Mimo deszczowej pogody za oknem, od rana mam dobry nastrój i mam nadzieję, że utrzyma mi się on do końca tygodnia, bo czekają mnie spotkania z naprawdę fantastycznymi ludźmi. Jeszcze trochę i koniec szkoły na dwa miesiące, a potem zacznie się "maturalny szał". Czeka na mnie właśnie rekcja czasownika z niemieckiego, więc nie przedłużam i wstawiam kolejny rozdział. Enjoy :)


Napar z rzepaku i tymianku to najokropniejsza rzecz, jaką w życiu miałam w ustach – pomyślała Regina, krzywiąc się na okropny smak w gardle. Trzeba było jednak przyznać, że napój ten działał rewelacyjnie na złamane żebro, które mimo nieprzespanych nocy, po pięciu dniach było w dobrej kondycji. Czarnowłosa dziewczyna czuła się o wiele lepiej, nie skarżąc się już na ból, który po dzisiejszym przebudzeniu nawet się nie pojawił. Lekarz oznajmił, że za dwa dni będzie mogła jeździć konno, co wprowadziło ją w szampański nastrój. Nie mogła się doczekać, kiedy w końcu pogłaszcze ukochanego Daymonda i będzie mogła zniknąć na parę godzin z zamku. Przez wszystkie te dni, które spędziła w zamku, nieustannie myślała o Danielu. Zastanawiała się, co mógłby robić w tym momencie, czy wie o zaistniałej sytuacji i jaka była jego reakcja na tę nowinę. Łapała się na tym, że brakowało jej tego specyficznego poczucia humoru, który zawsze był okraszony sarkazmem. Brakowało jej tych wszystkich rozmów, bo miała wrażenie, że jemu może powiedzieć praktycznie wszystko. Nie ufała nikomu innemu, tylko Danielowi. A w tych dniach tak bardzo potrzebowała z kimś poważnie porozmawiać.

W ciągu tych pięciu dni w jej komnacie pojawiło się mnóstwo ludzi: prócz całej masy służących, które martwiły się o nią i pytały, czy czegoś jej nie potrzeba, pojawiła się jej przyjaciółka Maleficent z Południa. Opowiedziała Reginie o wszystkich najciekawszych i najprzystojniejszych książętach w Zaczarowanym Lesie i jak się pojawiła, tak szybko zniknęła. W izby pojawił się także jej ojciec, który praktycznie pilnował jej jak oka w głowie. Jednak przez te kilka dni ani razu nie widziała matki. Nie mijała jej na zamkowych korytarzach, nie widywała jej w ulubionym miejscu na dziedzińcu. Nie zaglądnęła do jedynej córki, by dowiedzieć się, czy dobrze się czuje. Regina miała do jej ogromny żal, że Cora potrafiła tak bardzo ją skrzywdzić za byle błahostkę. Obawiała się, że czarna magia na dobre zawładnęła jej ciałem i umysłem. Bała się, że złamane żebro to dopiero początek.

Jej ulubionym miejscem stała się stara wieżyczka zamkowa, której okna wychodziły na zazielenioną polanę, a co za tym idzie – drewnianą stajnię. Przesiadywała tam praktycznie całe dnie, patrząc na galopujące konie, pracującego Daniela i zapierający dech w piersiach krajobraz. Anna postarała się o najwygodniejsze krzesło w zamku, które zarezerwowane było tylko i wyłącznie dla Reginy. Tego dnia też tam siedziała. Na niebie zebrały się burzowe chmury, które nie zwiastowały sprzyjających warunków. Po chwili zacząć spadać delikatny deszcz, by potem rozpętała się prawdziwa ulewa. Widziała, jak Daniel stara się zagonić konie do stajni, by nie zmokły. On był przemoczony do suchej nitki, ale nie zważał na to, interesując się dobrem koni.

„Ostatnio nigdzie indziej Cię nie widuję, tylko tutaj." Usłyszała znajomy głos za swoimi plecami i poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku. Wzdrygnęła się, czując czarną magię w powietrzu. „Nie bój się, jestem Twoją matką, nic Ci nie zrobię."

„Szkoda, że wtedy nie pamiętałaś, że jesteś moją matką." Burknęła i odrzuciła dłoń, która została położona na jej barku. „Opętało Cię. Skrzywdziłaś mnie."

„Wiem." Podeszła do niej, zakrywając widok na stajnię i kucnęła przed nią. Złapała kosmyk włosów córki i założyła go za jej ucho. „Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale jesteś moją córeczką, kochanie, martwię się o Ciebie. Martwię się, że wpadniesz w złe towarzystwo, że stanie Ci się krzywda. To chyba normalne."

„To jest normalne, gdy Twoja matka nie używa na Tobie czarnej magii. Nie dusi Cię. Nie rzuca o podłogę. To byłoby normalne, gdybyś ze mną porozmawiała. Ale musiałaś użyć magii. Jesteś bez niej bezsilna, Twoje słowa są bez znaczenia." Cora spojrzała na córkę i kiwnęła głową.

„Jesteś już taka mądra. Zadziwiające, kiedy nam wyrosłaś. Jeszcze niedawno biegałaś po wszystkich komnatach w poszukiwaniu Calineczki. A teraz podejmujesz sama decyzje, oceniasz sytuację. Jestem z Ciebie dumna. I chciałabym być też w przyszłości. Nie chciałabym wstydzić się swojej rodziny. Dlatego proszę, postaraj się mnie zrozumieć." Cora pogłaskała swą pierworodną po policzku, po którym spłynęła pojedyncza łza. „Pamiętaj, jesteś dla mnie wszystkim. To z Tobą wiążę przyszłość, wierzę w Ciebie. Dlatego tak na Ciebie naciskam. Chciałam, byś była najlepsza. Ale Ty już jesteś najlepsza. Jesteś najpiękniejszą rzeczą, jaka mnie spotkała w życiu".

„Matko…" Regina rzuciła się w ramiona rodzicielki, która mocno ją przytuliła. „Przepraszam Cię, za wszystko. Postaram się jak mogę, byśmy stały się przyjaciółkami. Tylko błagam, nie narzucaj mi rezygnacji z jazd konnych." Cora odsunęła córkę na kilka centymetrów. „Ostatnio tylko to sprawiało mi radość."

„Dlatego dzień w dzień siedziałaś przy tym oknie?" Cora zaglądnęła przez okno, widząc małą stajenkę na polanie. „Dobrze, jeśli sprawia Ci to taką radość. Ale ustalimy przedział czasowy i proszę, Regino, pozwól mi zapisać Cię ponownie na zajęcia z wyszywania. Talent do szycia przechodzi u nas z pokolenia na pokolenie, a ja wiem, że i Ty masz predyspozycje." Królowa położyła dłonie na policzkach Reginy i podniosła jej głowę. „Kocham Cię, wiesz?"

„Wiem, matko, ja Ciebie też." Przytuliły się mocno, po czym Regina wstała, by udać się na posiłek. Po przejściu kilku schodków odwróciła się do matki, która wpatrywała się w krajobraz za oknem. „Ty nie idziesz?" Zapytała.

„Za chwilkę, Ty możesz już iść." Odpowiedziała, po czym została sama na wieżyczce. Spojrzała z przekrzywioną głową na małą stajnię, która nijak się miała do otaczającego widoku. A może by tak zrzucić na nią kulę ognia i mieć święty spokój? – Zastanawiała się, tworząc już w dłoni niebezpieczny kształt.- To byłoby podejrzane. Na razie odzyskałam Reginę, a jeśli będę używać więcej tych przebrzydłych słodkich słówek, owinę ją sobie wokół palca. A potem już krótka droga do objęcia kolejnego tronu – uśmiechnęła się szyderczo, obmyślając kolejny plan na ugłaskanie własnej córki.


Przez cały tydzień kasztanowy rumak z białą plamą na twarzy zachowywał się bardzo niespokojnie. Zdarzało się, że podczas wyprowadzania koni, Daymond uciekał na cały dzień do lasu, wracając zmęczony i z rozczochraną grzywą. Czwartego dnia odpadła mu podkowa i nabawił się głębokiego zakażenia w kopycie. Daniel robił wszystko, by koń wyzdrowiał, jednak widząc nasilający się grymas bólu na jego twarzy, bał się, że to może być koniec. Tego dnia zaciągnął się ostatecznych środków – postanowił skontaktować się z miejscową wiedźmą, która uważa, że potrafi wygnać każdą chorobę. Gdy przyszła do stajni, Daniel poczuł, że ta decyzja może być jego największy błędem życiowym. Stara kobieta miała zarzuconą czarną chustę na przerzedzone włosy, chodziła zgarbiona, a jej strój był podziurawiony od długich wędrówek. Spojrzała szkliście na mężczyznę i podeszła do konia. Położyła rękę na kopycie, a rumak parsknął przerażony. Po chwili Daniel zauważył, że koń upada na podłoże, a wiedźma pod nosem używa jakiś niezrozumiałych słów. Skończywszy, zacisnęła rękę i wzdrygnęła się. Daniel wyciągnął obiecane pieniądze i podarował starej kobiecie. Ta złapała jego dłoń i przejechała po wyraźnych liniach wskazującym palcem.

„Nie martw się, chłopcze. Z dziewczyną, która kradnie Ci sen z powiek, jest wszystko w porządku. Ma ciężki tydzień za sobą, ale wróci. Wróci szybciej, niż mógłbyś sobie wyobrazić." Znowu spojrzała na niego tymi perlistymi oczami i zniknęła za rogiem. Daniel stał przez chwilę bez ruchu i spojrzał na swą dłoń. Skąd ta kobieta mogła wiedzieć, że się martwi? Skąd mogła wiedzieć, że od tygodnia się nie wysypiał? Jednak miała rację -jedyne, o czym intensywnie myślał przez te wszystkie dni, to Regina. Zastanawiał się, dlaczego nie przyszła na lekcje. Bał się, że może ją wystraszył, że nie spodobało jej się. Chociaż miał poczucie, że gdy żegnali się tamtego dnia, widział radość w jej oczach i to dawało mu nadzieję, że jeszcze się zobaczą. Jednak bał się bardziej tego, że mogło jej się coś stać. Pamiętnego dnia była mocno spóźniona i czuł się winny z tego powodu. Wiedźma dała mu jednak znak, że jeszcze się spotkają. Jeszcze będzie miał wiele okazji do podziwiania jej zachwycającego uśmiechu, inteligencji i nieskazitelnej urody. Coś ich połączyło, czuł to. Czuł, że robi błąd, spoufalając się z córką królowej Cory, ale w Reginie było coś tak niespotykanego, że miał ochotę ją poznawać na nowo każdego dnia. Uśmiechnął się, twierdząc, że jest głupcem, wyobrażając sobie życie u jej boku. Nie jest jej godzien. Ona zasługuje na mężczyznę o błękitnej krwi, z bogatą rodziną i piękną przeszłością w pałacach. On nie był tym typem. Był zwykłym wieśniakiem, który stracił jedynego członka rodziny, nie wiedząc praktycznie w jaki sposób. Jego ojciec jeszcze się nie odnalazł i doszło już do niego, że prawdopodobnie zaatakowały go wilki. Czuł się samotny, przypominając sobie mrożące krew w żyłach wątki z przeszłości, więc zamykał się w sobie. Liczył jednak na to, że jego skrytość nie wpłynęła źle na stosunki z dziewczyną o długich, kruczoczarnych włosach. Złapał za widły i postanowił posprzątać siano, które było rozłożone po całej stajni. Podszedł najpierw do Daymonda, sprawdzając czy koń jeszcze żyje. Spojrzał na kopyto, na którym nie było śladu po ranie i złapał szybko za podkowę, by ją przybić. Potem nakarmił pozostałe konie, które wyraźnie ucieszyły się na nową dostawę marchewek. Następnie wziął jednego konia i przyczepę, by wywieść łajno do lasu. Gdy wykonał kilka takich kursów i wjechał do stajni po ostatnią partię, zobaczył znajomą postać przy smacznie sapiącym Daymondzie i puścił wolno konia. Koń zerwał się, wyrzucił przyczepę i pobiegł w las. Postać odwróciła się przestraszona w tamtym kierunku, ale gdy zobaczyła Daniela, zerwała się na równe nogi i podbiegła, by się w niego wtulić. Serce zaczęło mu mocniej bić i czuł, że zaraz udusi się z radości. Objął ją ramionami i poczuł intensywny zapach szamponu na rozpuszczonych włosach dziewczyny. Ta podniosła głowę nieco zdezorientowana i szybko odczepiła się od niego.

„Przepraszam. Chyba za bardzo mnie poniosło. Stęskniłam się…" wziął głęboki oddech i przeraził się, że mogłaby wypowiedzieć jego imię. „…za tym miejscem. Jesteś jego częścią, więc … chyba rozumiesz." Wypuścił głośno powietrze i uśmiechnął się lekko do dziewczyny. Regina odwróciła się w stronę śpiącego konia i wskazała na niego palcem. „Co się stało?"

„To długa historia. Opowiem Ci podczas podróży." Regina pokręciła głową, bojąc się prawdopodobnie zmiany rumaka. „Jeśli oczywiście możesz. Weźmiesz Storma, pozytywnie reaguje na Twój widok, a Daymonda zostawimy dzisiaj w spokoju. Ja wezmę Thundera." Wskazał na białego konia z czarną grzywą, a Regina kiwnęła głową.

„Ja też muszę Ci wiele powiedzieć. Naprawdę, bardzo tęskniłam za naszymi rozmowami." Spojrzał jej głęboko w oczy i zauważył ogromny ból, który sprawił, że zrobiło mu się żal. Daniel myślał, że to on zawinił w tym, że przez ponad tydzień się tu nie pojawiła. Jednak te oczy dały mu zrozumienia, że cierpiała tak mocno, jak on jeszcze nigdy dotąd. Złapał jej dłoń i po prostu ścisnął, dając jej trochę otuchy. Spojrzała na złączone ręce zmieszana, ale potem uśmiechnęła się przez łzy.