Rozdział 4
Przez kolejne cztery dni Snape wytrwale unikał Skrzydła Szpitalnego. Nikt nie skontaktował się z nim w sprawie Harry'ego, więc stan chłopaka musiał się poprawiać. To wspaniałe — wmawiał sobie Snape. Po prostu wspaniałe.
Wieczorem, ostatniego dnia, nalawszy sobie szkockiej, usiadł przy widłowężu, który syknął na niego ospale.
— Tak wiem. — Napił się. Musiał zwariować, jeśli rozmawia z wężem, nie będąc wężoustym. — Jest bardzo cicho, ale jestem pewien, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Ktoś zapukał do drzwi.
— Wejść — zawołał.
Prawdopodobnie był to Dumbledore, który przyszedł zapytać go, dlaczego przez ostatnie dni nie pojawił się na żadnym z posiłków. Mógł mieć również pretensje o schody, które pod wpływem jego przekleństwa, trzęsły się gwałtownie gdy ktoś na nie wchodził.
Ale to nie był Dubledore, tylko Harry.
— Cześć.
— Ach, to ty. — Ponownie napił się szkockiej. — Wąż regularnie składa jaja. Nie potrzebuję cię.
— Nie? — Harry podszedł do terrarium i syknął do widłowęża, który poderwał się i odpowiedział z entuzjazmem. — Jesteś pewien? — Jeszcze więcej syków.
— Czy mam zostawić was samych? — Snape wstał ze swojego miejsca.
— Och, przepraszam. Nie, nie musisz wychodzić. Przyszedłem, by ci podziękować.
— Za co? Za zrobienie eliksiru, który niemal cię zabił? Za moje założenie, że przeczytasz i zrozumiesz instrukcje, które z nim wysłałem? Za myślenie, że nawet ty nie byłbyś taki głupi, by zignorować moje wskazania? Za przekonanie, że chociaż raz w rzeczywistości mnie posłuchasz? — Odwrócił się. — Odejdź.
— Teraz słucham — powiedział cicho Harry.
— Wspaniale. Teraz odejdź.
— Czy to wszystko, co masz mi do powiedzenia?
— Tak. Wynoś się!
Musiał pozbyć się Harry'ego z pokoju, zanim straci całkowicie nad sobą kontrolę. Snape skończył drinka i nalał sobie kolejnego.
— Posłuchaj, przepraszam, że prawie… przepraszam, że nie zastosowałem się do instrukcji. To była głupota z mojej strony. — Nic nie warte słowa, w dodatku chłopak miał czelność nalać sobie szkockiej Snape'a.
— Delikatnie mówiąc… — pozwolił, by wściekłość przejęła nad nim kontrolę — …jesteś skończonym imbecylem! Czy chciałeś się zabić? Co, na Merlina, sobie myślałeś? Czy ty w ogóle myślałeś?
Harry odpowiedział cicho:
— Nie myślałem o tym. Liczyło się to, że byliśmy blisko zwycięstwa. Tak blisko. Wiedziałem, że gdybym mógł skupić się na kolejnej małej rzeczy… Gdybym mógł zrobić coś jeszcze … Mógłbym to wszystko zakończyć. Zabiłbym go. Wojna by się zakończyła. Nie byłoby już więcej morderstw… Dlatego kontynuowałem picie mikstury. A później… straciłem poczucie czasu. — To był właśnie moment, gdy poziom toksyn przekroczył granicę bezpieczeństwa. — Ale to nic nie znaczy, bo zawiodłem. Ponownie. — Harry brzmiał na bardzo zmęczonego.
Snape oparł się pokusie, żeby się obrócić.
— Potter, wbrew temu co się dowiedziałeś mając jedenaście lat, los całego świata nie jest oparty na twoich wątłych ramionach. Nie musi być ci przeznaczone zabicie Voldemorta. Nie oznacza, że musisz kierować wszelkimi operacjami wojskowymi, koordynować grupami uderzeniowymi i wymyślać każdą możliwą taktykę. — Snape usłyszał chrząknięcie, które wydawało się próbą powstrzymała chichotu.
— Czy masz jeszcze coś do przekazania?
— Mówię ci tylko, choć wątpię byś wysłuchał i przyjął do świadomości cokolwiek co mam do powiedzenia, że nie jesteś całkowicie odpowiedzialny za wynik tej wojny. Są inni, którzy ci pomogą, jeśli tylko na to pozwolisz.
Snape'a nagle ogarnął strach, że wyjawił zbyt wiele. Łyknął szkockiej.
— Rozumiem. Ja… pomyślę, o tym co powiedziałeś. — Chrząknięcie zabrzmiało teraz inaczej. — Hmmm… Chciałem przeprosić… za wcześniejszą transakcję. — Głos Harry'ego dobiegł tuż zza Snape'a.
Te słowa zapiekły go. Pamiętał, że Harry również przepraszał podczas majaków.
— Ach. — Udało mu się powiedzieć. — Cóż, jeśli już skończyłeś, Potter, to możesz iść. A gdybyś nie zrozumiał, jest to pewna sugestia.
Zapadła cisza.
— Wcześniej nazwałeś mnie Harrym.
Czyżby to zrobił? Tak, w Skrzydle Szpitalnym. Cholera.
— Pamiętam to. Pamiętam wiele rzeczy. Również to, że pogłaskałeś mnie po głowie.
— Byłeś nieprzytomny!
Cholera, cholera, cholera. Równie dobrze mógłby się przyznać.
W następnych słowach chłopaka można było usłyszeć śmiech.
— Pamiętam, że gdy spałem, trzymałeś mnie w ramionach. — Harry obszedł go i stanął naprzeciwko. — Severusie…
— Byłeś chory. Wbrew powszechnej opinii nie jestem draniem bez serca. Teraz jesteś zdrowy. Odejdź. — Zabrzmiało to dość dobrze.
Harry westchnął.
— Jesteś na mnie zły? Przecież przeprosiłem.
— Tak, słyszałem cię. Za każdym razem. Nie martw się. Nie zamierzam podzielić się wiedzą, o twojej krótkiej chwili słabości, z nikim innym. Twój brudny sekret jest u mnie bezpieczny. — Odwrócił wzrok.
— Jedyną rzeczą, jakiej się wstydzę, to zmuszanie cię do zrobienia czegoś, czego wyraźnie żałujesz. — Ramiona Harry'ego opadły. — Przepraszam. Myślałem, że ty… mógłbyś chcieć… To znaczy, pocałowałeś mnie. Nie musiałeś tego robić. Prawda? — Snape nie mógł nic z siebie wydusić. — Severusie, czy musiałeś mnie pocałować?
— Nie — powiedział Snape. — Nie musiałem cię pocałować. Wykorzystałem cię. Jasne? Czy jesteś szczęśliwy? Usłyszałeś to, co chciałeś? To nie była twoja wina, tylko moja. Jak zawsze. Teraz, na miłość Merlina, odejdź.
Nie rozumiał, czemu chłopak wygląda na tak szczęśliwego. Nieskrępowany uśmiech, którego nie wiedział od wieków, widniał na jego twarzy. Harry zrobił krok w przód i chwycił ramiona Snape'a.
— Jeśli sądzisz, że teraz wyjdę, to jesteś w wielkim błędzie. — Przyciągnął do siebie mężczyznę i pocałował go z entuzjazmem.
Snape odsunął się.
— Co ty, do cholery, wyprawiasz?
— Próbuję ci coś przekazać, idioto! Czy mam to przesylabizować? — Harry pocałował go ponownie. Opór Snape'a nikł szybko.
— Kiedy poprosiłeś mnie o pomoc przy Sslisssilisssi — przy okazji, to imię twojego węża — dostrzegłem w tym szansę, której pragnąłem od dłuższego czasu. Możliwość na to, by być bliżej ciebie. — Kolejny pocałunek. Półprzytomnie Snape zarejestrował, że Harry rozpina swoją szatę. — Dlatego nie odejdę. Zrobimy to poprawnie. No wiesz, normalnie. Jak zwykli ludzie. — Potter zdjął swoją szatę oraz T-shirt. Wciąż był zbyt chudy. — Możemy to nawet zrobić w sypialni. Co sądzisz o tej nowej koncepcji?
Sypialnia… Harry… Nagi… Seks… Myśli Snape'a wirowały. To, czego pragnął najbardziej od pięciu lat, było mu wręcz ofiarowywane na talerzu.
— Co z powodami, które podałeś przy naszej pierwszej umowie? — zapytał nieufnie Snape. — Miałem raczej wrażenie, że przyznajesz mi ten wątpliwy zaszczyt, jakim było twoje zainteresowanie, tylko dlatego że byłem tylko pół-dopuszczalnym… hmmm… ujściem dla twoich pragnień.
Harry zarumienił się ujmująco.
— Cóż, nie mogłem wyznać mojej dozgonnej miłości. Wyraźnie oświadczyłeś, że to jedynie transakcja biznesowa. Ja tylko… Syriusz i Remus powiedzieli mi co się stało, gdy byłem nieprzytomny.
Snape przemyślał jego słowa.
— Ty mały kłamco! Nie pamiętasz niczego, od momentu zachorowania, prawda?
Kolejny rumieniec.
— Eee… raz obudziłem się w twoich ramionach. Ale powiedziano mi o innych… rzeczach. Syriusz stwierdził, że naprawdę się martwiłeś. Cytując go „Oślizgły drań zachował się chociaż raz jak człowiek. Pomimo wszystkiego, sądzę, że on cię nie nienawidzi." Dlatego pomyślałem, cóż… — Zaczął rozpinać szaty mistrza eliksirów. — A tak w ogóle to twój wąż uważał, że jesteś w depresji, ponieważ mnie nie było.
Zdradliwa bestia. Och naprawdę, Snape nie mógł się spodziewać niczego innego po niej. Jego szaty opadły na ziemię. Harry z pewnością był zdeterminowany, by obaj byli nadzy.
— Harry, nie jesteś mi nic winien.
Potter chwycił jego dłoń.
— Wiem. To nie jest zapłata. To… moje pragnienie ciebie. Nie jest to również żaden kaprys z mojej strony. — Zaczął ciągnąć Snape'a do sypialni.
A jeśli był to jednak kaprys? Czy to takie złe, by poznać smak tego, czego pragnął, odkąd Harry skończył siedemnaście lat? Nie, to nie było złe, zdecydował Snape.
— Bardzo dobrze.
Pozwolił, by Harry poprowadził go do pokoju i zapalił światło. Stanęli przy łóżku i pocałowali się. Po raz pierwszy Snape był w stanie zrelaksować się pod dotykiem Harry'ego, i w dodatku te namiętne usta... Młodzieniec musiał zdać sobie sprawę z jego reakcji, bo jęknął w usta Severusa i naparł na niego z niecierpliwością. Z niecierpliwością! Snape wciąż nie mógł w to uwierzyć.
Potem Harry odepchnął go delikatnie i rozpiął szybko jego koszulę.
— Chcę cię zobaczyć.
— Nie jestem… taki jak ty. Nie jestem idealny.
Ale Harry już zdjął z Snape'a koszulę i wpatrywał się w niego zachłannie. Zwinne palce pieściły klatkę piersiową mistrza eliksirów. Dotykały delikatnie znajdujących się tam blizn. Przeniosły się później na brzuch Severusa, gdzie odnalazły olbrzymią bliznę, która owijała się wokół prawego boku tam, gdzie utracił nerkę po szczególnie brutalnym spotkaniu z grupą Śmierciożerców. Snape zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech.
Harry uśmiechnął się.
—Wspaniały.
Złożył delikatne pocałunki na każdej z blizn i długie liźniecie na tej znajdującej się na boku. Podniósł nawet lewą dłoń Snape'a i pieścił ten obrzydliwy Mroczny Znak. Harry rozpiął spodnie Severusa i musnął językiem jego pępek. Dopiero po tym opuścił jego spodnie wraz z bielizną. Snape pośpiesznie zdjął skarpetki i buty. Sięgnął po Harry'ego, ale ten umknął mu z rąk.
— Nie, teraz moja kolej.
Osunął się na kolana i zaczął odkrywać dłońmi i językiem uda Snape'a. Od czasu do czasu muskał gładkim policzkiem jego penisa. Wreszcie owinął dłoń wokół erekcji mężczyzny i pogłaskał ją.
Snape nie mógł powstrzymać westchnięcia. Położył dłoń na głowie Harry'ego starając się nie ciągnąc go za włosy. Potem młodzieniec polizał lekko jego jądra. Kto na ziemi go tego nauczył? Snape postanowił o tym nie myśleć. Jęknął z rozkoszy, gdy gorące usta zassały jego jądra, a ręka Pottera wciąż pracowała nad jego erekcją.
Harry zatrzymał się i wstał, zrzucając z siebie szybko ubrania. Snape spojrzał na niego. Jak to możliwe, by ten przystojny mężczyzna chciał być z nim? Harry z pewnością go pragnął, jeśli za wskazówkę można byłoby uznać jego manewrowanie tak, by Snape opadł na łóżko tylko po to, by mógł usiąść na nim okrakiem i całować go.
Mistrz eliksirów pozwolił swoim rękom wędrować po całym ciele młodzieńca, po tej kremowej skórze. Dotykał jego wystających żeber, piersi, brzucha. Prześledził w dół ciemny szlak włosów, aż do erekcji chłopaka i zacisnął dłonie na jego tyłku. Harry westchnął i pochylił się, przyciskając swoje pobudzenie do brzucha Snape'a.
— Severusie, chcę… — Chwycił jedną z dłoni Snape'a i skierował ją do swojego odbytu. — Czy to w porządku?
Co to było za pytanie?
— A czy Voldemort jest maniakalnym mordercą? Tak!
Snape wstał, puszczając kuszący tyłek Harry'ego, by dotrzeć do stolika i wziąć z niego pojemnik z lubrykatem. Trzymał go tam od zawarcia „transakcji" z drugim czarodziejem. Mając go, odwrócił Harry'ego na plecy i otworzył słoik, nabierając balsam na palce. Niepewnie, wciąż sądząc, że Potter może w każdej chwili zmienić zdanie, dotknął śliskim palcem jego pomarszczony otwór.
Harry owinął ramię wokół szyi Snape'a i przyciągnął go do długiego pocałunku. Przesuwał językiem po ustach mężczyzny i ssał jego dolną wargę. Snape wcisnął palec do jego środka, wsuwając go głębiej, gdy Harry próbował rozłożyć nogi. Pocałował czoło Pottera, jego bliznę, policzek, ucho przy którym się zatrzymał, by je przygryź. Poruszał jednocześnie palcem w tę i z powrotem, coraz szybciej, gdy Harry jęczał z przyjemności.
Chłopak ponownie dotknął tułowia Snape'a. Prześledził każdą jego bliznę. Przez moment bawił się jego sutkami, aż w końcu chwycił boleśnie twardego penisa.
— Nie — sapnął Snape. — Ja…
— Och! — Harry przeniósł rękę na udo Snape'a. — Mógłbyś… się pośpieszyć?
Dobrze było to słyszeć. Snape dołożył kolejny palec. Mięśnie Harry'ego rozluźniały się, dając mu swobodny dostęp. Severus eksperymentalnie poruszył palcami naśladując ruch nożyczek.
— Tak! — Harry pocałował go w szyję. — To jest… ach!
Snape pchnął palce jak najgłębiej tylko mógł i umyślnie podrażnił wrażliwy gruczoł jakim była prostata. Uwielbiał patrzeć jak Harry, z sączącym i lśniącym penisem, wije się pod jego dotykiem, rzucając głową na boki. Chłopak wydawał się gotowy, ale Snape, dla pewności, dodał jeszcze trzeci palec. Pieprzył go tak, aż Harry zaczął nieustanie jęczeć. Wreszcie wyciągnął palce. Rozsmarował więcej lubryktu na swojego penisa i rozłożył nogi Harry'ego. W tym momencie zatrzymał się, by mieć ostatnią chwilę zwątpienia, jednakże gdyby teraz Harry rozmyślił się, Snape najprawdopodobniej umarły z seksualnej frustracji i tęsknoty.
Harry złapał go za ramię.
— Zrób to!
To było wystarczające. Snape nacisnął główką penisa na rozciągnięty otwór chłopaka i pchnął nieznacznie.
— Więcej – powiedział Harry. — W ten sposób. Już!
Snape posłuchał. Starał się poruszać jak najwolniej, ale było to trudne z Harrym rzucającym się pod nim i owijającym nogi wokół jego talii. Gdy znalazł się w nim całkowicie, zatrzymał się, by rozkoszować się tą chwilą. Był w Harrym i pieprzył go tak jak tego pragnął od dłuższego czasu. Chłopak zaczął pieścić swoje sutki, a Snape wycofywał się i wchodził w to pyszne, gorące ciało. Wciąż i wciąż…
Snape trzymał oczy otwarte, by nic nie umknęło jego uwadze; potargane, wilgotne od potu włosy Harry'ego, błyszczące zielone oczy, jego zaczerwieniona twarz i te miękkie, lekko rozchylone usta. Snape pochylił się i pocałował je, kładąc dłoń na erekcji partnera. Harry nieznacznie zacisnął się wokół niego. Był zaskakująco wrażliwy. Czując, że jest już blisko, Snape pchnął mocniej i potarł kciukiem aksamitną główkę penisa Harry'ego tak, jak ten lubił.
Harry wydawał z siebie niesamowicie fascynujące dźwięki, coś w rodzaju stłumionych jęków, gdy Snape w niego wchodził. Mężczyzna chciał słyszeć je częściej, widzieć szmaragdowe oczy, które się w niego wpatrywały, czuć Harry'ego wokół siebie i pod sobą… Harry krzyknął niespodziewanie, jego mięśnie zacisnęły się wokół penisa Snape i ciepły ejakulat oblepił dłoń mężczyzny. Rytmiczne zaciskanie stało się zgubą Severusa, wlał swoje nasienie w ciasny tyłek kochanka. Spełnienie było niczym ekstaza, żywy ogień w żyłach. Z jękiem opadł na Harry'ego.
Po chwili poczuł, że Harry głaszcze go po plecach i całuje w ramię. Snape uniósł się ostrożnie i przewrócił się na bok. Harry, obejmując go, obrócił się razem z nim. Ciepły pocałunek wylądował na jego ustach. Wyciągnął dłoń i pogłaskał miękkie włosy kochanka.
— Mmmm… to było miłe. Nie zapomnę o tym. — Naciągnął na nich kołdrę.
— Nie zasypiaj. Musimy się oczyścić.
Snape wstał i poszedł do łazienki po wilgotny ręcznik. Kiedy wrócił, kołdra była z powrotem w nogach łóżka, a Harry, wyglądając niczym rozpustny faun leżał, na materacu. Delikatnie go wytarł i ułożył się obok niego. To był właśnie moment, gdy Harry zostanie lub ubierze się i czmychnie.
— Przestań. — Harry pocałował miejsce między jego brwiami. — Wiem, o czym myślisz. Nie odejdę.
— Mmmm – powiedział wymijająco Snape.
— Nie zrobię tego! — Harry umościł się w jego ramionach. — Będziesz musiał mnie wyrzucić, nagiego, na korytarz przy wszystkich Ślizgonach.
Szybciej szlag trafi Snape'a niż pozwoli, by ktoś ujrzał Harry'ego nago. Wzmocnił swój uścisk wokół młodszego czarodzieja.
— Tak lepiej. Nox. — Światło zgasło. — Mmmm… Sev. Dobranoc.
— Dobranoc, Harry — wyszeptał.
Zasypiając pomyślał, że Harry będzie w jego ramionach, gdy się obudzi. Była to bardzo przyjemna myśl.
Koniec
