Tłumaczyła Ebony. Tekst nie został przeze mnie w żaden sposób zmieniony czy poprawiony.


Gdy umiera dzisiaj

Część pierwsza

Rozdział czwarty

Izar powoli zaczynał kwestionować własną decyzję.

Adrenalina wywołana myślą o zabijaniu i kontrolowaniu niemagicznych ludzi dawno już wyparowała. Owszem, nadal tego chciał, nadal marzył o świecie, w którym słowo "mugole" zostałoby wymazane ze słowników. Obietnice Riddle'a mogły skłonić każdego czarodzieja, niezależnie jak dumny by on nie był, do przejścia na ciemną stronę i ucałowania jego szaty.

Ale gdy adrenalina już zniknęła, powrócił rozsądek. Miał wiele szczęścia, że otrzymał dodatkowy dzień na przemyślenie swojej decyzji co do wstąpienia w szeregi Czarnego Pana.

Przyjęcie jego znaku nie byłoby nainteligentniejszym posunięciem z jego strony. Pracował dla Ministerstwa, konkretniej zaś - dla Niewymownych. Co więcej, nadal uczęszczał do Hogwartu.

Jego powiązania z jasną stroną nie były jednak jedynym argumentem. Przede wszystkim potrzebował nieco więcej informacji o samej organizacji Riddle'a.

Nie czułby się zbyt komfortowo dzieląc się z Riddle'em swoimi wątpliwościami, zwyczajnie dlatego, że nie wiedział jak poruszyć ten temat z Czarnym Panem. Nie znał go, a co za tym idzie, nie znał też granic jego wytrzymałości. Jak długo mógłby zadawać mu pytania, zanim czarodziej straci cierpliwość i go przeklnie? Czarni Panowie nie są raczej znani ze szczególnej wyrozumiałości czy spokojnego usposobienia. Na razie wiedział o nim tylko tyle, że Riddle nie troszczył się zupełnie o innych ludzi. Jedyną rzeczą interesującą Czarnych Panów było to, czy mają wystarczająco wielu żołnierzy, by móc walczyć o swoje idee.

Izar długo i intensywnie zastanawiał się nad ofertą Riddle'a, by w końcu dojść do wniosku, że musi działać wyjątkowo ostrożnie, jeśli chce odrzucić tę propozycję. Po tej odmowie sprawy mogą potoczyć się dwojako.

Po pierwsze, jego dzisiejsza nieobecność może zostać odebrana jako deklaracja wojny.

Druga opcja zakładała, że czarnoksiężnik odczeka jakiś czas, po czym odwiedzi go ponownie z kolejną ofertą naznaczenia go Mrocznym Znakiem.

Izar doskonale wiedział, że druga sytuacja jest raczej mało prawdopodobna. Z tego co przeczytał o Czarnych Panach byli oni raczej zaborczymi i dumnymi istotami. Gdy ktoś odmawiał przyłączenia się do nich, tropili i ścigali swoje ofiary, po czym zarzynali je za odrzucenie ich oferty.

Pomimo tego, że był w stanie to przewidzieć i nastawić się na przybycie Czarnego Pana, był wystarczająco inteligentny, by wiedzieć, że nie da rady długo opierać się czarnej magii. Dlatego właśnie wymyślił plan na dzisiejszy wieczór. Jeśli tylko uda mu się... wzbudzić zainteresowanie Riddle'a na nieco dłużej... być może mężczyzna zastanowi się dwa razy zanim zabije go za nieprzyjęcie jego znaku.

Gdyby to wczoraj kazano Izarowi wybierać, czy chce przyjąć Mroczny Znak, bez wahania by się zgodził. Tom Riddle był niesamowicie zręcznym kusicielem; cecha ta zapewne przysporzyła mu wielu obiecujących sprzymierzeńców. Czuł nawet lekkie zażenowanie na myśl, jak szybko dał omotać się mrocznymi obietnicami zniszczenia mugoli. Czarny Pan odnalazł jego słaby punkt i zręcznie go wykorzystał. Wielka szkoda, że wziął go za chłopca, który nie pozwoliłby na upadek tych idei. Riddle założył, że pragnienie zemsty na mugolach będzie coraz bardziej rosnąć we wnętrzu Izara, aż do momentu, gdy ten nie będzie mógł się mu oprzeć.

Mężczyzna wziął go za marzyciela.

Wielki błąd ze strony Riddle'a, gdyż Izar był tego dokładnym przeciwieństwem. Był rozsądny, swoich decyzji nie opierał na emocjach. Głód, który ogarnął go po usłyszeniu tych obietnic został przytłumiony gdy tylko wróciło mu logiczne myślenie. Wyszpetane mu wczoraj do ucha przysięgi nie zaczęły rosnąć z każdym dniem w siłę, jak oczekiwał Riddle. Przeciwnie, zblakły, stając się niczym więcej niż wypłowiałym wspomnieniem.

Gdyby Voldemort znał Izara wystarczająco dobrze, nie zostawiłby mu dnia na zastanowienie. Powinien był go odwiedzić w dzień inicjacji.

Chłopak był zadowolony, że tak się nie stało. Wiedział, że zawieranie sojuszy z Czarnym Panem będzie niosło za sobą konsekwencje. Zwłaszcza z Czarnym Panem, który musiał jeszcze udowodnić swoją siłę w oczach Izara. Skąd niby Krukon miał wiedzieć, czy Tom Riddle będzie odnosił sukcesy jako Czarny Pan? Co prawda mężczyzna był potężnym czarodziejem, nie oznaczało to jednak automatycznie, że będzie odpowiednim liderem.

I chociaż miał zamiar odmówić przyjęcia jego znaku, nie chciał czynić z niego swojego wroga.

A co najlepsze, pozbędzie się przy okazji swojej największej słabości.

Swojego mugolskiego prześladowcy.

- Louis - wyszeptał miękko, wpatrując się w schnący na pergaminie atrament. - Podejdź tutaj.

- Tak, Panie. - Wciąż znajdujący się pod wpływem Imperiusa chłopak podszedł do biurka powłócząc nogami. W kąciku jego ust dostrzec można było białe płatki zaschniętej śliny. Izar popatrzył na nie z obrzydzeniem.

- Mam dla ciebie wyjątkowo ważne zadanie do wykonania dzisiaj. - Grafitowo-zielone oczy zerknęły na trzymany w ręce podniszczony kieszonkowy zegarek. - Właściwie to już za parę minut. Zapewniam cię, jest to zadanie wielkiej wagi.

Zignorował monotonne buczenie, które uzyskał w odpowiedzi, skupiając się ponownie na napisanym przez siebie liście. Chcąc przytłumić gniew Czarnego Pana, spróbował go zaciekawić i zaintrygować, licząc, że to wstrzyma Riddle'a przed wszczęciem pościgu gdy tylko zorientuje się, że został wystawiony. By to osiągnąć musiał ujawnić mu kilka osobistych smaczków na swój temat, chociaż nigdy nie przepadał za udzielaniem komuś informacji o sobie. Uważał to za przejaw arogancji i zarozumiałości.

Tomie Riddle,

Piszę do Ciebie, by przeprosić za moją dzisiejszą nieobecność. Chociaż wzbudziłeś we mnie wielkie zainteresowanie Twoim rosnącym w siłę imperium, na ten moment muszę się wycofać. Nie jestem marzycielem, nie pozwolę, by moje głupie, dziecinne marzenia o zniszczeniu mugoli przyćmiły mój osąd. Tego właśnie można się było po Tobie spodziewać. Wspaniale odegrałeś swoją rolę wykorzystując moje pragnienia, mogę tylko wyrazić swój podziw dla Twoich umiejętności. Większość ludzi to marzyciele, lecz ja, nawet pomimo mojego młodego wieku, jestem racjonalistą. Chciałbym dowiedzieć się więcej o Tobie i Twoich poplecznikach. By to zrobić, muszę na razie pozostać w cieniu.

Mam dopiero czternaście lat, panie Riddle, wiele jeszcze lat przede mną, w trakcie których mógłbym zaoferować Panu moje usługi. Mało tego, jestem także silnie powiązany z Ministerstwem Magii. Noszenie Twojego znaku byłoby dla mnie obecnie wielkim ciężarem.

Poza tym mogę Cię zapewnić, że Twój sekret pozostanie tajemnicą z mojej strony.

Nie poruszę z nikim Twojego tematu.

Izar Harrison

Krukon skrzywił się, czytając list. Wydawał się infantylny i dziecinny. Niedorzeczne słowo "czternaście" raniło jego oczy. Nie czuł się i, na Merlina, miał nadzieję, że nie zachowywał się jak czternastolatek. Czy jego list naprawdę brzmiał tak dziecinnie? Miał nadzieję, że nie. Nie chciał, by Tom Riddle nie traktował go poważnie ze względu na jego wiek. Mogłoby mu się wydawać, że będzie przez to łatwiej manipulować Izarem.

Przeczesując swoimi długimi palcami włosy, zwinął pergamin i zapieczętował go. Brakowało tylko dwóch minut do siódmej trzydzieści.

Stwierdził, że list nie deklaruje niczego konkretnego. Nie odmawiał czarodziejowi otwarcie, brzmiało to raczej, jakby prosił o więcej czasu do namysłu. I tak właśnie było. Miejmy nadzieję... Miejmy nadzieję, że na razie Riddle zostawi go w spokoju. Po otrzymaniu listu powinen tymczasowo dać mu spokój, o ile oczywiście nie poczuje się na tyle urażony, że zacznie go ścigać.

W trakcie nadchodzącej wojny Izar pragnął pozostać neutralny. Wiedział jednak, że nikt nie może pozostać na uboczu, o ile nie odegra swojej roli perfekcyjnie. A nawet wtedy, prędzej czy później, będzie się musiał zadeklarować.

- Chciałbym, byś wręczył to Tomowi Riddle'owi. - Dłonie trzęsły mu się tylko nieznacznie, gdy wręczał świstoklik i pergamin Louisowi.

Jego oczy pozostały spuszczone, gdy chłopak odbierał od niego przedmioty. Wysyłając na inicjację Louisa, podstawiał Czarnemu Panu swój słaby punkt. Riddle nie będzie mógł dłużej używać jego oprawcy do szantażowania go, nie będzie mógł wykorzystywać go jako środka do zwizualizowania Izarowi obietnic o torturowaniu i mordowaniu mugoli. Obietnice te były tak słodkie i kuszące, że Krukon doskonale zdawał sobie sprawę, iż są jego największą słabością. Slabością, którą Riddle tak zręcznie próbował wykorzystać.

Musiał pozbyć się Louisa. A jedynym pomysłem przychodzącym mu do głowy, uwalniającym go jednocześnie z wszelkich podejrzeń, było wysłanie mugola na zebranie czarodziejów szczerze nienawidzących wszystkiego co związane z niemagicznym światem.

Byłby wielce zaskoczony, gdyby Louis kiedykolwiek stamtąd wrócił. Riddle musiałby być na tyle sprytny, by przejrzeć plan Izara, polegający na podsunięciu mu swojego najsłabszego punktu. Wtedy odesłałby chłopca do sierocińca, chcąc wykorzystać go przeciw Krukonowi w przyszłości.

Tego właśnie by się spodziewał po inteligentnym i sprytnym Czarnym Panu. Byłby nieco rozczarowany, gdyby Riddle nie nabrał żadnych podejrzeń odnośnie pojawienia się Louisa. Gdyby chłopak wrócił do sierocińca, byłby zadowolony widząc, że czarnoksiężnik potrafi łączyć ze sobą i rozumieć tak drobne niuanse. Chociaż wtedy musiałby sam wymyślić sposób jak pozbyć się mugola, co byłoby trochę kłopotliwe.

Obserwował spod półprzymkniętych powiek jak świstoklik zabiera Louisa, a krew pulsowała mu w skroniach.

Niezależnie od tego, jak zaniepokojony był w tym momencie, wiedział, że podjął słuszną decyzję. Musiał dowiedzieć się więcej o Tomie Riddle'u i jego działaniach, by zdecydować, czy zaoferowanie mu swojej służby w ogólnym rozrachunku się opłaci.


Lucjusz zacisnął palce na pliku, czując się wyjątkowo dumnym z własnego osiągnięcia. Jedną z zalet bycia Przewodniczącym Rady Nadzorczej Hogwartu była możliwość przeglądania akt uczniowskich. To, które właśnie trzymał w ręku było dla niego wyjątkowe. Pliki co roku aktualizowały się samoistnie z nowymi danymi na temat studentów.

Dzień po nieoczekiwanej inicjacji w zeszłym tygodniu zażądał do wglądu akt Izara Harrisona. Po sześciu dniach je otrzymał. Nie interesowały go szczególnie wiadomości zawarte w środku, od dawna już znał je wszystkie. Pragnął ich Tom Riddle, od momentu, gdy zamiast chłopaka na spotkaniu pojawił się mugol. Pozostali śmierciożercy nie zrozumieli, co oznaczała jego obecność na inicjacji. Tylko Lucjusz wiedział, kogo zabrakło.

Po tym, jak ramię jego syna zostało boleśnie naznaczone, a on sam odprowadził go już do domu, został wezwany przez Czarnego Pana, który pokazał mu otrzymany list. Z początku był zdumiony, że chłopak postanowił wyjawić Riddle'owi swój prawdziwy wiek. Dopiero gdy zrozumiał drugie dno kryjące się za tym listem, pojął, jak genialny był to ruch ze strony Izara.

Wraz z Czarnym Panem doszli do wniosku, że chłopak próbuje kupić sobie trochę czasu.

Nie dowiedział się jednak niczego więcej o opinii swojego Pana na ten temat. Poza zdecydowanym nakazem przyniesienia mu akt Krukona, Tom Riddle nie wspomniał więcej ani słowem o Izarze Harrisonie.

Nie było to zbyt zaskakujące. Czarnoksiężnik nigdy nie okazywał nikomu swoich zainteresowań, emocji, a już na pewno nie ludzi, których faworował. Lucjusz był wystarczająco sprytny, by dostrzec niezdrową obsesję, którą Riddle obdarzył czternastoletniego Krukona. Pomijając już zręczne unikanie tematu chłopca przez Czarnego Pana, Malfoy doskonale wiedział, że gdyby nie ta szczególna obsesja, Izar już dawno zostałby zamordowany za tak bezczelne odrzucenie propozycji przyjęcia Mrocznego Znaku.

Biorąc pod uwagę, że Riddle postanowił wgłębić się w temat tego osamotnionego ucznia z mugolskiej rodziny, Izar Harrison musiał być najwyraźniej dla niego czymś więcej niż zwyczajnym sojusznikiem.

Czym jednak?

- Wejść. - Usłyszał głos mężczyzny dochodzący zza zamkniętego gabinetu. Lucjusz obrzucił chłodnym spojrzeniem biurka otaczające biuro, zanim wszedł do prywatnego gabinetu Starszego Podsekretarza Ministerstwa Magii.

Delikatnie zamknął za sobą drzwi, obserwując stos dokumentów i akt pietrzący się na biurku Toma Riddle'a. Mężczyzna siedział pochylony nad skrawkiem pergaminu, bezużyteczne okulary zsunęły mu się z nosa, a trzymane w ręce pióro poruszało się z zadziwiającą gracją. Lucjusz odchrząknął, ściskąjąc ubranymi w rękawiczki dłońmi akty chłopaka.

- Mam dokumenty, o które prosiłeś, Panie - wycedził, nie mogąc się doczekać, by poznać opinię Czarnego Pana na temat informacji w nich zawartych.

Na ułamek sekundy mężczyzna zamarł, by natychmiast wrócić do pisania.

- Dotyczące chłopca?

- Dotyczące chłopca - odpowiedział cicho blondyn.

Z gardła mężczyzny wydarł się dźwięk mający oznaczać kompletny brak zainteresowania, po czym czarodziej machnął ręką w stronę stosu innych dokumentów.

- Połóż je tam, może później do nich zajrzę. - Z jego postawy biła obojętność, którą tak starał się udawać. Można wręcz było odnieść wrażenie, że akta stanowią dla niego jakiś kłopot, że są po prostu niechcianym problemem.

Usta Lucjusza ułożyły się w pełen zrozumienia wyraz, po czym blondyn uniósł brwi z rozbawieniem.

- Cóż, jeśli nie chcesz ich oglądać, mogę je po prostu zwrócić do archiwum. - Skinął głową pochylonej sylwetce Czarnego Pana, po czym odwrócił się na pięcie, by opuścić pomieszczenie. Jeśli się nie mylił, Riddle powinien był go zaraz...

- Lucjuszu. - Rozległ się jedwabisty głos, nabrzmiały wyczuwalnym ostrzeżeniem. - Powiedziałem przecież, że potem się im przyjrzę. Natychmiast je tu połóż.

Usuwając z twarzy pełen samozadowolenia uśmieszek, mężczyzna odwrócił się i podszedł do biurka. Celowo unikając spojrzenia swojego Pana, położył dokumenty dokładnie na świeżo zapisanym kawałku pergaminu.

- Mój Panie, najlepiej będzie, gdy przejrzysz je od razu. Dostałem je tylko na godzinę. - Niezależnie od faktu, że znajdowali się w strzeżonym gabinecie Czarnego Pana, mężczyzna mówił ściszonym głosem.

- Gdybym życzył sobie, byś trzymał mnie za rękę w trakcie lektury, sam bym cię o to poprosił. - Pomimo tych słów Riddle odłożył pióro i zwrócił się w stronę akt. Pierwszą rzeczą, której się przyjrzał była data urodzin umieszczona w górnej części dokumentu. Zgodnie ze słowami chłopaka, wskazywały na wiek czternastu lat - wkrótce już piętnastu. Na ustach Czarnego Pana pojawił się szyderczy uśmiech.

Nie umknęło to uwadze Lucjusza.

- Nie chcę być zbyt zuchwały mój Panie, ale sądziłem, że potencjał wykazywany przez chłopaka w tym wieku wzbudzi Twój podziw. Mimo to wydajesz się być... rozczarowany. - Wiedział, że stapa po cienkim lodzie. Musiał sobie przypomnieć, że mężczyzna siedzący przed nim nie był tylko zwykłym politykiem.

- Lucjuszu, gdybym chciał byś wiedział, czemu jestem rozczarowany wiekiem tego chłopca, chyba sam bym Ci o tym powiedział - warknął Riddle. Brązowe oczy rzuciłu mu szybkie, ostre spojrzenie. - Uważaj do kogo i jakim tonem się zwracasz. Nie imponujesz mi swoimi obserwacjami.

Lucjusz pochylił głowę, skupiając wzrok na pergaminie przed sobą. Akta nie były zbyt obszerne, jak i większości pozostałych uczniów. Dostrzegł jednak róg zdjęcia wystający z dołu. Wykrzywił usta.

Riddle przewrócił stronę, śledząc oczami wyniki SUMów.

- Najlepsze wyniki, w takim wieku. Rozumiem, że to dzięki temu pozwolili mu ominąć rok nauki?

Lucjusz kwinął krótko głową. - Żaden z uczniów piątego roku nie uzyskał wyższych wyników. Chłopak ma wielki talent. Pomimo tego pozostaje w cieniu. Bardzo to nietypowe, by mugolak z takim zapałem pogłębiał swoją wiedzę dotyczącą czarodziejskiego świata. Z tego co mówił mi Draco, Izar nie ma w szkole żadnych bliższych znajomych.

-Nie wydaje się typem człowieka, który biega po szkole z zadartym nosem - mruknął Tom, przewracając stronę i trafiając na dostrzeżone wcześniej przez Lucjusza zdjęcie. Malfoy wytężył wzrok, dostrzegając, że fotografia była standardowym identyfikatorem pracownika Minsterstwa Magii.

- Chłopak pracuje w Minsterstwie? - zapytał podwyższonym z zaskoczenia głosem. Ten dokument został dołączony niedawno. Pod koniec zeszłego roku, gdy Lucjusz sprawdzał akta w związku ze zdumiewającymi wynikami SUMów, jeszcze go tam nie było.

Przyjrzał się zdjęciu. Izar stał, trzymając na wysokości piersi tabliczkę z numerem identyfikacyjnym. Fotografie wykonywane pracownikom Minsterstwa bardzo przypominały te robione więźniom w Azkabanie. Zdecydowanie. Blada twarz chłopaka odcinała się szczególnie na tle ciemnego otoczenia i płaszcza, który miał na sobie. Oczy mężczyzny tańczyły po ostrych rysach Krukona. Z przyjemnością obserwował tę twarz, nie musząc się w końcu martwić, że ktokolwiek dostrzeże jego nadmierne zainteresowanie.

Nadal podejrzewał, że Izar Harrison nie mógł być szlamą. Był zbyt przystojny - zbyt wyjątkowy - jak na czarodzieja o nieczystej krwi. Rysy jego twarzy były egzotyczne, wręcz uderzająco piękne. Nie czuł się głupio podziwiając Krukona. Nie, zawsze cenił sobie piękne rzeczy. Przypatrywanie się mu nie było niczym wstydliwym.

Gdyby nie wiedział, że to niemożliwe, powiedziałby, że Izar Harrison uderzająco przypomina...

- Departament Tajemnic - wyszeptał Czarny Pan. Jego palce postukiwały o fotografię, podczas gdy oczy spoczęły na nazwie wydziału widniejącej pod numerem identyfikacyjnym. - Powiedz mi, Lucjuszu, jakim cudem umknął ci fakt, że chłopak jest czternastoletnim Niewymownym?

Spojrzenie, które posłał mu Riddle sprawiło, że Malfoy cofnął się o krok.

- Nie wiedziałem tego, Panie. Czy to nie wyzyskiwanie? Praca w wieku czternastu lat jest wbrew prawu, jest nielegalna. Izar Harrison jest nieletni, nie posiada prawnego opiekuna, nie ma prawa pracować.

Tom wyjął fotografię z folderu, odwracając wściekły wzrok od Malfoya i skupiając go uśmiechającym się półgłębkiem chłopaku. Przez długą chwilę nic nie mówił, obserwując rysy chłopaka.

- Słuszna uwaga, Lucjuszu - powiedział powoli. - Jeśli to się wyda, Ministerstwa znajdzie się w kłopotliwym położeniu. Nie zamierzam tego jednak na razie ujawniać. Wolę to wykorzystać do własnych celów.

- W jaki sposób? - zapytał Lucjusz, obserwując, jak wskazujący palec Czarnego Pana niemal z troską gładzi policzek chłopaka.

- Jest wiele możliwości. Posiadam już jednego szpiega wśród Niewymownych. Czemu nie posiadać by dwóch? - Czarodziej westchnął miękko, zamykając akta. - Z drugiej strony, jeśli Niewymowni przyjęli dziecko do swojego grona, musieli mieć poważne powody. - Spojrzał ponownie na Lucjusza, unosząc brwi. - Popełniłem błąd, odwiedzając chłopaka zanim bliżej mu się przyjrzałem. Widzę teraz, że nie mam do czynienia ze zwykłym nastolatkiem, lecz dorosłym w ciele dziecka. Mimo wszystko muszę pamiętać, że tak czy siak on formalnie jest wciąż dzieckiem.

- Nadal zamierzasz się nim interesować? - zapytał Malfoy, rozumiejąc logikę, którą kierował się Czarny Pan. Rzadko trafiało się na tak wyjątkowy talent. Tom Riddle musiałby być głupcem, by nie wykorzystać swoich możliwości. - A może sądzisz, że Dumbledore i Ministerstwo już wyciągnęli swoje ręce po chłopca?

- Nie sądzę, by Izar był osobą, która łatwo podporządkowuje się komukolwiek. Jest raczej cichym liderem, na którego armię składa się tylko on sam. Jest samotnikiem, co rzadko zdarza się w naszych czasach. - Riddle oddał Lucjuszowi dokumenty, usta zaciskając w wąską linię. - Mimo to jestem pewny, że uda mi się zyskać chłopca dla siebie.

Malfoy odebrał akta, kiwając krótko głową.

- Wierzę w twoje umiejętności, mój Panie.

Brązowe oczy zwęziły się w zamyśleniu.

- Przypomnij mi, Lucjuszu, czemu tak interesuje cię ten chłopiec?

Blondyn odchrząknął i uniósł wyżej podbródek. - Coś mnie do niego przyciąga. Dokładnie tak samo, jak ciebie, Panie.

Czarny Pan zaśmiał się mrocznie, a oczy zajaśniały mu niebezpiecznie. - Miejmy nadzieję, dla twojego własnego dobra, przyjacielu, że nie dokładnie tak samo, jak mnie.

Lucjusz zmarszczył brwi, niepewny, jak zaregować lub co odpowiedzieć.

Co dla Izara Harrisona zaplanował Tom Riddle?

- Plany co do nadchodzącego semestru szkolnego się nie zmieniły? - Blondyn zmienił szybko temat, czując bolesne ukłucia w plecach pod badawczym spojrzeniem swojego Pana. - Draco jest niesamowicie podekscytowany i wdzięczny za zadanie, które mu powierzyłeś.

Tom zacisnął usta i uniósł je w lekkim uśmiechu. - Jestem gotowy, Lucjuszu, chociaż nieco zmodfikowałem swoje plany.

Wyraz twarzy Lucjusza nie zmienił się, wiedział jednak w duchu, jak wobec tego potoczą się wydarzenia. Draco będzie niepocieszony.

Spod półprzymkniętych powiek obserwował, jak Czarny Pan wyciąga dłoń i stuka wskazującym palcem w akta Izara Harrisona. Drapieżny uśmiech przemknął przez usta mężczyzny, gdy rzucił Lucjuszowi szydercze spojrzenie.

- Chcę, by to on wykonał nasz plan.


Izara zamknął za sobą drzwi, otrząsając się z obrzydzeniem. Potrzebował trzech dodatkowych dni na dokończenie Zmieniaczy Czasu. Dziś w końcu je skończył, jednak Owen Welder nie był zbyt zadowolony z wyników jego pracy.

- Trzy dni po terminie, panie Harrison. Jestem nieco rozczarowany.

Na szczęście zbliżał się koniec tygodnia. Jutro sobota, więc nie musiał pojawiać się w pracy. Może odpocząć w sierocińcu. Jakże... ironicznie. To miejsce raczej nie kojarzyło się mu z odpoczynkiem, w tym momencie wolał jednak znajdować się tutaj, niż w Ministerstwie, pracując nad kolejnymi Zmieniaczami Czasu. Owen nic nie wspomniał na ten temat, podejrzewał więc, że od poniedziałku będzie mógł się zająć własnymi projektami.

To sprawiło, że myśl o powrocie do pracy znów stała się kusząca. Nie liczył jednak na wiele. Owen na pewno znów go do czegoś przydzieli.

Przynajmniej nie będzie musiał w trakcie weekendu martwić się o czarodziejską politykę. Nie dochodziły go ostatnio żadne słuchy o Tomie Riddle'u, nie spotkał też nigdzie mężczyzny. Louis nigdy nie powrócił ze spotkania. Wielce rozczarowało to Izara, lecz przynajmniej zdjęło z jego ramion chociaż część ciężaru. Nigdy już nie będzie musiał zastanawiać się, jak to jest stać się poplecznikiem kogoś tak potężnego, jak Riddle.

Prostując się, zaczął zmierzać w stronę wyjścia, gdy nagle jego wzrok przykuła Sala Śmierci. Zdecydowanie nie powinien tam wchodzić. Pomijając już, że nie miał do niej oficjalnego dostępu, wciąż obawiał się, że tajemnica Zasłony zbyt go pochłonie.

Grafitowo-zielone oczy zbadały okrągły korytarz, zanim ich właściciel podszedł do sali. Szybko, zanim zdążyłby zmienić zdanie, przyłożył dłoń do drzwi, czekając, aż te odczytają jego dane i otworzą się.

Wszedł do sali, a jego ciałem wstrząsnęły niekontrolowane dreszcze, wywołane nagłym spadkiem temperatury. Gdyby światło nie było tak przydymione, mógłby zobaczyć swój oddech. Uśmiechnął się miękko, wchodząc w głąb pomieszczenia. Stopy ślizgały się z gracją po nierównej posadzce z kamienia, gdy zmierzał na środek sali. Pomieszczenie miało formę kwadratu, niewielkie światło skierowane było w stronę podium, gdzie łuk stał skąpany w niezwykłym blasku.

Stojącego we wnęce Izara całkowicie pochłonął ten widok. Kamienne stopnie prowadziły w dół, w stronę podium, w którego centrum stał dumnie stary łuk - Zasłona. Postanowił pozostać na górze, z dala od niej, na wypadek, gdyby jego ciekawość zbytnio wzrosła.

Przykucnął na szczycie, obrzucając chciwie spojrzeniem postrzępioną kurtynę zwisającą z łuku. Jego palce pieściły w ciemności nierówne kamienie, obserwując, jak czarna zasłona łopocze w bezwietrznej sali. Jeśli wsłuchać się wystarczająco uważnie, można wręcz było usłyszeć szorstkie szepty dochodzące z wnętrza łuku. W oczach Izara cała konstrukcja była absolutnie zachwycająca. Widok zasłony wywoływał przyjemne dreszcze i nieopanowaną potrzebnę zrozumienia tego starego zabytku architektury.

W pomieszczeniu panował półmrok. Gdy chłopak oderwał w końcu oczy od łuku na tyle długo, by móc przyjrzeć się sali, natychmiast przypomniała mu sale rozpraw, które widział zwiedzając Ministerstwo. Wiele kamiennych ław ciągnęło się wzdłuż całej długości pomieszczenia, prowadząc w stronę podium.

Wszystko w tej sali było ciche, nieruchome i zimne.

- Piękne, prawda?

Izar wstał, zdumiony widokiem kobiety siedzącej na jednej z ław prowadzących w dół. Był tak zafascynowany łukiem, że nie rozejrzał się wystarczająco dobrze, by ją dojrzeć.

Cofnął się, obserwując ją. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mu się w oczy było to, jak mogłaby być piękna, gdyby nie jej zmęczenie i chudość. Była krucho wyglądającą kobietą, o długich, rudych włosach i porcelonowo białej skórze. W dłoniach trzymała rolkę pergaminu. Zauwazył, że ręce miała wyjątkowo długie i szczupłe. Kościste nadgarstki podkreślały jej niedowagę. Wyglądało na to, że niezbyt o siebie dbała. Owszem, była schludna, ale sprawiała wrażenie, jakby kompletnie nie obchodziło jej to, jak wygląda.

Zwiotczałe włosy opadały na jej ostre rysy, podkreślając pełne cierpienia spojrzenie. Usta ścisnęła w cieńką linię, studiując jego sylwetkę w odpowiedzi na jego badawczy wzrok.

- Prawda - odparł chłopak miękko, niemal czując, jak jego głos przemierza całą długość sali. - Rozumiem, że to twoja specjalizacja?

Magia kobiety nie była nadzwyczaj potężna czy niezwykła. Widywał już silniejsze. Mimo to, w jakiś sposób wydawała się bardzo znajoma.

Uśmiechnęła się lekko, omiatając wzrokiem jego sylwetkę, niemal zatapiając się w tym widoku.

- Dobrze rozumiesz. - Odwróciła na chwilę wzrok. Izar obserwował jej profil i miękki wyraz twarzy. Wyglądała na wyjątkowo zmęczoną lub nieszczęśliwą. Po chwili jej rysy znów stwardniały, a ona ponownie zwróciła twarz w stronę chłopaka. - Jestem Lily Potter. Ty musisz być Izarem Harrisonem.

To nie było pytanie. Krukona w najmniejszym stopniu nie zdziwiło, że znała jego dane. Większość Niewymownych została poinformowana o jego przybyciu zanim jeszcze po raz pierwszy postawił tu swoją stopę.

- Twój mąż nazywa się James, tak? Jest aurorem. - Jak we mgle przypomniał sobie, co czytał o Jamesie Potterze. Wyglądało na to, że był całkiem przyzwoitym czarodziejem, który w czasach swojej młodości złapał wielu parających się czarną magią czarodziejów.

- Owszem. - Izar zauważył, że bardzo starała się na niego nie patrzeć. - Jak sam widzisz, ja wybrałam ten mroczniejszy obszar wiedzy. - Zawahała się, jakby wcale nie chciała poznać odpowiedzi na pytanie, które zamierzała zadać. - Rozumiem, że masz podobnie? Niewielu ludzi, a zwłaszcza dzieci, postrzega Zasłonę jako coś wspaniałego.

Izar zamruczał, odwracając od niej wzrok i ponownie spoglądając na stojący na dole łuk.

- Bardzo mnie on intryguje. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł rozpocząć badania nad Zasłoną. - O dziwo, bardzo łatwo się z nią rozmawiało. Nie to, że ta rozmowa sprawiała mu przyjemność, ale też nie przeszkadzała specjalnie. Być może dlatego, że znajdował się w Sali Śmierci, esencji spokoju.

Lily powstała z siedzenia, wsuwając do teczki kilka rolek pergaminu. Przełożyła pasek przez ramię i przeszła kilka stopni w górę, zmierzając w stronę wyjścia z sali i stojącego tam Izara.

- Być może mogłabym pomówić z Owenem Welderem na temat przeniesienia cię tutaj. - Uwadze Izara nie uszedł ton jej głos, nieco niepewny, jakby sama nie mogła uwierzyć w to, co właśnie mu proponuje. - Pracujesz tutaj tylko w trakcie lata?

Wyglądało to tak, jakby chciała porozpieszczać Izara. Na parę tygodni z nim tutaj utknie, a po wakacjach problem sam się ulotni.

Oczy chłopca nieco się zwęziły. Nie lubił, gdy ktoś traktował go jak dziecko.

- Dziękuję, pani Potter, ale chyba zrezygnuję. Jeśli będę chciał tu pracować, sam udam się do pana Weldera.

Rzucił jej chłodne spojrzenie, po czym kiwnął głową i udał się w stronę wyjścia z sali.

Doprawdy.

Najwyraźniej Lily Potter, tak jak i reszta dorosłych, była zdania, że Izar nie powinien był zostać Niewymownym, że jest niegodny zdobywanej tu wiedzy. Nikt nigdy nie traktował go poważnie, niezależnie od tego, jak wysokie noty z egzaminów otrzymywał. Sądzili, że jego pobyt tutaj jest zwykłym dowcipem.

Kiedyś udowodni im, jak bardzo się mylili.


Docierając do sierocińca zrozumiał w końcu, że jego życie nigdy nie będzie nawet względnie normalne.

Gdy tylko postawił stopę w budynku, podbiegł do niego mały chłopiec, mogący mieć nie więcej niż dziesięć lat. Krukon popatrzył na niego chłodno, na ustach grał mu uśmiech szyderstwa z małego mugola.

- Izar. - Oczy chłopca błyszczały z podniecenia. - Louis wrócił!

Chłopak przystanął nagle, cały sztywniejąc.

Odkąd tydzień temu Louis zniknął, cały sierociniec był wytrącony z równowagi. Wszystkie miejscowe autorytety wyruszyły na poszukiwania, tylko po to, by wrócić z pustymi rękami. Izar był pewien, że Tom Riddle zabił mugola, ale najwyraźniej się mylił.

- Był cały pokryty we krwi i mógł ledwo chodzić! - wyrzucało z siebie dziecko, oddychając szybko z podniecenia. - Jakiś mężczyzna dał mi to i kazał przekazać tobie.

Podsunął Izarowi pod nos zwinięty skrawek papieru. Czując, jak puls nagle mu przyspiesza, sięgnał po niego i powoli rozwinął. Na pergaminie pojawiły się tylko trzy słowa, napisane eleganckim charakterem pisma.

Niech tak będzie.

Zmarszczył brwi, nic jednak nie mógł poradzić na wywołany podziwem uścisk w żółądku. A więc Czarny Pan był na tyle sprytny, by zrozumieć, że Izar chciał w najprostszy sposób pozbyć się swojego słabego punktu. Nieco bardziej umocniła się pozycja mężczyzny w oczach Izara.

I nawet jeśli ta krótka wiadomość mogła ze sobą nieść nieskończenie wiele znaczeń, Izar wiedział jedno.

Czarny Pan zdecydowanie o nim nie zapomniał.