Za poprawienie rozdziału dziękuję wspaniałej SimplyIsabelleS.


Drasi Rzeczywiście w tym opowiadaniu na Toma musimy chwilę poczekać, ale to czekanie odpłaca się nam wspaniałą akcją. Można powiedzieć, że to zapoznanie głównych bohaterów było szybkie, wręcz błyskawiczne :) Będę się strać z całych sił, żeby wszystko było w terminie. Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej co półtora tygodnia, więc z opóźnieniami nie powinno być problemów. Również pozdrawiam i mam nadzieję, że rozdział się spodoba :)

Guest1 Mam nadzieję, że dalsza akcja Cię nie zawiedzie :)

LouLeen, Tom pojawi się w odpowiednim czasie i będzie miał ciekawe wprowadzenie :) Zachowanie Harry'ego z poprzedniego rozdziału było bardzo niedomyślne. Zakładam, że każdy po takich wydarzeniach byłby oszołomiony, ale chociaż trochę domyślności by pozostało. Na szczęście się z tego już otrząsnął, więc teraz akcja będzie tylko ciekawsza :)

Guest2 i Guest3 Rozdziały będą się pojawiać mniej więcej co półtora tygodnia, więc kolejny dodam zapewne w okolicach 1 października. Postaram się, żeby aktualizacje były regularne.

Guest4 - Rozdziały będą pojawiać się mniej więcej co półtora tygodnia. Sądzę, że to nie jest zbyt duża zmiana. Zaledwie dwa lub trzy dni dłużej. Jednak czas nie pozwala mi na tak częste dodawanie rozdziałów jak Panna Mi, choć wierz mi, że bardzo bym tego chciała.


Dziękuję wszystkim za komentarze. Nie spodziewałam się tak dobrego przyjęcia. Każdy komentarz czytałam z szerokim uśmiechem :) Mam nadzieję, że ten rozdział też Wam się spodoba. Tytuł rozdziału chyba doskonale wskazuje, kto się dzisiaj pojawi :) Miłego czytania!


Harry nie wiedział, co robić. Bez problemu dostał się do Dziurawego Kotła i zarezerwował pokój do poranka pierwszego września, jak poprosili go w Ministerstwie. Nawet kupił już wszystkie rzeczy do szkoły za pieniądze, które dostał z Hogwartu. Gdy zastanawiał się, jak w tych czasach będzie wyglądał Hogwart, o czymś sobie przypomniał: Dumbledore będzie pracował w szkole. Nie chodziło o to, że nawet w przeszłości jest przestraszony czy zły na Dumbledore'a; po prostu przypomniał sobie, co Hermiona powiedziała mu na trzecim roku o podróżach w czasie. Co prawda, Harry nie obawiał się, żeby zobaczy siebie, ponieważ nawet się jeszcze nie urodził, ale profesor będzie oglądał jego twarz przez następny rok i zapewne ją zapamięta. Do tego zobaczy ją ponownie, tylko, że pięćdziesiąt lat później.

Był jeszcze jego ojciec. Przecież podobno wyglądali identycznie, poza oczami. Wiek i odstęp czasowy mogły trochę zatrzeć jego obraz w pamięci profesora i utrudnić powiązanie ich ze sobą, ale nadal była szansa, że Dumbledore pewnego dnia zobaczy siedemnastoletniego Jamesa i przypomni sobie Harry'ego jako Jonathana. Jeszcze za jakiś czas zobaczy młodego Harry'ego, a wtedy na pewno domyśli się, co zaszło. Harry przypuszczał, że powinien zmienić swój wygląd jeszcze bardziej, ale to nadal nie rozwiązywało problemu tego, jaką osoba był wewnątrz. Nie mógł ukrywać swoich oczu już na zawsze. Magia, która utrzymuje zmieniony kolor tęczówek szybko się wyczerpie, a nie byłby w stanie pamiętać o ponownym rzucaniu zaklęcia kilka razy w ciągu dnia. Nie chciał spotkać się z profesorem, gdy jego plan był tak nieprzemyślany. Dumbledore był zbyt mądry, by dać się nabrać.

A co jeśli Dumbledore i tak zorientuje się w końcu, że jest z przyszłości? Gdy zaczął o tym myśleć był pewny, że nie właściwie to ma gdzie się udać. Stwierdził, że będzie musiał po prostu profesora unikać... Dumbledore nie może zmusić go do zwierzeń. Ostatnio Harry stał sie o wiele mniej rozmowny, więc Dumbledore nawet nie pomyśli o tym jak o czymś niezwykłym. Może być ciekawski, tak jak wszyscy, ale Harry nie był na tyle głupi, żeby mówić komuś, kim naprawdę jest.

Nie miał zamiaru pozwolić Dumbledore'owi naciskać na niego. Harry z nikim nie będzie się wiązać; mimo wszystko potrzebował tego roku w Hogwarcie. Prawdopodobnie obecność Dumbledore'a będzie mu przypominała o wszystkim, co zrobił źle. Łudził się, że może zostanie mu to oszczędzone. Może po tym roku Harry dostanie prawdziwą pracę i zacznie żyć normalnie. W Hogwarcie będzie uczęszczał na te zajęcia, które są potrzebne, aby pracować jako auror, ale już nie chciał nim zostać. Może będzie wiódł ciche życie, mieszkając i pracują w jakieś części kraju, gdzie będzie mógł być sam.

Ta ostatnia myśl zajmowała mu czas przez ostatnie trzy i pół dnia aż do przybycia na King's Cross. Zdecydował, że po opuszczeniu Dziurawego Kotła jeszcze trochę zmieni swój wygląd. Skorygował kształt szczęki, brwi i delikatnie zarys nosa. Wyglądał jak większość, ale inaczej niż wcześniej. Niezwykle łatwo, pomyślał kiedyś, zmienić tożsamość, gdy zna się magię... Harry postarał się również wyglądać nieco bardziej, jakby pochodził z lat czterdziestych. Zbytnie wyróżnianie się, szczególnie, gdy miało się zamiar chodzić do szkoły, nie było niczym pożądanym.

Przyjechał na King's Cross na czas, ciągnąc za sobą kufer i coraz bardziej martwiąc się o Dumbledore'a. Przeszedł przez barierkę przy peronie 9 i 3/4, gdzie zobaczył tłum rodziców i dzieci, jak zwykle żegnających się na cały rok. Ten widok przypomniał mu Hermionę i Rona. Wspomnienia o nich nie wpłynęły na niego dobrze i unikał patrzenia na innych. Stanął pod ścianą, czekając cierpliwie na dźwięk gwizdka. Wzrok miał utkwiony w chodniku przed nim.

Gdy rozbrzmiał gwizdek, wniósł swój kufer do pociągu. Poszukał wolnego przedziału, będąc boleśnie świadomym wspomnień z czasów jego złotych dni w Hogwarcie. Żołądek ścisnął mu się z nerwów, gdy wyjrzał przez okno i zobaczył uczniów w jego wieku oraz ich ubrania, zachowanie. Coś w tej epoce go irytowało. A tym bardziej irytował go fakt, że nie wiedział, co dokładnie. Westchnął cicho, odwracając wzrok od uczniów i rodziców stojących obok pociągu.

Już prawie wszyscy wsiedli; gwizdek rozbrzmiał ponownie jako znak, że Hogwart Express zaraz ruszy. Nagle drzwi do przedziału Harry'ego otworzyły się. Spojrzał ze znudzeniem, jak wchodzi czterech chłopców. Nie zapytali, się czy mogą się dosiąść. Harry spoglądał przez okno i po prostu ich ignorował.

— Wspaniale, następny rok w Hogwarcie – powiedział jeden z nich rozwlekłym głosem.

— Cieszę się, że to ostatni rok – stwierdził kolejny z lekkim akcentem cockney, co w dziwny sposób przypomniało mu Rona. Chłopak siedział naprzeciw Harry'ego. - Wolę nie myśleć, ile nauki nas czeka.

— Cóż, przynajmniej nasz Pa... - zaczął trzeci z nich.

— Zamknij się – rozkazał czwarty.

Harry spojrzał na chłopaka naprzeciwko siebie i zobaczył, że na jego twarzy wyraz zaciekawienia. Ten zwrócił na niego wzrok i odezwał się do niego.

— Jak się nazywasz?

— Jonathan Smith – odpowiedział Harry.

Chłopak rzucił swoim przyjaciołom znaczące spojrzenie.

— Nigdy o tobie nie słyszałem.

— Jestem nowy – powiedział Harry, odwracając się, ale chłopak nadal zadawał pytania.

— Dlaczego zaczynasz Hogwart tak późno?

— Nigdy nie miałem szansy, żeby chodzić tutaj do szkoły. Przypuszczam, że z tego powodu– skłamał, podnosząc wzrok.

— Ile masz lat?

— Siedemnaście.

— W którym domu jesteś?

— Nie wiem – skłamał ponownie. Spodziewał się, że gdy przybędą do szkoły, zostanie przydzielony do Gryffindoru.

— Z jakiej pochodzisz rodziny?

Harry przez chwilę milczał, zaskoczony tym pytaniem. Z przyzwyczajenia odpowiedział tak, jak to robił w ciągu ostatniego roku.

— Jestem czystej krwi... Przedstawiłeś się w ogóle?

— Nie. Jestem Avery.

— Avery? - zapytał Harry szybko.

— Tak. Cóż, tak się nazywam.

Harry patrzył na chłopca ze zmieszaniem. Avery nie powinien uczęszczać do Hogwartu aż do czasów Snape'a, do lat siedemdziesiątych. W tym czasie ten chłopak będzie miał około czterdziestki. Może jednak Harry się mylił; może to był ojciec Avery'ego, którego znał... Tak, to musiał być on. Starał się nie okazać żadnych emocji po dojściu do tego wniosku. Zmroziło go, gdy myślał, że jest to ten śmierciożerca, którego znał. Ale to tylko jego ojciec...

— A to jest Dołohow, Nott i Lestrange.

Harry poczuł, że zaraz zwymiotuje, gdy to usłyszał i wolno popatrzył na resztę chłopaków. Każdy z nich skinął mu głową i rzucił coś na powitanie. Harry również skinął im wszystkim głową w odpowiedzi, starając się wyglądać na spokojnego. Nie pozwoli swojemu umysłowi na zastanawianie się, co to wszystko może znaczyć.

Śmierciożercy – Harry nie miał co do tego wątpliwości – nie zadawali mu już więcej pytań. Zamiast tego zajęli czymś, co bez wątpienia było magicznym hazardem.

— Chcesz zagrać? - zapytał Avery.

— Nie, dzięki... - Harry myślał nad tym jak dziwne jest to, że śmierciożercy uprawiają hazard w wolnym czasie. Zastanawiał się – nieco niechętnie – co ich przywódca o tym myśli.

— Więc... Jak myślisz, do którego domu zostaniesz przydzielony? - spytał Avery.

— Nie wiem - odpowiedział Harry. - Zapewne do Gryffindoru.

Harry usłyszał, jak jeden z nich mruknął coś, niezadowolony.

— Sugeruję Slytherin – powiedział chłopak nazwany Nottem.

— Nie można wybrać, gdzie zostanie się przydzielonym – stwierdził Harry krótko. - Myśl o domu, do którego chce się zostać przydzielonym pomaga Tiarze w decyzji. Lecz ostatnie słowo i tak nie należy do ciebie. Chodzi bardziej o decyzje, których dokonało się w przeszłości i o twoją osobowość.

— Skąd to wiesz? - zapytał Dołohow swoim grubym głosem.

— Od kogoś o tym słyszałem– skłamał Harry.

— Nawet jeśli to prawda, to starałbym się zostać Ślizgonem – oświadczył Avery.

— Dlaczego? - dociekał Harry.

Śmierciożercy ponownie rzucili sobie tajemnicze spojrzenia.

— Niezbyt lubimy pozostałe domy – stwierdził Avery.

— Czemu powinno mnie obchodzić, co lubicie, a czego nie? - spytał Harry. Powiedział to bez zastanowienia, ale mimo wszystko nie żałował tego. Powiedział prawdę.

— Zdecydowanie wygląda na Gryfona – powiedział do reszty Lestrange swoim rozwlekłym głosem. Potem zwrócił się do Harry'ego. - Skoro jesteś tutaj nowy, nie zrobimy nic w związku z ostatnim komentarzem, ale na pewno go nie zapomnimy.

Harry powstrzymał się od powiedzenia kilku ciętych ripost, zamiast tego tylko się odwrócił.

- W takim razie w porządku.

Śmierciożercy nie mówili wiele więcej, kontynuowali tylko swoją grę. Harry, milcząc, przyglądał się widokom za oknem. Nie chciał ani rozmawiać ze śmierciożercami, ani czytać, więc mógł tylko zatopić się w myślach. Po chwili doszedł do wniosku, że skoro znajduje się w latach czterdziestych, to Slughorn również będzie uczył w Hogwarcie. Nie wiedział, co o tym sądzić. Jako Jonathan Smith nie powinien zainteresować Slughorna na tyle, żeby chciał go w swoim Klubie Ślimaka. Przynajmniej istnieje jedna zaleta jego sytuacji. Zastanawiał się, jak to będzie patrzeć na profesora oczami ucznia, który nie zwraca na siebie znacznej uwagi. A co najmniej dziwnie będzie uczyć się transmutacji u Dumbledore'a.

Hogwart Express kierował się na północ przez cały dzień. Zapadał już wieczór, gdy dotarli na stację w Hogsmead. Harry i śmierciożercy przebrali się w szkolne szaty i poczekali minutę, zanim jako jedni z pierwszych wyszli z przedziału.

— Skoro nie znasz jeszcze swojego domu, zostaniesz przydzielony wieczorem, na uczcie? - zapytał Avery.

— Prawdopodobnie – odpowiedział Harry obojętnie.

Starał się oddzielić się od śmierciożerców, jednak oni uważali, że będzie dla niego najlepiej, jeśli z nimi zostanie. Sądził, że chcieli zadać mu jeszcze kilka pytań, zanim dotrą do zamku. Ostatecznie Harry skończył w powozie razem z nimi.

— Dlaczego akurat w tym roku zdecydowałeś się przyjść do Hogwartu? - spytał Nott, gdy Potter obserwował przez okno cień testrala.

— Ministerstwo kazało mi zacząć naukę – odpowiedział. Harry zdecydował, że trochę prawdy nie zaszkodzi.

— Dlaczego?

Myślał nad tym pytaniem, starając się znaleźć dobrą odpowiedź.

— Zostałem złapany podczas kradzieży pieniędzy, a mężczyzna, którego chciałem okraść, okazał się być pracownikiem Ministerstwa. Przejrzeli moje dokumenty, żeby dowiedzieć się, kim jestem... Potem zdążyłem tylko zauważyć, że wysyłają list do Hogwartu.

— Ile pieniędzy ukradłeś? - chciał wiedzieć Dołohow. Żaden ze śmierciożerców nie wyglądał na zaskoczonego; byli raczej pod wrażeniem.

— Prawdopodobnie kilkaset galeonów, nie zdążyłem sprawdzić.

— Nie brzmisz jak typowy Gryfon – skomentował Lestrange. - Jak cię złapali?

— Zagapiłem się.

— Często kradniesz? - dociekał Avery.

— Nie, jeśli nie muszę.

— Dlaczego tym razem musiałeś?

— Nieoczekiwana sytuacja, a ja potrzebowałem pieniędzy i miejsca do zatrzymania się – Harry odpowiedział bezbarwnie.

— Nie miałeś żadnych pieniędzy przy sobie?

Harry po tym pytaniu był pewny, że śmierciożercom pieniędzy nigdy nie brakuje. Podejrzewał, że pochodzili z czystokrwistych rodzin, które upewniały się, że wszystko było dla nich dostępne.

— Nie. Straciłem wszystkie dzień wcześniej.

Śmierciożercy nie przestawali zadawać mu pytań, ale powóz, którym jechali zatrzymał się nagle przed zamkiem, więc nie uzyskali wszystkich odpowiedzi. Weszli do zamku przez dębowe drzwi. Harry unikał patrzenia się w otaczającą go ciemność. Zamiast tego starał się nie myśleć o pewnych rzeczach i szukał profesora, który miał na niego czekać. Jego wzrok spoczął na Dumbledorze, który przyglądał się tłumowi uczniów. Jego broda nie była tak długa jak w czasach, kiedy go znał, a znajomy siwy kolor został zastąpiony kasztanowym, ale to nadal był Dumbledore. Nawet z tej odległości Harry widział iskierki w jego oczach.

Gdy Dumbledore zauważył Harry'ego, uśmiechnął się lekko i ruszył w jego stronę. Harry z przyzwyczajenia spodziewał się, że Dumbledore powita go tak, jakby znali się przez ostatnie siedem lat. Jednak przypomniał sobie, że praktycznie rzecz biorąc jeszcze się nie spotkali i Dumbledore nie może go rozpoznać. Profesor na powitanie wyciągnął rękę.

— Witaj Jonathanie, nazywam się profesor Dumbledore.

Harry uścisnął jego rękę i potrzasnął nią, patrząc mu w oczu i starając się nie zapomnieć, że musi się zachowywać jak nowy uczeń.

— Uhm... witam, profesorze.

Harry wciąż był zły na Dumbledore'a, nie było co do tego wątpliwości, ale jego widok w Hogwarcie – żywego i młodszego niż kiedykolwiek – sprawiał, że czuł się raczej oszołomiony. Miał wrażenie, że to kolejny sen, a on, Harry, delikatnie prześlizgiwał się pomiędzy tym, co było rzeczywiste, a tym, co było wytworem wyobraźni. Przez chwilę Dumbledore przeszywał Harry'ego spojrzeniem, po czym przemówił.

— Zapewne jak wiesz, że to raczej niespotykane, żebyśmy przyjęli nowego ucznia tak późno, ale jestem pewny, że będziesz tu pasować.

— Tak, liczę na to – odpowiedział Harry, niezbyt świadomy, co właściwie mówił. Dumbledore był tutaj, żywy, i to była najbardziej dziwaczna sytuacja.

Nastała chwila ciszy, podczas której Dumbledore przyglądał się Harry'emu, a ten mógł przysiąc, że na twarzy czarodzieja pojawił się wyraz zaciekawienia. Nie wyglądało na to, żeby czytał Harry'emu w myślach, jak zazwyczaj to robił, ale że nie zobaczył czegoś, czego się spodziewał... Harry odwrócił wzrok od jego oczu. Nawet jeśli Dumbledore użył legilimencji, umysł Harry'ego był zupełnie pusty.

— Chodźmy więc, panie Smith.

Harry podążył za Dumbledorem, gdy szli przez hol wejściowy do Wielkiej Sali. Harry dobrze znał tę szkołę, więc nie był oszołomiony jej pięknem. Nie był również zbyt entuzjastycznie nastawiony, więc nie niepokoił się faktem, że właśnie wszedł do pomieszczenia pełnego rozmawiających osób, które rzucały mu zaciekawione spojrzenia, gdy tylko znalazł się w zasięgu ich wzroku. Zdążył się do tego przyzwyczaić. Dumbledore zaprowadził Harry'ego do podwyższenia ze stołem nauczycielskim. gdzie stanęli trochę na lewo. Harry starał się wyglądać na spokojnego, gdy rozpoznał obecnego dyrektora, zmierzającego w ich stronę. Uśmiechnął się do Harry'ego na powitanie, a w Wielkiej Sali zapadła cisza, gdy uczniowie czekali na przemówienie ich dyrektora. Dippet odchrząknął.

— Witam, uczniowie, w nowym roku szkolnym w Hogwarcie. Jak zapewne zauważyliście, nastąpiła mała zmiana w naszym zwykłym harmonogramie. Zanim pierwszoroczni poznają swoje domy, do któregoś z nich zostanie przydzielony nasz nowy uczeń – Jonathan Smith.

Dippet wyglądał, jakby chciał dodać coś jeszcze, jednak odwrócił się w stronę Harry'ego i uśmiechnął, wskazując głową na Tiarę Przydziału, czekającą na stołku. Gdy Harry spojrzał na nią z tego miejsca, przypomniał sobie swój pierwszy dzień w Hogwarcie. Spojrzał na Dumbledore'a, który także skinął głową, więc podszedł do przodu. Założył tiarę na głowę i czekał. Jedyną różnicą było to, że tym razem na niego tiara pasowała.

Następnie spostrzegł kilka ważnych rzeczy na raz. Jeśli to była ta sama tiara, którą założył w swojej przeszłości, a przyszłości tiary... gdy został przydzielony do Domu jako jedenastolatek, to czy będzie wiedziała, kim jest? A może nazwisko Jonathan Smith ją zmyli? Harry odetchnął z ulgą, wiedząc, że tiara nie będzie mogła zobaczyć całej jego przeszłości, nawet jeśli kilka wspomnień przybliży kapeluszowi to, jaką jest osobą. Harry usłyszał głos tiary, gdy tylko założył ją na głowę.

— Interesujące... Nie sądzę, żebym kiedykolwiek spotkała taką zmianę u ucznia. Gdybyś nadal miał taką odwagę, jak kiedyś, moja decyzja byłaby ostateczna... Zmieniłeś się, mój drogi chłopcze, bardziej niż mogłam się spodziewać. To musi być SLYTHERIN!

Od strony stołu Ślizgonów dobiegło kilka zadowolonych pomruków i oklaski, a Harry poczuł, że Dumbledore ściągnął Tiarę Przydziału z jego głowy. Ale on nie mógł się ruszyć. Siedział jak skamieniały, ledwo mogąc uwierzyć w to, co właśnie się stało, ale Dumbledore wskazał mu stół Slytherinu i nie miał innego wyboru, musiał tam pójść.

Co się właśnie,do cholery, stało? Tak, tiara rzeczywiście powiedziała mu na pierwszym roku, że pasowałby do Slytherinu, ale Harry sądził, że po tych wszystkich latach, po tym wszystkim, co zrobił, udowodnił, że jest godzien bycia Gryfonem.

Zobaczył Avery'ego, Notta, Dołohowa i Lestrange'a, patrzących na niego, gdy szedł w stronę stołu Ślizgonów. Harry zdecydował, że usiądzie przy nich. Był kilka metrów od wybranego miejsca, gdy nagle zobaczył osobę, której miał nadzieję już nigdy nie spotkać. Tom Marvolo Riddle. Śmierciożercy zaczęli go już witać, lecz skoro zauważył Toma, Harry nie mógł zrobić nic więcej tylko zachować obojętny wyraz twarzy. Nieco niechętnie zajął miejsce naprzeciw niego, starając się nie patrzeć na przywódcę śmierciożerców.

— Wiedziałem, że wybierzesz odpowiedni dom – zaśmiał się Nott. - Widzisz, chęć dostania się do danego domu naprawdę pomaga.

Harry powstrzymał się od zaprzeczenia tej teorii.

— Tak, możliwe...

— Zapewne dzięki tym kradzieżom wylądowałeś w Slytherinie – powiedział Dołohow. — Nawet to się liczy przy przydzielaniu.

— Może.

— Sądzę, że teraz, powinieneś zacząć interesować się tym, co lubimy, a czego nie – skomentował Avery z uśmiechem.

Lestrange zaśmiał się cicho.

— Moi przyjaciele zdążyli mnie poinformować o wszystkich historiach, które im opowiedziałeś na swój temat – powiedział Riddle bezpośrednio do Harry'ego.

Harry nie mógł dłużej powstrzymać się przed niepatrzeniem na Riddle'a, mimo że chciałby. Pod stołem zacisnął dłonie w pięści, żeby pozbyć się gniewu, którego nie mógł okazać i wtedy jego oczy napotkały spojrzenie Toma. Jedyny raz, kiedy Tom patrzył wprost na niego, miał miejsce w Komnacie Tajemnic, gdy rozmawiał ze wspomnieniem, które wyszło z pamiętnika. Chłopak, który siedział naprzeciw niego, wyglądał tak samo, jak Harry go zapamiętał, jednak był trochę starszy, a w jego oczach pojawił się złowrogi błysk. Odpowiedział Tomowi, starając się brzmieć przekonująco.

— Czyżby?

— Tak. - Tom zamilkł na krótką chwilę. - To trochę dziwne, że ktoś taki, jak ty, przyjeżdża do Hogwartu tak późno. Dlaczego w ogóle przyjechałeś?

— Nie miałem wyboru – odpowiedział Harry, próbując mówić spokojnie. - Ministerstwo nie widziało, co innego ze mną zrobić.

— Masz siedemnaście lat, prawda? Więc dlaczego nie powiedziałeś im, że jesteś już dorosły?

Harry zgadł, że Riddle nie odpuści, dopóki nie zaspokoi potrzeby rozgryzienia jego osoby do najmniejszej cząstki. Przypuszczał, że to owa forma ciekawości i delikatna paranoja wpłynęła na to, jak rządził swoimi śmierciożercami. Harry starał się odpowiedzieć na to pytanie jak najprościej, ale wiedział, że po niej Tom będzie miał jeszcze więcej pytań. Zanotował sobie w pamięci, że do jutra musi znaleźć jakiś sposób na odłączenie się od tej grupy ludzi.

— Sądzę, że podjęli taką decyzję, bo uważali, że dzięki Hogwartowi będę miał bardziej udane życie albo coś takiego. Może znajdę pracę.

Riddle nadal patrzył się na Harry'ego w sposób, który przypominał mu Snape'a. Po chwili zadał mu kolejne pytanie.

— Dlaczego wcześniej nie przyszedłeś do Hogwartu?

— Wolę naukę w domu... to dla mnie łatwiejsze.

Harry nagle zdał sobie sprawę, że czuje się nieco zdezorientowany, widząc przed sobą młodego Voldemorta. Tom miał ten sam wyraz twarzy co niegdyś Dumbledore... Tym razem wyglądał, jakby był zabarwiony czymś, co wyglądało jak lęk. Harry zastanawiał się, czy Riddle już użył na nim legilimencji, więc na wszelki wypadek odwrócił wzrok. Po tym Tom nie zadawał już więcej pytań.

W tym roku przydział pierwszorocznych trwał krótko, więc uczta szybko się zaczęła. Harry nie był głodny, ale próbował coś zjeść, żeby wyglądać normalnie, gdyby ktoś na niego spojrzał. Gdy wszyscy skończyli posiłek, Dippet wstał i przypomniał o mniej więcej tych samych rzeczach, o których zawsze mówiło się na początku roku. Mimo, że odbywało się to pięćdziesiąt lat wcześniej, Harry był juz do tego przyzwyczajony. Gdy Dippet zakończył ucztę, wszyscy wstali od stołów i wyszli z Wielkiej Sali, rozmawiając wesoło i ciesząc się perspektywą snu po tak długim dniu.

Harry poszedł za śmierciożercami do pokoju wspólnego, starając się wyglądać, jakby nie wiedział, gdzie iść. Gdy doszli do korytarza, w którym było wejście do pokoju, Riddle podał hasło – „Makiawelizm" – i weszli do środka. Pokój wspólny wyglądał dokładnie tak, jak zapamiętał go Harry. Niski sufit, ozdoby w zielonym, srebrnym i czarnym kolorze oraz wysoko umieszczone okno, przez które można było oglądać, co dzieje się na dnie jeziora. Harry wszedł do środka, spodziewając się, że śmierciożercy będą zaraz za nim, ale gdy się odwrócił, zobaczył, że stoją trochę dalej, za grupą uczniów. Nie miał nic przeciwko braku ich towarzystwa. Odwrócił się na chwilę, a w końcu Riddle zwrócił się do niego.

— Idź do dormitorium, dołączymy do ciebie za chwilę.

Harry był zdziwiony, ale sądził, że zapewne mają jakieś śmierciożercze sprawy do omówienia. Odwrócił się i bez słowa komentarza przeszedł wzdłuż pokoju wspólnego do dormitoriów. Czuł się nieswojo na myśl, że będzie musiał tutaj zostać przez następny rok. W porównaniu do dormitoriów Gryfonów, tutaj było ciemniej, wilgotniej i zimniej.

Właściwie przez przypadek znalazł dormitorium i przypuszczał, że łóżko, przed którym stał jego kufer, należało do niego. Nieprzyjemne, kwadratowe dormitorium było zupełnie inne od przytulnej wieży Gryffindoru. W tej chwili Harry zdał sobie sprawę, że nawet nie jest w zbyt zszokowany, że wylądował w Slytherinie. To twoja wina - stwierdził cichy głos w jego głowie. - Nawet Dumbledore to powiedział, więcej niż raz. Możesz winić tylko samego siebie za tę sytuację. Harry wzdrygnął się na tę myśl i postanowił przebrać się w piżamę, żeby nie siedzieć bezczynnie. Spojrzał na swój kufer i zatęsknił za swoją miotłą, kawałkiem stłuczonego lusterka i starymi książkami o Quidditchu, które zawsze miał przy sobie w Hogwarcie. Ale te pamiątki tak naprawdę nic nie znaczyły. Były ważniejsze rzeczy do zrobienia niż gra w Quidditch czy zastanawianie się, co kawałek lusterka, które dał mu Syriusz, mógł oznaczać. Było o wiele więcej bardziej istotnych zmartwień.

Śmierciożercy i Riddle wrócili z pokoju wspólnego kilka minut później i Harry życzył im miłej nocy, po czym zasunął zasłonki wokół swojego łóżka. Nie mógł uwierzyć, jak szalone było ostatnie pięć dni. Wszystko działo się tak szybko... Teraz Bitwa o Hogwart wydawała się być tylko koszmarem, który nigdy nie miał miejsca. Jak jego inne życie, z którym był związany dzięki Dumbledore'owi i temu stworzeniu, które usiłował uratować... Co w ogóle się tam stało? Jeśli Harry by to wiedział, wszystko nabrałoby sensu.

Teraz był w tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku. Dużo o tym myślał, mając nadzieję, że do czegoś dojdzie, ale nic takiego się nie wydarzyło. Nie znalazł żadnego powodu, przez który się tutaj znajdował. Teraz, gdy siedział na swoim łóżku, przypomniał sobie, że chciał tylko pomóc tamtemu stworzeniu. Dumbledore powiedział, że to się nie uda. Dlaczego tak twierdził? Harry nawet nie wiedział, czym było to stworzenie...

Cóż, może jeśli Dumbledore'a tym razem powstrzymałby się przed poradzeniem mu czegoś, to w ogóle nie byłby w tej sytuacji. Tym razem brak zaufania do Harry'ego nie odwiódł go od zrobienia czegoś, ale popchnął go do dokonania własnego wyboru. Czy to znaczyło, że on, Harry, ponownie zawinił? Dumbledore powiedziałby, że to jego wina, że nie zapytał albo nie domyślił się wszystkiego dostatecznie szybko. Harry spojrzał ze złością w górę. Wina była po stronie Dumbeldore'a, nieważne, jak bardzo nie rozumiał obecnej sytuacji.

Pozostał jeszcze fakt, że był tutaj, w tym roku, w tym kraju, w tej szkole i w tym dormitorium z Tomem Riddle. Harry nie mógł zrozumieć, jak to się stało. Jak dotąd, jego styczność z chłopakiem była bardzo ograniczona, ale wiedział, że jutro Tom będzie miał szereg nowych pytań o życie Harry'ego. Zastanawiał się dlaczego wcześniej i Riddle, i Dumbledore mieli taki sam zaskoczony wyraz twarzy... I wtedy zdał sobie z czegoś sprawę.

Czy Tom nie zamordował już swojego ojca i dziadków? Tak, prawdopodobnie już to zrobił. Otworzył również Komnatę Tajemnic i zabił Martę, oskarżając o to Hagrida. Harry długo nad tym myślał, zanim ostatecznie doszedł do wniosku, że Riddle musiał zrobić już horkruksa... albo horkruksy. Był już Voldemortem.

Niedługo po tej myśli sen zdołał zmorzyć Harry'ego, zalewając go falą koszmarów, których nie mógł pokonać.