W Dolinie Godryka w posiadłości Potterów, Lily Potter oglądała wiadomości iz ponurym wyrazem na jej pięknej twarzy. Ponieważ znowu nie mogła pomóc ale mogła pomyśleć o jej jedynym synu - Harrym. Jej dziecko było zamknięte w jakimś zakładzie, samo i z szalonymi i obłąkanymi więźniami, ponieważ wplątał się w związek z niewłaściwą osobą. Jeśli było coś, co wiedzieli wszyscy to to, że Harry miał silne poczucie sprawiedliwości. Zawsze pomagał potrzebującym i był miły dla każdego, kogo poznał.
Więc każdy był wstrząśnięty , gdy w wiadomościach pojawiło się jego zdjęcie z listą jego zbrodni.
Chwyciła swój medalion, który zawierał zdjęcie Jamesa, jej i Harry'ego, jak był niemowlęciem. Trzymała go blisko serca i nigdy nie zdejmowała, a tym bardziej wtedy, gdy Harry poszedł ścieżką, którą wybrał. Lily nigdy nie mogła nienawidzić swojego syna. Był całym jej światem. Odkąd dowiedziała się, że jest w ciąży, pokochała go bezwarunkowo.
Ale to było tak ciężkie, gdy dowiedziała się, że został zamknięty, ponieważ był przestępcą.
Lily powinna zdać sobie sprawę, że Harry szybko się zmieniał. Była złą matką, wiedziała to. Nigdy nie zdawała sobie sprawy, że spędzał mniej czasu z przyjaciółmi, a zaczął wychodzić i mieć tajemnice. A w końcu dowiedziała się, co się stało, gdy zobaczyła jego twarz ukazaną w wiadomościach. Każdy spoglądał na nią z rozczarowaniem i żalem.
- Biedna Lily Potter, jej syn jest jakimś pomylonym gatunkiem.
- Nie była dobrą matką skoro pozwoliła swojemu synowi zejść na taką drogę.
- Co za hańba dla ich rodziny! Gdybym był na ich miejscu wolałbym umrzeć!
Te plotkujące wiedźmy sprawiły, że trudno było jej wyjść nawet z domu. Ale trzymała się ziemi, nosiła wysoko i dumnie głowę, nie pozwalając, by te słowa do niej dotarł. Choć czasami trudno było jej nie płakać, kiedy była bezpiecznie w domu.
Dryń. Dryń.
Dźwięk jej komórki zaskoczył ją, aż podskoczyła ze strachu. Wstała z kanapy i odebrała telefon bez patrzenia identyfikator dzwoniącego.
- Witam. Lily Potter z tej strony.
- Witaj, Lily. To ja, Albus.
Serce Lily przyspieszyło. To było rzadkie ze strony Dumbledora, że zdawał im raporty na temat postępów z Harrym. Kobieta zbierała wszystkie informacje o swoim dziecku.
- Albusie, co mogę dla ciebie zrobić? - Zapytała uprzejmie.
- James jest z tobą w domu?
- Nie. Jest teraz na zakupach. Powinien wrócić za piętnaście minut - odpowiedziała.
- Bardzo dobrze. Chciałem porozmawiać z tobą i twoim mężem, kiedy będzie dobry moment na waszą wizytę u Harry'ego.
Serce Lily zatrzymało się pełne nadziei i obaw. Kobieta mocniej ścisnęła telefon w dłoni.
- Harry? Wszystko z nim w porządku?
- Tak, ma się dobrze. I just felt that it might help his recovery, if he were to see you and your husband and to know that you guys still care about him. Czy środa będzie wam pasować? - Uspokoił ją Albus.
Lily odetchnęła z ulgą. Więc Harry nie był ranny w żaden sposób.
- Tak, tak. Środa będzie nam pasować. Czy Remus i Syriusz też mogliby przyjść? - Spytała z nadzieją. Tęsknili za nim tak samo jak ona i James.
Ale muszę was otrzec. Harry nie jest takim samym chłopcem, jak kiedyś. Zmienił się. Stary Harry wciążtam jest ale pozostaje w cieniu jego obecnego stylu życia i osobowości . -Ostrzegł.
- Rozumiem. Dam znać im.
- Bardzo dobrze. Miłego dnia, Lily. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Lily nadal trzymała swój telefon, po prostu patrząć w ekran. W końcu zobaczy się z Harrym. Wszyscy zobaczą. Ale czy on chce ich widzieć? Czy udałoby się im - jej - przekonać go do rezygnacji s tego stylu życia? A możę było za późno, by zmienić jego zdanie? Tak wiele pytań i odpowiedzi, które mogły być błędne... lub też nie.
Usłyszała jak James wjeżdża na podjazd. On będzie tak szczęśliwy, że będzie mógł zobaczyć Harry'ego. I prawdopodobnie tak samo zdenerwowany - jak ona, nadchodzącą rozmową.
Pójdą zobaczyć się z ich Harrym.
Dumbledore czekał cierpliwie w Instytucie, aż przybędzie rodzina Potterów. Miał nadzieję, że to zadziała, a jeśli nie... cóż. Wkrótce jego goście przybyli na czas. Łatwo było zauważyć, że nadchodząca grupa była zdenerwowana. Ale kto by nie był? To nie było codzienne, że normalni cywile mieli zezwolenie na przebywanie tutaj. I to w dodatku, żeby zobaczyć swoje jedyne dziecko w miejscu takim jak to. Miał nadzieję, że będę zdolni znieść to, czego mogą być świadkami, gdy wejdą do środka.
- Witam, Państwo Potter, Panów Black i Lupin. - przywitał się miło Albus. To dobrze wpłynęło na grupę, jeśli chciał, żeby trochę się uspokoili i zrelaksowali przed wejściem do budynku. - Mam nadzieję, że wszystko dobrze?
- Dziękujemy za umożliwienie nam przyjścia - powiedział James z delikatnym, nerwowym uśmiechem.
Dumbledore uśmiechnął się, nim znów wrócił do poważnej postawy. Wszyscy od razu wyczuli tę zmianę nastroju.
- Muszę was ostrzec. To, czego możecie być świadkami nie jest dla osób o słabym sercu. Tu jest wielu więźniów, którzy są dość niebezpieczni. Stosują wszelkie środki, aby przestraszyć albo będą próbować przekonać, żeby się ich uwolniło. Niektórzy nie wyglądają do końca jak ludzie. Harry jest w odizolowanym pomieszczeniu, ponieważ jest jednym z najniebezpieczniejszych osób, które tu przebywają - powiedział z powagą Dumbledore - Wiem, że jest waszym synem i chrześniakiem ale nie dajcie się nabrać na jego manipulacje. Spróbuje wykorzystać waszą miłość, by was przekonać, abyście go wypuścili. Do każdego słowa podchodźcie z rezerwą.
- Oczekujesz, abyśmy nie wierzyli wszystkiemu co powie, tak? - Odparł ze złością Syriusz Black. Nie będzie traktował Harry'ego jak jakiegoś potwora. Wiedział jak to jest być zamkniętym w miejscu, w którym nikt nie wierzył w żadne słowo, które się wypowiedziało. Nie podobało mu się to. To było tak, jakby twoje słowa nie były ważne, jako słowa człowieka.
- Tak, oczekuję - odpowiedział surowo Dumbledore - Jeśli nie umiałbyś rozmawiać z Harrym bez pokazywania swoich emocji, wtedy nie będziesz mógł wejść.
Syriusz spojrzał na starca i ugryzł się w język, zanim powiedziałby coś niestosownego.
- Świetnie.
Dumbledore przytaknął.
- Podążajcie za mną i pozostawajcie przy ochronie dla waszego bezpieczeństwa.
Strażnicy rozdali oznaczniki, które wskazywały, że rodzina Potterów była gośćmi, a ich obowiązkiem była ochrona w nagłym wypadku. Lily trzymała w nerwach i podekscytowaniu. Tak wiele emocji przebiegało przez nią w każdej minucie. Była pewna, że James, Remus i Syriusz czuli się tak samo. Marsz wydawał się trwać całe wieki. Szare przedpokoje i ściany oraz metalowe drzwi wcale nie łagodziły lęku żadnego z nich. One tylko sprawiały, że budynek wyglądał na bardziej ponury i przypominający więzienie lub Azyl z Epoki Wiktoriańskiej.
Lily zbliżyła się do Jamesa, który oplótł wokół niej troskliwie ramie. Nie mogli znieść wrzasków bólu i gniewu albo psychopatycznego śmiechu, a czasami ryków, brzmiących jak potwór. Przeszli przez pokój, gdzie lekarze mieli pacjenta przypiętego do krzesła i wstrzykiwali mu coś. Prawdopodobnie było to lekarstwo ale nikt nie mógł być tego pewien. Lily musiała się odwrócić. Nie chciała sobie wyobrażać swojego dziecka dokładnie w tej sytuacji.
W końcu trafili na miejsce, a serce jej serce zaczęło przyspieszać w oczekiwaniu. Patrzyła, jak szef ochorny używa swojej karty magnetycznej i wycelowuje bronią przed siebie. To, że podnosili broń na jej dziecko, złamało jej serce. Grupa weszła, a Lily sapnęła ze zdziwienia.
Był tam Harry. Zwisał na jakimś materiale przywiązanym do szczytu klatki i całkowicie ignorował świat wokół niego. Serce kobiety osunęło się do żołądka. Jej dziecko było w klatce, a w każdej części pomieszczenia byli uzbrojeni strażnicy. Czuła dłoń Jamesa, który zacisnął rękę na jej ramionach. Bez wątpienia był zły, że zamknęli Harry'ego w klatce i traktowali jak jakieś dzikie zwierze. Nastolatek wisiał w niej do góry nogami, a tylko jedna noga oplatała materiał. Jego górna część ciała pomagała podrzynać mu równowagę i giętkość.
- Kiedy Harry stał się taki wygimnastykowany? - wyszeptał Syriusz do Remusa. Ten tylko wzruszył ramionami. Lily też chciała się tego dowiedzieć.
- Witaj, Harry - Dumbledore przywitał się od niechcenia - Masz gości, którzy chcieliby cię zobaczyć.
Grupa obserwowała z zapartym trzem, jak Harry otwiera oczy i spogląda na nich. Znajome zielone oczy błysnęły nim znów stały się całkiem puste. Jego śmiech był obojętny i zimny. Nie taki, jak kiedyś - pełen ciepła i miłości. Nikt nic nie powiedział. Każdy obseewował, jak Harry umiejętnie wyplątuje się z pogmatwanej pościeli.
Gdy podszedł to krat, Lily dostrzegła, że nie brał kąpieli od dłuższego czasu, a jego niedawne ubrania były tylko brudnymi szmatami, które ledwo zakrywały jego, niegdyś czystą, skórę pokrytą tatuażami. Był blady, ponieważ od dłuższego czasu nie widział słońca. Zielone oczy Lily spotkały identyczne zielone i powoli podeszła bliżej, ledwie zauważając strażników celujących w nich bronią na wypadek, gdyby Harry czegoś spróbował.
Nastolatek przyglądał się im, patrząc w tak bardzo nieznajome oczy Jamesa i jej.
- Harry - szepnęła, wkładając ostrożnie dłoń między kraty i dotykając jego wierzchu jego policzka. Pozostawiła jednak jakiś odstęp, gdyby chciał odejść
- Cześć, mamo - powitał się po kilku, pełnych napięcia, minutach.
Lily tylko uśmiechnęła się blado, szczęśliwa, że wreszcie zobaczyła swojego syna. Gdzieś w głębi serca tej osoby czuła, że Harry gdzieś tam jest. James szybko zbliżył się do klatki i również dotknął policzka swojego dziecka.
- Harry - wykrztusił.
- Witaj, tato.
Rodzina cieszyła się obecnością syna, aż w końcu Remus i Syriusz do nich dołączyli.
- Cześć, Szczeniaku.
Harry uśmiechnął się.
- Cześć Syriuszu. Cześć Remusie.
Remus uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Cześć, Młody.
Dumbledore obserwował całą scenę, badawczymi niebieskimi oczami. Do tej pory, Harry był posłuszny i zniósł obecność rodziny całkiem dobrze. Ale kto powiedział, że to będzie trwać do czasu, aż ktoś go nie sprowokuje? Za niedługo będzie pora lunchu i wiedział, że Harry w tym czasie jest bardzo drażliwy. Może dlatego, że strażnicy częsko prowokowali pacjentów, których musieli obsługiwać. Będzie musiał porozmawiać z naczelnym tego miejsca o ich zachowaniu.
- Słuchajcie - powiedział Dumbledore, zwracając na siebie ich uwagę - Tutaj są krzesła dla was, abyście mogli usiąść.
Harry obserwował jak jego rodzice i chrzestni biorą krzesła i siadają tak, jak im kazano - kilka stóp od niego. Nie wyglądali na szczęśliwych z tego powodu ale nie mogli sprzeciwić się zaleceniom Dumbledora.
Dumbledore uśmiechnął się uprzejmie.
- Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzać ci twoja rodzina podczas dzisiejszej sesji.
Harry odpowiedział uśmiechem.
- Oczywiście, że nie, Albusie.
- Zacznijmy tam, gdzie przerwaliśmy w zeszłym tygodniu. Nie masz niczego do powiedzenia swojej rodzinie? - spytał Dumbledore.
Harry przechylił głowę na bok nim zadał pytanie.
- Wyprarliście mnie jako spadkobiercę rodziny Potterów i Blacków?
Jego zdaniem, zadał rozsądne pytanie. Musiał wiedzieć czy będzie z czy bez środków do życia, kiedy jego Pączuszek go stąd zabierze.
James i Syrisusz spojrzeli pytająco na Dumbledora, nim znów przenieśli zdziwiony wzrok na Harry'ego.
- Oczywiście, że nie, Harry. Wciąż jesteś spadkobiercą obu rodzin. - Opowiedział James. Rozumiał do czego dążył Harry ale nie zdał sobie sprawy z tego, że jego serce zaczęło boleć. Znał inne rodziny, które wyparłyby się Harry'ego natychmiast i nie przyznawały do niego ale on był w innej. Mimo, że James nie akceptował i nie podobała mu się droga i wybory Harry'ego to nie pozwoliłby, żeby jego syn został bez środków do życia na ulicach. Pieniądze były przepustką do wielu drzwi na świecie i James zdawał sobie z tego sprawę.
- Więc nawet jeśli jestem znanym i niezpiecznym przestępcą, dalej utrzymuje się na waszych testamentach? Jaki jest haczyk?
Harry zmrużył oczy. Do teraz naprawdę wierzył, że jego rodzina się go wyparła.
Dumbledore widział wielokrotnie, jak Harry zaczyna być na granicy do sprowokowania. Miał nadzieję, że dzisiaj będzie spokojniejszy trochędłużej.
Syriusz prychnął.
- Harry, nic co byś zrobił nie usunie cię z naszej woli. Cholera, wiesz, że jestem znanym przestępcą. Choć niesłusznie oskarżonym, to nie zatrzyma ludzi przed postrzeganiem mnie jako morderce. Raczej to ciebie zmusiłbym o wydziedziczenia syna kuzynki Cyzi - Draco. Albo szalonej kuzynki Bellatriks.
Szczere stwierdzenie Syriusza rozbawiło Harry'ego. Nastolatek zwrócił się w stronę swojego ojca, by zobaczyć, co ten ma do powiedzenia. James spojrzał na niego pewnie w odpowiedzi.
- Jesteś moim synem i choć nie podoba nam się życie, jakie wybrałeś to z mamą zawsze będziemy cię kochać.
- Dziękuję za twoją szczerość - uśmiechnął się Harry. Następnie zwrócił się do Dumbledore, chętny do zagrania na psychice tego człowieka. - O czym dzisiaj będziemy rozmawiać? Jeśli chcesz się dowiedzieć, skąd On wie o twojej przeszłości to grubo się przeliczysz.
- Nie. Dzisiaj będzie sesja pomiędzy tobą a twoją rodziną. Dzisiaj jestem tylko obserwatorem i mediatorem. Możesz uznać, że mnie tu nie ma - powiedział Dumbledore, trzymając w dłoni gotowe pióro i notes.
Harry wzruszył ramionami i czekał, aż ktoś coś powie. Mógł stwierdzić, że oni nie byli pewni o co pytać lub co powiedzieć.
Oni najprawdopodobniej będą chcieli się dowiedzieć, jak Harry, którego znali stał się... zamkniętym przestępcą. Ale nie odezwie się niepytany. Nawet wtedy, zadecyduje czy będzie chciał im odpowiedzieć. Ponieważ to co on i jego Pączuś mieli, było wyjątkowe.
- Harry? - spytała niepewnie Lily, wyrywając go z zadumy.
- Tak?
- Czy... Czy żałujesz życia, jakie wybrałeś? - zbolałe zielone spojrzenie patrzyło w to drugie - obojętne. Tak trudno było patrzeć w te puste oczy Harry'ego, ponieważ on zawsze nosił serce na dłoni tak jak ona. I chciała się dowiedzieć, co zrobiła źle wychowując go.
- Nie - stwierdził wyraźnie Harry, po czym uśmiechnął się łagodnie, co było dla niego rzadkością - Nie żałuję mojego życia. Ani niczego innego.
- Więc, dlaczego? - błagała Lily. Musiała wiedzieć co to spowodowało. Co zrobili złego, jako rodzice?
- Nie martw się, mamo. To nie przez ciebie, tatę, Syriusza czy Remusa. Nawet nie przez Hermione i Rona - uśmiechnął się krzywo. - Gdybym nie spotkał mojego Pączusia, byłbym prywatnym detektywem jak tata i Syriusz lub pielęgniarką jak ty, mamo. Może nawet profesorem jak Remus. Miałbym normalne, zwyczajne, nudne życie. I nigdy by mnie ono nie zadowalało. Ale kiedy byłem z Nim, odkryłem, że normalne życie nigdy do mnie nie będzie pasować. Dreszcz niebezpieczeństwa z moim Pączusiem jest dla mnie życiem.
- To prawda? - - Spytał spokojnie Remus. Złoto-brązowe oczy nie osądzały go w żaden sposób, tylko wyrażały zrozumienie. - Mordowanie ludzi, niewinnych czy też nie. Trzymanie się z największymi kanaliami, jakie chodzą po tej ziemi i uciekanie przed prawem? To jest życie jakie dla siebie przewidziałeś i chcesz?
Harry mruknął pod nosem, stanął na środku klatki i zatoczył tam małe koło. Zrobił parę takich kółek - ruch pomagał krwi krąży w mózgu - próbując znaleźć najlepszy sposób, by pokazać swojej rodzinie, że się nie zmieni. Minuty mijały, nim Harry odwrócił się do swojej rodziny. Jego zielone oczy błyszczały pełne miłości i poświęcenia. W tym momencie wyrażały najwięcej odkąd jego mała rodzina weszła do pomieszczenia.
- Tak, Remusie. Było warto, ponieważ znalazłem mężczyznę z którym jestem i z którym się kocham. Może nie jest idealnym materiałem na randki albo na mecze, ale go kocham. A on kocha mnie. - Powiedział stanowczo. - Nasza miłość nie może być czysta i jasna jak mamy i taty ale to jesteśmy My.
Dumbledore obserwował z obawami rodzinę. Miał nadzieję, że posłuchali się jego ostrzeżeń na temat słów Harry'ego, zanim tu weszli. To prawda, trudnym było dla nich całkowicie pomijać to co Harry mówił, ale... byli zabawkami w rękach chłopaka, który umiejętnie nimi grał. To kwestia tego, czy jego rodzina wciąż kochała go na tyle, żeby nie umieć samym myśleć. Znalazł ich słabość do niego i wykorzystywał ją. Okazując uczucia, kiedy przyszli, by go zobaczyć, granie kartami z "KOCHAM GO" z niewyrozumiałymi rodzicami i po prostu gra własnymi emocjami.
Zmrużył tylko nieznacznie oczy. To mogła być podobna technika, jakiej Król użył, by wmówić chłopcu, że go kocha. Napisał krótką notatkę, aby dowiedzieć się o tym trochę więcej. Następnie skupił się na grupie, znajdującej się przed nim.
- Harry, rozumiesz, że chcemy dla ciebie jak najlepiej, prawda? - spytał James.
Harry skinął w zrozumieniu.
- Tak. Ale jestem już dorosł pozwolić mi decydować za siebie i podejmować własne decyzje. Mam własną wolę. Za niedługo i tak stąd wyjdę z moim Pączusiem. Wiem, że przyjdzie tu i mnie stąd wyrwie. To tylko kwestia czasu.
Ciało Dumbledora napięło się. Wiedział, że będzie to trudne, ale nie niemożliwe, żeby Król zabrał Harry'ego. Musiał jak najszybciej podwoić straże. Musiał pójść na dzisiejszej sesji. Na jego szczęście, czas szybko się kończył. Dumbledore klasnął w dłonie, aby zwrócić na siebie uwagę, a następnie wstał.
- Wiem, że zrobiliśmy dzisiaj jakiś postęp ale obawiam się, że nasz czas się kończy. Więc, jeśli możecie, pożegnajcie się i szybko chodźcie za mną na zewnątrz - Dumbledore skinął im w pożegnaniu.
Rodzina podeszła do klatki by ostatni raz dotknąć i niezgrabnie uścisnąć (przez kraty na drodze) swojego syna i chrześniaka przed wyjściem.
Lily spojrzała na niego ostatni raz, jak wraca do wspinaczki na materiale.
- Harry. Chcę, żebyś wiedział, że będziemy cię kochać. Zawsze.
Harry posłał im delikatny uśmiech, po czym cała grupa wyszła.
Jedyne czego nie wiedzieli to, że był to uśmiech w stylu "kot złapał kanarka".
