No to mamy ostatni rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba.
Zapraszam~
"Spadaj, babo!" -Zaśmiał się Ron kładąc słodycze na półce, do której drobna dziewczyna nie miała szans dosięgnąć. "Ale jak skoczysz mi po colę to się zastanowię czy dać ci jeszcze jedną. " -wytknął język opierając się plecami o szafkę i krzyżując ręce torsie.
"Mówiłam już jak bardzo cię nie znoszę?" -Zapytała Grell z nutą sarkazmu w głosie podchodząc do kołka na płaszcze i zabierając swoje nakrycie i szalik z czerwonego kaszmiru... Nosiła go cały czas, to kwestia przyzwyczajenia, może i tęsknoty?
"Powtarzasz mi to co dzień, siostrzyczko. Ale weź mi bez cukru, bo będę gruby jak ty i..." -nie dokończył zdania, bo ruda rzuciła go ścierką trafiając prosto w jego twarz złośliwie się przy tym uśmiechając. "Okay, mała, 1:0 dla ciebie..."
"Czy jego wysokość Ronald Knox ma jeszcze jakieś zamówienia oprócz coli?" -Zapytała stojąc już w progu oddzielającym zaplecze od baru. "Uprzedzam tylko, że jestem spłukana, nie mam więcej niż 5 funtów w kieszeni."
Eric zmywał podłogę już trzeci tydzień z rzędu zastanawiając się jak zaprosić Grell na randkę. Czerwonowłosa dziewczyna bardzo mu się podobała a on jak nigdy tracił przy niej cały rezon i nie umiał zaprosić jej do kina czy na kolację! Idiota... Odwrócił głowę w stronę drzwi patrząc kto przyszedł. Odstawił mop na bok wycierając dłonie w fartuch.
"Dzień dobry..." -odezwał się William rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu kelnerki, która obsługiwała go tu rok temu. Czyżby przestała tu pracować? Czyżby cały jego trud poszedł na marne? A niech to szlag... "Przepraszam pana, kiedyś pracowała tu dziewczyna...miała takie długie, czerwone włosy..." -był lekko zakłopotany, doprawdy, nie umiał rozmawiać o takich rzeczach.
Poszukiwana przez niego dziewczyna właśnie wyszła z zaplecza z uśmiechem. "Eryś, słoneczko ty moje, zaraz wrócę, idę po co..." -Nie skończyła zdania patrząc kto stoi przy blacie baru i natychmiast spłonęła rumieńcem przypominającym kolor jej włosów. Wrócił! Był tu, stał przed nią, po prostu wrócił!
"No cóż...jak widać." -uśmiechnął się Eric biorąc się dalej za mycie podłogi. Jego szanse poderwania Sutcliff właśnie zmalały do zera, wrócił mężczyzna, o którym Grell mówiła częściej niż o czymkolwiek innym. Poczuł się taki... przegrany.
"Dzień dobry..." -uśmiechnął się brunet czując ulgę jak mało kiedy. Więc wciąż tu pracowała, wciąż tu była! A co, jeśli jest zajęta? A co jeśli ten blondyn to jej facet? Nie ważne, nie dowie się jeśli nie spróbuje. Najwyżej dostanie kosza i zakaz wstępu do kawiarenki... "Ma pani piękny szalik, miałem kiedyś podobny..." -uśmiechnął się chcąc jakoś zacząć rozmowę, cokolwiek. Naprawdę był ażtakim sztywniakiem by zaczynać rozmowę o szaliku?
"Właściwie to...ten jest pański. Zostawił pan go u nas, potem już pan po niego nie przyszedł i tak jakoś wyszło, że..." -Zarumieniła się jeszcze bardziej próbując się z niego wyplątać by mu go oddać, ale palce za bardzo jej się trzęsły. Czy to sen?
"Nie, nie, nie trzeba. Mam drugi." -Zastrzegł pd razu wskazując na swoją szyję owiniętą identycznym szalem, ale w kolorze ciemnego granatu w nieco jaśniejszą, szkocką kratę. "Proszę, niech go pani zatrzyma." -Usiadł na wysokim krześle przy barze patrząc na nią jak w obrazek. Ciekawe ile była od niego młodsza? On dobiegał trzydziestki, ona mogła mieć góra dwadzieścia cztery...
"Dziękuję..." -Spojrzała mu w oczy i dostrzegła, że oboje mają oczy w kolorze kwasowej zieleni z tym, że jego były bardzo chłodne. Tyle razy przetwarzała tę scenę w myślach a teraz nie miała pojęcia co ma mu powiedzieć, jak zacząć temat! Ugh, idiotka.
"Właściwie to... coś dla pani mam." -Brunet wyciągnął z aktówki notes, który Grell tak dobrze pamiętała... Często w nim coś notował, wydawał się być z nim nierozłączny. "Proszę." -Podał jej go w jej drobne rączki czując jakie są ciepłe, delikatne. Zupełnie jakby nie pracowała myjąc naczynia czy podłogi w kawiarni.
"Co to?~ "-Zapytała biorąc czarny notes zaciekawiona do rąk i otwierając go na pierwszej stronie widząc jego zgrabne, pochyłe i chude pismo. Idealne, tak, jak on sam. Więc to tak pilnie notował kiedy tu siedział? I najważniejsze, o czym tak pisał.
"To książka, madame. Jest o wykładowcy z uniwersytetu, który przychodził do kawiarni gdzie poznał śliczną kelnerkę, ale nie miał odwagi do niej zagadać dlatego napisał książkę." -Zdjął szal i płaszcz czując, że zaczyna się tu robić coraz cieplej. "Przepraszam, że zniknąłem bez słowa. Byłem tu gościnnie, z dnia na dzień mnie odwołali..." -powiedział jakby przepraszająco.
Natomiast dziewczyna szybko kartkowała dziennik nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Nigdy wcześniej nie dostała tak pięknego prezentu, w dodatku zrobionego własnoręcznie! To było jak bajka, jak sen, z którego nie chciała się budzić. Tak piękne, że niemożliwe by było prawdziwe.
"Ale...nie ma ostatniego rozdziału..." -powiedziała patrząc na puste strony z tyłu i na zdanie przerwane zupełnie jakby w pół słowa tak, jakby autor się spieszył i nie dokończył lub jakby zapomniał co chce pisać dalej.
"I właśnie w tym jest haczyk, madame." -zaśmiał się mężczyzna czując, że zaczyna się rozluźniać. Poprawił prostokątne oprawki okularów zsuwające się mu na dół mostka nosa. "Czy zechciałaby pani napisać ten rozdział ze mną?"
