"Witness"
Autor: truska93
Rozdział 3
Edward
„Nasza przeszłość nadaje kształt naszej przyszłości."
Przed nami stali Volturi we własnej osobie. Wszyscy, prócz Demetriego, który stracił życie przez Bellę, patrzyli na nas złowrogo. Ustawiliśmy się wzdłuż całego pokoju, by czasem ktoś nie prześlizgnął się na górę.
Witam was, drodzy przyjaciele – odezwał się Aro. Na jego twarzy gościł ironiczny uśmieszek.
Jacy przyjaciele? Przybyliście w nieco innej sprawie niż odwiedziny znajomych. Uważacie nas za zdrajców – odpowiedziałem.
Oh, co za uroczy chłopaczek –przekrzywił teatralnie głowę.
O co chodzi? – spytał grzecznie Carlisle.
Podejrzewamy, że ukrywacie w tym miejscu człowieka.
To jakiś absurd. Gdyby w pobliżu był jakikolwiek człowiek, na pewno dawno zostałby sprzątnięty.
Co za poczucie humoru – zadrwił Kajusz. Cały czas świdrowałem ich wzrokiem. Jednak musiałem na chwilę przestać, bo Emm planował coś niemądrego. Popatrzyłem na niego i pokręciłem przecząco głową.
Chcielibyśmy jednak – zaczął Aro, chodząc po pokoju w tę i z powrotem – sprawdzić, czy mówicie prawdę.
Nie wierzycie nam? Po co mielibyśmy chronić kogoś, kto dostarcza nam pożywienia? – spytała Rose. Inni jej przytaknęli.
Ach, belissima, zrozum, procedury – oznajmił z uśmiechem Aro.
Skoro tak – wtrąciła Esme – to pewnie wiecie, że tylko jeden z trzech barci może to zrobić? – nie zrozumiałem o co jej chodzi. Spojrzałem na nią i wyłapałem z jej myśli: Zaufaj mi. Nie miałem wyjścia. Zgodziłem się.
Mówisz? – syknął Marek.
Stop bracie! – Aro uniósł jedna dłoń w górę, dając mu znak, żeby się uciszył. – Ta pani ma rację. Ja pójdę sprawdzić – powiedział i zrobił krok w przód. Reszta zrobiła to samo. I wtedy Emmett nie wytrzymał. Rzucił się na Felixa. Głośny huk rozległ się po mieszkaniu. Nikt nie zdążył zareagować.
W końcu udało nam się ich rozdzielić. Mało brakowało, a doszłoby to bitwy. Emmett i Felix poprawili swoje ubrania i spojrzeli na siebie złowrogo. Aro tylko zaśmiał się krótko.
Później się policzymy Felixie. A teraz idę sprawdzić. Zostańcie tu. Nic mi nie grozi – oznajmił. Nikomu ze straży Volturi nie podobał się ten pomysł ale posłusznie zostali na swoim miejscu.
Aro ruszył powoli przed siebie. Przez cały czas głęboko oddychał, sprawdzając, czy czasem nie czuć obcej woni. Każdy jego krok był śledzony przez resztę. Esme powoli poszła za nim. Miałem nadzieję, że facet się nie zorientuje, że na górze jest dziewczyna.
Kiedy jeden z trzech braci Volturi dotarł do schodów, pozostała nasza rodzina zamarła. Oto przed nami chwila prawdy. Zaraz okaże się, czy udało nam się ukryć człowieka.
Aro szedł przed siebie. Nagle zatrzymał się na końcu schodów i zaczął dziwnie poruszać nosem. Skrzywił się. No to po nas.
Droga gospodyni – zwrócił się do Esme – mogłaby pani używać mniej odświeżaczy powietrza. Strasznie mocno pachną. Gdyby to było możliwe, moje oczy łzawiłyby teraz – dokończył, po czym wrócił na dół. Uniosłem brwi. Nie wyczuł Belli?
Bardzo lubię ten zapach. Nam on nie przeszkadza – odpowiedziała.
Cóż, nie mamy tu czego szukać moi drodzy bracia. Nasi przyjaciele są niewinni – powiedział Aro do reszty Volturi.
To nieprawda! Oni coś ukrywają! – krzyknął Felix.
Spokojnie. Gdyby tak było, wiedziałbym o tym. A teraz –zwrócił się do nas – żegnajcie moi kochani i przepraszamy za najście – skłonił się teatralnie.
Nie szkodzi. Jeśli coś niepokojącego znajdziemy, poinformujemy was – powiedział Carlisle.
Dziękujemy, ale będzie lepiej, jeśli sami się tym zajmiemy.
Dobrze.
Wszyscy członkowie klanu Volturi wycofali się do wyjścia. Kiedy jako ostatni wychodził Felix, odwrócił się w naszą stronę i skrzywił się. Zaśmialiśmy się krótko. Pewnie myślał, że śmiejemy się z niego, więc szybko dołączył do reszty.
Mam rozumieć, że się udało? – spytałem.
Tak, udało nam się – odpowiedziała Esme. Po tych słowach cieszyliśmy się jak dzieci. Każdy z osobna wyściskał naszą przyszywaną matkę za genialny pomysł.
A mówiłam, że się nam uda. Musicie bardziej mi ufać – zaśmiała się.
Oczywiście kochanie – powiedział Carlisle i skradł jej całusa.
A co z Bellą? – spytała Alice. Kurczę, na śmierć o niej zapomnieliśmy.
Ja do niej pójdę – zgłosiła się Rosalie.
Pobiegła na górę. Po chwili zaczęła krzyczeć z góry.
Carlisle, chodź tu szybko! Bella jest nieprzytomna!
Esme, podaj mi moją teczkę – rzucił do swojej żony. Ta podała mu torbę lekarską i czym prędzej pobiegł na górę.
Co z nią się stało? – spytała zdenerwowana Alice.
Nie wiem. Poczekamy, zobaczymy – miałem rację. Trzeba czekać…
Bella
Z oddali wołały mnie dwa głosy – kobiecy i męski. Z każdą sekundą stawały się coraz wyraźniejsze oraz bardziej znane. W końcu spróbowałam otworzyć oczy. Lekko uniosłam jedną powiekę i ujrzałam zatroskaną blondynkę i uroczego mężczyznę. Kojarzyłam ich, ale nie wiedziałam, skąd.
Bello, słyszysz mnie? Otwórz oczy – powiedział męski głos.
Carlisle, co z nią? Wygląda strasznie.
Wygląda na to, że jest w głębokim szoku. Straciła przytomność kilka minut temu.
To dlatego była tak cicho…
Więcej nie słuchałam ich rozmowy na mój temat. Ale jedno mnie zastanawiało – dlaczego oni się o mnie martwią? Kim ja dla nich jestem? Postanowiłam na razie nie zaprzątać sobie głowy tymi myślami. Znów popłynęłam w niebyt…
Obudziłam się w jakimś dużym łóżku. Byłam przebrana w schludną koszulę, która nie należała do mnie oraz leżałam przykryta kołdrą. Pewnie dziewczyna o blond włosach położyła mnie do łóżka – pomyślałam.
Wstałam i podeszłam do drzwi. Uchyliłam je lekko. Za nimi stała drobna osóbka, która podlewała stojące na stoliku kwiatki. Kiedy uchyliłam drzwi bardziej, odwróciła się w moją stronę i uśmiechnęła.
O już wstałaś Bello. Jak tam noc? – spytała. Skąd ona wie, jak mam na imię?
Yyyy, dobrze, dziękuję. Gdzie jest łazienka?
Tutaj – pokazała na drzwi obok pokoju.
Dzięki – odpowiedziałam i prześliznęłam się koło niej do pomieszczenia obok.
Przeglądnęłam się w lustrze. Miałam poczochrane włosy i małe sińce pod oczami. Przemyłam ostrożnie twarz i wtuliłam ją w miękki ręcznik, który wisiał obok lustra. Powoli przypominałam sobie wczorajszy dzień. Wiem, że… ach, znowu zapomniałam. Lepiej zejdę na dół, może uda mi się coś przypomnieć…
Wróciłam do pokoju w którym spałam i przeczesałam go wzrokiem. Obok łóżka, na małym fotelu leżały moje ubrania. Chwyciłam za nie i czym prędzej przebrałam się. Po dokończonej porannej toalecie zeszłam na dół.
W salonie zastałam blondynkę, która martwiła się o mnie wczoraj. Siedziała na kanapie z pilotem w ręce i przeglądała kanały w telewizji. Nie bardzo ją to interesowało. Nieśmiało podeszłam i usiadłam obok. Gdy mnie zobaczyła, rozpromieniła się. Moje kąciki ust lekko powędrowały w górę.
Nie musisz się już martwić Bello – powiedziała.
Czym? – spytałam zdezorientowana.
No… wczoraj udało nam się zmylić Volturi. Nie będą cię tu szukać.
Acha – zamyśliłam się. Po głowie krążyły mi miliony wspomnień, ale wczorajsze za nic nie mogłam sobie przypomnieć.
Wszystko w porządku?
Tak, tylko… - zaczęłam.
Tak?
Nie mogę sobie nic przypomnieć. Nie wiem, co ja tu robię, kim jesteście i ci cali Volturi czy jakoś tam. Zupełnie jakbym miała pustkę w głowie.
Oh – wyszeptała i sięgnęła do kieszeni spodni. Wyciągnęła małą komórkę. – halo? Carlisle? Mam mały problem z Bellą… Nie, nic jej nie jest, tylko ma problemy z pamięcią… Acha… Ok… Dzięki… Do zobaczenia – i rozłączyła się.
Jakiś problem?
Nie, Carlisle mówi, że możesz mieć małą amnezję. Byłaś wczoraj strasznie skołowana i omdlenie mogło właśnie ją wywołać – powiedziała blondynka.
Ale to minie, prawda? – spytałam po chwili.
Oczywiście. A tak w ogóle to jestem Rosalie jakbyś nie pamiętała.
Spróbuję zapamiętać – uśmiechnęłam się. Dziewczyna odwzajemniła go.
Do końca nie rozumiałam, o co chodzi w tym wszystkim. Miałam głęboką nadzieję, że wkrótce wszystko się jakoś wyjaśni…
Edward
Przez okrągły tydzień patrolowaliśmy okolicę. Nie wierzyliśmy do końca Volturi. Jak nic Felix mógł zostać i pilnować nas. Ale na szczęście w pobliżu nikogo nie znaleźliśmy…
Rodzice Belli cały czas ją szukają. Policja nawet węszyła w pobliżu naszego domu, ale są tylko ludźmi i jak to oni maja swoje poglądy. Mieszkańcy Forks umanili sobie, że w miejscu, gdzie mieszkamy straszą duchy. I dlatego w te okolice nikt z turystów się nie pakuje…
Ostatnio jednak niepokoją nas informację z Port Angeles. Tam kilku ludzi zaginęło. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Wczoraj w lokalnej gazecie był artykuł, który opisywał znalezienie ciała jednego z zaginionych. Z opisu wynika, że to robota jednego z nas. I tu dlatego się obawiamy…
Krótko do was, czyli czytelników:
Mam ostatnio brak czasu i pomysłów na ten FF i nie wiem, czy mam go kontynuować. Decyzja należy do was moi drodzy. Zbliżają się wakacje i mam w szkole dużo zaliczeń. Do tego dochodzi dramatyczna sytuacja w mojej miejscowości i okolicach. Teraz chce się skupić na końcówce My Hero Vampire. I właśnie nie wiem, czy druga jego część powstanie na wakacjach, gdyż właśnie na nich chcę się skupić na mojej autorskiej książce, którą zamierzam wydać
Mam nadzieje, że poradzicie mi jak najlepiej i jakoś to przejdzie. Buziaki dla was;):*
