Nienawidzę pisania tej inżynierki i sesji też nienawidzę... (tak to dlatego jest taka długa przerwa, co ostatnio napisałam w profilu... żebym tylko nie zapomniała tego później skasować).
W dodatku napisałam rozdział na 5k słów, po czym uznałam, że jest do dupy i napisałam go od nowa, teraz ma prawie 7k i też jakoś wybitnie mi się nie podoba (cóż wstępy zawsze mnie męczyły, znacznie lepiej mi się pisze, jak już rozkręcę akcję).
No i zaczynam żałować, że zachęcałam do podawania sugestii co do opowiadań, bo niektórzy to chyba chcą napisać resztę historii za mnie (-_-).
Żeby nie było niedomówień, sugestie owszem, ale stwierdzenia typu zrób to, dodaj tamto i napisz to tak, to się mogą źle skończyć. Na przykład rzucę to wszystko w cholerę i w wolnych chwilach będę sobie radośnie pykać w czołgi, albo w Hearthstone, a resztę każdy będzie mógł sobie wymyślić sam.
Co do ''Burzliwych''... historyczką nie jestem, ale tak mi się jakoś wydaje, że główną przyczyną dla którego Litwa i Polska zawarły unię w Krewie, był wspólny wróg w postaci Państwa Krzyżackiego? I to był główny kłopot Polski i Litwy w tamtym okresie? Za przeproszeniem na chuj mi tam wciskać Imperium Osmańskie? Na poważne walki z Turcją będzie czas później?
Nie mówiąc już o tym, że konflikt z Zakonem, to nie było tylko ''ganianie z kropidłem'' skoro w jego wyniku doszło do jednej z największych bitew w średniowiecznej Europie, a po zawarciu unii i przyjęciu chrztu od Polski, Litwa przestała figurować jako pogańskie państwo, co pozbawiło Zakon pewnego dość poważnego argumentu do najazdów na terytorium Litwy.
A wracając do Jadwigi, to wiem, że była wysoką babką no okej... ale pomyślmy, ile ona miała lat, kiedy wyszła za Jagiełłę? Coś w granicach 13? Może więcej, może mniej, niech podniesie rękę ten, kto w tym wieku był już tego wzrostu jaki przeznaczyły mu geny.
A akcję każdego z moich opowiadań będę rozwijać w takim tempie jakie mi się podoba, bo mogę. Wychodzę z założenia, że moje długie wywody i wypociny czytają ci, którzy chcą sobie poczytać długą historię (i na przykład tak jak ja, lubią kiedy historia się długo ciągnie i o ile nie zacznie być zbyt nudno, to nie chcą żeby się skończyła). Ale jak ktoś bardzo chce, to streszczę wszystko w parę rozdziałów, pominę większość wymyślonych wątków i będę mieć spokój.
Dobra, skończę już narzekać, wyżywać się i przelewać swoje zestresowanie na ''papier''.
Przepraszam, zachowałam się jak gówniarz, już nie będę... .
Może w ogóle zrezygnuję z notek autorskich... .
-Wstajemy wstajemy śpiąca królewno~!- rozległ się w uchu Torisa cichy, znajomy głos.
-Mmm… jeszcze pięć minut… .- westchnął brunet, było chyba jeszcze trochę zbyt wcześnie na wstawanie. Zdecydowanie zbyt wcześnie dla niego, skoro nie zaniepokoił go fakt, że słyszy głos, którego raczej nie powinien.
-Nie ma pięć minut słoneczko, obiecałem ci solidny wycisk przez najbliższe dwa tygodnie pamiętasz~? No chyba, że się będziesz upierał żebyśmy zostali w tym łóżku i zajęli się czymś ciekawszym~!-
-Huh?- do Torisa zaczęło powoli docierać, że coś tu jest nie w porządku. My? Przecież mieszkał sam w tym pokoju… a miał wrażenie, że ktoś intensywnie się na niego gapi i jeszcze ten głos… . Uchylił odrobinę powieki i pierwsze co zobaczył w półmroku, to jasnozielone oczy, w których migotały iskry rozbawienia.
-No cześć piękny~! Wstaniesz w końcu i bierzemy się za trening, czy mam cie rozruszać w inny sposób~? Tylko będziesz musiał być bardzo cicho, bo mam jakby zakaz zabawiania się na terenie gildii~… no przynajmniej kiedy ktoś jest w pobliżu.~- oświadczył Feliks uśmiechając się w dość sugestywny sposób.
Toris zmarszczył brwi w skupieniu, przetwarzając to co przed chwilą usłyszał.
Rozruszać? Zabawianie się? Chwila, czy właśnie leżał w jednym łóżku z facetem? I ten facet jakiś czas temu powiedział mu, że jest bi… . No i twarz Feliksa znajdowała się niepokojąco blisko, praktycznie stykali się nosami.
-AAAAAAAAA!- Toris w jednym momencie rozbudził się kompletnie i rzucił do tyłu w rezultacie spadając z łóżka. Feliks usiadł i zasłonił sobie usta żeby nieco wytłumić atak śmiechu, nie chciał pobudzić reszty… chociaż wrzask bruneta pewnie już to zrobił.
-Co ty robisz w moim pokoju?! W moim łóżku?! Czy ty właśnie proponowałeś mi stosunek?!- krzyknął Toris wychylając się zza krawędzi łóżka i patrząc na blondyna wrogo.
-Budzę cię, leżę czy też siedzę i… w sumie tak.- stwierdził Feliks krztusząc się ze śmiechu -Ale na miłość boską nie wrzeszcz tak, bo obudzisz resztę.- skoro jeszcze nie wpadła wkurzona Elizabeta i nie zabiła ich na miejscu, to znaczyło, że pozostali członkowie gildii nadal smacznie spali, wolał nie zmieniać tego stanu rzeczy.
-To jest najście! I molestowanie!- powiedział brunet, tym razem znacznie ciszej, wolał nie mierzyć się z grupą poirytowanych ludzi, obdarzonych raczej groźnymi zdolnościami.
-To jest bardzo efektywna i efektowna metoda budzenia.- odparł blondyn wstając i otrzepując swoje ubranie -Próbowałem prośbą, próbowałem groźbą, dobijałem się do drzwi, w końcu rozbroiłem zamek... potrząsałem cię za ramię chyba z pięć minut, a zadziałało dopiero to. A teraz ubieraj się i zaczynamy program szkoleniowy ''Od frajera do prawie bohatera''.-
-Ubiorę się pod warunkiem, że stąd wyjdziesz zboczeńcu.- warknął Toris.
-Mhm, tylko nie każ mi czekać zbyt długo, jak za dziesięć minut nie będziesz gotowy, to wrócę tu i ci pomogę, albo po prostu wytargam cię stąd na siłę, nie zważając na to co będziesz miał na sobie.- powiedział Feliks podchodząc do drzwi -Będę tęsknił~!- rzucił zalotnie przez ramię, uchylił się przed ciśniętą w niego poduszką i z cichym chichotem opuścił pokój bruneta.
-Co z nim jest nie tak?!- burknął Toris pod nosem, zbierając się z podłogi i biorąc się za ubieranie, czuł, że Feliks nie żartował, a nie chciał dowiadywać się w jaki sposób zamierzał mu ''pomóc'' -Poza tym, że jest dupkiem, chamem i obojętne mu do jakiej płci zarywa.-
Pięć minut później schodził po schodach, ubrany, odświeżony i z mieczem na plecach, zastanawiając się co każe mu robić Feliks w ramach tego treningu, który mu obiecał. Po zejściu do sali rozglądnął się wokół, nigdzie nie widząc swojego opiekuna. Poszedł gdzieś czy… .
-Łap!-
Toris zdążył odwrócić się w idealnym momencie, żeby dostać w czoło nadlatującym w jego stronę jabłkiem. Z sykiem zaczął rozcierać obolałe czoło, pierwszy dzień szkolenia zaczynał się wręcz cudownie.
-Musisz popracować nad refleksem.- stwierdził Feliks wyłaniając się zza baru z naręczem jabłek -Gdybym rzucił nożem już byłbyś martwy.-
-A często rzucasz w ludzi nożami?- mruknął Toris, schylając się po jabłko które po odbiciu od jego głowy upadło na podłogę.
-Jeśli muszę kogoś po cichu zlikwidować, to noże całkiem dobrze się do tego nadają, ale tak na dobrą sprawę lepszy jest łuk, odpowiednio zmodyfikowana kusza… jest cała masa broni którymi da się po cichutku zabić niczego nie spodziewającą się ofiarę.- odparł Feliks wgryzając się w jedno z jabłek -Z bliska, z daleka, wystarczy odpowiednio się nią posłużyć.-
-To jak ta niczego nie spodziewająca się ofiara ma się bronić?- zapytał brunet krzywiąc się, nie podobała mu się myśl o takich sposobach walki, to było nieuczciwe.
-Jeśli to ty jesteś zabójcą, to lepiej żeby się nie broniła.- powiedział blondyn odkładając jabłka na jeden ze stolików -A jeśli to ty masz być ofiarą… tu już sprawa się komplikuje, nieco lepiej jest kiedy wiesz, że jesteś celem, albo że możesz się nim stać. Najważniejsza jest stała uwaga, czujność i coś co ja nazywam instynktem przetrwania… a no i jeszcze szczęście, cholernie dużo szczęścia, jeśli jeszcze nie wiesz, że ktoś na ciebie poluje, wtedy może uda ci się przetrwać pierwszy atak.-
-Częściej jesteś celem czy zabójcą?- zapytał Toris wpijając zęby w owoc którym wcześniej oberwał.
-Jeśli pytasz ogólnie to różnie to bywa, a jeśli pytasz o mnie… to pół na pół tak myślę?- odparł Feliks robiąc zamyśloną minę -Różnie to bywa, jak widzisz jeszcze żyję, więc nie tak łatwo się mnie pozbyć.-
-Zabójstwa są odrażające.- stwierdził Toris patrząc ponuro na jabłko, tak jakby biedny owoc miał na sumieniu setki ludzkich żywotów.
-Z takim podejściem marnie widzę twoją karierę w zawodzie najemnika.- stwierdził Feliks zaczynając budować piramidkę z ogryzków -Jeśli myślisz, że nigdy nie będziesz musiał kogoś zabić… .-
-Nie o to mi chodzi, wiem, że będę musiał zabijać, ale zabójstwa... skrytobójstwa… to brzmi tchórzliwie, nieuczciwie… źle… .- mruknął brunet biorąc sobie kolejne jabłko.
-Ach czyli masz problemy z moralnością.- powiedział blondyn -Rozumiem, że wierzysz w klasyczny podział na dobro i zło?-
-No… tak.- powiedział Toris.
-W takim razie jesteś naiwnym idiotą i w dodatku hipokrytą.- uznał Feliks oceniając swoje dzieło.
-Niby dlaczego? Nie każdy jest zdemoralizowanym dupkiem tak jak ty.- stwierdził Toris patrząc na swojego opiekuna z uniesioną brwią.
-Hipokrytą jesteś, bo chwilę temu stwierdziłeś, że wiesz o tym, że prawdopodobnie będziesz musiał kiedyś kogoś zabić, a jednocześnie mówisz, że zabójstwa są złe. To jest różnica między zabiciem złego kolesia w ''uczciwej'' walce, a zlikwidowaniem go z cienia? W teorii zabijanie w ogóle jest złe, a mimo to ci którzy uważani są za ''dobrych'' zabijają tych ''złych'', żeby ci ''źli'' nie robili złych rzeczy, czy to nie czyni z tych ''dobrych'' tych ''złych''?- zapytał blondyn, burząc piramidkę i zaczynając ustawiać nową formację z ogryzków -Mówisz, że skrytobójstwa są złe, a co jeśli pozwalają uniknąć dodatkowych ofiar? Dajmy na to… .- postawił obok siebie kilka ogryzków, a naprzeciwko nich jedno samotne jabłko -Przyjąłeś zlecenie, na zlikwidowanie… dajmy na to jakiegoś wariata, który porywa małe dzieci i robi na nich chore eksperymenty, albo zmusza do robienia paskudnych rzeczy.- powiedział wskazując na ogryzki -Docierasz do jego kryjówki i masz wybór, zabijasz go po cichu, zanim zdąży się zorientować, że ma gościa, albo stajesz z nim do ''uczciwego'' pojedynku, jak myślisz jakie są możliwe rezultaty?- zapytał wskazując na jabłko.
Toris patrzył to na ogryzki, to na jabłko, starając sobie wyobrazić taką sytuację.
-W takiej sytuacji… chyba szybka likwidacja jest najbezpieczniejsza… .- powiedział powoli -Ten wariat może w akcie desperacji zrobić krzywdę dzieciom.-
-Och czyli jednak umiesz myśleć, a nie kierujesz się tylko dobrem i złem.- Feliks udał, że odetchnął z ulgą -W teorii twój wybór jest najlepszym możliwym, ale zaprzecza twojemu poglądowi czyż nie? Świat nie jest urządzony tak fajnie jakby się chciało, nie ma rzeczy wyłącznie dobrych i tylko złych, są tylko różne odcienie szarości, zabijanie jest złe, ale zabijając jednego wariata ratujesz życie małym dzieciom. A ten przykład był w sumie prosty, znacznie gorsze, coś czego naprawdę nienawidzę, to dylematy moralne i to takie w których są następujące opcje: zła, gorsza i jeszcze gorsza, a ty nie wiesz która jest która. Lepiej módl się, żebyś nigdy nie musiał przed żadnym stanąć.-
-To też jest część treningu?- spytał Toris wciąż wpatrując się w jabłko i ogryzki.
-Można by tak uznać, w sumie będę miał spokojniejsze sumienie, jeśli oprócz polepszenia twoich umiejętności, wbiję ci trochę rozumu do głowy.- stwierdził Feliks.
-To ty masz sumienie?- zapytał Toris udając zdumienie.
-Jak każdy, nie wiem za kogo ty mnie uważasz i szczerze powiedziawszy gówno mnie to obchodzi, ale w gruncie rzeczy jestem normalnym człowiekiem.- odparł blondyn wzruszając ramionami z obojętną miną.
-Lubisz facetów.- rzucił brunet oskarżycielskim tonem.
-Nie wiem co w tym dziwnego, czemu się tak tego czepiasz i co to ma wspólnego z tematem normalności. A może ty też lubisz facetów, tylko jeszcze nie jesteś tego świadomy? Próbowałeś się kiedyś z jakimś umawiać, że się mądrzysz na ten temat?- zapytał Feliks z uniesionymi brwiami -Poza tym kobiety też lubię.-
-Nie umawiałem się z facetem… i nie mam takiego zamiaru.- burknął Toris.
-Pytanie czy ty się kiedykolwiek będziesz z kimś umawiał, bo biorąc pod uwagę, że masz ćwierć wieku na karku i całowałeś się do tej pory raz, to może lepiej będzie jak pójdziesz do jakiegoś zakonu, zamiast próbować się w fachu najemnika.- uznał Feliks -A teraz koniec pogaduszek, idziemy ćwiczyć.- powiedział podnosząc się z miejsca.
-Dupek… .- mruknął Toris czując jak płoną mu czubki uszu.
-Bo co? Bo się czepiam twojego życia uczuciowego, którego tak na dobrą sprawę nie ma? Ty się czepiasz mojego, więc to jakby uczciwa zamiana.- stwierdził Feliks -A teraz poważnie, koniec gadania i jazda na zewnątrz.- powiedział wskazując na drzwi.
Brunet chcąc nie chcąc wstał i mrucząc coś gniewnie pod nosem, pomaszerował w stronę wyjścia.
-To od czego zaczniemy?- zapytał Toris.
Feliks zaprowadził go na tyły gildii, gdzie znajdował się niewielki placyk, pośrodku którego rosło sobie drzewo. Było tu też kilka słomianych manekinów, Toris zastanawiał się czy będą z nich teraz korzystać.
-Od treningu ogólnorozwojowego.- oświadczył Feliks -Co byś był w stanie szybciej biegać, dłużej machać bronią, wykonywać silniejsze ciosy… ogólnie być silniejszym, szybszym i zwinniejszym, skoro masz być wojownikiem, to na pewno ci się to przyda.-
-A będziemy coś robić z tym?- zapytał brunet, wskazując na manekiny.
-Będziemy ale jeszcze nie teraz, ogólny plan dnia przedstawia się następująco… .- powiedział blondyn, wyciągając z kieszeni spodni jakąś pomiętą kartkę -Rano, dwie godziny przed śniadaniem, po lekkim posiłku, ćwiczenia. Po śniadaniu bierzemy się za zlecenia… znaczy ty się bierzesz, ja się będę przyglądał jak ci idzie, mam nadzieję, że będzie kupa śmiechu. Pomiędzy zleceniami przerwa na obiad, a po obiedzie ciąg dalszy, aż do wieczora… tak mniej więcej na godzinę przed kolacją, wtedy bierzemy się za trening z bronią. Po ćwiczeniach z bronią, kolacja i na resztę dnia mam cię w sumie gdzieś.- oznajmił patrząc na kartkę.
-Tu jest tylko napisane ''Dać frajerowi wycisk nie z tej ziemi''.- stwierdził Toris, zaglądając Feliksowi przez ramię.
-Zgrabne podsumowanie tych wszystkich punktów, które ci przed chwilą wymieniłem.- oświadczył Feliks, chowając kartkę do kieszeni -Na początek sobie troszkę pobiegasz tak dla rozgrzewki, a potem pożyczymy trochę sprzętu Gilberta do reszty ćwiczeń.-
-A ty?- zapytał Toris patrząc na blondyna, z przymrużonymi oczyma.
-A ja będę sobie patrzył i pilnował czy się nie opierdalasz, lepiej się nie opierdalaj.- odparł Feliks jak gdyby nigdy nic -To ty masz trenować nie ja, nie lubię się męczyć niepotrzebnie.-
-Aha… mogłem się spodziewać, że tak będzie… .- mruknął Toris.
-To fajnie, a teraz dawaj pięć kółeczek, miecza z pleców ściągać nie musisz, zawsze to dodatkowe obciążenie.- powiedział blondyn.
-Wokół placu?- zapytał brunet.
-No proszę cię, co to ma być za pytanie?- blondyn przewalił oczyma -Oczywiście, że nie, ma być pięć kółek wokół siedziby gildii, wzdłuż ogrodzenia.-
-Pogięło cię?!- krzyknął Toris, jak na niezbyt liczną gildię, Szpon posiadał całkiem spory teren, bieganie pięciu kółek wokół ogrodzonego obszaru zapowiadało się… męcząco. Fakt ćwiczenia miały sens i nie miał nic przeciwko nim… ale maratończykiem nie był i czuł, że po takim dystansie, nie będzie już miał siły na nic innego.
-Nieeee, nie pogięło i nie pyskuj bo będzie dziesięć.- powiedział Feliks ostrzegawczo.
-Nie ma mowy, że będę biegał aż tyle.- stwierdził Toris.
-Będziesz.- odparł Feliks spokojnie.
-Zmuś mnie.- powiedział Toris buntowniczym tonem.
-Czekałem aż to powiesz!- oznajmił Feliks radośnie, tym razem z kieszeni wyciągnął mały, niebiesko-biały kamień i pokazał go brunetowi.
-A to co niby jest?- spytał Toris podejrzliwie.
-Kamień, nazwałem go BZZZT.- odparł Feliks.
-Nazwałeś kamień.- powiedział Toris, zastanawiając się czy blondyn aby na pewno jest zdrowy na umyśle.
-Owszem, ale to nie jest taki zwykły kamień.- powiedział Feliks, głaszcząc skałkę pieszczotliwie -Umie zrobić tak!- oznajmił naciskając kamyk nieco mocniej.
-AUA!- krzyknął Toris, kiedy z kamyka wystrzeliła niewielka błyskawica i trafiła go w ramię, całkiem mocno zabolało. Dźwięk który skałka przy tym wydała, uświadomił brunetowi, dlaczego została nazwana BZZZT.
-BZZZT to kamień błyskawic.- oznajmił Feliks, podrzucając kamyczek w dłoni -Zgadnij co cię czeka, jak będziesz się opierdalał?- zapytał z szerokim uśmiechem.
-Nie zrobisz tego… .- powiedział Toris niepewnie.
-Jeśli po tym co cię do tej pory z mojej strony spotkało, naprawdę tak myślisz, to jesteś potwornie głupi.- uznał Feliks -To jak? Biegniesz sam, czy wolisz się przekonać, że BZZZT potrafi kopnąć mocniej?-
-Kiedyś cię zabiję.- oznajmił Toris ruszając biegiem.
-Już się nie mogę doczekać, ale skoro już zacząłeś biec, to przestań kłapać dziobem, mniej się zmęczysz!.- krzyknął za nim Feliks -Ach kamyczku! Co ja bym bez ciebie zrobił?- zapytał bawiąc się kamieniem który trzymał -Chyba musiałbym biec za nim i motywować go w inny sposób… te to w sumie nie jest zły pomysł! Tylko trzeba nad tym pomyśleć i opracować dobrą metodę... .-
-Ja tutaj… zginę… .- wysapał Toris, kiedy dwie godziny później, ledwie powłócząc nogami, dotarł z powrotem do głównej sali i opadł na najbliższe wolne miejsce.
-Pierdzielisz.- stwierdził Feliks przysiadając na krawędzi stolika -Zobaczysz, po dwóch tygodniach taki zestaw nie będzie robił na tobie żadnego wrażenia.-
-Ja nie dożyję końca tych dwóch tygodni!- jęknął brunet opierając głowę na blacie stołu.
-To ten jaką chcesz trumnę? W sensie że kolor?- zapytał blondyn, rozważając opcję, czy nie pobawić się trochę BZZZT-em i nie zestrzelić kilka much z sufitu.
-Bo uwierzę, że sprawiłbyś mi taką jaką bym chciał.- burknął Toris nie unosząc głowy.
-Och no wiesz, jestem z natury złośliwy, ale ostatnią wolę to jednak totalnie bym uszanował.- powiedział Feliks, łaskawie darując dzisiaj życie insektom -To co chcesz na śniadanie?-
-Nie wiem… jajecznicę… jakieś mięso… powiedziałbym cokolwiek, gdybym nie bał się o to, co mógłbyś przynieść.- odparł Toris.
-To dobrze, że uważasz na słowa, widzę, że zaczynasz się uczyć ostrożności.- stwierdził Feliks odchodząc w stronę kontuaru.
-O bogowie… wiekopomna chwila, Feliks wstał na śniadanie.- skomentowała Hedvika, gdy blondyn dotarł do baru.
-Ja jestem na nogach od ponad dwóch godzin siostra, możesz ogłaszać koniec świata.- oznajmił Feliks -Kto dziś ma dyżur w kuchni?-
-Ty.- odparła brunetka unosząc brwi -Nie przejmowałeś się tym, żeby spojrzeć na grafik prawda?-
-No niekoniecznie, czyli szkolenie nowego nie zwalnia mnie od stania przy garach?- zapytał blondyn, westchnął ciężko, gdy dziewczyna posłała mu spojrzenie z gatunku ''chyba sobie żartujesz'' -No to ogłoś wszystkim, że dziś nie ma koncertu życzeń i albo zjedzą to co zrobię, albo niech idą jeść na mieście.- oświadczył wchodząc za bar i kierując kroki do kuchni.
-Raczej nie powinni narzekać, chyba że znów przygotujesz jakieś danie cholera wie skąd, którego wygląd i zapach raczej nie będą zachęcały do jedzenia.- stwierdziła Hedvika -To co na śniadanie?-
-Totalny klasyk, jajecznica na boczku.- oznajmił Feliks -Aha i jeszcze jedno, masz może miksturę wzmacniającą? Muszę komuś posłodzić herbatę czymś co da nieco większego kopa niż cukier.-
-Odliczę ci to od kredytu za ostatnie prezenty.- powiedziała Hedvika przeglądając swoją podręczną skrzyneczkę z miksturami pierwszej potrzeby, wybrała odpowiedni eliksir i rzuciła buteleczkę bratu -Tylko nie przeginaj, jedna, góra dwie krople wystarczą, chyba że delikwent jest na skraju śmierci.-
-Trudno i tak jakoś wątpię, żebym miał czas przepić całą tą kasę.- stwierdził Feliks łapiąc fiolkę i przyglądając się zawartości o szafirowej barwie -Zawsze robisz tak mocno skoncentrowane eliksiry?-
-Jeśli jest taka potrzeba i możliwość… zresztą kto tu jest alchemikiem, ty czy ja?- zapytała brunetka z nutą irytacji.
-No już nie złość się tak, pytałem z ciekawości.- westchnął blondyn znikając za drzwiami kuchni.
-Proszę cię bardzo frajerku, powinno postawić cię na nogi.- oznajmił Feliks, stawiając przed Torisem talerz z górą jajecznicy i kubek herbaty.
-Mhm… po to żebyś zwalił mnie z nóg czymś innym.- westchnął Toris, unosząc głowę żeby zjeść.
-Przesadzasz, teraz będzie czas na zlecenia, jeśli coś cię zwali z nóg, to tylko twój ewentualny wybór.- odparł blondyn siadając naprzeciwko ze swoją porcją -A jak już przy tym jesteśmy, to lepiej wsuwaj szybko, zleceń rangi E jest co prawda dużo, ale jak chcesz dostać te najbardziej wartościowe, to musisz wcześnie przeglądnąć tablicę ogłoszeń.- powiedział wskazując na gildyjną tablicę, stojącą pod jedną ze ścian.
-To dlaczego nie mogłem zrobić tego przed treningiem?- zapytał Toris biorąc do ust porcję jajecznicy.
-Bo zlecenia są aktualizowane później, myślę, że masz na spokojnie jakieś dziesięć, piętnaście minut.- uznał Feliks spokojnie pałaszując swoje jedzenie -Za pomocą specjalnego zaklęcia, ogłoszenia ze zleceniami są dostarczane na każdą gildyjną tablicę, oraz do Biura Prac Dorywczych w przypadku tych o niższej randze. Kiedy jakieś zlecenie zostanie przez kogoś pobrane, zazwyczaj znika z tablic innych gildii, chyba, że klient tworząc zlecenie zażyczy sobie inaczej… tak było w przypadku amuletu który ci buchnąłem, gdyby nie życzenie hrabiny Korf, nie mógłbym podjąć się tamtego zlecenia, po tym jak ty je wziąłeś.-
-Czemu ktoś miałby sobie życzyć czegoś takiego?- zapytał zdziwiony Toris, czując ukłucie gniewu na tamto wspomnienie, teraz dowiadywał się, że była to też kwestia kaprysu jakiejś hrabiny.
-Różnie to bywa, niektórzy zleceniodawcy po prostu chcą promować ''zdrową międzygildyjną rywalizację'', inni w ogóle robią to dla hecy, zlecają jakąś robótkę i z ukrycia śledzą ewentualne burdy między członkami różnych gildii… a niektóre zlecenia po prostu są pułapką.- odparł Feliks popijając herbatę ze swojego kubka.
-Pułapką?- brunet uniósł brwi zaciekawiony i jednocześnie zaniepokojony.
-Niektóre zlecenia wcale nie są zlecane przez potrzebujących pomocy ludzi, czasami komuś zależy, żeby pod pozorem zlecenia wciągnąć w pułapkę jedną, bądź kilka osób. Chociaż do tego lepiej nadają się zlecenia dedykowane, to znaczy takie które zleceniodawca zażyczył sobie do wykonania przez konkretną gildię. Kiedyś były też zlecenia dedykowane dla konkretnych osób, nazywano je imiennymi, ale ze względu na mnogość przypadków zleceń-pułapek, wycofano taką formę.- wyjaśnił blondyn.
-Wycofano… nie chcę wiedzieć, co chcą osiągnąć ludzie produkujący takie zlecenia.- Toris otrząsnął się mimowolnie -Ale nawet jeśli zlecenia imienne wycofano… o ile dobrze pamiętam niektóre zlecenia w Biurze, to na niektórych ogłoszeniach były wymieniane zdolności przydatne lub niezbędne do ich wykonania… czyli teoretycznie jeśli ktoś polowałby na przykład na mnie, a wiedziałby do jakiej gildii należę i co umiem… .-
-To bez problemu mógłby stworzyć ogłoszenie, na które wedle wszelkiego prawdopodobieństwa właśnie ty byś odpowiedział.- powiedział Feliks kiwając głową, jego uczeń zaczynał kombinować, to był dobry znak -Owszem takie przypadki też są, dlatego powtórzę, musisz być ostrożny i czujny na każdym kroku, zastanawiaj się kilka razy, zanim weźmiesz się za zlecenie, które zbyt idealnie do ciebie pasuje, zwłaszcza przy dedykowanych i zwłaszcza będąc w małej gildii takiej jak Szpon, gdzie nie ma wielu członków i zbyt często powtarzających się perków.-
-Dobra… czujność i ostrożność, ważne rzeczy skoro w kółko o nich gadasz.- stwierdził Toris odsuwając swój opróżniony talerz i biorąc łyka herbaty -Osz kur… kto słodził tą herbatę? Smakuje jakby ktoś nawalił do niej kilko cukru!- parsknął o mało nie wypluwając wszystkiego w twarz siedzącego naprzeciw Feliksa.
-Rozumiem, że nie lubisz dużo słodzić, cóż będziesz musiał to znieść, przynajmniej cukier doda ci trochę energii po porannym treningu.- odparł Feliks -A może jajecznica też za słona?-
-Nie akurat jajecznica była bardzo dobra, nie wiem kto dzisiaj gotuje, ale herbata to przegięcie.- powiedział Toris.
-Ja dzisiaj gotuję.- oświadczył Feliks unosząc brew -Mimo, że jakby nie trafiłem w twoje gusta odnośnie słodzenia herbaty, to dziękuje za skomplementowanie mojej jajecznicy.- powiedział uprzejmym tonem, notując sobie w pamięci, że jednak jedna kropla mikstury wzmacniającej na przyszłość wystarczy -I nie, nie dosypałem nic do twojej porcji.-
-A… aha… .- wymamrotał Toris, jajecznica była naprawdę dobra… ale po tym jak dowiedział się, kto dzisiaj rządzi w kuchni uznał, że dodatkowa ostrożność przy komentowaniu jedzenia nie zaszkodzi.
-No dobrze, to skoro dziecko grzecznie zjadło, to niech teraz leci wybrać sobie jakieś fajne zlecenia… tylko radzę ci nie myśleć nad tym zbyt długo.- powiedział Feliks machnąwszy w kierunku tablicy ogłoszeń.
-Przed chwilą mówiłeś, że mam dokładnie myśleć przed zabraniem jakiegoś zlecenia.- mruknął Toris.
-Ale mowa była o zleceniach wyższej rangi i dedykowanych. Chłopie czy ty myślisz, że ktoś będzie sobie zadawał trud, żeby próbować wciągnąć w pułapkę jakiegoś nowicjusza? Ciebie praktycznie nikt nie zna, póki co nie wyróżniasz się umiejętnościami, a jakby tego było mało, to teraz chodzi o zlecenia rangi E! Kto niby miałby zastawić na ciebie pułapkę? Kolonia gigantycznych karaluchów w jakimś magazynie?- westchnął Feliks -Poważnie, leć szukać dobrych zleceń, zanim ci je sprzątną sprzed nosa, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego ilu nowicjuszy poluje na najlepsze z najgorszych.-
-Rozumiem że w tym mi nie pomożesz?- zapytał Toris.
-A po co? Mamy różne gusta, zlecenie które ja uznam za ciekawe, ty możesz uznać za syf i vice versa. No i przy okazji poćwiczysz sobie analizowanie zleceń pod kątem tego co umiesz i co chcesz robić.- odparł Feliks zakładając ręce za głowę.
Toris tylko westchnął cicho i odszedł w kierunku tablicy ogłoszeń, żeby poszukać pracy dla siebie, jednego był pewien.
Żadnych zleceń dotyczących zejścia do kanałów.
Nigdy więcej.
-Hooo… jak na syfiaste zlecenia, to udało ci się dorwać całkiem niezłe kąski.- stwierdził Feliks przeglądając ogłoszenia które zaakceptował Toris -Wiesz jak mi się znudzi fucha najemnika, to chyba zostanę jasnowidzem… albo zacznę sobie tak dorabiać już teraz.- powiedział czytając zlecenie, odnośnie pozbycia się plagi wielkich karaluchów z jednego z magazynów w dzielnicy rzemieślniczej.
-Mam tylko takie jedno drobne pytanie… po co leziesz ze mną? Nie lepiej skombinować sobie jakieś szaty, namiot i zacząć rozmyślać nad pseudonimem dla nowego wróżbity?- zapytał Toris.
-Głupie pytanie, mam zamiar okraść cię ze zdobytych na zleceniach pieniędzy.- powiedział blondyn z sarkazmem -Po prostu chcę się upewnić, że ci się jakaś krzywda nie stanie, bo inaczej Elizabeta zatłucze mnie na śmierć, za niedopilnowanie swojego obowiązku opiekuna.- przede wszystkim chciał się upewnić, że mikstura dobrze zadziałała i brunet ma dość sił.
-I ten… co ma mi się stać? Potknę się na kartoflisku, przy wykonywaniu roboty dla tego rolnika?Swoją drogą, dlaczego duża część zleceń to prace dobre raczej dla zwykłych robotników?- westchnął brunet, czytając zlecenia odnośnie… zbierania ziemniaków, był ciekaw co w tym było aż tak niebezpiecznego, że skończyło jako zlecenie dla najemnika.
-Słuchaj, jeśli pojawia się na coś zlecenie, to znaczy, że to nie jest sprawa dla zwykłych ludzi, co więcej zazwyczaj w ogłoszeniu jest napisane z czym jest problem, więc lepiej dobrze się w nie wczytuj.- ochrzanił go blondyn -Zlecenia rangi E, zwyczajowo są nudne, kiepsko płatne i niezbyt emocjonujące, ale jestem pewny, że znajdą się takie które nauczą cie pokory… szczerze powiedziawszy, to żywię nadzieję na to, że te karaluszki trochę cię nadgryzą.- powiedział machając kartką ze zleceniem.
-Twoja troska o mnie jest wzruszająca.- stwierdził Toris z przekąsem.
-A kto powiedział, że ja się mam o ciebie troszczyć? Mam cię wdrożyć w fach najemnika, a nie niańczyć na każdym kroku, wolę skopać ci tyłek i pokazać jaki ten świat jest ''cudowny'', niż rozpieszczać niepotrzebnie.- odparł Feliks.
-Odnoszę wrażenie, że próbujesz wyładować na mnie jakąś osobistą frustrację.- powiedział Toris -Czym ci świat tak zawinił?-
-Wolałbym wiedzieć, czym ja zawiniłem światu.- mruknął Feliks pod nosem pocierając prawe przedramię.
-Huh?- brunet spojrzał na blondyna zdezorientowany.
-Nieważne.- Feliks machnął ręką od niechcenia -To ten… wedle wytycznych na ogłoszeniu jesteśmy na miejscu.- oznajmił przystając przed budynkiem, które zdecydowanie wyglądało jak magazyn… i to taki o który ktoś średnio dbał.
-''Inkorn posiada też swoje mniej ładne oblicze co?''- pomyślał Toris patrząc na podniszczoną budowlę -Co powinienem wiedzieć o moich hmm… przeciwnikach?-
-Zazwyczaj jest ich dużo, rozmiary średniej wielkości psa, zeżreją wszystko, ludzie im raczej smakują, są szybkie skubańce i mocno gryzą.- oświadczył Feliks wyliczając wszystko na palcach -Może to tylko robale, ale radzę ci ich nie lekceważyć.-
-Mogę liczyć na twoje wsparcie, czy będziesz się raczej przyglądał jak będą mnie zżerały żywcem?- zapytał brunet wyciągając miecz z pochwy.
-Pomyślmy… jeśli naprawdę będzie bardzo źle, to będę zmuszony ci pomóc, ale na pewno nie zrobię tego za darmo, no i potrącą ci z punktów za zlecenie.- stwierdził blondyn -Powiedzmy, że policzę sobie procent od każdej ubitej sztuki. Co biorąc pod uwagę zwyczajową liczebność kolonii karaluchów oznacza, że jak pójdzie ci bardzo źle, to nie dość, że zgarnę cały zarobek, to jeszcze będziesz mi za to wisiał kasę.-
-To jest rozbój w biały dzień!- krzyknął Toris rozzłoszczony -To już nawet nie jest chamstwo, tylko zwyczajne skurwysyństwo!-
-Może to zmotywuje cię do tego żeby starać się na sto procent.- powiedział Feliks -No to zapraszam do środka!- oznajmił uroczyście, otwierając drzwi magazynu -Ach no i jeszcze jedno, czysty i pachnący na pewno stamtąd nie wyjdziesz.-
-Gorzej niż w kanałach na pewno nie będzie.- uznał Toris ostrożnie wchodząc do środka.
-Żebyś się nie zdziwił, może nie będziesz brodził po pas w gównie, ale… zresztą sam zobaczysz, tylko postaraj się jakby nie porzygać, to byłoby totalne marnotrawstwo mojej po mistrzowsku przyrządzonej jajecznicy.- powiedział Feliks idąc za brunetem w pewnej odległości.
Toris nie był pewien, czy powinien potraktować słowa blondyna poważnie, ale na pewno nie miał zamiar dać się zeżreć robalom… i dać Feliksowi szans na okradzenie go po raz kolejny. Chwycił miecz nieco mocniej, biorąc głęboki wdech, musiał się uspokoić, oczyścić umysł… po chwili poczuł ten znajomy przypływ pewności siebie i ochoty do walki.
Feliks obserwował bruneta uważnie, analizując jego poczynania, potrzebował kilku informacji żeby lepiej dopracować swoją metodę treningową. Miał już okazję poczuć jak działa umiejętność Torisa, zastanawiał się tylko, czy on sam dokładnie wiedział jak z niej korzystać, miał pewne podejrzenia, że nie do końca.
-Pierwsze robaczki na dziewiątej.- powiedział blondyn widząc pierwsze karaluchy. Robale zazwyczaj nie były zbyt agresywne… chyba że były głodne, te musiały być bardzo głodne bo rzuciły się do ataku bez chwili zwłoki -Wyglądają na niezadowolone z odwiedzin, to teraz ładnie je powybijaj, a ja sobie jakby popatrzę… no i żebyś się za bardzo nie martwił o pieniądze, to powiem ci, że za te które same się na mnie rzucą, ci nie policzę… tylko za te które będę musiał utłuc jeśli sobie z nimi nie poradzisz!- wyciągnął zza pasa sztylety i przysiadł na jednej ze skrzyń, żeby móc w spokoju oglądać widowisko.
-No to do roboty.- mruknął Toris rzucając się na robactwo z uniesionym mieczem.
-''Powinienem mu powiedzieć, że lepiej ich zbytnio nie uszkadzać? Mmm… nie… będzie ubaw.''- stwierdził w myślach Feliks, odliczając w myślach za ile brunet dostanie kolejną lekcję życia.
Toris szerokim zamachem, rozrąbał chyba pięć robali naraz, w chwili kiedy otworzył usta, żeby stwierdzić, że to zbyt proste… ale powstrzymała go cuchnąca ciecz która trysnęła z ciał poległych karaluchów.
-Osz kur… - jęknął brunet czując jak zbiera mu się na wymioty, zarówno od zapachu, jak i dlatego, że teraz uwalony był… wolał nawet nie wiedzieć czym.
-Radzę ci oddychać przez usta, tylko się przez przypadek tego nie nałykaj, obstawiam, że nie smakuje zbyt dobrze.- zachichotał Feliks -Wiedziałem, że będzie śmiesznie!-
-Skoro wiedziałeś że tak będzie, to dlaczego mnie nie ostrzegłeś?!- krzyknął Toris.
-Jak nie? Mówiłem ci, że się możesz zdziwić.- powiedział blondyn, precyzyjnym ruchem przyszpilił jednego z robali które się na niego rzuciły do podłogi, drugiego ciął w korpus w taki sposób, żeby uniknąć losu który spotkał bruneta -To teraz jak już dokładnie wiesz, że to wcale nie taka czysta robota, więc lepiej uważaj w jaki sposób je zabijasz.-
-Gdzie mogę cię zgłosić jako kandydata do najbardziej chujowego nauczyciela roku?!- warknął Toris, biorąc się za wyżynanie reszty robactwa -Powinieneś mówić mi takie rzeczy!-
-Nieeee? To ty się powinieneś dowiadywać szczegółów, na temat przedmiotu twojego zlecenia.- odparł Feliks czyszcząc swoją broń z karaluchowej posoki -W jaki sposób to twoja sprawa, pogadać z kimś, poczytać coś, przespać się z kimś żeby zdobyć informacje, pełna dowolność… .-
-Pytałem cię co powinienem o nich wiedzieć!- krzyknął Toris przedzierając się przez dziesiątki karaluchów, oddychanie przez usta niewiele szczerze powiedziawszy niewiele pomagało.
-Co nie znaczy, że musiałem ci wszystko mówić nie?- powiedział Feliks, od czasu do czasu załatwiając kilka zabłąkanych karaluchów -Za informacje często trzeba płacić, a ja nie przyjmuję zapłaty w złośliwościach i wyzwiskach, może gdybyś był odrobinę milszy… .-
-I kto to mówi… ty też mi dogryzasz na każdym kroku.- burknął Toris, zaczynał powoli łapać jak zabijać te robale, żeby uniknąć prysznica z cuchnących flaków.
-Jak to mówią, oko za oko, ząb za ząb, jak sobie pościelisz tak się wyśpisz i tak dalej… kto wie? Może jak będziesz dla mnie milszy, to i ja będę milszy dla ciebie?- stwierdził blondyn.
-Bycie miłym dla kogoś kto mnie okradł jakoś średnio mi się widzi.- odparł brunet.
-W takim razie na przyszłość będziesz się musiał bardziej starać, jeśli będziesz chciał czegoś się ode mnie dowiedzieć.- oznajmił Feliks, dla zabawy smażąc kilka karaluchów swoim kamieniem błyskawic.
-Co? Odpalić ci działkę za każdą informację?- zapytał Toris.
-Byłoby miło, brzęk pieniążków to muzyka dla moich uszu.- powiedział Feliks -Chociaż zapłatę w naturze też przyjmuję~.-
-Przestań!- wrzasnął Toris obracając się w kierunku blondyna, z wściekłym wyrazem na zaczerwienionej twarzy.
-Ale o co ci chodzi? Mówiłem tylko jakie formy zapłaty przyjmuję… aaaa już rozumiem! Głodnemu chleb na myśli~!- zanucił Feliks szczerząc zęby.
-Chciałbyś… .- mruknął Toris czerwieniąc się jeszcze bardziej, chwilę później krzyknął głośno, czując paskudny ból w łydce.
-Panie i panowie, karaluchom udało się zdobyć kolejny punkt w starciu z najemnikiem nowicjuszem! Cóż za emocjonujące starcie!- skomentował Feliks obserwując, jak mocnym kopnięciem brunet strząsa karalucha z nogi i posyła go w resztę kłębiących się wokół robali.
-Przymknij się z łaski swojej, staram się skupić!- powiedział brunet starając się uspokoić, kiedy targały nim zbyt silne emocje, nie potrafił w pełni skorzystać ze swojej umiejętności.
-No to się skup, co w tym trudnego? Nikt ci nie każe mnie słuchać.- stwierdził Feliks wzruszając ramionami.
-Ciebie się nie da nie słuchać.- burknął brunet.
-Ale da się ignorować, jeśli nawet tego nie potrafisz, to będzie z tobą marnie.- oznajmił blondyn -Może cię to zaskoczy, ale nie jestem najbardziej wkurzającą rzeczą na świecie, możesz mnie potraktować jako hmm… dodatkowy trening zachowywania zimnej krwi.-
-Jak wytrzymam z tobą całe dwa tygodnie, to zostanę ostoją spokoju.- stwierdził Toris.
-I tego się trzymajmy, a teraz kończ z tymi karaluszkami, masz jeszcze kilka robótek do zrobienia.- powiedział Feliks.
-Podsumujmy dzisiejszy dzień.- zarządził Feliks, gdy pod wieczór wracali z Torisem do siedziby gildii.
-Pogryzły mnie wielkie karaluchy, dowiedziałem się jak je zabijać, żeby nie obryzgały mnie śmierdzącym niemiłosiernie płynem i żeby na przyszłość zaopatrzyć się w jakiś ogień żeby zniszczyć ich gniazdo.- zaczął brunet zmęczonym głosem, rozwalanie kokonów bez użycia ognia było uciążliwe. Był wykończony… a to wcale jeszcze nie był koniec dnia -Przy pracy na kartoflisku zaatakowały mnie inne robale… wielkie skolopendry, których ukąszenia są jeszcze bardziej bolesne i w dodatku jadowite.-
-Teraz przynajmniej wiesz, że jeśli jakieś pozornie proste zlecenie jest warte więcej niż inne, to gdzieś jest jakiś haczyk... no i że powinieneś dokładniej czytać ogłoszenia, było tam napisane na co trzeba uważać. W sumie masz szczęście i możesz mi podziękować za to, że nie dopuściłem do tego żeby cie pogryzły.- powiedział Feliks
-Powiem ci też, że warto umieć pozyskiwać niektóre części ciała pokonanych potworów… proszę bardzo, tutaj są gruczoły jadowe tych skolopendr, możesz je oddać Hedvice.- powiedział wręczając brunetowi worek ze zdobytymi trofeami -Mało to to warte i raczej nie dostaniesz od niej pieniędzy, ale powinno wystarczyć na kilka drobnych przysług z jej strony… to coś jak otworzenie alchemicznego konta bankowego.-
-Przez to, że koniec końców musiałeś mi pomagać, dostałem połowę pieniędzy i punktów.- westchnął Toris odbierając od blondyna worek.
-Za to ja jestem odrobinę bogatszy.- stwierdził Feliks z radością -Może na tym wyżyję, do czasu aż będę mógł zająć się własnymi sprawami, zamiast zajmować się tobą.-
-Weź mi coś powiedz… jeśli ten wielki wór kasy który wczoraj przytargałeś do głównej sali to była tylko dola, którą byłeś winny gildii… to coś ty zrobił z resztą tej kasy, że mówisz mi tu teraz o wyżyciu do końca mojego szkolenia?- zapytał Toris.
-Moja kasa, moja sprawa i radzę ci nie wściubiać w to nosa, dla własnego bezpieczeństwa.- powiedział Feliks zaskakująco wrogim tonem -Nie lubię, kiedy ktoś za bardzo interesuje się moimi prywatnymi sprawami… .-
-Co nie przeszkadza ci interesować się prywatnymi sprawami innych.- odgryzł się Toris -''Ciekawe na co wydaje tyle pieniędzy?''- obstawiał, że na jakieś ekstrawaganckie przyjemności, być może nie do końca legalne, skoro blondyn aż tak się uniósł.
-To jest jakby mój zawód, jestem łotrzykiem pamiętasz? Zbieranie informacji jest ważną częścią mojej pracy.- powiedział Feliks -Ja w przeciwieństwie do ciebie nie mogę po prostu wpaść gdzieś na pałę z mieczem w łapie i zarżnąć kogo lub co trzeba.-
-Jak nie? Podobno możesz mieć każdą moc, więc w czym problem?- zapytał Toris unosząc brwi.
-Nieważne… .- westchnął Feliks przewalając oczyma -Ruszaj się trochę żwawiej, mamy jeszcze jeden trening przed kolacją.-
-Tak tak już lecę, pędzę.- mruknął Toris -Ale jak każesz mi znowu biegać pięć kółek, to nawet BZZZT mnie nie przekona do zrobienia chociażby jednego.-
-Zdaję się, że mówiłem ci, że wieczorem mamy trening z bronią.- powiedział blondyn, od razu prowadząc bruneta na plac na tyłach gildii -Najpierw trochę sobie pomachasz mieczem, a potem… potem to będzie śmiesznie.-
Toris przełknął cicho ślinę, zazwyczaj kiedy Feliks mówił że coś będzie ''śmieszne'', to dla niego oznaczało to nową torturę… albo prysznic z wnętrzności karaluchów.
-A mogę się najpierw iść wykąpać?- zapytał patrząc na swoje ubranie, całe upaprane przez karaluchy i skolopendry.
-Po co skoro po treningu znów będziesz śmierdział? Miejmy to za sobą, a przed kolacją hurtem pozbędziemy się brudu i smrodu. Dobrze, że mamy takie duże łaźnie, nie ty jeden potrzebujesz kąpieli.- odparł Feliks, przysiadł sobie na ogrodzeniu placyku i gestem wskazał brunetowi, żeby stanął na środku.
-No dobra, to co mam robić?- zapytał Toris wyciągając miecz i stając kilka metrów od blondyna.
-Chcesz mi powiedzieć, że nigdy wcześniej nie miałeś normalnego treningu posługiwania się bronią?- Feliks uniósł brwi zdumiony.
-No… nie… przez większość życia robiłem… inne rzeczy niż walka, właściwie dość niedawno odkryłem, że jestem jednym z ''obdarzonych''.- powiedział Toris skrobiąc się z zakłopotaniem po karku.
Feliks westchnął ciężko, czyli musiał zaczynać od podstaw, przy okazji dowiedział się, że perk bruneta był na tyle potężny, że ten potrafił całkiem dobrze walczyć mieczem, pomimo zupełnego braku wyszkolenia.
Pasywne umiejętności wzmacniające były godne pozazdroszczenia, przynajmniej nie powodowały nieprzyjemnych skutków ubocznych.
Blondyn zeskoczył z ogrodzenia i wyciągnął jeden ze swoich sztyletów, na co Toris zrobił przerażoną minę.
-Rany boskie nie rób takiej wystraszonej miny, chcę ci tylko pokazać co będziesz robił.- powiedział Feliks -Co prawda sztylet kiepsko nadaje się do pokazywania ciosów mieczem, no ale… patrz i powtarzaj za mną.- powoli pokazywał brunetowi podstawowe ruchy -Po pierwsze uderzasz nie tylko bronią, a całym ciałem, jeśli będziesz używał tylko rąk to daleko nie zajedziesz… pilnuj równowagi, pracuj nogami, panuj nad oddechem… .-
-Może to zabrzmi głupio… ale dlaczego mam się tego uczyć?- zapytał Toris uważnie powtarzając każdy ruch blondyna -Znaczy… dlaczego uczysz mnie walki mieczem, skoro moja umiejętność sprawia, że już to umiem?-
-Małe sprostowanie, ty nie umiesz walczyć.- powiedział Feliks -Twoja umiejętność działa pasywnie, wzmacnia to co ty sam potrafisz… pomińmy chwilowo fakt, że nic nie potrafisz i skupmy się na kilku faktach. Jako, że twoja moc cię wzmacnia, to im więcej będziesz potrafił ty sam, tym to wzmocnienie będzie potężniejsze. Skoro twoja ''umiejętność'' walki płynie tylko i wyłącznie z twojego perka, to jeśli znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie ją zneutralizować, to będziesz w ciemnej dupie, więc lepiej dla ciebie jeśli będziesz potrafił sobie radzić bez wsparcia twojej mocy. No i musisz popracować nad koncentracją i zachowaniem spokoju, każdemu idzie gorzej, jeśli w chwilach napięcia nie potrafią zachować zimnej krwi, a ciebie wyjątkowo łatwo wytrącić z równowagi, co z kolei zakłóca działanie twojego perka.-
-Skąd wiesz aż tyle o mojej mocy? To przez to, że już raz ją sobie ''pożyczyłeś''?- zapytał Toris, pamiętał, że blondyn już coś wspominał na ten temat.
-Między innymi, fakt, kiedy przejmuję czyjąś umiejętność, mniej więcej dowiaduje się jak ona działa i jak z niej korzystać, ale to nie tak, że nagle spływa na mnie oświecenie i od razu wiem co i jak.- odparł Feliks -To jak twoja moc dokładnie działa, wiem głównie dlatego, że w Szponie mamy dwóch innych mistrzów broni, już ci o nich wspominałem. Parę razy korzystałem z ich perków na swoich zleceniach, a im więcej daną mocą się posługuję tym więcej się o niej uczę.-
-Rany… ta twoja zdolność wygląda na naprawdę potężną.- mruknął Toris z nutą zazdrości.
-Może, ale nie jest tak kolorowo jakby się mogło wydawać.- westchnął Feliks przystając na chwilę w miejscu -Po pierwsze, mój perk nie działa na magów, bo ich moc to coś czego sami się nauczyli, a nie umiejętność specjalna, mogę ciskać ognistymi kulami, jeśli ktoś to potrafi, ale jeśli mam do czynienia z magiem ognia, to mogę co najwyżej pozastanawiać się czy lepiej smakuję spalony czy zwęglony. To samo tyczy się tych, którzy są doskonale wyszkoleni w walce, jeśli nie mam czego przejąć, to muszę liczyć na to co sam umiem, a jak ktoś umie więcej niż ja to jest źle… . No i potwory, tutaj też nie ma czego przejmować.-
-Och… czyli raczej nie bierzesz się za zlecenia, które uwzględniają takich przeciwników?- spytał Toris, faktycznie, kiedy o tym pomyślał, to przy takich ograniczeniach, perk Feliksa nie wydawał się już aż tak dobry… ale nadal był trochę zazdrosny.
-No proszę cię, jestem profesjonalistą, oczywiście że takie zlecenia też biorę.- powiedział Feliks patrząc na bruneta z politowaniem -Po prostu przygotowuję się do tego odpowiednio wcześnie, pożyczam sobie kilka przydatnych umiejętności i idę wykonać robotę, właśnie dlatego informacje są dla mnie tak ważne, jeśli wiem z czym mam się mierzyć, to wiem jakich narzędzi potrzebuję.-
-Kilka? To potrafisz przejąć więcej niż jedną umiejętność?- Toris był coraz bardziej pewny, że z Feliksem nie należało zadzierać… może bycie dla niego nieco milszym, wcale nie było złym pomysłem.
-No tak… kiedyś tak nie było, ale jak to mówią trening czyni mistrza. Kiedyś potrafiłem przejąć tylko jednego perka, na bardzo krótki czas, teraz potrafię posługiwać się kilkoma umiejętnościami jednocześnie, a pewną ich ilość mogę ''zapamiętać'' nawet na kilka miesięcy.- stwierdził blondyn z niejaką dumą -Ale tutaj pojawia się kolejny mankament psujący zabawę, korzystanie z mojego perka cholernie mnie męczy, jak przesadzę to kończę w takim stanie w jakim ty byłeś przed śniadaniem.-
-Aha… czyli musisz być… precyzyjny w ocenie tego na ile możesz sobie pozwolić.- uznał brunet, po chwili nasunęło mu się na myśl inne pytanie -Tak mnie zastanawia… czy czujesz coś niezwykłego kiedy przejmujesz czyjąś umiejętność?-
-Gdybym miał do czegoś to porównać… to powiedziałbym, że czuję się wtedy jakbym się naćpał.- stwierdził Feliks po chwili namysłu -To takie… przyjemne… i mam wrażenie, jakby stał się niezwyciężony… w sumie mój perk można uznać za rodzaj narkotyku, daje ci niezłego kopa, a jak mija czas jego działania, to zaliczasz ostry zjazd fizyczno-psychiczny, można się od tego uzależnić… .- mruknął z westchnieniem -''I można zaliczyć złoty strzał… .''- dodał w myślach.
-Jakbyś się naćpał? Ćpałeś kiedyś, że wiesz jakie to uczucie?- zapytał Toris krzywiąc się mimowolnie.
-Robiłem różne rzeczy, których taki grzeczny chłopiec jak ty się brzydzi.- powiedział Feliks -A teraz wracamy do podstawowych ćwiczeń, lepiej korzystaj z tej okazji do odpoczynku, na drugą godzinę zaplanowałem coś ekstra.-
-Czyli co?- Toris nie potrafił opanować lekkiego uczucia strachu.
-Mały pojedynek, skopanie ci tyłka, będzie idealnym zwieńczeniem tego dnia!- oznajmił Feliks z taką radością, jakby właśnie z nieba zaczęły spadać złote monety.
-''O bogowie… dlaczego… .''- pomyślał Toris uśmiechając się nerwowo.
-Wracaj tutaj! Totalnie muszę skopać ci tyłek!-
-Nie ma mowy! Zabijesz mnie!-
-Totalnie ci się należy!-
-Przepraszam! To było niechcący!-
-Mówiłem ci, żebyś starał się nie używać swojego perka! Masz się nauczyć walczyć bez niego!-
-Ale ja nie umiem! To działa samo z siebie!-
-To się kurwa naucz!-
-Ach jak oni się ładnie bawią~!- westchnęła Elizabeta opierając się na parapecie okna, na korytarzu na piętrze.
-Czy ja wiem czy to zabawa… .- mruknęła Hedvika, patrząc jak wyraźnie poirytowany Feliks, ściga przerażonego do granic Torisa wokół placu ćwiczebnego, w dodatku wymachując przy tym jego własnym mieczem.
-E tam to tylko wygląda poważnie, na pewno nikomu nie stanie się krzywda~!- zanuciła Lizzie z radosną miną.
-''Już się stała… .''- stwierdziła Hedvika patrząc na krew buchającą z nosa jej przybranego brata, sądząc po tym i po wrzaskach dobiegających z placu, Toris musiał przez przypadek przesadzić przy ćwiczeniach. Przypadek nie przypadek, Feliksa znała na tyle, że doskonale wiedziała, że nie odpuści brunetowi, póki się mu za to nie odpłaci z nawiązką.
-To początek pięknej przyjaźni.- stwierdziła Elizabeta promieniejąc radością, Hedvika tylko popatrzyła na nią jak na wariatkę, przyjaciele raczej nie ścigali się wzajemnie, z żądzą mordu w oczach i mieczem w dłoniach.
-''Oj chłopie… jak ty przeżyjesz te dwa tygodnie, to będę pełna podziwu''.- pomyślała Hedvika patrząc na uciekającego Torisa ze współczuciem.
To ten... nie wiem kiedy wrzucę coś następnego, nie wiem z którego opka (zapewne z tego które będę miała największe parcie... nie jestem pewna czy nie trzasnę kilka rozdziałów ''Fantastycznych'' pod rząd).
Mam nadzieję, że nie będziecie zbytnio... źli? Rozczarowani? Tym, że teraz rzadko się coś ode mnie pojawia.
Trzymajcie się ciepło, w końcu mamy pełno śniegu i nawet mroźno ostatnio było, czyli zima jak się patrzy. Cieszę się, nawet jeśli mróz trochę kąsa po zadku jak trzeba gdzieś wyjść.
