Połączeni w ciemnościach

Saga Pierwsza: Władca Pierścieni

Rozdział Pierwszy (Część 4)

Viper przykucnął na drzewo, obserwując w milczeniu jak Strider klęczał w zaroślach, szukając rośliny znanej w Shire jako Athelas*. Zastanawiał się, co powinien sądzić o tym wszystkim. Frodo leżał nieruchomo w obozie, przenieśli się do innego miejsca od czasu Amon Sûl, i był owinięty od stóp do głów w koce, pocił się tak jakby znajdował się trzy metry od słońca, a obok niego Sam doglądał go jak kwoka swoje pisklęta. Wiedział, że jeśli hobbit nie zostanie wyleczony szybko, wtedy on sam zamieni się w jednego z Nazgûli, jednego z Czarnych Jeźdźców.

Zastanawiał się w milczeniu, co mogłoby się zdarzyć, gdyby to on został ugodzony przez Ostrze Morgulu. Już był nieśmiertelny, nie mógł umrzeć, ale czy mógłby przekształcić się w jednego z nich i czy utknąłby już w takiej postaci, czy po prostu zniknął kiedy czas tego świata dobiegłby końca, a inny narodziłby się z jego popiołów? Lub byłby zmuszony do wędrówki przez wieczność jako niegodziwe, pokręcone, upiorne widmo, duch, który pożądał pierścienia, który nawet już by nie istniał.

Wzdrygnął się na samą myśl. Może jego istnienie nie było tak straszne, nie było najgorsze, mimo wszystko.

Viper patrzył jak Strider podskoczył, miecz był skierowany w jego gardło. Słodkie, prawie szyderczy głos rozbrzmiał. - Och, a to co? Strażnik dający się podejść?

Viper skoczył za Striderem prowadząc przybysza, elfią kobietę o imieniu Arwen, z powrotem do obozu. Arwen powoli zbliżyła się do wciąż nieprzytomnego Froda i powiedziała kilka słów w języku elfów. - Lasto beth nîn. Tolo dan na ngalad.

Viper przetłumaczył sobie jej słowa w głowie i skinął głową z zadowoleniem, patrząc jak oni wykonają swoją pracę. Frodo będzie bezpieczny, na razie.

- Kim ona jest? - szepnął Merry. Arwen uklękła przy Frodo i zawołała jego imię.

- Ona jest elfem - Sam odetchnął. Arwen spojrzała na zmartwioną twarz Stridera. - On blaknie.

- Gdzie jest Viper - zapytał Pippin. Arwen uniosła głowę na to pytanie, ciekawa. Spojrzała na Strażnika obok niej. - Viper? O kim ten Niziołek mówi?

Strider otwierał już usta, by odpowiedzieć, ale wtedy Viper zdecydował, że nadszedł czas, aby się pokazać, więc zeskoczył z drzewa; wszyscy podskoczyli przez jego nagłe pojawienie się. - To byłbym ja - powiedział. Zignorował ją badawczy wzrok i spojrzał na Froda, który oddychał ciężko. - On tego nie wytrzyma – powiedział im.

Arwen wyprostowała się. - Musimy zanieść go do mojego ojca. Szukałam was - odwróciła się do Stridera i hobbitów - przez dwa dni. Strider ukląkł i podniósł Frodo.

- Gdzie go zabieracie? - Sam krzyknął.

- Za wami jest pięć upiorów. Gdzie są pozostałe cztery, nie mam pojęcia – przekazała Arwen, i podeszła wraz ze Striderem do konia na, którym ich szukała. Ta dwójka prowadziła intensywną rozmowę, której Viper przysłuchiwał się dokładnie. - Zostań z hobbitami. Poślę konie z powrotem do Ciebie.

Arwen pokręciła szybko głową. - Jestem najszybszym jeźdźcem. Ja go wezmę.

- Droga jest zbyt niebezpieczna. - Strider za argumentował.

- Co oni mówią? - zapytał zmieszany Pippin.

- Frodo umiera. Jeśli uda mi się dostać na drugą stronę rzeki, moc moich ludzi będzie w stanie go ochronić – Arwen powiedziała surowo, po czym na jej twarzy pojawiła się beznamiętna maska. – Nie boję się ich.

Strider studiował ją przez chwilę, zanim uśmiechnął się słabo. - Jak sobie życzysz.

Maska została szybko rozbita i Arwen uśmiechnęła się.

- Oni rozmawiają w elfickim, sindarińskim, języku elfów – wyjaśnił Viper powoli panikującym hobbitom, zwłaszcza Samowi, który załamywał ręce w niepokoju, marszcząc brwi na zapalczywie rozmawiających dorosłych. Gładki, lekko barytonowy głos Vipera uspokoił ich, ale nie całkowicie. Arwen osiodłała swojego konia, a Strider usadowił Frodo przed nią. Elfica owinęła jedną rękę wokół nieprzytomnym hobbita, a wolną chwyciła wodze.

- Arwen - zawołał Strider. Spojrzała na niego. - Jeźdź twardo, nie oglądaj się! - Arwen skinęła głową i pochylił się do przodu. Koń wystrzelił naprzód. - Noro lim, Asfaloth, noro lim!

- Co ty robisz?- Sam zapytał Stridera histerycznie, gdy ten podszedł do ich ognia. "Te widma nadal tam są!

Strider nic nie powiedział. Viper zauważył, jak patrzył na szybko oddalającą się elficę, Odwrócił się, stawiając czoła panikującym hobbitom. - Nie ma obawy, maluczcy. To była Arwen. Córka Lorda Rivendel. Ona zapewni waszemu przyjacielowi bezpieczeństwo.

Spojrzał w górę, a potem zmrużył oczy. On ma przeżyć.

Wkrótce usłyszał zgrzyt, a głowa Vipera odwróciła się. – Nadchodzą - powiedział innym, gdy ci się pakowali. Viper poczekał chwilę zanim poprowadził ich z polany na kamienny teren, ponownie. Wkrótce Nazgûle znalazł się już przy nich i Strider dobył swojego miecza. Spojrzał na Vipera z ciekawością i nutką irytacji. - Czy ty w ogóle posiadasz broń? – zapytał.

Viper uniósł brew. – Więc… Tak, oczywiście, że mam, jeśli chcesz wiedzieć. Jesteś Strażnikiem, prawda. Dziwne, że nie zauważyłeś tego wcześniej. – Schylił się i wyciągnął dwa bliźniacze sztylety z ich pochw. Były to długie, czarne ostrza, z srebrnymi zdobieniami na rękojeści, niebywale ostre. Strider wytrzeszczył oczy i Viper wiedział, że zastanawiasz się, jak to możliwe, że ich wcześniej nie zauważył.

Ale nadeszli Nazgûle i nie miał czasu, aby się o nie zapytać. Viper niemal westchnął z ulgą. Nienawidził być przesłuchiwany.

Jeden z upiorów zamachnął swoim mieczem, który ominął gardło Stridera tylko o milimetr. Viper zagwizdał, a Strażnik spojrzał na niego twardo.

- Gdzie jest niziołek, Strażniku?! – Nazgûl syknął swoim ochrypłym głosem, wściekły ponad wszystko.

- Który? – Viper zadumał się, a Strider prychnął na to pytanie. Z krzaków można było usłyszeć śmiech Pippina, Merryego i Sama. - Tyle z ich ukrywania się – pomyślał Viper, przewracając oczami.

Czarny Jeździec zasyczał ponownie w furii, tak samo jak jego kompani znajdujący się za nim. – Gdzie jest Pierścień?!

- Och! – Viper ożywił się. – On. Tak… Nie mam pojęcia. – wzruszył ramionami podczas gdy Czarni Jeźdźcy ryknęli, nacierając na niego. Przygotował swoje sztylety, aby odeprzeć ich wściekły atak.

Strider postanowił się przyłączyć. – Minęliście się z nim – Strażnik powiedział upiorom. Viper zachichotał.

Ostatecznie udało się im odeprzeć atak Nazgûli; Viper stał na drzewie, obserwując ich oddalające się ich sylwetki, na szczęście jadące w kierunku przeciwnym do drogi, którą obrała Arwen z Frodo. Zeskoczył z gałęzi na ziemię spotykając się z pytającym wzrokiem Stridera i hobbitów. – Co? – uniósł brew. Strider przekręcił oczami. – Więc? – zapytał Strażnik.

Viper oparł się o pień drzewa, czyszcząc swój sztylet, o kawałek swojego ubrania. – Tak, są już daleko. Przynajmniej daleko od Frodo. – Hobbici wypuścili powietrze na znak ulgi i padli na ziemię.

Viper wyszczerzył się. – Och nie. Nie mamy czasu na odpoczynek! Zmierzajmy do Rivendel! – Jęknęli, a Strider przyglądał się im rozbawiony. – Wstajemy! Już, już! Mówię, wstajemy! Przed nami jeszcze długa droga!

Tak więc, oczywiście nie unikając narzekań ze strony hobbitów, kontynuowali swoją podróż ku Rivendel, w kierunku bezpiecznej przystani.

oOoOo

* Athelas (nazywany także Kingsfoil lub królewskim zielem)