Rozdział IV - "Rozmowa"
Minęło sporo czasu, od kiedy Garrus uspokoił się i położył na jednym z łóżek w kwaterach załogi. Inni proponowali mu, żeby zdrzemnął się w pokoju pani komandor, ale on nie był na to gotowy. Miejsce, z którym miał tyle miłych wspomnień, w tym momencie dobiło by go i odebrało mu resztki chęci do życia. A było to ostatnią rzeczą, której teraz potrzebował.
Kiedy tak leżał i rozmyślał o wydarzeniach z ostatnich dni, do pokoju weszła Liara. Usiadła na jednym z łóżek, spojrzała na niego, posłała mu coś w rodzaju pokrzepiającego uśmiechu - jeśli można to było nazwać uśmiechem - i położyła się na materacu. Nie był specjalnie wygodny, ale jak na wojskowe warunki i tak nie prezentował się najgorzej.
Upłynęła chwila, kolejna, a turianin i asari leżeli w ciszy. Żadne z nich nie wiedziało od czego zacząć rozmowę, żadne też nie było pewne czy w ogóle chce ją zaczynać.
- Wiesz czego będzie mi brakować najbardziej? - powiedziała asari, przerywając zaległą w pokoju ciszę. - Najbardziej będzie mi brakować jej pewności siebie i tego, z jaką łatwością przychodziło jej właściwe postępowanie. Tego jak bez wahania była gotowa skoczyć w ogień w imię dobra drugiej osoby.
- Tak - Garrus ponownie wyobraził sobie ich ostatnie spotkanie. - Czasem mam wrażenie, że te właściwe postępowanie miała zapisane w DNA. - odetchnął i spokojnie kontynuował. - Nie było i nie będzie drugiej takiej osoby, która była w stanie tyle poświęcić dla zapewnienia galaktyce pokoju.
Po tych słowach w pokoju ponownie zapanowała cisza, którą po kilku minutach przerwał turianin.
- Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego pocałunku. - Liara położyła się na boku, głowę oparła na swojej ręce i z zaciekawieniem spojrzała wprost na Garrusa. Turianin kontynuował historię - Po tym jak Shepard pojawiła się na Menae w czasie walk ze Żniwiarzami, poczułem jak spada mi wielki kamień z serca. Przez cały czas, od kiedy musiała się udać na Ziemię, martwiłem się, czy jeszcze kiedyś ją zobaczę, czy dane nam będzie spędzić ze sobą jeszcze odrobinę czasu. Kiedy zaproponowała mi miejsce na Normandii nie zastanawiałem się ani przez chwilę. Może zabrzmi to śmiesznie, ale w tamtym momencie nie martwiłem się o mój dom, o atak Żniwiarzy, ale o to czy ona nadal coś do mnie czuje.
- Nie uważam, by było to głupie - odpowiedziała Liara.
- Dziękuję… - Garrus spojrzał na nią, po czym jego wzrok powędrował z powrotem w stronę sufitu. - Kiedy po powrocie odwiedziła mnie po raz pierwszy w centrali artyleryjskiej - miałem ochotę ją złapać, przytulić i nigdy więcej nie puścić. Ale najpierw musiałem wiedzieć, czy i ona nadal coś do mnie czuję. Kiedy powiedziała, że nie zapomniała naszych wspólnych chwil, pod wpływem tych wszystkich emocji, słowa zaczęły mi się plątać. A ona widziała jak temu zaradzić - kiedy pocałowała mnie po raz pierwszy, byłem już pewien, że na pewno jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Wiedziałem, że to właśnie z nią chcę spędzić resztę mojego życia - Garrus ponownie odetchnął.
- Co było dalej? - w głosie Liary było słychać nutkę ciekawości.
- Przez te wszystkie działania nie mieliśmy dla siebie za dużo czasu. Kiedy tylko udało nam się znaleźć chwilę wytchnienia, rozmawialiśmy, tak długo, jak było to możliwe. Każda taka rozmowa dawała mi siłę do dalszych działań.
Mam nadzieję, że i ja mogłem być dla niej oparciem… Ale co było dalej, więc kiedy byłem już pewien, że Shepard to ta jedyna, postanowiłem, że zrobię dla niej coś miłego. Coś co na chwilę odwróci jej uwagę od ciągłej walki o los galaktyki. Byliśmy na Cytadeli - wspomnienie tego miejsca wywołało w nim ukłucie bólu, które starał się zamaskować - zabrałem ją na szczyt Prezydium.
Zapytałem się jej czy jest gotowa zaangażować się w ten związek i przestać oglądać się za innym turianami - Garrus zaśmiał się. - A ona odpowiedziała, że jedyne co pozwoliło jej przetrwać rozstanie z Ziemią, to myśl, że gdzieś w kosmosie jestem ja… I że mnie kocha, po czym znowu się pocałowaliśmy - po tych słowach Garrus zamilkł, a po jego poliku spłynęła samotna łza.
- Garrus - Liara wstała z łóżka i usiadła obok niego - wiem, że to słowa nic nie zmienią, ale tak bardzo mi przykro. - po czym dotknęła dłonią jego ramienia. Turianin wzdrygnął się, spojrzał spokojnie na przyjaciółkę. Asari cofnęła dłoń, lekko speszona. Nie chciała, żeby jej gest był źle odebrany. Próbowała tylko wesprzeć przyjaciela. Ale Garrus nie wydawał się zły, wstał z łóżka i podszedł do szyby, z której miał niezły widok na przestrzeń kosmiczną. Wpatrzony w mijaną planetę, nie umiał przypomnieć sobie jej nazwy, rozmyślał o ostatnich chwilach z ukochaną, o tym co mógł powiedzieć, żeby sprawić, by została razem z nim.
Liara postanowiła zostawić go w spokoju, nie chciała być natrętna, zwłaszcza wtedy, kiedy widziała, że Garrus potrzebuje chwili samotności.
Była już przy drzwiach, kiedy usłyszała jego głos:
- Żałuję, że z nią nie zostałem. Żałuję, że to ona zginęłą, a nie ja. Żałuję, że nic nie zrobiłem, żeby ją zatrzymać… - po tych słowach zamilkł, a Liara ponownie nie wiedziała co odpowiedzieć. Dopóki w jej głowie nie ukształtowała się pewna myśl.
- Czego jak czego, ale jednej rzeczy jestem pewna - chociaż Garrus się nie odwrócił, była pewna, że ją słucha. - Kochała cię i chciała żebyś był bezpieczny. Żebyś mógł żyć i o niej pamiętać - po tych słowach wyszła z pokoju, zostawiając go samego z jego myślami.
