One and Only - wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie. Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział dodany z pozdrowieniami
dla mojej kochanej brygidy ^_^


Rozdział 3
Broken Strings

Cassie

Jestem w Grillu, po raz pierwszy od jakiegoś czasu bez towarzystwa rodziny lub Salvatore'ów. Mam już dość ich pytań: „To jaka jest słabość Klausa? Jak możemy go dopaść? Jak doszło do tego, że na niego poleciałaś?" Szlag mnie już trafia, szczególnie, że to ostatnie pytanie zadał mi absolutnie każdy z nich. Co mam na to odpowiedzieć? „Byłam ostatnią idiotką, poleciałam na niego jak te wszystkie kretynki wokół mnie?!" Nie, nigdy bym nie przyznała się do swojej skończonej głupoty. Szczególnie, że to nie do końca prawda. Przygryzam wargę, ponieważ do tej pory byłam w stanie ignorować akurat to pytanie, ale w końcu będę musiała im coś przecież powiedzieć.

Każę barmanowi podać mi tequilę, którą wolę od bourbona, w którym lubują się tak Salvatore'owie. Już się przyzwyczaiłam, że za każdym razem, gdy zamawiam alkohol muszę pokazać dokumenty. Ludzie, patrząc na moje 161 cm wzrostu, wciąż biorą mnie za nastolatkę. Nie przejmuję się tym, już nie. Siedzę przy barze, gapiąc się w blat, popijając swojego drinka. Jestem tylko człowiekiem i nie mam nadzwyczajnych zmysłów, dlatego raczej wyczuwam niż słyszę jego obecność obok mnie. Nie odzywam się do niego. Chcę, żeby zostawił mnie w spokoju.

- Och, nie wierzę własnym oczom! Cassandra Bardell tutaj, w Mystic Falls! – Słyszę jego głos i ten idealny brytyjski akcent, który od zawsze przyprawiał mnie o zawroty głowy i szybsze bicie serca. To była pierwsza rzecz, którą mnie uwiódł. Cholera jasna! Nie powinnam w ogóle o tym myśleć! Szczególnie, że jego ton jest teraz kpiący i ociekający drwiną. Wiem, że siada na stołku obok mnie, ale nawet nie zerkam w jego kierunku. – A może to Cassie Gilbert? – Och, wyraźnie wyczuwam nutkę złości w jego głosie. Rozpoznaję ją z łatwością, bo zawsze byłam dobra w zauważaniu zmian jego nastroju.

- Odpuść sobie, Nik/Klaus, Wielki, Zły Pierwotny. – odpowiadam, nawet nie mrugnąwszy okiem. Słyszę jego tłumiony chichot.

- Jak się domyślam, opowiedzieli ci już o mnie wszystko. – Jest wyraźnie rozbawiony sytuacją. Wreszcie skręcam głowę w jego stronę, po to tylko, żeby posłać mu mordercze spojrzenie.

- Nic gorszego od tego, co już sama wiedziałam. – Szybko ponownie odwracam głowę, kończę drinka i wstaję, żeby opuścić Grilla. Klaus zatrzymuje mnie, ściskając mój nadgarstek.

- Nie tak szybko, Kochana. Mamy naprawdę sporo rzeczy do omówienia.

- Nic nie będziemy omawiać. – warczę i próbuję uwolnić rękę, ale ściska ją zbyt mocno. – Chyba, że chcesz mi powiedzieć, że zostawiasz moją siostrę w spokoju. – Tym razem patrzę mu prosto w oczy i widzę, że jego spojrzenie jest zimne i okrutne, zdecydowanie różne od tych, którymi mnie obdarzał, kiedy byliśmy razem. Wiem, że powinnam się zmartwić, lub przestraszyć, ale nie mogę. Nawet po tym, jak opowiedzieli mi co zrobił i kim naprawdę jest, wciąż nie umiem się go bać. To chyba dlatego, że dawno temu w jego obecności czułam się dopieszczona i bezpieczna. Takie uczucie nie znika ot tak, po prostu.

- Powiedziałem, mamy wiele do omówienia. – Mówi zdecydowanym tonem i już wiem, że nie pozwoli mi odejść, do póki nie wysłucham tego, co ma mi do powiedzenia.

- Dobra, więc mów. – Wolną rękę opieram na biodrze, piorunując go wzrokiem i żałując, że nie jestem wyższa. Wtedy nie musiałabym tak wysoko zadzierać głowy, żeby spojrzeć mu prosto w oczy. Szkoda, że nie włożyłam dzisiaj swoich piętnastocentymetrowych szpilek. Może nie byłyby zbyt wygodne podczas spaceru z domu Salvatore'ów do Grilla, ale przynajmniej w tym momencie czułabym się znacznie pewniej. A tak, to muszę tu stać w swoich niebieskich Converse'ach, szortach i białym topie, który właśnie wydaje mi się odkrywać zbyt wiele ciała. Szczególnie, że rozpoznaję głodne spojrzenie, jakie posyła mi Klaus. Zaczyna mnie ciągnąć w stronę wyjścia, ale nie ruszam się z miejsca. – Powiedziałam, mów, ponieważ nigdzie z tobą nie idę.

Mruży oczy.

- W dniu, kiedy się poznaliśmy, mówiłaś zupełnie co innego. – Jest wyraźnie zadowolony, kiedy nie mogę powstrzymać rumieńca na policzkach na to wspomnienie. Do diaska! Czemu musi mi akurat teraz o tym przypominać?

- W dniu, kiedy się poznaliśmy, nie wiedziałam, że jesteś psychopatycznym, krwiożerczym zabójcą! – odpowiadam, udając, że rumieniec powstał z powodu wściekłości a nie czegoś innego. – Nie wiń mnie teraz, że wolę rozmawiać z tobą w miejscu publicznym.

Nagle na jego twarzy znów pojawia się wkurzający uśmiech i czuję się z tego powodu raczej nieswojo.

- Więc naprawdę chcesz tutaj rozmawiać o tym, jak możesz nakłonić mnie do zmiany zdania? – Sugestia ukryta w jego słowach jest tak jasna, że moje oczy robią się wielkie jak spodki. Między innymi dlatego zamykam je i oddycham głęboko, licząc do dziesięciu. Co za palant! Jak on może w ogóle implikować coś takiego?! Miałam rację, rzucając go rok temu. To na pewno mój instynkt samozachowawczy mnie do tego nakłonił.

- Dobra, chodźmy na zewnątrz. – wyrzucam przez zaciśnięte zęby, I to tylko dlatego, że zauważam, że sporo ludzi dookoła zaczyna się na nas otwarcie gapić. Wreszcie Nik wypuszcza moją rękę i pozwala mi iść pierwszej. Kątem oka zauważam, jak zostawia jakieś pieniądze na barze. Wiem, że robi tak już nawykowo – kiedy byliśmy razem zawsze upierał się, by płacić za wszystko, także za moje drinki. Nie byłam w stanie wtedy mu tego wyperswadować, więc wiem, że bezcelowe byłoby próbowanie teraz. Przewracam tylko oczyma i wychodzę z Grilla.


Klaus

Klaus nie może się powstrzymać i obserwuje drobną postać Casie I jej delikatne krągłości, kiedy ona idzie przed nim. Nawet nie próbuje ukryć tego, że właściwie się w nią wgapia, szczególnie że dziewczyna ma na sobie szorty i to daje mu doskonały widok na jej słodki tyłeczek i zgrabne, szczupłe nogi. Wolałby zabrać ją gdzieś, gdzie mogliby być sami, ale to oczywiste, że nigdy by na to nie poszła.

Prowadzi go na plac naprzeciwko Grilla i siada na jednej z pustych ławek. Zaraz też zakłada ręce na piersi i ponownie posyła mu mordercze spojrzenie. Klaus w ogóle się tym nie przejmuje, jest pewien tego, że w końcu będzie ją miał z powrotem, w ten czy inny sposób. Dlatego właśnie siada tuż obok niej tak, że jeśli chciałaby się odsunąć, spadłaby z ławki. Czeka, by to ona odezwała się pierwsza.

- Więc… - zaczyna po długiej chwili ciszy między nimi. – Mówisz, że jest sposób, żebyś zmienił zdanie i nie zabijał mojej siostry…

- Nic takiego nie powiedziałem, Kochanie. – odpowiada szybko. Tu akurat musi postawić sprawę jasno między nimi. – Mówię tylko, że mógłbym… przesunąć trochę w czasie rytuał. – Po tych słowach Klaus czeka na jej reakcję.

- Co masz na myśli mówiąc 'przesunąć w czasie'? I niby na jak długo? – Cassie mruży oczy i natychmiast wydaje się bardziej zirytowana niż chwilę wcześniej. Wreszcie może jej zaproponować umowę, którą oczekuje, że dziewczyna odrzuci.

- Wiesz dobrze co mam na myśli, mówiąc 'przesunąć w czasie'. To nie zawiera w sobie 'odpuścić'. – Zaraz wyczuwa jej rosnące zainteresowanie, które szybko znika po drugiej części jego wypowiedzi. – Natomiast 'na jak długo' zależy tylko i wyłącznie od ciebie.

Jest tak wyraźnie zdezorientowana jego słowami, że trudno jest mu nie zachichotać cicho.

- Ale jak? – Cassie wciąż nie rozumie.

Klaus szczerzy się od ucha do ucha.

- Mogę przesunąć w czasie rytuał, jeśli wrócisz do mnie na dobre.


A/N: I kolejny rozdział:)
Mam nadzieję, że szybko będę w stanie przetłumaczyć następny ^_^

Na moim profilu na POLYVORE oraz na blogu na TUMBLRze (w obu mój nick to veradediamant)
będą pojawiać się grafiki do tej historii oraz wszystkie kreacje Cassie :)
Kreacja z tego rozdziału ma numer 1 :)

Każdy rozdział jest zainspirowany piosenką.

Tym razem to: "Broken Strings" Jamesa Morrisona & Nelly Furtado :)

Pozdrawiam serdecznie i do następnego rozdziału!

VeraDeDiamant