A/N: Beta: Elnath, Olga P.

W tekście zaznaczyłem fragment odnoszący się do sceny w Labiryncie Voldemorta o której Lucjusz i Severus opowiadali Albusowi w poprzednim rozdziale.

BREAK LINE

Poniższe informacje będą sukcesywnie ujawniane w tekście, ale dla niecierpliwych:

Informacje podstawowe o świecie w którym dzieje się akcja

1: Istnieje nieskończona liczba światów równoległych

2: Światy równoległe tworzą się w przypadku każdej sytuacji, która mogła się potoczyć na dwa lub więcej sposobów (np. Lord Voldemort zabił/nie zabił Jamesa Pottera, Lord Voldemort zabił/nie zabił Lily Evans Potter, Lord Voldemort porwał/nie porwał Harry'ego Pottera, Syriusz Black oddał/nie oddał małego Harry'ego Pottera Hagridowi, etc.)

3: Im wyższy numer świata, tym mniejsze podobieństwo do uniwersum wzorcowego #1

4: Tytułowy Międzyświat to siedziba bogów

5: W Międzyświecie istnieją Enklawy Chaosu, zamieszkiwane przez istoty nie będące bogami, ale które od bogów dostały zgodę na stworzenie Enklaw.

6: Enklawy Chaosu nie są podporządkowane bogom z automatu, każdy mieszkaniec Enklawy może się tymże bogom podporządkować, ale dopiero gdy wszyscy mieszkańcy danej Enklawy to zrobią, zostanie ona podporządkowana bogom lub jednemu wybranemu bogu.

7: Enklawy Chaosu umieszczone są w rzeczywistości poprzecznej do Międzyświata, czyli jest to czwarty wymiar przestrzeni rzutowany na przestrzeń trójwymiarową, informacja techniczna, raczej nie istotna dla Czytelnika (o ile tenże nie jest fizykiem i/lub fanem Minkowskiego), zamieszczona jako ciekawostka.

8: W Międzyświecie panuje demokracja, aby podjąć jakąś decyzje bogowie muszą dojść do porozumienia, stąd długi czas oczekiwania na rozpatrzenie modlitwy.

9: Uniwersum #1 pozostaje we władaniu Pana Chaosu, wejście do niego jest zamknięte dla wszystkich (więcej o tym będzie w części poświęconej religii). Oczywiście jak od każdej reguły również od tej są wyjątki, drobne informacje będą się pojawiać w opowiadaniu, można spróbować je samodzielnie złożyć, tudzież poczekać do końca i przeczytać kto miał dostęp pomimo, że mieć go nie powinien.

10: Uniwersum #2 to siedziba Białej Rady składającej się z 30 „apostołów" trzech bóstw: Władcy Magii, jego brata Demiurga oraz Sudja Giercogi, a także kilku innych osób (więcej o tym będzie w części poświęconej religii).

11: Uniwersum #12 to siedziba Rady, która zajmuje się pomocą dla innych uniwersów, to tam pierwotnie chcieli trafić hogwartczycy. Z różnych względów (informacja o tym jest już lub będzie dostępna w samym opowiadaniu) nie wyszło.

12: Uniwersum #27 to uniwersum stworzone przez Rowling, wszystkie wydarzenia do momentu pojmania Barty'ego Juniora potoczyły się tak jak w kanonie, Cedrik Diggory zginął tuż przed odrodzeniem Lorda Voldemorta. Najważniejsze zmiany, nie wynikająca z samej treści opowiadania lub wspomniane jedynie w retrospekcjach: niewinny Syriusz; mniej lub bardziej dobrowolna współpraca Ministerstwa z Zakonem Feniksa; sporo działań podjętych przez Lorda Voldemorta: napad na Express; napad na Hogsmeade; błądzący Dumbledore, który wszystko robi dla większego dobra; rozłam w Zakonie Feniksa; Lucjusz Malfoy jako szpieg.

13: Uniwersum #74 to zniszczone przez antymaterię uniwersum z którego zdaniem wszystkich pochodzi Aerandir Tasartir (więcej o tej postaci znajdzie się w dziale wolni strzelcy oraz samym opowiadaniu).

BREAK LINE

54: I wstąpił do świata pierwszego spośród pierwszych, pod władaniem Pana Chaosu pozostającego. 55: I odnalazł w sobie moc wielką, którą przed wiekami ród jego otrzymał. 56: I zstąpił do świata ludzi. 57: Jednakoż ludzie mocy jego nie uszanowali. 58: I wpadła tłuszcza do gospody, w której nocleg znalazł. 59: A gospodarz przy boku jego stanął i nad tłumem sąsiadów swoich zapanować próbował. 60: I legli obok siebie, szlachcic i syn chłopski. 61: A gdy ich śmierć zabrała, odnaleźli drogę, która poprzez męczeństwo do Wielkiej Światłości prowadzi. 62: Jednakoż Pan Chaosu nie chciał pozwolić, aby w niej pozostali. 63: I wydostał ich z Wielkiej Światłości. 64: A potem posłał ich do świata ludzi, prosząc, ażeby Zło Pradawne zwalczali. 65: I poszli ramię w ramię, syn chłopski i szlachcic. 66: A wszędy, gdzie dotarli, nastawał pokój.

Księga stworzenia

BREAK LINE

Uniwersum #27, Wielka Brytania, Anglia, North West England, Czarny Dwór, 13.06.1996, czwartek, godzina 19:45

Kryjówka Voldemorta mieściła się w opuszczonym przez mugoli dawnym dworku szlacheckim. Oczywiście na budynek nałożono zaklęcia ochronne oraz odpychające mugoli. Dla człowieka niemagicznego budynek wyglądał jak ruina grożąca zawaleniem. Ale posiadacz Mrocznego Znaku potrafił przejrzeć przez zasłonę zaklęć. Lucjusz Malfoy jak zawsze na krótką chwilę zatrzymał się przed bramą, aby oczyścić umysł. Błogosławił swoją matkę, która nalegała, aby nauczył się Magii Umysłu jeszcze przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie. To również matka znalazła nauczycieli, którym udało się nauczyć Lucjusza oklumencji przed wyjazdem do szkoły. Dzięki temu Malfoy był w stanie stanąć przed Voldemortem i udawać lojalnego śmierciożercę. Nie przeciągając, przeszedł przez bramę i dalej korytarzem do Sali, w której Voldemort zwykle organizował spotkania. Po chwili Lucjusz stał już w kręgu.

Kiedy tylko ostatni śmierciożerca dołączył do kręgu, Mroczny Lord wstał z tronu.

– Moi drodzy zwolennicy, chciałbym wam coś pokazać w labiryncie. Mam dla was prezent. Przyprowadźcie więźniów – rzucił do stojących przy drzwiach strażników. Lucjusz odetchnął. A zatem to nie oni będą główną atrakcją spotkania. Po chwili śmierciożercy wraz z Lordem stali na tarasie, z którego widać było labirynt. Przed wejściem do niego stanęli strażnicy i spojrzeli w górę, na Czarnego Pana. Voldemort skinął ręką i strażnicy popędzili więźniów do labiryntu, aby chwilę później zamknąć wejście.

– Jeśli dojdziecie do końca labiryntu, odejdziecie wolno – rozbrzmiał głos Voldemorta.

Mugole ruszyli.

Lucjusz zaczął zastanawiać się, o co może chodzić. Z poprzednich doświadczeń związanych z labiryntem wiedział, że nawet czarodziej posiadający różdżkę ma małe szanse na dojście do końca labiryntu. Mugol nie miał żadnych. Malfoy przyjrzał się raz jeszcze ludziom w labiryncie i ze zdziwieniem zauważył Arktusa Prescotta, charłaka, którego kiedyś spotkał w Ministerstwie Magii. Lucjusz wiedział, że zaraz za zakrętem znajduje się mięsożerna rosiczka. Jakież było jego zdziwienie, gdy mugole przeszli przez to miejsce spokojnie. Zauważył, że nie tylko on patrzy zaskoczony na Voldemorta, który w tym momencie uniósł ręce i zaintonował Wezwanie. Po chwili czarna, włochata bestia wbiegła do labiryntu, zupełnie nie zwracając uwagi na zaklęcia rzucone na wejście.

TORTURE SCENE | TORTURE SCENE | TORTURE SCENE

Na dźwięk łap uderzających o żwir, znajdujący się w labiryncie mugole odwrócili się, aby chwilę później ruszyć biegiem w głąb labiryntu. Lucjusz zwrócił uwagę, że bestia zwolniła i niespiesznie podążyła za swoim celem. Zanim mógł się zastanowić, co to oznacza, jedna z kobiet upadła. Niespodziewanie bestia znacznie przyśpieszyła, aby już po chwili stanąć nad swoją ofiarą. Przez chwilę zwierzę wyglądało, jakby napawało się jej strachem. To, co nastąpiło później, miało prześladować Lucjusza bardzo długo. Nawet on, śmierciożerca służący swojemu panu prawie od początku, przeraził się atakiem bestii.

Zwierzę rzuciło się do przodu, miażdżąc rękę krzyczącej przeraźliwie kobiety, której krew trysnęła na ścianę. Po tym ataku bestia cofnęła się i popatrzyła, zdało się, pogardliwie, na pozostałe ofiary, patrzące jak zahipnotyzowane na rozgrywającą się przed nimi scenę. Gdy żadna z nich się nie ruszyła, zwierzę ponowiło atak. Chrupnęły przegryzane kości, a chimera, jak się właśnie zorientował Lucjusz, odrzuciła odgryzioną nogę daleko za siebie. Po chwili kobieta zemdlała z utraty krwi. Bestia szturchnęła ją pyskiem. Nie widząc żadnej reakcji, zacisnęła potężną szczękę na twarzy kobiety, miażdżąc jej głowę.

Na ten widok pozostali mugole zaczęli się cofać, aby ostatecznie obrócić się i próbować uciec. Wydawało się, że bestia ma jakiś plan. Po kolei eliminowała mężczyzn, aż wreszcie została tylko młoda, na oko piętnasto-, może szesnastoletnia mugolka oraz mały, najwyżej ośmioletni dzieciak. Widząc między nimi podobieństwo, Lucjusz założył, że to brat i siostra. Zwierzak zapędził ich w ślepy korytarz i pomału przechadzał się od ściany do ściany. Dziewczyna wepchnęła brata w kąt labiryntu i stanęła pomiędzy nim a bestią.

– Brawo, brawo. Szlachetna gryfońska odwaga – zaśmiał się z tarasu Lord Voldemort. – Szkoda, że to ci nic nie pomoże.

Avada Kedavra! – zaklęcie trafiło w chłopca. W tym samym momencie bestia skoczyła. Dziewczyna odruchowo zasłoniła się ręką, którą zwierzę bez żadnego wysiłku oderwało. Po chwili podskoczyło z drugiej strony, odrywając w fontannie krwi drugą rękę dziewczyny. Gdy chimera wyrwała kawałek ciała młodej kobiety, jeden ze stojących obok Lucjusza nowicjuszy wyszarpał różdżkę.

Avada Kedavra! – dziewczyna upadła, a jej puste oczy patrzyły w niebo. Lord Voldemort obrócił się szybko i już po chwili zaklęcie Cruciatusa uderzyło w mężczyznę.

– Avery, Nott, wrzućcie to ścierwo do labiryntu – powiedział Voldemort, gdy przerwał zaklęcie.

Chłopak wylądował na ugiętych nogach w tym samym ślepym korytarzu. Szybko skierował różdżkę w stronę chimery.

Avada Kedavra! – zaklęcie rozbłysło na skórze bestii, aby spłynąć nieszkodliwie na ziemię. Widząc nieskuteczność zaklęcia, chłopak szybko zaczął miotać kolejnymi.

Ut Ignis! Occidere! Interficit! Incendis! Σκοτώσει! Ubiti! Megöl! – również czarnomagiczne zaklęcia nie zdały egzaminu. Po chwili chłopak miotał już tylko starożytnymi klątwami. Kiedy i one nie pomogły, zdecydował się na coś innego. Postawił czarnomagiczną tarczę i rozpoczął inwokację.

Duchowa Bogini, Bogini Ducha…

Słysząc to, Voldemort szybko rzucił zaklęcie, które złamało tarczę i bestia skoczyła na chłopaka. Po chwili zacisnęła szczęki na jego głowie, miażdżąc ją dokładnie. Gdy ciało młodego mężczyzny opadło na ziemię, chimera poderwała pysk i zaryczała.

END TORTURE SCENE | END TORTURE SCENE | END TORTURE SCENE

Po chwili Voldemort zwolnił swoich śmierciożerców. Lucjusz w pierwszej kolejności teleportował się do domu, aby zgubić ewentualny ogon i wziąć eliksir uspokajający. Chwilę później pojawił się w Zakazanym Lesie i szybkim krokiem udał się do widocznej niedaleko szkoły.

BREAK LINE

(…) Punkty wyczepienia energii wszechświata to miejsca, w których narodził się nowy wszechświat. Każde wydarzenie, które może się zakończyć na dwakroć lub więcej sposobów, powoduje powstanie nowego wszechświata. Bez ważkich powodów nie wolno przemieszczać się pomiędzy niemi. Jeśli jednak trzeba to zrobić, to należy uważać, aby nie trafić do wszechświata, który jest praojcem wszystkich innych, albowiem rządzi w nim Pan Zły i Okrutny, Panem Chaosu zwany (…).

Kronika Rodu Blacków

Uniwersum #27, Wielka Brytania, Szkocja, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Gabinet Mistrza Eliksirów, 13.06.1996, czwartek, godzina 23:15

Wewnętrzny Krąg Zakonu Feniksa powstał po ataku Voldemorta na Hogwart Express w grudniu. Śmierciożercy służący Czarnemu Panu, wspierani przez kilkunastu dementorów, zaatakowali pociąg odwożący studentów do domów. Dzięki działaniom Syriusza, nie było w nim Harry'ego, Hermiony oraz nikogo z rodziny Weasleyów. A ponieważ Augusta Longbottom musiała w tym czasie załatwić sprawy rodowe we Francji oraz Niemczech, dała się przekonać, aby jej wnuk pojechał na święta do swoich przyjaciół. Dzięki temu również Neville'owi nic się nie stało. Niestety Dumbledore nie uwierzył w informacje przyniesione przez swoich szpiegów i aurorzy zamiast zapewnić bezpieczeństwo pociągu, znaleźli się w Ministerstwie oraz Szpitalu św. Munga, które również zostały wskazane jako cel ataku. Dyrektor zdawał się zapominać, że to dopiero początek działalności Voldemorta i nie ma on wystarczających sił, aby zaatakować tak duże obiekty. Wraz z aurorami Albus wysłał również Zakon. Przez takie działanie stracili w pociągu prawie trzydziestu uczniów, a kolejnych ponad sześćdziesięciu wylądowało w szpitalu. Niestety nie wszystkich rannych udało się uratować. Skłoniło to społeczeństwo czarodziejów do większego zaangażowania w wojnę, ale zdaniem chociażby Severusa Snape'a, kosztowało to zbyt wiele istnień ludzkich. Z ponad czterystu uczniów, blisko co dziesiąty miał nie pojawić się nigdy więcej w Hogwarcie.

A potem Remus Lupin usłyszał fragment rozmowy Dumbledore'a z McGonagall, z której wynikało, że dyrektor zrobił to specjalnie. Chyba jednak nie liczył się z aż tak dużymi stratami. Remus powiedział o wszystkim Syriuszowi, a potem razem poszli do Snape'a i Malfoya. Tak narodziła się zataczająca coraz szersze kręgi grupa, którą Syriusz trochę prześmiewczo nazwał Wewnętrznym Kręgiem. W kolejnych miesiącach dołączyło do nich czworo Weasleyów: Bill, Charlie, Fred i George. Ze względu na Hermionę, która – zdaniem Harry'ego – bezgranicznie wierzyła dyrektorowi, nie rozmawiali jeszcze z Ronem i Ginny. Z grupy najmłodszych Gryfonów tylko Harry wiedział o istnieniu Wewnętrznego Kręgu, chociaż nigdy nie został zaangażowany w jego prace. Zarówno Lucjusz, jak i Syriusz woleli nie ryzykować, że panna Granger domyśli się istnienia ich grupy, a tak mogłoby się stać, gdyby Harry powiedział lub zrobił coś, czego Gryfonka nie potrafiłaby sobie wytłumaczyć. A przy jej charakterze drążyłaby wątek aż do całkowitego wyjaśnienia sprawy.

– Panowie, radzić nam trzeba – rozpoczął nieco przewrotnie Syriusz, gdy tylko wraz z Lucjuszem weszli do kwatery Mistrza Eliksirów.

– Zgadzam się z Syriuszem, mamy olbrzymi problem. Dumbledore kazał nam nauczyć Pottera rytuałów odsyłania bestii.

– A może zanim zaczniemy, powiecie, o co chodzi z tą piekielną Księga? Nic o niej nie słyszałem, Remus też nie – Severus wolał najpierw zebrać pełne informacje.

– Lucjuszu, ponieważ jesteś starszy, opowiedz.

– Black, ty sobie ze wszystkiego musisz żartować – Lucjusz wydawał się bardziej zmęczony niż obrażony. – Wracając do meritum, Księga Wezwań została dana ludziom podobno przez Pana Chaosu, który chciał tym sposobem wprowadzić chaos na Ziemi. Istnieje wiele legend na ten temat, ale ta jest najczęściej spotykana. Za pomocą księgi można wezwać z otchłani demonów bestie. Niektóre z nich są podobno demonami, które wyglądają po przywołaniu jak skrzyżowanie dwóch różnych zwierząt. Przyjęło się nazywać je po prostu chimerami.

– Czyli to, co widzieliśmy dzisiaj…

– Tak, Severusie. To była chimera. I dlatego, jak już panna Granger przetłumaczy tekst, musimy spróbować ściągnąć pomoc z innego świata.

– Wydajecie się być pewni, że to zadziała – intonacja spowodowała, że pozostali odebrali wypowiedź Remusa jako pytanie.

– Zgadza się, Remy – odpowiedział Syriusz. – Istnienie światów równoległych jest opisane w Kronikach Czystokrwistych Rodów.

– A czy nam pomogą?

– Jeszcze się nie zdarzyło, aby przedstawiciele światów, które zwykle zajmują się taką pomocą, odmówili, Remusie. Trzeba tylko do nich dotrzeć i poprosić.

BREAK LINE

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Areszt, 24.06.7504, poniedziałek, godzina 9:55

Po przewiezieniu do aresztu, przeprowadzeniu badań i opatrzeniu zranień, podróżnicy z uniwersum #27 otrzymali więzienne stroje w ohydnym, pomarańczowym kolorze, z nadrukowanymi na plecach runami, których nie potrafili odczytać. Następnie strażnicy skierowali ich do stołówki. W trakcie śniadania do pomieszczenia wszedł eskortujący ich wcześniej pułkownik Marius von Bochenwald, któremu towarzyszyło jakichś dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich ubrany był w stonowany, ciemny garnitur, z widoczną spod niego białą koszulą i utrzymanym w szarościach krawatem w cienkie, skośne paski. Na nosie nosił okulary w lekkich, srebrnych oprawkach zza których widać było roześmiane, błękitne oczy. W rękach trzymał skórzaną teczkę. Drugi mężczyzna był ubrany w czarny habit, z narzuconym na niego tego samego koloru płaszczem. Do pasa miał przypiętą pochwę ze sztyletem. Na płaszczu mężczyzny naszyty był szary trójkąt, ustawiony jednym wierzchołkiem do góry. W każdym z wierzchołków znajdował się inny symbol – na górze były to ręce wyrabiające najprawdopodobniej gliniany garnek, w prawym dolnym rogu – coś, co wyglądało jak trąba powietrzna, zaś w lewym rogu – dwuszalkowa waga. W centrum trójkąta było wyszyte zielone drzewo. W przeciwieństwie do dwóch pozostałych mężczyzn, ten był starszy. Siwe włosy opadały mu lekko na ramiona, czubek posiwiałej brody krył się w rozcięciu płaszcza. Jego oczy otaczała sieć zmarszczek. I były to oczy człowieka, który widział naprawdę wiele.

– Proszę państwa, to jest mecenas Karol Szapiela, który będzie państwa obrońcą – wyjaśnił pułkownik von Bochenwald. – Sugeruję powiedzieć mu wszystko, o co będzie pytał, ponieważ to może mieć znaczenie w czasie procesu przed Radą. Mój drugi towarzysz to kapłan Kreatora. Musi sprawdzić, czy nikt z was nie jest opętany, nie chcielibyśmy przed Radę zaprowadzić demona.

Kapłan nie czekał. Spod płaszcza wyciągnął różdżkę, którą zaczął zataczać kręgi, jednocześnie coś szepcząc. Hermiona siedząca najbliżej niego z ciekawością przyjrzała się różdżce. Po krótkiej obserwacji wciągnęła ze zdziwieniem powietrze.

– O co chodzi, Hermi?

– Ta różdżka jest metalowa, Ron – wyszeptała dziewczyna.

– Ściślej rzecz ujmując, jest wykonana z irydu – wyjaśnił prawnik uśmiechając się do dziewczyny. – To pozwala na rzucanie mocniejszych zaklęć, niż w przypadku drewnianych. A dopóki czekamy, aż kapłan Falibog skończy – kontynuował – proponuję, aby zastanowili się państwo, w jakiej kolejności chcą ze mną rozmawiać. Od razu dodam, że muszę porozmawiać ze wszystkimi.

– Sześcioro skażonych ciemnością, ale nie złych – odezwał się kapłan, gdy skończył.

– Którzy, kapłanie?

Mężczyzna wskazał Harry'ego, następnie Syriusza i Remusa, po których przyszła kolej na Lucjusza i Severusa, a potem – ku zdziwieniu pozostałych – wskazał Dumbledore'a.

– Rozumiem. Dziękuję ci, kapłanie – prawnik ukłonił się w sformalizowany sposób, przykładając jednocześnie dłoń do serca. Pułkownik uniósł dłoń do głowy, salutując. Gdy kapłan opuścił pomieszczenie, również pułkownik pożegnał się ze wszystkimi, mówiąc, że spotkają się na rozprawie dziś wieczorem i żeby byli dobrej myśli. W tym samym czasie prawnik usiadł przy nieco oddalonym stole i zaczął rozkładać papiery. Gdy skończył, zaprosił do siebie Dumbledore'a.

Hermiona rozmawiała szeptem z Harrym i Ronem, czekając na swoją kolej. Właśnie na przesłuchanie udał się Bill, więc zostali już tylko oni. Rozmowa z Billem nie trwała długo i chwilę potem Hermiona usiadła na wprost mężczyzny, który uśmiechnął się do niej, chcąc jej dodać otuchy.

– Panienko, najpierw zadam ci kilka pytań o pewne proste fakty, typu ile masz lat, jak się nazywasz, kim są twoi rodzice. Potem przejdziemy do znalezienia przez ciebie dokumentów i samego rytuału otwarcia Bramy. Być może po tym będę miał jeszcze jakieś pytania, ale to się dopiero okaże. Jeśli nie, to po tym, jak mi opowiesz o rytuale, skończymy i będziesz mogła dołączyć do swoich przyjaciół. Czy wszystko jest dla ciebie jasne?

– Tak, proszę pana.

– Zatem zaczynajmy. Podaj mi swoje pełne imię i nazwisko.

– Hermiona Jane Granger.

– Data urodzenia?

– 19 września 1979 roku.

– Czy wiesz, który to rok po stworzeniu świata?

– Niestety nie.

– W takim razie czy możesz mi podać jakieś duże wydarzenie historyczne?

– Nie wiem, może narodziny Chrystusa – Hermiona nie była przekonana, ale mężczyzna uśmiechnął się do niej.

– Może być, rozumiem, że to 1979 rok po narodzeniu Chrystusa?

– Tak.

– Zatem wracajmy do pytań. Imiona rodziców?

– Jane oraz Richard.

– Dobrze, to mi wystarczy. Powiedz, proszę, w jaki sposób weszłaś w posiadanie dokumentów, dzięki którym udało ci się ostatecznie otworzyć portal.

– Dokumenty znaleźliśmy w bibliotece Syriusza w czasie przerwy świątecznej. Szukałam wtedy książek do pracy domowej i na tej samej półce znalazłam dokumenty. Zainteresowały mnie i Syriusz pozwolił mi je wziąć. Gdy przetłumaczyłam część wstępu i dowiedziałam się, co jest w nich zawarte, Syriusz zaczął zachęcać mnie do szybszego tłumaczenia mówiąc, że może nam to pomóc.

– Rozumiem. Do którego uniwersum mieliście trafić po otwarciu portalu?

– Do dwunastego.

– Świetnie, zatem jedno z oskarżeń możemy obalić.

– Nie rozumiem.

– W akcie oskarżenia pojawił się zarzut podróży bez zezwolenia, ale do uniwersum dwunastego nie potrzeba zezwoleń. To nam również załatwi zarzut wtargnięcia do tego świata. A ponieważ nie chcieliście udać się tutaj, tylko w inne miejsce, nie wiedzieliście, że od osób przybywających z innych światów wymaga się zezwolenia na różdżkę.

– Zaraz – Hermiona spojrzała dziko na mężczyznę, podrywając opuszczoną do tej pory głowę. – To jakie to jest uniwersum?

– Drugie, panienko.

Hermiona patrzyła na adwokata nic nie rozumiejącym wzrokiem, aby chwilę później zacząć śmiać się histerycznie. Przez chwilę mężczyzna nie reagował, ale po chwili poprosił, aby się uspokoiła.

– To, że odrzucimy te zarzuty, nie oznacza jeszcze, że Rada was wypuści. Być może będziecie musieli zapłacić Grzywnę. I zapamiętaj to, co teraz powiem: jeśli będą chcieli jakiejś zapłaty, nie proponujcie złota, bo Biała Rada nie jest nim zainteresowana. Wolą księgi, zioła, przepisy na rytuały i eliksiry. Coś, czego u nas nie ma.

– Zapamiętam.

– Dobrze, wróćmy do przesłuchania. W jaki sposób otworzyłaś portal?

– Przygotowałam krąg z soli. Również solą oznaczyłam runy, a potem krąg polałam krwią. I otworzył się portal.

– Dziwne. Krąg z soli to atrybut wiedźm z urodzenia, a nie czarownic. W twoim przypadku nie powinien zadziałać. Nie ruszaj się przez chwilę – mężczyzna uniósł dłoń, w której nie wiadomo skąd pojawiła się irydowa różdżka. Przez chwilę kreślił niezrozumiałe dla Hermiony symbole, aby po chwili w zdziwieniu opuścić różdżkę.

– Nie jesteś wiedźmą. Użyłaś swojej krwi?

– Nie tylko, w opisie było, że mam zmieszać krew wszystkich biorących udział w rytuale.

– Ach, to dlatego w ogóle zadziałało. Tylko że nie do końca poprawnie. Jeśli jakiś warunek nie będzie dotrzymany, tak jak w tym przypadku, to podróżnicy zostają przekierowani do uniwersum drugiego. Czyli jednak dostaniecie Grzywnę. Przygotuj na to swoich towarzyszy i zastanówcie się, co możecie dać. Z mojej strony to tyle, dołącz do swoich przyjaciół. Proszę tylko, abyś nie rozmawiała przez chwilę z osobami, których jeszcze nie przesłuchałem.

BREAK LINE

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Sala Sądowa, 24.06.7504, poniedziałek, godzina 15:55

Czekając na członków Rady, hogwartczycy cicho rozmawiali. Reprezentujący ich prawnik przeglądał jeszcze jakieś dokumenty przy biurku stojącym przed ławą, w której zostali umieszczeni przez strażników. Na specjalnie wydzielonych miejscach siedzieli już w swoich formalnych strojach doradcy i asystenci członków Rady. Nagle po sali rozszedł się kobiecy głos:

– Proszę o powstanie i oddanie hołdu.

Wszyscy poderwali się z siedzeń, wykonując formalne ukłony. Zgodnie z ustaleniami, również hogwartczycy pochylili głowy w ukłonie. Kiedy je podnieśli, za pustym do tej pory, stojącym na podwyższeniu stołem, siadali członkowie Rady. Adwokat uśmiechnął się lekko, widząc, że nie wszyscy cenią sobie honorowe miejsca przy stole. Michael van der Erst, komendant ludzi z mgły i mroku, z westchnieniem dopiero podchodził do stołu, po drodze oddając służącemu filiżankę. Jarl Bjørn Skygge nadal stał przy oknie, nie odwróciwszy się nawet w stronę sali. Wielokrotnie, jako jedyny szlachcic w Radzie, dawał pozostałym odczuć, iż uważa, że zdecydowanie lepiej oddać sądownictwo w ręce sędziów, niż zajmować się tym samemu. Niestety, w łonie Rady kryły się osoby, którym zależało na utrzymaniu pełnej kontroli nad wydarzeniami. Jednocześnie nikt nie był na tyle głupi, żeby z nim zadrzeć na poważnie. Drużyna jarla, o ile można tak powiedzieć o oddziale, który liczył ponad dwadzieścia cztery tysiące mieczy, była największa ze wszystkich. Dla porównania drużyna Petera Flowersa, przewodniczącego Rady, liczyła czterysta mieczy Gwardii i około półtora tysiąca żołnierzy, z których mniej więcej jedna trzecia nie władała magią.

Peter Flowers nie czekał, aż jarl Skygge dołączy do stołu. Znał go długo, a odkąd został przewodniczącym Rady wiedział też, że jarl nie będzie miał problemu z tym, że coś zostało zaczęte bez niego. Oczywiście dopóki znajdował się w sali i mógł słuchać, co było mówione. Peter wielokrotnie się przekonał, że pomimo iż wydawało się, że jarl nie słucha, zawsze potrafił zadać dobre pytania lub wygłosić wniosek, który często obalał całą argumentację innych osób.

Flowers stuknął knykciami w blat, rozpoczynając zebranie.

– Zebraliśmy się dzisiaj, aby osądzić podróżników z uniwersum numer dwadzieścia siedem, którzy bez pozwolenia wtargnęli do naszego świata, przynosząc ze sobą broń, na którą nie mieli pozwolenia. Proszę prokuratora, aby przedstawił posiadane dowody, ponieważ praesumptio boni viri[11].

– Szanowna Rado, proszę państwa, sprawcy zostali złapani na terenie Zielonego Lasu w chwilę po wyjściu z portalu. Informacji o naruszeniu prawa dostarczył Michael van der Erst, komendant ludzi z mgły i mroku. Dzięki niemu…

– Przejdź do rzeczy. W przeciwieństwie do ciebie, ja nie mam całego wieczoru – głos jarla ciął jak bicz. Wszyscy wstrzymali oddechy, czekając na ripostę prokuratora. Nie doczekali się.

– Tak, tak, oczywiście. Aresztowani posiadali różdżki drewniane, które są u nas klasyfikowane jako broń. Nie mieli na nie żadnego pozwolenia i…

– Mecenasie, czy w uniwersum, z którego pochodzą zatrzymani, jest konieczne posiadanie zezwolenia na różdżkę? – znowu przerwał jarl.

– Nie, panie.

– Oddalam zarzut. Ktoś jest przeciw? – pytanie zostało zadane takim tonem, że nikt nie ośmielił się odezwać. Prokurator przełknął nerwowo ślinę.

– Wtargnęli nielegalnie do naszego świata – spróbował znowu.

– Prokuratorze, o ile mi wiadomo, Księgi Czystokrwistych Rodów jasno precyzują, że nie należy się udawać do uniwersum drugiego. Czy może pan udowodnić, że aresztanci rzeczywiście zmierzali tutaj? – zapytał siedzący przy końcu stołu mężczyzna w białym, lnianym ubraniu, na które narzucił czarną szatę sędziowską.

– Zostali złapani tutaj.

– To nie jest dowód, o który pytałem – mężczyzna uśmiechnął się lekko – Zna pan przecież zasadę in dubio pro reo[12], prawda? – spytał.

– Możemy zapytać samych zainteresowanych, Gajuszu – wtrącił jarl Skygge.

– To prawda. Mecenasie, które uniwersum było docelowym dla pana klientów? – spytał Gajusz.

– Dwunaste, panie.

– Rozumiem. Czy osoba, która otworzyła portal, pozwoli to sprawdzić zaprzysiężonemu esperowi? Proszę wyjaśnić swoim klientom na czym polega ta operacja.

Adwokat odwrócił się do Hermiony i cicho odezwał:

– Panienko, esper to osoba, która przeszukuje twoje wspomnienia i potwierdza, czy mówiłaś prawdę czy nie. Zaprzysiężony esper nie może ujawnić niczego więcej. Możesz mu pomóc, intensywnie myśląc o sytuacji, której będzie szukał, wtedy jest mniejsza szansa, że zobaczy coś więcej. Rozumiesz, na czym to polega?

– Tak, proszę pana.

– Dobrze, a zgadzasz się?

– Jeśli to ma pomóc, to tak.

– Panie, osoba otwierająca portal zgadza się na sprawdzenie prawdomówności przez zaprzysiężonego espera – powiedział formalnie prawnik, zwracając się do Gajusza.

– Erin, wezwij esperkę Swietłanę – rzucił w przestrzeń Gajusz.

– Tak, panie – kobiecy głos dobiegał zewsząd. Po chwili do sali weszła ta sama kobieta, która była na polanie. Przechodząc koło Syriusza, uśmiechnęła się porozumiewawczo, następnie stanęła przed Radą, składając pokłon.

– Esperko, trzeba sprawdzić, czy ta dziewczyna nie kłamie. Twierdzi bowiem, że nie chciała znaleźć się u nas – zwrócił się do kobiety Peter Flowers. Kobieta znów się pokłoniła i odwróciła do Hermiony.

– Skup się na rozmowie lub wydarzeniu, które może to potwierdzić, dziecko – uśmiechnęła się uspokajająco do Hermiony. Dziewczyna nawet nie poczuła, gdy kobieta odwróciła się z powrotem do Rady.

– Potwierdzam, że to dziecko mówi prawdę. Chciała udać się do uniwersum dwunastego. Nie ma w niej zła – dodała po chwili. Jarl odwrócił się powoli od okna, patrząc z ciekawością na esperkę. Esperzy zwykle nie dodawali nic więcej, poprzestając na potwierdzeniu bądź zaprzeczeniu, czy dana osoba mówi prawdę. Co ją skłoniło do tej wypowiedzi? Postanowił zaryzykować.

– Dziecko, czy esperka Swietłana może powiedzieć, dokąd lub do kogo udawaliście się w uniwersum dwunastym? – patrzył na nią wyczekująco.

– Tak, panie.

– Esperko?

– Chcieli spotkać się z przedstawicielami Rady, panie.

– Po co, dziecko? – Gajusz również spojrzał z ciekowością na Hermionę.

– Po pomoc, panie. Czarny Pan zabija czarownice i czarodziejów w moim świecie. Nie możemy sobie sami poradzić.

– Rozumiem, dziecko. Jutro będziesz mogła złożyć swoją prośbę przed Białą Radą.

– Skyggen, co ty robisz? – Michael van der Erst zerwał się ze swojego miejsca.

– Nie przypominam sobie, komendancie, abym dał ci powody do takiej poufałości. Stosuj, proszę, formy grzecznościowe, których wymaga się od osób zwracających się do szlachcica i członka Rady, albo będę zmuszony wysłać ci moich sekundantów.

– Wybacz, panie – mężczyzna doskonale wiedział, że w pojedynku nie ma szans. W przeciwieństwie do niego, jarl Skyggen władał również mocą magii, której nie mógłby nic przeciwstawić. Zresztą z tego, co wiedział, jarl był również niezrównanym szermierzem.

– Wybaczone – usłyszał formalną odpowiedź na swoje przeprosiny.

– Moim zdaniem wystarczy nałożyć Grzywnę – postanowił wtrącić się Peter Flowers. Wiedział, że to ostatecznie zażegna konflikt pomiędzy jarlem a komendantem. – A jutro będziecie mogli przedłożyć swoją prośbę Radzie. Jarlu, ty znasz ich świat – ciągnął, a Hermiona spojrzała na mężczyznę z zaciekawieniem. – Czy możesz zaproponować stosowną Grzywnę?

– Tak, panie. Wszyscy aresztanci są pracownikami lub uczniami Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, której założycielem był między innymi Salazar Slytherin… - Mężczyzna przerwał i spojrzał wyczekująco na przewodniczącego, który powoli skinął głową.

– Nakładam Grzywnę, w ramach której udostępnicie nam do zbadania Komnatę Tajemnic Salazara Slytherina. Nie zabierzemy niczego, poza kopiami ksiąg lub urządzeń, które tam znajdziemy. Oryginały zostaną u was, chyba że sami będziecie chcieli je oddać. Pozwolicie nam wejść do Komnaty, niezależnie od decyzji Rady co do ewentualnej pomocy, natychmiast po powrocie do swojego świata. Czy rozumiecie warunki, na jakich zostajecie zwolnieni?

– Tak – odpowiedział za wszystkich Dumbledore.

– W takim razie skryba przygotuje dokument, w którym umieści te ustalenia i każde z was podpisze, że zgadza się na te warunki. Koniec posiedzenia – stuknął knykciami w blat, kończąc rozprawę.

BREAK LINE

Jest to Księga Wezwań, spisana w czasach, gdy Pan Chaosu chodził po świecie.

Jest to Księga Bezimiennego Boga, Władcy Magii.

Jest to Księga Demiurga, Pana Stworzenia.

Jest to Księga Sudja Giercogi, Sędziego Książąt.

Jest to Księga Paladyna, jednego z Piętnastu Towarzyszy Władcy Magii.

Jest to Księga Posłannika, jednego z Dziesięciu Towarzyszy Pana Stworzenia.

Jest to Księga Kompaniona, jednego z Dwóch Towarzyszy Sędziego Książąt.

Jest to Księga Strażnika, który pokoju strzeże.

Jest to Księga Syna Chłopskiego i Szlachcica, którzy Zło Pradawne zwalczają gdziekolwiek i w jakiejkolwiek postaci się ono pojawi.

Jest to Księga Cienia, podległego Bogom, któren wszakże silniejszy od nich pozostaje, i któren stąpał po lądach wszelakiech zanim dotknięte zostały stopą człowieka. Tego, który pozostanie, gdy rasa ludzka zniknie z powierzchni ziemi.

Jest to Księga Kapłanów i Uczonych, lecz strzeż się, niegodny śmiertelniku, który Księgi dotkniesz, albowiem prawowity właściciel zawsze w końcu przybędzie do ciebie i głowę swoją pod topór jego położysz. I nic nie będzie miało znaczenia, ni skarby wszelakie, ni obietnice, ni ofiara, bo wola jego jest Prawem, zaś on sam i wysłannicy jego silniejsi od śmiertelników pozostają. A gdy zginiesz, na ciele twym poszarpanym ucztować będą bestie Pana Chaosu, zaś dusza twoja nieczysta na Sąd Demiurga trafi.

Księga Wezwań

BREAK LINE

Uniwersum #2, Królestwo Słowiańskie, Gród Polan, Siedziba Białej Rady, Sala Narad, 24.06.7504, poniedziałek, godzina 21:55

– Dlaczego się zgodziłeś na Grzywnę?

– Dlatego, Gajuszu, że nie dalibyśmy rady ich uratować bez tego.

– A tak poważnie, Bjørn, to czemu chcesz im pomagać? Mało mamy własnych kłopotów?

– Księga Wezwań. Musimy ją zabrać do Pana Chaosu. A to jest najprostsza droga do jej uzyskania.

BREAK LINE

Wyjaśnienia:

[11] - praesumptio boni viri - (łac. domniemanie dobrej wiary) - zasada, według której każda osoba jest niewinna wobec przedstawianych jej zarzutów, dopóki wina nie zostanie jej udowodniona. Zasada domniemania niewinności sięga swymi korzeniami prawa rzymskiego. [za: ]

[12] - Zasada in dubio pro reo - nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. [za: ]