Od autorki: Trochę przykrótki rozdział, w którym Sherlock się budzi i rozmawia z Johnem. Miłego czytania!
Od tłumaczki: sorry za objazd, ale jeszcze się mieszczę w poniedziałku ;P
Parę godzin później, uprzejma pielęgniarka o okrągłej twarzy poinformowała Johna, że operacja Sherlocka się zakończyła i już odpoczywał. Widząc nadzieję malującą się na twarzy Johna poinformowała go, że lekarz nadzorujący leczenie podał detektywowi środki uspokajające, ale jeśli John chce, może poczekać w pokoju Sherlocka. John wystrzelił do przodu, ledwie się zatrzymując by zapytać pielęgniarkę o numer pokoju. Musiał znowu spojrzeć na Sherlocka, przekonać się jeszcze raz, że był żywy i – względnie – w porządku.
Wewnątrz pokoju John stanął obok łóżka pozwalając oczom ogarnąć najlepszego przyjaciela. Najpierw poczuł przypływ wdzięczności, bezwzględną i czystą radość że ocalał, że Sherlock w niewyjaśniony sposób do niego wrócił. Zaraz potem zaczął dostrzegać wszystkie rany, które pokrywały ciało mężczyzny. Były liczne i poważne. Rozcięcie na jego policzku zostało zszyte prawie dziesięcioma szwami, zaś twarz była cała pokryta sińcami. Usta miał spierzchnięte i popękane. Czerwone szramy, które otaczały jego szyję, kiedy John go znalazł, zaczęły już blaknąć pozostawiając wielokolorowe pręgi. Nawet przez strój szpitalny John mógł zobaczyć, że Sherlock był poważnie niedożywiony. Odruchowo spojrzał by się upewnić, czy lekarze zarządzili żywienie dożylne. I zaczął wyliczać. Ramię zostało oczywiście nastawione i opatrzone. Biorąc pod uwagę zgrubienie pod strojem, obandażowali jego złamane żebra. Każdy palec prawej ręki był opatrzony w szynę, a nadgarstek wylądował w gipsie.
Uśmiechając się mimo wilgoci zbierającej się w jego oczach, John już teraz wiedział, jak bardzo ten gips będzie wkurzał Sherlocka. Zakładał, że dwa, albo trzy dni po powrocie do domu go zdejmie.
Inne przypadkowe rany i rozcięcia zostały oczyszczone i zabandażowane. Kolano zoperowane, usztywnione i podciągnięte nad łóżko. Mimo, że John nie mógł zobaczyć pleców Sherlocka, był w stanie sobie wyobrazić jak zostały zaszyte i również zabandażowane. Z tego co widział, nie było za bardzo nad czym pracować. Zastanawiał się, czy lekarze rozważali przeszczep skóry. Potem wnętrzności Johna się wykręciły na myśl, co jeszcze musieli zrobić, biorąc pod uwagę obrażenia od gwałtu.
John miał już do czynienia z ofiarami gwałtu w czasie wojny. Więcej razy niż chciałby przyznać i już nigdy więcej w swoim życiu nie chciał napotkać takiej osoby. Uraz fizyczny dało się wyleczyć, ale nie potrafił zapomnieć płytkiego, pustego spojrzenia, które tkwiło w oczach ofiar. To go prześladowało. Gorzej, wyobrażał sobie Sherlocka patrzącego na niego tym samym szklistym wzrokiem. Jakby już nic na świecie nie miało sensu.
- Proszę, nie bądź taki, - mruknął do siebie, pozwalając by palce owinęły się dookoła zdrowiej dłoni Sherlocka i mocno ją ścisnął.
- Zaledwie parę godzin z powrotem, a ty już na mnie narzekasz? - Głos Sherlocka był szorstki i ochrypły, ale wesoły.
- Sherlock? - John pochylił się i patrzał, jak powieki Sherlocka drgały i w końcu zdecydowanie się podniosły.
- Spodziewałeś się kogoś innego?
- Boże, Sherlock! Obudziłeś się! - Uśmiech jaki wykwitł na twarzy Johna był szeroki i szczery. Sherlock zachichotał, mimo że było to bolesne.
- Na to wygląda. - Błysnął uśmiechem w stronę Johna. - I wydajesz się szczęśliwy, że mnie widzisz. Trochę się spodziewałem, że będziesz chciał mi przyłożyć i rozkwasić mi nos.
- I tak już jesteś rozkwaszony, co kolego? - John pokiwał głową. - Nie zrozum mnie źle, miałem ochotę komuś przysolić kiedy tylko się dowiedziałem, że przez cały ten czas byłeś żywy i nikt mi nie powiedział, ale byłeś dość daleko na mojej liście.
- Bo już i tak jestem ranny? Sentymenty Johnie, - Sherlock cmoknął z niezadowoleniem i pokiwał głową.
- Możesz mówić, że jestem miękki, ale nie mogłem cię jeszcze bardziej poturbować. Myślę, że masz już dość. Poza tym już i tak sprawiłem ci za dużo bólu. - Ich oczy się spotkały.
- John… - Sherlock wstrząsnął głową spokojnie. - A więc Mycroft ci powiedział? - Z powodu braku odpowiedzi Sherlock kontynuował. - Nie było innego wyjścia. Wiesz, że gdyby istniało to bym na nie wpadł. To było jedyne rozwiązanie-
- Zamknij się, - John mu przerwał. Sherlock zamrugał powiekami, leżąc z otwartymi ustami, ale zaraz je zamknął. Zmarszczył brwi obserwując drugiego mężczyznę. John naprawdę był balsamem dla zmęczonych oczu. Po całym tym okresie, w którym Sherlock za nim tęsknił, cudownym, nawet szczęśliwym było móc zobaczyć go we własnej osobie. Ale teraz kiedy dobrze mu się przyjrzał, mógł zobaczyć ciemne sińce pod oczami Johna. Zmarszczki na jego twarzy, których wcześniej nie było. Przedwczesna siwizna znaczyła jego skronie. Doktor stracił na wadze, nie aż tak, żeby wyglądał chorowicie, ale na tyle, żeby się zacząć niepokoić.
A to były tylko objawy powierzchniowe. Sherlock widział, tylko w tym jednym spojrzeniu, jakie było życie Johna w czasie dwóch lat jego nieobecności. Mógł wyczytać dokładnie każdą sekundę bólu i straty jaką John wycierpiał. Jak bardzo to na niego wpłynęło. Cenę jaką zapłacił.
- To były dla ciebie ciężkie czasy, prawda Johnie? - Słowa były miękkie i pełne poczucia winy.
- Dla mnie?
- Chciałbym, żeby było jakieś inne wyjście.
-Dla mnie? Sherlock, jesteś w szpitalu lecząc takie obrażenia, których normalny człowiek nie ma prawa przeżyć, i mówisz, że to mnie było ciężko?
- Łatwiej sobie poradzić z bólem fizycznym niż psychicznym, - Sherlock odpowiedział wymijająco. Gdyby John go nie obserwował – naprawdę obserwował – mógłby nie zauważyć przebłysku udręki, który przemknął w oczach Sherlocka. Ale go nie przegapił. Jego umysł natychmiast mu przypomniał, ile Sherlock musiał wycierpieć. Czy powinien w ogóle podejmować temat? Albo udawać, że nie wie? Mieć nadzieję, że Sherlock sam z siebie kiedyś się zwierzy? Odważyłby się zaproponować jakiegoś profesjonalistę w tej dziedzinie?
Właściwie to pomysł był śmieszny. Sherlock nienawidził psychiatrów. Uważał ich wszystkich za tępych idiotów. Nie było mowy, żeby obnażył swą duszę przed jednym z nich. Więc co zostało? John przypomniał sobie co powiedział Mycroft. Sherlock był najwybitniejszym człowiekiem jakiego znał. Bez wątpienia był w pełni władz umysłowych. A John przecież i tak nigdzie się nie wybierał. Z pomocą umysłu Sherlocka i serca Johna dadzą sobie radę.
- John?
John spojrzał znowu w górę i zauważył, że Sherlock bacznie mu się przygląda.
- Przepraszam. Ja tylko… Cieszę się, że wróciłeś.
- Ja też John, ja też.
Od autorki c.d.: Jest krótki, wiem, ale to zwiastun następnego rozdziału, który obiecuję, że będzie dłuższy.
