4. Bo żałuję
Sasuke zaklął pod nosem, gdy kolejny raz zatrzymało go czerwone światło. Nerwowo zerknął na zegarek, z ulgą stwierdzając, że w miarę się wyrabiał i miał zapas w postaci kilku minut. Niewiele, ale lepsze to niż nic. Najwyżej się spóźni, ale ojciec nie będzie mógł mu niczego zarzucić, bo koniec końców przecież się pojawi. A to, że w ogóle nie miał ochoty na rodzinną, drętwą kolacyjkę, było tylko szczegółem.
Kiedy zapaliło się zielone światło, Uchiha niemal od razu ruszył, w głowie odtwarzając treść spalonej karteczki. Po przyjściu Fugaku, który oznajmił mu, że po prostu musi się stawić w restauracji, w przypływie irytacji podpalił świstek, zanim na dobre przyjrzał się zapisanemu tekstowi. Może nie było to zbyt mądrym posunięciem, ale dzięki temu mógł w jakiś sposób odreagować stopniowo gromadzącą się złość. Naprawdę drażnił go fakt, że ojciec nie miał problemu, aby nim dyrygować, jakby było to najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Czasami po cichu zazdrościł Naruto, że jego rodzice mieszkali w Stanach Zjednoczonych i mężczyzna był wolny od tradycji czy rodzinnych obowiązków. Miał jednak tę cholerną świadomość, że mimo wszystko Uzumaki wyśmienicie dogadywał się ze swoją matką, a tym bardziej ojcem, i tego przede wszystkim mu zazdrościł — zdrowych relacji. Nie żadnego wykorzystywania, manipulowania czy spełniania Bóg wie jakich oczekiwań, bo niby był to winny rodzinie za wkład włożony w jego wychowanie i to, że dzięki nim mógł zajść tak daleko. No cóż, Fugaku zdecydowanie był niekwestionowanym mistrzem stawiania swoim dzieciom coraz wyższej poprzeczki. Tyle tylko, że Itachi zdołał się wyrwać spod opiekuńczych szponów ojca, a Sasuke wciąż tkwił przy jego boku.
Mężczyzna westchnął niechętnie, dochodząc do wniosku, że niczego nie wskóra nadmiernym rozmyślaniem o przeszłości czy przyszłości, którą z dokładnością co do dnia zaplanował mu Fugaku. Najpierw szkoła, którą młody Uchiha ukończył z wyróżnieniem, bo inaczej oczywiście być nie mogło. Ojciec musiał mieć pretekst, żeby móc chwalić się w towarzystwie osiągnięciami syna. Później praca w prestiżowym narodowym teatrze, co z tego, że to sam Fugaku go wdrożył do ekipy? Niby bezbłędnie przeszedł casting, ale nie mógł pozbyć się świadomości, że ojciec maczał palce w tym wszystkim. Następna w kolejności była stała praca, którą powinien bez problemu utrzymać, oczywiście dzięki swojemu talentowi, samodoskonaleniu się i chęci do wspinania się coraz wyżej i wyżej po szczeblach kariery. W międzyczasie powinien się ożenić, bo nie godziło się, żeby taki młody i obiecujący mężczyzna żył w samotności. A Fugaku, rzecz jasna, znalazł mu idealną kandydatkę na żonę. No tak, bo nawet w tej kwestii Sasuke nie miał nic do powiedzenia. W końcu nie mógł przynieść rodzinie wstydu, bo nie po to ojciec przez lata wpajał mu do głowy surowe zasady, żeby niczym zbuntowany nastolatek postawił się i uciekł, nie biorąc odpowiedzialności za swoje czyny. Niestety.
Uchiha mocniej zacisnął dłonie na kierownicy, wiedząc, że był aktualnie tchórzem. Wmawiał sobie, że godził się na rządzenie jego życiem tylko po to, aby nie zawieść bliskich i aby w ten sposób otrzymać od nich akceptację. Wielokrotnie szukał wymówek i usprawiedliwiał siebie samego, żeby chociaż częściowo wyzbyć się wyrzutów sumienia. Ale nie działało. Jak na początku był w stanie zagłuszyć cichy głos rozsądku, tak z czasem wszystko zaczęło do niego wracać ze zdwojoną siłą. Próbował znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, aby pogodzić się z planami ojca, ale wtedy pojawił się Uzumaki i cały plan runął. Naruto skomplikował jego sytuację, ale to właśnie dzięki niemu Sasuke mógł na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości i zapomnieć o dręczących go problemach. Nie było to fair w stosunku do kochanka, ale póki Uchiha utrzymywał prawdę w ukryciu, tłumaczył sobie, że postępował dobrze. Że jedynie zraniłby kolejną osobę, która szczerze go zaakceptowała — i to bolało najbardziej. Bo Naruto nie przejmował się słabościami Sasuke, nie wymagał od niego dążenia do perfekcji, nie stawiał żadnych oczekiwań. Zwyczajnie przyjął go takim, jaki jest. Uchiha niczego nie musiał mu udowadniać, nie musiał się wysilać, aby go zadowolić, nie musiał nic. Wystarczyło, że po prostu był obok.
Sasuke kolejny raz zaklął pod nosem, bo wiedział, że nawet jakby wyrzuty sumienia nie dawały mu spać, to bałby się zrobić krok w kierunku rozwiązania. Nie dla Naruto, nie dla Fugaku, nie dla presji otoczenia, ale dla siebie. Powinien w końcu zacząć myśleć o sobie, o tym, na co naprawdę miał ochotę, ale nie mógł. Kiedy tylko rozważał coś na niekorzyść ojca, to jakby automatycznie pojawiał mu się przed oczami widok Fugaku, który sprawiał wrażenie niezadowolonego i rozczarowanego. Cokolwiek by nie zrobił, nie potrafił zmienić przyszłości. Tak samo jak nie miał wpływu na przeszłość. Dlatego czerpał jak najwięcej z teraźniejszości, w której był Naruto.
Po kilku, nieznośnie długich dla niego, minutach w końcu zajechał na parking restauracji Tokyo Shiba Tofuya Ukai. Lokal mieścił się w okręgu Minato i już z zewnątrz sprawiał niezwykłe wrażenie, choćby ze względu na fakt, że bardziej przypominał odosobnione miejsce pełne zieleni w samym sercu zabudowanego Tokio. Restauracja bezsprzecznie szczyciła się nienaganną opinią, a klienci z ochotą do niej wracali, właśnie głównie dzięki przyjemnej atmosferze i profesjonalnej obsłudze. Ewentualnie można było dyskutować w sprawie cen, bo jedni upierali się, że nie zapłaciliby takiej kwoty za kawałek ryby z ryżem, a inni wprost chwalili sobie perfekcyjne menu. Natomiast Sasuke było wszystko jedno, zwłaszcza że wiedział, że to ojciec zafundował kolejną, jakże uroczą kolacyjkę w drogiej knajpie. Kiedy tylko zrozumiał w jakim miejscu się znalazł, czym prędzej miał ochotę stąd uciec. Nie żeby nie lubił dobrego jedzenia, ale bardziej od tego cenił sobie spokojne, domowe zacisze.
Mężczyzna, po zaparkowaniu samochodu, z ociąganiem wysiadł z auta i niechętnie skierował się w stronę wejścia. Zanim jednak przekroczył próg restauracji, wyciągnął z kieszeni spodni komórkę i napisał krótką wiadomość do kochanka.
„Bądź o dwudziestej pierwszej".
Nie czekając na nadejście odpowiedzi, wygasił ekran, po czym z powrotem schował urządzenie. Do planowanego spotkania z Naruto zostały mu trzy godziny, ale nie miał zamiaru długo zabawić na kolacji. Zawsze mógł się wytłumaczyć zmęczeniem po pracy i chęcią zrobienia dodatkowych ćwiczeń na następny dzień, kiedy to mieli dzień wolny od teatru. W ogóle nie pracowali w weekend, zwłaszcza jeśli chodziło o same próby, bo te wykonywali w ciągu tygodnia, a w sobotę i niedzielę regenerowali siły. Przynajmniej teoretycznie.
W każdym razie Sasuke, przynajmniej póki co, postanowił nie zaprzątać sobie głowy pracą, bo chciał jak najszybciej odbębnić kolację, żeby móc wrócić do domu. Kiedy minął drzwi wejściowe i znalazł się w przestrzennym korytarzu, niemal od razu podszedł do niego kelner.
— Dobry wieczór, witamy w Tokyo Shiba Tofuya Ukai — przywitał się pracownik restauracji.
— Dobry wieczór — odparł grzecznie. — Ojciec zamawiał stolik na nazwisko Uchiha.
— Rozumiem, pan Uchiha już czeka — wyjaśnił kelner. — Pozwoli pan, że zaprowadzę pana do stolika?
Sasuke przewrócił oczami. Nie lubił być traktowany jak dziecko, przecież sam by trafił na miejsce. Jednak wiedział, że Fugaku nie byłby zadowolony, gdyby zauważył syna kłócącego się z obsługą. Poza tym takie zachowanie pracowników było na porządku dziennym w ekskluzywnych lokalach, ale dla Uchihy wyglądało to tak, jakby traktowali klientów niczym idiotów. Mężczyzna zdusił w sobie chęć podzielenia się złośliwą uwagą i skinął jedynie głową, dając się poprowadzić.
Jedną z charakterystycznych cech tej restauracji było rozmieszczenie stolików. W przeciwieństwie do innych lokali, gdzie kilka stanowisk mieściło się na głównej sali, tutaj goście mogli pozwolić sobie również na zarezerwowanie osobnego pokoju, w którym jedna ściana była w całości oszklona. Podczas spokojnego spożywania posiłków można było podziwiać fenomenalny ogród Tokyo Shiba Tofuya Ukai. Niesamowite wrażenie potęgował fakt, że wiosna niedawno się zaczęła i rośliny stopniowo budziły się do życia. Gdyby nie to, że Sasuke został praktycznie zmuszony do tej kolacji, nawet by docenił piękno przyrody i niezwykłość restauracji.
Kelner poprowadził Uchihę przez całą długość korytarza, po czym zatrzymał się przed drzwiami znajdującymi się tuż przed zakrętem.
— To tutaj, proszę bardzo — powiedział pracownik, a następnie skłonił się i odszedł w stronę głównego wejścia.
Zanim Sasuke wszedł do pokoju, najpierw odprowadził wzrokiem kelnera, a dopiero później pewnym gestem złapał za uchwyt i przesunął skrzydło drzwi. Niemal od razu, kiedy zauważył osoby siedzące w środku, miał ochotę gwałtownie się wycofać.
— Sasuke — powiedział jego ojciec, tym samym zwracając na siebie uwagę mężczyzny. — Nareszcie jesteś — dodał, ale ton głosu jasno dawał do zrozumienia, że Fugaku nie był zadowolony ze spóźnienia.
— Tak, jestem — odparł, szybko rozglądając się po twarzach zebranych. Z jego rodziny nieobecny był tylko Itachi, który prawdopodobnie nie zdołał załapać się na pociąg. Albo zwyczajnie nie przyjechał, bo nie. Cóż, jego starszy brat miewał różne kaprysy i nikt za nim nie nadążał. Pewnie dlatego nie miał żadnych oporów, aby dość prędko opuścić rodzinne gniazdko i udać się bardziej na południe kraju. Jednak to nie obecność Fugaku dobiła Sasuke.
— Witaj, kochanie — przywitała się młoda kobieta, a jej długie, różowe włosy upięte były w zgrabny kok.
Młody Uchiha chwilę tak stał i zwyczajnie nie mógł uwierzyć, że ojciec, jak gdyby nigdy nic, wrobił go w spotkanie z rodziną narzeczonej. Co prawda dawno nie widział Sakury i miał szczerą nadzieję, że jeszcze długo jej nie zobaczy, ale… nie spodziewał się tego! Po prostu!
— Dobry wieczór — postanowił zignorować narzeczoną i przywitał się ze wszystkimi obecnymi, w tym z rodzicami Sakury. Gorzej być nie mogło. Oficjalnie zarządził w myślach, że ta kolacja od razu przechodzi do najgorszego wydarzenia w jego życiu i walczyła o zaszczytne miejsce na podium z dniem, w którym Fugaku przedstawił mu Haruno. Jako jego przyszłą żonę, rzecz jasna.
— Myślałem, że już nie przyjedziesz — stwierdził Fugaku, kiedy syn, całkowicie zbywając narzeczoną, usiadł obok niego. Nie żeby miał inny wybór, bo tylko tam było wolne miejsce, ale udawał, że niezwykle cieszył się na tę rodzinną kolację.
— Korki — odparł zdawkowo i niemal od razu sięgnął po szklankę, aby napić się trochę wody. Nie był spragniony, ale przynajmniej w ten sposób mógł uniknąć dalszego przesłuchania.
— Skoro jesteśmy w komplecie, pora coś zamówić — ogłosił Fugaku, a reszta mu zawtórowała.
Sasuke również sięgnął po menu, które okazało się niezwykle proste. Całość oprawiona została w brązową okładkę, którą zdobił jedynie duży, złoty napis „Menu" i drobne ornamenty znajdujące się w narożnikach. Pozycje potraw także przedstawiały się skromnie, ale elegancko. Czarny, surowy druk prezentował się przejrzyście na dużych, białych kartkach, dzięki czemu karta dań wydawała się czytelniejsza.
Po krótkim namyśle panie zamówiły lekkie dania, aby ewentualnie skusić się później jeszcze na deser, a do popicia poprosiły o zieloną, parzoną z liści herbatę. Natomiast panowie zdecydowali się na potrawy typowo mięsne lub rybne, nie musząc obawiać się o ściśle określoną dietę. Wszystko uzgodnili akurat w momencie, kiedy kelner przyszedł odebrać zamówienie. Pracownik dokładnie zapisał w notesiku poszczególne pozycje, po czym podając przybliżony czas oczekiwania, ponownie się skłonił i opuścił pomieszczenie.
Ku niezadowoleniu Sasuke cisza nie trwała długo, bo przerwał ją sam Fugaku, wdając się w żywą dyskusję z ojcem Sakury. Niemniej jednak młody Uchiha zdawał się kompletnie ich nie słuchać. Ogólnie sprawiał wrażenie nieobecnego, licząc na to, że już nic niepokojącego nie wydarzy się podczas wieczoru. Jak na jeden dzień zdecydowanie starczyło mu niespodzianek. Czy też jak na cały tydzień albo nawet i miesiąc.
Mężczyzna zerknął przelotnie na narzeczoną, z ulgą zauważając, że ona również męczyła się podczas tej kolacji. Dobre i to. Przynajmniej wiedział, że to, co było między nim a Sakurą, nie uległo zmianie. W dalszym ciągu mogli tkwić w zawartym wcześniej układzie, który momentami wcale nie okazywał się taki dogodny dla obu stron, jak wydawałoby się na początku ich narzeczeństwa. Mimo wszystko kobieta szybko pojęła, że nie ma u niego żadnych szans i nie uprzykrzała mu życia niemal na każdym kroku. W końcu Haruno również nie była zadowolona, gdy jej rodzice wpadli na genialny pomysł aranżowanego małżeństwa, żeby przynieść rodzinie jakieś korzyści. Sasuke piął się coraz wyżej w swojej teatralnej karierze, bez problemu zdobyłby dowolną rolę i podbił niejedną scenę, a Sakura odnosiła sukcesy jako jeden z obiecująco zapowiadających się chirurgów. Już w tak młodym wieku bywała zapraszana na międzynarodowe konferencje lekarzy z całego świata, dlatego też Fugaku wiedział, że nie przedstawił synowi pierwszej lepszej panny. Córka państwa Haruno, według niego oczywiście, była istnym diamentem wśród innych, potencjalnych kandydatek na żonę dla jego syna. Dyrektor brał również pod uwagę Hinatę z klanu Hyuuga, który także specjalizował się w sztuce teatralnej, ale kobieta nie zrobiła na nim pozytywnego wrażenia. Panienka Hyuuga wydawała się nieśmiała, co chwilę się zawstydzała i szczerze wątpił czy wytrzymałaby presję bycia żoną zdolnego aktora. Jednak kiedy tylko Kizashi przyjął propozycję Fugaku, a on poznał jego córkę, wręcz zapomniał o Hinacie i wiedział, że to właśnie Sakura będzie idealną, życiową partnerką Sasuke. Przecież lepiej syn nie mógł trafić, a sam pewnie nie znalazłby takiej perły wśród przeciętnych kobiet.
Szkoda tylko, że Fugaku nie potrafił zauważyć, że w ten sposób nie uszczęśliwiał syna. Nawet jeśli Sasuke jakimś cudem postanowiłby kiedyś się ożenić, to z pewnością nie chciałby robić tego na siłę, a tym bardziej nie wiązałby się z praktycznie obcą osobą. Młody Uchiha nie miał za wiele okazji, aby poznać się z Sakurą. Ot, na kolacji podobnej do tej, zostali sobie przedstawieni, a później spotkali się kilka razy, już poza czujnym wzrokiem rodziców i doszli do wniosku, że taka zabawa nie była dla nich. Haruno zauważyła, że narzeczony nie do końca oglądał się za płcią piękną, zresztą trudno było się nie domyśleć, skoro Sasuke wcale się przy niej nie krył ze swoimi preferencjami. Niemniej jednak nie robiła mu żadnych wyrzutów z tego powodu, bo sama także chciała decydować o tym, z kim i kiedy będzie się spotykać. Miała swoje zdanie, wiedziała, że nie było szans na powodzenie aranżowanego małżeństwa, dlatego też zaproponowała narzeczonemu układ, na który ten przystał. Jedynie trochę żałowała, że taki facet okazał się poza jej zasięgiem, ale wiedziała, że ich znajomość daleko by nie zaszła. Także z tego względu nie chciała wszystkiego utrudniać i wolała żyć z Sasuke w zgodzie, jako tako obok siebie funkcjonować niż spędzać każdą chwilę na kolejnych kłótniach, o które wcale nie było ciężko. Mimo tego taki układ wydawał się prosty i przyjemny. Kobieta przynajmniej mogła swobodnie rozmawiać z przyszłym mężem, nie bojąc się, że ten warczałby na nią co sekundę. Ano i miała się komu wyżalać z nieudanych randek, mimo że Uchiha zdawał się jej w ogóle nie słuchać i tylko sporadycznie przytakiwał. Dobre i to.
Sasuke zdawał się tylko jednym uchem słuchać rozmowy najstarszych zebranych osób i jak przez mgłę zarejestrował coś o związku pracy ze świętami. Przynajmniej w tej kwestii mógł się zgodzić z ojcem, bo on też uważał, że kilka dni wolnego od pracy z powodu Hanami było przesadą. Ale cóż… może w tym roku faktycznie wybierze się do innej prefektury, aby wraz z Naruto spędzić trochę czasu poza domem. Bez żadnego strachu, że ktoś mógłby ich nakryć, ciągłej niepewności i presji otoczenia. Ot, wyjechać gdzieś, gdzie nawet nie kojarzyliby nikogo o nazwisku Uchiha, żeby móc powiązać go z rolą shite.
— Tyle tylko, że w szpitalu nie ma tak dobrze — odezwał się ojciec Sakury, wyraźnie pijąc do tego, że w żadnej sytuacji cały personel szpitala nie mógł żądać urlopu. Zawsze musiał pozostać ktoś na miejscu, aby doglądać pacjentów i ewentualnie przyjmować nowych na konsultację.
— Nie przeczę — odparł natychmiast Fugaku. Cóż, akurat w tym przypadku sam do końca nie decydował o dniach wolnych w pracy, bo to z kolei było odgórnie ustalone przez resztę członków organizacji rządowej Japan Arts Council, której Uchiha musiał się podporządkować. Oczywiście miał wpływ na wiele kwestii w teatrze, ale niektóre z nich pozostały nie do podważenia, nawet przez niego, dyrektora tej placówki.
— Ale Sakura nie narzeka na brak wolnego, prawda? — drążył dalej Kizashi, zwracając się do córki.
— Racja — odparła z uśmiechem. — Ale trzeba kochać tę pracę, inaczej można się jedynie męczyć — dodała, patrząc znacząco na Sasuke.
No tak, kiedyś podczas niezobowiązującej rozmowy, aby jakoś przetrwać wspólnie kilka godzin, Sakura wyciągnęła z narzeczonego trochę istotnych faktów. Wiedziała, że mężczyzna nie poszedł do szkoły teatralnej z własnej woli, tylko przez wzgląd na rodzinną tradycję i kontynuowanie woli przodków. Każdy z rodziny Uchiha podejmował się pracy związanej z teatrem, niekoniecznie zawsze chodziło o bycie aktorem, ale mogło to być coś powiązanego. Choćby tak, jak Fugaku — mężczyzna wspiął się naprawdę wysoko i zajmował zaszczytne miejsce w kadrze odpowiedzialnej za narodowe obiekty. Jemu akurat przypadło zarządzenie Narodowym Teatrem Nō, Sasuke również został w Tokio, żeby podjąć się zawodowego aktorstwa i jedynie Itachi wyłamał się ze schematu. Starszy syn dyrektora wyjechał na południe kraju, aby tam zrobić karierę filmowego aktora. Obeszło się bez kłótni tylko z tego względu, że Itachi chociaż częściowo pozostał wierny rodzinnym tradycjom. Mimo że nie grał na deskach teatru, to wciąż pracował jako aktor, więc tak na dobrą sprawę Fugaku nie mógł mieć do niego pretensji o wybór własnej drogi.
— Naprawdę możecie być dumni z córki — powiedziała Mikoto, zwracając się do siedzącej obok niej matki Sakury.
— Dziękujemy — odparła niemal natychmiast Mebuki i uśmiechnęła się w kierunku znajomej. — Ale Sasuke również niczego nie brakuje — stwierdziła, coraz bardziej wkręcając się w rozmowę z kobietą, ale obie uważały przy tym, aby zbytnio nie przeszkadzać mężom, którzy w dalszym ciągu dyskutowali między sobą.
Niemniej jednak kiedy Fugaku nawiązał do ślubu Sasuke i Sakury, młodszy Uchiha nagle zapragnął znaleźć się w innym miejscu, żeby nie musieć wysłuchiwać tych bzdur. Przelotnie zerknął na narzeczoną, ale zaraz tego pożałował. Widząc jej nagle gasnącą radość z powodu wzmianki o weselu, miał ochotę roześmiać się histerycznie. No tak, widocznie rodzice Sakury również byli ślepi tak jak jego ojciec. Albo liczyły się jedynie pieniądze. Kto by się przejmował dobrem dzieci. Czy też raczej dorosłych już ludzi, którzy mimo wieku zmuszani byli do związku z praktycznie obcą osobą, bo klan, bo tradycje, bo opinia publiczna.
Sasuke przewrócił oczami, próbując całkowicie się wyłączyć. Na nieszczęście mężczyźni rozmawiali dość głośno, przez co nie dało się nie słyszeć, że aktualnie poruszali kwestię korzyści płynących z tych zaślubin. Młody Uchiha już miał zamiar przeprosić obie rodziny i wyjść do toalety, ale nagle ogólną dyskusję przerwało pojawienie się kelnera, który przyniósł potrawy najpierw żeńskiej części towarzystwa, a dosłownie po chwili wrócił z resztą dań. Kiedy pracownik restauracji podał posiłek każdemu gościowi, tak jak wcześniej ukłonił się i w ciszy opuścił pomieszczenie. Natomiast wszyscy zebrani rzucili krótkie „itadakimasu"[5], po czym przeszli do przyjemniejszej części spotkania, to jest jedzenia, a Sasuke w końcu mógł nacieszyć się upragnionym spokojem.
Dalsza część wieczoru zdawała się upłynąć w o wiele przyjemniejszej atmosferze, choćby ze względu na fakt, że nikt nie zdecydował się poruszyć więcej kwestii ślubu. Starsza część gości wciągnęła się w rozmowę o tym, jak to kiedyś trudniej się żyło, że młodzi mają obecnie za łatwo i ogólnie wszystko brnie ciągle do przodu. Z racji tego, że ani Sasuke, ani Sakura nie mieli zamiaru czy ochoty wysłuchiwać narzekań rodziców, wspólnie wybrali się do restauracyjnego ogrodu, żeby odetchnąć trochę na świeżym powietrzu.
Słońce już dawno zaszło za horyzont, ale oboje nie przejmowali się zapadającym zmrokiem. Ogród niemal z każdej strony oświetlały kolorowe lampiony lub proste, duże lampy, a nawet na drzewach można było dostrzec małe światełka migoczące na tle zieleni. Chwilę szli w zupełnej ciszy, chcąc jak najszybciej zniknąć z pola widzenia rodzin. Kierowali się wyłożoną ozdobnymi, kamiennymi płytami alejką, na końcu której zauważyli niewielką altankę. Zgodnie udali się w jej stronę, ciesząc się, że nie była widoczna dla ich rodziców. Jeszcze by pomyśleli, że jakąś romantyczną scenerię sobie urządzają.
— Twój ojciec… — zaczęła spokojnie Sakura, kręcąc z niedowierzaniem głową. Wcześniej miała już do czynienia z Fugaku, ale kończyło się raczej na krótkim przywitaniu i tyle go widziała. Jednak podczas tego spotkania… cóż, przekonała się, że mężczyzna potrafi być niezwykle tradycyjny, jak na pokolenie, które zaznało większej swobody niż jej dziadkowie czy pradziadkowie. — Szczerze nawet nie wiem co powiedzieć — zakończyła kulawo.
— Mi to mówisz? — prychnął, w duchu zastanawiając się nad planem ewakuacji, gdyby ojciec ponownie postanowił dręczyć go tematem ślubu. W końcu z Haruno zaręczyli się pół roku temu i przy każdej możliwej okazji Fugaku próbował wpłynąć na wykonanie jakiegokolwiek ruchu ze strony syna. Póki co całkowicie nieskutecznie.
Chwilę później usiedli na drewnianej ławce w altance, za którą znajdowało się sporych rozmiarów oczko wodne z niewielkim wodospadem. Odgłos płynącej wody okazał się niezwykle relaksującym dźwiękiem, dzięki któremu oboje mogli się odprężyć, a z pomocą rozstawionych dookoła stawu prostych lamp Sakura zauważyła, że w zbiorniku pływały głównie karpie Koi. Przez moment przyglądała się rybom, podziwiając różnorodność ich ubarwienia, którym była całkowicie oczarowana. Nie znała się na gatunkach Koi, ale i bez tego wiedziała, że są to piękne stworzenia. Niektóre z nich wzorami przypominały skórę węży, a inne nakrapianą sierść dalmatyńczyków. Były też takie, których łuski prezentowały się tylko w jednym kolorze albo miały metaliczną, błyszczącą barwę. Lekko wykrzywiła kąciki ust w uśmiechu, a dopiero następnie odwróciła spojrzenie od ryb i przeniosła wzrok na narzeczonego. Spostrzegła, że Sasuke co jakiś czas sięgał po telefon, ale starał się robić to w miarę dyskretnie. Zastanawiała się, czy czekał na ważne połączenie czy może zwyczajnie sprawdzał godzinę. Pierwszą opcję odrzuciła, bo gdyby narzeczonemu zależało na jakiejś rozmowie, to prawdopodobnie sam by zadzwonił. A przynajmniej tak próbowała sobie wmówić. Dlatego też przyjęła, że to druga myśl była poprawna.
— Niedługo rodzice będą się zbierać, w końcu wylatuję jutro do Francji — wyznała, wyraźnie się rozweselając.
Uchiha również przez te sześć miesięcy co nieco dowiedział się o Haruno. Kobieta kiedyś zdradziła mu, że nie ma zamiaru szybko dać się zamknąć w domu i zostać prywatną niewolnicą jakiegoś bogacza, bo rodzice chcą wydać ją za mąż. Nie. Sakura pragnęła zostać najlepszym na świecie chirurgiem, pasjonowała się pomaganiem innym ludziom, cieszyła się, gdy kolejna operacja zakończyła się sukcesem. Po prostu ciągnęło ją do medycyny. To pracy oddała serce i chciała jak najdłużej pozostać niezależna, dlatego na rękę były jej różne szkolenia czy staże w światowej sławy szpitalach. Dzięki temu ojciec nie mógł utrzymać córki w Tokio, a zarazem nie potrafił zabronić jej wyjazdów, przez co data ślubu coraz bardziej odkładała się w czasie.
Sasuke skinął głową na znak, że zrozumiał i zapatrzył się w ciemniejące niebo, na którym powoli zaczęły pojawiać się gwiazdy. Długo nie nacieszył się ciszą, bo milczenie przerwał zirytowany głos kobiety.
— Ale nie rozumiem dlaczego tak uparli się na ten ślub — burczała pod nosem.
— Słyszę to chyba czterdziesty trzeci raz — odparł Uchiha.
— I do tego się jeszcze powtarzam — jęknęła Sakura, przesadnie udając, że przejęła się uwagą narzeczonego. — Na pewno nie liczyłeś — rzuciła, a wzrok wbiła przed siebie, patrząc na błyszczące małe punkciki na iglakach.
— Nie — przyznał Sasuke. Cóż, jeśli chodziło o jego relacje z Haruno, to nawet jako tako się dogadywali, ale jedynie na stopie koleżeńskiej, nic ponad to. Kobieta wiedziała, że jej narzeczony preferował płeć brzydszą, a Uchiha z kolei zdawał sobie sprawę, że Sakura również nie szczędziła sobie przygód na wielokrotnych wyjazdach za granicę. Czasami jedynie się kłócili, ale raczej ograniczało się to do krótkich sprzeczek, które nie wnosiły nic nowego do ich skomplikowanej relacji. W końcu to nie tak, że mogli ze sobą zerwać przez swoje widzimisię, ale również nie potrafili w pełni się odnaleźć w tej sytuacji. Tak więc nic dziwnego, że raz czy dwa nawzajem uprzykrzali sobie życie, traktując to jako pokrętną formę rozrywki i chęć wyrzucenia z siebie żalu do rodziców. Problemem był tylko fakt, że mieli pretensje nie do tej osoby, co powinni i ostatecznie sami momentami stwarzali sobie wzajemne piekło. Oczywiście wszystko poza czujnym wzrokiem ojców i matek, aby ci niepotrzebnie nie zechcieli interweniować i naprawić coś, czego nie dało się złożyć w całość.
— Niezły żartowniś się z ciebie zrobił — wytknęła mu. — Czyżby taki pozytywny wpływ miał na ciebie ten cały Naruto? — odgryzła się, mimowolnie chichocząc jak nastolatka. Rzecz jasna zupełnie przypadkowo odkryła to, że narzeczony przez dłuższy czas spotykał się z jednym i tym samym mężczyzną. Nieznacznie kłuło Haruno to, że z zupełnie nieznanym jej facetem, Uchiha potrafił dzielić życie, a ją traktował jako zbędny balast. Oczywiście, że na początku narzeczeństwa sama zaproponowała Sasuke układ, który wydawał się jej jak najbardziej korzystny, ale nie przypuszczała, że ten znajdzie sobie kogoś na dłuższą metę. Chyba… czuła się zazdrosna, że została wygryziona przez jakiegoś mężczyznę. I jak było to jej obojętne i nie chciała na poważnie wiązać się z Sasuke, to w danej sytuacji wolałaby, aby mężczyzna pozostał zwyczajnie samotny. Skoro ona nie mogła przekonać do siebie przystojnego aktora, to czemu ktoś inny miałby z tego korzystać?
— Nie mieszaj go do tego — odparł tylko i wstał z ławki. — Powinniśmy wracać — wyjaśnił, widząc, że kobieta nie ma najmniejszej ochoty na pokonywanie drogi powrotnej.
— No tak, bo jeszcze pomyślą, że uciekliśmy — stwierdziła, ale posłusznie ruszyła za narzeczonym. Nie miała przecież innego wyboru — gdyby Sasuke wrócił bez niej, to rodziny mogłyby zacząć coś podejrzewać i jeszcze zmusić ich do częstszego spotykania się. A tego chcieli uniknąć, dlatego też cały układ pozostawał w tajemnicy. Poza tym kwestię kiełkującej zazdrości chciała załatwić na własną rękę, nie mieszając do sprawy osób trzecich.
— O ślubie też mogliby przestać myśleć — mruknął jedynie Sasuke, ale powiedział to tak cicho, że idąca za nim Sakura niczego nie usłyszała. Może to i lepiej. Żałował, że nie mógł zebrać się na odwagę i w końcu wygarnąć ojcu, co naprawdę myślał o aranżowanym małżeństwie. Wiedział, że nie obeszłoby się bez kłótni, wyrzutów i zawodu, a nie tak powinny odpłacać się dzieci swoim rodzicom za lata wychowywania i okazywania pomocy w dążeniu do celu. Jednak również nie tak powinni zachowywać się rodzice w stosunku do własnych pociech. Zmuszaniem i manipulowaniem emocjami zdecydowanie nie sprawiali, że te były szczęśliwsze.
VvV
5 — użyłam zwrotu „itadakimasu" z tego względu, że Japończycy raczej nie mówią sobie przed posiłkiem „smacznego", a itadakimasu nie przekłada się na nasze „smacznego". Natomiast pisanie dosłownego znaczenia tego słowa, co znaczy mniej więcej: „Z pokorą przyjmę ten posiłek", jakoś nie za bardzo mi leżało
