Okita siedział na ławce w parku z głową odrzuconą lekko do tyłu i przymkniętymi oczami. Ostatnio czuł się... dziwnie. Nawet znęcanie się nad Hijikatą i walki z Chinką nie mogły poprawić mu humoru. Szczerze mówiąc spotkania z młodą Yato rozdrażniały go jeszcze bardziej. Podejrzewał dlaczego, ale nigdy by się do tego nie przyznał.
- Ej, Sadysto! Znów się opierdzielasz? - usłyszał za sobą głos Kagury
- Idź sobie, Chinko, albo aresztuję cię za zakłócanie porządku. Mam ważniejsze rzeczy do roboty - odparł swoim bezbarwnym głosem
- Na przykład co? Zaniedbywanie swoich obowiązków? Użalanie się nad sobą? Bycie skończonym idiotą? - zamiast odejść Kagura usiadła koło niego
Okita obrócił się do niej i spojrzał jej w oczy. Brakowało w nich blasku, który zwykle towarzyszył jej przy ich walkach.
- Po co tu przylazłaś? - zapytał oschle
- Nie wyobrażaj sobie za dużo, wyszłam po prostu na spacer i natknęłam się na ciebie - dziewczyna nie wydawała się być urażona tonem jego głosu - A ponieważ ostatnio jesteś wiekszym debilem niż zwykle i nie masz znajomych, Ja, Królowa Dzielnicy Kabuki postanowiłam cię wysłuchać.
- Po pierwsze mam znajomych, po drugie nie potrzebuję twojej pomocy...
- A kto tu mówi o pomocy? Dlaczego miałabym ci pomagać? Ja po prostu chcę poznać twoje słabe strony - przerwała mu Kagura wkładając sobie sukonbu do ust
- Nie odczepisz się, prawda? No dobra chcesz rozmawiać to rozmawiajmy. Powiedz mi ile luster już pękło od twojej brzydoty? - w tym momencie dziewczyna uderzyła go pięścią w nos - Pojebało cię?! Mogłaś mi złamać nos, kretynko!
- Czyli nie złamałam? - zapytała z rozczarowaniem - Nie patrz tak na mnie. Należało ci się. Za ten tekst i za odrzucanie pomocy Królowej...
- Przed chwilą mówiłaś że nie chcesz mi pomagać
- Dzielnicy Kabuki. Wiesz co mam na myśli. Jeśli bardzo tego chcesz mogę sobie pójść - powiedziała wstając
Okita westchnął i złapał ją za rękę: - Zostań. Pogadajmy.
Więc Kagura została. Przez dłuższą chwilę panowała między nimi cisza. Przerwała ją dziewczyna:
- No dobra, ponieważ nie kwapisz się za bardzo do rozmowy ja zacznę. Nie jestem pewna co się z tobą dzieje, ale myślę że ma to związek z moim głupim bratem...
- On nie ma z tym nic wspólnego!
- Jesteś pewien? Fakt że zostawił cię skutego i rozebranego w naszym mieszkaniu, nie ma z tym żadnego związku?
- Po pierwsze na pewno nie ma. Po drugie wcale nie byłem rozebrany...
- Yhm. Słuchaj, nie wiem co się między wami wydarzyło, ale...
- Nic się nie wydarzyło! - wysyczał Okita
Dziewczyna wstała i spojrzała na niego, a w jej oczach pojawiło się coś czego nie potrafił rozpoznać.
- Za tydzień mam urodziny - oznajmiła po chwili ciszy
- I? Oczekujesz, że ci coś kupię czy że przyjdę na twoje przyjęcie?
- Niczego od ciebie nie oczekuję, poza tym oboje wiemy że i tak byś przyszedł. Ale mówię Ci o tym, bo Kamui przylatuje. Ze mną nie chcesz o tym rozmawiać, może z nim pójdzie ci lepiej. Muszę już iść, bo Gin-chan będzie się martwił. Do zobaczenia, Sadysto. - po tych słowach odwróciła się i ruszyła w stronę Yorozuyi, zostawiając Sougo samego.
Chłopak westchnął głęboko, wstał i ruszył w kierunku bazy Shinsengumi. Będąc już w budynku postanowił wstąpić do kuchni i trochę urozmaicić majonez Hijikaty. W pewnym momencie usłyszał za sobą ciche chrząknięcie.
- Przepraszam, Kapitanie Okita, ale Hijikata-san prosi cię do siebie - oznajmił lekko zestresowany Yamazaki.
Sougo miał już na końcu języka wymówkę, by się wymigać, ale wiedział, że prędzej czy później Hijikata i tak by go dorwał. Był trochę zaskoczony kiedy po otworzeniu drzwi do pokoju vice dowódcy dostrzegł rorównież Kondou.
- Ah Hijikata-san masz goryla za plecami - powiedział swoim neutralnym tonem
- Jak możesz być tak okrutny Sougo! To ja, Kondou! - krzyknął ze łzami w oczach
- O, potrafi mówić.
- Skończcie tą błazenadę! Wezwaliśmy cię tu w dość poważnej sprawie.
- Jesteś w krytycznym stanie, umrzesz w przeciągu miesiąca i chcesz mi przekazać pozycję wice-dowódzcy? Na prawdę nie musisz się o nic martwić. Mam nawet przygotowany plan twojego pogrzebu, więc możesz odejść w spokoju - chłopak położył Hijakcie dłoń na ramieniu i uśmiechnął się uspokajająco
- Nie! Oczywiście, że nie! Skąd wogóle wytrzasnąłeś ten pomysł?! - mężczyzna odepchnął jego dłoń i spojrzał wyczekująco
- Używasz dziennie tyle tego świństwa, że to cud, że dożyłeś tego wieku
- Sougo, daj spokój, wiesz że Toshi próbuje ograniczyć palenie - wtrącił Kondou
- Ale ja wcale nie mówię o papierosach. Hijibaka-san żre tyle majonezu, że to tylko kwestia czasu aż jego cholesterol go wykończy.
- Ah, myślę że Sougo może mieć rację. Chyba powinieneś zmienić dietę Toshi, ale nie martw się, przejdziemy przez to razem.
- Nie jesteśmy tutaj, żeby dyskutować o moich nawykach żywieniowych! - krzyknął Hijikata po czym dodał poważniejszym tonem: - Lepiej usiądź, Sougo.
- Dziękuję, postoję. - odpowiedział lekko zaniepokojony chłopak
- Jak wolisz. Trzymaj - ciemnowłosy wręczył mu kartkę papieru
- Co to jest?
- Po prostu przeczytaj.
W miarę czytania zaniepokojenie na twarzy czerwonookiego zastąpiło niedowierzanie, a po chwili złość.
- Zawieszacie mnie? - wysyczał Okita
- Nie zawieszamy. - odpowiedział uspokajająco Kondou, otaczają go ramieniem - Wysyłamy na urlop. Ostatnio nie jesteś sobą. Chodzisz jakiś rozkojarzony i ...
- To nie jest powód, żeby... - zaczął chłopak
- Właśnie, że jest! - przerwał mu vice-dowódca
- Poradzę sobie z tym.
- Poradzisz. Na urlopie. - zgodził się Hijikata
- Nie możecie...
- To nie są żarty Sougo! Przez ciebie prawie zawaliliśmy ostatnią akcje. Troje naszych ludzi ledwo uszło z życiem. - powiedział ostro czarnowłosy
Okita odepchnął rękę Kondou, zacisnął dłoń w pięść, miąc przy tym trzymaną kartkę. Po czym warknął przez zaciśnięte zęby:
- To wszystko?
- Tak. Możesz odejść.
Chłopak przekraczał już próg kiedy Hijikata odezwał się do niego, tym razem łagodniejszym tonem:
- Pozbieraj się szybko. Potrzebujemy cię.
Czerwonooki spojrzał ostatni raz na swoich przełożonych, wyszedł na zewnątrz zamykając za sobą drzwi i spojrzał w nocne niebo.
- I co dalej? - pomyślał
