Danny stał się jego kumplem. Stiles nie był pewien, kiedy dokładnie to się stało, ale pewnie jakoś w dwa dni po imprezie. Mahealani przywitał się z nim na parkingu i nawet wymienili kilka wewnętrznych żartów dotyczących wieczoru na studenckim kampusie. Co prawda Stiles niemal całą imprezę przesiedział u Iana w pokoju, bynajmniej nie marnotrawiąc czasu o czym świadczyły malinki na jego karku, ale co nieco zdążył zobaczyć.
- Ten koleś na trawniku… Nie wiedziałem, że można tyle wypić – parsknął Danny z niedowierzaniem.
- Stary, myślę, że laska, która wmanewrowała go w bitwę na kieliszki była Rosjanką. Nie miał szans – odparł Stiles, ignorując Scotta, który uparcie wpatrywał się w jego szyję. – Na Boga, po to mam dzisiaj ten cholerny sweter – mruknął pod nosem, wiedząc, że przyjaciel i tak usłyszy.
McCall, jednak nie odwrócił oczu i dalej przewiercał wzrokiem cienki materiał.
- Ian się przyssał? – spytał Danny unosząc sugestywnie brwi.
Stiles nie mógł powstrzymać rumieńca, który przykrył jego policzki.
- Tak jakby – powiedział wyjmując z szafki książki.
Scott przewrócił oczami i prychnął z niedowierzaniem. Danny spojrzał na niego lekko zaskoczony tą lekko nieprzyjazną reakcją, ale szybko wszystko poszło w zapomnienie, bo dzwonek oznajmił im, że czas na kolejną lekcję.
Stiles w tym czasie rzucił okiem w stronę Isaaca, który chyba tylko siłą woli powstrzymywał się przed tym, żeby czegoś nie powiedzieć, chociaż przecież stał po drugiej stronie korytarza. Stilinski wiedział, że wataha do innego wilkołaka podejdzie z rezerwą, ale Ian był cywilizowany. Nie należał do grupy szalonych omeg albo spragnionych nowego terytorium alf. Był cholerną betą, jak każdy z nich za wyjątkiem Dereka, więc powinni zrozumieć, że nie jest bardziej zwierzęciem niż oni.
Hale zresztą nie odzywał się do niego od pewnego czasu, ale Stiles i tak czuł, że Derek jak zawsze trzyma rękę na pulsie. Odkąd Scott dołączył do jego watahy, alfa miał na bieżąco informacje o wszystkim, co działo się w Beacon Hills. McCall bez litości wykorzystywał swoją znajomość z Deatonem i kontakty matki ze szpitalem.
Stiles nie twierdził, że to było złe – po prostu czasami obaj przesadzali.
Dzisiaj wieczorem u mnie - przeczytał wyciągając telefon i westchnął, bo najmniej akurat po wspaniałym weekendzie miał ochotę na konfrontację z Derekiem albo – jeszcze gorzej – podejrzaną magiczną kreaturą.
ooo
Stiles zaparkował swoją dziecinkę na jedynym, wolnym miejscu i wszedł do środka nawet nie pukając. Derek stał oparty biodrami o poręcz schodów, ewidentnie czekając na niego. Pozostali rozrzucili się w salonie plotkując o przyszłym meczu lacrosse'a, który Stiles też miał przesiedzieć na ławce. Rozważał już nawet rezygnację z drużyny, ale czuł, że w ten sposób pozwoliłby Scottowi wygrać, chociaż McCall pewnie nie zauważyłby nawet, jak ostatnia jego uwaga go uraziła.
Wypakował zatem laptop i zamachał przyjaźnie do zebranych.
- Co tym razem znaleźliście? Sprawdzałem raporty z posterunku, ale żadnych podejrzanych zgłoszeń – zaczął, siadając na pustym krześle.
Derek przelotnie rzucił okiem na jego szyję, a potem spuścił głowę z dość nieczytelną miną.
- Widziałeś się z Turnerem – warknął Hale.
Stiles przewrócił oczami.
- Ściągnąłeś mnie tutaj, żeby rozmawiać o Ianie? Myślałem, że zakończyliśmy ten temat. Ian nie narusza twojego terytorium – przypomniał mu z westchnieniem.
Derek zaplótł dłonie na swojej klatce piersiowej, a potem spuścił ponownie głowę.
- Oddalasz się od watahy. Nie spędzasz czasu ze Scottem – odparł mężczyzna.
- Poważnie Derek? To nie jest moja wataha. Umówiliśmy się, że będę wam pomagał, ale nie możesz wtrącać się w to, z kim się przyjaźnię – warknął Stiles i spojrzał na McCalla, który próbował skurczyć się w sobie. – A jak chciałeś pogadać wystarczyło do mnie przyjść, chyba, że zapomniałeś już gdzie mieszkam. Pokłóciliśmy się, ale to nie znaczy, że przestałeś być moim przyjacielem. Wysyłasz do mnie wielkiego, złego alfę, żeby porozmawiał ze mną zamiast ciebie? – spytał retorycznie Stiles.
- Stiles, to nie tak – zaczął McCall słabo.
- Wiem, Scott, ale… - urwał, bo nie wiedział, co do końca miałby powiedzieć. W zasadzie nawet nie pokłócili się ze Scottem. Po prostu się oddalili. Nie wiedział, kiedy to się stało ani jak, ale prawda była taka, że odkąd McCall widywał się z Allison, wiele między nimi się zmieniło.
- Możesz być częścią watahy, Stiles – odezwał się nagle Derek.
Stilinski odwrócił się w jego stronę i zamarł.
- Nie jestem pewien czy chcę, Derek – odparł z wahaniem. – Do tej pory myślałem, że sobie bez was nie poradzę – dodał szczerze. – Jeszcze kilka tygodni temu pewnie skakałbym z radości, ale już wiem, że problem nie leżał w was, ale we mnie. Od samego początku – ciągnął dalej, odkładając laptopa. – Byłem samotnym dziwakiem, który mówił za wiele i wiecie, co? Nic się nie zmieniło, tyle, że przestałem wstydzić się, że jestem taki, jaki jestem. Nie muszę przynależeć, żeby lepiej się poczuć – dodał gorzko.
- Stiles, to nie… - zaprzeczył Scott.
- To Turner powiedział ci takie rzeczy? To przez niego? – spytał niemal natychmiast Derek. – Nie widzisz, co on robi? Próbuje podzielić watahę! – warknął Hale.
Stiles spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Poważnie, Derek? Niby jak? Nie widuje się z nikim, tylko ze mną. Rozmawiamy o tym czego on uczy się na swoich studiach i o moim nadchodzącym egzaminie z chemii. O Harrisie, który jest fiutem. Uczy mnie, jak obchodzić się z popiołem, bo są rzeczy, które on wie, a o których ja nie mam pojęcia. Na dobrą sprawę, to on nawet nie wie, kto jest w waszej grupie i nawet mnie nie spytał – wymienił jednym tchem. – Jego wataha jest ze Stanford, powiedz mi, po co mu twoje terytorium? – spytał retorycznie.
- Nie wiem. Może chce mnie wyzwać i przejąć status – zaryzykował Derek.
- Odpada. Oficjalnie jest zastępcą swojej matki. Po studiach wróci do Stanford i przejmie ich watahę – odparł Stiles.
Hale spoglądał na niego zszokowany, a potem odchrząknął najwyraźniej zmieszany.
- Jesteś pewien? – spytał tylko Derek.
- Tak. Rozmawiałem z nim na ten temat, bo jedną z uczelni, którą się interesuję jest Stanford – odparł Stiles, uznając, że to dobra chwila do podjęcia tej rozmowy. – Kiedy skończę szkołę średnią najprawdopodobniej przeniosę się do nich, gdy będę studiował. Ian powiedział mi, że przesiąkłem zapachem magii i byłoby bezpieczniej, żebym pozostał pod opieką watahy na wszelki wypadek, żebym nie został przypadkowo zaatakowany – dodał patrząc na Hale'a, który wyglądał na zawstydzonego. – Nigdy nie powiedziałeś mi, że częste używanie popiołu zostawi jakieś ślady na moim organizmie.
- Sądziłem, że jak wszyscy pójdziesz do miejscowego college'u – odparł Derek.
- I teraz każdy w promieniu dwustu metrów wie o mnie – podsumował Stiles, ignorując Hale'a. – Jakiś czas temu zastanawiałem się, dlaczego ściągam na siebie kłopoty, ale dopiero Ian mnie oświecił. Słuchaj, wiem, że miałeś i masz sporo na głowie – dodał szybko Stiles, zanim Derek zaczął się usprawiedliwiać. – Gdybyś, cokolwiek powiedział, to i tak nie zmieniłoby mojej decyzji. I nie zmienia – zakończył.
Mężczyzna spojrzał na niego znowu jakoś dziwnie i cofnął się o krok.
- Stiles… - zaczął Derek, ale chłopak podniósł do góry obie dłonie, jakby chciał powiedzieć, że skończył temat.
Hale zagryzł wargi i zmarszczył brwi, wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą.
- Dobrze. Zrobimy w ten sposób… - zaczął tak poważnym tonem, że Stiles zamarł. – Turner może odwiedzać cię w Beacon Hills.
- Ściągasz bana? – zdziwił się chłopak.
Derek przeszył go wzrokiem i Stiles spodziewał się już pytania na temat tego, co to jest ban, które jednak nie nadeszło.
- Najwyraźniej nie mogę cię powstrzymać przed spotkaniami z Turnerem, więc przynajmniej rób to na naszym terytorium – warknął Hale.
Stiles na końcu języka miał już, że to przecież nie jego terytorium, ale westchnął i zaczął zbierać swoje rzeczy. Rzucił jeszcze okiem na wyjątkowo milczącego Scotta i ruszył w stronę drzwi.
- Przekażę mu – warknął na odchodnym.
ooo
Stiles raczej nie spodziewał się zobaczyć Dereka jeszcze tego samego wieczora w swoim pokoju. Niemal dostał zawału, gdy zobaczył koło biurka bezkształtny cień. Instynktownie złapał za parasol wiszący na haczyku, na drzwiach i wymierzył w stronę intruza, którego poznał niemal od razu, po prychnięciu.
- Są bardziej humanitarne metody na pozbycie się mnie – warknął chłopak, uderzając łokciem w kontakt.
Derek zmrużył oczy przyzwyczajając się do światła, a potem spojrzał kpiąco na parasolkę, którą Stiles wciąż trzymał w dłoni.
- Następnym razem potraktuję cię popiołem po twarzy i Erica miesiąc będzie ci go zmywać ze skóry – zagroził, ale wiedział, że to puste słowa. – Co tu robisz? – spytał rzeczowo, zirytowany, że Derek tak swobodnie czuje się w jego przestrzeni. – Widzieliśmy się jakąś godzinę temu – przypomniał z naganą w głosie.
Derek zaplótł dłonie na piersi, napinając mięśnie, które i tak były imponująco wyrzeźbione.
- Zanim zdecydujesz się na związek z Turnerem musimy o tym porozmawiać – zaczął Hale i Stiles parsknął.
- Zamierzasz mi strzelić starą, dobrą ojcowską pogadankę na temat seksu? – zakpił. – Wiem, że jestem jedyną, cholerną dziewicą jaką znacie, ale wiem to i owo – oznajmił mu, siadając na łóżku. – Nie musisz mnie uświadamiać o ile na końcu waszych penisów nie wyrasta coś wielkości piłki do golfa, a jestem pewien, że Scott poinformowałby mnie o tym wcześniej.
Derek spojrzał na niego nieporuszony.
- Turner się z tobą nie zwiąże. Może powiedział ci, że tak będzie, ale to niemożliwe – ciągnął dalej Derek.
Stiles oparł się plecami o ścianę i uśmiechnął się samymi kącikami ust.
- Nie jest to coś, co chciałbym omawiać z tobą, Derek – warknął Stilinski. - Rozmawiałem z Ianem i powiedział mi o idealnych połówkach wilkołaczych pomarańczy i poszukiwaniu partnera doskonałego. Partnerka Iana nie żyje. Nie wiem, z której watahy była, ale mieli miejscowy konflikt z łowcami i zginęła w trakcie – urwał, biorąc głębszy wdech. – Wiem, że nigdy nie będę dla niego tym, kim była ona – dodał odwracając wzrok. – Ale nie znaczy to, że nie stworzymy wspólnie czegoś dobrego.
Derek przez krótką chwilę wyglądał, jakby dostał czymś ciężkim w głowę, a potem spojrzał na Stilesa z niedowierzaniem.
- On cię nigdy nie pokocha – poinformował go Hale z naciskiem.
Stiles uśmiechnął się krzywo.
- Poważnie geniuszu? – parsknął, nieszczerze rozbawiony. – Kiedy ostatnio sprawdzałem nikt się nie chciał nawet przyznać, że mnie zna. A z Ianem się rozumiemy i uzupełniamy. Wspieramy – dodał. – Związki budowano na słabszych fundamentach.
- Stiles, nie wiesz w co się pakujesz. On cię nie pokocha – powtórzył Derek.
- Ale mnie szanuje – odparł Stiles.
- My też cię szanujemy! – warknął Derek tracąc cierpliwość i chłopak spojrzał na niego kpiąco.
- Nie wiem o co ci chodzi – ciągnął dalej Stiles. – Chcę oprzeć mój związek na przyjaźni i szacunku. To więcej niż mają nastolatki w moim wieku – poinformował Dereka, który zaczynał powoli odzyskiwać panowanie nad sobą.
- Zasługujesz, żeby być kochanym – warknął Hale. – Nie chcesz miłości? Tego, co mają Allison i Scott? – spytał i Stiles westchnął.
- Poważnie chcesz ze mną przeprowadzać taką rozmowę – zdziwił się Stilinski. – Derek, dwa tygodnie temu nie było nikogo, kto chciałby chociaż udawać, że jest moim chłopakiem. A teraz mogę kogoś przedstawić mojemu ojcu. Poza tym, widziałeś Iana? - spytał retorycznie. – Allison jest totalnie spoza ligii Scotta i ja też trafiłem na los na loterii.
- Więc chodzi o wygląd i seks? – warknął Derek.
Stiles pokręcił spokojnie głową.
- Ian jest inteligentny i docenia moje poczucie humoru. I nie próbuje mną wybijać dziur w ścianach. Nie rzuca mną i nie rozbija mi głowy o moją własną kierownicę – warknął w końcu, patrząc na oniemiałego Hale'a. – Nie twierdzę, że jesteś złym alfą – zmitygował się szybko, przypominając sobie wszystkie wątpliwości Dereka. – Twierdzę, że jesteś dobrym alfą dla swojej watahy i wiesz, że nie kłamię. Po prostu naprawdę wolałbym wiedzieć, kiedy nie jestem chciany – dodał ciszej, odwracając wzrok. – A teraz, kiedy jestem szczęśliwy nie chcę, żebyście mi w tym przeszkadzali, bo teraz jest czas na to, żeby to była moja kolej – zakończył i nie zdziwił się nawet bardzo, gdy w pokoju już nikogo nie było, a w oknie powiewała firanka.
ooo
Ian pod szkołą pojawił się już następnego dnia i Stiles nawet nie zamierzał ukrywać tego, że jest zadowolony. Wataha nie skwitowała tego żadnymi uwagami, więc Stilinski uznał to za dobry znak. Kabriolet znowu przykuł uwagę, podobnie jak zaparkowane obok czarne camaro. Stiles nie był zbyt zaskoczony, gdy zobaczył Dereka rozmawiającego z Ianem w cieniu drzew. Obaj wyglądali na odprężonych, ale jeden rzut oka na Scotta sprawił, że Stilinskiego ogarnęły wątpliwości.
Oczy każdego wilkołaczego członka watahy były skierowane w stronę ich alfy.
- O czym rozmawiają? – spytał w końcu nie mogąc się powstrzymać, ale Scott zignorował go.
Ian uśmiechnął się do niego jednak uspokajająco.
Finstock wrzeszczał, że mają ruszyć swoje tyłki, więc zrobili ostatnie okrążenie zanim zeszli do szatni.
- Derek zaprosił Turnera na obiad – poinformował go Isaac, gdy wychodzili spod prysznica i Stiles nie mógł pozbyć się wrażenia, że o czymś mu nie mówią.
Niemal wybiegł z szatni, spiesząc się, żeby nie spuścić Iana na zbyt długo z oczu. W końcu znał Dereka na tyle, żeby wiedzieć, kiedy nie należy mu ufać. Najwyraźniej błędnie uznał, że wczorajsza rozmowa wyjaśniła wszystkie nieścisłości, ale Hale mógł myśleć inaczej. Zresztą Derek o niczym mu nie mówił, więc chyba powinien był się do tego przyzwyczaić.
- Zdajesz sobie sprawę, że naprawdę się wścieknę, jeśli coś kombinujecie? – spytał Stiles, gdy dotarł do samochodów.
Ian uśmiechnął się krzywo, niemal natychmiast obejmując go w pasie. Potarł nosem zagłębienie w jego szyi i zamarł, gdy usłyszał cichy warkot, który wydarł się z ust Dereka.
- Alfa Hale uznał, że oddalasz się od przyjaciół i też jestem tego zdania – poinformował go Turner. – Jesteśmy zaproszeni na obiad – dodał, luzując nieco chwyt.
Stiles oparł się o jego bok i prawie udławił własną śliną, gdy zobaczył niedowierzającą minę Danny'ego, który właśnie wychodził z szatni wraz z Jacksonem. Mahealani, oczywiście podszedł przywitać się z Ianem i rzucił podejrzliwie okiem w stronę Dereka.
- Więc Miguel… - zaczął Danny i Hale zmarszczył brwi.
Ian przez chwilę wyglądał na zdezorientowanego.
- Derek Hale – przedstawił się zirytowany mężczyzna.
- Podejrzewam, że nie jesteś też kuzynem Stilesa – dodał z uśmiechem Danny. – Nie wiedziałem Stilinski, że obracasz się w takich fajnych kręgach – ciągnął dalej ku przerażeniu Stilesa, który zaczął mruczeć pod nosem, że wyjaśni, to wszystko później.
Ian wydawał się rozbawiony i zaintrygowany, ale nie pytał. W zasadzie od samego początku kwestię informacyjną zostawiał Stilesowi, czekając, aż chłopak powie mu o tym, o czym będzie chciał.
Ian nie wymagał. Cierpliwość na pewno należała do jednej z jego cnót i Stiles to podziwiał. Był tak różny od Dereka, który domagał się zawsze odpowiedzi na swoje pytania w jak najkrótszym czasie. Czasami nawet wpychał się buciorami w ich prywatność, chociaż być może robił to dla ich dobra.
- Czuję się jak w Zmierzchu – mruknął Stiles, bo lekcje skończyły się i teraz niemal każdy wychodzący uczeń spoglądał na nich niepewnie. Widział, jak ludzie zaczynają plotkować i nawet Lydia spojrzała na niego z pewną dozą podziwu.
Ostatnio nie była zadowolona, że nie przedstawił jej Iana, chociaż nie powiedziała tego wprost.
- Ian faktycznie mógłby przebrać się za seksownego wampira na Halloween – zaczął Danny niemal od razu i Stiles po prostu musiał przewrócić oczami.
- Bractwo… – zaczął Turner.
- Impreza Halloweenowa odbędzie się w moim domu. Macie wszyscy zaproszenia – wszedł mu w słowo Derek.
Ian zerknął na niego zirytowany, ale bez słów po prostu kiwnął głową, jakby nie miał innego wyjścia. Stiles miał, cholerną ochotę to skomentować, ale Danny właśnie zaczął opowiadać o tym, którego z kolegów z bractwa Turnera zaprosi i wokół zbierała się coraz większa grupka.
Jackson i Lydia spoglądali na Stilinskiego nie do końca przekonani, czy faktycznie widzą to, co widzą, ale Ian nie pozostawiał nikomu wątpliwości, dla kogo naprawdę tutaj był. Obejmował Stilesa w pasie, opierając brodę na jego ramieniu.
- Chyba powinniśmy się zbierać – zaproponował w końcu chłopak, bo nagły przypływ uwagi zaczynał go denerwować.
Przeważnie był tym dziwnym dzieciakiem, z którym nikt nie rozmawiał, ale Ian najwyraźniej wszystko odmienił. Wilkołak posyłał w około uśmiechy i nawet żartował z Ericą, chociaż Derek nie był zadowolony. Hale obserwował każdy ruch Turnera, pomimo, że to naprawdę nie było kulturalne ani miłe.
- Jedź za nami – powiedział Derek i Ian wziął głębszy wdech.
- Stiles wskaże mi drogę – odparł wilkołak, ale alfa nie wydawał się, bynajmniej zadowolony.
