Zajmując miejsce naprzeciwko więźnia, Kagami wziął głęboki oddech i przyjrzał mu się. Mężczyzna miał długie włosy zaplecione w cienkie warkoczyki zaczesane rządkami do tyłu i groźnie wyglądające oczy, które pokazywały jedynie znudzenie, kiedy położył nogi na stole. – Haizaki Shougo. Skazany na 15 lat więzienia za napaść i pobicie, napaść na policjanta, rabunek z bronią w ręku, grabież i kradzież samochodu.

- Owszem, faktycznie się tak nazywam i faktycznie popełniłem te wszystkie przestępstwa, detektywie. I w jakiż to sposób ten pokorny, skromny kryminalista może ci pomóc tego pięknego dnia? - odparł pewny siebie przestępca z drwiącym uśmieszkiem na twarzy.

Zirytowany jego tupetem Kagami nie zawracał sobie głowy pogawędką. – Kise Ryouta.

Haizaki zamrugał, zaskoczony nazwiskiem. – Kise Ryouta? Cóż, nie słyszałem tego nazwiska odkąd byłem nastolatkiem. Znaleźli w końcu tego ślicznego chłopca? Minęło już trochę czasu odkąd zaginął, czyż nie? Wszyscy robili z tego taką wielką aferę, ale to chyba dlatego, że był złotym chłopcem.

Chcąc sprawdzić czy mężczyzna siedzący przed nim poruszy temat śmierci Kise bez jego pomocy, Kagami kontynuował rozmowę. – Nie brzmisz jakbyś go jakoś szczególnie lubił. Opowiedz mi o swojej relacji z Kise.

Mężczyzna uśmiechnął się ironicznie. – Hmm? Przechodzisz od razu do rzeczy, jak widzę? Kiedy tak na mnie patrzysz, detektywie, czuję, że powinienem załatwić sobie prawnika… znowu. Powiem tylko, że cały świat wydawał się kochać Ryoutę. To było irytujące. Trochę tak, jakby na wszystkich rzucono zaklęcie, przez które nie mógł zrobić nic złego i był perfekcyjny we wszystkim za co się wziął. Wszystkie dziewczyny gromadziły się wokół niego, a wszyscy faceci chcieli się z nim przyjaźnić albo z nim chodzić.

Kagami uniósł brew. – Ale nie ty.

Haizaki wzruszył niedbale ramionami i spojrzał w sufit. – Ale nie ja. Cóż mogę powiedzieć? Od początku wiedziałem, że się ze sobą nie dogadamy, ale chyba lubiłem go na swój własny sposób. Za każdym razem, gdy na niego spojrzałem myślałem tylko „Och, wyglądałby dobrze, nawet gdyby ktoś go pobił" albo „Chciałbym zobaczyć jego zapłakaną twarz" albo „Chciałbym go pieprzyć" czasami. Ale przypuszczam, że właśnie dlatego został modelem, eh? Wszyscy chcieli go po prostu przelecieć.

Znowu o tej zapłakanej twarzy…

Zirytowany Kagami wyjął paczkę gumy, którą wcześniej kupił za radą Midorimy i włożył kawałek do ust. W milczeniu zastanawiał się czy zjedzenie swojego szczęśliwego przedmiotu na dany dzień było wbrew niepisanym zasadom szczęścia. – Słyszałem, że grałeś nieczysto na Pucharze Zimowym. Chciałbyś to wyjaśnić?

Haizaki zanucił, udając, że myśli. – Za kawałek gumy może bym chciał. Nie jadłem śmieciowego żarcia odkąd zostałem zamknięty w tym beznadziejnym miejscu.

Współpraca za kawałek gumy? To naprawdę mój szczęśliwy przedmiot. Cholera, teraz czuję, że wiszę coś Midorimie. Zastanawiam się czy podzielenie się gumą z kryminalistą sprawi, że stanie się mniej szczęśliwa?

Rzucając mu kawałek gumy, ściągnął brwi. - Więc mów.

Haizaki odpakował ją i włożył do ust, po czym uśmiechnął się do siebie. – Dobry cukier. Więc chcesz wiedzieć o Pucharze Zimowym? W porządku. W końcu to już przeszłość. – Wzruszył niedbale ramionami. – Grałem w meczu przeciwko drużynie Ryouty w ćwierćfinałach. Z tego co pamiętam nadal byłem wkurzony na Akashiego za to, że wykopał mnie z drużyny i zastąpił mnie jakimś dzieciakiem, który nawet nigdy ze mną nie wygrał. Nie żebym nie miał koszykówki w dupie, ale to raniło moją dumę, wiesz? Więc zagraliśmy i jak zwykle wygrywałem. Ale wtedy w pieprzonej strefie pojawił się nagle Ryouta i zaczął używać technik, których nie mogłem skopiować. Więc pomyślałem sobie „Pierdolić to wszystko, zmiażdżę go." Ryoutę od przepracowania bolała noga, więc na nią nadepnąłem. Ale oczywiście i tak wygrał, co wkurwiło mnie nawet bardziej. Pamiętam jak myślałem sobie „Zajebię tego dzieciaka. A w szczególności jego twarz. Tak mu przypierdolę, że już nikt więcej na niego nie spojrzy."

Zaskoczony szczerością i tym jak swobodnie Haizaki o tym wszystkim mówił, nie mógł powstrzymać się przed zachęcaniem go do kontynuowania. – Ale wtedy?

Kolejne wzruszenie ramionami. – Ale wtedy dowiedział się o tym jego kochaś i pojawił się zamiast Ryouty jak jakiś pierdolony rycerz w lśniącej zbroi i kazał mi zrezygnować z zemsty. Oczywiście się nie wycofałem i drwiłem z niego jak idiota, więc skończyło się na tym, że przewrócił mnie na ziemię przy pomocy swojej pięści. W przeciwieństwie do mnie oni wszyscy tak bardzo kochali koszykówkę i siebie nawzajem, że to było po prostu idiotyczne. Jak tak teraz o tym myślę, próba spotkania kogoś z kontuzją stopy tak daleko od szatni była zapewne głupim pomysłem.

Kagami uniósł sceptycznie brew. – I tak po prostu to zostawiłeś? Ciężko mi uwierzyć, że ktoś tak dumny jak ty po prostu zostawił Kise w spokoju po tym jak został uderzony.

Haizaki prychnął. – Myślałem o tym, czasami nadal myślę. O wszystkich rzeczach, które mogłem zrobić Ryoucie w ramach zemsty… ale było kilka czynników, które mnie do tego zniechęcały. Po pierwsze, nigdy nie widziałeś Daikiego wściekłego. Ten koleś jest po prostu morderczy, kiedy się go wkurzy. Po drugie, Ryouta zaginął zanim zdążyłem wypróbować swoje pomysły. I po trzecie, czułem lekką satysfakcję, kiedy usłyszałem jak się kłócą przez to co się stało.


- Aominecchi, dlaczego zrobiłeś coś tak głupiego jak uderzenie Shougo-kun? Myślałeś w ogóle o tym co się stanie, kiedy ludzie się o tym dowiedzą?

- Zamknij się! Wkurwił mnie! I tak ma w dupie koszykówkę i zasady. Dostał to, na co zasługiwał. A w ogóle dlaczego się na mnie wściekasz za to, że ci pomogłem? Spójrz na swoją głupią stopę! Powinienem przywalić mu jeszcze raz! I jeszcze jedno, przestań nazywać go po imieniu w taki przyjazny sposób!

- Będę nazywał go jak chcę! Shougo-kun to Shougo-kun! Kogo to obchodzi? Ugh, dlaczego jesteś takim idiotą? Myślałeś, że chciałem, żebyś zrobił coś takiego, kiedy ci o tym powiedziałem?

- Dlaczego miałoby mnie obchodzić to czego chciałeś? A teraz się już zamknij albo cię upuszczę! Jesteś taki irytujący!

- Więc to zrób! –ał! Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś! Ty głupi ganguro!

- Oi, jak mnie właśnie nazwałeś? Powiedz to jeszcze raz a cię kurwa zabiję, ty idiotyczny modelu!


- Tak, słuchanie tego było naprawdę satysfakcjonujące. Rozważałem wsypanie Daikiego, ale nie mogłem powstrzymać się przed szanowaniem kolesia, który jest taki silny zarówno na boisku jak i poza nim… nie wspominając już o tym, że naprawdę należy szanować faceta, któremu udało się przelecieć modela. Więc uważam, że zachowałem się wtedy jak równy gość. Ale Ryouta… Zdaje się, że ostatecznie był silny, jednak myślenie o nim zbyt często nadal mnie wkurza.

Kagami ściągnął brwi, podnosząc rękę. – Zaraz, zatrzymaj się. „Udało mu się przelecieć modela"?

Szare oczy zamrugały. – Och, nie wiedziałeś? Ryouta praktycznie rzucił się na Daikiego, pewnie rozłożył przed nim nogi i tak dalej. Musiałbyś być głupi albo ślepy, żeby odrzucić modela. Chodzi mi o to, że jeśli pokażesz tu chociaż zdjęcie tego dzieciaka, wszyscy więźniowie będą mieli świetną zabawę. Tylko tak mówię. – Zrobił z gumy balona i przebił go, po czym spojrzał na niego. – Nadal mi nie powiedziałeś dlaczego przebyłeś taki kawał drogi, żeby słuchać historii o Ryoucie. Nie mów mi, że wrócił?

- On nie żyje.

Haizaki zamarł na moment. Otworzył szeroko oczy i usiadł gwałtownie. – Nie żyje? Co? Whoa, zaraz! Nie próbujesz zrzucić winy na mnie, prawda? Oi, siedzę tu od miesięcy! Nie ma takiej opcji, żebym mógł mu coś zrobić!

Kagami skrzywił się w duchu. Patrzył na reakcję więźnia, który był szczerze zdziwiony nowinami. Mimo że bardzo nie lubił Haizakiego i chciał oskarżyć go o śmierć Kise, to nie wyglądało na możliwe. A nawet gdyby, to nie oddałoby Kise sprawiedliwości. – Morderstwo zostało popełnione lata temu.

- Morderstwo? Poważnie? Ktoś zabił Ryoutę? Kto by pomyślał… zaraz, lata temu? Mam rozumieć, że to czyni mnie podejrzanym? – Przebiegł dłonią po swoich warkoczykach i westchnął ciężko z niedowierzaniem. – Kurwa. Jak mówiłem, nie lubiłem tego ślicznego chłopca, ale nie nienawidziłem go.

- Opowiedz mi o swoim miejscu pobytu w nocy na bankiecie Pucharu Zimowego.

Mężczyzna skrzyżował ramiona. – Bankiet? Och, racja, odbył się po turnieju, prawda? Nie poszedłem na niego. Po tym jak przegraliśmy ten mecz i Daiki mnie pobił, poszedłem do domu i zostałem tam przez około tydzień. Mieszkam sam, więc nie mam alibi. Ale musisz się zgodzić, że trochę ciężko pokazać się na bankiecie z podbitym okiem po tym jak obraziło się ślicznego chłopca, którego wszyscy kochają. A tak w ogóle gdzie znaleźliście Ryoutę?

- Na Suginami-ku.

Haizaki oparł głowę na dłoni i ściągnął brwi. – Czekaj, gdyby już nie żył, czy nie potrzebowałbym samochodu, żeby przewieźć ciało? Czy sugerujesz, że zwabiłem go tam moim urokiem, ponieważ byliśmy takimi bliskimi przyjaciółmi i w ogóle?

Kagami leniwie przekartkował notes, ignorując ironiczną sugestię mężczyzny. – Cóż, patrząc na twoją długo historię kradzieży samochodów i podobnych przestępstw, przewóz ciała byłby całkiem istotny w tej sprawie, czyż nie?

- O cholera, moje rejestry karne działają przeciwko mnie, prawda? Ale mówiłem ci. Nie zrobiłem tego. Poza tym nie zacząłem kraść samochodów przed osiemnastką. Pamiętam to, bo grozili mi, że zatrzymają mnie na tym samym roku, jeśli jeszcze raz zostanę złapany. Ach… ale z drugiej strony, po raz pierwszy zostałem złapany, kiedy miałem osiemnaście lat. Z tego, co wiesz, zacząłem dużo wcześniej, po prostu nigdy mnie nie złapali. Czyż nie mam racji, detektywie?

Za bardzo mu się to podoba. Poza tym, jest zbyt dumny, żeby popełnić morderstwo i to ukrywać. Jeśli już, pewnie chełpiłby się tym przed wszystkimi.

Nie chcąc, żeby mężczyzna chwalił się innym więźniom, że jest podejrzany o morderstwo, Kagami pozbierał swoje papiery. – Myślę, że to wszystko na dziś. Dzięki.

Haizaki zamrugał. – Huh? To tyle?

- Tak, wrócę, jeśli dowiem się czegoś więcej.

Wyraźnie zirytowany tym, że tak nagle mu przerwano, Haizaki wzruszył ramionami tak nonszalancko jak tyko mógł. – Jasne. Następnym razem weź ze sobą więcej gumy i może paczkę fajek, eh?

Kagami wstał i wskazał na strażników, żeby go wypuścili. - Ta, nie liczyłbym na to.


Kiedy Kagami wrócił do biura, znalazł siedzącego tam Tatsuyę, który pracował nad stertą papierów rozłożonych na jego biurku. Drugi detektyw uśmiechnął się i pomachał do niego. – Taiga, nareszcie wróciłeś. I jak poszło?

Kagami westchnął głośno i opadł na swoje biurko. – To był najbardziej irytujący więzień z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Ale myślę, że tego nie zrobił. Jest zbyt chełpliwy. Nie ma opcji, żeby ukrył ciało tak starannie, szczególnie, że miał wtedy 16 lat.

- Nic z tego, hmm? Szkoda. Wybacz, że nie było mnie tu ostatnio. To śledztwo zajmuje więcej czasu niż myślałem. No więc czego potrzebujesz? Chciałeś przedyskutować tę sprawę?

Skinął głową. – Tak, myślałem, że to może pomóc.

Partner pokiwał głową i podszedł do jego biurka. – Zatem czytam ci w myślach. No dalej, powiedz mi co na razie masz. Czekaj, Alex, chcesz dołączyć do dyskusji zamiast podsłuchiwać?

Przełożona wystawiła głowę zza drzwi i roześmiała się. – Niezłe oko, Tatsuya. – Podeszła do nich i usiadła na krześle. – No dobra, dajesz, Taiga.

Kagami wyciągnął materiały z torby, położył je na biurku i wskazał na fotografię blondyna. – To jest ofiara, Kise Ryouta. Miał wtedy szesnaście lat, był licealistą, dobrze znanym modelem i koszykarzem. Był członkiem Pokolenia Cudów. Jego zaginięcie zgłoszono rankiem 6 grudnia, ale myślę, że można śmiało powiedzieć, że zaginął w nocy 5, po bankiecie Pucharu Zimowego. To jest taśma z meczu, jeśli chcecie obejrzeć. Potrzebuję kopii nagrania i fotografii, żebym mógł zwrócić oryginały Kuroko.

Pod koniec nagrania pozostała dwójka wydała z siebie pełne uznania odgłosy. Alex praktycznie zagruchała do ekranu. – Aw, jest uroczy, kiedy płacze. Masz jeszcze jakieś filmy? Albo zdjęcia? Nie te pozowane, chcę znowu zobaczyć jak płacze.

- Oi, Alex, nie wygłupiaj się – Kagami skarcił ją, kiedy chwyciła pilota, przewinęła taśmę i zatrzymała na zapłakanej twarzy Kise. – Skupcie się! Mówię dalej! To są jego koledzy z drużyny w Gimnazjum Teikou, a to w Liceum Kaijou.

Tatsuya spojrzał na zdjęcia i wskazał na jedną z postaci. - O hej, to jest Atsushi.

Kagami zamrugał. – Atsushi? Och, Murasakibara? Znasz go?

Skinięcie głową. – Pracuje w cukierni, do której często chodzę, chociaż wydaje się więcej próbować niż piec. Nie wiedziałem, że grał w koszykówkę, ale to by przynajmniej wyjaśniało jego wzrost. Następnym razem chodź tam ze mną, co?

- Brzmi świetnie, tylko daj mi znać kiedy. – Wracając do tematu, kontynuował. – W tamtym czasie ofiara mieszkała w domu z rodzicami. Oboje pracują, to normalne, raczej konserwatywne małżeństwo. Chłopak miał też dwie starsze siostry. I chociaż wszyscy byli bardzo chętni do pomocy, nie byli w stanie dostarczyć mi zbyt wielu informacji na temat jego prywatnego życia w szkole i poza nią. Nie jestem pewny czy to dlatego, że nie byli po prostu zbyt bliską rodziną czy co.

Alex wzruszyła ramionami. - Będziesz musiał zapytać kogoś, kto był z nim blisko. Powiedzieli coś jeszcze?

- Wspomnieli, że czasami martwili się, że syn się przepracowuje, ale kiedy go o to pytali, odpowiadał im „Wszystko co robię sprawia mi ogromną przyjemność, więc się nie martwcie". I podobno wyglądał na szczęśliwego, więc nigdy tego nie kwestionowali. Powiedział im, że będzie nocował u przyjaciela podczas mistrzostw, ponieważ było stamtąd bliżej do stadionu i zadzwonił do nich z bankietu, żeby powiedzieć im, że zostanie jeszcze na jeden lub dwa dni i żeby się o niego nie martwili.

- Brzmiał jak troskliwy chłopiec.

Kagami skinął głową. – Z tego co wiem, był towarzyskim nastolatkiem, bardzo ufnym, z prawie wszystkimi dobrze się dogadywał. Jego miejsce pobytu tamtej nocy, kiedy zaginął wciąż nie jest znane. Podobno na chwilę opuścił mieszkanie swojego przyjaciela, żeby pobiec do sklepu, ale wkrótce będę mógł zdobyć więcej informacji na ten temat. Na ten moment osobą, którą widziała go żywego po raz ostatni jest Aomine Daiki. Chyba że ofiara dotarła do sklepu, wtedy ostatnią osobą byłby sprzedawca. Porozmawiam z Aomine tak szybko jak się tylko da. Wiem też, że ofiara przyszła na bankiet Pucharu Zimowego i nie zachowywała się inaczej niż zwykle. To ostatnie zdjęcie, które mu zrobiono zanim zaginął.

Tatsuya uniósł brew. – Wygląda na dość drogi garnitur jak dla nastolatka.

- Według tego, co mówił Kuroko, dostał go z jednej ze swoich sesji zdjęciowych, co miałoby sens. Jak dotąd rozmawiałem z jego rodzicami i dwoma kolegami z drużyny z Teikou. Podobno pozostali w kontakcie przez koszykówkę. A dzisiaj spotkałem kolesia z Teikou, który zdawał się żywić urazę do ofiary, ale nie wyglądało na to, żeby wiedział, że Kise nie żyje, dopóki nie postawiłem go przed tym faktem. Przyznał się, że grał nieczysto w trakcie mistrzostw, ale nadepnięcie komuś na stopę, a zamordowanie go to dwie różne rzeczy. Jego rejestry karne nie uwzględniają zamiaru morderstwa. Będę dzisiaj rozmawiał z senpaiem ofiary, a potem z Murasakibarą razem z Tatsuyą. Och, a to są dwaj pozostali znajomi chłopaka z gimnazjum, z jednym z nich mógł być w bliskim związku. I mam nadzieję, że zobaczę też wkrótce tego Akashiego.

Szefowa pokiwała głową. – Wygląda na to, że przez trochę czasu będziesz zajęty. Zadzwoń do nas, jeśli będziesz potrzebował pomocy, okej?

Pochylił głowę. – Oczywiście. Ofiarę znaleziono w górnym stawie Parku Zenpukuji w Suginami-ku. Przyjmując, że chłopak już wcześniej był martwy, sprawca musiał mieć dostęp do jakiegoś środka transportu. Jeśli był to dorosły, mógł użyć swojego własnego samochodu. Jeśli był to nastolatek, to by oznaczało, że albo ukradł samochód albo towarzyszyła mu osoba dorosła, która go kryła. To mógł być rodzic, rodzeństwo, nauczyciel, ktokolwiek naprawdę. A według ostatniego raportu znaleziono niewielkie pęknięcie na kości gnykowej ofiary, co może oznaczać, że została uduszona i była nieprzytomna, zanim skończyła w stawie. Nadal nie ma definitywnych dowodów, żeby stwierdzić czy chłopak zginął czy nie zginął przez uduszenie i czy był przytomny czy nie, kiedy dotarli nad jezioro. Dowody są zbyt stare, żeby ustalić czy został wykorzystany seksualnie.

Tatsuya ściągnął brwi. – Biedny dzieciak. Uduszenie, hmm? Zbrodnia namiętności… więc był to pewnie ktoś, kogo znał. Jedynym problemem jest to, że przez to, iż był bardzo znanym modelem to mógł być członek rodziny, przyjaciel albo nawet fan.

Kagami przytaknął. – No, to prawda. Podobno nawet kiedy był w gimnazjum, zdarzało się, że ktoś go prześladował.

Alex postukała się palcem w policzek i zanuciła w zamyśleniu. – Jeśli to był fan, musiał być naprawdę zagorzały i pewnie był mężczyzną. Dziewczyna czy nawet kobieta musiałaby być bardzo silna, żeby udusić wysportowanego nastolatka jego postury. Mogę popracować nad bazą danych jego fanklubu i sprawdzić, czy byli tam jacyś fanatycy. Jego agencja powinna nadal mieć te zapisy i postaram się zrobić to dyskretnie, okej?

Tatsuya uśmiechnął się. – A ja kiedy będę miał czas, zobaczę do ilu informacji na temat tamtego Pucharu Zimowego uda mi się dokopać i sprawdzę czy uda mi się zdobyć jego biling.

- W porządku, dzięki. – Kagami rzucił okiem na zegarek, podniósł się i szybko wrzucił swoje rzeczy do torby. – Ach kurwa, muszę lecieć. Powiedziałem Kuroko, że zaraz się z nim spotkam w Maji Burger. Alex, jako że nie wygląda, żebyś miała teraz coś ważnego do roboty, możesz zrobić mi kopię zdjęcia i taśmy? Dzięki!

- Oi, Taiga! Tak się nie mówi do swojego szefa!


Dodatek: Kiedy Alex przeszukała bazę danych fanklubu, na liście pojawiły się nazwiska wszystkich członków Pokolenia Cudów i drużyny z Liceum Kaijou. Było tam również nazwisko Haizakiego (wielokrotnie rejestrował się i usuwał swoje konto z powodu zakłopotania, lecz później znów się rejestrował… to było błędne koło).