- Kenma. Keeeeenma. Kenmaaa.
Budyniogłowy chłopak marszczy brwi , odwracając się odrobinę od kpiącego głosu.
Jego oczy ani na sekundę nie opuszczają małego ekranu jego Gameboy'a. Siedzi na łóżku z grą, która wydaje ciche dźwięki.
- Grasz już od kilku godzin.
-Mm.
- Cały czas tak robisz? Czy ty masz przyjaciół? Czy ty masz jakieś życie?
Kenma skrzywia się, jego wzrok pozostaje jednak na urządzeniu w jego rękach. Kuroo, rozwalony obok niego, naprzemiennie albo z ciekawością przegląda mu rzeczy w pokoju, albo irytująco zawraca Kenmie głowę, jęcząc i próbując go zdenerwować. Jeśli jest jedna cecha, z której Kenma jest dumny (poza wygrywaniem gier wideo), jest nią cierpliwość. Może przeczekać wszystko, nieważne, czy chodzi o najnowszą grę-rąbankę, czy o spóźniony autobus, czy o nauczyciela, który odczuwa potrzebę powtórzenia swojej kwestii na cztery różne sposoby. Zwykle to dlatego, że jest zbyt zajęty próbą dojścia do kolejnego poziomu Candy Crush, albo po prostu jest zbyt leniwy i nieśmiały żeby faktycznie zmienić sytuację, ale Kenma potrafi znieść wiele rzeczy, zanim zareaguje w mniej łagodny sposób. Jednakże Kuroo gra mu na nerwach o wiele bardziej, niż ktokolwiek wcześniej.
- Kenmaaaa.
Kenma może poczuć, jak wzrasta mu ciśnienie. Jest tak blisko pobicia lidera siłowni i również tak blisko walnięcia Kuroo w twarz, a byłoby szkoda, bo chłopak-kot ma całkiem przystojną twarz i - o kurde, Kenma skupi się teraz na Pokemonie.
Słyszy fuknięcie i myśli, że może Kuroo dał już sobie spokój, ale w następnej chwili na jego kolana opada ciężar. Wydaje z siebie kompromitująco wysoki pisk i prawie ciska swoją grą przez pokój. Patrzy w dół i widzi głowę czarnych kudłów i dwa czarne futrzane uszy, rozłożone na jego udach. W jego stronę skierowany jest uśmieszek pełen samozadowolenia.
- C- Co ty robisz, Kuroo?
- Dobrze się bawię.
Kenma zaciska usta, odwracając wzrok. Czuje, jak jego policzki się czerwienią na rażącą… bezczelność Kuroo. Wciska kilka guzików na Gameboy'u, ale jest już zbyt rozproszony dodatkowym ciężarem na jego kolanach.
-Czy mógłbyś się proszę… przesunąć.
-Nie, nie mam ochoty
-Kuroo.
-Kenma.
-…Kuroo.
- Na twoich kolanach jest wygodnie, okej? A w ten sposób ty możesz grać w swoją grę, kiedy ja się prześpię. Masz ciastko i zjesz ciastko.
Kenma chce się wykłócać „Co to ma być za rozumowanie?", ale Kuroo zamknął oczy. No i nie, żeby Kenmie chciało się tracić siły na spychanie kota ze swoich nóg, a nie może zaprzeczyć, że dodatkowe ciepło jest całkiem komfortowe i no, po prostu wróci teraz do swojej gry.
Po odniesieniu zwycięstwa Kenma wyłącza urządzenie i zerka w dół, na klatkę piersiową Kuroo, która powoli unosi się i opada, uświadamiając Kenmie, że chłopak naprawdę zasnął. Przez chwilę pseudo-blondyn po prostu wpatruje się w koto-chłopaka na swoich kolanach. Wreszcie jest cicho, nawet odgłos gry nie odwraca jego uwagi od lekko hipnotycznego rytmu oddychania Kuroo, i pomimo bliskiego kontaktu z druga osobą, Kenma czuje się całkiem spokojnie i jest trochę śpiący. Ziewając, Kenma przesuwa się troszkę, aż głowa Kuroo jest na łóżku. Wtedy osuwa się niżej, aż on sam również leży na łóżku. Powoli mruga oczami. Może też utnie sobie drzemkę… Zerka na uśpioną twarz Kuroo po raz ostatni, po czym zamyka oczy, wzdychając cicho. Jest o wiele cieplej, kiedy obok niego leży ktoś jeszcze.
=^._.^=
Coś ciepłego przyciska się do czubka jego głowy. I pleców. I nóg. I ponad jego biodrami, wokół pasa. Coś ciężkiego i muskularnego i, o dziwo, w kształcie człowieka.
Kenma otwiera oczy i widzi ścianę wpatrującą się na niego. Przypomnienie sobie, gdzie jest zajmuje mu chwilę. Grał w grę, a popołudnie było ciche, i było wygodnie, a on zasnął. Ale coś mu umyka…
- Mmrow.
Za nim następuje przemieszczenie się ciężaru, a potem coś łaskocze go w policzek. Kenma sztywnieje na nagły kontakt, po czym zamyka oczy. Z jakiegoś powodu czuje, że powinien zacząć panikować albo robić cokolwiek na widok prawie nieznajomego w jego łóżku, czy faktu że zasnął ze wspomnianą osobą, ale tak naprawdę część Kenmy chce wracać prosto do spania. Było to tyle wygodne, jak dziwne, ponieważ Kenma jest typem osoby, która nienawidzi wszelkiego kontaktu fizycznego, którego sam nie zainicjował.
- Wiem, że nie śpisz – niski, pełen rozbawienia głos ogrzewa mu uszy. Kenma wzdycha.
- Zgniatasz mnie.
- Mm, ale jesteś wygodny.
- Łózko nie jest aż takie małe, Kuroo.
Chłopak nie odpowiada, zamiast tego łasząc się o włosy Kenmy. Kenma trochę się wierci, nieprzyzwyczajony do intymnego gestu. Trochę łaskocze i jest dziwnie, ale, o dziwo, nie niewygodnie. Mruga w kierunku ściany.
- Która godzina?
- Prawie pora obiadu.
- …Zasnęliśmy.
- Ta. Czujesz się lepiej?
Uwagę Kenmy odwracają na chwilę palce Kuroo, które bawią się jego włosami. Pozostaje w bezruchu, uświadamiając sobie, że nie przeszkadza mu uczucie bawienia się jego włosami.
- …Co masz na myśli?
- Wyglądałeś, jakby przydał ci się odpoczynek. Może to twoje przeziębienie.
Kenma wydaje mały odgłos odpowiadający wzruszeniu ramionami. Czuje się o wiele lepiej po tej drzemce i jest prawie pewny, że przeziębienie już się skończyło. To jednak wciąż nie wyjaśnia, dlaczego czuje się zrelaksowany w tej prawie-tulącej pozycji.
- Kuroo – Kenma się przesuwa, próbując wykręcić się z uścisku kota.
- Gdzie idziesz?
- Robi się trochę… gorąco.
- Aw, przepraszam.
Kenma przerywa wiercenie, i będąc teraz twarzą w stronę Kuroo, posyła mu beznamiętne spojrzenie.
- Czy ty właśnie sam sobie sprawiłeś komplement?
Kuroo uśmiecha się szeroko. Jego ogon merda między nimi.
- Pewność siebie to klucz do sukcesu.
Kenma krzywi się w jego stronę, nie mając pewności, co ten komentarz miał oznaczać. Wzdycha, siadając. Odgarniając włosy z twarzy, przygląda się pokojowi i zastanawia, co teraz zrobić. Kuroo leży teraz na plecach, powieki znowu mu opadają. Ma na sobie jedną z nowych bluz, które wczoraj kupili, a jej kolor sprawia, że jego niesforne czarne włosy wyglądają na ciemniejsze niż zwykle. Niezauważona, ręka Kenmy sięgnęła w stronę głowy Kuroo. Chce się przekonać, czy jest tak miękka, na jaką wygląda.
Przyłapując się, zanim powieki Kuroo mogą się uchylić, Kenma wycofuje swoją rękę o zaledwie cale od czarnych włosów kota i nakazuje sobie się opanować. Jakimś sposobem przyzwyczaił się do jego obecności, ale to nie znaczy, że może po prostu zacząć podążać za dziwnymi porywami i tracić skupienie przez te chytre, inteligentne oczy, i lubić ciepło, kiedy przychodzi chłopak-kot, i myśleć dziwne rzeczy, o jakich Kenma nigdy wcześniej w życiu nie myślał –nawet kiedy jego koledzy z klasy zaczęli do siebie szeptać i podśmiewywać się, przyglądając się dziewczynom z klasy, lub kiedy Yamamoto zaczął głośno dzielić się swoim zdaniem na temat dziewczyn i jego, najwyraźniej, ukrytej sprawności seksualnej. Kenma był zainteresowany tylko jego grami i, od czasu do czasu, siatkówką po meczu z Shoyo, i pasowało mu to.
Do czasu, kiedy zdarzyło mu się znaleźć bezdomnego kota.
- Hej, Kenma. Jak sobie pochrapywałeś, zadzwonił twój telefon. Jakiś dzieciak Yamamoto chciał wiedzieć, czy jutro po szkole jest trening.
- Oh.
Pauza, a potem:
- Hej, Kenma.
- Mm?
- Mogę przyjść na trening?
- Huh? – Kenma zerka w górę na Kuroo, który wzrusza ramionami. Futrzane uszy drgają na jego głowie.
- Jestem ciekawy. Niby nie lubisz nic innego poza grami video, a jednak jesteś w drużynie siatkarskiej.
- To… - Kenma odwraca wzrok – dlatego, że Shoyou ją lubi. I wygrywamy. Przeważnie.
- Chcę zobaczyć jak grasz – Kuroo też siada, nachylając się bliżej do Kenmy. Ma ten uśmieszek na twarzy, ale w jego ciemnych oczach skrzy się prawdziwe zainteresowanie. – To fajne, nie?
Kenma wzrusza ramionami. Jego oczy przesuwają się od drugiego chłopaka na łóżko. Patrzy, jak długi, czarny ogon Kuroo porusza się leniwie na pościeli.
- Jest okej.
- Więc mogę przyjść jutro, tak?
- Mm.
-Świetnie. Nie mogę się doczekać.
Kenma nagle zdał sobie sprawę, na co się (w pewnym sensie) przypadkowo zgodził.
-Czekaj. Ale. Nie możesz!
- Czemu nie?
Bez słowa, Kenma wskazuje na głowę Kuroo.
- Większość ludzi nie…
Kuroo wzdycha, sięgając, by odgarnąć trochę włosów.
-Ta, łapię, moja fryzura po spaniu jest nadzwyczajna. Żartuję, - dodaje, uśmiechając się do beznamiętnego spojrzenia posłanego przez Kenmę. – wiem, koto-ludzkie hybrydy nie są popularne. Jeszcze. – Wzrusza ramionami. – Na pewno masz toczek, czy coś? W ten sposób poradzimy sobie z kocimi uszami oraz moimi fantastycznymi, przeczącymi grawitacji włosami.
Kenma marszczy odrobine brwi. Musi przyznać, że to całkiem rozsądne rozwiązanie, ale wciąż nie jest przekonany. Nie był znany jako jeden z najbardziej aktywnych członków drużyny, a jeśli nagle zdecyduje się na przyjście z – przyjacielem? Zwierzakiem? Jeszcze raz, czym była jego relacja z Kuroo? – na pewno pojawią się pytania, a już przynajmniej ukradkowe spojrzenia. Co Kenmie niespecjalnie odpowiada. Ale cóż, Kuroo ma budowę siatkarza, wzrost i siłę mięśni. A Kenma swoją pozycję pierwszego rozgrywającego wygrał bezdyskusyjnie. To znaczy, że nic się nie stanie jeżeli Kuroo coś sknoci, prawda? Co w ogóle Kuroo mógłby sknocić? Kenma znowu za dużo myśli, prawda?
- Halo, ziemia do Budyniej Głowy – palce pstrykają go w czoło.
- Au – Kenma wykrzywia się do Kuroo, pocierając czoło. – Okej. Możesz przyjść jutro. Wszystko jedno.
- Cieszę się, że dzielimy tę samą opinię– uśmiech, jakim odpowiada Kuroo prawie oślepia Kenmę. Jest tak promienny i szczęśliwy, że umysł Kenmy zaczyna się zastanawiać przez co dokładnie przeszedł ten chłopak, że jest jak podekscytowany treningiem siatkówki.
A/N: Wesołych Świąt! I strasznie przepraszam! Nowa szkoła + nawał roboty + prokrastynacja = brak nowych rozdziałów... Wybaczcie. To ostatni rozdział tej historii, autorka najprawdopodobniej nie będzie kontynuować, jak zresztą wspominałam ostatnio (jesli dobrze pamiętam). Za betę dziękuję diasyfake ;) Jak zawsze, jeżeli coś zauważyliście, jakies błędy czy coś w ten deser to proszę dawać znać, ok? ^^
-blankets.
