A teraz, trochę Mikeyli, która dosyć szybko stara się zaakceptować zmianę.Przez jej wcześniejsze myśli, raczej to nie trudne.W końcu była naukowcem, a oni zazwyczaj mają równie porąbane marzenia.Z tego co mi wiadomo.Huh

.

Zaakceptuj swój los, jeżeli nie możesz go zmienić.

Testowałam właśnie możliwości mojego ciała. Podczas gdy zginałam i prostowałam ramię, pozwoliłam moim myślom spokojnie błądzić.

Ludzie z pracy. Szef. Angelika.

Czy ktokolwiek zamartwiał się moim zniknięciem? W końcu nikt nie rozpływa się w powietrzu i... Oh, czekaj. Tak się właśnie stało ze mną, ale wracając.

Nie. Czemu mieliby? Prawdopodobnie szybko zostałam uznana za martwą.

Zdziwiłabym się gdyby nikt mi tego nie życzył, po tym całym incydencie.

Kto wie? Może jednak gdzieś zostało odnalezione moje ciało?

Tyle, że ja nadal żyję.

Jestem tutaj.

Może mam w sobie więcej mechanicznych części, niż nie jeden emo - dzieciak, ale nadal tu jestem. I nadal jestem człowiekiem. Przynajmniej mentalnie.

Ale czy nie od zawsze marzyłaś, by stać się taka jak oni?

Zatrzymałam ramię, które było teraz skierowane lekko ku górze.

Szukaj pozytywów.

Świetnie. Nie minęło zbyt wiele czasu, a już objawiają mi się dziwne symptomy samotności. Jakbym wcześniej nie była wystarczająco szurnięta.

Wow, przynajmniej teraz potrafię się do tego przyznać. Chyba zmiana w bota dobrze na mnie wpłynęła.

- Pozytywy... - Mruknęłam.

Oparłam rękę o kolano i spróbowałam przypomnieć sobie wszystko o wielkich robo... Cybetronaninach.

Uh...

Może...

Zero okresów.

Zero okresów. Mmm. Koniec z bezsensownym cierpieniem i chęcią wyjechania do innego stanu, by wyciąć sobie macicę raz na zawsze. Kto to wogóle wymyślił? To niby ma sens z naturalnego punktu widzenia, ale to dosyć brutalny gest matki natury.

Nielimitowany dostęp do internetu.

Nieli - Ah! No przecież! Mogłabym dowiedzieć się czy ktokolwiek zauważył brak celebrytki - kryminalistki. Zajżałam w głąb mojego procesora, czując jak śmieszna pula światła w mojej piersi, łaskocze dziwnie. I...

Nie mam pojęcia jak to zrobić.

Wiem, że mogę, ale nie wiem jak.

Osunęłam się na ścianę zawiedziona. Dobra, coś innego.

Nie musisz płacić rachunków.

Ale brak rachunków oznacza brak środków do życia.

Nie, abym jako robot potrzebowała zbyt wiele... No bo co?Już raczej nie mogę jeść ludzkiego jedzenia, ani pić wody.

Nagle coś sobie uświadomiłam. Prawdopodobnie, gdybym nadal posiadała serce - zatrzymało by się. Jest rzecz, której niezaprzeczalnie potrzebuję. Niezaprzeczalnie potrzebuję, a ona jest równie łatwo dostępna co hasła do Koreańskich planów nuklearnych.

Energon.

- Awww! Skąd ja do cholery wezmę Energon!? - Warknęłam, wyrzucając ręce ku górze. Od razu sprawdziłam poziom mojej energii. Nie było tak źle. Musiało by minąć trochę czasu, zanim wpadłabym w wymuszone ładowanie.

I kto wie ile byś dryfowała w tym stanie. Mogłoby minąć dużo czasu, zanim ktoś by cię znalazł. Pamiętasz co ty robiłaś ze znalezionymi Cybetronaninami?

O tak.

Zdecydowanie powinnam znaleźć Energon.

Tylko gdzie? Ledwo wiem gdzie sama się znajduję. W dodatku, nie sądzę, że wyjście z tego cmentarzyska złomu w moim stanie było najlepszym pomysłem. A, jedynym pojazdem jaki dotychczas znalazłam i jaki mogłabym wybrać - była koparka.

Jakoś nigdy nie marzyłam by być koparką.

Z resztą i tak byłam na to za mała. Z tego co pamiętam, tryb alt musiał pasować do wysokości mech - ciała. Jak oni to nazywali? Rama?

W takim razie trzeba wyjść na zewnątrz.

Szybko złapałam ścianę z, którą od niedawna byłam w bliższym kontakcie niż bym chciała i wstałam chwiejnie. Dobra, tylko gdzie jest wyjście? To miejsce wbrew pozorom nie należało do największych, ale podczas zwiedzania go nie znalazłam żadnych drzwi... Czy czegoś. A co jeżeli jestem pod ziemią? Śmiesznie by było.

Nie, wcale nie.

Ruszając moje metalowe zwłoki, ponowiłam błądzenie po ośrodku tym razem uważniej patrząc w niższe rejony. W końcu byłam teraz znacznie wyższa i mogłam coś przypadkowo ominąć.

Nie wiem ile razy okrążyłam wszystko. Naprawdę. Prawdopodobnie w moim ludzkim ciele, spaliłabym mnóstwo kalorii.

Hej, ale to jakiś pozytyw. Nie ma opcji, abym teraz utyła.

Postukałam palcem w powierzchnię mojego policzka. A co jeżeli zostałam zamknięta w na jakimś wybiegu i gromada naukowców obserwuje wszyskie moje ruchy? Zmrużyłam oczy i posłałam podejrzliwe spojrzenie na sufit w poszukiwaniu kamer. W końcu kto buduje taki wysoki sufit dla ludzi?

Z drugiej strony...

Zniżyłam pole widzenia tym razem przyglądając się zardzewiałym ścianom. Następnie zacisnęłam swoją dłoń w pięść i przymierzyłam się niepewnie.

Nie ma szans, aby to wypaliło.

Ostrożnie puściłam ścianę, gdy upewniłam się, że biegnąc, ziemia nie przyciągnie mojej twarzy jak magnez. Następnie wybiegłam na przód, zamachnęłam się wydając wojowniczy okrzyk i przyrąbałam z całej siły w pozginany metal.

Czy ściana rozpadła się pod moim super - uderzeniem?

Nie.

Za to zatrzęsła się, powodując, że zawalił się sufit i z głośnym hukiem przywalił w mój kask. Ogólnie, byłam przygniecona pod stertą złomu.

Fantastycznie.

Przez momęt leżałam bez ruchu, przeklinając cicho. Po chwili jednak odepchnęłam nogami, przywierającą do mnie blachę - dziwiąc się, że odleciała tak łatwo.

Chyba jestem silniejsza, niż myślałam.

Usiadłam, rozglądając się lekko zszokowana i odetchnęłam z ulgą.

Rzeczywiście byłam na złomowisku. Za to "Ośrodek Badawczy" był tak naprawdę złomowym pagórkiem. No, przynajmniej z zewnątrz. Od środka nadal wyglądało, jak - choć pordzewiały i paskudny - to, futurystyczny dom robota.

Robota, który naprawdę lubił koparki.

Potrząsnęłam głową i spojrzałam w nocne niebo. Cóż, o tyle dobrze, że jestem daleko od większej cywilizacji. Gwiazdy błyszczały oszałamiająco jasno, na co nie miałyby szans przy takiej dawce oświetlenia - jakie dawałoby miasto.

Uh, teraz trzeba znaleźć coś pasującego do mnie. Uważnie zaczęłam przyglądać się najbliższym pojazdom. Były jakieś samochody, a przynajmniej to co z nich zostało i motor. Hmm.

No dobra, tylko jak mam to zrobić?

Zastanawiałam się chwilę, a następnie postanowiałm po prostu w niego wpatrywać.

Nic.

- Argh, wybieram cię!

Nic.

Ok, może dla odmiany jestem za duża na motor.

Przeżuciłam się na inną kupkę, czołgając się do niej na czworakach. Prawdopodobnie wyglądałam teraz wyjątkowo żałośnie, ale kogo to obchodzi? Z resztą nikogo tutaj nie ma, a to nie tak, że miejsce w, którym się obudziłam było zamieszkane czy coś. Tak, to by wyjaśniało moje pojawienie się tam. Jakiś inny robo - czubek mógł w końcu zanieść mnie do niego.

Zdecydowanie wolałam wcześniejszą, mniej logiczną wersję.

I jej jak na razie się trzymałam.

Jakoś nie miałam siły się tym martwić po prostu.

Zanim się zoriętowałam, przebiegł mnie dziwny impuls elektryczny, a ja pisnęłam zaskoczona. Rozjerzałam się pośpiesznie, aż natrafiłam na przyciągający widok.

Czy ja właśnie...

- No, proszę. - Zacmokałam, gdy niedaleko zauważyłam nadniszczony czterokołowiec.

Prawdopodobnie musiałam zeskanować go instynktownie. Kto by pomyślał, że to takie proste? Nie pozostaje nic innego, niż się cieszyć.

Sprawdziłam jakie zmiany dokonał we mnie ten czyn.

Cóż, pomimo, że wyglądałam na równie porysowaną - było całkiem, całkiem. Koła pojawiły się z tyłu moich łydek, oraz na przedramionach. Nadal byłam srebrna, ale doszły do tego ciekawe ozdoby. Uda i miejsce od łokcia - do nadgarstka, zwierały trzy paski. Po koleii czarny, żółty i zielony. Na wyjątkowo kwadratowym podwoziu, w niższych partiach były tylko dwa - czarne. Za to w wyższych, wyścigowa szachownica.

Przynajmniej nie zeskanowałam czegoś z namalowanymi karniakami.

~"Cholera" Jest chyba najczęstszym słowem używanym przez Mikeyle.Tak w ogóle ogarnęłam, że imię głównej bohaterki może się kojarzyć z Mikaelą z Bayverse.Otóż nie.Zainspirowałam się serialem Dr. Quinn, gdzie właśnie pani doktor tak się nazywała.To z tego co pamiętam to przekształcenie od męskiego "Mike".Tak tylko mówię...Do następnego~