Ma pani trzydzieści dni od daty podpisania kontraktu małżeńskiego... Jeżeli otrzyma pani inne w tym czasie, ma pani wybór...
Podjęła decyzję.
Jedynym odgłosem rozchodzącym się po pokoju, było skrzypienie pióra po pergaminie, gdy Hermiona podpisywała kontrakt. Kiedy skończyła, usiadła i zaczęła bezmyślnie wpatrywać się w ich podpisy. Jej był okrągły i równy, natomiast jego ostry i kanciasty.
To było prawdziwe.
Była zaręczona z jej profesorem. Z profesorem Snape'em. Zmarszczyła brwi, gdy odebrali jej gładko pióro. Podniosła wzrok i ujrzała wesołe oczy Dumbledore'a. Snape usiadł na swoim miejscu nieruchomo i wpatrywał się w ogień. Napięcie, które towarzyszyło mu podczas rozmowy, osłabło, gdy podpisywała kontrakt. Martwił się o nią, czy o siebie? Albo o plan? Szybko potrząsnęła głową. Nie, uwierzyła mu, gdy mówił, że to najlepszy wybór dla niej.
Możliwość, że moja pozycja w Kręgu wzrośnie jest tylko bonusem.
Z jakiegoś powodu, ten argument wydawał się jej prawdziwy. Ze strony Snape'a – Severusa – na pewno, przyznała patrząc na profesora. Ze strony Dumbledore'a... nie była tego zbyt pewna. Bardziej skłaniała się ku opcji, że podwyższenie pozycji w Kręgu było tak samo ważne, jak jej bezpieczeństwo. Prawdopodobnie, nawet bardziej. Musiała też przyznać, że biorąc pod uwagę ogólną sytuację, tak musiało być. Dumbledore zajmował się od zawsze, jako pierwszy i czołowy czarodziej, wojną. A to, oczywiście, był jeden z możliwych wyborów.
Co się stało? Ufam Snape'owi, a nie Dumbledore'owi? Czy ja wariuję?, zastanawiała się, ale gdy zobaczyła jak dyrektor bierze od niej umowę i szybko zwija, była pewna, że to prawda. Ufała Snape'owi... tak bardzo, jak mogła przy jej zagrożonym bezpieczeństwie. Tak bardzo, jak nikomu innemu... nie była jeszcze pewna. Może po pewnym czasie...
Patrzyła jak Snape podnosi się opieszale z krzesła, idzie do biurka i coś wyciąga. Potem podszedł do Dumbledore'a z jakąś pieczęcią. Przez chwile zastanawiała się, jakich używa insygnii. Może rodzinny herb? Coś związanego z symbolami Slytherinu? A może coś innego, coś o znaczeniu osobistym? Uderzyło ją to, jak mało wie o człowieku, który miał zostać jej mężem.
Z drugiej strony Ron... znała go tak dobrze... Zapłacą. Sprawię, że zapłacą. Przyjaźń przez siedem lat... lato w Norze, ukrywanie się pod peleryną-niewidką Harry'ego, wakacje z nim na Grimuald Place, Artur i Molly traktujący ją jak drugą córkę... gdziekolwiek był Ron, czuła się jak w domu. Doszła do tego po śmierci rodziców. I zobacz, co się przez to stało. Moja wina.
- Panno Granger? – głos Dumbledore'a przywrócił ją do rzeczywistości i gdy podniosła wzrok zauważyła, że obaj mężczyźni się w nią wpatrują. Zarumieniła się lekko.
- Przepraszam dyrektorze... Zamyśliłam się – wydukała, czując się jak idiotka pod spojrzeniem czarnych oczu jej nauczyciela. Nie, już nie mojego nauczyciela... mojego narzeczonego, pomyślała. Ja... jestem zaręczona z Severusem Snape'em. Och, Bogowie, co powie Harry? Co powiedziałby Ron?
- Całkiem zrozumiałe, moja droga – rzekł Dumbledore. Stojący za nim Snape cały czas patrzył na nią przenikliwie. – Właśnie mówiłem, że wyślę Fawkesa do Ministerstwa zaraz, gdy wrócę do biura. Aha, panno Granger... będzie pani musiała zostać tutaj, w komnatach Severusa, przez ten czas. – Zakłopotana zmarszczyła brwi i już otwierała usta, by coś powiedzieć, ale Severus jej przerwał.
- Dla pani bezpieczeństwa, panno – Hermiono. Mimo wszystko, ostatniej nocy zostawiłaś oczekującego na ciebie Śmierciożercę. Mógł przyjąć, że zwlekałaś przez krótki czas, ale kiedy nie przyjedziesz dziś rano, pan Krum może zadecydować o przybyciu tutaj, do Hogwartu, i... odnalezieniu... ciebie – powiedział głębokim głosem. Spojrzała na niego, zastanawiając się czy odpowiedzieć. Szybko przeniosła wzrok na Dumbledore'a i wybrała podtrzymywanie ciszy, która nastała. Snape zerkał na nią podejrzliwie przez chwilę, zanim Dumbledore nie przemówił.
- Tak, panno Granger. Komnaty Severusa są obwarowane silnymi zaklęciami – podejrzewam, że nawet silniejszymi, niż mój gabinet – rzekł dyrektor, unosząc brwi i patrząc na Snape'a. Ten wzruszył lekko ramionami i strzepnął palcami, za co dyrektor posłał mu mały uśmieszek. – A więc, zatrzymasz swój sekret, Severusie. Jakkolwiek, panno Granger, będzie tu pani bezpieczniejsza niż gdziekolwiek indziej w zamku.
- Pan Krum nie jest jedynym zagrożeniem, Hermiono. Nie zapominaj, że gdy ta umowa dotrze do Ministerstwa, Lucjusz Malfoy bez wątpienia się o tym szybko dowie. I nie będzie zadowolony – powiedział gładko Snape. Gdy mówił, patrzył w dół na swoje dłonie, w których ciągle trzymał pieczęć. Nie będzie zadowolony. Ledwo wytrzymała jego spojrzenie. Sądziła, że to było dużym niedomówieniem.
- Czy... myślisz, że tu przyjdzie? – zapytała Hermiona, patrząc na wysokiego mężczyznę... na jej narzeczonego. Czarne, proste włosy opadały na twarz, zasłaniając jej część.
Snape i Dumbledore patrzyli na siebie bez słowa przez moment, a potem Snape odpowiedział. – Możliwe. Na pewno będzie chciał stanąć ze mną twarzą w twarz – może nie tutaj – ale jeżeli będzie się przy tobie upierał, albo jego syn – Nie mógł powstrzymać uśmieszku, gdy to mówił – Będzie się upierał... Spodziewam się wszystkiego po tej rodzinie. Klątwa Imperius jest groźnym narzędziem, a Lucjusz zawsze miał do niej smykałkę. – Ponownie odwrócił wzrok ku kominkowi i gdyby nie zauważyła, jak zacisnął palce w pięść, wypytałaby go o to dogłębniej.
Wtedy przemówił dyrektor: – Tak. Myślę, że będzie pani potrzebować czasu na naukę, panno Granger. Poproszę skrzaty, by przyniosły tu twoje rzeczy z pokoju Prefekt Naczelnej. A teraz, powiedziała pani przyjaciołom, że udaje się w ten weekend do przyjaciela rodziny?
Skinęła głową, odwracając oczy od zawiedzionego wzroku Dumbledore'a. Co powiedział Sn – Severus? I dlatego masz kogoś takiego jak ja... Żeby mógł ci przypomnieć, jak na druzgocące wydarzenia reagują ludzie nie noszący aureoli. On chociaż rozumiał...
Pani rodzice nie żyją. Pani... kochanek... nie żyje.
Nie możesz wskrzesić umarłych.
Podniosła wzrok i zauważyła, że Snape – nie, Severus – odwrócił się i przyglądał się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zebrała odwagę i odpowiedziała dyrektorowi bez odwracania wzroku od narzeczonego. – Tak, dyrektorze. Powiedziałam Harry'emu i reszcie, że jadę z wizytą na weekend do przyjaciela ojca. Nie spodziewają się mnie aż do poniedziałku.
Dumbledore skinął. – To nic. Połączę twój pokój z komnatami Severusa Siecią Fiuu. Podczas tego tygodnia będziesz przychodziła i używała pokoju Prefekt Naczelnej... unikniemy wtedy jakichkolwiek niewłaściwych insynuacji, zanim oficjalnie ukończysz szkołę w piątek. Jednakże, moje zaufanie względem młodego Malfoy'a jest małe – dlatego ma pani wracać tutaj, gdy nie będzie pani musiała być obecna na posiłkach. – Snape popatrzył krzywo na dyrektora i zdała sobie sprawę, że dla odosobnionego Mistrza Eliksirów to też nie jest łatwe. A z jakiegoś powodu sprawiło to, że poczuła się lepiej i odprężyła na tyle, by patrzeć na przechadzającego się koło kominka ciemnowłosego mężczyznę.
Jeszcze raz mogła podziwiać płomienie prześwitujące przez jego koszulę. Tym razem pozwoliła sobie popatrzeć z aprobatą trochę dłużej. W końcu miał zostać jej mężem. I... to miało być jej mieszkanie. Rozejrzała się dookoła krytycznie. W pokoju nadal było ciemno, chociaż, jak podejrzewała, był już ranek – nie było okien, a jedyne światło pochodziło z kilku świeczek i kominka. Ku jej zaskoczeniu było... przytulnie, nie ponuro. Było jeszcze więcej niezapalonych świeczek, które mogłyby rozjaśnić pokój, gdyby zaczęła się uczyć...
- Dobrze, dyrektorze. Mam dużo nauki, więc raczej działa to na moją korzyść – powiedziała, próbując powstrzymać uśmiech, ku oczywistej irytacji Snape'a.
Dyrektor uśmiechnął się i dodał – Dobrze więc. Chyba wszystko omówiliśmy... oboje musicie coś zjeść, a Severus powinien się ogolić. – Jego błękitne oczy zaiskrzyły, gdy zobaczył cień na twarzy Mistrza Eliksirów. – Gdy będziesz gotowy, Severusie, przyjdź do mojego gabinetu na małe spotkanie. Mamy kilka rzeczy do omówienia.
Hermiona zmarszczyła na to brwi. – Czy ja też nie powinnam być przy tej rozmowie, w tej sytuacji? W końcu to dotyczy mojego życia, dyrektorze.
Snape odwrócił się do niej i wykrzywił usta. – Nie wszystko dotyczy pani, panno Granger. Czy jest tak trudno uwierzyć, że mamy z dyrektorem inne sprawy do omówienia, niż twoja zajmująca osoba? – zakpił. Spojrzała na niego, jego słowa, wypowiedziane tym sarkastycznym tonem sprawiły, że poczuła się wściekła i zażenowana.
- Hermiono.
Przyglądał się jej przez moment z nieodgadniętym wyrazem twarzy, zanim skinął. – Hermiono – Odwrócił się do Dumbledore'a i powiedział. – Dyrektorze, co do pańskich poleceń zeszłej nocy... Jeżeli wyjdę...
Dumbledore machnął ręką. – Poradzę sobie, Severusie. Myślę, że normalne zabezpieczenia o których mówiliśmy, będą wystarczające. Nie zatrzymuję cię już. – Severus widocznie nie zgadzał się ze srebrnowłosym czarodziejem, ale skinął krótko głową, pozbawiony argumentów. Jakie normalne zabezpieczenia? O czym oni mówią? Trzymała język na wodzy, dopóki dyrektor nie wyszedł.
- Co - zamilkła, gdy uniósł dłoń.
- Panno – Hermiono. Obawiam się, że wiem, jaką masz godną podziwu zdolność do długich konwersacji w każdej sytuacji i o każdej porze, jednakże ja nie jestem typem, jak to mówią, rannego ptaszka. – Nie mogła powstrzymać się od chichotu, za co obdarzył ją krzywym uśmieszkiem. – Tak. Proszę, powstrzymaj się z pytaniami dotąd, aż nie skończymy śniadania. I dopóki nie będę mieć szansy na dokończenie rutynowych porannych czynności – powiedział unosząc brew. Uśmiechnęła się i przytaknęła. Nie jest porannym ptaszkiem... ani popołudniowym... ani wieczornym... myślała, gdy przeszedł przez pokój, wziął szczyptę proszku Fiuu i skontaktował się z kuchnią.
Chwilę później siedzieli przy małym stoliku w jego komnatach i jedli w ciszy śniadanie. Błaha rozmowa byłaby raczej nie na miejscu, a po wczorajszej i dzisiejszej dyskusji nie miała zamiaru rozmawiać o pogodzie. Wpatrując się w ciemnowłosego mężczyznę siedzącego naprzeciwko, zakładała raczej, że nie był typem lubiącym pogawędki. Zastanawiała się jeszcze przez chwilę, co on może myśleć o całej tej sytuacji. Nie wyglądało na to, by był zachwycony, ale także trudno było to ocenić po jego reakcjach dzisiejszego poranka. Był w końcu zaznajomiony z... z planem... dużo dłużej niż ona.
Zaczęła się więc zastanawiać, czy jeżeli zdecydowałaby się skorzystać z tego, co oferował Wiktor... by uczyć się i zwalczać ogień ogniem... Czy były inne opcje, przed jej nieudaną próbą ucieczki poprzedniego wieczoru? Zbierając odwagę, odłożyła filiżankę i zapytała. – Czy... czy były inne plany... co ze mną zrobić?
Przełknął i przyjrzał się jej. Milczała, ukrywając pod stołem mocno zaciśnięte na krześle ręce. Przytaknął cicho. – Na początku chcieliśmy ukryć cię w Beauxbatons; jednakże to już nie jest wybór.
- Dlaczego... – zaczęła, ale przerwał jej poirytowanym spojrzeniem.
- Naprawdę musisz o to pytać, Hermiono? Twoja wczorajsza... misja... powinna ci odpowiedzieć, dlaczego nie możemy do tego dopuścić. Nie pozwolimy twojemu umysłowi, determinacji, umiejętnościom... – zamilkł na chwilę, biorąc głęboki oddech, zanim zaczął ponownie. – Czarna Magia zbyt łatwo zniewala takich ludzi, jak my. Byłoby zbyt ryzykownym i niebezpiecznym dla nas, gdyby twój intelekt i logika zostały zwrócone przeciwko nam. Użyte jako broń przez wroga. – Nic nie odpowiedziała i starała się na niego nie patrzeć. – Twoja śmierć byłaby lepsza. – Jej oczy natychmiast znalazły jego, niezachwiane i spokojne. Poczuła dreszcz, zdając sobie sprawę, że to, co powiedział, było prawdą. Dumbledore i Snape naprawdę myślą, że lepiej byłoby, gdybym umarła, niż... zmieszana, potrząsnęła głową.
- Ale Harry-
- Byłby bardziej przybity, gdyby jego najlepsza przyjaciółka obróciła się przeciwko niemu i kalała Czarną Magią, niż gdyby stała się kolejną ofiarą knowań Czarnego Pana – przerwał jej Snape gładko.
Nie odpowiedziała. To, mimo wszystko, było prawdą. I z logicznego punktu widzenia, popierała ich argumenty. Jeżeli ona zwróciłaby się ku Czarnej Magii i została wciągnięta... Każdy krok wydaje się mały... Czy nie popchnęłoby to wtedy Harry'ego do zastanowienia się nad własnymi wartościami? Jeżeli jego najlepsza, najpracowitsza przyjaciółka, głos rozsądku w ich trójce, zwróciła się ku Czarnej Magii, czy nie mógłby się zacząć zastanawiać... może także powinienem nauczyć się zwalczać ogień ogniem? I co stałoby się wtedy z czarodziejskim światem, jeżeli Harry dałby się skusić, zniewolić? Było blisko... tak blisko... gdyby nie interwencja Severusa.
Nie zdając sobie sprawy z tego co mówi, wyznała. – Wiktor nie oczekiwał mnie. Nie wiedział o moim przybyciu. – Ciągnęła, widząc jego pytający wzrok. – Ja... nie wiedziałam, czy dam radę, a nie chciałam mu niczego obiecywać. Powiedział, żebym przybyła do jego domu... do Bułgarii, gdy się zdecyduję – Przełknęła ślinę i spuściła wzrok. – Myślałam, że jestem pewna, ale wtedy... gdy mi powiedziałeś... – zamilkła na moment i spojrzała na niego. – Dziękuję – wyszeptała.
- Nie masz za co – odparł łagodnie. – Wierzę, że nadejdzie twój czas. I musisz mi teraz wybaczyć, bo mam rozkaz ogolić się przed spotkaniem z dyrektorem. – Bez żadnej odpowiedzi opuścił pokój.
Po szybkim prysznicu i goleniu poczuł się bardziej sobą. Ta poranna rozmowa, razem z nagłym spadkiem napięcia, które poczuł, gdy zgodziła się na plan, wyprowadziła go z równowagi bardziej, niż chciałby to okazać. Nie miał zbyt dużo czasu na rozważenie wszystkich następstw tej sytuacji – wiedział, że czas na to przyjdzie, być może po dzisiejszym, nieuchronnym zebraniu. Teraz był jednak tak odprężony, jak tylko mógł.
Westchnął i zamknął oczy. Bez wątpienia, po wysłaniu małżeńskiego kontraktu do Ministerstwa, Lucjusz Malfoy będzie domagał się, by Czarny Pan zwołał zebranie. A on będzie musiał ostrożnie dobierać słowa. Potrzebował wyjaśnienia, dlaczego zmienił plany Lucjusza co do dziewczyny, bez wcześniejszego uzgodnienia tego z Kręgiem. Musi przekonać Czarnego Pana, że zrobią lepiej, jeżeli użyją jej jako dobrowolnego szpiega, a nie zaimperiusowanego niewolnika... lepiej odwrócić jej umysł i sprawić, by poddała wątpliwości lojalność, niż po prostu ją zabić, tylko po to, by ukarać Chłopca, Który Przeżył.
Prychnął w myślach i zabrał świeże ubrania z obszernej szafy z drzewa orzechowego. Zapewne Lucjusz powtórzy swoją porywającą mowę na temat zdewastowanych uczuć Pottera, gdy natknie się na zmasakrowane ciało najlepszej przyjaciółki. Jego innego najlepszego przyjaciela, poprawił się Severus. Ten chłopiec miał już podobną sytuację, kiedy znalazł razem z Hermioną ciało Weasley'a na skraju Zakazanego Lasu.
Tak, jego własna mowa w zarysie ukaże pozytywy nakłonienia dziewczyny ku jego woli. Użyje całej swojej ślizgońskiej przebiegłości i sprytu, by nadzwyczajnie opanować rządzę krwi. To nie powinno być zbyt trudne. Plan był dobry, a Czarny Pan zawsze doceniał przebiegłe plany. Może dlatego, że ten człowiek ma niezwykle mało finezji, zadumał się Severus.
Gdy zamykał szafę, dopadło go niejasne przeczucie, że będzie ją musiał jeszcze dzisiaj powiększyć – albo wstawić drugą – dla potrzeb jego przyszłej żony. Kompletnie ubrany, udał się do wyjścia prowadzącego do gabinetu, ale zatrzymał się widząc jego cicho uczącą się... narzeczoną? Potrząsnął zirytowany głową. Cierń w jego boku byłby lepszym określeniem. Podejrzewał jednak, że to nie byłoby zbyt polityczne określenie skierowane do kobiety, którą w ciągu tygodnia ma poślubić.
Rozłożyła się na dywanie w jego – ich? – pokoju przy kominku i ślęczała nad książką. Powstrzymał prychnięcie – jakby już uczyła się ich na pamięć; ale jakby na to nie patrzeć, rozrywka będzie dla niej dobra. Podczas gdy się jej przyglądał, jedną dłonią obracała delikatnie kartki książki, a drugą zakładała niesforny kosmyk za ucho. Oparł się o framugę i przyglądał młodej kobiecie leżącej w drugim pokoju. To małe ciało łączyło w sobie ogromną ilość kontrastów. Młoda, ale dojrzała, naiwna, ale mądra, czysta, ale skalana. Rzeczywiście, bardzo skomplikowana mikstura.
Westchnął cicho. W co on się wpakował? Żenić się z uczennicą? Ale ona nie będzie już zbyt długo jego studentką – prawdę powiedziawszy, to ona już nie jest jego studentką. Dyrektor osobiście wytłumaczył ją przed resztą klasy. Uniósł brew. Więc – już nie uczennica. Snape celowo unikał myślenia o... intymnych szczegółach małżeńskiego prawa; wymagania pod tym względem były raczej przekonywujące. Lecz... była pod tym względem niewinna, chociaż straciła dziewictwo. Potrząsnął głową. Nie, to nie będzie wiarygodne małżeństwo, pod względem fizycznym. Nie takie, jakiego by chciał... ale być może po pewnym czasie... Przestał myśleć o tym, gdy przygryzła dolną wargę – przyzwyczajenie objawiające się od pierwszej klasy – spochmurniał, przypominając sobie o jej młodości. Najlepiej nie myśleć o tym teraz, Severusie, upomniał się. Z frustracją zacisnął pięść.
Przeklęty Dumbledore.
Przeklęty Lucjusz.
Przeklęty Krum.
Plan Dumbledore'a... ich plan, definitywnie nie był rozwiązaniem, jakiego by sobie życzył, ale miał nadzieję, że okaże się ono sukcesem. Panna Granger – nie, Hermiona – była najgroźniejszą bronią dla obu stron. A jeżeli ich podejrzenia się sprawdzą, małżeństwo i przypuszczalne manipulacje pomogą mu zwiększyć swoją pozycję w Kręgu. Jednakże powiedział Hermionie prawdę, że jest to tylko dodatkowy bonus. Z ochotą jednak przyznał, że bardzo pociągający dla niego. Im wyższa pozycja w Kręgu, tym może czuć się bezpieczniejszy.
Oczywiście, jeżeli ich podejrzenia się nie sprawdzą, będzie martwy przed jutrzejszym porankiem.
Zmarszczył brwi, myśląc intensywnie. Będzie prowokował Dumbledore'a dzisiaj rano i on dobrze o tym wiedział. Snape nie chciał umierać – już nie – ale to był najprostszy sposób na zdenerwowanie starszego czarodzieja. I raczej przyjemny, musiał przyznać z małym uśmiechem. Kiedyś życzył sobie śmierci, szczególnie w ciemnych czasach jego życia, zanim przyłączył się do Dumbledore'a jako szpieg. Ale teraz, po tych wszystkich latach pracy, by pokonać Czarnego Pana, chciałby przeżyć chociażby po to, by cieszyć się z owoców jego pracy, jeżeli uda się im zwyciężyć.
Owoce jego pracy. Nigdy nie zastanawiał się nad małżeństwem, nie po horrorze, jakim było małżeństwo jego rodziców. Ale... patrzył, jak blask z kominka lśni we włosach dziewczyny. Włosach młodej kobiety. Jak jej ciało skomponowane jest z ogromnej różnorodności barw i kształtów – przebłyski czerwieni, brązu i czerni ukazujące się w masie gęstych loków. Powróciła do niego uwaga Dumbledore'a: Severusie, myślę, że jesteś na właściwym miejscu. Może po pewnym czasie polubisz jej towarzystwo. Odrzucił ten pomysł jednym, sarkastycznym komentarzem, ale teraz...
Nie. Ta dziewczyna była irytująca, nic więcej.
Znowuż z jej strony, prawdopodobnie widziała go w tym samym świetle. Byli zmuszeni do tego... i chociaż oboje będą starali się zrobić tę sytuację bardziej znośną, nie wierzył, że mogłoby wyniknąć z tego coś więcej, niż towarzyski związek. Może nawet i przyjaźń. Wszystko ponad to było śmiesznym pomysłem, marzeniem głupca.
Zdecydował się odezwać i wszedł do pokoju. – Muszę teraz wyjść, dyrektor mnie oczekuje. - Gdy podszedł w jej stronę podniosła się i poprawiła szaty. – Wrócę szybko. W międzyczasie masz tu zostać, nie wolno ci opuszczać tych pokoi. Wszystko, czego będziesz potrzebować, zamów u skrzatów albo skontaktuj się przez kominek z biurem dyrektora – rzekł, wskazując mały pojemnik z proszkiem Fiuu na gzymsie. – Nie próbuj złamać zaklęć strzegących tego miejsca – zaalarmują mnie i Albusa, jeżeli zostaną złamane.
Przytaknęła, widocznie się zgadzając, ale nie za bardzo jej ufał. Szczególnie, gdy była taka posłuszna. Lata spędzone na sprzątaniu po Okropnej Trójcy, zajmowaniu sobie głowy ich prześladowaniem i... dziewczyna nie patrzyła mu w oczy. Westchnął. Była na tyle utalentowana, by złamać lub ominąć zaklęcia, jeżeli byłoby to konieczne. Dumbledore mógł myśleć, że to nieprawda, mógł zakładać, że te zaklęcia są wystarczające, ale Severus miał swoje podejrzenia co do tego, jak dużo Hermiona nauczyła się poza programem nauczania. Musiał być pewny, że nie planowała ucieczki. Zagrożenie było prawdziwe, ale nigdy nie niepokoił jej w przeszłości. A z jej świeżym smutkiem, była bardziej nierozważna niż zazwyczaj. Po prostu nie mogli pozwolić sobie na to, by opuściła komnaty i zaczęła szukać swojego małego przyjaciela Pottera, albo córki Weasley'ów. Najprawdopodobniej Draco będzie szybko zaalarmowany przez ojca o sytuacji, a przecież pismo na pewno dotarło już do Ministerstwa.
Był tylko jeden sposób... no, dwa sposoby, ale uważał, że jego... narzeczona byłaby zbyt przerażona zaaplikowaniem Veritaserum. Z pewnością także będzie przerażona tym co chciał zrobić, ale... musiał być pewny.
Podchodząc do niej szybko, uchwycił palcami jednej ręki jej podbródek, zanim mogłaby zareagować i uniósł jej głowę do góry, zaglądając intensywnie w oczy, włamując się do umysłu. Zszokowana, wciągnęła powietrze, gdy się włamał. Stała wyprostowana i nie wykręcała się, gdy zaglądał głębiej do jej umysłu, aż... jej oczy rozszerzyły się, kiedy do czegoś się zbliżył... coś, co starała się ukryć... co to było? Z furią na niego naparła.
Jego oczy zwęziły się, a palce zacisnęły na jej podbródku, gdy się koncentrował... Jej brązowe oczy błyszczały... to było coś z dzisiejszego rana. Przez jej twarz przebiegł cień paniki, więc skoncentrował się dziesięciokrotnie bardziej... aż w końcu prawie to zobaczył. Coś w niej pękło i obrazy szybko przedostały się do jego umysłu, razem z potokiem towarzyszących im emocji. Stopień jego skoncentrowania uwolnił więcej niż tylko obrazy...
On, stojący przed kominkiem... mógł wyczuć jej... podziw? Aprobatę? Pociąg? To było niespodziewane, aczkolwiek przydatne zdarzenie... i było coś w jego głosie... ciekawe, próbował złapać to, ale nagle go zablokowała. Zdał sobie sprawę, jak mocno ściskał jej podbródek, więc cofnął się szybko.
Przez moment patrzyli na siebie w ciszy. Jej oczy pełne były przerażenia i zażenowania, z powodu tego, co ujrzał i jakie poczuł emocje. Pozwolił sobie na mały uśmieszek. To zdecydowanie uprości pewne sprawy. Cieszył się widokiem jej coraz czerwieńszych policzków, kiedy jego uśmiech rósł. Decydując się na podrażnienie jej, skomentował to głębokim, jedwabistym głosem. – Wierzę, iż to powinno zrobić tę sytuację bardziej... znośną, panno Granger – zamilkł na chwilę, delektując się zaskakującym zażenowaniem na jej twarzy, zanim przypomniał sobie przelotną myśl o jego głosie... Najbardziej jedwabistym tonem dodał. – O, przepraszam – chciałem powiedzieć Hermiono – O tak, zdecydowanie na to zareagowała. Intrygujące.
Jej zażenowanie zmieniało się w oburzenie, brązowe oczy, wciąż oniemiałe, błyszczały groźnie. Zachichotał cicho. – Bardzo dobrze. Pójdę już. Wrócę za kilka godzin. – Wyszedł z pokoju, nie mówiąc nic więcej.
