Rozdział IV
Imperio! — Tom Riddle skierował swoją różdżkę na pierś Harry'ego. W całej klasie zapadła cisza.
Chłopak wciągnął powietrze ze świstem i patrzył zahipnotyzowany na cisową różdżkę. Klątwa Imperius? Zwalczałem ją wcześniej.
Ale co to za szept? Czuję magię – twoją magię - przechodzącą przez moje ciało. Przekląłeś mnie już wcześniej, Czarny Panie, ale nie czułem tego w ten sposób. Chcesz, żebym podszedł bliżej. Bliżej… Coś we mnie nalega, żebym tak zrobił. Coś miesza w mojej duszy, jakaś tęsknota nie do zniesienia. Chcę podejść bliżej. Opieranie się temu jest jak umieranie… Nie! Różdżka, którą na mnie kierujesz, zabije moją matkę. Zabije mojego ojca. Zabije Cedrika. Nie, Czarny Panie! Nie posłucham cię. Oprę się twojej klątwie, nawet jeśli to mnie zabije.
Mógł dostrzec, jak srebrne oczy Riddle'a rozszerzają się ze zdziwienia. Czy ręka, która trzymała cisową różdżkę, drgnęła?
Wreszcie do uszu Harry'ego dotarł szum głosów w klasie i cichy szept Abraxasa:
— Merlinie, dlaczego on się nie rusza? Jak może stać tak sztywno?
Harry poczuł, jak magia Riddle'a szarpie go silniej, rozdzierając mu serce. Podejdź bliżej. Ich oczy się spotkały i chłopak pomyślał, że właśnie coś słodkiego i mrocznego rozrywało go na małe kawałeczki. Mimo to stał w bezruchu, wytrzymując spojrzenie Riddle'a, dopóki srebrne oczy nie spojrzały gdzieś indziej. Po momencie wahania, Tom Riddle opuścił różdżkę.
Jak on ludzko wygląda z potarganymi lokami i srebrnymi oczami i z lekkim rumieńcem na policzkach… Mógłbym chyba zapomnieć, że pewnego dnia stanie się Voldemortem.
Harry podszedł powoli do swojej ławki i usiadł. Gapił się na stos podręczników, starając się zignorować coraz głośniejsze szepty wokół siebie.
— Oparłeś się klątwie? — Głos Cygnusa zdawał się dochodzić z bardzo daleka. — Jak to w ogóle możliwe?
— Też chciałbym wiedzieć, panie Black. — Riddle stał teraz blisko, za blisko. — To miała być demonstracja strasznej siły tej klątwy; jest niebezpieczna, ponieważ niemożliwa do pokonania. W tej chwili wielu czarodziejów i czarownic jest sądzonych w różnych częściach Europy za asystowanie Grindelwaldowi przy mordowaniu niewinnych. Ale wszyscy podejrzani mówią, że nie są winni. Przysięgają, że byli zaczarowani; że byli pod wpływem klątwy Imperius, która ograbiła ich z własnej woli. I nie mam wątpliwości, że wielu z nich wyjdzie na wolność, ponieważ kto może się oprzeć klątwie Imperius? Jak widzieliście parę chwil wcześniej, mogłem ruchem różdżki sprawić, że wasi koledzy skakali, tańczyli lub śpiewali i nie potrafili się temu oprzeć. Więc dlaczego ty się nie poruszyłeś, kiedy ci kazałem, Eliasie Black?
Harry podniósł wzrok.
— Ponieważ nie chciałem, proszę pana. Nie lubię słuchać rozkazów.
Zobaczył przebłysk zaskoczenia w oczach Toma Riddle'a i zastanawiał się, czy zaraz się zezłości. Ale młody nauczyciel tylko się uśmiechnął. Przez chwilę wyglądał niemal jak chłopiec.
— Powiedziane jak wypada prawdziwemu Ślizgonowi, Eliasie Black. Musę przyznać, że mnie intrygujesz. Twój tajemniczy opiekun dobrze cię nauczał. Jakie jeszcze magiczne zdolności posiadasz?
Harry tylko wzruszył ramionami. Potrafię przetrwać też klątwę uśmiercającą, mój Czarny Panie, o czym pewnego dnia sam się przekonasz.
Wzrok Riddle'a nie opuszczał go ani przez chwilę.
— Masz naprawdę wielki potencjał, panie Black. Chciałbym dawać ci prywatne lekcje. Możemy zacząć tego wieczora. Proszę przyjść do mojego gabinetu o ósmej.
Harry rozważał to przez moment. Prywatne lekcje z Voldemortem? Co za niedorzeczny pomysł. Z drugiej strony mogłyby okazać się bardziej użyteczne niż te z Dumbledore'em. Zdaje się, że mam problemy z pewnym zaklęciem niewybaczalnym, profesorze. Może mógłbyś mi pomóc…
- Byłbym zaszczycony, proszę pana. Dziękuję.
— Elias? — Abraxas dogonił go na korytarzu. — To było… niesamowite. Jak to zrobiłeś? Kiedy tak po prostu tam stałeś, Riddle zrobił się tak blady, że myślałem, że zaraz zemdleje. — Wyszczerzył się nieco złośliwie. — Nie jest przyzwyczajony do tego, że ludzie są w stanie się mu oprzeć, wiesz? Do diabła, na niektórych uczniach nie musiałby nawet użyć klątwy; i tak skakaliby i tańczyli, jeśli sądziliby, że to go zadowoli.
Harry spojrzał na blond Ślizgona.
— Ty byś tak zrobił?
Abraxas zarumienił się w odpowiedzi.
— Ja? Och, nie wiem. Byłem kiedyś tak samo oczarowany nim jak wszyscy inni, ale teraz nie jestem już pewny… — urwał nagle. Potem jego figlarny uśmiech powrócił. — No, pora na prawdziwy sprawdzian twoich umiejętności, Elias. Potrafisz przeciwstawić się klątwie Imperius, ale czy potrafisz oprzeć się też szlachetnej Aramincie? Pora na zielarstwo, mój przyjacielu, i na marzenie profesora Beery o idealnej bożonarodzeniowej pantomimie.
W odpowiedzi Harry jęknął, dając upust frustracji.
— Na brodę Merlina! — wyszeptał profesor Beery. — Twoja blizna! Masz przystojną twarz, mój chłopcze, ale twoja blizna dodaje jej również poczucia tragedii, wielkiego cierpienia. To jest twarz zacnego rycerza, Barona Pechowca, nie ma co do tego wątpliwości! Och, ta końcowa scena, kiedy się całują, będzie wprost fenomenalna!
Harry rozpaczliwie pragnął, żeby Abraxas przestał się śmiać, a nawet bardziej chciał, żeby Araminta przestała się uśmiechać.
— Nie jestem zbyt dobrym aktorem, proszę pana. Właściwie to jestem całkowicie okropnym, kompletnie fatalnym.
— Bzdury, mój chłopcze! Dość tej fałszywej skromności! — Mały profesor uśmiechał się radośnie. — To już postanowione. Urocza panna Araminta Meliflua zagra rolę Amaty, nieszczęśliwej damy, która została opuszczona przez swojego niewiernego kochanka, granego przez Abraxasa Malfoya. Och, wspaniale, panie Malfoy! Tak właśnie wyobrażałem sobie spojrzenie wyrażające niestałość serca!
Abraxas Malfoy wyszczerzył zęby i odrzucił zawadiacki, białozłoty lok ze swoich oczu, rzeczywiście wyglądając na niewiernego. Podoba ci się to, prawda, Abraxas?
— A czarująca panna Rosier zagra rolę przybitej Athedy, uciemiężonej przez nędzę. Ach, musisz popracować nad swoją nieszczęśliwą miną, moja droga. Nie przejmuj się, to samo do ciebie przyjdzie.
Harry spojrzał na wielkopańskie rysy Druelli pełen wątpliwości. Wygląda na tak samo uciśnioną jak królowa Anglii.
— A panna Moon będzie cierpiącą Aszą, chorą na przypadłość, której nikt nie potrafił wyleczyć.
Dziewczyna z kręconymi włosami, którą Harry widział przy stole Gryffidoru, pokiwała entuzjastycznie głową.
— Eksperymentowałam trochę z zaklęciami wywołującymi wymioty, profesorze. Jeśli pan chce, mogę być naprawdę chora na scenie.
Profesor Beery zamrugał.
— Hmm… Nie, dziękuję, panno Moon. To nie będzie konieczne.
Eileen Prince, stojąca obok Harry'ego, wyszeptała:
— Wiesz, ona nie żartuje. Augusta zawsze wymyśla najbardziej obrzydliwe zaklęcia, żeby zachorować i urwać się z zajęć. Słyszałam, jak oferowała trzeciorocznym, że nauczy ich niektórych z nich, jak jej zapłacą. Wyobraź sobie, że ona oblała SUMa z zaklęć — myślę, że przoduje tylko w tych naprawdę odpychających urokach.
Harry zaśmiał się. Fred i George czciliby cię, Augusto Moon. Ale w ich czasie prawdopodobnie będziesz już poważną, starą damą.
Nagle coś drgnęło w jego umyśle. Augusta? To przecież nie może być…Ale kolejne spojrzenie na jej twarz potwierdziło prawdziwość przypuszczenia: to była przyszła babcia Neville'a, groźna pani Augusta Longbottom. Harry potrząsnął głową, kompletnie zdezorientowany.
— Tak, ważniejsze postaci już omówiliśmy — zaćwierkał profesor Beery — ale nie rozpaczajcie, jeśli nie zostaliście obsadzeni w jednej z pierwszoplanowych ról — będzie jeszcze dużo innych. Oczywiście potrzebujemy dublerów, na wypadek gdyby ktoś zachorował. Panna Prince będzie dublerką panny Melifluy, pan Lupin pana Blacka, pan Sanguini pana Malfoya, panna Spore panny Rosier i panna Zeller panny Moon. Dodatkowo będzie chór, to absolutnie konieczne, i żonglerzy, i zwierzęta leśne. Możliwe, że będą też skrzaty domowe tańczące wiejskie tańce. Profesor Dumbledore uprzejmie zgodził się wytransmutować trawiaste wzgórze z tryskającą fontanną, profesor Kettleburn dostarczy Glistę…
Harry westchnął. Już wiem, że pantomima będzie katastrofą. Martwię się tylko o dokładny charakter tej tragedii. Jeśli będę miał szczęście, to po prostu będzie ta Glista.
— Oraz… — kontynuował tryumfalnie profesor Beery — mam przyjemność ogłosić, że będę miał asystenta, który będzie pracować z aktorami grającymi główne role. Profesor Riddle uprzejmie zgodził się pomóc zapewnić sukces naszej pantomimie. — Nauczyciel zachichotał. — Komuś w moim wieku bardzo przyda się asysta młodej osoby przy reżyserowaniu romantycznej sceny na końcu. Obawiam się, że ja dawno zapomniałem o nikłej wiedzy, jaką miałem w tym zakresie.
Kilka osób zaśmiało się. Harry wyglądał za to na przerażonego. Tom Riddle. Tom Riddle będzie mnie uczyć, jak się całować z Aramintą. Miał szczerą nadzieję, że profesor Kettleburn pospieszy się z tą Glistą. Był całkowicie pewny, że już wkrótce będzie chciał, żeby go połknęła.
Po zielarstwie Harry w mgnieniu oka został osaczony na korytarzu przez zachwyconego profesora Slughorna, który nalegał, aby chłopak przyszedł na jego następny wieczorek „dla kilku wybranych uczniów i członków kadry nauczycielskiej".
— Tom Riddle bardzo cię chwali, panie Black — wyszeptał Slughorn ze słabo ukrywaną ekscytacją. — Nie ma dla mnie większej rekomendacji niż ta. Profesor Riddle oczywiście również będzie jutro u mnie — jest moim bardzo, bardzo dobrym przyjacielem. I ośmielę się powiedzieć, że zobaczysz też tam kilka znajomych twarzy, mój chłopcze. Słyszałem, że jesteś w przyjacielskich stosunkach z młodym panem Malfoyem, który również jest zaproszony. Czarujący młody człowiek, z bardzo dobrej rodziny.
A jednak, pomyślał Harry, uśmiechając się do siebie, pewnego dnia w przyszłości wnuk Abraxasa będzie chciał zdobyć pańską przychylność, używając imienia swojego dziadka. A pan tylko popatrzy na niego chłodno. Zastanawiam się, co takiego Abraxas zrobi, że tak cię zdenerwuje? Nie mogę się doczekać, aż to odkryję.
Harry uwolnił się od Slughorna tak uprzejmie, jak tylko potrafił i pospieszył na następną lekcję; był już kilka minut spóźniony.
— Przepraszam bardzo, profesorze Dumbledore — mruknął — ale spotkałem profesora Slughorna na korytarzu i chciał ze mną porozmawiać…
— Ach. — Niebieskie oczy Dumbledore'a migotały. — Obawiam się, że można się było tego spodziewać.
Transmutacja z Dumbledore'em była raczej zabawna; uczniowie spędzili popołudnie transmutując siebie nawzajem w artykuły gospodarstwa domowego. Harry'emu udało się transmutować Aramintę w złoty kielich z dwoma szafirami i zdecydował, że w tej postaci lubi ją o wiele bardziej. Po kilku nieudanych próbach — skutkiem jednej był żółty kanarek — Abraxasowi w końcu udało się transmutować Harry'ego w złotego znicza i chłopak fruwał wesoło po całej klasie przez kilka minut, póki czar nie minął. Zastanawiam się, czy jest sposób, aby uczynić transmutację trwałą? Myślę, że nie miałbym nic przeciwko byciu zniczem. Życie byłoby o wiele mniej skomplikowane.
Po obiedzie Harry udał się w kierunku gabinetu Toma Riddle'a na swoją indywidualną lekcję. Zawahał się, pukając.
— Wejść — odpowiedział ze środka znajomy głos.
Biuro Toma Riddle'a było niespodziewanie przyjemne. Kiedy Harry wszedł do dużego, wypełnionego książkami pomieszczenia, zorientował się, że w połowie oczekiwał czegoś przepastnego i dziwnego. Ale pokój był ciepły i przytulny, ogień trzaskał wesoło w kominku, a półki na książki były wypełnione starożytnymi woluminami okutymi w skórę i chłopak odniósł wrażenie, że dowiedziałby się z nich więcej o magii obronnej niż o horkruksach czy nekromancji.
Tom Riddle siedział za dużym, mahoniowym biurkiem, oceniając prace uczniów. Jego czarne szaty były ostrożnie przewieszone przez najbliższe krzesło, a on sam był ubrany, ku zaskoczeniu Harry'ego, po mugolsku, w czarne spodnie, białą koszulę i krawat poluzowany na szyi.
Nauczyciel wstał i powitał nowego ucznia z uśmiechem, a Harry zauważył, że odpowiada na to również uśmiechem.
— Usiądźmy tutaj obok ognia, Elias. Te krzesła są wygodniejsze. — Tom wskazał dwa głębokie fotele przy palenisku. — Wina?
— Wina?
— Nie bądź taki zaskoczony, Elias! Jesteś przecież pełnoletni, prawda?
Harry rozważał to przez chwilę. Wczoraj, w moim czasie, miałem szesnaście lat. Ale dzisiaj jestem uczniem siódmego roku, więc przypuszczalnie muszę mieć siedemnaście lat.
— Hmm… Tak.
Przyjął puchar, który podał mu Tom Riddle i usiadł na skraju jednego z foteli.
— Opowiedz mi o sobie, Elias.
Harry poczuł, że na jego policzkach pojawia się rumieniec. Upił łyk wina i spojrzał w ogień.
— Nie ma tu wiele do opowiadania. Lubię grać w quidditcha. Jestem szczęśliwy, będąc w Hogwarcie i chcę dowiedzieć się tak dużo o czarnej magii, ile jest mnie pan w stanie nauczyć.
— Kim jest ta młoda kobieta z rudymi włosami? Jest dla ciebie ważna, prawda?
Harry uniósł wzrok w szoku. Ginny? Skąd on wie o Ginny? Nie urodzi się jeszcze przez wiele lat. Czy to możliwe, że Tom Riddle jest też wróżbitą i jasnowidzem? Czy skoro może zobaczyć Ginny w przyszłości, może zobaczyć też mnie?
— Przepraszam — powiedział delikatnie Tom Riddle. — Nie przemyślałem tego. Nie miałem zamiaru cię spłoszyć. Po prostu wydawało mi się, że wyczułem obraz w twoim umyśle, kiedy opierałeś się mojemu Imperiusowi. Och, nie przejmuj się — zazwyczaj nie czytam w umysłach innych ludzi. Potrafię czasami wyczuć niektóre z ich emocji, to prawda, ale nic poza tym. Kiedy próbowałem rzucić na ciebie klątwę, taki obraz pojawił się w mojej głowie i pomyślałem, że może pochodzić od ciebie. Urocza młoda kobieta z włosami jak płomień i miłymi oczami.
— Och. — Harry'emu prawie udało się uśmiechnąć. — Moja… Moja matka.
— Twoja matka? — Tom Riddle patrzył na niego zamyślony. — Czy dyrektor nie wspomniał, że jesteś sierotą?
— Tak. — Chłopak nagle zaczął przyglądać się dywanowi; naprawdę nie chciał spotkać wzroku Riddle'a. — Moja matka nie żyje. Oddała swoje życie, aby mnie obronić.
W pokoju zapadła ciężka cisza. W końcu Tom Riddle wyszeptał:
— Naprawdę? Musiała cię w takim razie bardzo kochać.
Harry pokiwał głową, wciąż patrząc na dywan.
— Moja matka też nie żyje.
Chłopak podniósł wzrok i spotkał się przez chwilę ze srebrnymi oczami. Zastanawiam się, czy w ogóle jest mu trochę smutno z jej powodu…
— I mój ojciec. Obaj jesteśmy sierotami, ty i ja. — Tom mówił teraz lekkim tonem. Migoczący blask ognia rzucał ciepłą poświatę na jego blade, przystojne rysy.
— Jak umarł pański ojciec? — zapytał cicho Harry. Już znam odpowiedź na to pytanie. Zamordowałeś go, Tom, latem, przed swoim szóstym rokiem nauki. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek mi powiesz?
Twarz Toma była teraz niezdrowo biała.
— Mój ojciec… został zamordowany.
— Mój też — powiedział cicho Harry. Tak się składa, że przez tę samą osobę. Przez ciebie.
Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. Potem Tom wyszeptał:
— Jak dziwnie… Myślę, że to widzę, obraz w twojej głowie. Widzę leżącego na podłodze mężczyznę, bardzo cię przypomina... I rudą kobietę z małym dzieckiem. To musisz być ty… Przerażająca, ciemna postać z nieludzkimi rysami podchodzi do dziecka z uniesioną różdżką. I kobieta… Ona rzuca się przed dziecko, chroniąc je… Czy to twoje wspomnienie?
Harry odwrócił twarz.
— Tak, profesorze Riddle. Najwidoczniej możesz czytać w moim umyśle. I… — urwał, kiedy obraz małego, czarnowłosego chłopca w ciasnym, ponurym pokoju, płaczącego w poduszkę, ukazał się w jego umyśle. Sięgnął po puchar trzęsącymi się dłońmi i opróżnił go jednym haustem. — I najwyraźniej ja mogę czytać w twoim.
— Jak bardzo dziwnie… — Czuł spojrzenie Toma Riddle'a, ale nie spojrzał na niego. — Wydaje się, że pomiędzy tobą a mną istnieje jakieś połączenie. Może… może mamy przez to rozumieć, że powinniśmy być przyjaciółmi.
— Przyjaciółmi?
— Może nie w tym roku; nadal jesteś moim uczniem, ale w przyszłym roku ukończysz Hogwart.
Harry pokiwał głową, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Ale na razie po prostu nauczę cię tego, co potrafię, Eliasie Black. Czego chcesz się nauczyć? Potrafisz wyczarować patronusa?
W odpowiedzi Harry wyciągnął różdżkę i wyszeptał:
— Expecto Patronum!
— Piękny — wyszeptał Tom Riddle, kiedy jego wzrok podążał za lśniącym srebrnym jeleniem dookoła pokoju. — To bardzo trudne zaklęcie. Ja sam mam z nim problemy.
— Naprawdę? — Harry uważnie obserwował wciąż jeszcze piękną twarz swojego przyszłego wroga. Zastanawiam się, czym byłby jego patronus? Wężem? — To nie takie trudne; po prostu trzeba się skupić na swoim najszczęśliwszym wspomnieniu.
— Może — powiedział cicho Tom Riddle — to tu leży problem… — Uśmiechnął się lekko. — Czy są jakieś zaklęcia, z którymi masz problem?
— Tak. Jedno. — Chłopak powoli obrócił różdżkę w dłoni. — Klątwa uśmiercająca.
Oczy Riddle'a rozszerzyły się.
— Klątwa uśmiercająca? Kogo chcesz zabić, Eliasie? Ach, oczywiście, to nieludzkie stworzenie, które zamordowało twoich rodziców… Więc on nadal na wolności?
Harry pokiwał głową w milczeniu.
— Cóż, myślę, że mogę ci z tym pomóc. Daj mi trochę czasu, żebym to przemyślał; powinienem być w stanie wyczarować coś w rodzaju cienia, na którym mógłbyś ćwiczyć, a potem mógłbyś się przerzucić na coś innego. Może zwierzęta? Ale lepiej, żebyś nie ogłaszał charakteru naszych lekcji przyjaciołom.
Harry czuł, jak jego serce głucho bije w piersi.
— Niech się pan nie martwi, nie powiem.
Jakie to będzie strasznie dziwne. Będziesz mnie uczyć, jak zabić... ciebie.
— Spotkajmy się znowu jutro… Och, racja; Slughorn organizuje jutro wieczorem małe przyjęcie, prawda? Niestety, obiecałem przyjść. Mam nadzieję, że również tam będziesz? W takim razie spotkajmy się w poniedziałek.
Harry wstał i zaczął iść w kierunku drzwi.
— A w weekend, profesorze Riddle? Nie mam nic przeciwko lekcjom w sobotę.
Nauczyciel zaśmiał się.
— Mój drogi Eliasie, może ty nie masz planów na weekend, ale ja tak. Moja narzeczona przyjeżdża na weekend do Hogsmeade.
— Pańska co? — Harry gapił się na Riddle'a, jakby ten zaczął nagle mówić w obcym języku.
— Moja narzeczona, Elias. — Przyszły Czarny Pan wyglądał na lekko rozdrażnionego. — Co w tym takiego zaskakującego? Tak, jestem jeszcze dość młody, ale posada nauczyciela w Hogwarcie jest bardziej niż wystarczająca, aby utrzymać żonę.
— Planujesz się ożenić? — Głos Harry'ego się załamał. Voldemort żonaty? Co to za absurd! I kim niby będzie ta kobieta? „Panią Voldemortową"? A może po prostu „Czarną Panią"?
Na policzkach Riddle'a pojawił się rumieniec, który zapowiadał raczej złość niż wstyd.
— Tak, Elias. Skąd to zdziwienie?
Harry potrząsnął głową, speszony.
— Ja… Ja po prostu nie myślałem, że jest pan… małżeńskim typem, to wszystko…
— Nie myślałeś, że jestem małżeńskim typem? — Głos Riddle'a był już wyraźnie chłodny. — A co to ma niby znaczyć? Większość szanowanych mężczyzn się żeni, czyż nie? Co pan insynuuje, panie Black?
— Ja… nie… — Harry patrzył zmieszany na nauczyciela, nie bardzo wiedząc, co robić. — Przepraszam, proszę pana. Nie miałem zamiaru niczego insynuować… Po prostu… Cóż, jest pan wciąż taki młody, w moim wieku, a ja naprawdę nie potrafię wyobrazić sobie siebie myślącego o… o ślubie, jeszcze przez długi czas… — Zarumienił się pod wpływem intensywnego spojrzenia szarych oczu.
Z ulgą zauważył, ze Riddle potrząsnął głową i uśmiechnął się.
— W porządku. Wiem, ze nie miałeś na myśli nic złego, może po prostu niezbyt dobrze to ująłeś. Cóż, ty możesz nie myśleć o małżeństwie jeszcze przez wiele lat, ale ja nie widzę powodu, by czekać. Udało mi się zdobyć względy bardzo uroczej młodej damy ze starożytnej, czystokrwistej rodziny i chciałbym pojąć ją za żonę jak najszybciej.
— Tak, oczywiście…
— Właściwie — oczy Toma błyszczały — wydaje mi się, że moja narzeczona jest twoją daleką krewną. Jestem zaręczony ze starszą siostrą Alpharda i Cygnusa, piękną Walburgą.
Walburga Black? Gdzie słyszałem to imię?
I nagle sobie przypomniał. Matka Syriusza! Ta z portretu! Ale to nie tak miało być — ona nie może za niego wyjść! Ma wyjść za Oriona, który będzie ojcem Syriusza… Jeśli Tom Riddle ożeni się z Walburgą, Syriusz nigdy się nie urodzi…
