Od autora: Standardowe zastrzeżenie: moja biedna, postacie i świat nie moja. Wszystko należy do JK Rowling.


Rozdział 4 – Harry kontra Dumbledore

Poranek, gabinet dyrektora

Profesor Snape i profesor McGonagall weszli do biura dyrektora. Albus Dumbledore siedział w fotelu przy biurku.

- Dzień dobry. Wejdźcie proszę. Czy któreś z was miałoby ochotę na filiżankę herbaty?

Oboje odmówili. Minerva usiadła na jednym z trzech krzeseł stojących przed biurkiem dyrektora, podczas gdy Severus oparł się o ścianę przy oknie wychodzącym na błonia Hogwartu.

- Muszę dziś załatwić kilka spraw związanych z Harrym Potterem. Po pierwsze: Severusie, wiem, że teraz, gdy jesteś żonaty, wolałbyś mieć wolny czas tylko dla siebie, ale czy znalazłbyś jakąś chwilę, by kontynuować lekcje Oklumencji z panem Potterem, skoro mogłeś już ocenić jego postępy?

- Dyrektorze, Potter nie potrzebuje moich lekcji. Szczerze mówiąc zapewne ty mógłbyś się nauczyć paru rzeczy od tego małego skubańca! – powiedział z irytacją.

Profesor McGonagall wbiła wzrok w dywan i pozwoliła sobie na przelotny uśmiech. Zawsze starała się być uczciwa i wymagająca względem swoich uczniów, ale Harry zawsze miał specjalne miejsce w jej sercu. To co powiedział Snape było naprawdę wielkim komplementem. Wbrew wszystkiemu poczuła przypływ dumy, że dokonał tego jeden z jej Gryfonów.

- Och… Nie jest to informacja, której bym oczekiwał, ale cieszy mnie taki rozwój sytuacji. Minervo, oto kopia nowego planu zajęć Harry'ego. W związku z… ummm… jego nietypową sytuacją, uznałem za stosowne, by przyspieszyć jego hogwardzką edukację.

Minerva wzięła pergamin, przejrzała go pobieżnie, potem jeszcze raz, dokładniej. PRZECIEŻ TAK NIE MOŻE BYĆ! pomyślała. Severus zobaczył tylko, jak McGonagall zbladła.

Właśnie wtedy drzwi stanęły otworem. Tak jak poleciła mu profesor McGonagall, Harry przybył na spotkanie z dyrektorem przed śniadaniem.


Harry kontra Dumbledore

Harry wszedł do biura i odkrył, że dyrektor nie był sam. Profesor Snape opierał się o ścianę koło okna z trudnym do rozszyfrowania wyrazem twarzy. Gdy Harry ruszył w stronę Dumbledore'a, McGonagall wstała z jednego z trzech krzeseł ustawionych przed biurkiem i wskazała, że powinien zająć środkowe siedzisko.

Gdy wymieniono początkowe uprzejmości, a tradycyjny drops cytrynowy został zaproponowany, Harry zaczął czuć się nieręcznie. Widać było wyraźnie, że dyrektor coś planuje. Harry czuł, że cokolwiek by to nie było, nie spodoba mu się to specjalnie.

- Harry, na pewno zastanawiasz się, po co cię tu wezwałem – zagaił Dumbledore.

- Tak, panie profesorze. A skoro jest tu profesor Snape, zakładam, że chodzi o moje lekcje Oklumencji.

- Nie, Harry, nie o Oklumencję. Profesor Snape poinformował mnie, że nie potrzebujesz już więcej lekcji, gdyż osiągnąłeś w tym mistrzostwo. Czyż nie tak, Severusie?

Harry popatrzył na Dumbledore'a, a potem przeniósł spojrzenie na ciemnowłosego nauczyciela przy oknie. Snape skinął głową, by potwierdzić słowa dyrektora, a potem podszedł i zajął trzecie krzesło. Harry miał nieprzyjemne wrażenie, że zaraz zostanie otoczony.

- Harry, doszło do moich uszu, że ostatnio spędzasz dużo wolnego czasu z panną Weasley. Czy to prawda?

- Tak – odparł zdumiony Harry. Nigdy wcześniej nie słyszał, by dyrektor Hogwartu w jakikolwiek sposób wpływał na romantyczne związki między uczniami.

- Myślisz, że to właściwe?

- Co ma pan na myśli?

- Nie przejmujesz się niebezpieczeństwem, na jakie narażasz pannę Weasley? Harry, jesteś celem. Każdy, kto jest ci bliski, może zostać użyty przeciwko tobie.

- Myślałem o tym, proszę pana. Nie wiem co pan sądzi na ten temat, ale ja jestem w pełni świadomy niebezpieczeństwa.

- Znakomicie. W takim razie na pewno zgodzisz się ze mną, że należy zakończyć ten związek. Jestem pewien, że dziewczyna będzie zła, ale to tylko dla jej dobra – Dumbledore uśmiechnął się, a w oczach szaleńczo migotały ogniki. – W takim razie możemy przejść do…

- Proszę chwilę poczekać. Mam zerwać z Ginny? Czemu miałbym to robić, na miłość Merlina? – Harry zesztywniał na swoim krześle. Dumbledore zmarszczył brwi.

- Harry, przecież właśnie omówiliśmy niebezpieczeństwo…

Spokojnie, napomniał się w myślach Harry. Trzymaj swoje emocje pod kontrolą. Złością nic nie zwojujesz.

- Owszem, panie dyrektorze. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że Ron i Hermiona, w związku z naszą przyjaźnią od lat są w niebezpieczeństwie. Jednak pan nigdy dotąd nie robił z tego problemu. Nie powiedział mi pan również, bym zrezygnował z którejkolwiek z tych przyjaźni. Wręcz przeciwnie, zachęcał mnie pan do nich. Więc czemu miałbym zerwać z Ginny? Z całym szacunkiem, panie dyrektorze, ale pana argumenty nie mają sensu.

Harry zganił się w myślach, gdy tylko powiedział ostatnie słowa. Oczekiwał, że profesor McGonagall albo profesor Snape obedrą go ze skóry za brak szacunku. Co dziwne, żadne z nich nie powiedziało słowa. Nie śmiał podnieść na nich wzroku w obawie, że to wywoła nieprzychylną reakcję. Przez moment Dumbledore patrzył na Harry'ego zmieszany.

- Może wrócimy do tego później. Wydaje mi się, że zrozumiesz, gdy usłyszysz resztę.

Harry potaknął. Opadł nieco na krześle, niepewny dokąd zmierza dyrektor.

- Harry, uważam, że powinieneś spędzać swój czas na Zaklęciach, Transmutacji i Obronie Przed Czarną Magią. Biorąc to pod uwagę, zrezygnujesz z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami i Zielarstwa. Nie będziesz miał czasu na te lekcje, a w związku z twoimi specjalnymi okolicznościami, nie będą ci one potrzebne. W związku z poziomem wiedzy, którą będziesz przerabiał na tych zajęciach, twój plan będzie zupełnie inny niż cokolwiek co w życiu widziałeś. W związku z tym zrezygnujesz również z quidditcha.

Dumbledore przerwał, wziął z biurka kilka kawałków pergaminu i dał jeden Harry'emu do przejrzenia.

- Znajdziesz tu wszystko na temat twojego nowego rozkładu zajęć. W związku z ilością czasu, który będziesz musiał poświęcić na nowe zajęcia, zapewne nie będziesz miał czasu dla panny Weasley, stąd moja… sugestia na temat nieodpowiedniego czasu na ten związek. Jeśli będziesz miał jakieś pytania, proszę mnie poinformować.

To był najwyraźniej koniec rozmowy.

Harry spojrzał na pergamin, zamrugał ze zdziwienia i wyprostował się na krześle. Tu musi być jakiś błąd, prawda? Śniadanie o 6.00, zajęcia cały dzień, kolacja o 21.00. Lekcje w weekendy? Lekcje w ŚWIĘTA? Co to za syf?

Harry spojrzał na profesor McGonagall i spytał:

- Widziała to pani, pani profesor?

- Owszem, panie Potter. Dyrektor uznał, że jako opiekunka pana domu powinnam zostać poinformowana o pana nowym planie zajęć.

- I aprobuje go pani? – spytał Harry z niedowierzaniem.

McGonagall zacisnęła usta i spojrzała na niego z powagę.

- Jeśli musi pan wiedzieć, panie Potter, to nie aprobuję nowego planu ułożonego przez pana dyrektora. Wierzę, że ogólnokształcąca edukacja jest istotna dla każdego, tak samo jak czas wolny od zajęć i presji związanej z ocenami.

Harry po raz ostatni przejrzał plan zajęć, po czym odłożył go na biurko dyrektora. Spojrzał mu w oczy i powiedział cicho.

- Wydaje mi się, że pozostanę przy moim obecnym planie zajęć.

- Chyba czegoś nie rozumiesz, Harry. Nowy plan nie podlega dyskusji. To już…

- Nie, panie dyrektorze. To pan czegoś nie rozumie – przerwał mu spokojnie Harry. – Nie zmienię mojego planu zajęć. Zgadzam się, ze nie mam czasu na quidditcha. Zdecydowałem już, że z niego zrezygnuję i spędzę więcej czasu nad lekcjami. Jednak pana „sugestia" jakobym zerwał z panną Weasley wypłynęła nie z braku mojego czasu w związku z nowym planem zajęć, a raczej z ogromem „niebezpieczeństwa", w jakim może się ona znaleźć. O który czynnik chodzi?

Dumbledore wyprostował się na swoim krześle.

- O oba, panie Potter – odparł, ze śladami złości w głosie. – Twój nowy plan zajęć nie przewiduje czasu na romanse. A w związku z twoją misję, kontynuacja związku z tą młodą kobietą, narazi ją na ogromne niebezpieczeństwo. Jestem pewien, że jej rodzice i twoi nowi opiekunowie nie będą zachwyceni, że ich córka narażona jest na takie ryzyko. Chyba nie chcesz stracić swojego miejsca w ich domu, prawda?

- Biorąc pod uwagę, że prosiłem państwa Weasleyów o pozwolenie na umawianie się z Ginny i otrzymałem ich pełną aprobatę, nie sądzę, że ta sytuacja miała spowodować jakiekolwiek problemy w MOIM domu. Nie uważam też, żeby moje prywatne życie było w jakimkolwiek stopniu pana sprawą.

Dyrektor westchnął i potarł oczy. Uniósł wzrok i ujrzał lekki uśmiech na twarzy Minervy. Severus wyglądał na znudzonego. Trzeba to zaatakować z innej strony, pomyślał.

Wyprostował się, splótł ręce na blacie i popatrzył na Harry'ego ponad swoimi okularami połówkami.

- Harry, twój nowy plan zajęć jest bardzo ważny. Należy go wprowadzić w życie. Wiem, że teraz tego nie widzisz, ale po pewnym czasie dostrzeżesz tę konieczność. By się upewnić co do tego, jestem skłonny, by wyrzucić pannę Weasley ze szkoły. Tak czy inaczej nie będziesz się z nią widywał.

Snape i McGonagall wbili w niego wstrząśnięte spojrzenia.

Ten gość jest nienormalny! Kompletnie zwariował! To się nie może dziać. To po prostu niemożliwe. Wyrzucić Ginny, bo chodzi ze mną? Spojrzał na Dumbledore'a, a jego oczy zwęziły się na kolejną myśl: Ten moment nadszedł szybciej niż się spodziewałem. pamiętaj co Syriusz powiedział ci przed przesłuchaniem w Ministerstwie. „Kontroluj swoje emocje. Bądź uprzejmy".

- Wyrzuciłby pan Ginny, ponieważ umawia się ze mną? – spytał Harry dla upewnienia się. – Nie sądzę, by Radzie Nadzorczej się to spodobało.

- Można znaleźć odpowiedni powód do relegacji, panie Potter. Zapewniam, że Rada Nadzorcza nie znajdzie nic nie właściwego, niezależnie od tego, jaki podam im powód.

- Więc skłamałby pan? Ciekawe.

- To nie byłoby kłamstwo – warknął Dumbledore. – Jakikolwiek powód podałbym Radzie Nadzorczej byłaby to rzeczywista, zgodna z prawem podstawa do relegacji!

- Tak jak powiedziałem, byłoby to kłamstwo! – odparł Harry tym samym tonem. Dumbledore zaczął odpowiadać, ale wkurzony Harry nie dał mu dojść do głosu. – Oboje wiemy, że Ginny nie zrobiła nic, co mogłoby usprawiedliwić jej wydalenie z Hogwartu. Nie ma to jednak większego znaczenia. Jak pan wie, po śmierci Syriusza odziedziczyłem cała fortunę rodu Blacków. Łącznie z pieniędzmi, które pozostawili mi moi rodzice, mam więcej środków niż mi potrzeba, by zapłacić za prywatnych nauczycieli dla Ginny. A choć jestem pewien, że państwo Weasley byliby zawiedzeni z powodu wyrzucenia Ginny, myślę, że będą jeszcze bardziej zawiedzeni faktem, że przywódca Zakonu w ogóle ją wyrzucił i to na mocno podejrzanych podstawach!

Dyrektor uniósł się z miejsca. Harry nigdy nie widział go takiego wściekłego.

- Panie Potter! Tolerowałem wiele pana wybryków przez te lata…

Harry zerwał się na równe nogi. Jego temperament zerwał się z uwięzi i Harry ryknął:

- Tolerował pan? No co pan nie powie?

Trójka dorosłych odskoczyła, gdy poczuli fale czystej magii wypływające ze stojącego przed nimi nastolatka. Harry kontynuował:

- Hogwart ma być podobno bezpieczny dla wszystkich uczniów! A jednak już na moim pierwszym roku musiałem zmierzyć się z Voldemortem, bo nie potrafił pan adekwatnie ochronić Kamienia Filozoficznego. Rok później zmierzyłem się z nim jeszcze raz, podczas gdy pan, panie dyrektorze, nie był w stanie nawet znaleźć wejścia do Komnaty! Ginny zginęłaby, gdyby nie ja! Gdzie było jej bezpieczeństwo? Na czwartym roku pozwolił pan porwać mnie i Cedryka wprost spod pana nosa i wszyscy wiemy jak się to skończyło!

Okno, przy którym stał wcześniej Snape eksplodowało, a okruchy szkła wypadły na zewnątrz. Mury zadygotały, a ogień w kominku wybuchnął gwałtownym płomieniem.

Harry złapał za krawędź biurka, spojrzał w dół i wziął głęboki oddech, starając się uspokoić i pomyśleć.

Po kilku chwilach pełnej zdumienia ciszy, Harry ponownie uniósł wzrok na Dumbledore'a i dostrzegł zdumienia na twarzy starego czarodzieja.

- Wyjaśnijmy coś sobie, panie dyrektorze – powiedział Harry spokojnie, zdobywając się na uprzejmiejszy ton niż kiedykolwiek od wejścia do biura. – Jeśli wyrzuci pan Ginny, odejdę ze szkoły. Zdałem już SUM-y i mogę wynająć prywatnych nauczycieli, by Ginny zdała swoje, nawet jeśli będzie chciała kontynuować naukę aż do owutemów. Mogę również wynająć nauczycieli dla siebie. Jednocześnie WYRZUCĘ Zakon z Grimmauld Place i tam będziemy się uczyć. Nawet jeśli postanowi pan nie relegować Ginny, nie będę realizował pana planu zajęć. Nie jestem marionetką. Nie będę tańczył jak mi pan zagra. Mój obecny plan pozostaje bez zmian. Nie pozwolę panu na zrujnowanie mi życia bardziej, niż udało się to panu do tej pory.

Dumbledore próbował mu przerwać, ale Harry kontynuował bardziej stanowczo:

- To nie podlega negocjacjom! Z całym szacunkiem, panie dyrektorze, ale moje życie jest właśnie takie. Moje. Co postanowię z nim zrobić i z kim postanowię je dzielić to, szczerze mówiąc, nie pański interes. Zabiję Voldemorta albo zginę próbując. Ale zrobię to na moich warunkach, nie pańskich. Jeśli uznam, że potrzebuję rady, ja wybiorę osoby, do których po radę się zwrócę, nie pan. Pana próby zarządzania mną i moimi sprawami muszą się od dzisiaj skończyć. Szczerze mówiąc nie ufam już panu i nie uważam, byśmy byli po tej samej stronie. Jedyne co mamy wspólnego to wróg i uporam się z nim na moich warunkach, nie na pańskich.

Harry zgarnął przygotowany przez Dumbledore'a plan lekcji, podszedł do kominka i wrzucił go w płomienie. Gdy obrócił się z powrotem w stronę dyrektora dojrzał zaskoczenie w oczach McGonagall i, o dziwo, aprobatę na twarzy Snape'a.

- Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam nasze spotkanie za zakończone. Miłego dnia, profesor McGonagall, profesorze Snape.

I opuścił biuro.

Albus Dumbledore opadł ciężko na fotel, czując się nagle bardzo stary. Moc, którą przez moment promieniował Harry, zaatakowała jego psychiczne osłony z taką siłą, że czuł się, jakby został obity od stóp do głów.

McGonagall i Snape wymienili spojrzenia i wyszli z biura. Dumbledore nawet nie zwrócił na to uwagi.

Na korytarzy McGonagall położył dłoń na ramieniu Severusa.

- Severusie, przekaż proszę Serenie, że z radością dołączę dzisiaj do was na obiedzie.


Śniadanie

Przemarsz Harry'ego z gabinetu dyrektora do Wielkiej Sali był tak imponujący, że sam Severus Snape byłby z tego dumny! Harry szedł bardzo szybko, a że nie zapiął przodu szaty, tył powiewał mu niczym peleryna jakiegoś komiksowego mściciela. Na twarzy malowała mu się wściekłość, a jego oczy błyszczały soczystą zielenią. Harry nie zwrócił na to uwagi. Nie widział też, że niektórzy z młodszych uczniów umykają, by nie stanąć mu na drodze. Szedł na automatycznym pilocie, koncentrując się na uspokajających dźwiękach pieśni feniksa, rozbrzmiewających mu w głowie. Uwolnił nieco niewiarygodnej energii, ale udało mu się utrzymać większość pod kontrolą. Gdyby ją uwolnił, najprawdopodobniej anihilowałby całe biuro dyrektora. W miarę jak szedł, uspokajająca pieśń feniksa powoli rozpraszała wzburzoną energię.

Ron uniósł głowę i ujrzał Harry'ego wchodzącego do Wielkiej Sali. Trącił łokciem Hermionę, która tylko zerknęła i szepnęła:

- Drogi Merlinie!

Harry podszedł do nich i usiadł na miejscu obok Ginny. W oczach świeciła jego magia. Ron i Hermiona zerknęli na siebie, potem odwrócili się z powrotem do Harry'ego. Ginny nakryła rękę Harry'ego swoją dłonią. Czuła, jak dygocze, ale jej dotyk był jednocześnie pocieszający i uspokajający.

- Harry? – spytała Ginny.

- Później… później o tym pogadamy, obiecuję.

Harry wziął głęboki oddech i skupił się na swoim wnętrzu. Gdy otworzył ponownie oczy, nienaturalny blask z nich zniknął. Nachylił się do Ginny i pocałował ją w policzek. Odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem. Ron i Hermiona odprężyli się, widząc, że Harry odzyskał nad sobą kontrolę. Hermiona obróciła się do Rona, by wznowić przerwaną rozmowę. Podniosła filiżankę herbaty i zmarszczyła brwi.

- Chciałabym napić się soku jabłkowego. Herbata rano to nie jest to, na co mam ochotę.

Ron uśmiechnął się i powiedział:

- Pani pozwoli.

Machnął różdżką i transmutował filiżankę Hermiony w szklankę z sokiem jabłkowym. Hermiona uśmiechnęła się do niego ciepło i wzięła duży łyk. Skrzywiła się i wypluła płyn prosto na Rona.

- RONALD! To był OCET JABŁKOWY!

Ron starał się wytrzeć swoje szaty i spoglądał na Hermionę wzrokiem, który wyraźnie mówił „Ale co ja zrobiłem?"

Hermiona zaczęła mu prawić kazanie na temat transmutacji i jak to nigdy nie uważa na lekcjach. Nagle przerwała. Coś było nie tak! Ale co? Ginny siedziała na swoim miejscu i z całych sił powstrzymywała wybuch śmiechu. A Harry? Gdzie był Harry? Słyszała go.

A Harry ześliznął się z miejsca i siedział pod stołem, śmiejąc się tak bardzo, że łzy płynęły mu po twarzy. Ron zaczął chichotać, tak samo jak Ginny. W końcu wybuchnęła śmiechem i dołączyła do Harry'ego pod stołem.

Hermiona usiłowała przybrać zbolałą minę, ale zaczęła chichotać razem z nimi.


Lekcja Transmutacji

Harry, Ron i Hermiona udali się na Transmutację, która tego dnia była ich pierwszą lekcją. Profesor McGonagall stała przy drzwiach na korytarzu. Gdy Harry wchodził, podała mu notkę. Harry od razu zaczął się martwić. Po tym katastrofalnym porannym spotkaniu to nie mogło być nic dobrego!

Podczas gdy reszta klasy zajmowała swoje miejsca, Harry przeczytał liścik.

Pani Potter,
choć nie mogę pochwalić tonu, jaki przyjął Pan na porannej rozmowie z panem dyrektorem, zapewniam Pana, że popieram Pana czyny z całego serca. Jak długo pozostaję zastępczynią dyrektora, nie pozwolę, by w jakikolwiek sposób złamano szkolną karierę Pana lub panny Weasley. Jeśli będzie to niezbędne, osobiście udam się w Waszej sprawie do Rady Nadzorczej.
Minerva McGonagall
Zastępca dyrektora
Hogwart

Harry osunął się z ulgą na krześle i spojrzał z wdzięcznością na McGonagall. Na ustach nauczycielki na moment pojawił się cień uśmiechu. Profesor McGonagall stanęła przed klasą i rozpoczęła lekcję:

- Te osoby, które zapisały się na Eliksir Revealus Animus, otrzymają dzisiaj swoją dawkę. Nie wszyscy mogą przejść transformację, więc nie denerwujcie się, jeśli nie podziała tak, jak się spodziewaliście. Gdy wywołam wasze nazwisko, podejdziecie do biurka i przyjmiecie dawkę, potem wrócicie do ławki. Eliksir uśpi was na krótko, mniej więcej na pięć minut. Kiedy się obudzicie, powinniście już wiedzieć jaką formę przyjmiecie. Osoby, które nie zapisały się na eliksir, proszę o otworzenie podręcznika na stronie 38 i rozpoczęcie ćwiczeń w zakresie tworzenia najprostszych metali.

Profesor McGonagall zaczęła wywoływać uczniów ze swojej listy. Ci, którzy otrzymali eliksir, przyjmowali dawkę i wracali na swoje miejsce. W przerwach pomiędzy osobami, McGonagall zorientowała się, że pięcioro uczniów, którzy nie zapisali się na eliksir, gapiło się na szóstego. Harry'ego Pottera. Harry siedział przy biurku, a z końca jego różdżki wylatywały okruchy światła, gdy dźgał nią w stronę blatu. Teraz już niemal wszyscy studenci obrócili się i obserwowali Harry'ego, który najwyraźniej nie zdawał sobie z tego sprawy. Oczy mu się zamgliły i pracował z lekkim uśmiechem na twarzy.

Minerva wstała zza biurka i przeszła przez salę, by stanąć za plecami Harry'ego. Chciała zobaczyć co on robi. Była pewna, że cokolwiek by to było, nie robił tego co miał zadane. Stanęła za nim i gwałtownie wciągnęła powietrze.

Nad biurkiem Harry'ego wirował mały sześcian metalu. Po każdym dźgnięciu różdżki znikał jeden jego kawałek. Oczarowana Minerva patrzyła, jak Harry powoli formuje pierścień ze srebrnego metalu. Wydawał się być w transie. Jego różdżka wykonywała gwałtowne ruchy w kierunku wirującego pierścienia. Nie używał żadnych zaklęć. Właściwie w ogóle nie poruszał ustami. Wyglądało na to, że się nie męczy i sprawia mu to przyjemność.

Gdy pierścień był już skończony, Harry, nie robiąc nawet chwili przerwy, powoli wyczarował więcej metalu, z którego utworzył pożądany kształt i stopił go z resztą pierścienia. Powoli na placie pierścienia pojawił się szczegółowo oddany feniks. W ramach wykończenia, Harry stworzył dwa zielone kamienie, które wstawił w miejscu oczu feniksa. W końcu pierścień spłynął na blat, a Harry otrząsnął się i westchnął, jakby żałował, że już po wszystkim. Minerva położyła mu rękę na ramieniu, a on drgnął zaskoczony.

- To była świetna robota, panie Potter. Mogę zobaczyć pierścień?

Harry podał nauczycielce pierścień. Wyglądał na zawstydzonego, jakby przyłapano go na podglądaniu w łazience dziewcząt.

- Miałem nadzieję, że będę mógł go zatrzymać, pani profesor – powiedział.

Spojrzała na niego ponad okularami i uśmiechnęła się.

- Zapewniam, panie Potter, że oddam ten pierścień przed kolacją. Wspaniała robota.

Gdy lekcje się skończyły, McGonagall zawołała za szybko wychodzącymi uczniami co mają przygotować na następną lekcję.

Po Transmutacji Harry, Ron i Hermiona udali się na pierwszą lekcję Eliksirów z panią profesor Snape. Dla całej trójki było to drastyczne i wstrząsające przeżycie. Klasa była jasno oświetlona, a profesor Snape chętnie odpowiadała na pytania. Ku ich zdumieniu żaden z domów nie stracił ani jednego punktu!

Po dwóch godzinach trio udało się na obiad.


Nieoficjalne spotkanie nauczycieli

Starannie dobrana grupa nauczycieli siedziała wokół stołu w prywatnych pokojach państwa Snape. W jej skład wchodzili: Severus i Serena Snape, profesor McGonagall, wciąż ściskająca w dłoni pierścień Harry'ego, profesor Flitwick, Madam Pomfrey i profesor Sprout.

Serena wstała i zagaiła:

- Zaprosiłam was tu, bo chciałam porozmawiać o jednym z naszych uczniów. O uczniu, którego wszyscy uczymy i który wielokrotnie znajdował się pod opieką Poppy. Jestem pewna, że wszyscy słyszeliście już, w jakim stanie Harry dotarł w tym roku do Hogwartu. Mówiąc wprost, przez lata znęcano się nad tym chłopakiem, a jeśli to, co powiedział mi dziś Severus, jest prawdą, to za część z tego bezpośrednio odpowiada nasz dyrektor. Obawiam się o Harry'ego. Ma bardzo niską samooceną, a jeden niewłaściwy ruch z naszej strony może go popchnąć przez krawędź. Jeśli nie będziemy ostrożni, może się okazać, że to właśnie Harry będzie następcą Czarnego Pana.

Wszyscy zebrani zadrżeli na tą myśl.

- Jak wiecie, zanim przyszłam do Hogwartu, pracowałam w Świętym Mungu. Bardzo często wzywano mnie do pomocy pacjentom po traumatycznych przejściach i miałam częstą okazję, by oglądać myślouzdrowicieli w akcji. Stąd wiem, że odbudowa czyjegoś poczucia własnej wartości to długi, bolesny proces, który wymaga mnóstwa pozytywnych bodźców. Oczywiście nie chodzi mi o odpuszczanie mu złych ocen czy coś w tym rodzaju. Proszę was tylko, byście nie wahali się go skomplementować, gdy jego praca zasługuje na takie komplementy. Z tego co słyszałem, Harry jest blisko związany z panną Weasley, a ona ma na niego bardzo pozytywny wpływ. Zamierzam umówić się na spotkanie z panią i panną Weasley, by pomogły Harry'emu w otrząśnięciu się po latach bycia ofiarą przemocy. Mam nadzieję, ze zechcecie mi w tym pomóc. Jesteśmy to winni Harry'emu i nam samym.

Minerwa parsknęła i odezwała się:

- Nie przypominam sobie jakiegokolwiek ucznia z podobnym poziomem mocy. To niemal przerażające. Dziś rano stracił kontrolę na krótką chwilę, ale od razu się opanował. Nie sądzę, by wściekł się tak mocno, jak mógł. A jeśli potrzebujecie dalszych dowodów jego nieprzeciętny możliwości, to spójrzcie na to…

Podała pierścień profesorowi Flitwickowi, by go obejrzał i podał dalej. Flitwick przyjrzał się pierścieniowi staranni i zmarszczył brwi.

- Czy to nie…

- Tak Filiusie, ten pierścień jest wykonany z palladu – przerwała mu Minerva. – Feniks jest ze złota, a na oczy Harry użył szmaragdów. On tworzy szlachetne metale i kamienie!

Wokół stołu rozległy się westchnienia. Uznawano powszechnie, że czarodziej może stworzyć proste metale, ale od czasów Merlina nikt nie był w stanie wyczarować szlachetnych metali. Pierścień przechodził z rąk do rąk Minerva kontynuowała:

- Co najdziwniejsze pracował w stanie spokoju, jakby ta praca była dla niego relaksującą przyjemnością. Wydawało się, jakby był w jakimś transie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam, ale wyglądało na to, że zeszło z niego napięcie.

Poppy pokiwała głową i rzekła:

- To jedna z nielicznych pozytywnych rzeczy jakie tu usłyszałam. Kreatywne działanie to świetny sposób na poradzenie sobie z problemami. Uważam, że powinniśmy go tego zachęcać. To częsta technika terapeutyczna, nawet mugole ją stosują. Normalnie zaproponowałabym wezwanie myślouzdrowiciela, ale nie sądzę, by Harry przyjął to najlepiej. Obawiam się, że cała odpowiedzialność spoczywa na nas.

Severus potoczył spojrzeniem po zebranych, znacząco spojrzał na Minervę i powiedział:

- Dziś rano Minerva i ja byliśmy świadkami gorącej kłótni między Harrym i profesorem Dumbledore. Nie będę wchodził w szczegóły, powiem tylko, że dyrektor zagroził jego karierze szkolnej, podobnie jak karierze panny Weasley. Harry nie dał się zastraszyć i kazał dyrektorowi, by się odpieprzył, oczywiście nie tymi słowami. Dumbledore groził, a Harry odpowiedział własną groźbą, jednocześnie wskazując na wielkie dziury w rozumowaniu dyrektora. Minervo, wahałem się czy o tym mówić, ale Dumbledore zna cię najdłużej i liczy się z twoją opinią bardziej niż ze zdaniem kogoś z nas. Może mogłabyś z nim porozmawiać i uświadomić mu jego błędy?

Profesor McGonagall zrobiła minę srogiej nauczycielki i wbiła spojrzenie w Severusa, ale w końcu niechętnie skinęła głową. Serena spojrzała na koleżanki i kolegów i rzekła:

- No cóż, po tym spotkaniu czuję się znacznie lepiej. Wiemy co mamy robić. Mamy tu chłopaka, który potrzebuje pomocy, więc ją dostanie. To może teraz wracajmy na lekcje, nim nasi uczniowie dadzą nam szlaban.

Grupa roześmiała się lekko, Minerva schowała pierścień do kieszeni i wszyscy wyszli z apartamentu.


Obiad w Wielkiej Sali

Profesor McGonagall podeszła do stołu Gryfonów, przerywając rozmowę, którą prowadzili Harry, Ginny, Ron i Hermiona. Podała pierścień Harry'emu, uśmiechnęła się i powiedziała:

- Wspaniałe rzemiosło, panie Potter! Jeśli nie ma pan nic przeciwko, chętnie zobaczyłabym co jeszcze potrafi pan zrobić.

Harry nigdy nie był najlepszy w przyjmowaniu komplementów, nawet od stoickiej profesor McGonagall. Usiłował coś wyjąkać w odpowiedzi, ale McGonagall mu przerwała:

- Nonsens, panie Potter! Ma pan zmysł artystyczny i powinien być pan dumny z takiego dzieła.

McGonagall ruszyła ku stołowi nauczycielskiemu, a Hermiona rzuciła okiem na pierścień w dłoni Harry'ego.

- Harry, czego użyłeś, żeby zrobić ten pierścień?

- Feniks to złoto, jego oczy są ze szmaragdów… - urwał, widząc jak Hermiona blednie.

- Harry, czy ty stworzyłeś szlachetne metale i klejnoty?

Harry spojrzał zdumiony na przyjaciółkę.

- Mionko, co to jest metal szlachetny?

Hermiona jedynie wzniosła oczy ku niebu i oparła czoło na ramieniu Rona, kręcąc głową. Ron objął ją ramieniem i pogładził po plecach, po czym rzekł:

- Mionko, nie przejmuj się tak. To tylko facet i nie zna się na tych babskich rzeczach.

To sprawiło, że Hermiona poderwała głowę, a Ginny roześmiała się na głos. Ron wyglądał na zdumionego.

- Ale co ja takiego powiedziałem?

Ginny wzięła pierścień od Harry'ego, obejrzała go uważnie i oddała.

- Jest naprawdę piękny, Harry. Nigdy nie widziałam czegoś tak ładnego.

Harry spojrzał na nią nieśmiało. To było dla niego coś zupełnie nowego.

- Ginny… chciała… chciałabyś, żebym ci taki zrobił? To nie takie trudne i pozwala mi się odprężyć.

Ginny uśmiechnęła się do niego szeroko i uściskała go w sposób, który zawsze sprawiał, że potrzebny mu był zimny prysznic. Spojrzał nad stołem i ujrzał, że Hermiona wpatruje się w Ginny z tęsknotą. Zaśmiał się i powiedział:

- Nie martw się Mionko, zrobię po jednym dla każdego z nas, łącznie z moim braciszkiem, co pluje sokiem z dyni.

Hermiona usiadła wygodniej i popatrzyła z namysłem na Harry'ego. Właśnie przyszło jej do głowy coś ciekawego, teraz musiała znaleźć sposób, by to przetestować.

Po obiedzie Harry powiedział reszcie, że spotka się z nimi za jakąś godzinę w pokoju wspólnym. Chciał coś jeszcze zrobić. Gdy został sam, pospieszył na trening do Pokoju Życzeń.


Późny wieczór, pod gabinetem dyrektora

Minerva McGonagall wyśliznęła się z biura dyrektora i ruszyła w stroną swoich prywatnych komnat w Wieży Gryffindora. Nie było łatwo, ale w końcu udało jej się przekonać dyrektora do jej punktu widzenia. Na Merlina, ten facet jest taki uparty, że kiedy już wbije sobie coś do głowy niemal niemożliwością jest przekonanie go do czegoś innego. Uśmiechnęła się złośliwie pod nosem. Nie, nie było łatwo, ale w końcu mogła zrobić to, o czym marzyła od dawna: nawrzeszczeć na Albusa niczym na trzecioroczniaka przyłapanego na zakradaniu się do dziewczęcego dormitorium!


Gabinet dyrektora

Echo krzyku Minervy McGonagall wciąż brzmiało mu pod czaszką. Patrzył za okno, ale nic nie widział. Czuł się wyczerpany i strasznie zmęczony.

Minerva wściekała się na niego, zagroziła, że osobiście złoży na niego skargę zarówno do Ministerstwa jak do Rady Nadzorczej. Udowodniła mu, że jego działania były nie tylko nie w porządku, ale i niezgodne z prawem. Ale to dwa komentarze przed jej wyjściem zmroziły go do kości i zraniły do głębi, zwłaszcza, że wiedział, że miała rację.

Albusie, naprawdę tego nie widzisz? Ten chłopak tak bardzo przypomina Toma Riddle, wychowanego przez okrutnych ludzi, którzy się o niego nie troszczyli. Jedno mocne pchnięcie i wyląduje po ciemnej stronie, a ty, Albusie, niemal pchnąłeś go dziś wystarczająco mocno! On z całego serca marzy, by być kochany, a ty mu to dziś niemal odebrałeś!"

Powiedz mi, dlaczego oczekujesz, że chłopak będzie walczył dla światła, skoro odmawiasz mu wszystkiego co dobre i wartościowe?"

Albus załkał. Zapłakał, wiedząc jak blisko był, by zniszczyć szanse na bezpieczną przyszłość. Zapłakał, bo uszkodził coś bardzo cennego podczas swoich prób, by ratować przyszłość. Ale przede wszystkim płakał z powodu Harry'ego. Zranił mocno tego chłopaka i nie widział sposobu, by to naprawić.

Fawkes, ze swojej grzędy za Albusem, śpiewał cichą pieśń pociechy. Był zadowolony, że jego przyjaciel wreszcie przejrzał na oczy. Ostatni miesiąc nadwyrężył ich relacje. Więź między człowiekiem a feniksem jest silna tylko wtedy, jeśli człowiek pozostanie wierny światłu. Albus mógł tego nie czuć, ale Fawkes to poczuł. Przez ostatni miesiąc ich więź bardzo osłabła. Ludzie to dziwne stworzenia, pomyślał sobie Fawkes. Mogą zupełnie nieświadomie przechodzić od ciemności do światłości. Feniks wiedział tylko o dwóch osobach, które były do tego niezdolne.

Albus Dumbledore patrzył za okno, jednak nic nie widział. Rozważał swój następny ruch. Postanowił zostawić Harry'ego w spokoju. Pozwoli Harry'emu na bycie tak normalnym nastoletnim czarodziejem jak to możliwe. Ich relacje były zniszczone, spłonęły w ogniu fanatyzmu Albusa, ale może z czasem, jeśli Harry na to pozwoli, będą mogli stworzyć nowe.


Pierwsze spotkanie AD

W czwartkowy wieczór miało miejsce pierwsze spotkanie AD. Harry wiedział, że nie za wiele ich tego dnia nauczy. Musiał wyjaśnić pozostałym swoje plany i przekonać ich do swojego punktu widzenia.

Przechadzał się nerwowo po podeście, który stworzył dla niego Pokój. Na spotkanie przyszło o wiele więcej osób niż w zeszłym roku, do poprzedniej grupy czterdziestu osób dołączyło sześćdziesiąt nowych. Postanowili otworzyć AD dla osób na trzecim roku i starszych. Najmłodsi mieli otrzymać specjalne zadania, a wielu starszych uczniów, wiedząc jak dobrze członkowie AD poradzili sobie na SUM-ach, postanowiło dołączyć do organizacji.

Harry nerwowo spojrzał na tłum przybyłych, większy niż się spodziewali. Ginny i Hermiona uśmiechnęły się uspokajająco, Neville pokazał mu kciuk uniesiony w górę, a Ron zamknął drzwi i zasygnalizował, że można zaczynać.

Harry odchrząknął niepewnie, przyciągając uwagę wszystkich zebranych. Ron, Ginny, Hermiona, Neville i Luna dołączyli do niego na podeście. Harry zrobił krok naprzód. Zaczął nerwowo, ale w miarę jak mówił, jego głos nabierał autorytetu i pewności siebie.

- W zeszłym roku sześcioro z nas podjęło nierozsądną wyprawę do Ministerstwa Magii, gdzie złapaliśmy jedenastu ważnych Śmierciożerców, a ja po raz kolejny stanąłem twarzą w twarz z Voldemortem.

Przerwał, słysząc westchnięcia i okrzyki strachu, które wydali słuchacze. Wywrócił oczami i pomyślał: Potem się z tym uporam.

- W tym roku zamierzam zreorganizować AD. Wciąż będziemy uczyć się pojedynków, ale dodamy do tego coś nowego. Zanim jednak zacznę o tym mówić, obawiam się, że będę musiał odsiać osoby zdeterminowane od nie do końca zdeterminowanych. Jeśli w tym roku wypadają wasze SUM-y lub owutemy, powinniście się jeszcze raz zastanowić nad członkostwem w AD. To zajmie wam naprawdę dużo czasu. Jeśli uważacie, że czas spędzony tutaj będzie miał negatywny wpływ na waszą naukę, możecie zechcieć zrezygnować. Chciałbym teraz, żebyście wszyscy podnieśli ręce, a ja będę zadawał pytania. Jeśli czujecie, że któreś z zadanych przeze mnie pytań zniechęci was do bycia członkami AD, opuśćcie rękę. Tych z was, którzy po wszystkich moich pytaniach będą wciąż mieli rękę w górze, poproszę o podejście do Hermiony. Będziecie musieli złożyć przysięgę czarodzieja. Jeśli opuścicie rękę, poprosimy was o opuszczenie tego pokoju, ale nie będziemy mieć do was żalu.

- Kto z was chce przeżyć trwającą wojnę?

Wszyscy unieśli ręce.

- Kto z was jest skłonny poświęcić na naukę tego jak przeżyć przynajmniej dwie godziny codziennie, może więcej?

Przynajmniej trzydzieści dłoni opadło i ludzie zaczęli kierować się do wyjścia. Harry poczekał aż opuszczą pomieszczenie.

- Kto z was chce nie tylko się bronić, ale chce odpowiedzieć atakiem i zanieść tę wojnę Voldemortowi, jeśli będzie taka konieczność?

Kolejnych dwadzieścia osób opuściło ręce i wyszło z pokoju. Harry znów poczekał, aż wszyscy pójdą.

- Kto z was chce walczyć, zaryzykować własne życie za rodzinę, przyjaciół czy kogoś kogo nawet nie znacie, tylko dlatego, że wiecie, że to co robicie jest słuszne?

W Pokoju zapadła cisza. Ludzie spoglądali po sobie, ale nikt nie opuścił ręki. Harry uśmiechnął się szeroko.

- Witajcie w nowej AD! Proszę podejdźcie do Hermiony. Kiedy już złożycie przysięgę, ona ma dla każdego z was mały prezent.

Tłum otoczył Hermionę, która razem z Luną odbierała przysięgi i rozdawała zrobione przez Harry'ego pierścienie z feniksem.

Harry stał z boku, patrząc spokojnie na składane przysięgi. W głowie wirowało mu mnóstwo pomysłów. To był jego oddział. Słyszał, jak wszyscy, a zwłaszcza dziewczyny, komentują z zachwytem pierścienie. Ta biżuteria była nieco inna od pierścienia, który wykonał na lekcji, różniła się też od tych, które otrzymali Ron, Ginny, Hermiona, Neville i Luna. Stwierdził, że powinien wyjaśnić ich działanie, zanim przejdzie do naprawdę skomplikowanych rzeczy.

- Dobra ludzie, proszę o spokój. Zacznę od wyjaśnienia kilku rzeczy, które już miały miejsce i które wkrótce nastąpią. Po pierwsze, wszyscy ci, którzy wyszli z pokoju, minęli nałożone na drzwi zaklęcie, które wymazało ich wspomnienia o tym, co się tu stało. AD jest tajemnicą. Nie rozmawiajcie o tym z przyjaciółmi. Nie rozmawiajcie o tym z nauczycielami. Nie rozmawiajcie o tym z rodziną. Wszyscy obiecaliście to w swojej przysiędze. Pierścienie, które otrzymaliście, to Pierścienie Feniksa, które zrobiłem własnoręcznie. Na każdy nałożone zostały pewne zaklęcia. Jeśli dotkniecie swój pierścień różdżką, ogrzeje was, jeśli dotkniecie go dwa razy, poczujecie ochłodę. Znajduje się tam również proste zaklęcie tarczy, które zredukuje obrażenia, jeśli zostaniecie trafieni jakąś klątwą. Może nie jest to wiele, ale czasem taki szczegół może okazać się różnicą między życiem a śmiercią. Ponadto, jeśli znajdziecie się w niebezpieczeństwie, przekręćcie wasz pierścień, a wszystkie pozostałe rozgrzeją się, dając nam znak, że jesteście w niebezpieczeństwie i potrzebujecie pomocy. Zalecam, żebyście nigdy ich nie zdejmowali.

Harry przerwał i powiódł spojrzeniem po twarzach przed nim. Wyrażały różne stadium szoku, podekscytowania i determinacji. Skinął głową i kontynuował.

- Ten tutaj Ron – uśmiechnął się szelmowsko – powinien opowiedzieć wam o waszych zadaniach. Ale kiedy musi przemawiać do większej grupy, trzęsie się jak liść, więc go w tym zastąpię. Naszym planem na ten rok jest zrobienie z AD czegoś więcej niż zaawansowanego klubu pojedynkowego. Weźmiemy przykład z mugoli, ponieważ, wierzcie mi lub nie, są w tym znacznie lepsi niż my. Nauczyli się już jaką wartość ma współpraca na polu walki. Podzielimy się na grupy zwane „drużynami". Każda drużyna będzie miała dowódcę, który będzie koordynował jej działania. Ron będzie pracował z każdym dowódcą drużyny, by upewnić się, że wiedzą wszystko co niezbędne, a dowódcy będą przekazywali informacje swoim drużynom. Drużyna to wasza rodzina! Oni chronią was, a wy chronicie ich. Dajecie im z siebie wszystko, bo oni też będą dawali z siebie wszystko. Nauczycie się wspólnej pracy. Nauczycie się spędzać razem wolny czas. Zapomnijcie o tym, w jakim jesteście domu. Domy nas dzielą. Jeśli mamy mieć nadzieję na przetrwanie tej wojny, musimy nauczyć więc, by polegać na sobie nawzajem. Drużyna będzie się składać z dziesięciu osób. Jedna odpowiadać będzie za leczenie, trzy za osłony, pięć za zaklęcia ofensywne. Dziesiątą będzie dowódca, który będzie mógł przyjąć na siebie każdą z tych ról, zależnie od potrzeb. Przez cały rok Hermiona, Ginny i Luna będą uczyły nas nowych zaklęć ofensywnych i defensywnych. Nie wolno wam używać tych zaklęć na lekcjach Obrony!

Poczekał, aż wszyscy potwierdzająco skinął głową i kontynuował:

- Neville będzie uczył wszystkich zaklęć i technik stosowanych w leczeniu. A ja będę poruszał się między grupami, pomagając tam, gdzie będzie trzeba. Każdy z was będzie uczył się tych samych zaklęć. W zależności od tego jak będziecie sobie z nimi radzili, dostaniecie odpowiednie zadania w swojej drużynie. Kiedy drużyny nauczą się działać jako zgrany zespół, przejdziemy do współpracy między drużynami.

Kiedy Harry przemawiał, pozostała piątka dzieliła zgromadzonych na mniejsze grupy. Hermiona oczywiście robiła notatki.

- Ja się już dzisiaj nagadałem, a Ron ma jeszcze dla was pewne rzeczy, w tym wasze przydziały do konkretnych drużyn. Zgłoście się proszę do Rona, gdy tylko skończę. Jeśli macie pytania, sugestie lub pomysły, porozmawiajcie z Ginny, Hermioną lub Luną. Wiem, że jesteśmy w stanie to zrobić, a jeśli zachowamy to w tajemnicy, Voldemort i jego Śmierciożercy będą mieli nieprzyjemną niespodziankę. Nawet się nie zorientują co się po nich przetoczy! – powiedział z naciskiem. Powiódł spojrzeniem po Pokoju i jeszcze raz skinął głową.

- Następne spotkanie jutro wieczorem, zaraz po obiedzie – zakończył.

Członkowie AD podchodzili po kolei do Rona i odbierali swoje przydziały oraz materiały szkoleniowe, które dla nich przygotował. Hermiona rozdała kartki zawierające zaklęcia, których będą się uczyć. Wiele osób podchodziło do Harry'ego, by wyrazić swoje poparcie oraz podziękować za szansę na działanie. Wielu opowiedziało mu o przyjaciołach i członkach rodziny, których stracili w czasie lata. Każda taka historia była dla Harry'ego niczym cios w serce.

Gdy pozostała tylko szóstka, pokój zmienił się w przytulne pomieszczenie z kominkiem, kilkoma kanapami i jednym fotelem. Harry zajął fotel i wpatrywał się ponuro w płomienie, podczas gdy reszta spoglądała niepewnie po sobie. Wreszcie zajęli miejsca na kanapach i popatrzyli na Harry'ego. W końcu pochylił głowę i zaczął cicho opowiadać:

- Justin opowiedział mi o małej siostrzenicy, którą stracił w lecie. Miała tylko sześć lat. Hanna straciła starszego brata i bratową. Susan kuzyna. Nawet Blaise stracił sąsiadów, w tym dwójkę dzieci: cztero i dziesięcioletnie. Dziesięciolatek byłby już przydzielony do domu. Nie powinni tego przeżywać. Powinni się martwić romansami, ocenami i quidditchem. Powinni mieć przed sobą przyszłość, życie, którym mogą się cieszyć i ukochanych, by dzielić z nimi życie… - w końcu Harry nie wytrzymał i zaszlochał. Ginny natychmiast znalazła się w jego ramionach, a Luna i Hermiona objęły oboje. Ginny odezwała się:

- Harry, czujesz każdą stratę, jakby to była twoja strata. Oni wiedzą czemu to robią i znają ryzyko. A przy tym każdy wie, jak bardzo tobie na tym zależy i podążą za tobą na koniec świata. Wszyscy to robimy, bo wiemy jak bardzo kochasz i ponieważ kochamy ciebie.

Otarła mu łzy z twarzy i uśmiechnęła się. Harry powoli dochodził do siebie.

Dotknął czołem czoła Ginny i wziął kilka przerywanych oddechów. Potem odsunął się i powiedział z niepewnym uśmiechem:

- Nie wiem co bym bez was wszystkich zrobił.

Popatrzył w oczu każdemu ze swoich przyjaciół po kolei.

- Nie jesteście przyjaciółmi. Jesteście kimś ważniejszym, jesteście moją rodziną.


Nocne wizje

Kilka nocy później Harry obudził się nagle z głębokiego snu, przyciskając z krzykiem ręce do swojej blizny. Ostatnio czuł w niej piekielny ból dość regularnie, kilka nocy w tygodniu. Na szczęście dla jego współlokatorów, zaczął rzucać zaklęcie ciszy na swoje łóżko, by jego krzyki nikogo nie budziły. Najczęściej nie było tak źle, raczej nieprzyjemnie niż boleśnie. Ale ta noc była zupełnie inna. Harry chwiejnie wstał z łóżka i zatoczył się do łazienki, gdzie obficie zwymiotował. Uznał, że przez pewien czas nie będzie w stanie ponownie zasnąć, więc naciągnął szatę i niepewnie podążył do pokoju wspólnego. Może poczyta sobie przez chwilę? Podszedł do jednej z sof i zwalił się na nią, a nogi mu drżały. Zamknął oczy i syknął, gdy ból w jego bliźnie ponownie wezbrał. łzy zaczęły mu cieknąć spod zaciśniętych powiek. Powoli zaczął odpływać. Wyglądało no to, że połączenie z Voldemortem jest dokładnie zamknięte, bo nie mógł stwierdzić, co jego wróg widzi lub myśli, ale nie był w stanie zablokować bólu.

W pewnym momencie poczuł oplatające go ramiona i chłodny kawałek materiału na czole. Otworzył oczy. Ginny trzymała go w ramionach, a obok niej stała niespokojna Hermiona. Spojrzał na Ginny.

- Dziś w nocy Voldemort zabija osobiście. Normalnie nie jest tak źle, ale dziś czuję jego zabójstwa.

Ginny przycisnęła jego głowę do swoich piersi i zaczęła go delikatnie kołysać.

- Śpij Harry. Odpręż się i pozwól się utulić.

Powoli jego oddech zaczął zwalniać, a drgawki ustały. Hermiona spojrzała pytająco na przyjaciółkę.

- Ginny, powinnam pójść po Madam Pomfrey?

Młodsza dziewczyna potrząsnęła głową.

- Nie, Madam Pomfrey nie ma nic, co mogłoby mu pomóc poza Eliksirem Słodkich Snów, a on i tak go ostatnio nadużywa. Próbuje to przede mną ukrywać, ale ja i tak wiem, że blizna cały czas go męczy. Mionko, wróć może do łóżka. Ja z nim zostanę.

Hermiona wyczarowała duży koc i kilka poduszek i nakryła oboje. Ruszyła w stronę dormitoriów dziewcząt, ale przed schodami obejrzała się na nich jeszcze raz. Ginny przytulała Harry'ego jedną ręką, a drugą delikatnie gładziła go po głowie. Harry już spał i wyglądało na to, że Ginny zaraz pójdzie w jego ślady. Hermiona uśmiechnęła się i pomyślała, że musi nastawić budzik nieco wcześniej, by obudzić ich, zanim inni zejdą na dół, po czym udała się do łóżka, nieco zazdroszcząc Ginny. Mogli sobie tylko spać, ale spanie z mężczyzną, którego się kocha, musi być wspaniałym uczuciem.


Dni lecą…

Wrzesień zmienił się w październik. Ron, nowy kapitan drużyny Gryffindoru, zdołał przekonać panią Hooch by zorganizowała grupę przygotowań wytrzymałościowych dla drużyn quidditcha, ale już po kilku dniach dołączyło do niej wielu uczniów, którzy chcieli spędzić pierwszą godzinę każdego dnia na truchtaniu wokół boiska i bieganiu wokół jeziora. Większość osób wchodzących w skład grupy stanowili członkowie AD. Kilku graczy quidditcha, którzy zaplątali się do grupy, nie miało pojęcia czemu ludzie biegnący u ich boku wyglądają na tak zdeterminowanych.

AD spotykała się codziennie i zaczęła nabierać kształtów. Lista zaklęć Hermiony zaczęła się poszerzać, w miarę jak ludzie przyswajali sobie kolejne czary. Ron nieustannie musztrował drużyny, dążąc do doskonałości. Ginny i Luna spędzały w bibliotece każdą chwilę, której nie potrzebowały na zadania domowe i pracę przy AD. Harry kontynuował pracą nad magicznymi połączeniami i więzami. Zdołał znaleźć kilka tomów na ten temat, które Hermiona przeoczyła.

Ginny zaczynała odczuwać frustrację. Harry znikał codziennie na kilka godzin, a potem wracał i siedział cicho przy niej, podczas gdy ona pracowała nad swoimi zadaniami domowymi. Zdołali znaleźć trochę czasu, by pobyć sam na sam, ale niezbyt wiele. Ginny niespecjalnie to pasowało. W końcu zdecydowała się sprawdzić, dokąd Harry udaje się co noc. Wiedziała, że wyślizguje się z dormitoriów. Widziała w jego oczach, że nie sypia za dobrze, a jego koszmary powróciły.

W końcu nie mogła już wytrzymać i poprosiła o pomoc Hermionę. Wspólnie miały się dowiedzieć dokąd chodzi Harry. Pewnego wieczoru zaczaiły się wspólnie. Ginny nie wtajemniczyła w to Rona, bo gdy po raz pierwszy wspomniała o tym, że Harry wymyka się nocami, jej brat-palant zażartował, że może jego kumpel znalazł sobie jakąś panienkę na boku. W odpowiedzi Ginny zmieniła kolor jego włosów na niebieski na cały dzień, a Hermiona była na niego mocno wkurzona.

Obie czekały już niemal godzinę, gdy wreszcie Harry wymknął się z Wieży Gryffindora i podążył do Pokoju Życzeń. Dziewczyny używały jego peleryny-niewidki, więc były niemal pewne, że nie zostaną złapane po drodze. Uchyliły leciutko drzwi i wśliznęły się do środka. Gdy zobaczyły co się dzieje, złapały się mocno za ręce, starając się stłumić okrzyki zaskoczenia.

Harry był bosy i nagi od pasa w górę. Po jego torsie spływał pot, a mięśnie grały pod skórą, gdy robił co w jego mocy, by uniknąć zaklęć sześciu symulowanych przeciwników, odzianych jak Śmierciożercy. Jego prędkość była niesamowita, a absolutna cisza rozstrajała nerwy. Wyglądało to na przedziwny taniec ze śmiercią. Jego oczy błyszczały od mocy, gdy rzucał zaklęcia zarówno różdżką, jak pustą ręką. Odskakiwał z linii zaklęć przeciwników, nurkował, przetaczał się i unikał. Kilka razy zdawał się przemieszczać w mgnieniu oka o kilka metrów, choć trudno było powiedzieć jak to właściwie robił. Rzucał zaklęcia z taką prędkością, że oko ledwo nadążało z ich rejestrowaniem. To nie były zwykłe zaklęcia żądlące jakich używała AD, dowodem było cięcie na jego ramieniu, z którego płynęła krew. Dziewczęta patrzyły zaledwie minutę lub dwie, gdy zabłąkane zaklęcie uderzyło tuż przy Hermionie, sprawiając że dziewczyna pisnęła przestraszona.

Harry natychmiast dezaktywował przeciwników i spojrzał w stronę dźwięku. Zmrużył oczy, ale roześmiał się, a blask zniknął z jego oczu.

- Wiecie co, dziewczyny, właściwie to oczekiwałem was tu wcześniej.

Ginny pozwoliła pelerynie opaść na ziemię.

- Wiedziałeś, że tu jesteśmy? – spytała.

Harry potaknął, patrząc na nią nieco niepewnie.

- Usłyszałem, gdy tu wchodziłyście. Dlatego rzuciłem przed wami osłonę, w razie jakby coś odbiło się w waszą stronę.

Ginny zagapiła się na nagą klatkę piersiową Harry'ego. Miał nieźle zarysowane mięśnie. Nie były specjalnie wielkie, sugerowały raczej szybkość niż siłę. Na jej twarz wpłynęła mina pełna pożądania. Hermiona zerknął na Ginny. Oj Merlinie, lepiej jeśli będę gadać za nas obie.

- Harry, co ty sobie myślisz? Używasz naprawdę niebezpiecznych zaklęć! Patrz na swoją rękę. Przecież ty krwawisz! – powiedziała niecierpliwie. – Poczekaj, uleczę to.

Zanim zdążyła się ruszyć, Ginny podbiegła do niego, wyciągnęła różdżkę i zaczęła zasklepiać ranę. Hermiona była pewna, że żaden uzdrowiciel nie dotyka pacjenta w takim stopniu jak Ginny, która przesuwała dłońmi po barku i ramieniu swojego chłopaka.

- Hermiono, oboje wiemy, że AD ma walczyć ze Śmierciożercami, a nie z samym Voldemortem. To moja robota, na którą również muszę się przygotować.

Hermiona nie mogła znaleźć luki w jego rozumowaniu. AD została stworzone do walki z normalnym przeciwnikiem, do oczyszczenia pola bitwy, by Harry mógł walczyć z Voldemortem nie martwiąc się o nic innego. Miała mu coś odpowiedzieć, gdy zorientowała się, że Ginny z lekko nieobecnym spojrzeniem wodzi dłońmi po nagiej piersi i plecach Harry'ego. Harry wyglądał na mocno zaniepokojonego i rzucił Hermionie spojrzenie mówiące „I co ja mam zrobić?".

Hermiona zachichotała i powiedziała:

- Ginny… Ginny? GINNY!

Ginny gwałtownie odwróciła się i spojrzała na nią z wściekłością.

- Ginny, co ty właściwie robisz? – spytała spokojnie Hermiona.

Ginny zaczerwieniła się od stóp po same cebulki włosów.

- Eeee… szukam innych skaleczeń, by je uleczyć? – spytała niepewnie jednolita masa czerwieni.

Harry spojrzał na nie z uśmiechem.

- Chcecie wrócić do Wieży tak, żeby nikt was nie złapał? – spytał z figlarnym błyskiem w oku. Ginny uśmiechnęła się i uniosła z ziemi pelerynę-niewidkę.

- Niech każda z was złapie za jedno pióro.

Harry zmienił się w Skrzydło, a gdy poczuł jak ciągnął go za dwa pióra od ogona, przeniósł się przez ogień do pokoju wspólnego Gryffindoru. Postawił obie dziewczyny na podłodze i zmienił się w człowieka. Co dziwne, ta krótka wycieczka niemal zupełnie zregenerowała jego siły. Harry życzył dziewczętom dobrej nocy i poczekał, aż wejdą po schodach do dormitoriów, po czym zmienił się ponownie w Skrzydło i przeniósł się nad zamek.

CO ZA RADOŚĆ! pomyślał Harry. Szybował nad zamkiem, ciesząc się rozkoszą, którą dawał mu lot. Nurkował i wznosił się, a z jego ptasiego dzioba wyrwała się pieść radości. Widział nawet małe gryzonie wiele metrów w dole. Zamek, błonia i Zakazany Las – wszystko widział z niezwykłą ostrością. Nagle u jego boku pojawił się inny feniks. Fawkes! Harry okrążył Fawkesa, śpiewając pieśń powitalną ku rozbawieniu drugiego feniksa.

- Witaj, pisklę. Wyląduj ze mną na Wieży Astronomicznej.

Harry zachwiał się w powietrzu, gdy głos zabrzmiał w jego głowie. Oba feniksy obniżyły lot, by wylądować na szczycie.

- Fawkes, to ty?

- Tak, w tym miejscu i czasie jestem Fawkesem. Chciałem ci podziękować za to, co zrobiłeś z Albusem. Zawędrował niebezpiecznie blisko ciemnej strony, a to, że odmówiłeś podporządkowania się jego rozkazom, pchnęło go z powrotem w stronę światła.

Głoś brzmiał niezwykle znajomo, ale Harry nie mógł sobie przypomnieć gdzie go słyszał. Co do Albusa Dumbledore'a to powinien być wściekły, ale najwyraźniej gniew nie był uczuciem znanym feniksom. W końcu sfrustrowany pomyślał:

- Fawkes, nie wiem co ma zrobić z Albusem. Powinienem być na niego zły, ale nie mogę. Skrzywdził mnie głęboko i próbował skrzywdzić ponownie. Chciałbym się z nim pogodzić, ale nie mogę, przynajmniej na razie. Merlin wie, że potrzebuję jego pomocy, ale musi mnie uznać za osobę, a nie jakieś narzędzie, z którego może dowolnie korzystać.

- W swoim czasie droga stanie się wyraźniejsza, pisklę. Teraz jest czas, byś rozpostarł swe skrzydła i cieszył się tym, co przynosi życie. W swoim czasie pogodzisz się z Albusem, ale do tego czasu obaj musicie dojrzeć. Chwalebne jest, że pragniesz zawrzeć z nim pokój. Ale dość już na dziś! Wróćmy na swe grzędy, jutro nowy dzień i nowe doświadczenia dla nas wszystkich. Porozmawiamy jeszcze, pisklę. Wiedz, że masz mą wdzięczność!

Fawkes zniknął w rozbłysku ognia. Harry także udał się do łóżka, gdzie, co ostatnio nieczęste, spał spokojnie do rana.


Piknik

Kolejnego poranka była sobota i po raz pierwszy od wielu tygodni Harry nie pokazał się na porannym biegu. Zaspał, ku zaskoczeniu Ginny. Ron powiedział jej, że Harry spał tak głęboko, że nie chciał mu przeszkadzać. Zaczęła się martwić dopiero gdy wróciła ze śniadania i wciąż nie było śladu Harry'ego. Weszła do dormitoriów. Harry leżał na swoim łóżku i spał spokojnie. Nachyliła się i delikatnie musnęła swoimi ustami o jego usta. Harry drgnął lekko, więc zrobiła to ponownie. Otworzył oczy i spojrzał na nią sennie.

- Dzień dobry, kochanie, dobrze spałeś?

- To całkiem przyjemny sposób na pobudkę. Chyba zarzucę budzik na rzecz twojej metody. I tak, już od dawna nie spało mi się tak dobrze. Wydaje mi się, że ma to coś wspólnego z moją zmianą w Skrzydło wczoraj wieczorem.

Spojrzała na niego z uczuciem. Był mocno rozespany, ale od wielu tygodni nie wyglądał tak zdrowo. Uśmiechnęła się figlarnie.

- No to wyskakuj z łóżka, śpiochu. Już dawno po śniadaniu, ale Zgredek ma nam przygotować koszyk z jedzeniem na drugie śniadanie. Parvati powiedziała mi o świetnym miejscu na piknik nad jeziorem. Jest miłe ciche i odosobnione.

Podkreśliła ostatnie słowo i spojrzała na niego sugestywnie. Wciągnęła mocno powietrze, podkreślając pewne swoje walory i z satysfakcją patrzyła, jak Harry wbija spojrzenie w te walory. Harry zarumienił się i powiedział, że musi wziąć prysznic i spotkają się w pokoju wspólnym.

Niedługo potem para siedziała nad brzegiem jeziora, a duży głaz osłaniał ich od strony szkoły. Był jeden z tych idealnych wiosennych dni: słoneczny, niezbyt chłodny, ale i nie za ciepły. Ginny ubrała ładną bluzkę w kwiatowe wzory, rozpiętą pod szyją oraz pasującą spódnicę, która wydawała się nieco za krótka. Harry z trudem skupiał się na jedzeniu, bo spódnica podjeżdżała coraz wyżej, pokazując coraz więcej ciała.

Ginny roześmiała się i pomyślała: Naprawdę go rozpraszam. Oj, panie „Ratujący Świat" Potter, to część mojego wspaniałego planu! Nie sądzę, byś miał coś przeciwko, ale naprawdę jesteś zupełnie niedoświadczony. Na cóż, ja też, ale przynajmniej wiem, jak podgrzać atmosferę!

Harry nie był do końca pewny co Ginny zaplanowała na ten dzień. Ale z jakiegoś powodu spojrzenia, które mu rzucała, wytrącały go z równowagi. Zupełnie jakby była drapieżnikiem skradającym się ku swojej ofierze. Ginny nachyliła się do niego, a bluzka odsunęła się od jej ciała. Rozpięte guziki zademonstrowały mu widok, którego nigdy wcześniej nie widział.

- Czyżbyś się denerwował, panie Potter? – spytała cicho.

Harry oderwał oczy od bluzki ukazującej wspaniałe wnętrze i niepewnie skinął głową.

Czas dopaść ofiarę, panie Super-Czarodzieju. Możesz straszyć Toma Riddle'a, ale ja się ciebie nie boję. Jesteś już mój!

Przysunęła się bliżej i zaczęła go całować. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Wsunęła dłonie pod jego koszulę. Harry'emu kręciło się w głowie. Niezdolny do racjonalnego myślenia zaczął naśladować ruchy jej dłoni. Jej usta oderwały się od jego twarzy i przeszły na jego szyję. Zmysły Harry'ego zawirowały, a w jego wnętrzu wybuchnął płomień. Przyciągnął ją gwałtownie do siebie i trzymał mocno, całując jakby chciał dostać się do jej duszy. Nie mógł się nią nacieszyć, a jego dłonie wędrowały po jej plecach pod bluzką. Całował i przygryzał jej szyję, a jedna z jego dłoni zawędrowała na przód jej ciała, ciesząc się niezwykłą miękkością jej skóry. Potem prześliznęła się na jej pierś. Harry był w raju. Nigdy nie czuł czegoś takiego.

Nagle zorientował się czego dotyka. Drgnął i wypuścił ją, odsuwając się od niej gwałtownie.

Ginny upadła na trawę. Spojrzała na niego jednocześnie zła i zaniepokojona. A już było tak dobrze! Harry siedział kilka kroków od niej i wyglądał na przerażonego.

- Gin… - wyjąkał. – Ja nie… nie złość się… przepraszam…

Ginny przysunęła się do niego i objęła go.

- Spokojnie, Harry. Nic się nie stało. Chciałam, żebyś mnie tam dotknął.

Harry popatrzył na nią zaskoczony. Ujęła jego dłoń, położyła ją na swojej piersi i ponownie go pocałowała. Ponownie ich namiętność zaczęła wyrywać się spod kontroli. Po długiej chwili, która wydawała się mu wiecznością, Harry gwałtownie złapał oddech. Chwycił wędrującą dłoń Ginny i przytrzymał ją w miejscu. Oddychał ciężko, starając się uspokoić bijące szaleńczo serce. A napływ krwi do pewnych dolnych części ciała nie ułatwiał sprawy! Ginny jęknęła i spróbowała przysunąć się bliżej.

- Poczekaj, Gin. Daj mi chwilę – wydyszał Harry.

Gdy zdołał zapanować nad oddechem i szalejącymi hormonami uniósł wzrok na siedzącą przed nim piękną młodą kobietę.

- Ginny, pragnę cię. Tak mocno, że to aż boli. Ale nie tak. Proszę cię, chcę, żeby nasz pierwszy raz był naprawdę wyjątkowy. Obiecuję ci, że to się stanie, ale to zbyt ważne dla nas obojga. Musimy to zrobić tak jak należy. Dobrze?

Ginny spojrzała w jego szmaragdowe oczy, zaledwie kilka centymetrów od jej oczu. Widziała w nich szczerość. Pragnął jej, potrzebował jej, ale chciał, żeby wszystko było jak należy. Niechętnie skinęła głową i poczuła jego radość. Przytulił ją mocniej. Była nieco zawiedziona, ale jednocześnie zadowolona. Był mężczyzną honoru i cenił ją nade wszystko.

Po pewnym czasie usiedli obok siebie i po prostu cieszyli się swoim towarzystwem przy piwie kremowym.

- Harry, myślisz czasem o przyszłości? – spytała Ginny.

- Słyszałem wczoraj, jak Ron i Hermiona rozmawiają co chcieliby robić. Ron mówił o zostaniu aurorem, chciałby też spróbować grać profesjonalnie w quidditcha. Mionka mówiła o karierze nauczycielki albo niewymownej oraz o wychowaniu dzieci.

- A ty, Harry? Co widzisz w przyszłości dla siebie?

- Nie wiem, Ginny. Nie wiem czy w ogóle wolno mi o czymś marzyć. Mam coś, czego bym pragnął, ale Dumbledore powiedział mi na pierwszym roku: „Naprawdę niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach"… Mam marzenie, ale staram się o nim zapomnieć, choć nie potrafię.

Ginny zamrugała zdumiona. Po czym wstała, spojrzała na niego z wściekłością i położyła ręce na biodrach.

- HARRY JAMESIE POTTERZE, JEŚLI NIE MASZ PLANÓW NA PRZYSZŁOŚĆ MOŻESZ RÓWNIE DOBRZE WEZWAĆ TOMA RIDDLE'A, BY CIĘ ZABIŁ, BO ON JUŻ WYGRAŁ! NIE WIERZĘ, ŻE JESTEŚ TAKI SAMOLUBNY! MASZ PRZED SOBĄ PRZYSZŁOŚĆ, A JEŚLI MI NIE WIERZYSZ, TO RZUCĘ W CIEBIE TAKĄ KLĄTWĄ, ŻE POPAMIĘTASZ!

Wciąż wściekła zniżyła głos i dodała lodowatym tonem:

- Naprawdę myślisz, że chcę się umawiać z mężczyzną bez przyszłości?

Po czym łagodniej:

- Harry, opowiedz mi o swoich marzeniach.

Harry spojrzał na nią w sposób, który w myślach nazywała „Zawstydzonym Harrym".

- Nie będę się śmiała, obiecują.

Usiadła obok niego i trąciła go barkiem. Harry wbił spojrzenie w trawę i westchnął. Uniosła jego głowę, by spojrzał jej w oczy. Harry zatracił się w jej czekoladowych źrenicach, a Ginny wyszeptała:

- Powiedz mi, proszę.

Harry spojrzał w jej oczy i nie mógł odmówić. Powiedział szeptem:

- Spędzić życie z tobą. Zasypiać w twoich ramionach i budzić się od twoich pocałunków. Mieć dom, miejsce, w którym nasze dzieci będą mogły dorastać szczęśliwe jak twoja rodzina, miejsce, w którym będę mógł być Harrym, a nie Chłopcem, Który Przeżył…

Ginny spojrzała na Harry'ego w szoku. Spodziewała się, ze będzie mówił o wymarzonej pracy, jak byciu nauczycielem lub aurorem, może nawet Ministrem Magii pewnego dnia. Miała nadzieję, że przywidzi tam jakieś miejsce dla niej, ale jego marzenie nią wstrząsnęło. Nie skupiał się na karierze czy rozwoju zawodowym. Chciał tylko kochać i być kochanym.

Harry spojrzał na nią nerwowo i wymamrotał:

- To chyba naprawdę głupie ma…

Nie skończył, bo Ginny rzuciła się na niego i zasypała jego twarz pocałunkami. Przerwała tylko, by powiedzieć:

- To nic głupiego, Harry. Twoje marzenie jest wspaniałe i chcę, żebyś wiedział, panie Potter, że zrobię co w mojej mocy, by się spełniło!

To był tylko jeden dzień i jak wiele rzeczy w życiu skończył się zbyt szybko. Jednak był to jeden z najlepszych dni w życiu Harry'ego. Przez wiele lat miał wspominać ten dzień z nostalgią, bo takie chwile mają więcej mocy, niż cała magia tego świata.


Wezwanie do nauczycielki

Pierwsza wizyta w Hogsmeade miała mieć miejsce w następną sobotę. Nadeszły jesienne chłody, a szkoła oczekiwała z niecierpliwością na Bal Halloweenowy za dwa tygodnie. Harry, Ginny, Ron i Hermiona siedzieli właśnie przy śniadaniu, gdy zatrzymała się przy nich profesor Serena Snape.

- Panno Weasley, zaprosiłam pani matkę na spotkanie ze mną o 18.00 – powiedziała. – Proszę stawić się w moich apartamentach punktualnie o 19.00.

Ginny zbladła jak trup i nerwowo potaknęła. Profesor Snape ruszyła w stronę stołu nauczycieli. Niech sobie trochę pomyśli na temat swojego ostatniego zachowania i wyników w nauce. NA MERLINA! Jestem już niemal tak złośliwa jak Severus!

Harry, Ron i Hermiona spojrzeli na trzęsącą się Ginny. Pierwsza odezwała się Hermiona:

- Ginny, naprawdę nie masz czym się martwić! Masz niemal tak samo dobre oceny jak ja w zeszłym roku i nie zepsułaś ani jednego eliksiru.

Ginny szybko pokiwała głową. Harry wzruszył ramionami i powiedział:

- Ginny, tylko słowo, a zabiję ją dla ciebie.

Ron Hermiona i Ginny spojrzeli na niego jak na wariata. Harry uśmiechnął się i kontynuował:

- Hej, no co wy, z nauczycielem pójdzie mi na pewno łatwiej niż z potężnym Czarnym Panem. Uszy do góry, Ginny. Ostatnio byliśmy zbyt poważni. To robota dla Huncwotów! Wybierz swoją ofiarę, Ginny, a zmontujemy figla, który zawstydzi bliźniaków!

Hermiona zmarszczyła brwi i wymamrotała:

- Nie słyszę tego. Nie słyszę tego. Oooo… profesor McGonagall, muszę z nią o czymś porozmawiać.

Zerwała się od stołu i podążyła do stołu nauczycielskiego, by porozmawiać z opiekunką swojego domu.

Ron potrząsnął głową.

- Wiecie co, naprawdę kocham tę dziewczynę, ale czasami potrafi być bardziej uparta od osła.

Nagle zamrugał, gdy dotarło do niego, że właśnie porównał swoją dziewczynę do zwierzęcia.

Na ten widok Ginny parsknął śmiechem, a że właśnie piła, to spryskała całą lewą stronę Harry'ego sokiem z dyni. Harry spojrzał na swoją szatę i westchnął. Czasami naprawdę nie było sprawiedliwości na tym świecie.

Ginny zaczęła śmiać się jeszcze mocniej, ale wyciągnęła różdżkę, żeby wyczyścić swojego chłopaka. W ten sposób dowiedzieli się, że rzucanie „Scourgify" podczas chichotania zabarwia cel zaklęcia na jasnożółto. Ron parsknął śmiechem na widok Harry'ego, a Ginny zakryła usta, starając się bezskutecznie powstrzymać wzbierający w niej wybuch śmiechu. Harry wydobył własną różdżkę.

- Finite Incantatum – mruknął, a następnie skierował różdżkę na Ginny, starając się wyglądać złowieszczo.

- Mam ci oddać? – spytał.

Ginny zachichotała i nachyliła się, by wyszeptać mu do ucha:

- Wolałabym pobawić się twoją drugą różdżką.

Roześmiała się, pogłaskała go po policzku i zostawiła przyrośniętego do siedzenia i niezdolnego wykrztusić słowa.


Biuro profesor McGonagall

Zdumiona nauczycielka siedziała w swoim biurze, podczas gdy jedna z jej ulubionych uczennic krążyła nerwowo przed jej biurkiem. Dziewczyna była czymś wyraźnie wzburzona. W końcu Minerva odchrząknęła i zmierzyła ją najmocniejszym spojrzeniem a'la McGonagall, opracowanym, by wzbudzać lęk w sercach najbardziej zatwardziałych psotników.

- Panno Granger, zdaję sobie sprawę, że coś panią bardzo zdenerwowało, ale nie będę w stanie pomóc, jeśli będzie pani tylko chodziła tam i z powrotem, mamrocząc coś pod nosem.

- Och, przepraszam pani profesor. Problem polega na tym… no cóż, to jest trochę zbyt zwariowane, bym mogła w to uwierzyć, ale zaczynam być przekonana, że to prawda.

Hermiona zatrzymała się i stanęła przodem do McGonagall.

- Pani profesor, martwi mnie Harry.

- Harry? Chodzi o pana Pottera, jak mniemam? W jakie tarapaty wpędził się tym razem? Czy też mówimy o czymś zupełnie innym? Wydawało mi się, że to panna Weasley nadzoruje jego… ummm… życie uczuciowe.

- Och nie, pani profesor, nic z tych rzeczy – zająknęła się Hermiona. – Po prostu zaczęłam zauważać u niego pewne rzeczy, które wydają mi się… no cóż, dziwne.

Profesor McGonagall poczuła dreszcz pełznący jej po kręgosłupie, ale nachyliła się i gestem zachęciła Hermionę do kontynuowania.

- Zdaje sobie pani sprawę, że Harry nie ma pojęcia czym jest metal szlachetny? I najwyraźniej nie ma pojęcia, że nie można tworzyć minerałów tak z niczego, nie wspominając o klejnotach. Pani profesor, mam na ten temat pewną teorię, ale będę potrzebowała pomocy, by zdobyć dowód. Harry będzie podejrzliwy, jeśli ja go o to poproszę, ale posłucha pani. Szanuje panią i uważa za autorytet. Proszę dać mu tylko kawałek metalu i niech wypróbuje zaklęcie „Comburo Fonticulus". Proszę mu powiedzieć, że stworzy to małą fontannę ognia, tryskającą ze środka metalowego obiektu, który otrzymał.

- Panno Granger… Comburo Fonticulus? Płonąca Fontanna, jeśli dobrze pamiętam lekcje łaciny. Ale to nie jest żadne zaklęcie, panno Granger. Nic się nie stanie.

- To by się zgadzało w pani i moim wypadku. Ale Harry tego nie wie.

- Sugeruje pani…

- Tak myślę, pani profesor. Wcześniej nie byłam pewna, ale teraz jestem co do tego przekonana.


Klasa Transmutacji, ten sam dzień

Klasa wciąż była podzielona. Trójka uczniów, którzy nie mieli żadnego potencjału animagicznego, dołączyła do szóstki, która nie poddała się testowi na animaga. Podczas gdy większość klasy badała prawa rządzące czarodziejami, którzy zmieniali postacie, mniejsza część pracowała nad tworzeniem metalowych obiektów i kształtowaniem ich zgodnie ze swoimi pomysłami. Przez ostatnich kilka tygodni tworzyli guziki, wszelkie rodzaje zastawy stołowej, garnki, patelnie, nawet kociołki.

Szczerze mówiąc Harry zaczynał się nudzić. Wyczarowywał różne obiekty, a następnie dodawał im artystyczne ozdobniki. W ciągu ostatnich kilku dni stworzył kompletną zastawę stołową na dwanaście osób i ozdobił ją herbem Gryffindoru. Profesor McGonagall była pod ogromnym wrażeniem. Harry zarobił dziesięć punktów, a nauczycielka zatrzymała zastawę, by używać jej podczas spotkań z innymi nauczycielami. Widać było, że zamierza tym wkurzyć opiekuna Slytherinu.

- Panie Potter, mógłby pan tu na moment podejść?

Harry podniósł się i podszedł do biurka McGonagall.

- Tak, pani profesor?

- Chciałabym, żeby pan czegoś spróbował. Odszukałam stare zaklęcie, które wywołuje płomień z kawałka metalu. Może się to przydać do podgrzewania niektórych z używanych przez pana metali w celu ich zmiękczenia. proszę po prostu wycelować swoją różdżką w tę sztabę metalu na moim biurku i użyć inkantacji „Comburo Fonticulus".

To się może przydać, pomyślał Harry. Spojrzał na sztabkę, którą przygotowała McGonagall. Wyglądała na zwykłe żelazo o wielkości mniej więcej niedużej książki.

Harry wydobył różdżkę i wymamrotał zaklęcie. Metal przez chwilę rozjaśnił się, a potem pojawił się mały płomyk, strzelający ze środka sztabki. Wkrótce urósł do wysokości kilkunastu centymetrów, cały czas jasny, biało-niebieski i gorący. Fale ciepła sprawiły, że zarówno Harry, jak i nauczycielka odstąpili o krok. McGonagall spojrzała na Harry'ego i powiedziała:

- Bardzo dobrze, panie Potter. Naprawdę imponujące. Teraz proszę sprawdzić, czy uda się to panu zgasić zwykłym „Finite Incantatem".

Harry ponownie wycelował różdżkę w stronę płomienia i rzucił zaklęcie. Płomień rozbłysnął i zniknął McGonagall uważnie przyjrzała się Harry'emu, szukając śladów zmęczenia.

- Proszę mi powiedzieć, panie Potter, jak się pan teraz czuje?

- W porządku. Ale nie sądzę, żebym chciał wywołać większą fontannę. To było trudniejsze niż się może wydawać.

- Bardzo dobrze, może pan wrócić na miejsce. Jeśli będzie pan potrzebował, proszę odpocząć nieco, nim wróci pan do pracy.

- Dobrze, pani profesor.

Gdy Harry wrócił do swojej ławki, McGonagall odszukała wzrokiem Hermionę. Skinęła jej lekko głową i wróciła do prowadzenia lekcji.


Prywatne apartamenty Slytherinu, wieczór

Serena Snape zerknęła na zegar na ścianie salonu. Molly Weasley miała się zjawić za kilka minut i Serena zaczęła się denerwować. To spotkanie dotyczyło kwestii znaczniej ważniejszej niż oceny czy zachowanie. Na szali było poczucie własnej wartości pewnego chłopaka i Serena bardzo potrzebowała pomocy, by osiągnąć w tym sukces.

Upewniła się, że wszystko do podania herbaty jest na swoim miejscu i jeszcze raz naciągnęła jasnozieloną sukienkę. Poruszyła barkami, usiłując ułożyć ją tak, jak chciała.

- Nie sądziłem, ze kiedykolwiek ujrzę taki widok – usłyszała rozbawiony głos dobiegający od drzwi.

Serena obróciła się gwałtownie i spojrzała z wściekłością na mężczyznę opartego o futrynę.

- Czego? – spytała, patrząc podejrzliwie na uśmiech na twarzy Severusa.

- Kobieta, która potrafi jednocześnie ważyć Eliksir Poświęcenia, oceniać kartkówki i pouczać pełną klasę czwartoroczniaków na temat uzależniających właściwości Eliksiru Słodkich Snów, nie potrafi opanować nerwów na samą myśl o rozmowie z uczennicą i jej matką? Niesamowite – mruknął, odrywając się od ościeżnicy i ruszając w jej stronę. – Nie sądziłem, że dożyję takiego dnia…

- Przestań, nie mam dziś nastroju na twoje poczucie humoru – spojrzała na niego wściekle. – Wiesz jaka jest stawka. Wiesz po co spotykam się z Molly i Ginny Weasley.

Sanpe objął żonę, spojrzał na nią i westchnął głęboko.

- Tak, wiem. Po prostu nie wiem po co te nerwy. Na pewno ci to nie pomoże. Poza tym Molly Weasley uznaje tego chłopaka za swojego syna już od wielu lat. A dzięki interwencji Ministerstwa to teraz JEST jej syn. Jedyne co musisz pamiętać to fakt, że Molly zstąpi do najgłębszych otchłani piekieł, by chronić swoje dzieci, a Harry jest już oficjalnie jej dzieckiem. Myśl o niej jak o lwicy broniącej swoich kociąt. Ona ci pomoże. Odpręż się.

Serena przytuliła policzek do piersi męża.

- Masz rację. I nie ma wątpliwości, że Ginny też zechce pomóc. Ta dziewczyna najchętniej oddałaby mu duszę, gdyby była taka możliwość!

- Duszę? Nie sądzę. Raczej coś… bardziej cielesnego, jeśli rozumiesz o co mi chodzi.

Serena uderzyła go dłonią w ramię.

- Zachowuj się, zbereźniku!

- No popatrz, a ja myślałem, że lubisz, kiedy jestem…

Serena zakryła mu usta swoją dłonią i spojrzała na niego spode łba.

- Już wystarczy, czas najwyższy, żebyś się stąd zbierał. Nie masz jakiś kartkówek do sprawdzenia czy czegoś w tym rodzaju?

Severus przygryzł lekko jej dłoń, następnie pocałował ją i odsunął od ust.

- Niestety mam. A niezależnie od tego jak bardzo chciałbym zostać i posłuchać, nie wiem czy zniosę cały wieczór babskich pogaduszek. Będę w bibliotece, jakbyś mnie potrzebowała.

Uścisnął ją i wyszedł z pokoju.

Co za gość, pomyślała. Naprawdę kiedyś go…

Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Wzięła oddech, by się uspokoić i wyszła na korytarz, by otworzyć drzwi. Stanęła twarzą w twarz z niską kobietą o bardzo matczynej figurze. Rude włosy, typowe dla Weasleyów, były związane na karku w schludny kok.

- Pani Weasley? Miło panią poznać. Jestem Serena Snape.

- Profesor Snape, dobrze wreszcie panią widzieć. Ginny oczywiście wysłała nam sowę na temat nowej Mistrzyni Eliksirów, ale wspaniale, że mogę z panią porozmawiać. Chociaż wolałabym się z panią spotkać w lepszych okolicznościach.

Serena przez moment gapiła się na kobietę, ale szybko przypomniała sobie o dobrych manierach i zaprosiła ją do środka. Gdy usiadły w salonie, Serena nalała herbatę i spytała:

- Wspomniała coś pani o „lepszych okolicznościach".

- Owszem. Zakładam, że któreś z moich dzieci zrobiło coś, co jest powodem tego spotkania. Proszę zdradzić, na które z trójki moich urwisów będę musiała dzisiaj nakrzyczeć, profesor Snape?

- Trójki? – spytała Serena, starając się ukryć uśmiech.

- Ron, Harry albo Ginny – odpowiedziała pani Weasley, wywracając oczami. – Naprawdę, ta trójka niemal dorównuje bliźniakom. Wie pani, może nie tyle z figlami. Ale jeśli gdzieś są jakieś kłopoty, to ta trójka, oczywiście razem z panną Granger, na pewno się w nie wpakuje!

Serena nie mogła się powstrzymać i zaczęła się cicho śmiać.

Ona już uważa Harry'ego za swoje dziecko, pomyślała. Severus miał rację, niech go. Chciałabym, żeby choć raz się mylił. Wiadomo, nie teraz, ale…

Pani Weasley zaczęła znowu mówić, wyrywając Serenę z zamyślenia.

- Nie jestem pewna które z nich coś zbroiło, ani co dokładnie to było, ale zapewniam panią, że ja i Artur traktujemy to bardzo poważnie.

- Obawiam się, ze nie do końca się zrozumiałyśmy – odpowiedziała Serena z lekkim uśmiechem. – Żadne z państwa dzieci nie zrobiło nic złego. Właściwie całą trójkę uważam za bardzo zdolnych i inteligentnych uczniów.

Molly odłożyła filiżankę.

- W takim razie obawiam się, że czegoś nie rozumiem – wyznała zmieszana. – Dlaczego mnie tu pani zaprosiła?

- Proszę mówić mi po imieniu, jeśli nie ma pani nic przeciwko. Nigdy nie lubiłam formalności.

- Oczywiście. Mów mi Molly. Ale Prof… Sereno, obawiam się, ze dalej nie rozumiem.

Serena uniosła filiżankę, by ukryć wyraz skupienia na twarzy. No to jedziemy, pomyślała.

- Molly, zaprosiłam cię tu, żeby porozmawiać o Harrym. Nie, nie, nie zrobił nic złego – dodała pospiesznie, widząc jak Molly sztywnieje i przesuwa się na krawędź sofy. – Chodzi raczej o to, jak możemy mu pomóc.

- Pomóc mu? Co się stało? Coś nie tak? Wszystko z nim w porządku? – spytała Molly w napadzie paniki. Na Merlina! Co znowu? To dziecko przeszło już wystarczająco dużo!

- Molly, spokojnie, proszę cię. Z Harrym wszystko w porządku. Jestem pewna, że siedzi teraz w pokoju wspólnym Gryffindoru, robiąc zadanie domowe lub grając w szachy z Ronem. Nie, chciałabym porozmawiać o jego poczuciu własnej wartości. Nie znam całej jego przeszłości. Wiem co nieco o tym, co wydarzyło się, gdy mieszkał z ciotką i wujem. Wiem też, co stało się, nim przybył w tym roku do Hogwartu. Severus był w szpitalu gdy Harry tam dotarł i opowiedział mi o wszystkim. Pani Weasley… Molly, zauważyłaś może, że Harry ma o sobie bardzo niskie mniemanie?

Molly oparła się wygodniej. Zmarszczyła brwi.

- Tak, rozmawialiśmy o tym kilkakrotnie z Arturem. Czasami trudno rozgryźć Harry'ego. Jeśli za mocno się go naciśnie, schowa się błyskawicznie w skorupę niczym żółw i nie da się wyciągnąć. Myśleliśmy, że pomoże mu, jeśli kiedyś opowie nam o tym, co działo się na Privet Drive. Ale nie chciał tego zrobić. Za każdym razem kiedy próbujemy poruszyć ten temat, zatrzaskują się wokół niego mury obronne, które wzniósł przez te lata. Hermiona powiedziała kiedyś, że czuje, że Harry uważa jakoby zasługiwał na wszystko co spotkało go ze strony wujostwa. Niech diabli porwą tych przeklętych ludzi – zaklęła ze złością Molly.

Serena odstawiła filiżankę na stolik i odezwała się:

- Właśnie dlatego cię tu zaprosiłam, Molly. Musimy znaleźć sposób by mu pomóc. Harry jest dla mnie zagadką. To przez co przeszedł powinno ukształtować młodego człowieka, który nie ma zaufania do ludzi wokół siebie, który nie ma pojęcia czym jest miłość do kogokolwiek.

- Voldemorta… - wyszeptała Molly, a potem wzdrygnęła się, gdy zorientowała się co powiedziała.

- Właśnie! Zamiast tego mamy pełnego szacunku, ufnego chłopaka o wysokich standardach moralnych, który chętnie pomaga wszystkim w potrzebie. A jednak przy jego niskim poczuci własnej wartości, co zaczęło się jeszcze przed śmiercią Cedryka czy jego ojca chrzestnego, Harry nie czuje, by zasługiwał na miłość czy zaufanie.

- Harry wie, że go kochamy. Od jego drugiego roku moje dzieci myślą o nim jak o bracie. No, może nie Ginny…

- Nie wątpię – przerwała Serena – ale czy uważasz, że Harry zaakceptował te uczucia? A co by się stało, gdyby twoja rodzina go odrzuciła?

- Jak śmiesz sugerować, że kiedykolwiek odwrócilibyśmy się od Harry'ego – krzyknęła rozzłoszczona Molly, zrywając się na równe nogi. – Kochamy tego chłopaka! Jest dla nas jak syn. On jest naszym synem!

Kobieta kontynuowała tyradę, a Serena pomyślała: Faktycznie lwica. Severusie, dziesięć punktów dla Slytherinu. Znowu miałeś rację, niech cię szlag…

Uśmiechnęła się do siebie, ale odchrząknęła, gdy zorientowała się, że Molly skończyła krzyczeć i patrzyła na nią z wściekłością.

- Molly, absolutnie nie chcę zasugerować, że możecie się od niego odwrócić. Usiłuję po prostu myśleć jak chłopiec, który nie sądzi, by na to wszystko zasługiwał. Jak już wspomniałam, Harry jest dla mnie zagadką. Ciężko mi odgadnąć co może czuć lub myśleć młody mężczyzna. Ale przepraszam, jeśli niezamierzenie obraziłam ciebie lub Artura.

Molly skrzywiła się, westchnęła i usiadła.

- Nie, to ja przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłam. Masz rację. Harry'ego trudno rozgryźć. Od lat Artur i ja pragnęliśmy dołączyć chłopaka do naszej rodziny, do naszego domu. Potrzebuje stabilności, kochającej rodziny. Potrzebuje normalności w życiu, czego zawsze mu brakowało. Cały problem polega na tym, by uświadomić mu, że na to zasługuje i by przyjął to, co jest mu oferowane.

- Poczucie własnej wartości – mruknęła Serena.

- Tak to można w skrócie ująć – przyznała Molly. – Ale jak to zrobić? Harry nie lubi komplementów. Wstydzi się, gdy się o niego troszczę, albo gdy go chwalę.

- Ale tego właśnie potrzebuje, czy się tego wstydzi czy nie. Musimy zbudować w nim szacunek do samego siebie. Mogę to robić na lekcjach, ale to ty i Artur, jako jego rodzice, macie na to największy wpływ.

Serena zauważyła łzy w oczach Molly, więc wyjęła kilka chusteczek z pudełka i podała płaczącej kobiecie.

- Powiedziałam coś niewłaściwego? – spytała.

- Nie… po prostu… jego rodzice. Oczywiście, papiery są już podpisane, ale nikt nigdy nie nazwał nas jego rodzicami – wyjaśniła z uśmiechem, wycierając oczy.

Serena pokiwała głową ze zrozumieniem. Ujęła herbatę i pociągnęła długi łyk, dając Molly czas na opanowanie emocji.

- Artur i ja zrobimy wszystko co w naszej mocy jako rodziców. Może powinniśmy też porozmawiać z Hermioną. Mój Ron, no cóż, on nie jest specjalnie delikatną osobą. Ale Hermiona tak. I Ginny. Ginny na pewno pomoże.

- Właśnie, Ginny. Chciałam porozmawiać z tobą o czymś jeszcze…


Pokój wspólny Gryffindoru

Ginny siedziała przy stole w pokoju wspólnym starając się skończyć swoją pracę domową z Zielarstwa. Musiała napisać trzydzieści centymetrów pergaminu na temat usuwania kociożuków z Mimbulus Mimbletonii. Kogo to w ogóle obchodzi? pomyślała. Niech te paskudne skubance zeżrą sobie te rośliny w cholerę. Jasne, jest ładna, ale jak cuchnie! Hmm, ciekawe czy Hermiona nie chciałaby założyć stowarzyszenia chroniącego kociożuki? Nie żeby miało mnie to uratować przed koniecznością zrobienia tego wypracowania.

Westchnęła sfrustrowana, odsunęła pergamin i zerknęła na zegar. Już prawie czas, pomyślała. Para dłoni spoczęła delikatnie na jej ramionach.

- Gin, nie denerwuj się – wymruczał jej Harry do ucha, powodując że dreszcz przeszedł jej po kręgosłupie. – Nie będzie tak źle. Co najwyżej nakrzyczą na ciebie i dostaniesz szlaban. Jeśli byłabyś w naprawdę poważnych tarapatach, nie szłabyś do apartamentów Snape'ów tylko do gabinetu dyrektora.

Ginny odchyliła się i wtuliła w niego, czerpiąc otuchę z jego bliskości.

- Wiem. Po prostu nie cierpię takiej niepewności. Po co oni mnie tam wzywają?

Harry ujął ją za rękę, uniósł z krzesła i obrócił twarzą do siebie.

- Gin, nie denerwuj się – powtórzył. – Wszystko będzie dobrze. Poczekam tu na ciebie i pogadamy o tym jak wrócisz. Ale leć już lepiej. Profesor Snape może być milsza niż jej mąż, ale nie sądzę, żeby była zadowolona, jeśli się spóźnisz.

- Kurczę, dzięki! Jak ty świetnie wiesz jak poprawić kobiecie humor – parsknęła sarkastycznie.

Harry roześmiał się i przyłożył swoje czoło do jej czoła.

- Jak wrócisz to wymyślę coś, żeby cię pocieszyć.

Pocałował ją delikatnie i czule, nie zwracając uwagi na Rona, który głośno wyrażał swoje obrzydzenie z drugiego końca pokoju, gdzie grał w szachy z Deanem.

- No, jeśli ma to coś wspólnego z tym, to postaram się, żeby było to najkrótsze spotkanie z rodzicem w dziejach Hogwartu – odpowiedziała Ginny z uśmiechem, po czym ruszyła do drzwi za portretem.

Jednak w drodze do apartamentów Snape'ów nerwy wróciły z pełną siłą.

Nienawidzę tego. Takie wezwanie do nauczyciela, gdy nie zna, powodu, doprowadza mnie do szału. Ale może o to chodzi. Może Serena Snape przypomina męża bardziej niż się wszystkim wydaje. Tak, to w jego stylu, oślizgły palant. Drogi Merlinie, co jeśli dowiedziała się o tej łajnobombie, którą odpaliłam na schodach na trzecie piętro w ostatni poniedziałek? Nie, nie może o to chodzić. Nikt mnie wtedy nie widział. Może to ten niewidoczny atrament, który dodałam do soku z dyni Ślizgonów na środowym śniadaniu? Nie, to też nie. Przecież efekty zaczęły się pokazywać dopiero po godzinie. A poza tym czarne zęby nikomu nie zrobiły krzywdy!

Nagle, ku swojemu zaskoczeniu, Ginny ujrzała przed sobą drzwi do apartamentu Snape'ów. Nie zdawała sobie sprawy, że pogrążona w myślach zaszła tak daleko. Zapukała cichutko.

Może nie otworzy. Na pewno nie otworzy, jeśli nie usłyszy. „Przepraszam pani profesor, pukałam, ale nikt nie otworzył". Tak, to może dać radę. Powiem po prostu…

Drzwi stanęły otworem, a Ginny odskoczyła z piskiem. To by było na tyle mojego świetnego pomysłu, pomyślała spoglądając w ponure oczy Severusa Snape'a.

- Panno Weasley – odezwał się Snape, widząc zdenerwowanie dziewczyny. – Pani matka i profesor Snape są w salonie. Proszę za mną.

Ginny weszła do środka, a Snape zamknął drzwi. Podążyła za nauczycielem do salonu, gdzie zobaczyła jej matkę siedzącą na kanapie z Sereną Snape przy herbacie.

- Ginny, kochanie – zawołała jej mama i wstała z kanapy, by ją uściskać. – Cieszę się, że cię widzieć. Severusie, dziękuję, że ją przyprowadziłeś.

- Oczywiście, Molly. Czy będę do czegoś potrzebny?

Kobieta nie zwracała na niego uwagi, sadzając córkę na sofie i nalewając jej herbatę. Zerknął więc na żonę, pytająco unosząc brwi.

Serena mrugnęła do niego, po czym machnęła ręką, dając mu sygnał, żeby uciekał. Wywrócił oczami, odwrócił się i wyszedł. Odesłany niczym skrzat domowy, pomyślał Severus. Co za kobieta! No naprawdę…

Serena z całych sił starała się nie roześmiać na widok naburmuszonej miny swojego męża. To dobry człowiek, ale naprawdę musi się czasem rozluźniać.

Odwróciła się do swoich gości i zobaczyła, że Ginny została już usadzona i obsłużona przez matkę. Serena usiadła na krześle po drugiej stronie stolika i czekała, aż matka i córka zwrócą na nią uwagę.

Ginny może być języczkiem u wagi w całym tym planie, pomyślała Serena. Dziewczyna ewidentnie szaleje za Harrym. Wiem, że na pewno zechce pomóc. Może mieć nawet kilka pomysłów jak do tego podejść. Harry zapewne jest z nią bliżej niż z kimkolwiek innym. Chociaż może nie. W końcu nie są ze sobą zbyt długo…

- Eee, pani profesor?

Serena zamrugała i spojrzała na młodszą kobietę. Uśmiechnęła się do niej.

- Dobry wieczór, Ginny. Na pewno zastanawiasz się dlaczego cię tu wezwałam.

- Tak, pani profesor. Właściwie to nawet się martwię. Nie zrobiłam nic złego. To znaczy były te łajnobomby, ale i tak. Naprawdę. Lubię w tym roku Eliksiry. Jest pani świetnym nauczycielem, dużo lepszym niż… - Ginny urwała przerażona, gdy dotarło do niej co powiedziała. – Przepraszam, pani profesor, nie chciałam…

Serena roześmiała się, przerywając nieskładne przeprosiny.

- Moja droga, nie masz za co przepraszać. Oczywiście, że jestem lepszą nauczycielką niż Severus – dodała głośniej, dostrzegając cień czający się za drzwiami. Zemsta jest słodka, drogi mężu! Czas na nauczkę, ty cwany Ślizgonie! – No bo czemu miałoby być inaczej. Jest taki mroczny, ponury i ślizgoński! Zawsze się skrada, podsłuchuje innych… - urwała słysząc parsknięcie od drzwi. – Severusie, chciałbyś do nas dołączyć? Czy wolisz czaić się w mrocznych zakamarkach, jak zwykle? – spytała, mrugając do swoich gości.

- Porozmawiamy później, żono – odpowiedział ponuro Severus i odszedł.

Serena uśmiechnęła się porozumiewawczo do obu kobiet.

- Trening idzie powoli, ale mam spore nadzieje odnośnie tego faceta – powiedziała, a Molly roześmiała się. Nawet Ginny się uśmiechnęła.

- Skoro pozbyłyśmy się już Ślizgona, może skończymy cierpienia Ginny i wyjaśnimy po co tu przyszła – zaproponowała Serena, patrząc Ginny prosto w oczy. – Ginny, chodzi o Harry'ego. Potrzebujemy twojej pomocy.

Ginny zesztywniała. Harry opowiedział jej o swojej „rozmowie" z Dumbledorem. Teraz inny nauczyciel chciał rozmawiać o nim? Czy dyrektor miał z tym coś wspólnego? Czy próbował wykorzystać Ginny, żeby znowu dobrać się do Harry'ego?

- Przepraszam, pani profesor, ale jeśli ma to cokolwiek wspólnego z tym co zaszło między Harrym i dyrektorem, nie pomogę pani. Kocham Harry'ego i nie pozwolę pani, Dumbledore'owi ani nikomu innego kto chciałby go skrzywdzić!

- A, tak, zapomniałam o tym. Severus opowiedział mi co zaszło w gabinecie dyrektora.

To może okazać się poważnym problemem.

- O co chodzi? Coś zaszło między Dumbledorem i Harry? – spytała zatroskana Molly.

- Wyjaśnię później, mamo – odpowiedziała Ginny, wciąż patrząc z niechęcią na nauczycielkę. – Jeśli to już wszystko, pani profesor, to muszę jeszcze skończyć moje zadanie domowe.

- Nie Ginny, to jeszcze nie wszystko – w głosie Sereny błysnęła stal. – Co zaszło pomiędzy Harrym i dyrektorem pozostanie pomiędzy nimi. Ale jeśli już przy tym jesteśmy, uważam, że Harry miał pełną rację w tym, co powiedział dyrektorowi. Jednak nie o tym chcemy dzisiaj z tobą porozmawiać.

Ginny przechyliła głowę i spojrzała z namysłem na nauczycielkę.

- W porządku – powiedziała po kilku chwilach. – To o czym mamy rozmawiać?

- Ginny, kochanie – odezwała się jej mama, przyciągając uwagę córki – na pewno zauważyłaś problemy Harry'ego z samooceną.

Serena skrzywiła się. Tak, to było subtelne niczym buldożer, Molly, pomyślała. Chyba jednak byłoby lepiej…

- Pewnie – odpowiedziała Ginny, wzruszając ramionami. – Wiedzą o tym wszyscy, którzy go znają, poza samym Harrym. Ale staram się nad tym pracować. A czemu?

Serena rozluźniła się, słysząc jak Molly wyjaśnia ten problem swojej córce. Najwyraźniej kobieta najlepiej wiedziała jak najlepiej rozmawiać z własnym dzieckiem. Słuchała jak matka z córką rozmawiają i dorzucała od czasu do czasu jakiś komentarz. To mogło się udać.


Informacja od Ginny

Po trzydziestu minutach rozmowa na temat niskiej samooceny Harry'ego i najlepszych sposobów na pomoc zielonookiemu chłopakowi zaczęła zmierzać ku końcowi. Serena nalewała właśnie kolejną rundę herbaty, gdy energiczna odpowiedź Ginny na ostatnie pytanie jej matki sprawiła, że niemal wypuściła dzbanek z rąk.

- NIE MA MOWY! – wrzasnęła Ginny, zrywając się na równe nogi. – Nie mogę uwierzyć, że mogłaś o tym w ogóle pomyśleć, mamo! Harry następnym Voldemortem? Zwariowałaś?

- Ginny, uspokój się i wysłuchaj mnie! – powiedziała głośno jej matka. – Po wszystkim co Harry przeszedł byłoby mu łatwo…

- Łatwo? Co to za bzdury! – Ginny zaczęła chodzić tam i z powrotem. – Mamo, Voldemort zamordował jego rodziców! Harry zmierzył się już z Voldemortem cztery razy i nienawidzi wszystkiego do czego dąży to… to coś! Nie może patrzeć, jak komuś dzieje się krzywda. Naprawdę wierzysz, że on mógłby kogoś zamordować? Oszalałaś!

- Ginewro Weasley! Nie tym tonem, młoda damo! – odparła z naciskiem Molly. – Siadaj i posłuchaj mnie.

- Nie, mamo! Nic nie rozumiesz – zaoponowała jej córka. – Ale skąd miałabyś to wiedzieć – wymamrotała pod nosem. – Nie mogę wam tego powiedzieć, ale musicie wiedzieć. Obiecałam… chyba. Och, sama już nie wiem!

Stanęła i spojrzała spode łba na matkę.

- Ginny, o co chodzi? – spytała delikatnie Serena.

Ginny podskoczyła i obróciła się w jej stronę. Zupełnie zapomniała o nauczycielce.

Na Merlina, oni naprawdę myślą, że Harry może zrobić coś takiego. Harry następnym Voldemortem? Muszę wiedzieć, ale… Drogi Merlinie. Harry, wybacz!

- Muszę wam coś powiedzieć. Nie chcę, ale muszę. Więc obie musicie złożyć przysięgę czarodziejki, że nigdy nie ujawnicie niczego co wam powiem. Zrobicie to? – spytała stanowczo Ginny.

- Ginny, nie sądzę, by było to konieczne… - zaczęła jej matka.

- Ale jest, mamo. Naprawdę. A jeśli nie złożycie tej przysięgi to gówno wam więcej powiem!

- Ginewro! Jak ty się wyrażasz! – zganiła ją matka.

- Mamo, ja nie żartuję. Pani też to dotyczy, pani profesor – odparła kwaśno Ginny.

Serena z ciekawością spojrzała na młodą kobietę. Co za niezachwiana lojalność. Tym lepiej dla Harry'ego.

Serena podjęła decyzja, wstała i wyciągnęła różdżkę. Rzuciła zaklęcie ciszy na drzwi i odwróciła się do Ginny.

- Przysięgam jako czarodziejka, że nie ujawnię niczego co powiesz, póki to zaklęcie nie zostanie zdjęte z drzwi.

Potem odłożyła różdżkę na stolik, by była na widoku.

Ginny potaknęła i odwróciła się do matki, unosząc jedną brew. Molly parsknęła zirytowana, ale powtórzyła przysięgę słowo po słowie.

Ginny westchnęła z ulgą i potarła czoło.

- W porządku. Harry nie będzie… nie, nie może być taki jak Voldemort. Nie może odwrócić się od światła, jest do tego absolutnie niezdolny – powiedziała z przekonaniem.

Serena i Molly były wyraźnie zaskoczone pewnością Ginny, ale nie wyglądały na przekonane.

- Ginny, wiem, że miłość do kogoś sprawia, że widzimy w ukochanym tylko to, co dobre… - zaczęła Serena.

Ginny parsknęła.

- Najwyraźniej nie zna pani Harry'ego. Jest taki uparty, twardogłowy, niezręczny… no naprawdę, gdybyście zobaczyły jego minę, gdy przypadkiem dotknął moich piersi, gdy całowaliśmy się nad jeziorem. To znaczy… - Ginny zamarła zszokowana, patrząc na matkę. – Eee… nie tak to chciałem ująć. Naprawdę mamo, to był przypadek. Nie że się tam znaleźliśmy, ale że on… to znaczy nie robiliśmy nic takiego… no, w sumie robiliśmy… ale tylko całowanie… naprawdę, mamo, my nie… tylko się całowaliśmy – zakończyła z desperacją w głosie.

Molly, która robiła się coraz bardziej czerwona, otworzyła już usta, ale wcięła się Serena.

- Molly, wrócimy jeszcze do tego. Ale póki co wydaje mi się, że mamy inne rzeczy do omówienia.

Molly przez moment wyglądała, jakby chciała drążyć temat popołudnia nad jeziorem, ale w końcu skinęła głową.

- Porozmawiamy o tym później, młoda damo. Teraz morze przejdźmy do rzeczy.

- Jakich rzeczy? – spytała zmieszana Ginny, patrząc ostrożnie na matkę.

- Ginny, to zaklęcie ciszy zostało nałożone z konkretnego powodu, pamiętasz? – spytała delikatnie Serena, ostudzając nieco temperament Molly.

- Co? A, tak. Eeee…

- Miałaś nam powiedzieć, czemu Harry nigdy nie może stać się taki jak Voldemort – podpowiedziała Serena, tłumiąc cisnący się jej na usta uśmiech.

- Tak właśnie, Harry nigdy nie może stać się taki jak Voldemort – powtórzyła dziewczyna, nie odwracając spojrzenia od matki.

Serena westchnęła i podeszła do młodej kobiety, odwracając ją od Molly. Uniosła jej twarz, by spojrzeć jej w oczy.

- Ginny, przy tym wszystkim co wydarzyło się w życiu Harry'ego przez te wszystkie lata nie byłoby trudno posłać go w przepaść. Przy jego słabym poczuciu własnej wartości…

- Nie, tak się po prostu nie może stać – zaoponowała cicho Ginny, w końcu skupiając się z powrotem na głównym temacie rozmowy.

- Czemu? – spytała równie delikatnie Serena.

- Nie pozwoli na to jego forma animagiczna.

Serena poczuła zdumienia. Animag?

- Jego co, kochanie? – spytała Molly.

- Jego forma animagiczna, mamo. Nauczył się tego w lecie. I jest w tym niezły. Teraz ma to perfekcyjnie opanowane.

- Bycie animagiem nie zapobiega zwrotowi ku złemu, Ginny – zauważyła spokojnie Serena.

- To zależy od tego jaką formę przybiera dany człowiek.

- Słusznie – przyznała Serena. – Ale to by oznaczało transformację w magiczne stworzenie, a to coś niezwykle rzadkiego. Nie było takiego animaga od setek lat – kontynuowała pod nosem. Zaczęła chodzić po pokoju. – Ale jaka forma zapobiegłaby złu? To musiałoby być coś w rodzaju jednorożca, albo… - urwała. Okręciła się na pięcie i spojrzała z niedowierzaniem na Ginny.

- Albo feniksa – uzupełniła spokojnie Ginny.

Serena poczuła jak opada jej szczęka, ale nie była w stanie się opanować. Feniks? Jasny gwint! Nic dziwnego, że Ginny jest taka pewna! I to wyjaśnia ten pierścień, który wykonał Harry. To oznacza…

Zamknęła oczy i przeniosła spojrzenie na Molly, która siedziała z wypisanym na twarzy wyrazem oszołomienia i niedowierzania.

- Masz rację, Ginny – powiedziała cicho. Spojrzała z powrotem na dziewczynę i po raz pierwszy zauważyła pierścionek na jej palcu. Ujęła ją za rękę i przesunęła opuszkiem po klejnocie. Uśmiechnęła się. – Harry nie może stać się zły.

- Harry ma dużo problemów, pani profesor, ale bycie złym do nich nie należy – powiedziała Ginny z uśmiechem. Odwróciła się do matki i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. – Oj mamo, daj spokój. Harry jest na razie bezpieczny. Jego forma animagiczna nie pozwoli mu na zostanie nowym Voldemortem. Wydawało mi się, że będziesz z tego zadowolona, a nie oszołomiona.

Molly westchnęła i potarła oczy.

- Animag w rodzinie. Animag. I to absolutnie niezarejestrowany. Na Merlina! – spojrzała w górę na wyszczerzoną od ucha do ucha córkę i parsknęła z irytacją. – Przynajmniej nie został psem! Kot by dostał świra!

Ginny wybuchnęła śmiechem, a jej mama uśmiechnęła się niepewnie. Serena patrzyła na nie zdumiona.

- Rodzinny żart – wyjaśniła Molly. – Z tymi wszystkimi informacjami zdecydowanie czuję się lepiej – przyznała, zmieniając temat. – Sereno, nie sądzę, żebyśmy musiały się martwić o to, ze Harry odwróci się od światła.

- Na szczęście nie. Ginny, dziękuję, że nam powiedziałaś. To duża ulga.

Ginny wzruszyła ramionami.

- Proszę was tylko, byście dotrzymały słowa.

Obie kobiety potaknęły.

- No dobrze. Ginny, kochanie, wspominałaś coś o całowaniu się. Może powinnyśmy przejść do nowego tematu, hmm?

Ginny skrzywiła się. Molly chciała powiedzieć coś więcej, ale Ginny weszła jej w słowo:

- Mamo, naprawdę nie masz się o co martwić. Starałam się bardzo mocno, ale Harry…

Westchnęła i zganiła się w myślach.

- Byliśmy w miejscu, o którym powiedziała nam Parvati. Jest odosobnione, a od strony szkoły osłania je duża skała. Zaczęliśmy się całować. Harry przypadkiem dotknął mojej piersi i był tak przerażony, że będę na niego zła, że odskoczył, jakbym cisnęła w niego klątwą. Błagał mnie, żebym nie była na niego zła, niemal ze łzami w oczach. Nawet gdy starałam się go przekonać, że to w porządku, nie chciał posunąć się dalej niż całowanie. Naprawdę się starałam, mamo i może powinnam się wstydzić, ale nie wstydzę się w najmniejszym stopniu. Na początku było mi przykro, ale on powiedział, że chce, by nasz pierwszy raz był wyjątkowy, idealny. Dalej trochę mnie to boli, ale chyba rozumiem co próbował mi powiedzieć. Wiem, że mnie pragnął, widziałam jak walczy, by odzyskać nad sobą kontrolę. Zamiast tego siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W końcu na niego nakrzyczałam, bo powiedział mi, że nie chce nic planować na przyszłość. Miał pewne marzenie, ale nie wierzył w nie, częściowo dlatego, że Dumbledore kiedyś mu powiedział… jak on to ujął? Powiedział, że Dumbledore rzekł do niego: „Naprawdę niczego nie daje pogrążanie się w marzeniach". Na Merlina, ten człowiek tak skrzywdził Harry'ego!

Ginny zaczęła łkać, ale mówiła dalej:

- Naciskałam go i w końcu wyznał mi swoje marzenie. Powiedział, że chce spędzić resztę swojego życia ze mną, wychować dzieci i mieć taką kochającą rodzinę jak nasza. Ale dla niego to tylko sen, który się nie ziści z powodu tego kim jest i co musi zrobić.

Ginny zamilkła i spojrzała na matkę, błagając spojrzeniem, by powiedziała jej, że wszystko będzie dobrze. Molly przez moment spoglądała na córkę, a jej oczy zaszły łzami.

- Ginny, kochanie, ten chłopak to skarb. Nawet ja widzę, jak bardzo mu na tobie zależy. A skoro wiem już o jego formie animagicznej, wiem też jakim cudem staliście się sobie tak bliscy w lecie, mimo że był zamknięty u tych okropnych mugoli. Nie żebym była zachwycona, że tak bardzo chcesz mu się oddać, ale kim ja jestem, by cię winić? Byłam w twoim wieku, gdy uznałam, że to twój ojciec jest tym jedynym.

Uśmiechnęła się niepewnie i dodała:

- Byłoby miło, gdyby Artur wykazał tyle samo opanowania.

Molly zamilkła na moment i zamyśliła się.

- Ginny, chciałabym, żebyś mi coś obiecała. Nie oczekuję, że będziesz trzymała ręce przy sobie, ale obiecaj mi, że podejmiesz wszelkie środki zaradcze, by nie zrobić ze mnie babci przynajmniej do skończenia szkoły. Merlin wie, że kocham Harry'ego jak własnych synów i byłabym zachwycona, gdybyście zostali razem, ale jestem za młoda by być babcią. Radzę, żebyś się nie spieszyła. On nie przypomina innych chłopaków, z którymi chodziłaś.

Serena siedziała ze zmarszczonymi brwiami. Gdy Molly na chwilę przerwała, wpadła jej w słowo.

- Ginny, ciekawi mnie jedna rzecz. Czy Harry naprawdę nie wierzy, by miał jakąś przyszłość?

Ginny potaknęła.

- Powiedziałam mu, żeby przestał tak gadać i że zamierzam sprawić, by jego sen się ziścił, ale nie jestem pewna czy mi uwierzył.

- Wiesz czemu tak uważa? – spytała cicho Serena.

Ginny potaknęła ponownie i powiedziała:

- Przepraszam, ale nie mogę pani tego powiedzieć, nawet pod przysięgą. To tajemnica, a Harry nigdy nie wybaczyłby mi jej wyjawienia. Powiem tylko, że jego zdaniem jestem powodem, dla którego ma w ogóle jakąkolwiek szansę na przyszłość.

- Ginny, chyba będziesz musiała go przekonać, że zawsze należy mieć nadzieję. Kto wie, może złamiesz opór tego chłopaka. Musze przyznać, że szesnastolatek z tak mocnym charakterem to coś niebywałego. A na pewno przez ciebie musi często wchodzić pod zimny prysznic. Nie żebym była w stu procentach zadowolona, z tego co usłyszałam, ale uspokoiłaś mnie nieco. Czy Harry czeka na ciebie w pokoju wspólnym?

Ginny skinęła głową zmartwiona.

- W porządku. Dajmy mu jakąś wymówkę dla tego spotkania. Co powiesz na godzinny szlaban jutro za te twoje łajnobomby? Usiądziemy tu przy herbacie i porozmawiamy o sposobach na uwiedzenie pana Pottera o żelaznej sile woli. W końcu oswoiłam Severusa Snape'a, mogę mieć pewne rady co do postępowania z Harrym Potterem.

Molly zachichotała, a zawstydzona Ginny wbiła spojrzenie w stopy.

Obie rudowłose czarodziejki wstały, podziękowały Serenie i wyszły z apartamentu. Uściskały się i Ginny ruszyła do pokoju wspólnego. Molly wyszła z zasięgu hogwardzkich osłon, wzięła głęboki oddech i deportowała się do Nory z cichym pyknięciem.


Od autora: To jak na razie najdłuższy rozdział. mam nadzieję, że kolejne nie będą już tak długie, ale trzeba było omówić wiele spraw.

Rozłam między Harrym a Dumbledorem w końcu zacznie się zmniejszać, ale niezbyt szybko. Miałem wystarczająco dużo problemu, by wymyślić jak stworzyć ten rozłam nie niszcząc jednocześnie połowy okolicy.

Wiem, że niektórzy ludzie niekoniecznie lubią milszego Snape'a, ale nie jest to przecież zupełnie nowy pomysł. W tej historii, i to dość szybko, Harry i Severus zaczną się zaprzyjaźniać. Jeśli interesuje was temat przyjaźni między Snapem i Harrym, proponuję poczytać opowiadania Celebony. Pamiętajcie, mówię tu o przyjaźni, a nie jakimś slashu. Szczerze mówiąc od historii z pairingami homo robi mi się niedobrze [mi też – przyp. tłumacza], ale każdy ma prawo do własnego zdania.

Niektórzy z was pytali czemu Harry nie użył magii przeciwko Dursleyom. Nawet jeśli zapomnimy o prawach zabraniających użycia magii przeciwko mugolom, mamy do czynienia ze znęcaniem się nad dzieckiem. Często ofiary długotrwałej przemocy zaczynają uważać, że jest w tym jakaś ich wina i zasługują na bycie ofiarą. Pamiętajcie też, że Vernon zaskoczył Harry'ego na koniec lata, ogłuszając go pierwszym ciosem. Harry nie nadawał się do walki.


Od tłumacza: Ten rozdział sprawił mi trochę problemów, a i czasu było jakby mniej, ale postaram się wrzucić następny nieco szybciej. Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim czytelnikom, zwłaszcza tym który zostawiają parę słów od siebie.

Zapraszam też na mojego bloga: zpierwszejpolki[kropka]blox[kropka]pl