Rozdział czwarty: Personalizacja


Gdy tylko Bianca dotarła do charakteryzatorni, od razu podłączyła suszarkę, po czym zajęła się wysuszeniem tej nieszczęsnej peruki.

Bianca była pewna, że to właśnie w głowie manekina odnajdzie to mechaniczne oko. Dlatego też suszyła wyglądające na bardzo prawdziwe czarne włosy możliwie jak najszybciej – chciała iść dalej, i móc skończyć z tym wszystkim jeszcze szybciej, niż było to w przypadku Sama.

Gdy jednak Bianca wysuszyła perukę, a twarz manekina pękła, ujawniając kolejną skrytkę, w środku Bianca nie znalazła mechanicznego oka, na które tak liczyła. Znalazła, tak jak kiedyś Sam, lekko zardzewiałe nożyczki.

Bianca westchnęła ciężko, siadając na równie zabytkowym co toaletka krześle. Po głowie kołatało jej się teraz wiele myśli, ale główną była myśl o tym przeklętym, nieszczęsnym mechanicznym oku.

Bianca nie wiedziała, gdzie jeszcze mogłaby go szukać. Na chwilę obecną jedynymi dostępnymi dla niej pomieszczeniami był główny, pierwszy korytarz, charakteryzatornia i sala koncertowa, mniejszy korytarz, salon gier, pomieszczenie z pułapką ogniową oraz pokój trofeów. Nic poza tym. I w żadnym z tych pomieszczeń nie było mechanicznego oka.

Czy to możliwe, że Oscar popełnił błąd, i w pośpiechu zapomniał włożyć tego oka do sejfu, razem z tymi dokumentami na jej temat.

Ciekawość i strach jednocześnie zaczęły zżerać Biancę od środka. Dziewczyna chciała to wiedzieć – nie, ona musiała to wiedzieć. To była jedna rzecz, która dzieliła ją od wykonania dalszych zadań Oscara, nie ważne jak ohydnych czy okrutnych. Bianca na tym etapie chciała tylko je wykonać i wydostać się stąd –myślała o tym od samego początku, gdy tylko się ocknęła na korytarzu, i po raz pierwszy usłyszała głos Oscara dopływający do niej z głośników.

Wreszcie Bianca nie wytrzymała. Musiała wiedzieć, czy to był zwykły błąd osoby, która się spieszyła, czy też może Oscar to wszystko zaplanował, aby jej dopiec.

Zupełnie jakby Bianca kiedykolwiek mu coś złego zrobiła.

- Hej, ty! – zawołała Bianca, podnosząc głowę wysoko. Nie urodziła się wczoraj; wiedziała, że Oscar musiał zainstalować kilka tuzinów kamer w tym domu – jeśli nie więcej. Jakoś bowiem musiał ją obserwować, i sprawdzać, czy sumiennie przechodzi przez kolejne etapy jego chorej, ale mimo to misternie skonstruowanej gry. – Oscar! – Głośny zgrzyt, jaki zabrzmiał po chwili w głośniku dał znać Biance, że zaraz miała usłyszeć głos swojego porywacza.

No… ale przynajmniej ją słyszał. I zareagował.

- Tak, Bianco Reid? Potrzebujesz czegoś? – Bianca na moment zamilkła, a nagła furia opanowała całą jej osobę.

On wie, czego potrzebuję. Ta cholera wie, że nie mogę znaleźć tego przeklętego mechanicznego oka. I sprawia mu to chorą przyjemność.

- Gdzie jest to cholerne oko? – spytała się Bianca, wstając z krzesła. Dziewczyna patrzyła się na głośnik, mimo iż była pewna, że kamery tam nie ma. Były pewnie rozmieszczone w innych miejscach pokoju, w miejscach, których teraz Bianca na szybko na pewno by nie odnalazła. – Mam się po nie do ciebie wybrać, czy co? – Oscar tylko się zaśmiał, denerwując tym Biancę jeszcze bardziej.

- Och, nie, moja droga… nie będzie takiej potrzeby. – odpowiedział w końcu Oscar. Jemu to naprawdę sprawia przyjemność, pomyślała Bianca, słuchając tonu jego głosu. – Cieszy mnie jednak to, że zapamiętałaś historie Sama. Bardzo ci się ta wiedza przyda. – Bianca westchnęła ciężko, powoli tracąc cierpliwość.

- Oko. – warknęła dziewczyna, przymykając powieki, i biorąc się pod boki. – Gdzie ono jest?

- Nie ma go. – Bianca momentalnie otworzyła oczy, zaskoczona. – I nie będzie.

- To jak mam się dostać do tego pomieszczenia ze skanerem? – spytała się dziewczyna.

- Tego, moja droga… musisz się sama domyślić. – I wyłączył głośnik. Bianca zaklęła głośno, w myślach przeklinając cały świat na tym, na czym stoi.

- Sama się domyślić… dobre sobie. – Bianca wyszła szybkim krokiem z charakteryzatorni, przeszła przez obydwa korytarze, w tym drugim nie zerkając nawet na chwilę na ciało swojego przyjaciela, po czym stanęła naprzeciw drzwi z tym przeklętym skanerem.

Po kilku minutach stania i myślenia Bianca postanowiła usiąść. Siadła zatem na twardej podłodze po turecku, przez cały czas wpatrując się intensywnie w skaner, licząc na to, że może pomysł sam przyjdzie jej do głowy.

Przez dobrych pięć, dziesięć minut nic jednak nie wymyśliła. Siedziała tylko, wpatrując się intensywnie w skaner.

Bianca zrezygnowała w końcu. Nic w ten sposób nie wymyśli.

Bianca wróciła do pokoju z trofeami, i usiadła tam w fotelu. Jej wzrok po chwili przykuł folder z owymi nieszczęsnymi zdjęciami i informacjami na jej temat. Dziewczyna obiecywała sobie wcześniej, że już więcej do nich nie zajrzy, jednak coś ją do tego ciągnęło.

Bianca zaczęła powoli przeglądać kolejne zdjęcia. Było ich mnóstwo – Bianca naliczyła ich co najmniej trzydzieści, a pomiędzy innymi dokumentami było ich jeszcze więcej.

Nagle dziewczyna doznała nagłego olśnienia. Bianca wstała, po czym wrzuciła szybko folder z rzeczami na swój temat do plecaka, i pognała na korytarz, do drzwi ze skanerem.

Bianca włączyła skaner jednym guzikiem. Skaner włączył się z cichym piknięciem. Bianca od razu przystawiła swoją twarz do skanera.

Laser przebiegł po jej oku, skanując je dokładnie. Po chwili laser się wyłączył, a Bianca odsunęła się od skanera, mając nadzieję na to, że jej pomysł okaże się być tym właściwym.

Ciche kliknięcie zasugerowało Biance, że drzwi są otwarte. Dziewczyna nie mogła powstrzymać uśmiechu, jaki pojawił się na jej twarzy, gdy tylko usłyszała ten dźwięk.

Udało jej się. Jednak jej się udało. Domyśliła się, co zaplanował Oscar.

To było jednak coś dość nieprzewidzianego. Bianca zastanawiała się, jak Oscarowi udało się wgrać model siatkówki jej oka do systemu lasera. Być może posiadał on jakieś nowoczesne urządzenie, którym zrobił jej kilka trójwymiarowych zdjęć, i potem wgrał je do urządzenia. To by miało nawet jakiś sens.

Bianca przekroczyła próg drzwi, i wkroczyła do pomieszczenia pełnego rzeczy niepotrzebnych i zepsutych – ot, taki zwykły składzik na śmiecie. Biance udało się tam jednak znaleźć coś bardzo dla niej cennego – kolejną zmiętą kartkę.

Bianca podniosła ją z ziemi, mając nadzieję, że na niej również znajdzie jakieś informacje o Oscarze. I nie myliła się.

Ojciec zamknął mnie w szafie na siedem dni, aż do dziś. Powiedział, że nauczy mnie to szanować wolność.

Nienawidzę go… nienawidzę… nienawidzę!

Kiedyś pożałuje tego, że się nade mną znęca.

Bianca słyszała o tej karteczce od Sama – wiedziała zatem, czego się spodziewać. Gdy jednak już miała ową kartkę schować, i dołączyć ją do tej poprzedniej, dostrzegła nagle, że na drugiej stronie również było coś napisane.

Znów mnie ukarał – tym razem za to, że nie chciałem iść na głupi wieczorek u znajomych mojej rodziny.

Nienawidzę tych wieczorków, ani wszelkich innych głupich wyjść… są bezsensowne. Nie lubię ich.

Kiedyś on naprawdę pożałuje tego, że mi to robi. Kiedyś odpłacę mu się tym samym. Zobaczy, co to znaczy prawdziwy ból i upokorzenie.

Bianca schowała kartkę do plecaka. W głowie kłębiło jej się od najróżniejszych myśli.

Czy Oscar naprawdę był dręczony przez swojego ojca w dzieciństwie? Czy naprawdę musiał przechodzić przez takie katorgi? A może to wszystko było kłamstwo, aby jego ofiara bardziej go polubiła? Bianca chciała poznać odpowiedzi na te pytania. Interesowała się kiedyś kryminologią i przypadkami seryjnych morderców, i wiedziała, że część z nich miała bardzo trudne dzieciństwo, które doprowadziło ich później właśnie do stania się dewiantami i mordercami.

Oscar nie był jednak dewiantem. Był narcystycznie nastawionym do siebie samego człowiekiem. Sądził, że to, co robi, to sztuka w czystej postaci. W jego oczach owi młodzi ludzie otrzymywali od niego dar wieczności. I mimo iż Bianca nadal uważała to za kompletne wariactwo i barbarzyństwo, nie mogła zaprzeczyć, że gdyby obiektywnie się na to spojrzeć, miało to jakiś sens. Minimalny, ale jednak miało.

Bianca oderwała się od owych myśli, po czym zaczęła się rozglądać za kolejnymi przydatnymi rzeczami. W składziku znalazła butelkę odrdzewiacza, a także stojące na biurku zepsute radio. Dziewczyna od razu przypomniała sobie zepsute radio z historii Sama. Według niego radio dało się naprawić całkiem łatwo, Bianca była zatem pełna dobrych myśli.

Zaraz potem dziewczyna znalazła pokrywę chroniącą kable zasilające pułapkę ogniową. Bianca otworzyła ją za pomocą śrubokręta.

Kable były cienkie, i było ich tylko dwa. Bianca wyciągnęła stare, zepsute już dość mocno nożyczki, po czym przecięła ostrożnie najpierw jeden kabel, a zaraz później drugi. Zajęło jej to prawie minutę – nożyczki były strasznie tępe, i po skończonej operacji nie nadawały się już praktycznie do niczego. Bianca musiała je zatem porzucić, i mieć nadzieję, że jeśli w niedalekiej przyszłości będzie znów musiała coś przeciąć, będzie miała pod ręką już inne, znalezione w innym miejscu ostre narzędzie, które tak łatwo się nie zniszczy.

Bianca skierowała się do wyjścia. Po drodze zauważyła na jednym z leżących przy drzwiach pudeł coś, co wyglądało na fragment jakiejś drewnianej mozaiki. Nauczona zdobytym tu doświadczeniem oraz historią Sama, Bianca zabrała ze sobą owy fragment.

Bianca wyszła ze składu, i od razu przeszła przez wyłączoną już – na całe szczęście – pułapkę. Zaraz po przejściu przez nią trafiła do windy. Znalazła tam pokrętło do radia ze składziku, i od razu postanowiła się tam zawrócić, aby rozpracować radio teraz.

Gdy jednak dziewczyna weszła do środka i usiadła naprzeciw radia, zdała sobie sprawę, że będzie potrzebowała jeszcze jednego pokrętła.

- Jasna cholera… – mruknęła dziewczyna. Zostawiła jednak pokrętło tutaj, na miejscu – włożyła je w jedno z dwóch wolnych na pokrętła miejsc.

Czyli będzie jednak musiała się udać do tej windy, i zjechać nią na dół, do ogrodu. Tak bowiem musiał zrobić Sam.

I tak teraz będzie musiała zrobić Bianca.


Krótkie info na koniec: na mojej stronie YouTube, poza zwiastunem do całego opowiadania, umieściłam także trybut odnośnie pierwszych rozdziałów opowiadania.