oswajania nordyckiego boga.
Usiadł w fotelu, ponownie taksując wzrokiem lektury Lokiego. Historia nigdy go szczególnie nie fascynowała, magazyn innowacji technicznych nie mógł mu powiedzieć o niczym, czego by nie wiedział, ale mitologia nordycka mogłaby być czymś wartym uwagi. Przeglądał kilka mitów w ramach poznania zarówno zabójczego wroga atakującego Nowy Jork, jak i krasnego towarzysza broni z śmiercionośnym młotem. Jako że teraz pierwszego z nich trzymał w Stark Tower, może dogłębniejsza lektura zadziałałaby jak coś w rodzaju podręcznika hodowcy albo instrukcji obsługi?
Tony szybko odkrył, że Loki podczas czytania dopisywał własne komentarze na marginesach (absurdalnie równym, kaligrafowanym pismem). Przy opisie Freji, bogini piękna i miłości, widniał napis Nie dorównywała Sigyn, przy relacjach z walk często widniały stwierdzenia Gdyby nie Sif, Thor nie miałby ręki, którą mógłby dzierżyć swój drogi Mjolnir lub Zwycięstwo wcale nie było chwalebne. Gdzieniegdzie, przy słowach Odyna Wszechojca, dopisywane były kąśliwe uwagi, co do jego decyzji. Tony zdał sobie sprawę, że czytanie tych dopisków, sprawiało, że niektóre mity nabierały większego sensu lub sama lektura zdawała się o wiele ciekawsza. Jednakże, gdy docierał do ostatnich stron, dostrzegł pewien algorytm, który sprawił, że poczuł wzrastający w duszy niepokój. Za każdym razem, gdy w używano w stosunku do Lokiego określenia „bóg kłamstw", słowa były zamazane. Tytuły „boga ognia", „psotnika", „boga chaosu" pozostawiono bez ingerencji. „Bóg kłamstw" był nieraz dziurą w kartce.
- Drażliwy temat? – mruknął sam do siebie, przejeżdżając opuszkiem palca po jednym z zaczernionych od ołówka słów.
ж
- Dlaczego za mną podążasz, Stark?
- Wiesz, świeże powietrze i te sprawy. Pepper ciągle powtarza, że powinienem się dotleniać.
- Nie mógłbyś „dotleniać się" gdzieś, gdzie mnie nie ma?
- Oj, reniferku, nie gorączkuj się tak, bo się spocisz. Przecież już przeprosiłem, że zgubiłem twoją książkę i obiecałem, że ją znajdę. Oddasz następnym razem.
- I śmiesz dziwić się, że nie potrafię obdarzyć ludzi życzliwością.
- Tylko, dlatego że się nie starasz. Już nie wzdychaj tak, bo dostaniesz alergii na pyłki. To średnio poręczne dla parzystokopytnych. W ogóle, daleko jeszcze?
ж
Tony z zaciekawieniem obserwował jak Loki zachowuje się w bibliotece. To, jak obcują ze sobą w Stark Tower to jedno, jak bóg radzi sobie z resztą społeczeństwa, to zupełnie inna sprawa. Zauważył jak jego prawa dłoń zaciska się i rozluźnia nerwowo, gdy tłumaczył zapatrzonej w niego pracowniczce, że doniesie mitologię nordycką (którą Tony rzekomo zgubił) następnym razem. Blondynka świergotała w odpowiedzi, mówiąc, że nadal ma dwa tygodnie na zwrócenie zaległego tomu, pozwalając by jej słowotok zatrzymał Lokiego przy ladzie chwilę dłużej. Tony uśmiechnął się półgębkiem. Wyglądało na to, że psotnik uzyskał już cichą wielbicielkę, która wyraźnie grała mu na nerwach.
- Mam nadzieję, że zamierzasz uhonorować prawa tego miejsca i zachować milczenie, Stark – mruknął Loki, nim Tony zdążył otworzyć usta by cokolwiek skomentować.
- Jak sobie życzysz, księżniczko.
Loki przystanął i odwrócił się raptownie. – Jak mnie nazwałeś?
- Jesteś synem króla Asgardu, nie? Stwierdziłem, że powinienem zwracać się do ciebie bardziej po królewsku –odparł miliarder, szczerząc zęby.
Loki przewrócił oczami, mamrocząc coś pod nosem i ruszył pomiędzy półki, kompletnie ignorując Tony'ego podążającego za nim jak nadpobudliwy szczeniak.
Tony szybko znudził się podmienianiem wybranych przez psotnika pozycji na grafomaństwa Danielle Steel, więc po tym jak wreszcie jedną z nich dosłownie dostał po głowie, poprzestał na obserwowaniu swojego lokatora. Szybko doszedł do wniosku, że nie ma co dziwić się blondyneczce przy ladzie z wypożyczeniami, że nie mogła oderwać od niego wzroku. Ciemne włosy Lokiego okalały jego twarz, podkreślając urokliwą bladość, która tak dobrze komponowała się z głęboką zielenią jego oczu. Kości policzkowe aż się prosiły o przejechanie po nich palcami, a blade usta o prowokowanie do uśmiechu. Do tego cała jego sylwetka - smukły, aczkolwiek dobrze zbudowany, trzymający się z pewną wyższością. Tony nie mógł zaprzeczyć, że Loki miał w sobie coś pociągającego. Choć jego osobiście najbardziej fascynowało, co do cholery dzieje się w tej szalonej głowie.
- Hej, księżniczko, zobacz! Mają tu Kamasutrę!
ж
- Tak właściwie, to co się stało, że jesteś ponurakiem, który nagle zapragnął władzy nad ludzkością?
- Ech, a posiadałem nadzieję, że droga powrotna przeminie w ciszy. Kiedy stałem się tak naiwny?
- Ale pytam na poważnie. Czytałem te mity, zanim je zgubiłem. Jesteś psotnikiem, robiłeś wszystkim w Asgardzie te swoje kawały, wygrywałeś zakłady, bawiłeś się w słowne gierki. Wydawałeś się dość wesołym gościem, reniferku.
- To już minęło, Stark.
- Ludzie czy bogowie, nikt nie zmienia się tak raptownie. „Psotnik" to twój tytuł, atrybut. Poza tym musisz przyznać, że zmiana w okrutnego zdobywcę innych planet nie wyszła ci na dobre.
- Czasem w życiu odkrywasz, że nie jesteś tym, za kogo cię uważano, za kogo uważałeś sam siebie. I nie możesz wrócić, chociażbyś próbował z całych sił.
- Gówno prawda, psotniku.
ж
Po pierwsze, przepraszam, że zajęło to dłużej niż zwykle. Byłyśmy obie - ja i moja beta - na nocnym maratonie z Władcą Pierścieni i musiałyśmy odespać i wrócić do normy XD
Po drugie, przyznaję się bez bicia, że ten rozdział to trochę zapychacz - w moim planie fabularnym fanficka tutaj była piękna pusta dziura. Tak więc zapełniłam ją fluffem i tym co akurat przyszło mi do głowy podczas pisania. Mam nadzieję, że mimo wszystko choć część z was będzie zadowolona XD
Po trzecie, na temat review, który zostawiła jamnioria. Przepraszam i kajam się za tę interpunkcję dialogów. Becie nie chciało się po mnie żmudnie poprawiać, a ja wciąż mam problemy z przestawieniem się z angielskiego trybu pisania. Ale od teraz obiecuję solidną poprawę, która zaczęłam już w tym rozdziale :D
Po czwarte, KOCHAM WAS za reviews, favy, alerty i w ogóle za tak pozytywny odbiór tego ff! Szczególnie mnie cieszy taki entuzjazm co do dialogów z poprzedniego rozdziału, bo sama byłam z nich bardzo zadowolona ^^
Postaram się jak najszybciej wyprodukować nową część, ale, przyznaję, wzięłam sobie na barki za dużo projektów i możliwe, że trochę mi się przedłuży. Mea culpa.
