Rozdział IV

-Śpiewamy KOŚCI! -krzyczał w trakcie wiwatu tłumu Mettaton do Frisk

-COO? -krzyczała Frisk w odpowiedzi. Ale już po chwili zaczęła się melodia i Frisk wiedziała o co chodzi. To była najgorsza piosenka do zaśpiewania. Jeszcze jakby Sans nie był obecny, ale w takim stanie rzeczy, będzie to 3 minutowy koszmar dla Frisk. Kości. Zespołu Mordecy.* Cudowna piosenka. Dzisiaj na pewno poprawi humor Sansowi. Szkoda że Papyrus nie może tego usłyszeć. Przed nim jakoś mniej by się wstydziła tej piosenki.

CHODŹ ZE MNĄĄĄ!

Pojechaliśmy polną drogą, zamierzamy patrzeć w gwiazdy
Pojechaliśmy polną drogą moim samochodem
W dół do oceanu, tu są tylko woda i piasek
I w oceanie, będziemy trzymać się za RĘ-CE...

I na zimnie, przemokłym błocie płaczę
I na zimnie, przemokłym błocie płaczę ..."

-zaczął śpiewać Mettaton do mikrofonu, a Frisk delikatnie pobladła. „Co ja tu robię?" -krzyczała w myślach. Niestety tą rozpacz efektownie przerwał mikrofon pod jej nosem. Nabrała powietrza i zaśpiewała:

Nie chcesz pójść ze mną?
Nie chcesz czuć moich kości na twoich kościach?
To takie naturalne! „

-zaśpiewała Frisk i wypuściła powietrze udając że się świetnie bawi. Tłum wiwatował, Mettaton robił szpagaty, a Frisk delikatnie podrygiwała w miejscu przytulając się do mikrofonu.

Ja zawsze je słyszę
W środku nocy
Kości wołają, ocal mnie przed tym zobowiązaniem
Ale one mogą nigdy nie pomylić tego prawa!..."

Nie chcesz pływać ze mną?
Nie chcesz poczuć mojej skóry na twojej skórze?
To takie naturalne! ...„

Alphys i Undyne wyszły na parkiet i zaczęły się bawić. Piękny rumieniec zawitał również nie tylko na twarzy Frisk, ale i Alphys. Undyne wywijała partnerką, przechylała ją i obracała to w prawo to w lewo. Raptownie Frisk poczuła jak unosi się w powietrzu -to Mettaton uniósł nią i zaczął wywijać w szaleńczym tańcu jak szmacianą lalką. Frisk zaczęła się śmiać, wyobraziła sobie jak muszą przekomicznie wyglądać, już nawet nie wstydziła się swojego występu tak bardzo. Nawet gdzieś w oddali świecił Grillby wyraźnie zainteresowany hucznym występem.

Nawet nie zwróciła uwagi jak została przez kogoś nagrana, a ktoś inny błysnął fleszem, robiąc im parę fotek. Usiadła a po niej jeszcze wciąż wirując w tańcu Alphys i Undyne. Bardzo jej zależało żeby jej się teraz nikt nie przyglądał. W sumie to nawet się udało, gdyż Mettaton nikomu nie oddał mikrofonu i zaczynał kolejny, ekstrawagancki popisowy numer. Frisk zerknęła na Sansa, ale ten coś klikał w telefonie. Po chwili podniósł głowę i się do niej uśmiechnął. Ciężko mu by było zignorować taki głośny występ. Odłożył smartphona i wziął chusteczkę ze środka stolika. Podsunął jej i wykrzyczał „Daj mi autograf!" po czym zaczął się głośno śmiać. Frisk wygrzebała jakiś losowy długopis z torebki i zaczęła rysować autograf na chusteczce. Narysowała mu piracką czaszkę z skrzyżowanymi kośćmi pod nią. Z miną znawcy najwyższej sztuki pokiwał głową i zrobił poważną minę. Schował chusteczkę do kieszeni swojej bezdennej kurtki.

Frisk usłyszała od Alphys, że wypadła cudownie (pomimo drżącego głosu), a Mettaton sprawiał wrażenie jakby właśnie dostał prezent gwiazdkowy od niej. Alphys stwierdziła ponadto że tyle odwagi w sercu Frisk jeszcze nie widziała.

Reszta wieczoru minęła na mniej groteskowych scenkach. Wszyscy wspominali „stare dobre czasy" i bawili się dobrze.

Gdy zegary wybił 12 wszyscy już zaczęli się zbierać do domów. Undyne i Alphys wyszły jako pierwsze, przytulając się i chichocząc jak nastolatki. Mettaton natomiast sprawiał wrażenie zapomnieć o znajomych i tańczył z jakąś grupką na opustoszałej sali.

Gdy już Frisk pożegnała się z chłopakami Sans zaproponował jej odprowadzenie do domu. Po drodze rozmawiali o Papyrusie, czule go wspominając oraz jak dobrze by się dzisiaj bawił. Sans co chwilę na nią zerkał, mogło to mieć związek z jej kaczkowatym chodem. On sam chyba za dużo nie wypił bo był w stanie co jakiś czas prostować jej chód. Gdy doszli do końca ulicy Sans odwrócił się i zasugerował skorzystanie z „tego" skrótu. Stwarzał wrażenie nieco już zmęczonego. Chwycił ją za rękaw płaszcza i Frisk poczuła ukłucie i szarpnięcie gdzieś w okolicy serca i raptownie znaleźli się pod jej blokiem.

-Zupełnie jak kiedyś... -powiedziała wracając pamięcią do dawnych czasów

-Nom -westchnął -narazie, trzymaj się -powiedział Sans i zaczął jej znikać z oczu.

-Narazie -odpowiedziała wciąż uśmiechając się.

Wbiegła po schodach, a uśmiech wciąż jej nie schodził z twarzy. Strasznie jej zależało na tym spotkaniu. Szkoda, że nie wszyscy na nim byli -ale to da się naprawić już na następnym spotkaniu. W końcu mogła zapomnieć o pracy i pustym mieszkaniu.

„Tak, jutro wolne" -przypomniała sobie w myślach jakże istotna dla każdego imprezowicza informację skacząc już w piżamie do łóżka. Jeszcze tylko wejdzie na Snowbooka, zobaczyć czy ktoś nie zostawił jej niezwykle ważnej wiadomości (na którą skrycie liczyła za każdym razem włączając aplikację). „Jest!" westchnęła głośno. To był Papyrus...

-Cudowny występ człowieku Frisk, jestem zachwycony!

Frisk odpisała od razu: -Jaki występ?

-NO TEN DLA MNIE OCZYWIŚCIE.

-Skąd wiesz że „dałam występ"?

-Sans mi pokazał, wyszło Ci to niesamowicie!

-...

-Serio serio. :) :)

Frisk podniosła telefon przed sobą. Nie była pewna czy chce kontynuować rozmowę.

-Mojemu też się strasznie podobało, dawno nie widziałem go takiego zadowolonego. Dzięki za poprawienie mu humoru, człowieku Frisk.

-Sans ma przecież zawsze dobry humor, Papku. -odpisała

-Człowieku Frisk, bo Ty nie wiesz. Mój brat od jakiegoś czasu jest straaaasznie smutny :( :(

-Ale co się stało? -realnie Frisk zdziwiła się tą wypowiedzią znajomego szkieleta.

Papyrus opowiedział jej w paru zdaniach od czego się zaczęło. Na początku Sans odmówił mu spaghetti. Potem -po raz kolejny. I kolejny. Takie zachowanie dla Papyrusa świadczyło zdecydowanie o pogorszeniu się stanu zdrowia jego starszego brata. Sans nigdy nie odmawiał jedzenia. W międzyczasie jego żarty słabły na częstotliwości. Aż do dzisiaj. Dzisiaj nieco się ożywił. A uraz Papyrusa tylko pogorszył jego humor. Frisk nie miała pojęcia że Sans się tak zmienił. Możliwe, że opowieść została przekoloryzowana. Ale w jakim celu? Znali się wszyscy troje od zawsze. Mimo iż nie był on tak otwarty jak jego młodszy brat, był bardzo dobrym przyjacielem. Widać że opiekował się wszystkimi wkoło, jego żarty nie zdołały tego ukryć. Może to właśnie on potrzebuje teraz pomocy od nich? A może po prostu czuł się ostatnio trochę samotny -jak Frisk.

*Bones -The Killers