Pechowa siódemka
Podziemny kompleks Raashí, nazywany przez nich Mangāi. Jeden z licznych korytarzy. Na nim to stała oparta o ścianę kobieta, odziana w długi, czarny płaszcz, o czarnych włosach i ciemnoniebieskich oczach. Nimi właśnie wpatrywała się w swoje odbicie, w fioletowej barwy dysku, z litego kryształu.
– Niedobrze… Chyba nie docenialiśmy tego chłopaka. Mój mistrz nie będzie zadowolony…
– Z czego dokładnie?
Obok niej pojawił się mężczyzna o białych oczach.
– Nuuvuk. Dawno się nie widzieliśmy.
– Po raz kolejny zjawiasz się bez uprzedzenia mnie. Nie podoba mi się twoja samowola…
– Wypełniam swoje obowiązki, jakbyś nie zauważył. - odparła chłodno - Na pewno wiesz, co to jest.
Uniosła dłoń, trzymając dysk tuż przed twarzą mężczyzny, by mógł widzieć odbicie. Jednak zamiast siebie, ujrzał tam pewnego chłopaka o pomarańczowych włosach. Shinigami…
– Kasau nie żyje. Zabił go właśnie on.
– Kurosaki Ichigo…
– Może okazać się niebezpieczny, nie wiemy o nim zbyt wiele. Skoro był w stanie samemu pokonać jednego z nas…
– Samemu?
Nuuvuka nieco zaskoczyła ta wiadomość. Oczywiście nie dał tego po sobie poznać, jak zawsze. Kobieta schowała dysk za pazuchą.
– Odkąd Seireitei wie o naszych poczynaniach w Karakurze, coraz trudniej jest tam przeprowadzać jakiekolwiek operacje. Poza tym chłopakiem jest tam jeszcze kilku innych Shinigami spoza Gotei. Wypady tam robią się niebezpieczne…
– Co próbujesz przez to powiedzieć?
– Dokładnie to, co przyszło ci właśnie do głowy. Nie powinieneś wysyłać tam tej dziewczyny.
– Nie doceniasz jej. Idealnie nadaje się…
– Jest dużo za młoda, kiedy tylko zrobi się gorąco nie wytrzyma presji. Powinieneś wysłać kogoś bardziej doświadczonego, jak…
– Ciebie? - przerwał jej Nuuvuk
Nie odpowiedziała.
– Zastanawia mnie, czemu tak bardzo zależało ci, by zająć się tą misją. Wyjątkowo ciągnie cię do Karakury, jakby było tam coś, co przed nami ukrywasz.
– Ech… - westchnęła, uśmiechając się ironicznie - Widzę, że twoja podejrzliwość ma się świetnie. Nie musisz się niczym przejmować, robię tylko to, co do mnie należy.
– Gdyby tak było dowiedziałbym się o tym, jak należy. Niech ci się nie wydaje, że mając specjalne… względy u Rexai, możesz…
Kobieta poczęła się oddalać. Z jej twarzy nie znikał uśmieszek, jakby te oskarżenia jedynie ją bawiły. Kierując się korytarzem minęła się z mężczyzną, szepcząc mu do ucha.
– Naprawdę powinieneś wyluzować, choć… Twoje paranoja jest słodziutka.
I odeszła. Nawet jeśli to co zrobiła wydawało mu się bardzo dziwne, nie stracił swojego opanowania.
– Dokąd się wybierasz, Lete?
– Nadzorować przygotowania. Tak jak życzył sobie mój mistrz.
Nie zatrzymywał już jej. Nie odwrócił się nawet w jej stronę.
– Na zbyt wiele sobie pozwala…
Po czym i on oddalił się w swoją stronę.
Elian obudził się wcześnie rano. Był w swoim domu, w którym spędził zresztą resztę wczorajszego dnia, to jest jak już zdołał uciec przed wściekłą Rukią. Była niedziela, a więc miał cały dzień dla siebie. Pozostał problem, co ma z całym tym czasem zrobić. Uznał, że nie ma sensu siedzieć w domu, więc postanowił wyjść… Oknem. Jednym susem wyskoczył z pierwszego piętra na zewnątrz, po czym odbił się w powietrzu do góry, lądując na dachu.
– No dobra! Mam tu jakieś obowiązki, nie?
Postanowił wybrać się na patrol. W końcu jego najważniejszym z zadań, jako członka Gotei jest walka z Pustymi. Choć z pewnością nie był zwykłym Shinigami, skoro nie musiał nawet wychodzić ze swojego ciała, by doskonale radzić sobie w starciu z demonami. Jako Çynegí miał dość mocy, by bez problemu walczyć z nimi nawet gołymi rękoma.
A w mieście było ich naprawdę sporo. Elian zdecydowanie się nie nudził. Ilekroć zabijał jednego, zaraz pojawiał się następny. I tak bez końca. Wydawało mu się to dziwne, żeby było ich tak wiele, biorąc pod uwagę to, że w mieście było w tej chwili aż trzech Shinigami: on, Ichigo i Rukia. Ganiał za Pustymi aż do południa. W końcu postanowił zrobić sobie przerwę. Przysiadł sobie na krawędzi jednego z dachów.
– Skąd się tyle ich tu wzięło? - głośno myślał - Bo nie uwierzę, że wszyscy przez cały ten czas się aż tak obijali.
Nagle tuż za jego plecami pojawił się jeden z demonów. Natychmiast ruszył w jego stronę. Chłopak zdawał się tym zbytnio nie przejmować.
– Sōkatsui.
Błękitny promień trafił Pustego prosto w maskę. Stwór natychmiast rozpłynął się w powietrzu. Elian nawet się nie ruszył z miejsca, tylko wystrzelił spod ramienia, wciąż zamyślony.
– Dobrze byłoby ustalić, co tu się właściwie wyprawia. Zasięgnąć języka, tylko gdzie? Zdałby się ktoś, kto wie o wszystkim, co dzieje się tu w mie…
Nagle spojrzał w dół. Dosłownie pod jego stopami znajdował się sklepik. Dobrze mu znany sklepik.
– Ja chyba mam sklerozę…
Zeskoczył z dachu, lądując niemalże prosto przed wejściem. Drzwi były otwarte. Oczywiście wszedł.
– Hej, przyjmiecie syna marnotrawnego?
Nagle z jednego z kątów wyłonił się Tessai. Był mocno zdziwiony widokiem chłopaka.
– E… Elian-dono.
– Powitać pana, panie Te…
W tym momencie „pan Te…" złapał go za ramię.
– SZEFIE, NIE UWIERZY PAN, KTO PRZYSZEDŁ!
Pobiegł w stronę salonu, ciągnąc za sobą Eliana.
Tymczasem właściciel rzeczonego wielobranżowego sklepu, Urahara Kisuke siedział w salonie na tyłach, popijając sobie herbatkę. Towarzyszyli mu Jinta i Ururu, w ramach integracji z pracownikami. Ten pierwszy zdawał się być mało z tego zadowolony.
Mężczyzna pociągnął kolejny łyk.
– Ach, nie ma to jak herbatka z rana.
– Jest południe. - odparł Jinta
– Wiem. Jednak nie powinno nam to przeszkadzać w cieszeniu się z tego pięknego poranka, prawda?
Jak dla chłopca, nie było w tym krzty logiki. Nie miał jednak czasu, by się nad tym zastanawiać. Nagle usłyszeli hałasy, dobiegające ze sklepu.
– Co tam się dzieje? - chłopiec przejawiał zaniepokojenie
– Spokojnie, to tylko Tessai-san…
– Możesz mnie puścić, kretynie?! - rozległ się głos, który zdawał się znajomy
– I ktoś mu towarzyszy…
W tym momencie drzwi do salonu się otworzyły. Do środka wpadł jak bomba Tessai. Nie sam…
– Szefie, nie uwierzy pan…
Mężczyzna wybrał sobie zły moment na to by puścić Eliana, który siłą rozpędu poleciał do przodu, lądując na stole, który po tym spotkaniu zamienił się w drzazgi. Dzieciaki zdążyły zwiać, Kisuke zaś nie ruszył się z miejsca. Nie musiał, wyszedł z tej małej katastrofy bez szwanku. Był wyjątkowo opanowany, jak również i zaskoczony tym nagłym pojawieniem się gościa. Spojrzał na chłopaka.
– Ahage-san?
– K… Kopę lat, wędkarzyno. - odpowiedział lekko nieprzytomnym głosem
Po uprzątnięciu wszystkiego, w czym Elian zmuszony był pomóc i wstawieniu całkiem nowego, zapasowego stołu (serio, mają zapasowy stół na takie okazje?) mężczyzna przyjął gościa jak należy.
– Miło ponownie cię gościć. - odparł Urahara, pociągając kolejny łyk herbaty - I gratuluję ci awansu na porucznika.
– Dziękuję bardzo. - Elian również wziął łyk swojej herbaty - Wieści szybko się rozchodzą.
– Cóż, mam swoje źródła informacji. Nie znam jedynie celu twojego pobytu w Karakurze, choć raczej nietrudno jest się domyślić.
– Raashí, zgadza się. I chyba nie tylko to. Macie tu pewne problemy z Pustymi, jak widzę.
– O to nie musisz się martwić. To tylko stan przejściowy. Reiatsu, jakie pozostało po przejściu cyklonu do tej pory nie zniknęło. Wabi ono Pustych, jednak energia z czasem zniknie.
– No to choć jedna dobra wiadomość.
– Niestety na tym dobre wiadomości się kończą. Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie wiesz.
– Mianowicie?
– Choć jeden z Raashí został już pokonany, był z nim jeszcze jeden, który zdołał przeniknąć do miasta.
– Tak, to już wiem… Niedobrze… Co z nim?
W tym momencie otwarły się drzwi, prowadzące na korytarz.
– Niestety zwiał nam. W tej chwili ukrywa się i nie możemy go znaleźć.
Natychmiast rozpoznał ten głos. Odwrócił się. W drzwiach ujrzał Shihōin Yoruichi, opartą o framugę. Ze wszystkich swoich przyjaciół, których do tej pory spotkał, to właśnie na jej widok chłopak ucieszył się najbardziej. Zresztą nie bez wzajemności.
– Miło że wpadłeś, Elian.
– Tak jak mówiła Yoruichi-san, drugi z Raashí zdołał uciec. - mężczyzna wrócił do głównego wątku - Próbowaliśmy go zlokalizować, jednak bezskutecznie.
– Na pewno nie zdołacie go odszukać? - spytał Elian - Rukia mówiła mi o twoich czujnikach. Skoro wtedy pomogły, to może i tym razem…
– Kisuke zbudował te czujniki, bazując na twoich notatkach odnośnie kryształów. - wtrąciła Yoruichi - W taki sam sposób odnalazłeś Linaga, prawda? Jednak nawet z ich pomocą się to nie udało.
– Więc może ja spróbuję? Mogę przecież wyczuwać ich energie duchową.
– Nie wydaje mi się, by zdało to egzamin. - odparł Urahara - Twoje czujniki były w stanie wykryć Linaga dopiero wtedy, gdy użył swojej energii duchowej, czy tak? Najprawdopodobniej nasz delikwent maskuje swoje Reiatsu, dlatego nie możemy go wykryć. Zakładam, że tak samo będzie w twoim przypadku.
– Czyli znów nie mamy nic?
– W tej chwili Raashí ukrywa się. Nie wydaje mi się, by wyszedł z ukrycia teraz, gdy go poszukujemy, zwłaszcza że tym razem mamy możliwość jego zlokalizowania. Przez pewien czas nie musimy się nim przejmować, jednak musimy pozostać czujni. A tymczasem…
– Co dziś porabiasz? - odparła nagle Yoruichi
Elian absolutnie nie spodziewał się takiego pytania.
– E… Właściwie… W sumie jeszcze się nie zastanawiałem. Dziś niedziela, więc zasadniczo mam cały dzień wolny…
– Co powiesz na mały trening?
Tej propozycji również się nie spodziewał.
– A… To… tak teraz?
– A czemu nie? Skoro masz teraz sporo czasu… Ciekawa jestem, jak tam u ciebie z formą czy abyś się nie zaniedbał.
Zabrzmiało to jak wyzwanie…
– Sugerujesz mi coś? - Elian uzbroił się w swój piekielny uśmieszek - Forma? Nie mogłem sobie wymarzyć lepszej formy.
– Tak? A potrafisz to udowodnić?
Tego właśnie najbardziej chłopakowi brakowało. Nie chodziło tu tylko o sparringi, możliwość dalszego rozwijania swoich umiejętności. Już dawno pojedynki z Yoruichi przestał traktować jak zwykłe walki. Kobieta stała się dla niego swoistą bratnią duszą. Osobą, z którą mógł rozmawiać o wszystkim, zwierzać się jej ze wszystkich problemów, wiedząc iż zawsze może na nią liczyć. Wydaje się to dziwne, przecież tak krótko się znają, jednak okoliczności, w których się spotkali… Ratowała go przed Pustymi, przed Raashí, on sam ocalił ją przed Linagim. Te wspólne doświadczenia sprawiły, że między nimi powstała więź. Szczególnie dla Eliana ta więź była bardzo ważna. Całe życie był wychowany z dala od ludzi, w przeświadczeniu, iż inni jedynie zawadzają mu w drodze ku wielkiej karierze. Dlatego zawsze zamykał się na ludzi. To się zmieniło w ciągu tych ostatnich miesięcy, w których wydarzyło się tak wiele. Chłopak odkrył zupełnie nowy, nieznany sobie świat, którego nagle stał się częścią. I to właśnie za jej sprawą… Yoruichi była dla niego prawdziwą przyjaciółką, a nawet więcej. Zawdzięczał jej swoje życie. Nowe życie. Te pojedynki były ich pozawerbalnym sposobem rozmowy, w którym nie dzielili się jedynie swoimi myślami, ale też uczuciami.
A ich pojedynki potrafiły trwać godzinami. Bez żadnej przerwy. Tak jak i tym razem. Od kiedy Elian zaczął trenować umiejętności Shinigami poczynił ogromne postępy. Był szybki, zwinny i wyjątkowo wytrzymały. Nie miał problemów, by dotrzymać kobiecie kroku podczas walki. W końcu zatrzymali się. Był już wieczór, choć w podziemnym kompleksie pod sklepem, gdzie zawsze trenowali było to niedostrzegalne. Oboje stali naprzeciw siebie, zdyszani, zmęczeni, wyczerpani, jednak przede wszystkim szczęśliwi.
– Trzeba ci przyznać, że zachowałeś formę. - odrzekła kobieta
– Długo czekałem na kolejny pojedynek z tobą. - odpowiedział chłopak - Spędzałem każdą wolną chwilę na treningu, by udowodnić ci, że uczeń naprawdę może przerosnąć mistrza.
– O, naprawdę? Przez chwilę zabrzmiało to tak, jakbyś myślał, że możesz mnie pokonać.
– Myślisz, że nie dam rady?
– Żartujesz? Brakuje ci do mnie ze stu lat.
Mogliby się tak przekomarzać bez końca. Elian już miał się odgryźć, jednak Yoruichi go uprzedziła.
– Na dzisiaj wystarczy. Uznajmy, że jest remis.
– Na pewno? Może jeszcze jedną rundkę?
– Nie ma takiej potrzeby. Udowodniłeś, że zachowałeś serce do walki.
Po tych słowach kobieta odwróciła się, kierując się w stronę wyjścia. Chłopak stał w miejscu, próbując zrozumieć to, co przed chwilą usłyszał.
– Idziesz?
Elian natychmiast się otrząsnął. Stanął na baczność.
– Tak jest, Yoruichi-sama.
Natychmiast do niej podbiegł. Zaczęła się irytować…
– Miałeś przestać z tymi tytułami.
– Nie śmiałbym!
– Naprawdę, daj spokój z tym.
– Nie uchodzi inaczej!
– Rany… Jesteś niemożliwy.
Kolejny dzień w mieście Karakura. Zwykły, nudny dzień, jak na poniedziałek przystało. Z wyjątkiem pewnej edukacyjnej placówki.
– Siemka wszy…
Keigo znów wpadł do klasy jak bomba. Nie zdążył jednak dokończyć swojej wypowiedzi. Przerwał mu Elian i potężnie klepnięcie w plecy.
– Siemka, Keigo.
Fakt, iż Asano padł na ziemię lekko go jakby zdziwił.
– Rety, naprawdę jesteś taki miękki?
Chłopak dołączył do Rukii, Ichigo i reszty paczki.
– Hejka, słyszeliście już? Ma dołączyć ktoś nowy.
– Wszyscy już o tym wiedzą. - odparła Kuchiki
– Zaraz. - wtrącił Ichigo - To nie chodziło o ciebie?
– Nie, dlaczego? Byłem tylko chwilowo nieobecny. I z tego, co słyszałem to ma być dziewczyna. Aż tak kobieco wyglądam?
– Właściwie dlaczego wszyscy zachowują się, jakbyś nie zniknął na całe trzy miesiące? - zapytała Rukia
– Wiesz, co jak co, ale nie sądziłem, że właśnie ty zadasz to pytanie.
– Czemu?
– No już, siadamy! - rozległo się w klasie - Lekcja właśnie się zaczęła.
Do sali weszła Misato, jak zawsze w dobrym humorze. To ucięło temat.
– Zanim zaczniemy, chcę wam kogoś przedstawić. Możesz wejść.
To ostatnie skierowane było do osoby, znajdującej się zapewne za drzwiami. I faktycznie, po chwili drzwi się otworzyły, a do klasy weszła ONA. Czyli nowa uczennica.
Nawet mając na sobie przeraźliwie zwyczajny szkolny mundurek, idealnie maskujący wszelką oryginalność nie sposób byłoby jej pomylić z kimkolwiek innym. Była wyjątkowo niskiego wzrostu, już w tej chwili zażarcie walczyła z Rukią o tytuł najniższej osoby w klasie (jeśli nie w szkole). Miała proste, luźno opadające włosy, przycięte mniej więcej do podbródka. To właśnie one były jej głównym znakiem rozpoznawczym, a raczej ich kolor czystego srebra. Istotnie, połyskiwały niczym srebro. Kolejnym nietypowym elementem wyglądu były jej oczy, wściekle różowe. Poza tym na rękach miała długie skórzane rękawice, okalające całe przedramię, co zupełnie nie pasowało do standardowego ubioru szkolnego. Na twarzy dziewczyny gościł szeroki uśmiech. Wyglądała na osobę entuzjastyczną, życiową optymistkę, patrzącą na świat prze różowe (w pewnym sensie dosłownie) okulary.
Nadszedł czas, by się przedstawić. Uczeń bądź uczennica najczęściej zapisuje swoje imię i nazwisko na tablicy. Tak było i tym razem. No prawie…
Dziewczyna wzięła kredę do ręki i napisała na samiutkim środeczku liczbę „siedem". Wszystkim wydało się to dziwne, jeśli nie dziwaczne.
– E… - głos zabrała Misato - Czemu napisałaś na tablicy siódemkę?
– Bo tak mam na imię. - odparła dziewczyna wysokim głosem, bardziej przypominającym dziecięcy głosik
Odwróciła się w stronę klasy.
– Dzień doberek wszystkim. Nazywam się Shichi i mam nadzieję, że szybko zostaniemy najlepsiejszymi przyjaciółmi.
– Cóż, to miło. - odparła nauczycielka - Ale czy mogłabyś jeszcze napisać swoje nazwisko?
– Nazwisko? - zapytała dziewczyna z lekkim zdziwieniem - Hmm, nazwisko…
Pogrążyła się w głębokiej medytacji, próbując rozwikłać zagadkę tego słowa. W końcu doszła do jednego wniosku.
– Ale mam na imię Shichi.
– Dobrze, już dobrze. - Misato postanowiła spasować - Po prostu zajmij miejsce.
Srebrnowłosa znów się uśmiechnęła. Stanęła na baczność.
– Tak jest, sensei!
I pełna entuzjazmu powędrowała w stronę wcześniej upatrzonego przez siebie miejsca.
– A czy mogłabyś najpierw zdjąć te rękawiczki? - zapytała jeszcze kobieta
– Mam egzemę!
Nikt nie zamierzał tego sprawdzać. Znalazła sobie miejsce w środkowym rzędzie, dokładnie za Orihime. Reszta lekcji była już absolutnie normalna.
W końcu nadszedł czas przerwy. Wypadałoby zaznajomić się z koleżanką, co nie było zbyt skomplikowane, gdyż nowa uczennica sama była skora do zawierania znajomości. Biegała od osoby do osoby, by móc poznać każdego.
– Siemanko, Shichi-san! - natrafiła właśnie na Keigo - Jestem Asano Keigo, najzabawniejszy koleś w szkole! Jeśli masz problem, wal do mnie jak w dym! I pamiętaj o mnie, gdybyś chciała wybrać się na miasto, czy coś!
Zabrzmiało to, jakby właśnie próbował ją poderwać. Wpatrywał się w nią z uśmiechem, czekając na wyraz jej twarzy, ukazujący jakież to niesamowite wrażenie na niej wywarł. Jednakże…
– Asano Keigo?
– Tak jest. To ja.
Zaczęła bacznie mu się przyglądać, niczym lekarz, badający pacjenta, po czym wystawiła diagnozę.
– Hmm… Głupawy uśmieszek… Kretyński wyraz twarzy… Durnowate spojrzenie… Klasowy idiota. Okej, zapamiętałam!
Mówiąc to, standardowo szczerząc się do niego zrównała Keigo z ziemią.
– E…
– Shichi-san. - usłyszała czyjś niski głos za plecami
Odwróciła się. Tuż za nią stał Sado. Choć na ogół jest małomówny, to tym razem postanowił się chyba przemóc. Na jego widok dziewczyna zrobiła minę wskazującą na lekki szok.
– Jesteś Sado? - zapytała
– Zgadza się.
Dziewczyna cofnęła się o krok. Chodziło tu o to, by móc spojrzeć na jego twarz. Chłopak miał wzrost stereotypowego koszykarza, z kolei ona mieściła się w granicy średniego wzrostu Pigmejów, zatem kontrast był olbrzymi. Nie mogła się na niego napatrzeć.
– Rany! - odrzekła w końcu - Czym oni cię karmią?
– E…
Liczba osób wgniecionych w ziemię: dwie. Czas na kolejną osobę.
– Witaj, Shichi-san. Jestem Kuchiki Rukia, bardzo miło mi ciebie po…
Dziewczyna też postanowiła się przywitać i uruchomiła swój supersłodki, ogłupiający ludzi tryb. Jednak przerwała, widząc jej reakcję. Shichi na jej widok jakby się zawiesił. Wpatrywała się w nią z jeszcze większym szokiem, jak przed chwilą patrzyła na Sado.
– Rukia…
– Czy… Wszystko w porządku? - zapytała lekko zaniepokojona
– Tak, po prostu…
W tym momencie znów uraczyła świat swoim uśmiechem.
– Słodziutka jesteś, Kuchiki-san. Jak cukiereczek.
– E… Dzięki…
To już trzecia wgnieciona osoba. A dopiero się rozkręcała...
– Hej, Shichi-san. Nazywam się Inoue Orihime. Cieszę się, że będziemy razem się uczyć.
– Ehe… Dobra…
Dziewczyna jakby była zajęta czymś innym. Dopiero po chwili okazało się, iż srebrnowłosa była zapatrzona w jej… Hmm… Klatę.
– Psze pani…
– Tak? - Orihime była zdziwiona nieco zwróceniem się do niej per „pani"
Shichi wskazała palcem na jej biust.
– One są prawdziwe?
Ofiara numer cztery… Inoue natychmiast się zarumieniła.
– E… W… Więc…
Szczęście, że Tatsuki nie było w pobliżu. Jednak był ktoś inny…
– Co to niby za pytanie?!
Naskoczyła na nią Chizuru, która jeśli chodzi o miłość jej życia (jej zdaniem) jest wyjątkowo zazdrosna. Nie pozwoli, by ktokolwiek się przystawiał do Orihime.
– Pytam się, co to niby miało być?! Po co ci to wiedzieć?! Zresztą właśnie na tym polega wdzięk i uroda Hime-chan, że została tak hojnie przez naturę…
– Spokojnie, opanuj się. - przerwała jej - O co ci chodzi? Zakochana w niej jesteś, czy co?
Nie spodziewała się tak bezpośredniego pytania.
– No… A co to w ogóle za…
Nagle na twarzy Shichi pojawił się iście piekielny uśmieszek.
– A więc to tak…
Chizuru zaczęła się jej obawiać… Nim się zorientowała dziewczyna wzięła na stronę, zanim ta zdążyła zareagować.
– Wiesz, wcale ci się nie dziwię. - szeptała jej do ucha w pełnej konspiracji - Faktycznie ma warunki. Ale spokojnie, nie będę ci jej odbijać, możesz być spokojna. Wyda ci się to dziwne, ale nie jest w moim typie. Osobiście wolę dziewczyny takie jak ja. Małe, niepozorne…
Zmierzyła ją wzrokiem, od stóp do głów.
– Wiesz, ty jesteś nawet w moim typie.
– E…
Osobę numer pięć wgniotła naprawdę mocno w ziemię tym tekstem. I jeszcze z nią nie skończyła…
– Hej, masz może wolne po szkole?
W tym momencie Chizuru spojrzała na nią, jak na diabła wcielonego. Co innego, kiedy sama podrywała, co innego, gdy ją… Dzwonek na lekcję na szczęście ją uratował. Wszyscy wrócili do klasy na lekcję, na której ciężko było się skupić, po spotkaniu ze srebrnowłosą osóbką. Nie da się ukryć, że Shichi ma bardzo nietypowy sposób bycia. No i interesuje się paniami…
Nadeszła kolejna przerwa. Ichigo i pozostała czwórka przyjaciół, podobnie zresztą jak wszyscy teraz udali się gdzieś na stronę, rozmawiając o nowej uczennicy.
– No i co sądzicie? - zaczął chłopak
O dziwo pierwszy odezwał się Sado.
– Jest… inna.
– Mało powiedziane. - dodała Rukia - Kto normalny tak się zachowuje?
– Wydaje mi się, że trochę przesadzacie. - Orihime o dziwo broniła nieobecnej - Przecież każdy ma prawo do swoich szaleństw, prawda? Może jest trochę ekscentryczna, jednak dla mnie sprawia wrażenie bardzo sympatycznej.
– Dziwne, że mówisz tak o kimś, kto… E…
Kuchiki nie potrafiła powtórzyć słów Shichi, które ta skierowała do Inoue.
– Czemu tak się nie odzywasz, Ishida? - odparł Ichigo
– Nie odzywam się, jeśli nie mam akurat nic mądrego do powiedzenia. - odpowiedział - Ty też powinieneś zacząć to praktykować.
Uryū zawsze znajdzie sposób, żeby mu dogryźć.
– A ty co o niej sądzisz? - spytała Rukia
– Cóż, Shichi-san z pewnością jest… inna. Pierwszy raz widzę kogoś, kto zachowuje się w taki sposób…
– CZEŚĆ!
Dosłownie pomiędzy Ichigo i Ishidą wyrósł Elian, w doskonałej formie do wyskakiwania spod ziemi. Wszyscy aż podskoczyli.
– Kogo tam obgadujecie?
– Gdzieś ty się podziewał? - zapytała Rukia - Nie było cię na dwóch lekcjach.
– Wyobraź sobie, że Puści postanowili zrobić mały nalot na moje mieszkanie. Nie zauważyłaś, że w ciągu ostatnich kilku dni tłumnie się zwalają do miasta?
– Cóż, mój Komunikator Duchowy bez przerwy wariuje. Ale Puści pojawiają się tylko i znikają, więc…
– Jasne, że pojawiają się i znikają. TYLKO! Ganiam za nimi dzień i noc, skoro wy się nie wyrabiacie.
– Może powinniśmy coś z tym zrobić? - odezwała się nagle Inoue - To, że pojawia się ich aż tylu stanowi zagrożenie.
– Spokojnie, o to nie trzeba się bać. Urahara mówi, że przyciąga je energia, którą pozostawił po sobie cyklon. Z czasem wszystko minie. A właśnie…
Elian rozejrzał się po korytarzu, jakby kogoś szukał.
– Wiecie może, czy jest już nasza nowa koleżanka? Chętnie bym się zapoznał.
Wszyscy wzdrygnęli się na myśl o NIEJ.
– Tak, wiemy. - odpowiedziała mu Kuchiki - Tam jest…
– To ja nie przeszkadzam.
Elian natychmiast się oddalił, kierując się tam, gdzie wskazała dziewczyna. Shichi akurat rozmawiała sobie z Tatsuki, póki co zwyczajnie. Póki co…
– Ooo… I ty naprawdę trenujesz karate? - zapytała z wyraźnym podziwem w głosie
– Jasne, mam…
– Super! Masz własne supermoce. Czyli jesteś taką superbohaterką?
– Wiesz, to nie do końca na tym…
Niestety srebrnowłosa dziewczyna żyła w swoim świecie, zatem próby racjonalnego wyjaśnienia czegokolwiek nie miały sensu, o czym Arisawa się właśnie przekonywała.
– Ja też będę superbohaterką! I walczyć będę ze złymi kolesiami!
W tym momencie przyjęła postawę, jakby właśnie miała zamiar walczyć.
– Drżyjcie przede mną, złoczyńcy! Żadne zło nie może umknąć mojej Pięści Sprawiedliwości!
– Siemka, zapoznać chciałem…
– HAA!
W tym momencie skierowała się w bok, chcąc ową Pięść Sprawiedliwości zademonstrować. Choć tego nie planowała próbę przeprowadziła na niczego nieświadomym Elianie, który właśnie pojawił się obok niej. Chłopak oberwał w brzuch.
– Za… jakie… grzechy…
Po tych (nie)ostatnich słowach padł na ziemię. Dziewczynie oddać trzeba, iż mimo niepozornego wyglądu ma bardzo dużo siły.
Tatsuki była zbyt zadziwiona tym, co zaszło, by zareagować. Jako szósta została wgnieciona w ziemię jej czarującą osobowością. Tymczasem Elian miał to szczęście, że był bardzo odporny na ciosy. Wstał o własnych siłach. Nieźle wkurzony.
– Co to niby miało być?!
– Jak to co? - zapytała Shichi, jakby nie rozumiała sytuacji - To była Pięść Sprawiedliwości!
– To akurat słyszałem! Bardziej mnie interesuje, za co niby rąbnęłaś mnie w brzuch?!
– Nie była to moja wina. - odparła tonem służbistki - Nie zachowałeś bezpiecznego odstępu pomiędzy pojazdami.
– Że co?!
Chłopak naprawdę się wkurzył. Naprawdę niewiele brakowało, by sam zaraz nie użył swojej pięści. Dziewczyna chyba to zauważyła.
– Oj, daj spokój, Onii-chan, przecież nic ci się nie stało. - dziewczyna starała się to jakoś załagodzić
Elian miał chyba jeszcze coś do powiedzenia, ale zmienił zdanie po tym, jak usłyszał pewne słowo-klucz.
– Onii-chan?
– Pewnie. - odparła ze swoim rozbrajającym uśmiechem na twarzy - Gdybym miała braciszka, byłby dokładnie taki, jak ty.
– E…
Tym jednym stwierdzeniem wytrąciła mu wszystkie argumenty z ręki. Był jej siódmą (jubileuszową!) ofiarą. Chłopak po prostu oddalił się bez słowa. Shichi nadal była w dobrym humorze.
– Fajny ten mój nowy Onii-chan, co nie?
Tatsuki cały ten czas przyglądała się tej scence, kompletnie osłupiała.
– A przy okazji, co robisz dziś wieczorem? - zapytała nagle srebrnowłosa
– Dziś… wieczorem? Hę, czemu pytasz?
– Wiesz, pomyślałam, że może…
Tymczasem Orihime i Rukia rozmawiały o typowo dziewczęcych sprawach. To jest do czasu, aż ktoś nagle obok nich nie śmignął.
– To nie była Shichi-san? - spytała Inoue
Zaraz za nią biegła rozwścieczona Tatsuki. To, co wywrzaskiwała tłumaczyło całą sytuację:
– CO MA NIBY ZNACZYĆ KOLACJA ZE ŚNIADANIEM?!
Najwyraźniej dziewczyna próbowała ją zaprosić do siebie „na pięterko". Należy pogratulować odwagi.
Reszta dnia w szkole przebiegała już dużo spokojniej. Zabrzmiał ostatni dzwonek. Wszyscy skierowali się w stronę wyjścia, chcąc powrócić do domów po ciężkim dniu nauki. Może z wyjątkiem jednej osoby, która miała nieco inne plany.
– Heeej! Kuchiki-saaan!
Shichi udało się jakimś sposobem złapać Rukię samą. Nie była z tego powodu specjalnie zadowolona.
– O… To ty. - odparła niezbyt entuzjastycznym głosem - O co chodzi?
– Bo wiesz, jestem tutaj nowa i kiepsko znam miasto. No wiesz... Chciałabym trochę pozwiedzać. A skoro cię tu spotkałam…
Na jej twarzy znów pojawił się szeroki uśmiech.
– Mogłabyś mnie oprowadzić po okolicy?
Dziewczynie niespecjalnie się uśmiechało spędzanie czasu sam na sam z Shichi. Owszem, wygląda na sympatyczną osóbkę, jednak jej dziwactwa skutecznie potrafią odstraszyć. Postanowiła ją jakoś delikatnie spławić.
– Wiesz, bardzo chętnie, ale mam coś do załatwienia na mie…
– Super, to pójdę z tobą.
Niefortunnie dobrała wymówkę…
– Nie, to naprawdę nie będzie konieczne…
– Ale bardzo cię proooooszę!
W tym momencie dziewczyna sięgnęła po jedną ze swych tajnych broni. Zrobiła niemożebnie słodkie oczy, którymi wpatrywała się prosto w Rukię. Na swoje nieszczęście Kuchiki miała słabość do wszystkich uroczo wyglądających rzeczy, a Shichi w tym momencie była słodziutka, niczym kilo cukru.
Wytrzymała zaledwie kilka sekund.
– No… No dobrze.
– Cudnie!
Poszły razem w stronę bramy.
– Ruszajmy więc Rukia-chan! Na podbój świata!
I ruszyły…
Wycieczka była dosyć dziwna. Jak się okazało Shichi pod wieloma względami przypominała kilkuletnie dziecko. Biegała razem ze swoją przewodniczką po mieście, zadając jej przeróżne pytania w stylu: „A co to? A po co to? A na co? A czemu tak? A jak to działa? A czemu nie inaczej? A to? A tamto? A da się to zjeść? A jak to nie, jak to zjadłam?" Ten krzyżowy ogień pytań trwał aż do wieczora. Było dosyć ciemno, ulice oświetlały już tylko latarnie. Kuchiki zdawała się kompletnie wyczerpana, z kolei srebrnowłosa wciąż miała multum energii.
– To była najlepsza wycieczka w moim życiu. Fajnie było, co nie, Rukia-chan?
– E-he… - tylko to zdołała wydukać
– Może to kiedyś powtórzymy, co? Jutro też mam sporo…
– NIE! - dziewczyna otrzeźwiała na samą myśl o tym - To znaczy… Nie wiem, czy będę miała czas…
– Nie bój się, coś wymyślimy.
– Ech, i tego się właśnie boję… - mruknęła do siebie
Szły uliczką, gdy nagle zdało się słyszeć jakiś szelest. Rukii wydawało się to niepokojące. Shichi z kolei nie przejmowała się zupełnie niczym.
Nagle dziewczynom drogę zagrodziła dwójka mężczyzn. Wyglądali na typowych zbirów. Nim którejkolwiek przyszło do głowy szybko zawrócić niemal spod ziemi wyrosło jeszcze pięciu, natychmiast tworząc wokół nich kordon. Wydawali się dla Kuchiki znajomi. Utwierdził ją w tym przekonaniu jeden z nich.
– A kogóż my tu mamy? - odezwał się bandzior, najtłustszy z nich - Pamiętasz nas jeszcze?
– Nie… A znamy się?
Wiedziała kim są, jednak postanowiła się trochę podroczyć.
– Jak to nas nie pamiętasz?! - gruby był strasznie tym zbulwersowany - My pamiętamy cię doskonale! Ciebie i twojego żwawego chłopaka!
– No wybacz… Nic mi to nie mówi…
– Skąd znasz tych panów? - odezwała się nagle Shichi
Bandziory jakby dopiero teraz ją zauważyły.
– A co to? - grubas wyraźnie się tym zainteresował - Nie jesteś już z tym swoim chłopaczkiem? Przerzuciłaś się na dziewczyny?
– Na dziewczyny, poważnie? - srebrnowłosa wzięła to na serio - I nic mi nie powiedziałaś?
Nie przejmowała się jej słowami. Nie było na to czasu…
– Jak dla mnie to nawet lepiej. - odparł z obleśnym uśmieszkiem bandzior - Chyba domyślasz się, że mamy zamiar wyrównać rachunki. Nawet jeśli tego kolesia tu nie ma.
– Czaiłeś się na mnie przez trzy miesiące? - spytała Rukia - Uparci jesteście…
– Owszem.
Nagle tuż obok tłuściocha pojawił się wysoki, umięśniony mężczyzna, pokryty tatuażami, przywódca bandy. Jego pamiętała najlepiej. Niedobrze… Tłuścioch nie wydaje się zbyt wielkim zagrożeniem, ale on…
– Nie liczę, że potrafisz to pojąć. - odrzekł - Musisz wiedzieć, że każdy gang ma swoją reputację. My na swoją pracowaliśmy bardzo długo, a staliśmy się pośmiewiskiem całego półświatka po tym jak ze swoim chłopakiem zrobiliście nas w konia. Takiej zniewagi nie zamierzamy puścić płazem, nieważne ile czasu minęło.
– Hej, co tu chodzi? - Shichi nadal nie rozumiała powagi sytuacji - Gadacie, jakbyście grali w jakimś filmie. Zaraz… A może to naprawdę jest film. Co? To jakiś kryminał, tak?
Herszt bandy skierował swój wzrok właśnie na nią.
– Mogłaś jej w to nie mieszać.
Ruszył na niczego nieświadomą dziewczynę. Rukia nie zdążyła nawet jej ostrzec. Mężczyzna uniósł pięść, kierując ją w stronę srebrnowłosej. Ta jednak zdawała się nie dostrzegać zagrożenia. Stała tyłem do niego, rozglądając się, jakby czegoś szukała.
– Ej no, poważnie. Gdzie tu jest jakiś reżyser? Nie wiem, kogo mam grać.
Pięść już leciała w jej stronę. Wciąż była w swoim świecie, wciąż nie widziała, jakie niebezpieczeństwo teraz jej grozi. W końcu stało się…
Ręka mężczyzny nagle się zatrzymała. Wyglądało to, jakby nagle zmienił zdanie i zaprzestał ataku. Dopiero po chwili ujrzeli dokładny obraz sytuacji. To, co zobaczyli, wprawiło ich w ogromne zdumienie.
– Z… Zaraz! - grubas był wręcz w szoku - Jak ona to…
Shichi, nie odwracając się uniosła dłoń, zatrzymując w niej pięść herszta. Jej ręka nawet nie ugięła się pod naporem jego siły.
– Chciałeś mi zrobić krzywdę?
Tym razem jej głos nie brzmiał jak dziecięcy głosik. Ton głosu natychmiast się zmienił, z piskliwego stał się znacznie dojrzalszy.
– Zrobiłeś to. - odrzekła - Niki nie lubi, gdy ktoś chce zrobić mi krzywdę.
Mężczyzna szybko się cofnął. Ta nagła zmiana postawy mocno go zaniepokoiła, podobnie zresztą jak pozostałych. Dziewczyna odwróciła się w stronę bandziorów. Z jej twarzy całkowicie zniknęła beztroska, którą do tej pory ukazywała, nie była już tak dziecinna. Została gwałtownie zastąpiona przez wyjątkowo srogą, surową minę. Nawet jeśli była od nich dużo niższa i lżejsza, to jej spojrzenie sprawiło, że wszyscy zawahali się nagle. Choć mogło wydawać się to dziwaczne, wręcz śmieszne, to grupa uzbrojonych po zęby zbirów zaczęła się jej obawiać…
– Co jest?! - wrzasnął tłuścioch - Boicie się jednej, małej dziewczynki?! No brać ją!
Ten rozkaz ostatecznie sprawił, że jednak ruszyli do ataku. Shichi zaatakowało trzech, jeden z kijem bejsbolowym, dwóch z kastetami. Na pierwszy ogień poszedł ten z kijem. Zamachnął się, chcąc uderzyć, jednak dziewczyna przyłożyła mu łokciem w brzuch. Facet już po tym ciosie padł na ziemię. Następny był jeden z kolesi z kastetem. Jemu podcięła nogi, przez co zbir upadł jak długi. Trzeci szykował kastet do zadania ciosu. Gdy tylko się zbliżył, odbiła ręką jego cios, po czym uniosła wysoko nogę, kopiąc go w podbródek. Face taż poleciał w powietrze, po czym dość twardo wylądował. To wyeliminowało go z dalszej walki. Pozostała trójka jakby dopiero teraz się obudziła i ruszyli na pomoc kolegom. Jeden rzucił się na nią bez żadnej broni. Głupio… Szybko się go pozbyła, przywalając mu pięścią w nos. Drugi był również uzbrojony w bejsbola. Zanim ten zdołał zareagować srebrnowłosa wykopnęła mu kij z ręki, który poleciał wysoko w górę. Drugim kopniakiem, tym razem z półobrotu walnęła zbira w klatkę piersiową, łamiąc mu żebra.
– Uważaj!
Rukia tylko tyle zdołała wykrzyknąć, widząc szóstego z bandziorów, uzbrojonego w maczetę, który właśnie nacierał na dziewczynę. Jednak Shichi najwyraźniej już go dostrzegła. Gdy zbliżył się na odpowiednią odległość złapała spadający właśnie kij, po czym wymierzyła mu potężny cios w głowę. Uderzenie było tak silne, że dziewczyna złamała bejsbola o jego czaszkę. Nagle jeden z nich złapał ją za kostkę. Ten, któremu tylko podstawiła nogę. Kopnęła go z całej siły w twarz, co wykluczyło również jego. Całą szóstkę położyła w niecałą minutę.
– Nie ruszaj się!
Odwróciła się. Grubas, który tylko stał z tyłu, z przerażeniem przyglądał się tej walce. Jednak gdy tylko pod jego nogi upadła maczeta postanowiła skorzystać z tego, jak i z fakt, że Rukia była w zasięgu jego łap. Szybko chwycił ostrze, po czym złapał dziewczynę z tyłu, uniemożliwiając jej ucieczkę. Przyłożył jej maczetę do gardła.
– Bądź grzeczną dziewczynką. - odparł - Odłóż ten… kij, bo rozetnę jej śliczne gardziołko. Rozumiemy się?
Shichi bez wahania odrzuciła resztki kija.
– Bardzo dobrze. - tłuścioch był bardzo z siebie zadowolony - A teraz słuchaj mnie, a twojej koleżance nic złego się nie stanie, dobrze?
– Nie.
Nagle rzuciła w niego kastetem jednego z bandziorów, który jakimś sposobem miała w drugiej dłoni. Trafiła go w czoło. I to mocno, bo facet padł nieprzytomny na ziemię. W tym momencie za plecami Shichi pojawił się herszt bandy, który najwyraźniej czekał na dogodny moment do ataku. Rukia nie zdążyła jej ostrzec.
Nie musiała...
– Odsłoniłeś się.
Dziewczyna szybko się odwróciła, szykując się do uderzenia. Wymierzyła mężczyźnie potężny cios w brzuch, taki sam, jakim przypadkowo uraczyła Eliana. Cios był tak potężny, że wyrzucił mężczyznę w powietrze, odrzucając go na kilka metrów. Nie wstał już. To był koniec walki.
Rukia stała kompletnie oszołomiona, nie mogąc zrozumieć w żaden sposób jak to w ogóle było możliwe? Skąd Shichi miała tyle siły, żeby sama była w stanie położyć ośmiu chłopa?
– Kuchiki-san…
Powoli odwróciła się w jej stronę…
– To co, wracamy? Trochę się późno zrobiło.
Natychmiast wróciła do swojego dziecięcego trybu, ku jeszcze większemu zdziwieniu Rukii. Zachowywała się, jakby kompletnie nic się nie stało.
– Jak… Jak ty to zrobiłaś? - wydukała
– Ale co? - srebrnowłosa była jakby zdziwiona tym pytaniem
– No przecież…
Wtem Shichi spojrzała w dół, widząc jednego z bandziorów leżącego na ziemi ze złamanym nosem. Po chwili dostrzegła również pozostałych.
– Aha, to. No… He, he… - uśmiechnęła się nerwowo, jakby właśnie została przyłapana na wyjadaniu ciasteczek - Wiesz… nauczyłam się paru chwytów. W końcu muszę umieć walczyć ze złymi kolesiami jako superbohaterka.
Podeszła nagle do dziewczyny, szepcząc jej do ucha swoim śmiertelnie poważnym głosem.
– Ale nikomu o tym nie mów. Moi wrogowie nie mogą wiedzieć, kim jestem.
Znów przeszła w tryb słodkiej panienki.
– To będzie taki nasz sekret, okej? Wracajmy już, jutro szkoła, a trzeba się wyspać.
I ruszyła przed siebie. Rukia chcąc nie chcąc poszła za nią. Dziewczyny poszły do swoich domów. Żaden inny bandzior już się nie odważył je napaść.
Kolejny dzień w Liceum Karakura. I kolejna przerwa.
– Dzień doberek, Onii-chan!
Shichi przechodząc, napotkała Eliana. Przywitała się, ze swoim słynnym, nieznikającym uśmiechem na twarzy, który bardziej wyglądał, jakby cierpiała na szczękościsk.
– Cze.
Chłopak był mniej z tego spotkania zadowolony. Owszem, miło z jej strony, że się przywitała, wszak tego wymaga kultura. Ale nie po raz dwunasty, bo dokładnie tyle razy już się ze sobą dziś minęli. Tego dnia dziewczyna z jakiegoś powodu przyczepiła się właśnie jego. Ilekroć go spotkała, łaziła za nim zadając mu przeróżne pytania z dziedzin absolutnie wszelakich. Wypluwając z siebie pytania, jak z karabinu wybitnie wkurzała chłopaka, który za każdym razem marzył o kolejnym dzwonku na lekcję, żeby wreszcie się jej pozbyć.
Jednak tym razem wyminęła go bez kolejnego gradobicia znakami zapytania. Elian przyjął to z ogromną ulgą.
– Dzięki wam, Bogowie w niebiosach. Już myślałem, że znowu…
– Z kim rozmawiasz?
Nagle poczuł jakiś ciężar na plecach. Natychmiast się zorientował, co się dzieje. Otóż na plecy wskoczyła mu Shichi właśnie, a z racji tego, że była od chłopaka sporo niższa, swobodnie sobie na nim dyndała.
– Tak blisko… - wyszeptał
– Coś taki markotny?
– Pewnie dlatego, że ktoś irytujący wisi mi na plecach.
– Aha… To mu powiedz, żeby zszedł.
– Okej, dzięki za radę.
Minęły dokładnie trzy sekundy.
– Możesz w końcu ze mnie zejść?!
To poskutkowało. Dziewczyna puściła się, miękko lądując na podłodze.
– Nie bardzo wiem, o co ci chodzi, Onii-chan. - odparła - Przecież nie jestem taka ciężka.
– Nie o to mi chodzi! I przestań mnie tak nazywać!
– Ale jak?
– No…
Chłopak nie miał sił jej tego tłumaczyć. Po prostu postanowił się wycofać. Szybkim krokiem oddalił się od niej. Na jego miejsce weszła Rukia, która obserwowała ich… rozmowę.
– O co mu chodzi? - zapytała
– Nie wiem, Onii-chan jest strasznie dziwny. Ale i tak go lubię.
– Aha…
Chwila ciszy.
– On ci się podoba?
Shichi w tym momencie ostro zagrała. Równie dobrze mogła ją trzasnąć w policzek, bo reakcja była niemal taka sama.
– A… Że… Że co?!
– Wiesz, spędzacie ze sobą sporo czasu, to może…
– Elian wcale mi się nie podoba! - Rukia zastosowała wyparcie
– Poważnie? - spytała z lekkim niedowierzaniem - I w ogóle nie szukasz chłopaka?
– Nie, nie szukam!
– Tak?
Shichi ponownie się uśmiechnęła.
– To może szukasz dziewczyny?
Tym pytaniem walnęła ją w drugi policzek.
– A… Ej, o co ci właściwie…
– Cóż, skoro jesteśmy już przyjaciółkami, pomyślałam, że możemy pójść krok naprzód i…
– NIE… MA… MOWY…
– Już, już, dobrze, to tylko luźna propozycja. Nie było tematu.
Kuchiki najchętniej poszłaby w ślady Eliana. Jednak przypomniała sobie o czymś, o co chciała ją zapytać.
– Słuchaj jeśli chodzi o tą wczorajszą…
Dziewczyna natychmiast się rzuciła na nią, zakrywając jej usta dłonią.
– To miał być sekret! - wysyczała
– Chciałam się tylko o coś zapytać. - wyburczała Rukia przez zatkane usta
Puściła ją. Rozejrzała się dookoła, chcąc sprawdzić, czy nikogo nie ma w pobliżu.
– O co?
– Kim jest Niki?
Słysząc to pytanie nagle spoważniała.
– Ale… czemu pytasz?
– Usłyszałam wczoraj… To jakaś twoja znajoma?
Shichi znów się uśmiechnęła.
– Jasne! To moja najlepsza przyjaciółka. Zawsze jest ze mną, rozmawiamy ze sobą, nawet chroni mnie, gdy ktoś chce mi zrobić coś złego. Tak jak wczoraj.
Dla Kuchiki zabrzmiało to dziwnie. Była pewna, że w tamtej uliczce nie było nikogo, prócz nich i tamtych zbirów.
– A… Mogłabym ją poznać?
– Nie. Niki nie pokazuje się ludziom. Nie lubi ich. Tylko ze mną rozmawia.
Zabrzmiało to bardzo enigmatycznie. Rukię coraz bardziej zaczęło to interesować. Nie zdążyła jednak spytać o nic więcej, gdyż zabrzmiał dzwonek na lekcję. Shichi była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
– Super, już nie mogłam się doczekać! Moja ulubiona lekcja!
Po czym pobiegła przez korytarz, zostawiając dziewczynę ze swoimi przemyśleniami.
„Kim jest Niki? Najbardziej prawdopodobne jest to, że to duch bliskiej jej osoby. Tylko czemu go nie widzę, skoro jest z nią cały czas, jak twierdzi? I co miała na myśli, mówiąc że ją ochroniła? Jestem pewien, że to ona sama powaliła tych bandziorów. Chyba, że…"
Nagle inna myśl wyrwała ją z transu.
– Zaraz, dzwonek na lekcję?
Natychmiast się zerwała, biegnąc za Shichi. Jakiż to jej ulubiony przedmiot?
Otóż lekcje wychowania fizycznego. Jeszcze zanim zajęcia zaczęły się na dobre już wywołała niezły chaos. Mianowicie w damskiej szatni, w której siłą rzeczy musiała się przebrać. I nie tylko ona. Pozostałe dziewczyny, znając już jej upodobania unikały jej, jak ognia. Szczególnie Chizuru, która chyba wolałaby się przebierać na środku korytarza, niż w obecności diabelskiej białowłosej.
Lekcja właściwa. Podczas, gdy chłopacy grali w bejsbol, u dziewczyn zorganizowano zawody. Bieg na tysiąc metrów. Po rozgrzewce rozpoczęto część właściwą. Wyścigi organizowano w trójkach. Nie ma sensu się rozgadywać nad każdym z nich, najważniejszy był ten ostatni. Przedstawmy może zawodniczki. Zaczynając od wewnętrznej: Kuneida Ryō, dziewczyna o długich, czarnych włosach, szkolna medalistka w biegach sprinterskich, jednak nie znaczy to, że radzi sobie gorzej na dłuższych dystansach. Pośrodku Arisawa Tatsuki, która co prawda mistrzostwa zdobywa w innej dziedzinie sportu, ale dzięki temu ma bardzo dobrą kondycję, która i w biegach się przyda. Jak na razie same gwiazdy. Trzecia osoba, która się z nimi ściga ma nie lada wyzwanie, jeśli liczy na zwycięstwo, a jest to… Shichi.
– Naprawdę muszę biegać? Jakoś nie lubię biegać. To męczące i w ogóle.
Była raczej średnio z tych zawodów zadowolona.
– To co tu właściwie robisz? - odezwała się Ryō
– Przecież chcesz być superbohaterką, prawda? - Tatsuki starała się ją zmotywować - Musisz nauczyć się szybko biegać, jeśli chcesz ścigać złoczyńców.
Brzmiało to idiotycznie, ale najwyraźniej to na nią poskutkowało.
– Czyli bieganie pozwoli mi być superbohaterką? - spytała z błyskiem w oczach
– Jasne, dzięki temu będziesz mieć lepszą kondycję.
– Dobra! No to dam z siebie wszystko!
– Na miejsca!
Wyścig już się rozpoczynał. Nauczyciel przygotował gwizdek, by dać sygnał do startu.
Ryō i Tatsuki przybrały odpowiednią pozycję. Shichi również, choć z lekkim opóźnieniem.
– Nie powinnaś jej chyba tak nakręcać. - odrzekła Kuneida
– Każdy zasługuje na szansę, nie?
Chyba nikt nie wierzył w to, że srebrnowłosa ma jakieś szanse. Nie mieli pojęcia, że ma asa w rękawie…
– Dobrze, Niki! Pokażmy na co nas stać!
– Gotowi… Start!
Rozległ się gwizdek. Dziewczyny wystartowały, choć w przypadku Shichi nie można tego tak nazwać. Ona po prostu wystrzeliła, niczym pocisk. Natychmiast wyprzedziła rywalki, pędząc z prędkością, która wydawała się nierealna. Najlepszym porównaniem będzie fakt, iż gdy pozostałe dziewczyny były w połowie okrążenia (a były trzy) srebrnowłosa właśnie zaczynała drugie. Nie uszło to niczyjej uwadze. Chłopacy nawet przerwali grę, przyglądając się temu wyczynowi, przecierając oczy ze zdumienia. Nie minęły nawet dwie minuty (dosłownie!) a dziewczyna była już na mecie. Zdaje się, że rekord świata poszedł właśnie w diabły. Gdy Shichi skończyła bieg, wyhamowała z piskiem butów. Wszyscy patrzeli na nią zszokowani. A ona nawet nie wyglądała na zdyszaną. Stała sobie tam, gdzie się zatrzymała, nie ruszając nawet palcem, zupełnie jak zamrożona. Po dłuższej chwili dołączyły do niej Tatsuki i Ryō, znacznie bardziej wycieńczone.
– I ty… - Kuneida starała się złapać oddech - Niby nie lubisz… biegać?
– Tak. - odparła głosem robota - Zmęczyłam się.
Po czym zupełnie niespodziewanie padła na ziemię. Dziewczyny natychmiast rzuciły się na pomoc. Wszyscy pozostali nieco się zmartwili. Jednak nagle Shichi się obudziła.
– Jak w kursie pierwszej pomocy. Będziecie robić usta-usta?
Natychmiast się cofnęły, przestraszone samą myślą o tym. Z kolei chłopaków bardzo to rozbawiło, to jest tych, którzy się już otrząsnęli z poprzedniego szoku. Jedną z tych osób był chociażby Ichigo.
– Ale trzeba przyznać, że biegać potrafi.
Skierował te słowa do stojącego obok Ishidy, który wyglądał na równie zaskoczonego.
– Tak… Znam chyba tylko jedną osobę, która jest aż tak szybka…
W tym momencie spojrzał na rozbawionego Eliana, śmiejącego się z całej sytuacji razem z pozostałymi…
Lekcje dobiegły końca. Wszyscy przebrali się z powrotem i skierowali się do swych domów. Prawie wszyscy.
Ulicami Karakury szedł Ishida Uryū. Zachowywał się nieco dziwnie, jakby kogoś śledził. Skupiał swój wzrok na jednej jedynej osobie. W tym tłumie nie dało się ustalić, o kogo mu dokładnie chodziło. Ważne, że on wiedział.
Osoba ta przeciągnęła go przez niemal całe miasto. Trwało to dobre dwie godziny, zapadł już zmierzch. W końcu tajemnicza postać skręciła w ślepą uliczkę. Ishida skrył się za rogiem, obserwując jej poczynania. Postać rozejrzała się wokoło. Nie zauważył, że nie jest sama. Wyciągnęła z kieszeni niewielkich rozmiarów kryształowy dysk. Przedmiot zaczął świecić się na fioletowo. Zdecydowanie nie był to wynalazek z tego świata. To dla Ishidy był wystarczający dowód…
– Wiedziałem, że jest coś z tobą nie tak. - ujawnił się - Czyli to ty jesteś…
Nie zdołał dokończyć. Nagle poczuł chłód stali, wbijające się w jego serce pięć długich, wąskich ostrzy. To właśnie ta postać, którą śledził go zaatakowała. Nie widział, czym go zraniła. Jego wzrok zaczął się rozmazywać. Powoli tracił przytomność. Postać wysunęła ostrza z ran, pozwalając Uryū swobodnie upaść na ziemię.
– Wybacz. - odezwał się kobiecy głos - Nikt nie może poznać mojej tożsamości. Nii-sama zaufał mi i nie mogę go zawieść.
Ishida odpłynął.
Następnego dnia w Liceum Karakura. Orihime pędziła przez korytarz ile sił w nogach.
– Kurosaki-kun! Kuchiki-san!
Ichigo i Rukia szli akurat korytarzem. Zatrzymali się, słysząc Inoue. Zaniepokoili się, gdyż mina dziewczyny świadczyła, że stało się coś poważnego.
– Coś nie tak? - spytał chłopak
Orihime odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili, gdy już złapała oddech.
– I… Ishida-kun! Jest w szpitalu! Ciężko ranny!
Ta wiadomość była wstrząsająca. Na chwilę nikt nie potrafił wydusić z siebie nawet słowa.
– Jesteś… - zaczął Ichigo po minucie - Jesteś pewna?
– Tak. - odpowiedziała Inoue - Spotkałam po drodze jego ojca. Opowiedział mi o wszystkim.
– Wiesz dokładnie, co mu się stało? - zapytała Rukia
– Nie, tego mi nie powiedział.
– Ja wam mogę to powiedzieć.
Tuż za Orihime pojawił się Elian. Minę miał wyjątkowo poważną, jak rzadko kiedy.
– Byłem u niego w szpitalu. Jest nieprzytomny i stan ten utrzyma się jeszcze nawet przez kilka tygodni.
– Co się z nim stało? - zapytała Inoue, coraz bardziej tym wszystkim przejęta
Chłopak spojrzał na Kuchiki porozumiewawczo.
– Muszę wam to mówić?
Szybko domyśliła się, co miał na myśli.
– Raashí.
– Wychwyciłem jego Reiatsu na moment, właśnie w chwili ataku. Jestem absolutnie pewien, że Uryū zaatakował nasz kret.
– Tylko czemu Ishida-kun? - zapytała Orihime
– Nie chciałbym przerywać, ale mam pytanie? - wtrącił nagle Ichigo - Na pewno powinniśmy rozmawiać o takich rzeczach na korytarzu?
– O to się nie martw. - uspokoił go Elian - W okolicy nie ma nikogo innego prócz nas. Wszyscy są w tej chwili w salach.
– O czym gadacie?
Wszyscy aż podskoczyli z wrażenia, słysząc ten głos. Nie wszyscy byli w salach... Na plecach chłopaka radośnie wisiała sobie Shichi, wyraźnie zaciekawiona ich rozmową.
– Skąd ta konspiracja? Ukrywacie coś przede mną? Może jesteście tajnymi agentami? Super, ja też mogę być agentką?
– Shichi… - przerwał jej nagle Elian
– Tak?
– Pamiętasz, co ci mówiłem o włażeniu na plecy? - ton głosu świadczył, iż niewiele mu brakuje do wybuchu
– Nie. - odparła stanowczo dziewczyna
To już całkowicie wyprowadziło go z równowagi. Wytrzymał tylko chwilę.
– PRZESTAŃ NA MNIE WSKAKIWAĆ, DO CHOLERY!
Zeskoczyła mu z pleców. Nie wystraszyła się, co to, to nie. Zrobiła to raczej, bo miała taki kaprys, nic więcej.
– Aleś ty drażliwy, Onii-chan. - odparła - Co ci to przeszkadza? Przecież jestem bardzo lekka.
– Wcale nie…
– Chyba, że uważasz inaczej.
To go trochę zbiło z pantałyku.
– A… Co to ma w tej chwili…
– Informuję cię więc, że nie wypada mówić kobiecie, że jest ciężka, pod groźbą utraty zdrowia bądź życia, a także, co jeszcze ważniejsze, bo to bardzo niegrzecznie.
Brzmiała w tej chwili jak nauczyciel tłumaczący uczniowi bardzo ważne zagadnienie. Całkowicie zgasiło to Eliana. Stał przez chwilę z klasycznym karpikiem na twarzy. Po chwili się otrząsnął i postanowił się oddalić.
– Ja spasuję.
Po czym ruszył w głąb korytarza, mocno wkurzony.
– To do zobaczenia później! - pomachała mu na pożegnanie - To o czym gadacie?
– Ishida-kun jest w szpitalu! - wypaliła bez zastanowienia Inoue
– I-shi… - Shichi zdaje się nie wiedziała, o kim mowa - Który to?
– Ten w okularach. - wyjaśnił Ichigo
– No tak, racja! - nagle ją olśniło
Krótka przerwa.
– I co z nim?
– Już mówiliśmy. - odpowiedziała Rukia - Jest w szpitalu.
– W szpitalu?
– Tak.
Znów krótka przerwa.
– I to źle?
Wszystkim w tym momencie ręce opadły. Czy Shichi naprawdę jest taka niekumata?
– Tak, to źle. - zaczęła tłumaczyć Kuchiki - Widzisz, kiedy ktoś jest w szpitalu, to znaczy że jest chory. A bycie chorym jest złe, prawda?
Dziewczyna rozmyślała nad tym, co właśnie usłyszała, jakby był to niewyobrażalnie skomplikowany problem natury filozoficznej.
– Tak… Tak to chyba działa. - w końcu zrozumiała
W tym momencie uśmiechnęła się, jak najszerzej tylko mogła.
– To ja mu życzę powrotu do zdrowia, okej? Pójdę już do klasy. Do następnej przerwy!
Shichi skierowała się w stronę sali. Pozostali zbierali właśnie swoje szczęki z podłogi.
– Jakim cudem ona jest w liceum? - zapytał Ichigo
Lekcje trwały w najlepsze. Jednak problem Ishidy sprawiał, że nie wszyscy potrafili się na nich skupić. Szczególnie Elian, który najwyraźniej postawił sobie za punkt honoru, by rozwiązać tę sprawę. Gdy wszystkie zajęcie dobiegły końca chłopak szybko opuścił teren szkoły, by przejść się z tym problemem.
– Cwaniaczek skutecznie zaciera ślady. - mówił do siebie - Zanim Ishida odzyska przytomność, minie nawet kilka tygodni. Przez ten czas skubaniec zdąży wykonać swoją misję, jaka by ona nie była. Cóż, może Urahara będzie coś więcej na ten temat wiedzieć.
– Jaki Urahara?
Ten głos stał się dla niego zmorą. Poczuł coś na plecach. Shichi znowu na niego wskoczyła. Na reakcję ze strony Eliana nie trzeba było długo czekać.
– SHI…
– Dobra, dobra, już schodzę.
I faktycznie to zrobiła, ku jego zdziwieniu, które nie trwało długo, bo chłopak kontynuował swój spacer. Dziewczyna natychmiast ruszyła za nim.
– A dokąd idziesz? - zapytała
– Donikąd. - burknął
– A to świetnie. Ja też tam właśnie idę. To chodźmy razem.
Elian nie miał pojęcia jak ma na to odpowiedzieć.
– Mogę chociaż wiedzieć, czemu cały czas za mną łazisz?
– Bo jesteś fajowy, Onii-chan. A bracia powinni opiekować się swoimi młodszymi siostrzyczkami.
– Ile razy mam powtarzać, że nie jestem twoim braciszkiem?
– Ale możesz. - i znów ten uśmiech - Będziemy razem chodzić do szkoły, razem z niej wracać, rozmawiać o różnych zabawnych rzeczach, bawić się. Ja będę robić głupie rzeczy, ty mnie będziesz za to opieprzać. No wiesz, to co zwykle robią brat i siostra.
Te słowa zaszokowały chłopaka. Nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego, szczególnie od wiecznie beztroskiej, nie przejmującej się niczym i nikim Shichi. Czyżby to dlatego cały czas za nim łaziła? Potrzebowała właśnie osoby, która będzie dla niej niczym brat?
Nie potrafił na to odpowiedzieć.
– To jak będzie?
Elianowi jedyne, co przyszło do głowy, to zastosować zaprzeczenie. Udawał, że wcale go to nie rusza. Odwrócił się na pięcie poszedł w swoją stronę.
– A rób co chcesz.
I odszedł. Dziewczyna przez chwilę stała w miejscu. Nie ruszała jej ta oschłość.
– Dobra!
Znów ruszyła razem z nim, ku jego niepocieszeniu. Już nawet nie chodziło mu o to, że to zakrawa na nagabywanie. Miał zamiar wyjaśnić kilka spraw z Kisuke. Wolał, żeby jej przy tym nie było, w końcu jej to nie dotyczy.
Nie zdołał się jednak jej pozbyć, więc i tak udał się do sklepu Urahary w nadziei, że pomogą mu jakoś ją odesłać.
– Ooo… Chcesz mi kupić jakieś cukierki?
Chłopak z początku nie zrozumiał, o co jej chodzi. Zdążył już zapomnieć, że Kisuke działa pod przykrywką sklepu wielobranżowego.
– T… Tak, jasne. Lubisz słodycze, prawda?
– Uwielbiam!
Shichi wydawała się bardzo podekscytowana. Elian miał zamiar to wykorzystać.
– To chodź, kupimy sobie coś słodkiego.
Miał nadzieję, że uda się ją tym zająć, dzięki czemu kupi sobie dość czasu, by pogadać ze sklepikarzem.
Weszli do sklepu. Od razu przy wejściu czekał na nich Tessai.
– Elian-dono, dobrze że jesteś. Szef chce z tobą…
– AAALE WIELKI FACET!
Tessai dopiero teraz zauważył, kto towarzyszy chłopakowi.
– A co tutaj robisz, dziewczynko? - zapytał ją
– Hej! Tylko nie dziewczynko! - Shichi najwyraźniej zdenerwowało nazywanie ją w ten sposób - To, że jestem niska nie znaczy, że muszę być DZIEWCZYNKĄ! Mogę być nawet starsza od ciebie, a mój wzrost nie ma tu nic do rzeczy!
Ten nagły wybuch nagle zaskoczyła zarówno Tessaia, jak i Eliana.
– N… No, cóż… - w tym momencie się skłonił - Przepraszam za…
– Ależ nic się nie stało. - bez ostrzeżenia zmieniła podejście, znów stając się wesoła i beztroska - To jak się nazywasz, Panie Duży?
– E… - mężczyzna nie zdążył przywyknąć do tej nagłej zmiany zachowania
– E? Dość dziwne imię. Ale przynajmniej łatwo zapamiętać…
– Nazywa się Tessai. - Elian postanowił przyjść mu z pomocą - Prowadzi sklep.
– Ale przecież mówił, że nazywa się E.
– Tak, ale wszyscy mówią na niego Tessai, więc coś w tym musi być, co nie?
– No dobrze… - znów skierowała się w stronę mężczyzny - A ja mam na imię Shichi, miło poznać.
– Shichi? Masz dość dziwne imię.
– Dziwne? - znów się naburmuszyła - Niby dlaczego moje imię ma być dziwne? Może to twoje imię jest…
– A tak w ogóle… - Elian postanowił szybko jej przerwać, nie przedłużając tego cyrku - Mówiłeś, że szef chce się ze mną widzieć?
– To ty znasz tu szefa, Onii-chan? - spytała zaskoczona
– Tak, i mam z nim kilka ważnych spraw do omówienia. - odpowiedział chłopak - Wiesz, interesy, te sprawy. Same nudy, więc ty tu zaczekaj, ja zaraz przyjdę.
– A mogę sobie coś kupić?
– Jasne, bierz co chcesz, w końcu znam tutaj szefa.
W tym momencie dziewczyna zainteresowała się asortymentem sklepu, a Elian wziął Tessaia na stronę.
– Dopilnuj, żeby nie weszła na tyły, jasne. Za wszelką cenę, jasne. Nawet jak zechce bawić się w dom.
– Kim ona właściwie…
– Chodzi ze mną do klasy, na przerwy, do sklepu… Wszędzie za mną chodzi. Ty jej przypilnuj, ja pogadam z Uraharą.
– Co to jest?
Shichi wzięła torebkę żelków. Bezceremonialnie je otworzyła i wyciągnęła jedną na spróbowanie. Żelka natychmiast zniknęła pomiędzy jej szczękami.
– Pychotka!
W tym momencie wpakowała sobie do ust wszystkie żelki, jakie były w torebce. Naraz. Tessai widząc to już miał zainterweniować, jednak Elian szybko go powstrzymał.
– Za wszelkie szkody zapłacę. Powodzenia.
I ruszył na tyły sklepu, pozostawiając go ze srebrnowłosą. Mężczyzna nie posiadał się z radości.
– Ahage-san, dobrze że jesteś. - odrzekł Kisuke
Mężczyzna czekał na niego w salonie. Chłopak usiadł przy stoliku, naprzeciw niego.
– Zakładam, że chcesz porozmawiać o wczorajszych wydarzeniach, racja?
– Jasne, że tak. - odparł Elian - Mam nadzieję, że wiesz, co dokładnie stało się z Ishidą?
– Niestety muszę cię zmartwić. Obawiam się, że na ten temat wiem to samo, co ty, jeśli nie mniej. Pewnie ty również o ten atak podejrzewasz Raashí, jednak w tej chwili możemy być pewni tylko tego.
– Czyli znów znajdujemy się w sytuacji, w której nic nie wiemy o wrogu, zaś on o nas wszystko. - podsumował
– Niestety chyba masz…
Mężczyzna urwał nagle, słysząc jakieś zamieszanie.
– Co to za hałasy?
Rzeczone dochodziły ze sklepu. Elian wiedział już, co znaczą te hałasy. Miał jednak nadzieję, że się myli. Jakże szybko jego nadzieje zniknęły, gdy drzwi do salonu otworzyły się.
– A tutaj co jest?
Do środka weszła Shichi, u której ciekawość zawsze brała górę nad rozsądkiem. Tessai był tuż za nią, próbując ją powstrzymać.
– TAM NIE WOLNO!
Zaszarżował w jej stronę. Gdy był tuż przy dziewczynie, ta zwyczajnie zeszła mu z drogi. Efekt tego był taki, że mężczyzna nie zdążył wyhamować i władował się prosto na Eliana. Srebrnowłosa specjalnie się tym nie zainteresowała. Rozglądała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ją zainteresować.
– Przepraszam. - odezwał się Kisuke - Kim jesteś, dziewczynko?
Urahara wyglądał na zainteresowanego. Shichi z kolei się nim w ogóle nie przejmowała. Bardziej ciekawił ją przygnieciony Tessaiem chłopak.
– O, tu jesteś, Onii-chan.
– To twoja siostra, Ahage-san? - sklepikarza coraz bardziej intrygowała ta sytuacja
– Wcale że nie! - wrzasnął chłopak
– Hej, nie musiałeś tego tak dobitnie mówić. - dziewczyna zwróciła mu uwagę - To niemiłe. Naprawdę nie wiem, czemu jesteś taki złośliwy, ONII-CHAN.
To ostatnie słowo wypowiedziała nader dobitnie, z pewną dozą złośliwości. Nagle znalazła coś, co znów wzbudziło w niej zaciekawienie. Mianowicie kolejne drzwi.
– A tam co jest?
Natychmiast ruszyła, żeby to sprawdzić.
– Ej, nie wolno ci tam…
Elian próbował się wygramolić spod mężczyzny, który albo był nieprzytomny, albo po prostu przysnął. Urahara tymczasem pozostawał na pozycji biernego obserwatora.
– Nic z tym nie zrobisz? - spytał go
– Nie, dlaczego? - odpowiedział - Jestem ciekaw, jak się to potoczy.
Shichi otworzyła kolejne drzwi. Te prowadziły na korytarz, który z kolei prowadził do pozostałych pomieszczeń.
– Rany, ile tu pokoi! - była tym faktem zaskoczona - Można by się tu bawić w chowanego.
Odwróciła się w stronę Eliana.
– Co ty na to, Onii-chan? Zagramy?
Chłopak cały czas starał się wydostać spod mężczyzny i szybko ją powstrzymać.
– Okej, to ty szukasz. - nie przejęła się brakiem odpowiedzi - Licz do stu.
Skierowała się ponownie w stronę korytarza, celem poszukania kryjówki. Jednak zatrzymała się tuż na progu. Jej twarz natrafiła na coś miękkiego. Natychmiast się zorientowała, co to takiego. Może właśnie z tego powodu zamarła…
– Co tutaj się wyprawia? - rozległ się głos
W drzwiach stała Yoruichi, zwabiona całym tym zamieszaniem. A Shichi właśnie wtulała swoją twarz w jej piersi. Z początku tego nie zauważyła, jednak ten stan nie trwał wiecznie.
Kobieta spojrzała na dziewczynę.
– Mogłabyś zabrać twarz z mojej doliny?
Ton jej głosu nie wskazywał na to, żeby była zła. Wręcz przeciwnie, mówiła to z absolutnym spokojem w głosie, może nawet rozbawieniem. W ogóle nie przejmowała się tym, że ktoś przytulał się do jej biustu. Chyba właśnie to sprawiło, że Shichi była tak zszokowana. Pewnie najczęściej spotykała się z odwrotną reakcją.
Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie. Cofnęła się o dwa kroki i podniosła głowę, by móc lepiej przyjrzeć się kobiecie. Jej widok dosłownie pozbawił ją tchu. Oto miała przed swoimi oczyma prawdziwą królową, uosobienie ideału kobiety. Silną, lecz łagodną. Potężną, choć pełną wdzięku. Shichi nie mogła przestać wpatrywać się w jej złote oczy, pełne ciepła i radości. Jej promienny uśmiech był niczym jutrzenka na niebie, pierwszy promyk słońca oświetlający cały jej świat. Gdy tylko ją ujrzała, wiedziała że pójdzie za nią wszędzie, choćby i w ognie piekielne…
– Cześć. - odparła nagle Yoruichi, wyrywając ją z transu - Jak masz na imię?
Chyba po raz pierwszy w życiu nie wiedziała, co ma powiedzieć.
– E…
– Naprawdę? Masz bardzo krótkie imię, E. - kobieta obróciła to w żart - To może…
– Yoruichi-sama?!
Elian, gdy tylko ją zobaczył nagle zdobył siłę, by wręcz wyskoczyć spod Tessaia. Najpewniej chodziło o to, że leżąc pod nim wyglądał dość głupio. A przecież nie chciał wyglądać głupio w jej obecności!
– No proszę, Elian. E jest z tobą?
– Nazywa się Shichi. - wyjaśnił chłopak - I tak, niestety jest ze mną.
– Shichi? - ponownie skupiła się na dziewczynie - Ciekawe imię. Niech zgadnę, pewnie lubisz liczbę siedem, co?
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu, wciąż wpatrzona w Yoruichi jak w obrazek. Pytanie dotarło do niej po dłuższej chwili.
– Jasne! - Shichi uśmiechnęła się, jak najszerzej mogła - Uwielbiam siódemki! Wszystko co ma siedem jest fajne. Siedem cudów świata, siedem dni w tygodniu…
– Siedem grzechów głównych. - mruknął Elian
– A tak w ogóle to co to było za zamieszanie? - kobieta spytała go - Zawsze musisz robić tyle hałasu?
– Prawda? - odezwała się Shichi - Onii-chan jest bardzo hałaśliwy.
– Ha! Trudno się z tym nie zgodzić.
Dogadywały się całkiem nieźle, ku zaniepokojeniu chłopaka. Dobrze znał wariackie pomysły Yoruichi, więc bał się, co dopiero będzie, gdy utworzą wspólny front…
Kobieta zdaje się dostrzegła jego wyraz twarzy.
– Shichi.
– Tak? - dziewczyna znów się ożywiła
– Mam z Elianem do obgadania parę spraw, na osobności. Mogłabyś zaczekać na zewnątrz? Obiecuję, że później ci go oddam.
W odpowiedzi Shichi stanęła na baczność i zasalutowała.
– Tak jest!
Odmaszerowała, ku zdziwieniu chłopaka. Nie mieściło mu się w głowie, że Shichi jest zdolna do wykonywania jakichkolwiek poleceń. Yoruichi z kolei była w dużo lepszym humorze.
– Strasznie szybki jesteś, Elian. Już znalazłeś sobie dziewczynę?
Chłopak natychmiast się zjeżył. Na samą myśl o tym rozsierdził się wyjątkowo, przez chwilę nie był w stanie nic z siebie wykrztusić.
– ONA… NIE JEST… MOJĄ…
– Opanuj się, tylko żartowałam.
– To wcale nie było śmieszne!
– Nieważne, zostawmy to. - Yoruichi postanowiła zmienić ten nieco drażliwy temat - Zakładam, że przyszedłeś tu w sprawie Ishidy.
– Tak. - uspokoił się nieco - Z tym, że znowu nie wiemy, co się wokół nas dzieje. Raashí zawsze są o trzy kroki przed nami, obserwują nas, wiedzą dokładnie, co…
Nagle umilkł. Elianowi przyszło właśnie coś do głowy. Przysiadł i starał się ułożyć to sobie w głowie. Nie odzywał się przed dłuższy czas. W końcu ta cisza stała się niezręczna.
– Wymyśliłeś coś? - zapytała kobieta
Nie odpowiedział od razu, sam nie znał jeszcze odpowiedzi. Odezwał się dopiero po minucie.
– Ishida nie jest zbyt rozrywkowym typem. Mówi nie więcej niż trzeba, a rzadko się zdarza, by uznał to za konieczne. Jest takim wilkiem samotnikiem. Wszystkie swoje myśli zachowuje wyłącznie dla siebie, jeśli ma jakiś problem nie ma co liczyć, że poprosi kogoś o pomoc. Zechce rozwiązać go sam.
– Do czego zmierzasz, Ahage-san? - odezwał się Kisuke, dotychczas jakby nieobecny
– Możliwe, że odkrył coś, o czym nie wiedzą inni. Możliwe, że udało mu się dowiedzieć, kim jest nasz kret Raashí…
– Więc dlatego się go pozbył. - dokończyła Yoruichi - Żeby go nie sypnął.
– Na to wygląda.
– Pozostaje pytanie, co robić dalej. - odezwał się Urahara - Niestety wydaje mi się, iż w tym momencie niewiele możemy zdziałać.
– Znów pozostaje czekać na ruch przeciwnika. - dodała kobieta - A tymczasem… Elian, dobrze będzie, jeśli będziesz spędzać nieco więcej czasu z Shichi.
– Że… - chłopak już miał polemizować
– Ona jest jakaś… inna. Mam wrażenie, że coś ukrywa… Może to dotyczy nawet Raashí, a jeśli nie, to i tak może być to warte uwagi.
Tego Elian się nie spodziewał. Shichi miałaby coś wiedzieć?
– Skąd ten pomysł?
– Tak mi mówi kobieca intuicja. Zaufaj mi.
– No dobrze, a…
– Najlepiej będzie, jeśli zaczniesz od zaraz. Jeśli faktycznie wie coś o Raashí, może być w niebezpieczeństwie, tak jak Ishida.
– W niebezpieczeństwie…
Trochę to trwało, zanim znaczenie tych słów dotarło do chłopaka. Nagle się zerwał i bez słowa wybiegł na zewnątrz.
– Jesteś pewna, że Shichi-san posiada jakieś informacje? - odparł Urahara
– Widziałam to w jej oczach. - odpowiedział Yoruichi - Dezorientacja, niepokój, może nawet strach. Nie jestem pewna, czy właśnie o to chodzi. Wiem na pewno, że skrywa jakąś tajemnicę.
Elian jak tylko wyszedł ze sklepu od razu napotkał Shichi. Ta z uśmiechem na niego czekała.
– Wracamy już, Onii-chan?
– T… tak… Chodźmy.
Ruszył przed siebie, dziewczyna poszła za nim. Chłopak rozmyślał nad tym, co powiedziała Yoruichi. Ciężko było mu uwierzyć w to, że Shichi naprawdę miałaby wiedzieć cokolwiek na temat Raashí. No bo skąd? Jego rozmyślania nie trwały jednak zbyt długo.
– Kim jest ta piękna pani?
Z początku nie wiedział, kogo miała na myśli. Przyszła mu do głowy tylko jedna osoba.
– Mówisz o Yoruichi-san?
– Tak ma na imię? Ach… Tak cudownie brzmi!
– Widzę, że ją polubiłaś…
– Polubiłam? Mało powiedziane! Wiem, że gdzieś w gwiazdach zapisane było, że się spotkamy. Odkąd ją ujrzałam po raz pierwszy, stała się moją królową. Jej zniewalające oczy sprawiły, że jestem na każde jej skinienie, gotowa poruszyć dla niej niebo i ziemię, byle tylko móc jeszcze raz ujrzeć uśmiech na jej twarzy…
Taka reakcja dla Eliana wydawała się co najmniej nietypowa.
– Wiesz, to brzmi trochę, jakbyś się w niej zakochała.
– No i co z tego? Żyjemy po to, by kochać. Nie można stawać na drodze miłości!
– Dobra… Spasuję.
Przez chwilę szli w milczeniu. Bardzo krótką chwilę.
– Skąd się w ogóle znacie?
– Cóż, przez dłuższy czas była… jest moją… mentorką.
– Poważnie? - Shichi wyraźnie to zaintrygowało - Uczyła cię?
– Tak. Wielu przydatnych rzeczy.
– Myślisz, że mnie też by mogła uczyć?
– Cóż, jeśli się zgodzi…
Dziewczynie aż oczy rozbłysły na samą myśl, że mogłaby stać się nową uczennicą swojej nowej królowej. Pogrążyła się w swoich myślach, zastanawiając się nad tą przepiękna dla niej wizją. Z kolei Elian również się zamyślił, przypominając sobie wszystkie chwile spędzone z kobietą. Tak, Yoruichi była dla niego mentorką, pomogła odnaleźć się w nowym świecie, jakim był świat duchów. Chroniła go przed Raashí, gdy ci po raz pierwszy raz się pojawili, gdy go ścigali. Nauczyła go, jak z nimi walczyć. Wspierała go w każdej trudnej sytuacji, z której nie mógł znaleźć wyjścia. Udowodniła mu, że pomimo wszystkiego, co w życiu go spotkało nadal ma szanse na normalne życie. Szczęśliwe życie…
– Coś taki ponury?
Głos Shichi natychmiast wyrwał go z zamyślenia. W tym momencie uświadomił sobie, że dziewczyna znowu wskoczyła mu na plecy. Elian już miał wybuchnąć, jak to zawsze robi w takiej sytuacji. Jednak się powstrzymał. Już miała z niego schodzić, gdy chłopak w końcu się odezwał:
– Albo siedź tam, jak musisz.
I szedł dalej, ze srebrnowłosą na swoich plecach, którą bardzo uradowało to stwierdzenie.
– Miło, że pozwalasz mi wskakiwać ci na barana, Onii-chan.
– Aha…
Nagle Shichi zrobiła się jakby bardziej poważna. Jej wieczny uśmiech zniknął, zakryty melancholią.
– Już dawno nikt nie był dla mnie miły…
Eliana zaskoczyła taka nagła zmiana nastawienia.
– Czemu?
– Wszyscy uważają mnie za dziwaczkę. Nie lubią mnie, bo jestem inna.
– To chyba nic złego w byciu innym…
– Wcale nie! - wybuchła nagle
– Ależ tak, każdy jest przecież inny, i to właśnie…
– Gdyby ludzie byli tacy sami, rozumieliby się nawzajem! Nie byłoby tylu nieporozumień! Na świecie panowałby pokój! A przecież o to właśnie chodzi, prawda?! Gdy ktoś jest inny nie potrafi zrozumieć ludzi, a oni jego! Nie chcę być inna! Odmienność jest zła, nie chcę!
Ten nagły wybuch kompletnie zszokował Eliana. Nie spodziewał się, że Shichi może chować w sercu taką urazę. Taką samą, jak niegdyś on sam…
– Kiedy byłam jeszcze mała… - kontynuowała dziewczyna - Spotkałam pewnego pana. Zapytał mnie o drogę, powiedział, że spieszy się na rozmowę o pracę. Był bardzo miły. Rozmawialiśmy ze sobą, on też lubił cukierki, jak ja. Mogliśmy godzinami dyskutować o krówkach, miętówkach, landrynkach. W końcu rozstaliśmy się, ja poszłam do szkoły, on w swoją stronę. Następnego dnia znowu go spotkałam. Znów biegł w tym samym kierunku. Rozpoznał mnie. Znów rozmawialiśmy. Robiliśmy tak każdego dnia. Nie myślałam, że jest w nim coś dziwnego.
Chłopak nie spodziewał się takiej wylewności ze strony dziewczyny. Nie przerywał jej, słuchał jej bardzo uważnie.
– Pewnego razu chciałam go przedstawić przyjaciółkom. Wiedziałam, że również go polubią. I spotkałyśmy go, znów był w tym samym miejscu. Przedstawiłam go, ale… Nie widziały go. Rozglądały się, szukały go, a on cały czas stał przed nimi. W końcu sobie poszły. Nie wiedziałam, o co chodzi.
Szli dalej ulicami Karakury. Nadszedł wieczór, więc nie napotkali na swojej drodze wielu osób. Mogli swobodnie rozmawiać.
– Kiedy jutro spotkałyśmy się znów przestały zwracać na mnie uwagę. Traktowały mnie jak powietrze. Nie tylko one, ale i inne dzieciaki z okolicy. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam je, o co im chodzi. I powiedziały…
Shichi urwała. Nie potrafiła powtórzyć tych słów. Chłopak nie odzywał się, czekając na jej reakcję. W końcu dziewczyna zebrała się w sobie.
– Powiedziały… Że z takimi odmieńcami, jak ja się nie zadają.
Elian doskonale wiedział, co czuła Shichi. On również się wyróżniał, jeszcze jako człowiek jego zachowanie było zgoła odmienne od innych dzieciaków z prywatnych szkół. Nie był tak snobistyczny, nie uważał że pieniądze to jedyne istniejące dobro, za które można kupić wszystko. Wręcz przeciwnie, w żaden sposób nie był materialistą, nie odnosił się też do innych z wyższością, nie uważał, że musi być lepszy od wszystkich, jak twierdzili pozostali. Dlatego właśnie inni uznawali go za odmieńca. Tak, gdy w końcu przekonał się o fałszywości swoich „przyjaciół" usłyszał od nich te same słowa, co Shichi.
Dziewczyna mówiła dalej.
– Nie mogłam od tego uciec. Mieszkałam w wielu miejscach, wszędzie poznawałam nowych przyjaciół. Ale na każdym kroku spotykałam tych ludzi, niewidzialnych dla innych. I za każdym razem to kończyło się tak samo. Wszyscy, których poznawałam w końcu się orientowali, że jestem… inna. Nie miałam już przyjaciół, nie mogłam ich już mieć. Wszyscy się ode mnie odwracali. Nawet gdy byłam starsza nikt… nie… Czemu? Czemu muszę być inna?! Dlaczego nikt nie dał mi wyboru?! Ja nie chcę być odmieńcem! Gdybym była taka, jak wszyscy, mogłabym być szczęśliwa! Ja chcę być szczęśliwa, po to się urodziłam! Dlaczego nie mogę w życiu zaznać szczęścia?!
Ostatnie słowa Shichi wymówiła niemal już płacząc. Elian słuchał jej słów, w końcu uznał jednak, że nadeszła jego kolej.
– Ludzie, których inni nie widzą, tak?
Dziewczyna jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, jak wiele mu powiedziała. Wystraszyła się, że i on uzna ją za odmieńca.
– Faktycznie, nie jesteś do końca normalna, to trzeba przyznać.
Srebrnowłosa bała się, że mogła mieć rację, że i on odwróci się od niej, zresztą tak jak wszyscy pozostali.
Chłopak nagle się zatrzymał. Już myślała, że każe mu z niego zejść. Jednak…
– No i co z tego?
Tak ją to zaskoczyło, że sama ześlizgnęła się z jego pleców, stając na własnych nogach. Elian odwrócił się w jej stronę.
– Mówiłem ci, że to nic złego, być innym. Może nie do końca wszystko z tobą porządku, ale jeśli będziesz się tym aż tak przejmować, to raczej nie ma szans na zaznanie szczęścia, na którym tak ci zależy. Jeśli nie zaakceptujesz siebie, taką jaka jesteś, na pewno będzie ci ciężko w życiu. Nieważne, co inni o tobie mówią, liczy się to, co ty o sobie myślisz.
Trudno było jej uwierzyć w to, co słyszy. Jak i w znaczenie tych słów.
– Łatwo ci mówić! - znów wybuchła - Najłatwiej jest stać z boku i komentować! Tylko co wy niby o tym wiecie, co?! O tym, co przeżyłam?! Nic, absolutnie nic, nie musiałeś przeżywać tego, co ja nie wiesz, co to znaczy być odrzucona przez wszystkich, nie…
Nagle urwała. W tym momencie Elian przykucnął przed nią, spoglądając jej prosto w oczy. To sprawiło, że umilkła natychmiast.
– A chcesz się założyć? - odrzekł chłopak
Dziewczyna w jego oczach dostrzegła smutek, żal, urazę. Takie same jakie widziała, spoglądając w lustro…
Chłopak ponownie stanął prosto.
– Poza tym przeczysz samej sobie. W szkole nie wyglądałaś mi na osobę, która uważa, że nie jest w stanie zaznać szczęścia w życiu. Twój entuzjazm raczej mówi, że wciąż poszukujesz przyjaciół. Wygląda więc na to, że serce wciąż walczy. Powtórzę jeszcze raz: widzisz duchy, i co z tego? Każdy ma jakieś odchyłki od…
– Duchy?
Shichi wychwyciła to słowo-klucz.
– No duchy, a…
– Czyli ci wszyscy ludzie, których widzę, to są duchy?
– Jasne, nie wiedziałaś o tym? - chłopak spojrzał na nią zaskoczony
– Nie, nigdy to mi nie przyszło…
W tym momencie dziewczyna skojarzyła jeszcze jeden fakt.
– Skąd ty właściwie wiesz, że to są duchy?
Chłopak w odpowiedzi obdarzył ją swoim słynnym, szelmowskim uśmiechem.
– Z pierwszej ręki.
– Ty też je widzisz?
– A skąd miałbym jeszcze o tym wiedzieć? Poza tym jesteś w Karakurze, miejscu w którym takich osób, jak my jest od groma.
Shichi patrzyła na niego zszokowana, nie wierząc własnym uszom.
– Jest tu więcej…
– Idziemy dalej?
Chłopak wskazał na swoje plecy, dając znak, by dziewczyna znów na nie wskoczyła. Przez chwilę stała zapatrzona w niego. W końcu na jej twarzy znów pojawił się uśmiech. Oczywiście wskoczyła na jego plecy, co było ostatecznym dowodem na to, że uwierzyła w jego słowa.
Ruszyli dalej przez miasto.
– Więc kumplujesz się z duchami, tak?
– Ano. Tu też mam kilku przyjaciół. Opowiadają mi różne historie, ja im też opowiadam, razem się śmiejemy, jeśli ktoś z nas powie coś śmiesznego.
– Niki też się do nich zalicza?
Tu Shichi aż się zachłysnęła powietrzem.
– Skąd ty wiesz o Niki? Przecież miała nikomu nie mówić! To miał być nasz sekret, myślałam…
– Opanuj się, Rukia nic mi nie mówiła.
Elian próbował ją uspokoić, jednak dziewczyna nie dała się przekonać.
– To niby skąd to wiesz?
– Mała rada: jeśli faktycznie to był sekret, to na przyszłość rozmawiajcie trochę ciszej, nie na cały korytarz.
Shichi nieco się zmieszała, słysząc to. Jednak trwało to zaledwie chwilę.
– Zaraz, czyli podsłuchiwałeś?
– A po co? - odparł chłopak, o dziwo w bardzo dobrym humorze - Przede mną nic się nie ukryje. Mam wzrok sokoła i uszy zająca.
W obliczu takiej argumentacji Shichi nie miała innego wyboru, jak się poddać.
– A więc? - spytał znów
Dziewczyna długo zastanawiała się, czy opowiedzieć mu o Niki. Nie była do końca pewna, czy może chłopakowi zaufać w tej kwestii. Cisza trwałą dobrą minutę. Nikt przez ten czas się nie odezwał, Elian również, nie chcąc na nią naciskać. W końcu jednak się przełamała.
– Niki jest kimś więcej. - rzekła - Nie jest duchem, jak pozostali. Jest ze mną cały czas, od zawsze, nawet w tej chwili. Nikt inny nie wie, że istnieje, to ją wyróżnia. Tylko ja mogę ją zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Jest jakby moim aniołem stróżem. Pomaga, gdy robię coś źle, karci, gdy robię coś głupiego, pociesza, gdy jestem smutna i śmieje się razem ze mną, gdy jestem szczęśliwa. Z początku nie zdawałam sobie sprawy, że jest zawsze przy mnie, dopiero dzięki…
– Cicho!
Shichi nagle usłyszała czyjś głos. Nie od razu zorientowała się, do kogo należy. Dopiero fakt, iż Elian w ogóle nie zareagował, jakby tego nie usłyszał uświadomił ją, kto to był.
– Czemu przerwałaś? - spytał chłopak
Dziewczyna zeskoczyła mu z pleców. Było to dość zaskakujące…
– Stało się coś?
Stała przez chwilę z opuszczoną głową. Nagle ją podniosła, na jej twarzy znów gościł jej nieśmiertelny uśmiech.
– Tutaj się rozdzielamy, Onii-chan.
– Znaczy się… - Elian nie od razu pojął, o co jej chodzi - Mieszkasz gdzieś niedaleko?
– Tak, muszę już wracać, ciemno się zrobiło.
– Może cię odprowadzić…
– Nie ma potrzeby, poradzę sobie. Jestem już dużą dziewczynką.
Shichi o dziwo uśmiechnęła się jeszcze szerzej, co zdawało się powoli wykraczać poza granice anatomii. Chłopak już nie polemizował.
– No dobrze. To do zobaczenia jutro.
Skierował się w swoją stronę.
– Na razie, Onii-chan!
Dziewczyna nadal stała w miejscu, odprowadzając go wzrokiem. Gdy odszedł już wystarczająco daleko jej uśmiech równie szybko jak się pojawił, tak zniknął.
– Mało brakowało. Mogę wiedzieć, co ci odbiło?
Znów ten głos. Srogi, pełen krytyki głos.
– Wybacz mi, Niki…
– Wiesz, że nie powinnaś o mnie nawet wspominać.
– Wiem, przepraszam, ja…
– Czemu nagle zrobiłaś się taka wylewna? Nigdy ci się to nie zdarzało. Co się stało?
– To Onii-chan. Nie chciałam go oszukiwać. Lubię go i…
Nie zdołała dokończyć. Nie chciała mówić nic więcej.
– Rozumiem cię, Shichi, wiesz o tym, że cię rozumiem. - głos Niki złagodniał - Jednak ten chłopak przede wszystkim jest Çynegí, mieszańcem. I wrogiem. Zwłaszcza wrogiem.
– Ale…
– Jak myślisz, co zrobiłby, gdyby się dowiedział o twojej misji?
Nie odpowiedziała. Stała bezruchu przez dłuższą chwilę. Po chwili wyciągnęła z kieszeni niewielki, mieniący się na fioletowo dysk.
– Onii-chan będzie zły, jeśli się dowie, kim jestem. - spojrzała w swoje odbicie w dysku
– Tak, racja.
– Nii-sama również, jeśli nie wypełnię misji, prawda?
– Niestety, twój umysł musi w tej chwili zapanować nad sercem.
– Zrozumiałam…
Fioletowy dysk zaczął błyszczeć coraz bardziej.
– Nie zawiodę Klanu, Nii-sama.
