Fika tego "popełniłam" dziś, po wczorajszym całodziennym maratonie 8 sezonu. Nie sądziłam nigdy, że to powiem, ale polubiłam Doggetta naprawdę mocno. No i Mulder tak mnie drażni, że mam ochotę mu osobiście przywalić w pysk. Within/Without/This is not happening/DeadAlive/Three Words - och, jak ja go w tych odcinkach nienawidzę! ;P
Po "Three Words" musiało się coś stać. Może coś takiego, jak proponuję w tym małym opowiadanku. Tak mnie naszło. Scena rozgrywa się zaraz po ucieczce Muldera i Doggetta z tej pięknej białej sali ze starymi komputerami ;)
Zwykle nie wrzucam napisanych przed chwilą fików, ale ten... niech tak zostanie, nawet jeśli znajdziecie jakieś zgrzyty. Był pisany pod wpływem uczuć i o uczuciach, bardzo silnych, mówi. Jeśli więc coś nie gra - to jest to efekt wzburzenia .
Opowiadanie to dedykuję Lindsay, która stworzyła "Powroty" (polecam: http : / / kb1985 . cal . pl / xforum / viewtopic. php?t=2760 ) Jeśli coś w tym moim fiku brzmi, jakby było zerżnięte, to zapewne jest - choć podświadomie. Ale to dlatego, że czytałam "Powroty" tyle razy, że niemal za kanon je uznaję. Lin - kocham Cię!
Ostrzeżenie: pada jedno brzydkie słowo ;)
Sculy aż podskoczyła, gdy drzwi jej samochodu otworzyły się nagle i do środka wpadli Mulder i Doggett.
- Gazu, Scully, wiejemy! – krzyknął Mulder, zatrzaskując przednie drzwi pasażera. Nie czekała na wyjaśnienia, wrzuciła bieg i ruszyła z piskiem opon.
- Co ze Strzelcami? – zapytał po chwili, oglądając się nerwowo na wszystkie strony, starając się zignorować siedzącego na tylnej kanapie Doggetta.
- Nie wiem – odpowiedziała Scully – Zerwałam z nim połączenie chwilę po tym, jak powiedzieli, że jesteście bezpieczni... Mam nadzieję, że zdążyli.
Mulder nie odpowiedział. Zacisnął zęby, wpatrując się w ciemność za oknem. Scully rownież milczała, a napotkawszy spojrzenie Doggetta w lusterku wstecznym, poczuła ochotę by się rozpłakać. Jakie to wszystko było skomplikowane. Tłumaczyła sobie zachowanie Muldera traumą, ale nie potrafiła zrozumieć skąd w nim tyle złości i agresji. Sprawiał wrażenie zazdrosnego o wszystko – od biurka agenta Doggetta w ich biurze, aż po fakt, że żyła. Próbowała z nim rozmawiać, ale zbywał ją jakimiś banałami, dając jej do zrozumienia, że nie mają o czym rozmawiać. Zachowywał się podobnie, jak wtedy, gdy wyjechała z Palaczem bez jego wiedzy. Wtedy jednak jej jakoś darował, ale teraz... Wyglądało to dużo gorzej.
Myślała, że gdy go odzyska, wszystko będzie jak dawniej. Ale nic nie było „jak dawniej" – jej ciąża, tak upragniona i oczekiwana, jej prywatny cud – nagle stała się niemalże dowodem winy. Widziała spojrzenie Muldera, gdy Strzelcy zażartowali w jej mieszkaniu na temat ojcostwa dziecka. Sprawiał wrażenie, jakby naprawdę myślał, że... to nie jest jego dziecko. Jego mina była tak absurdalna, że nie wzięła jej na poważnie. Później jednak zaczęła się zastanawiać. Może on naprawdę myślał, że nosi w sobie dziecko kogoś innego?
Obecność Doggetta, która stała się dla niej czymś niemal oczywistym, była niczym mur między nią, a Mulderem. Tak, jakby sądził, że byłaby w stanie zapomnieć o nim, że mogłaby innego mężczyznę uczynić kimś tak bliskim. Że nazywając Doggetta „partnerem", miała na myśli to samo, co nazywając „partnerem" jego.
- Agencie Doggett? – odezwała się. John spojrzał na nią w lusterku – Gdzie twój samochód?
- Został tam – odpowiedział – Wrócę po niego jak się trochę uspokoi, mam nadzieję, że go nie znajdą... – wzruszył ramionami – Jak możesz, podrzuć mnie gdzieś, gdzie będę mógł złapać taksówkę.
Kiwnęła głową, nie mówiąc nic więcej. Zauważyła, że każdą jej rozmowę z Doggettem Mulder traktował jak zdradę. Nie wiedziała, czy bardziej ją to rani, czy drażni. Zachowanie Muldera ciążyło jej z każdą chwilą coraz mocniej. Postanowiła w myślach, że porozmawia z nim, gdy tylko znajdą się w bezpiecznym miejscu.
W tym momencie zadzwoniła jego komórka. Odebrał i po chwili rzucił do słuchawki:
- OK, dobrze, że zdążyliście – I przerwał połączenie. Scully pochwyciła zaskoczone spojrzenie Doggetta. No tak, nie znał Muldera. Muldera, który nie używa słowa „pa", a rozmowy telefoniczne kończy ich zerwaniem. Muldera, który nie bąknął Strzelcom głupiego: „dzięki". Jakież to w jego stylu...
- Agentko Scully, zatrzymaj się tutaj – Doggett zdawał się nie wytrzymywać panującej w samochodzie atmosfery. Posłusznie zaparkowała przy krawężniku. Agent zawahał się przez chwilę, jakby zastanawiając się, czy coś powiedzieć, ale zrezygnował, otworzył drzwi i jedną nogą był już na chodniku, gdy Scully odwróciła się w fotelu i spojrzała na niego dziwnie.
- Dziękuję – powiedziała cicho po chwili.
- Niepotrzebnie – odparł John i wysiadł, zamykając za sobą drzwi. Patrzyła jak odchodzi, z rękoma w kieszeniach kurtki, walcząc z przemożną chęcią uderzenia Muldera w twarz. Gdzie podział się jej przyjaciel, mężczyzna, którego kochała? Siedzący obok, wyraźnie wściekły i obrażony na cały świat facet nie był jej Mulderem.
Westchnęła i już miała ruszyć, gdy się odezwał, patrząc w okno.
- Za co mu podziękowałaś? – warknął. Spojrzała na niego, nie wiedząc, czy nawrzeszczeć na niego, czy go zignorować.
- Nie potrafisz nawet na mnie spojrzeć? – odezwała się w końcu, zaciskając dłonie na kierownicy. Niechętnie odwrócił głowę – Co się z tobą dzieje, Mulder?
- Ze mną? – zmrużył oczy – Co się z tobą dzieje? Ze wszystkimi? Czy nikt nie zauważył, że ten cały Doggett śmierdzi z daleka?Piesek Kersha i grom wie kogo jeszcze. Dopiął swego uniemożliwiając mi zdobycie tych danych.
- Mulder! – krzyknęła, patrząc na niego ostrzegawczo – Do ciężkiej cholery, opanuj się w końcu! Jakie ty masz prawo wypowiadać się na temat człowieka, którego w ogóle nie znasz? Co on ci takiego zrobił? Poza tym, że cię odnalazł? – była wściekła, jak jeszcze nigdy nie była wściekła na niego.
Mulder patrzył na nią, wyraźnie zastanawiając się, czy wypowiedzieć na głos słowa, które już uformowały mu się w głowie.
- Powiedz!
- Zajął moje miejsce... – nagle jego głos stał się spokojny, niemal smutny. Patrzyła na niego, zdezorientowana.
- Postradałeś zmysły, Mulder... – odpowiedziała w końcu, kręcąc głową – Nawet nie wiem, co ja mam ci na to odpowiedzieć... – otwierał już usta, ale uciszyła go ruchem ręki – Nie przerywaj mi. Mam tego dość. Co ty sobie właściwie myślisz? Że niby co powinnam zrobić? Człowieku, dzień po twoim zniknięciu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Stąd te zawroty głowy i mdłości były. Miałeś wrócić, a zostawiłeś mnie samą! Samą, noszącą twoje dziecko! – uniosła głos, czując, że łzy napływają jej do oczu.
Mulder wpatrywał się w nią osłupiały. Prychnęła wściekle.
- Naprawdę myślałeś, że cię zdradziłam! – w jej głosie złość mieszała się z pogardą – Mulder, jesteś skończonym draniem! Kurwa, nie wierzę! Siedem lat razem i po tym wszystkim co razem przeszliśmy, po tym wszystkim co dla ciebie poświęciłam, ty uważasz, że mogłabym cię zdradzić? Czy ty jesteś normalny, Mulder? Zawsze byłeś skończonym egoistą, ale teraz to już przeszedłeś samego siebie. Według ciebie co powinnam zrobić? Zabić się z rozpaczy? Zrobiłabym to bez wahania, gdybym nie nosiła w sobie twojego dziecka! Mulder, stałam nad twoim grobem, ubierałam twoje martwe ciało i wkładałam je do trumny, wiedząc że nasze dziecko nigdy cię nie pozna, że ja już nigdy nie usłyszę twojego głosu, że nie uśmiechniesz się do mnie... – głos jej się zaczął łamać, ale wzięła kilka oddechów i potrząsnęła głową, odpędzając wzruszenie. Po kilku sekundach znów była opanowna – Gdy zniknąłeś Kersh został nowym dyrektorem i mianował agenta Doggetta szefem ekipy poszukiwaczej. Moja pierwsza rozmowa z nim skończyła się na tym, że chlusnęłam mu w twarz kubkiem wody. Gdyby nie to, że miałam akurat w dłoni kubek, pewnie bym go spoliczkowała. A potem wiesz co? Potem się okazało, że nie powiedziałeś mi, że umierasz! Doggett odkrył twój nagrobek! Wiesz, jak ja się poczułam? Ciągle mi mówił: „a może go wcale nie znałaś?". Tak się właśnie czułam! Jakbyś mnie całe życie oszukiwał, jakbyś nigdy mi nie zaufał. „Tylko tobie ufam", mówiłeś! Ale o śmiertelnej chorobie, która cię zabijała nie raczyłeś powiedzieć? I nie wyskakuj mi z tekstem, że to dla mojego dobra! Mam gdzieś takie dobro, jeśli człowiek, któremu ufam bezgranicznie,nie potrafi być wobec mnie szczery! – w oczach znów miała łzy. Mulder patrzył na nią w szoku, nawet nie próbując jej przerywać – Mało nie zabił mnie Łowca Nagród, o mały włos byśmy się ze Skinnerem pozabijali... Gibson Praise o mały włos nie skończył tak, jak ty... – zacisnęła zęby – A potem Kersh przydzielił Doggetta do Archiwum X. Nie chciałam go tam. Chciałam ciebie i tylko ciebie. Ale Doggett wcale nie chciał zająć twojego miejsca, chciał cię tylko odnaleźć. Uratował mi życie, choć próbowałam go trzymać na dystans – o mało nie przypłacając tego życiem swoim i naszego dziecka... Doggett jest tak skrajnie inny od ciebie, że każda chwila z nim spędzona przypominała mi o tobie, o tym, jak bardzo za tobą tęsknię. Starałam się być taka jak ty, mieć otwarty umysł, patrzeć na świat tak, jak ty... Ale mi to nie wychodziło, bo nie jestem tobą i bez ciebie... bez ciebie to nie to samo... – odwróciła wzrok, przyglądając się przejeżdżającym samochodom. Mulder poruszył się na swoim fotelu, ale nie odezwał. Nie miała ochoty na niego patrzeć – Śniłeś mi się. Jak cię torturują na statku. Modliłam się codziennie, byś to przetrwał, bym zdołała cię odnaleźć. Gdy zaczęli powracać ludzie uprowadzeni razem z tobą, nie wiedziałam, co mam ze sobą począć. Theresę Hoese znaleziono półżywą. Tego chłopaka, Gary'ego – martwego... Bałam się, że ciebie też znajdę poranionego i martwego... I obawy te się spełniły... Mulder... nie możesz tego zrozumieć. Jak się czułam. Jakim ciosem to dla mnie było. Jak bardzo... chciałam umrzeć, wiedząc że ciebie już nie ma. Gdyby nie... gdyby nie dziecko, które jest we mnie, już by mnie nie było. Jeśli ktoś zadałby sobie wtedy trud, by spróbować cię uratować, gdyby się to nawet udało, to ja bym tego nie zobaczyła. Ucieszyłoby cię to? Chciałbyś tak żyć? Żałując, że żyjesz, tak jak ja żałowałam przez te miesiące, gdy cię nie było? – umilkła. Kątem oka zauważyła, jak Mulder chowa twarz w dłonie – Wiem, Mulder, że ci ciężko, że jesteś zagubiony. Ale musisz zrozumieć, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nikt nie zajął twojego miejsca, bo nikt nie byłby w stanie tego zrobić. Nikt nawet nie próbował. Musisz zrozumieć, że koszmaru, jaki przeżyłam przez te pół roku, nie jestem w stanie opisać, podobnie jak radości, że dano mi... nam... drugą szasnę. Musisz zrozumieć, jak bardzo mnie boli to wszystko, te twoje tajemnice, fakt że wciąż mi nie ufasz, że mnie podejrzewasz o zdradę, że wcale mi na tobie nie zależy. Może to moja wina... Może powinnam ci powiedzieć wcześniej, może wtedy, gdy... gdy ty powiedziałeś to mi. Że cię kocham, Mulder. Kocham jak nikogo innego na świecie, bardziej niż jestem w stanie to wypowiedzieć, czy wyrazić...
Rozpłakała się. Jej ciałem wstrząsnęło kilka dreszczy, a po chwili z ust wyrwał się szloch. Poczuła, jak Mulder kładzie jej dłoń na ramieniu. Tak bardzo tęskniła za jego dotkiem.
- Scully... – wykrztusił z siebie z trudem – Jezu, Scully...
Ręce mu się trzęsły, gdy próbował odpiąć swój pas. W końcu uwolnił się od niego i odwrócił do niej całym ciałem. Złapał ją za rękę i zamknął jej dłoń w swoich dłoniach, wcześniej całując jej wnętrze. Scully wzięła głęboki oddech i spojrzała na niego spod spuchnietych powiek, mrugając kilka razy, by pozbyć się łez.
- Scully, ja... ja jestem kretynem – patrzył jej w oczy – Nie zasłużyłem na to, by żyć, nie zasłużyłem na ciebie, ani na to dziecko... – przełknął ślinę – Ale proszę, daj mi jeszcze jedną szansę... Nigdy nie będę taki, na jakiego zasługujesz, ale... postaram się. Jestem egoistą, zawsze byłem... Ale... spróbuję się zmienić. Tylko proszę, pozwól mi spróbować... – łzy płynęły mu po policzkach i wyglądał tak żałośnie, że nie potrafiła zrobić nic innego, jak wziąć jego twarz w swoje dłonie, wytrzeć kciukami jego mokre policzki i przycisnąć usta do jego czoła. Zaśmiał się z ulgą, choć nieco histerycznie, przez łzy. Uśmiechnęła się, opierając swoje czoło na jego, w tym znajomym, tak bardzo intymnym dla nich geście.
- Jesteś mistrzem w zyskiwaniu drugich szans... – mruknęła, wiedząc, że znów wszystko jest w porządku, że jej Mulder powrócił.
