Trzy

U bram królestwa Leśnych Elfów zatrzymał się (z piskiem opon) biały rumak. Merida zeskoczyła z niego, krzycząc tryumfalnie, a w chwili gdy jej buty dotknęły ziemi, nadjechał Legolas.
- Wygrałam, królewno! – oznajmiła zadowolona z siebie dziewczyna, uśmiechając się promiennie.
Książę (wbrew pierwszemu wrażeniu nie księżniczka) Mrocznej Puszczy parsknął.
- To dlatego, że twój koń nie wiózł naszych bagaży. W przeciwieństwie do mojego. – powiedział dumnie.
Merida uniosła brew, zdjęła z jego konia małą, skórzaną torbę i przerzuciła ją przez ramię.
- Proszę, kochanie. Teraz na twoim koniu są tylko twoje bagaże.
Zanim odpowiedział, brama otworzyła się i wyszło zza niej trzech strażników.
- Wasza wysokość – zasalutowali Legolasowi – Miło cię znów widzieć. Twój ojciec nie może się was doczekać
- Naprawdę? – zapytał z powątpiewaniem chłopak.
Meliorn uśmiechnął się krzywo
- Nie. Wiesz jaki on jest . Chociaż podobno warga mu drgnęła na wieść o waszej wizycie. Lorlen tak twierdzi. Więc może się cieszy.
- A może to skurcz.
- Tak. Też tak myślę.

Merida zagwizdała z uznaniem, gdy weszli do zamku, prowadzeni przez Meliorna i dwóch służących. (Jeden z nich niósł stertę bagaży należących do Legolasa, drugi torbę Meridy.)
- Ładnie tu macie – stwierdziła, rozglądając się naokoło. – Mojej matce się spodoba. Lubi takie ozdobne duperele.
- Cieszę się, że ci się podoba. – odparł chłopak
- …chociaż boję się co będzie, jak dołączy do nas mój klan. Papa takie kolumienki połamałby gołymi rękami i sama nie wiem czy nie spróbuje.
- Czemu miałby próbować?
- Bo może. Żeby sprawdzić czy na pewno może.
Legolas zamrugał nieco zaskoczony, jednak nie odpowiedział. Służący oddalili się by zanieść rzeczy do ich komnat, a Meliorn zatrzymał się przed wielkimi drzwiami do Sali tronowej.
- Nie daj się przestraszyć. – mrugnął do Meridy
Jej chłopak zaśmiał się krótko.
- Och, obawiam się, że to raczej mojemu kochanemu ojcu będą potrzebne sole trzeźwiące i wachlarz.
- Och, ponownie chylę czoła przed waszej wysokości gustem do kobiet. – odparł strażnik, wpuszczając ich do Sali tronowej.
Król Thranduil siedział dumny i wspaniały na swym wielkim tronie, stojącym na dodatkowym podwyższeniu.
- Ładny jest. – stwierdziła cicho Merida, z mieszaniną niesmaku i zaskoczenia. Za ładny. W Szkocji tak ładne nie były nawet leśne nimfy, a co dopiero królowie.
Legolas nie odpowiedział. Ścisnął mocniej jej dłoń i pociągnął dziewczynę ku swojemu ojcu.
Po drodze, która wydawała się boleśnie długa oboje stanęli przed tronem. Thranduil spojrzał na nich wyczekująco, jednak w żaden inny sposób nie dał po sobie poznać, że odnotował ich obecność.
- Witaj, ojcze. – zaczął pewnie Legolas, wyraźnie przyzwyczajony do tej chłodnej postawy.
- Witaj, synu. – odpowiedział król z właściwą sobie godnością.
- Chciałbym przedstawić ci moją… wybrankę.
- Kto nią jest?
- To ja. – wtrąciła się Merida – Merida Dun Broch.
Thranduil nieco szerzej otworzył oczy, jakby zaskoczony tym, że to małe, rude i kudłate do niego mówi.
- Taurielo, wina – powiedział spokojnie, czując potrzebę przepicia goryczy tego szoku.
Stojąca dotychczas w cieniu tronu elfka, podeszła do króla i podała mu puchar pełen wina.
- Tauriela? – Legolas podniósł nieco wzrok i nagle stracił zainteresowanie swoim ojcem. – Od kiedy jesteś…
- Podczaszym? Odkąd odszedłeś. – uśmiechnęła się słabo.
- Och, tak dawno cię nie widziałem, przyjaciółko! – chłopak podszedł do niej i porwał ją w objęcia.
Merida cofnęła się zdegustowana, w stronę królewskiego tronu.
- Nie lubię jej. – mruknęła
Ku jej zaskoczeniu, słowa te nie odbiły się od próżni.
- Ja też – odparł cicho Thranduil, nie tracąc nic ze swojej zblazowanej pozy – chciałem ją zabić, ale Legolas się nie zgodził.
Dziewczyna uniosła brew.
- Jeszcze bardziej jej nie lubię. Ale czuję, teściu, że nawiążemy nić porozumienia. – uśmiechnęła się lekko.
- Nie oszukuj się, dziecko. Ciebie też już nie lubię. – teraz to Thranduil uśmiechnął się delikatnie.