Aby nie było zastrzeżeń. "W zaciszu komnat Kapitana Kuchiki" to zbiór wielu historii łączących Kapitana szóstej dywizji i jego porucznika.
Jeśli te historie będą od siebie zależne, zaznaczę to, ale w tej chwili, to po prostu kolejny oneshot.

Sakuja


UWOLNIONE UCZUCIA

Kapitan Byakuya Kuchiki siedział przy biurku i nerwowo bębnił palcami w blat. Nie to, żeby się martwił o swojego porucznika, który miał wrócić z Karakury za kilka godzin. On po prostu… on…
Warknął coś pod nosem sfrustrowany.
Gdyby tylko nie był głową rodu, wtedy mógłby swobodnie kręcić się po gabinecie w panice i zastanawiać się, czy z Abarai'em jest wszystko w porządku! Gdyby tylko nie był…
Czuł ogromne zmęczenie.
Ukrywanie emocji przed wszystkimi, cały czas, na okrągło, nawet w środku nocy, jeśli ktoś ośmieliłby się wyrwać go ze snu. Oczywiście, jeszcze nikt się nie ośmielił budzić go czy nawiedzać w sypialni. Każdy obawiał się wściekłości zimnego, bezdusznego Kapiana Kuchiki. Każdy... poza nim.
Jęknął cicho próbując się opanować. Nie mógł przecież rzucić się na porucznika, z ulgą, że ten wrócił i w najbliższym czasie będzie cały czas przy nim. Nie mógł!
A może tak właściwie… Co by się stało, gdyby...

Podniósł się do pionu zdając sobie z czegoś sprawę.
Odcinał się od wszystkich, ignorował ich, ukrywał swoje emocje i uczucia, nie raz odcinał część swojego zdania, aby nikt nie oskarżył go o urażanie dumy rodu.
Jak marionetka przez lata robił wszystko, aby się opanowywać, bo to przecież "Nie wypada głowie rodu". Ale do cholery! Jego dziadek wprawdzie ukrywał uczucia, ale nie przy nim i nie przy swoich bliskich. Ignorowali swoje emocje tylko przy podwładnych, tylko przy innych kapitanach, tylko przy wrogach.
A gdyby tak… pozwolić Abarai'owi się poznać? Tylko jemu jedynemu, tak, żeby ktoś wiedział, ktoś mógł go zrozumieć… Ktoś bliski i zaufany… Renji.
Przełknął ślinę i spojrzał w stronę lustra, z trudem wygiął wargi w uśmiechu. Nie robił tego od dnia, w którym stracił swoją ukochaną.

Wyglądam nawet nieźle…

Ocenił z lekkim zadowoleniem. Hisana na pewno byłaby dumna wiedząc, że postanowił w końcu wziąć się w garść i poszukać szczęścia.
Na próbę zrobił jeszcze kilka innych min i z prawdziwym samozadowoleniem uznał, że z emocjami całkiem mu do twarzy.
Rozległ się cichy trzask klamki, kiedy ktoś na nią nacisnął. Byakuya odetchnął po raz ostatni, wystarczyło mu bardzo niespokojne reiatsu, aby zidentyfikował swojego gościa. Odepchnął ostatnie wątpliwości i…


-Kapitanie –wszedł do gabinetu, zamknął drzwi i pochwalił swój refleks, ponieważ zdołał złapać rzucającego mu się na szyję bruneta. Stał jak skamieniały obejmując drżącymi dłońmi faceta swoich marzeń. – Kkapitanie… dobrze się czujesz? – wyjąkał zdezorientowany. Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażał sobie czegoś takiego. A miał naprawdę bardzo bujną wyobraźnię.

Jęknął, kiedy smukła i dość drobna, jak na mężczyznę pokroju Byakuyi, dłoń chwyciła go za podbródek. Uchylił wargi z wrażenia na widok rumieńców na twarzy kapitana i jego nietypowego, pełnego uczuć spojrzenia.
Wykorzystał to. Tak. Ciemnooki wykorzystał tę chwilę jego rozproszenia i przylgnął do jego ust swoimi miękkimi wargami. Przymknął powieki poddając się pocałunkowi i odwzajemniając go delikatnie. Nie mógł w to uwierzyć. Kapitan szóstej dywizji, Byakuya Kuchiki, spoczywał w jego ramionach, przylegał do jego ciała i wargami miażdżył jego usta.

Najszczęśliwszy dzień mojego życia…


Powoli zaczął prowadzić mężczyznę do kanapy, popchnął go na nią z całą siłą, jaką zdołał z siebie wydobyć i usiadł mu na kolanach. Czuł się tak, jakby właśnie rozbijał dumę swojego rodu w drobny mak i… Czuł się z tym naprawdę, nad wyraz dobrze!

Pochylił się i ułożył głowę na ramieniu porucznika. Nie obawiał się, że za kilka minut całe Soul Society obiegnie plotka „Kapitan Kuchiki molestuje podwładnych". Bo Abarai nie zrobiłby mu czegoś takiego. To była właśnie ta jedyna osoba, której ufał. Jedyna osoba, która zawsze była gotowa stanąć u jego boku do walki, nigdy nie wątpiła w jego postępowanie… Jedyna osoba, która nie znając jego emocji, była w stanie odkryć, że jest samotny… I jakimś cudem wiedzieć, że uwielbia ludzkie czekoladki z wiśniami… To ostatnie akurat, było bardzo zastanawiające.

-Kapitanie – odezwał się cicho, delikatnie zaczął przeczesywać jego czarne włosy palcami. Nie miał żadnego potwierdzenia, ale czuł, że kapitan nic mu nie zrobi.

-Hmm? – mruknął cicho i wtulił nos w zagłębienie jego szyi.

-Kapitanie, cieszę się, że to przede mną się otworzyłeś – szepnął, bał się odezwać głośniej, aby nie zburzyć tej łagodnej, idealnej chwili, w której był tak blisko Kuchiki'ego.


Uśmiechnął się bardzo delikatnie i ułożył głowę wygodniej na jego ramieniu. Tak właściwie. To całe okazywanie emocji i uczuć było bardzo przyjemne. Oczywiście, przyjemne, bo to porucznik, który męczył go w snach i na jawie był tym, przed którym się otworzył.
Mruknął przymykając powieki, sposób, w jaki Renji gładził go po głowie... to było takie usypiające.