Mijały kolejne dni i nadszedł w końcu czas Świąt Bożego Narodzenia. Pomimo tego, że Ron tęsknił za swoimi przyjaciółmi, to jego samopoczucie poprawiło się na tyle, aby pomóc Billowi i Fleur w przystrojeniu domu i innych obowiązkach. Muszelka z każdym dniem wyglądała coraz piękniej i nawet on nie mógł tego nie dostrzec. Był właśnie dzień przed Wigilią i Ron pomagał Billowi w przystrajaniu kuchni w świąteczne ozdoby, Fleur zajęła się w tym czasie ostatnimi, potrzebnymi zakupami.

- Bill, tak sobie dzisiaj myślałem, ciekawe jak spędzą jutrzejszy wieczór Harry i Hermiona? – zastanawiał się Ron. - My spędzimy tutaj razem te święta w ciepłym domu, może nie tak jak bym sobie wymarzył, bo nie będzie z nami reszty rodziny, ale jednak. A oni? Może nawet w ogóle nie będą wiedzieć, że to już ten dzień.
- Nie wiem Ron, ale mam nadzieję, pewnie tak samo ja ty, że gdzie by nie byli, to spędzą ten dzień w spokoju i będą bezpieczni. Żałuję, że nie mamy żadnego sposobu, żeby się z nimi skontaktować. Cieszę się Ron, że ostatnio trochę lepiej sobie radzisz z tą całą sytuacją – wyznał szczerze Bill, patrząc jednocześnie na swojego młodszego brata.
- To nie jest tak, że już jest wszystko w porządku, po prostu zrozumiałem, że zamykając i użalając się nad sobą i tak nic nie osiągnę i nie zmienię. Wiem, że podczas pierwszych dni swojego pobytu byłem dla was bardzo uciążliwy. Oboje z Fleur próbowaliście jakoś mi pomóc, zająć mnie czymś, aby oderwać moje myśli od tego, co się wydarzyło i bardzo wam za to dziękuję. Jednak dopiero niedawno zrozumiałem, że nie mogę was odrzucać i dlatego bardzo chcę choć trochę naprawić poprzedni błąd i pomóc wam w przygotowaniu tych świąt, na tyle na ile jestem w stanie, w końcu to przeze mnie spędzicie je tutaj sami. - Ron sprawiał wrażenie wdzięcznego, ale również widać było, że dalej czuje się niezręcznie, obarczając tym ciężarem swojego brata i jego żonę. - Bill długo myślałem o tym, jak wrócić do moich przyjaciół i im pomóc.
- I wpadłeś na jakiś nowy pomysł? - zapytał Bill z dużą ciekawością i lekkim niedowierzaniem.
- Niestety nie wiem jak ich znaleźć, więc będę trwał w pełnej gotowości na jakikolwiek sygnał, być może pojawi się jakaś pogłoska o tym, gdzie są, a wtedy nie będę zastanawiał się ani chwili dłużej i przybędę tam, gdzie będzie im potrzebna pomoc. Niestety, nic więcej nie mogę zrobić – odpowiedział Ron, a Bill zauważył, że słowa brata są dla niego bardzo bolesne, ponieważ mimo tego, że bardzo chciał, w tym momencie nie mógł pomóc Harry'mu i Hermionie.
Bill stwierdził, że lepiej zmienić na razie temat, ponieważ nie chciał, aby jego młodszy brat ponownie pogrążył się w rozpaczy i to tuż przed świętami.
- Ron, zapomniałem ci powiedzieć o czymś, co na pewno bardzo cię zainteresuje, ale musisz poczekać do wieczora, mam dla ciebie małą niespodziankę – uśmiechnął się zagadkowo Bill. - A tymczasem skończmy rozwieszać te łańcuchy, zanim Fleur wróci, bo stwierdzi, że zamiast jej pomagać, to ucinamy sobie tutaj pogawędki.

Tak więc obaj mężczyźni zakończyli rozmowę i wzięli się do roboty. Godzinę później, kiedy już kuchnia była przyozdobiona dużą ilością bombek, łańcuchów oraz innymi ozdobami, wróciła zadowolona Fleur z torbami i paczkami pełnymi zakupów.
- Świetnie chłopcy, teraz możecie sobie zrobić przerwę. Ja w tym czasie przygotuję obiad – zarządziła Fleur.
Bill i Ron poszli więc razem do salonu. Pokój tutaj również wyglądał znakomicie i patrząc na niego, nikt by nie pomyślał, że rodzina, która tu mieszka ma tak wiele problemów i żyje w tak niedobrych czasach. Bill podszedł do stolika przy kanapie i wziął leżące tam radio. Zaczął je dostrajać, szukając jakiejś konkretnej stacji.
- Bill! - roześmiał się Ron, a był do chyba jego pierwszy prawdziwy uśmiech od wielu dni. - Chyba nie zamierzasz mi dać posłuchać Celestyny Warbeck? To ma być ta niespodzianka?
- Nie, Ron – również uśmiechnął się Bill. - To specjalna stacja, która ukrywa się w podziemiu i przekazuje prawdziwe informacje na temat tego, co się dzieje. Nadają tylko od czasu do czasu, ciągle zmieniają częstotliwość i trzeba znać hasło, tym razem jest to: „Chłopiec, który przeżył". Poczekaj, za chwilę powinno mi się udać.
Bill ciągle zmieniał częstotliwości i wypowiadał słowa, które rzekomo miały być hasłem. W końcu po piętnastu minutach, kiedy Ron zaczął się poważnie zastanawiać czy jego brat nie robi sobie z niego żartów, udało mu się:
- Jest, mam! Posłuchaj tego Ron. - Bill przekazał mu radio i oboje rozsiedli się wygodnie na kanapie.

- Witajcie nasi drodzy słuchacze po raz kolejny w Potterwarcie – odezwał się z radia znajomy głos. - Po raz kolejny witam was ja: Potok oraz moi dzisiejsi goście. Stałym słuchaczom na pewno znani, gdyż często goszczą na naszej antenie, Król i Wtyczka.
- Witamy serdecznie państwa – powiedział mężczyzna o niskim głosie.
- Dzień dobry państwu – przywitał się również drugi z gości Potoka.
Ron aż krzyknął z wrażenia, bo rozpoznał w końcu te głosy, a ten ostatni słyszał od zawsze w rodzinnym domu:
- Przecież to tata, Kingsley i Lee!
- Wiem, słuchaj dalej – poprosił go Bill.
- Dziś krótsza audycja, gdyż mimo tak ciężkich czasów na pewno wszyscy staramy się na swój sposób przygotować do tych zbliżających się świąt. Nie chcemy wam więc zajmować zbyt wiele czasu i przekażemy tylko najważniejsze informacje. Może zacznijmy od ciebie Królu, co masz naszym słuchaczom do przekazania? - zapytał się Lee.
- Przede wszystkim chcę zacząć od tego, że tym razem mam trochę lepsze wiadomości niż ostatnio. W ostatnich kilkunastu dniach nie mieliśmy zbyt wiele ofiar. Najbardziej wstrząsającą historią było morderstwo pewnej mugolskiej rodziny w Londynie. Samotna matka wychowująca czwórkę małych dzieci. Prawdopodobnie śmierciożercy chcieli się w ten sposób trochę rozerwać, oczywiście ta sprawa nigdy nie ujrzała światła dziennego w czarodziejskich mediach – opowiadał z wyraźnym oburzeniem Kingsley.
- To wstrząsające Królu – przyznał mu rację Lee. - Tak wiele rodzin zginęło już z ręki nowego reżimu, zarówno czarodziei, jak i mugoli. Czy możemy mieć nadzieję na lepsze jutro?
- Oczywiście, że musimy w to wierzyć. Każde zło musi w końcu przeminąć, musimy jednak stawić mu czoła. Z przykrością wysłuchujemy o tak wielu brutalnych mordach i torturach, dlatego tak jak zawsze przestrzegam wszystkich, aby zachowywali czujność. W dzisiejszych czasach trzeba naprawdę uważać, jeśli jesteśmy w stanie, to starajmy się również oferować swoją pomoc innym, również mugolom – apelował Kingsley.
- Bardzo mądre słowa Królu, a ty Wtyczko, czy może chcesz coś dodać? - zapytał Lee, pana Weasleya.
- Pragnę zwrócić uwagę również na to, że nasza nadzieja ma również swoje solidne podłoże. Sami Wiecie Kto ciągle stara się tropić osoby, które najbardziej sprzeciwiały się jego reżimowi. Świadczy to również o tym, że on sam ciągle nie czuje się w stu procentach pewnie i stara się eliminować wszelkie możliwe zagrożenie – mówił pan Weasley. - Nie zapomnijmy też o najważniejszym, o Harrym Potterze. Ten chłopiec jest naszym największym źródłem nadziei i światła w tych mrocznych czasach. Gdzieś jest, najprawdopodobniej jednocześnie ukrywając się, aby nie dać się złapać, jak również starając się w jakiś tylko jemu znany sposób, walczyć z nową władzą. Możemy tylko mieć nadzieje, że wszystko układa się po jego myśli i wspierać go myślami. Przed nami czas świąt, czas nowego początku oraz nadziei. Chciałbym z tego miejsca życzyć zarówno Harry'emu powodzenia w jego misji, wytrwałości i odwagi, jak również wam drodzy słuchacze nadziei i silnej woli, abyśmy mogli doczekać lepszych czasów.
- Piękne słowa Wtyczko. Ja również razem z Królem życzę wam mimo wszystko ciepłych, rodzinnych świąt oraz nadziei na te kolejne dni, tygodnie, a może miesiące. Obiecuję, że następnym razem audycja będzie dłuższa. Kolejnym hasłem będzie słowo: Fawkes, do usłyszenia – pożegnał się Lee.

Ron nie wiedział co powiedzieć, był bardzo zaskoczony, ale równocześnie szczęśliwy. Nie mógł się z nimi spotkać, ale przynajmniej mógł ich usłyszeć, a zwłaszcza tatę. Doceniał to, że starają się informować czarodziejski świat o tym, co się naprawdę dzieje, a przecież na pewno wiąże się to z dużym ryzykiem. Gdyby ktoś ich znalazł...
- To fantastyczne, Bill. To świetna decyzja z ich strony, że zdecydowali się na tą Potterwartę. Przynajmniej teraz ci, którzy chcą dowiedzieć się prawdy, mogą ją usłyszeć w tych audycjach. Szkoda, że nie mogę się z nimi zobaczyć, ale cieszę się, że mogłem ich usłyszeć dzięki tobie – powiedział szczerze Ron do Billa. - Często przeprowadzają takie audycje?
- No wiesz – powiedział Bill. - Co jakiś czas, czasami raz na dwa tygodnie, czasami częściej lub rzadziej, zależy od okoliczności. W końcu musimy się ukrywać, gdyby ktoś się o tym dowiedział i nas złapał to... Sam wiesz, jak jest. Ja sam brałem raz udział w jednej z tych audycji.
- A pod jaką ksywką? – zapytał Ron z uśmiechem.
- Szrama, to od mojego wyglądu po spotkaniu z Greybackiem – odpowiedział Bill i również szczerze się uśmiechnął. - Teraz jednak Ron chodźmy już na obiad, bo inaczej będziemy mieć z Fleur do czynienia, a uwierz mi, czasami potrafi przypominać naszą mamę, jak się zdenerwuje.

Następnego dnia, wieczorem, cała trójka zasiadła razem do wspólnej kolacji wigilijnej. Wszyscy razem złożyli sobie nawzajem życzenia, a potem zjedli potrawy przygotowane przez Fleur. Spędzili razem czas, rozmawiając i śmiejąc się. Ron starał się jak mógł cieszyć się tym dniem razem z nimi i mimo, że mu się to w miarę udawało, to jednak nie raz tego dnia wracał myślami do Harry'ego i Hermiony. Zastanawiał się, gdzie są w tym szczególnym dniu i czy również spędzają go razem w spokoju, bał się, że nawet nie wiedzą dokładnie, że wigilia jest dzisiaj, w końcu, kiedy z nimi podróżował, często tracili poczucie czasu. Ron nawet nie mógł zdawać sobie sprawy, że jego przyjaciele wcale nie spędzają tego dnia w ukryciu, lecz są w Dolinie Godryka, gdzie czeka na nich Nagini pod postacią Bathildy Bagshot.

Pod koniec kolacji pojawił się w jadalni patronus pana Weasleya i jego ciepłym głosem powiedział tylko: Wesołych Świąt! Ronowi zrobiło się ciepło w sercu, żałował, że nie mógł zobaczyć się z rodzicami i resztą swojego rodzeństwa, ale wiedział, że tak będzie lepiej. Ciągle nie tracił resztek nadziei, że uda mu się znaleźć sposób na powrót do Harry'ego i Hermiony. Kiedy już zaczęli wstawać od stołu, Ron pierwszy zaczął zbierać wszystkie talerze i sztućce, aby pomóc Fleur w kuchni. Bill jednak zaproponował, że sami sobie poradzą:
- Ron, damy sobie z Fleur radę. W końcu jak by na to nie patrzeć, jesteś naszym gościem – powiedział Bill. - Cieszę się, że byłeś tego wieczoru z nami, ale teraz bez żadnych dyskusji, Ron. Idź odpocząć, naprawdę pomogłeś nam bardzo w tych ostatnich dniach – dodał, kiedy jego brat dalej próbował pomóc Fleur w sprzątaniu.
- Niech będzie i słuchajcie, naprawdę dziękuje wam z całego serca, zarówno za ten wieczór, jak i te poprzednie dni. Nigdy wam tego nie zapomnę, dobranoc – pożegnał się z nimi Ron.
- Dobranoc, Ron. My również cieszymy się, że jestesi z nami – odpowiedziała mu szczerze Fleur i uśmiechnęła się do niego.

Ron poszedł na górę do swojej sypialni i położył się na łóżku. Jeszcze długo nie mógł zasnąć, rozmyślając o tym, co wydarzyło się w jego życiu w ostatnich tygodniach. W końcu jednak zmógł go sen, w tym samym czasie jego dwójka najlepszych przyjaciół cudem uciekła z pułapki zastawionej przez Voldemorta w Dolinie Godryka.