Czarnowłosa dwudziestoparolatka stała w progu salonu swych ojców i z groźną miną wpatrywała się w Severusa, trzymającego w dłoniach tacę z parującą herbatą.
- Andreus nie może przejść przez drzwi wejściowe - zaczęła z pozoru spokojnym tonem, ale w powietrzu wisiała groźba.
- Chyba nie myślisz, że to moja sprawka? - odparł urażony.
Kiedy Sophie kilka dni wcześniej uprzedziła ich obu o tym, że chce przedstawić im swojego narzeczonego, Harry początkowo nie zamierzał nawet wyjść z pokoju.
Sophie spojrzała na niego jeszcze groźniej marszcząc brwi, co tylko uwypukliło podobieństwo pomiędzy nimi. Dzięki Merlinowi odziedziczyła nos po Harrym.
- To naprawdę nie ja - mruknął niezadowolony Severus. - Ja zamierzałem go otruć. - Popatrzył wymownie na filiżanki z herbatą.
