Pączek Neville'a był wyjątkowo tłusty.

Od jakiegoś czasu Harry i Ron zauważyli, że ich pulchny kolega każdy sobotni poranek spędza w pokoju wspólnym Gryfonów na pałaszowaniu pączków. Dziś miał z różą. Cukier puder tworzył wokół jego ust Obramowanie Śnieżnej Rozkoszy.

Właśnie tłumaczył młodszej Gryfonce, co chętnie podsłuchiwali H&R, że tylko w soboty pozwala sobie na słodkie, a tak to ogranicza. Powiedział, że na pierwszym roku Dumbledore nieźle go „przemaglował" w tym temacie, ale efekt mądrości, które wtedy dyrektor mu prawił, objawił się dopiero na trzecim roku – obecnym – w postaci restrykcyjnej diety.

– Słyszałeś, że Snape zaginął? Ponoć wczorajszej nocy wybrał się gdzieś i tyle go widzieli... Wszędzie go już chyba szukali. – Ron wymamrotał, analizując ich partię szachów.

Harry wzruszył ramionami. Jeszcze nie powie o tym Ronowi, to byłoby zbyt... świeże. Zwłoki Snape'a są jeszcze zbyt świeże. Niech trochę zgniją, ułożą się tam w tej szafie. Ciekawa i barwna opowieść winna wpierw trochę poleżeć w głowie, niczym dobre wino, nim się ją otworzy przed kimś.

– Pion na C5... – Harry zadeklamował.

Dwa ostre miecze odcięły białemu skoczkowi głowę.

– Kurde, dobrze ci dzisiaj coś idzie... W ogóle to tryskasz jakoś energią, stary. Pani Pomfrey wiedziała, co będzie dla ciebie dobre. Skrzydło szpitalne ci posłużyło. Pozbyłeś się wszystkich toksyn z czekolady.

– Lupin nie powinien jej tyle nosić przy sobie – wartko wszedł mu w zdanie Potter. – Tak... to jego wina. To Lupina wina wszystko.

– Łatwo tak zwalać...

– Ciężko się powstrzymać, kiedy jestem osłabiony po spotkaniu z Dementorami, a on podtyka mi całe opakowanie pod nos! – krzyknął, trochę zbyt głośno, zwracając na siebie uwagę Gryfonów.

Aktorsko udał, że nie podoba mu się ta atencja ukierunkowana na jego personę. Ron rozejrzał się, lekko zażenowany.

– To może przestań specjalnie wpadać w ich łapy...

– O, nie ma mowy, z tego nie zrezygnuję! – stanowczo oświadczył, tym razem pół tonu ciszej. – Potrzebuję tej czekolady, Ron. Ona jest... – zawahał się, gdy mówił o czymś z uczuciem, zawsze uruchamiał się mu system przesadzonej mimiki i nad wyraz żywej gestykulacji. – Ona jest za darmo i ja mogę ją brać, i tyle ile tylko chce, i Lupin mi nie skąpi, i sreberko tak... pięknie szeleści, gdy się do niej... łapczywie dobieram, i ten smak, i ta konsystencja, i to wszystko tworzy... tworzy w mojej głowie poczucie spełnienia...

– Dobra, stary, nie spinaj się tak! – Ron sapnął, trochę już przerażony. – Spoko, jeśli tak cię to rajcuje, to wpadaj nawet codziennie na Dementorów. Królowa na C5!

Szach mat.