Mijały dni i tygodnie, a prace postępowały w szybkim tempie. Janine całymi dniami chodziła po zamku, instruowała robotników, sama rozbierała i wyburzała niektóre elementy.
Była zadowolona ze wszystkich współpracowników. Starała się jednak unikać Kajusza, Athendory i Jane. W dzień nie groziło jej spotkanie z którymś z nich, a całe noce spędzała u siebie w pokoju, albo w bibliotece. Czasem zdawało się jej, że ktoś tam wchodzi, jednak ona zawsze siedziała na drugim piętrze ogromnej biblioteki, a tajemniczy osobnik nigdy się na nie nie udawał.. Janine studiowała plany zamku, jego historię.
Zastanawiało ją, że nigdzie nie podano nazwiska ani żadnych danych na temat właścicieli. Ani jednej wzmianki., po prostu nic.
Starała sie o tym nie myśleć i skupiać na istotnych rzeczach, takich jak przebudowy i tym podobne.
Po miesiącu prac odbudowa zachodniego skrzydła chyliła się ku końcowi. Czekało ich jeszcze tylko tynkowanie i malowanie.
Janine była wyczerpana. Schudła parę kilo podczas pobytu w Volterrze. Często zapominała o posiłkach, całkowicie pochłaniała ją praca. Starała się nie wracać wspomnieniami do bankietu i do dziwnego zachowania Kajusza. Przychodziło jej to z trudnością, ale udało się. Choć na początku wyjazd do Włoszech wydawał się jej być niesamowitą szansą, to teraz widziała, że wplątała się w toksyczną sytuację.
Któregoś wieczora, zaraz po zmierzchu Janine leżała na swoim miekkim, wygodnym łóżku. Była wyjątkowo wyczerpana, pomalowała sama wszystkie obramowania wokól okien zachodniego skrzydła i na część z nich zdążyła nanieść florystyczne zdobienia. Ręce koszmarnie ją bolały, a całe ciało ogarnęło rozkoszne zmęczenie. W takich chwilach spało się dziewczynie najlepiej.
Nie była więc zachwycona, kiedy ciche, acz stanowcze pukanie do drzwi obudziło ją z drzemki.
Podeszła do drzwi i otworzyła je, krzywiąc się z bólu.
Była przyjemnie zdziwiona, kiedy ujrzała za nimi Marka. To jeden z nielicznych członków rodziny Volturich, który sprawił na niej dobre wrażenie. Był bardzo spokojny, a za każdym razem, gdy go widziała, na obliczu mężczyzny błąkał się smutny uśmiech.
Wszedł do komnaty i widząc grymas na twarzy Janine, jakby od razu domyślił się, że ruchy rękoma sprawiają jej ból, sam zamknął ciężkie, dębowe drzwi. Dziewczyna usmiechnęła się promiennie i usiadła na brzegu łóżka, wskazała mu dłonią miejsce obok siebie. Marek zbliżył się wolnym, dostojnym krokiem i spoczął w niewielkiej odległości od kobiety.
Spojrzał na nią z troską. Janine czuła się przy nim trochę, jak przy ojcu, którego nigdy nie miała.
- Przemęczasz sie, drogie dziecko - jego głos miał w sobie jakąś przejmującą nutę smutku i cierpienia. Był cichy, ale bardzo charakterystyczny i o ciepłej barwie.
- Nieee, po prostu teraz prace są najintensywniejsze, najcięższe. To normalne.
Janine mówiąc to rozmasowywała ramiona i starała się uśmiechać do swojego gościa. Jednak niezbyt jej to wychodziło.
Marek zaśmiał się widząc marny efekt.
- Jutro wyjeżdżasz na krótkie wakacje.
Jego twarz rozjaśniła się, a oczy błyszczały w słabym świetle prawie przepalonych żarówek.
Janine oniemiała i rozdziawiła usta ze zdziwienia.
- Ale… Ja nie mogę! Przecież jest tyle pracy i, nie, naprawdę! - Janine protestowała gorąco.
Przez ostatni miesiąc prawdziwie zatraciła się w swojej pracy. Żyła odbudową, odnową i renowacją starego, średniowiecznego zamczyska. Cieszyła ją każda odnowiona elewacja, każdy odtworzony fresk.
Marek pokiwał głową z dezaprobatą.
- Zrób to dla mnie. Zrób to dla Sonny'ego, Jake'a, Matta, Lilly i Eve. Odpocznij, wtedy wszystkim nam bardziej się przydasz.
Janine spoglądała na piękne oblicze z powątpiewaniem. Z jednej strony wiedziała, że Marek miał rację, ale tak bardzo było jej żal opuszczać Volterrę. Poza tym głupio się czuła, kiedy praktycznie obcy jej ludzie fundowali jej wyjazd do…
- Właściwie gdzie zamierzasz mnie wysłać, co?
Marek uśmiechnął się tajemniczo.
- Zgadnij! - odparł z chichotem na ustach.
Kobieta zamyśliła się przez chwilę. Marek wiedział, że uwielbia perełki architektury, ale Rzym byłby zbyt banalny.
- Czy w tym mieście jest piękna katedra?
Jej przyjaciel kiwnął głową z chytrym wyrazem twarzy.
- A zamek Sforzów?
Widząc na jego twarzy szeroki uśmiech Jane krzyknęła z radości, po czym roześmiała się głośno i objęła towarzysza. 'Mediolan! Zobaczę MEDIOLAN!' - gorączkowe myśli i obrazy przesuwały się przed oczami studentki.
Marek początkowo zdezorientowany w końcu odwzajemnił uścisk, gładząc dziewczynę opiekuńczym gestem po gładkich, jasnych włosach.
Zauważył, że bardzo urosły od czasu jej przyjazdu do Włoszech. Dziewczyna przypominała mu córkę, którą kiedyś stracił. Darzył Janine wielką sympatią, bardzo ją polubił przez zaledwie miesiąc. Był jedynym Volturim, z którym widywała się przez te parę tygodni. Często spacerował zaraz po zachodzie słońca korytarzami zamku, odwiedzał ją i przynosił ciekawe książki, a także pomagał jej w poznawaniu historii zamku.
Siedzieli tak chwilę. W końcu Marek zorientował się, że ta wysoka, dorosła dziewczyna usnęła w jego ramionach.
Delikatnie uniósł ją i ułożył na łóżku, po czym opatulił kołdrą.
Bezszelestnie zbliżył się do ciężkich drewnianych drzwi i otworzył je nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Zgasił światło, sięgnąwszy do kontaktu zgrabną, bladą dłonią.
Wychodząc uśmiechnął się jeszcze smutno, patrząc na śpiącą dziewczynę. Wiedział coś, czego nie wiedział nikt inny. Ale ta wiedza wcale nie była czymś co przychodzi lekko i łatwo. To było brzemię, które Marek nosił na swych barkach od bardzo dawna.
Kiedy Janine zasnęła, cały zamek zbudził się właśnie do życia. Ze swoich komnat i z podziemii wyszli właściciele wielkiej, kamiennej i kryjącej wiele mrocznych tajemnic warowni.
W tym samym czasie kierownictwo odnowy zamku jadło kolację.
Wszyscy wiedzieli o planowanym przez bogatego Volturi wypadzie do Mediolanu. Cieszyli się, że Janine odpocznie. Sonny, Jake, Matt, Lilly i Eve dostrzegali, jak dużo dziewczyna wkłada siebie w te prace. Sami też dostali wolny weekend, który chętnie by wykorzystali na odpoczynek.
Jednak o wyjeździe wiedziało tylko siedem osób, wliczając w to Marka, Janine i jej współpracowników.
Nie był to przypadek, a chytry plan mężczyzny.
Wyczerpana Janine przespała calutką noc. Mimo, iż sen trwał ponad dwanaście godzin, to dziewczyna dalej była obolała, a w ramionach miała koszmarne zakwasy. I choć niezmiernie cieszyła się na wyjazd, to kiedy Lilly przyszła, aby odprowadzić ją do samochodu, Jane nie okazała zbytniego entuzjazmu.
Lilly pokiwała śliczną główką z dezaprobatą. Patrzyła właśnie na ubraną w brudne, robocze ciuchy, rozczochraną dziewczynę, która miała minę tak żałosną, że aż miała ochotę podejść i poklepać ją po plecach, mówiąc 'Już, już. będzie dobrze! Zmusiła się jednak tylko do 'motywującego' komentarza:
- Dziewczyno, spójrz na siebie! Jedziesz do stolicy mody!
Janine skrzywiła się tylko bardziej.
Przez głowę przemknęło jej kilka trzeźwych myśli.
- Boże, ja jeszcze się nie spakowałam! - zaczęła nerwowo chodzić po pokoju, otwierać komodę i szukać ubrań, które mogłaby wziąć, do, jak to się Lilly określiła 'stolicy mody'.
Brunetka podeszła do Janine i złapała ją za ramiona.
- Marek już Cię spakował, a Twoje rzeczy czekają w samochodzie, więc zechciej, kochanie ty moje, pójść ze mną na dół i ciesz się swoim wymarzonym weekendem!
Janine pokiwała głową z wdzięcznością i ruszyła potulnie za koleżanką.
Dotarły w końcu na podjazd do zamku. Na Jane czekała wielka, czarna limuzyna. Taka, jaką widuje się na filmach i zdjęciach gwiazd.
Oniemiała dziewczyna wsiadła do środka. Było bardziej luksusowo niż mogła się spodziewać. Oko cieszył bogato wyposażony barek, mini lodówka i obijane najlepszą, włoską skórą długie siedzenia.
Dziewczyna otworzyła okno i pomachała Lilly na pożegnanie, ta przesłała jej całusa i szybko zniknęła, malejąc w zawrotnym tempie.
Jednak Jane nie czuła dużej prędkości wewnątrz samochodu.
Rozglądnęła się po pojeździe, a jej wzrok padł na niezwykle kuszącą, srebrną lodóweczkę. Otworzyła ją i obejrzała wyposażenie chłodziarki. Było w niej parę piw, trochę swieże owoców i coś, czego najbardziej w tej chwili pragnęła. Kanapka z kurczakiem, sałatą i pomidorem. Szybko capnęła ją i zamknęła drzwiczki.
Wróciła na wygodne siedzenie. Zauważyła, że w folii znajduje się jakiś kawałek papieru. To była karteczka od Marka.
'Smacznego! Baw się dobrze, zwiedź Mediolan i wróć do nas świeża i wypoczęta! - Marek i Twoi przyjaciele'.
Po przeczytaniu notki, na twarzy Jane zagościł uśmiech.
Usiadła na długiej sofie i zjadła pierwszy sobotni posiłek.
Czekała ją czterogodzinna jazda, postanowiła się więc zdrzemnąć.
Obudził ją kierowca. Początkowo Jane nie wiedziała gdzie jest i dlaczego tu jest. Sądziła, że to w dalszym ciągu sen. Uszczypnęła się więc dyskretnie w udo.
To nie był sen.
Uboga dziewczyna z Finlandii stała właśnie przed jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli w całej Europie. Nosił on nazwę Park Hyatt. Janine dobrą chwilę gapiła się z rozdziawionymi ustami na wejście do budynku i szyld z jego nazwą.
Tuż obok stał już hotelowy boy. Powtórzył po raz trzeci frazę, której Janine nie usłyszała ani razu.
- Signorina, signorina!
Chłopak chciał zabrać jej bagaż do pokoju. Janine pokiwała tylko głową i poszła za nim. Chłopak przystanął i wyjaśnił jej, ze musi zameldować się w recepcji i odebrać własną kartę magnetyczną.
Jak otępiała, Jane podeszła do wielkiej lady w kształcie półksiężyca. Hall w hotelu był urządzony elegancko i nowocześnie. Przy oknach wychodzących na ogród stały stoły i sofy, a do recepcji prowadził puchaty, czerwony dywan. Dało się słyszeć cichutki szum klimatyzacji, która zapeniała przyjemny chłód w całym budynku.
- Czym mogę pani służyć?
Janine zastanowiła się chwilę. 'No właśnie, czym?'. Postukała nerwowo palcami o ladę.
Starając się zrobić jak najlepsze wrażenie, odpowiedziała po włosku: 'Miałam rezerwację pokoju, na nazwisko...', tu zastanowiła się chwilę, którego użył Marek. Jednak odniosła wrażenie, że każdy członek jego rodziny jest bardzo dumny ze swojej rodziny, on również. Nigdy nie posłużyliby się moim nazwiskiem. '... Volturi'. Elegancka kobieta za ladą drgnęła. Przyjrzała się dokładnie dziewczynie przed sobą.
- Nie wygląda panienka jak oni - odparła z prawdziwym włoskim akcentem.
Jane zarumieniła się ze wstydu. Doskonale zdawała sobie sama sprawę, że nie dorasta do pięt, bogatym, pięknym i dostojnym Volturim.
- Oni mają takie… dziwne oczy, cali wyglądają jak posągi - podjęła, po czym zaczęła wstukiwać coś drobnymi palcami w klawiaturę. Po chwili schyliła się pod ladę i wyjęła kartę magnetyczną, którą położyła przed Janine.
- Panno Volturi, życzę panience miłego pobytu w naszym hotelu - powiedziała miłym, choć oficjalnym tonem. - Proszę się odświeżyć, gdyż za pół godziny ma pani zaplanowaną serię zabiegów w hotelowym SPA. Przyślemy kogoś, aby panienkę zaprowadził. Twój pokój znajduje się na ostatnim piętrze, pod szklaną kopułą. Bagaże już czekają. Gdyby pani coś potrzebowała, to przy drzwiach apartamentu znajduje się aparat, przez który może pani zadzwonić do: recepcji, restauracji, SPA i kasyna. Ostatnią rzeczą, o której chcę panienkę poinformować, to fakt, że pański ojciec...
'Ojciec?', pomyślała, lecz nie odezwała się słowem.
-... zastrzegł, że nie będzie pani jeść posiłków w hotelu, tylko na mieście.
Janine pokiwała głową z uśmiechem. Oczywiście, że tak. Będzie jadła śniadania w kawiarniach, potem kupowała coś na ząb, a na koniec dnia zje pyszną kolację w jakiejś włoskiej knajpce. Marek pomyślał o wszystkim, dosłownie.
- To wszystko, panienko. Jeszcze raz, życzę miłego pobytu - zakończyła z miłym uśmiechem, kobieta z plakietką 'Agnes Domenica - Receptionist'
Dziewczyna była w dalszym ciągu oszołomiona i nie do końca wierzyła w swoje szczęście. Marzyła, zeby zobaczyć Mediolan odkąd zaczęła interesować się historią i architekturą. Ale w najśmielszych snach nie sądziła, że zatrzyma się w pięciogwiazdkowym hotelu!
Ruszyła jednak do windy. Nacisnęła guzik z piękną, grawerowaną cyferką 5.
Z przyspieszonym biciem serca oczekiwała, co zobaczy, kiedy wysiądzie. Wreszcie usłyszała charakterystyczne 'ding'. Metalowe drzwi rozsunęły się majestatycznie, a Jane wyszła z windy, sprawiając, że jej odbicie w lustrzanych ścianach co raz bardziej się zmniejszało, aż w końcu zniknęło, za zamkniętym drzwiami.
Na ciemnej, panelowej podłodze leżał szary, puchaty dywan, bardzo miękki i nieskazitelnie czysty. Na ścianach powieszono różne, oprawione w drewniane ramy w kolorze ciemnego hebanu postery. Janine przyjrzała się tym plakatom, wiszącym na białych ścianach. W większości były to zdjęcia gwiazd filmowych. Znalazł się tam James Dean, Marilyn Monroe, Gary Oldman, a także zdjęcia muzyków; Micka Jaggera, Nicka Cave'a, Madonny i Beyonce. Reszta posterów, to słynni projektanci, których Janine nie rozpoznała, skojarzyła tylko Karla Lagerferda i Coco Chanel. Wszystkie obrazy były czarno-białe. Jedynie usta Marilyn pociągnięto czerwoną farbą. Jak głosiły postery, wszyscy oni gościli w 'podniebnym apartamencie'.
Na przeciwko windy, znajdowały się drzwi, w dokładnie tym samym odcieniu co ramy posterów. Janine zbliżyła się do nich tak ostrożnie, jak tylko się dało. Bała się bowiem, że wszystko rozpłynie się niczym sen.
W dłoni dalej trzymała kartę magnetyczną. Była bardzo ładna, cała posrebrzana, jedynie z numerem pokoju, czyli jeden.
Jane odetchnęła głośno i wsunęła kartę do otworu w zamku. Zapaliła się zielona lampka, dziewczynza zabrała kawałek plastiku i delikatnie nacisnęła srebrną klamkę.
Drzwi otworzyły się cicho i jej oczom ukazał się Podniebny Apartament.
Dziewczyna przeklnęła cicho pod nosem. Widok był niesamowity. Pokój był naprawdę wielki. Zbudowano go na planie pięciokąta. Ściana na przeciwko drzwi wejściowych była całkowicie przeszklona, dzieliła się na dwu skrzydłowe, przezroczyste drzwi, przez które dało się wyjść na mały balkon.
Obok, na nieco wyższej od gruntu platformie stało ogromne łóże z baldachimem. Przykryte było jedwabną, srebrną narzutą, a na wezgłowiu ułożono stos poduszek, wałków i jaśków. Po obu stronach łóżka stały hebanowe etażerki, a na nich ażurowe lampy.
Leżąc na łóżku można było oglądać telewizję na gigantycznym, niemal kinowym ekranie. Nieopodal stał świetnie wyposażony barek. Na podłodze leżały różne dywany w szarych i białych odcieniach, doskonale komponujące się z resztą wystroju. Za parawanem w japońskim stylu kryła się wanna z masażem. W pokoju nie było normalnego, sufitowego oświetlenia, a lampy w większości były stojące z białymi, stożkowymi, szklanymi kloszami. A to dlatego, że cału sufit, zajmowała gigantyczna, szklana kopuła, dzięki której apartament zawdzięczał swoją nazwę. Teraz była ukryta pod skorupą,, którą zdejmowano na noc.
Przy kolejnej ścianie ustawiono ciemną komodę z szufladami, a obok niej drzwi z hebanowego drewna prowadziły do łazienki.
Cały pokój utrzymany był w biało-czarnej tonacji, oprócz ozdób, cudownych cytrusowych roślin w donicach i jaskrawych, krzykliwych obrazów.
Między łóżkiem a telewizorem, tuż przy kozetce, czarnych, skórzanych fotelach i białym stoliku do kawy, hotelowy boy zostawił bagaże Janine.
Właściwie nie do końca jej bagaże, gdyż całe wyposażenie, jakie się w nich znajdowało, było całkowicie nowe i zakupione przez Lilly i Eve, za prośbą Marka. W gustownej walizce Janine znalazła same markowe, drogie i świetnej jakości ubrania oraz kosmetyki. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła jej się w oczy była satynowa biała sukienka w kwiatowy, delikatny wzór, rośliny na niej miały kolor bławatków i brudnego różu, a ich łodygi były koloru przydymionej zieleni. Do kompletu znalazła sandałki na niskiej koturnie i bławatkowy sweter. Były też długie, spodnie w pisakowym odcieniu, uszyte, jak Janine przeczytała na metce, z andyjskiej wełny z domieszką kaszmiru, do tego zestawu spakowano jej także białą, bawełnianą koszulę, marynarkę z rękawami ¾ w lekko zgaszonym, morskim kolorze i takiej samej barwy conversy.
Jednak prawdziwą perełką, jaką w czeluściach walizki odnalazła Janine, była czerwona, szyfonowo-jedwabna sukienka, z półprzezroczystymi, luźnymi rękawami i kokardą u szyi. Widziała ją nawet w jakimś artykule w kobiecym czasopiśmie, który głosiło o najlepszych projektach Gucciego w mijającej dekadzie. Znalazła też czarne obcasy i czarną torebkę, od Prady.
Usiadła na łóżku i zaczęła płakać żewnymi łzami. Nigdy nie doświadczyła takiej dobroci. Bezinteresownej, zwykłej, ludzkiej dobroci. Całe życie pracowała ciężko na sukces, nikt nigdy nie podał jej pomocnej dłoni, a teraz trafiła na tak wspaniałych ludzi.
Przyciskała do piersi czerwoną sukienkę, ale jednocześnie uważała, by łzy nie kapałay na nią.
W końcu opanowała się, porozkładała ubrania i buty w komodzie, znajdując jeszcze jedną, bardziej przepastną torebkę ze wszystkimi swoimi dokumentami, odtwarzaczem muzyki (przy którym Eve zostawiła notkę: 'zgrałam Ci parę włoskich hitów! :*'), telefonem komórkowym, oraz portfelem, w którym oko cieszyło 1000€.
Po łzach przyszedł czas na radość i śmiech. Janine odtańczyła dziki taniec szczęścia, biegając po pokoju i wymachując rękoma, które jednak przypomniały o sobie momentalnie ostrym bólem. Dlatego dziewczyna otrząsnęła się, powiedziała sobie w duchu: 'Jestem dorosłą kobietą i będę się zachowywać dojrzale'. Przypomniała sobie, że nieługo ma wizytę w hotelowym spa, wyjęła więc z walizki kosmetyczkę i ruszyła do łazienki. Był to kolejny szok dzisiejszego dnia.
To definitywnie najpiekniejsza łazienka, jaką kiedykolwiek przyszło czyimś oczom oglądać. Ściany do połowy były białe, a ich dolną część ozdobiono czarnymi kafelkami. Na przeciw drzwi zawisło wielkie lustro w czarnej ramie, pod nim ustawiono szafkę, a w jej wnęce poukładane były białe ręczniki i szlafrok. Na szafcie mieściła się umywalka w kształcie białej misy, a po jej obu stronach oczy cieszyły wazony ze świeżymi, polnymi kwiatami, których żywe kolory kontrastowały z biało-czarną łazienką.
Po lewej stronie stała wielka, wbudowana w ścianę porcelanowa wanna, a po prawej prysznic, z tak wieloma opcjami masażu, słuchania muzyki i podświetlenia, że dziewczynie aż kręciło się w głowie.
We wnękach ściennych ustawiono świece i kadzidła, a przed muszlą położono biały, okrągły, dywanik. Podłoga w łazience ułożona była z tych samych, co na scianach, czarnych kafelków. Oświetlenie było regulowane.
Janine czym prędzej zrzuciła z siebie brudne ubrania. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Dopiero teraz zauważyła, że podczas tego miesiąca zeszczuplała i opaliła się lekko. Z uśmiechem stwierdziła, ze podoba się sobie bardziej. Nawet cera poprawiła się pod wpływem toskańskiego słońca. Mimo utraty wagi, jej piersi pozostały jędrne i krągłe, a twarz dziewczęca.
Przysiadła na brzegu wanny i odpakowała kosmetyczkę. Poustawiała na szafkach kosmetyki do makijażu; tusz do rzęs, bazę, podkład, puder, korektor, paletę cieni do powiek, zawierającą chyba każdy możliwy odcień, każdego możliwego koloru. W kosmetyczce wielkiej niczym kufer znalazła również pędzle, pędzelki, lakiery do paznokci. Jednak w tej chwili interesował ją szampon, odżywka i żel pod prysznic, które również się tam znajdowały. Wszystko w jej ulubionym zapachu, fiołkowym..
Postanowiła, że weźmie prysznic. Otworzyła szklaną kapsułę i z trzema buteleczkami pod pachą wkroczyła do niej, niby do kościoła w dniu ślubu.
Kiedy już czysta i pachnąca nałożyła na siebie szlafrok, usłyszała dzwonek do drzwi. Szybko wyszła z łazienki, zostawiając w niej porozrzucane ubrania.
Gorączkowo zastanwaiała się nad tym, czy powinna ubierać jakąś bieliznę czy nie, stwierdziła jednak, że lepiej coś włożyć. Krzyknęła więc głośno 'Uno momento!' i otworzyła najwyższą szufladę komody. Wyjęła granatowy komplet bielizny, składający się z klasycznego biustonosza i fig z koronkowymi brzegami. W ekspresowym tempie nałożyła je na siebie i znów zawinęła się w szlafrok, podchodząc do drzwi.
Otworzyła je zamaszystym ruchem.
Lekko zarumieniła się, widząc za nimi przystojnego Włocha, który szczerzył się, widząc młodą, prawie nagą kobietę o nietypowej, jak na północne Włochy urodzie.
- Pani jest ze Szwecji? - spytał łamaną angielszczyzną.
Janine uśmiechnęła się lekko i szczelniej opatuliła szlafrokiem.
- Z Finlandii.
Kiwnął głową, jakby z aprobatą i poprowadził ją ku windzie. Zjechali w milczeniu na najniższe piętro, które całe było kurortem SPA
Zaraz po wyjściu z windy znajdowała sie ogromna sala, gdzie była recepcja, odrobinę tylko mniejsza niż ta w głównym hallu, po jednej stronie za przeszkloną ścianą widać było hotelowy basen, a na przeciwko prezentował się rząd drzwi, każde prowadziły do innego gabinetu kosmetycznego, w którym wykonywano inny zabieg.
Janine zbliżyła się do recpecji, jednocześnie podziwiając wystrój pomieszczenia. Ściany były w czekoladowym kolorze, a pod bosymi stopami czuła skalną posadzkę. Prawie wszędzie były orientalne kwiaty, a w przeciwległym kącie zbudowano nawet stylizowaną na starą i omszałą, fontannę-źródełko wybijające ze ściany.
Recepcjonistka, była śliczną dziewczyną. Miała długie, bardzo zadbane, kręcone włosy w kolorem przypominające karmel. Nienaganny, delikatny makijaż i przylegajacy do kształtenj sylwetki uniform. Uśmiechnęła się promiennie i zapytała z wyraźnie angielskim akcentem po włosku:
- Czym mogę pani służyć?
Janine uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała po angielsku:
- Ja też nie jestem tutejsza, proszę mówić w swoim ojczystym języku.
Recepcjonistka odetchnęła z ulgą.
- Całe szczęście! Sama widzisz, mój włoski jest okropny. Ty przypadkiem jesteś Janine Volturi?
Kiwnęła głową, choć nie do końca zgadzało się to z prawdą. Sama nie wiedziała, czemu od razu nie sprostowała tego błędu.
- Zgadza się.
- Masz na dziś zarezerwowany masaż kamieniami całego ciała, szwedzki... - tu dziewczyna uśmiechnęła się porozumiewawczo do Janine, jako kolejna biorąc ją za Szwedkę. -... Masaż olejkami eterycznymi, saunę fińską... - Tu za to rozjaśniła się Janine - stylizację włosów, manicure, pedicure. Hohoho! Chyba wyjdziesz stąd koło piątej - (teraz była godzina jedenasta) - Zabiegi dokładnie w tej kolejności. Masaż gorącymi kamieniami w gabinecie numer trzy. Potem 2, potem 8 obok fontanny, następnie 5 i na końcu 4. Dobrej zabawy!
Janine ruszyła po ciepłej posadzce do gabinetu numer 3.
Masaż był cudowny. Pozbyła się wszelkich bólów w ramionach, dodatkowo na masażu z olejkami niezwykle się zrelaksowała. Suna ja orzeźwiła i przypomniała o Finlandii..
Stylizacja włosów przyniosła wielkie zmiany. Janine nie miała fryzury. Miała po prostu włosy na głowie i tyle. Kiedy wyszła od stylisty, na czoło opadała jej grzywka, a proste kosmyki spływały z czubka głowy do ramion jednolitymi pasmami. Niby prosta stylizacja, ale Janine z owalną twarzą było tak bardzo ładnie i korzystnie.
Jej paznokcie, których dawno nie obcinała miały teraz zadany, kształt i dodatkowo wyszczuplały i tak smukłe już dłonie. Pociągnięto po nich burgundowym lakierem.
Dawno dziewczyna nie czuła się tak dobrze. Zrobiła się tylko odrobinę głodna.
Udała się więc do pokoju, który po raz kolejny ją olśnił. Zasiadła przed toaletką, która stała niedaleko komody. Przeniosła kosmetyki do makijażu na śliczny mebel i zasiadła przy nim. Zapaliła lampkę. Jej buzia była gładka i nie wymagała dużej ilości kamuflażu. Nałożyła tylko cienką warstwę podkładu i lekko przypudrowała policzki, nos i czoło. Zamierzała włożyć komplet z piaskowymi spodniami i turkusową marynarką. Wzięła więc mały pędzelek w dłoń i nałożyła metaliczny, złoty cień na koniuszek. Rozsmarowała go na ruchomych powiekach. Powtórzyła tę czynność z ciemniejszym o dwa odcienie cieniem, obrysowując jaśniejszy. Wytuszowała rzęsy brązową maskarą Efekt był bardzo zadowalający.
Musnęła usta pomadką w kolorze brzoskwiniowo-różowym.
Ubrała się i wyszła z hotelu. Pora zobaczyć Mediolan!
