A jednak... przepraszam za te pięć miesięcy, czasami potrzebuję solidnego kopniaka, bo się opierdzielam z niektórymi rzeczami. To pisałam już dosyć dawno, bardzo dawno... dlatego w tym rozdziale występują śladowe ilości AoKise. Przepraszam za ogólny chaos x.x


W zaledwie dobę po wypadku, sala gimnastyczna wyludniła się niemal całkowicie. Skład drugi i trzeci przeniosły się na mniejszą, nieco mniej wyposażoną w przyrządy do ćwiczeń salę, jedynie skład pierwszy pozostał na swoim miejscu wyczekując na chwilę, kiedy będą mogli z czystym sumieniem z niej skorzystać - pomimo zakazu włóczenia się bez nadzoru trenera i kapitana, przesiadywali w niej niemal w każdej wolnej chwili, spędzając całe godziny na pustym gapieniu się w przestrzeń. Tylko Midorima pozostawał w ciągłym ruchu, robiąc im za kogoś w rodzaju informatora, a Kuroko pojawiał się i znikał tak często, że ciężko było stwierdzić, ile czasu faktycznie spędził w sali a ile poza jej granicami. Choć nikt wyłączając wspomnianą piątkę nie wiedział w jakich okolicznościach wydarzył się owy wypadek, wszyscy wiedzieli, że Akashi Seijuurou najbliższy tydzień spędzi w szpitalu.

Przez pierwsze godziny pomniejsi gracze przychodzili do nich z kpiną na ustach, bezczelnie pytając, czy nagłe zniknięcie nie było przypadkiem ich dziełem, mającym mieć coś wspólnego z ich rzekomą nienawiścią do kapitana. Krzywe uśmiechy sprawiły, że byli z niej odsyłani z kwitkiem lub jak to było w przypadku Aomine - kilkoma niewybrednymi przekleństwami (co według niego i tak było zdecydowanie zbyt łagodną reakcją na ich "krzywe mordy"). Drwina z kapitana zwykle nie była zbyt dobrym pomysłem, bo nawet jeśli ich nie widział, Akashi zaskakująco łatwo wyłapywał tych, którzy śmiali się za jego plecami. Zawsze rozpoznawał winnych po oczach i karał najczęściej dodatkowymi treningami.

Czekali teraz na Midorimę. Nie rozmawiali ze sobą, pochłonięci własnymi myślami, siedzieli w sali gimnastycznej i czekali. Zachowywali się prawie tak, jakby właśnie czatowali pod salą chorego, czekając na lekarza mającego wyjaśnić im całą sytuację, coś na wzór rodziny, oczekującej wieści o stanie ich najmłodszego dziecka. Braćmi ich nazwać nie można głównie ze względów biologicznych, a co do przyjaźni każdy miał jakieś wątpliwości, widząc jak żrą się na treningach, niewątpliwie za ich obecny stan była odpowiedzialna chwila. Po jakimś czasie drzwi otworzyły się i do sali wszedł Midorima.

- Mam dla was nowe informacje. - zaczął, gestem nakazując usiąść tym, którzy właśnie poderwali się z ławek. - Jako zastępca kapitana i na chwilę obecną jedyny przedstawiciel drużyny, który jest w stanie należycie się wszystkim zająć, byłem w szpitalu i dowiedziałem się paru rzeczy o stanie zdrowia Akashiego.

Po tamtym dość nieprzyjemnym wypadku, wszyscy z niecierpliwością czekali na nawet najmniejszą wzmiankę potwierdzającą jego stan, zamarli więc z zaciętymi minami i utkwili wzrok w Midorimie.

- Oho, pan skromny w końcu zechciał podzielić się z nami informacjami, które jak śmiało twierdzi, tylko ON był w stanie zdobyć. - zadrwił nagle Aomine, dłubiąc najmniejszym palcem w uchu. - Zaraz spuchniesz jak będziesz tak sobie schlebiał.

- Daruj sobie te kpiny, Aomine. - odparł, rzucając mu krytyczne spojrzenie. - I wyjmij ten palec z ucha, do tego służą specjalne patyczki, robienie tego palcem jest obrzydliwe.

- Niech zgadnę... czy moim szczęśliwym przedmiotem na dziś nie są przypadkiem patyczki do uszu? - zapytał, nie zaprzestając wykonywanej czynności.

- Nie, ale gdybym miał jakieś pod ręką to z pewnością bym ci je podarował. - wycedził, piorunując go spojrzeniem. Aomine wyjął palec z ucha i spojrzał na niego gniewnie, przygotowując się do kolejnego ataku, ale zanim zdołał wypowiedzieć choćby jedno słowo, coś kolorowego uderzyło go w potylicę i z głośnym klekotem rozsypało się po podłodze.

- Mine-chin, weź sobie lizaczka i się zamknij. - powiedział Murasakibara, przeciągając sylaby. - Mido-chin chce nam przekazać coś ważnego. - mruknął, grzebiąc w torbie pełnej słodyczy.

- A gdzie jest Kurokocchi? - zapytał głośno Kise, starając się przekrzyczeć Aomine, który właśnie wymachiwał środkowym palcem tuż przed twarzą Murasakibary. - Lepiej żeby też to usłyszał, bardzo się o niego martwił...

- Mijałem się z nim, gdy wychodziłem ze szpitala. - odpowiedział Midorima, patrząc z mściwym uśmieszkiem na wijącego się na ziemi Aomine. Trzymał się za palce u prawej ręki, po dwóch latach powinien już wiedzieć, że nie należy drażnić większych od siebie. - Pewnie poszedł go odwiedzić, więc to nie będzie konieczne, jeśli sam się dowie... Czy już mogę dokończyć? - syknął nagle, patrząc prosto na kotłującą się dwójkę. Aomine wstał z parkietu i otrzepał się z kurzu, rzucając wściekłe spojrzenie Murasakibarze, który jakoś zbytnio się nim nie przejął, tylko otworzył nową paczkę chipsów i od razu wpakował sobie garść do ust. Midorima odchrząknął i rzekł:

- Nie wiadomo jeszcze ile czasu Akashi spędzi w szpitalu, w związku z tym trening zostaje tymczasowo odwołany, jeśli to potrwa dłużej, każdy z nas będzie musiał zajmować się indywidualnym treningiem.

- A co z Akashicchim? Wyzdrowieje? - zapytał z nadzieją Kise, a reszta przytaknęła mu zgodnie. Mogli go lubić bardziej lub mniej, ale każdy z nich był ciekawy, czy jeszcze do nich wróci i w jakim stanie.

- ... Nie wiem. - odparł po chwili, nieco zbyt nerwowym ruchem poprawiając okulary. - Zdążyłem tylko porozmawiać z jednym lekarzem, który powiedział mi tylko to, że ciężko im wykonać odpowiednie badania jeśli nie jest przytomny.

- Śpiączka?! - przeraził się blondyn, blednąc momentalnie.

- Nie sądzę, po prostu stracił przytomność. - odparł beznamiętnie Midorima, nieco poirytowany paniką w jego głosie. - Możliwe że po prostu się przemęczył. Odpocznie i natychmiast wyzdrowieje, jest o wiele silniejszy niż wam się wydaje. - powiedział, kierując te słowa głównie do Kise. Miał minę jakby w ogóle nie wierzył w to, że Akashi faktycznie mógł kryć w sobie więcej siły niż do tej pory przejawiał. Wadą i zaletą blondyna było to, że martwił się dużo i najczęściej niepotrzebnie, przejmując się bardziej niż osoba, której dotyczył problem.

- Ogarnij się, Kise. - ofuknął go Aomine, kładąc rękę na jego ramieniu. Kiedy blondyn poczuł palce na swoim barku, z jego ust wyrwał się dziwny, zdławiony jęk, a Aomine wywrócił oczami. - Nie będziesz mi się tu mazał. - warknął. - Wychodzimy

Wzmocnił nacisk na jego ramieniu i mimo protestów, wyprowadził z sali. Kise wciąż nerwowo zerkał za siebie, a Aomine klął pod nosem. Każdy człowiek różnie reagował na stresujące sytuacje, Kise płakał a Aomine wyładowywał złość i bezsilność w zupełnie inny sposób. Nie żeby zachowanie Kise jakoś szczególnie go martwiło, jego reakcja była jak najbardziej naturalna i jego zdenerwowanie także. To on złapał Akashiego, gdy upadał i to właśnie on był zmuszony osobiście go zanieść. Chociaż nigdy za sobą nie przepadali, był nieco zmartwiony tą niewygodną sytuacją, wciąż żywo pamiętał tamten dzień - krzyki, głośny szloch Kise i ciało ciążące mu, jakby było martwe. Jakby tego było mało, Akashi mamrotał coś gorączkowo pod nosem, co było trochę przerażające. Zawsze uważał go za czubka i wyzywał go od aroganckich kurdupli, ale to nie tak, że był obojętny na wszystko co się z nim działo.

- Aominecchi...- jęknął nagle Kise, skutecznie odwracając uwagę od rozpraszających go myśli. Wygląda jakby miał się zaraz porzygać...- pomyślał Aomine i podrapał się po głowie, starając sobie przypomnieć jak w takich sytuacjach pociesza się kobiety, bo właśnie w tej chwili najlepiej byłoby potraktować go jak jedną z nich. Kise byłby oburzony gdyby wiedział o jego sposobie myślenia, ale jeśli o niczym nie wiedział, mógł bez żadnych zastrzeżeń przez chwilę cieszyć się jego ciepłą stroną.

- Ten dupek się z tego jakoś wyliże, więc weź się w garść i przestań ryczeć. - poklepał go niezdarnie po ramieniu, co w jego odczuciu miało być pocieszającym gestem. Ale podziałało, blondyn pociągnął nosem i skinął głową.

- Nie chciałbyś może gdzieś wyskoczyć? - palnął, zanim zdążył ugryźć się w język - Coś przekąsić, albo w coś pograć, nie wiem, co chcesz...

Kise podniósł załzawione oczy i spojrzał na niego z takim zdumieniem, że Aomine wzdrygnął się i natychmiast odwrócił głowę, czując jak na jego twarz wpływa rumieniec. Cholerne długie rzęsy.

- Aominecchi! - pisnął cicho, z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Nie robię tego dla ciebie, idioto. - burknął, od niechcenia machając ręką. - Nudzi mi się i w okolicy nie ma żadnego frajera, który zechciałby ze mną gdzieś pójść. Oczywiście wolałbym jakąś panienkę, ale żadna poza tobą nie wyraziła chęci. Z nosa ci kapie. - dodał, wciskając mu w rękę chusteczkę.

- Nie jestem żadną panienką! - wybuchnął Kise, jednocześnie przyjmując chusteczkę. Głośno wydmuchał w nią nos, obrzucając go obrażonym spojrzeniem.

- Oczywiście, masz tylko ładną buzię i długie nogi, ale i płaską klatę. - przewrócił oczami, na krótki czas zatrzymując je na jego torsie. - Ale poza nią wyglądasz jak baba z tymi cholernie długimi rzęsami, doklejasz je?

- Niczego nie doklejam! - oburzył się, natychmiast nadymając policzki.

- Tak, tak, istnieją przecież specjalne tusze... - dodał i podniósł dłoń do jego twarzy.

- Niczego nie tu...- urwał, kiedy nagle Aomine dźgnął go palcem w policzek. Powietrze opuściło jego usta ze zabawnym dźwiękiem, który sprawił, że Aomine mimowolnie zarechotał. - PRZESTAŃ SIĘ MNĄ BAWIĆ! - zapiszczał blondyn, histerycznie wymachując rękami. Okładał go pięściami do chwili, kiedy coś przesłoniło jego oczy i zrobiło się zupełnie ciemno.

- Łaaa! Aominecchi?! Gdzie...

- Jak dziecko. - pomyślał Aomine i zdjął rękę z jego twarzy, którą zasłaniał jego oczy. - Zamknij się, idioto i pospiesz się wreszcie, bo cię tu zostawię. - warknął, od razu idąc w stronę wyjścia. Kise przetarł oczy i po chwili pobiegł za nim z uśmiechem na ustach. Pomimo gbura jakim był Aomine, niesamowicie łatwo mógł przywrócić uśmiech na jego twarz i utrzymać go na niej jeszcze przez długi czas.


Miękkie łóżko było czymś niezwykłym jak na szpitalne standardy, ale niektóre rodziny mogły zaznać prawdziwej wygody nawet w miejscach takich jak to. Kiedy Akashi się budził, z początku czuł miłe rozleniwienie, niepozwalające mu nawet uchylić powiek, ale po chwili zaczęło dziać się coś okrutnego. Oczy, nawet zamknięte, były niesamowicie czułe na światło, więc kiedy tylko je uchylił momentalnie poraziła go biel ścian i słońce wdzierające się przez rolety do pokoju. Trwało to chwilę zanim jego oczy do niej przywykły, nie czuł już bólu, ale jego głowa wydawała mu się ciężka, z początku tak ciężka, że nie mógł jej podnieść.

Był poirytowany swoją słabością i tym, że pozwolił żeby zobaczyli ją inni, ale w tym stanie nie mógł nawet na to narzekać, mógł jedynie uchylić powieki i patrzeć tylko na to co było w zasięgu jego wzroku. W tym wypadku był to kawałek okna, i biała ściana przed nim i po jego prawej. Zagadką pozostawał miły ciężar w okolicach jego podbrzusza, który unosił się wraz z nim z każdym oddechem.

- Tetsuya? - zapytał szeptem, dostrzegając błękitne kosmyki, wystające zza skotłowanej pościeli. Poruszył się lekko chcąc lepiej go widzieć, ale natychmiast zamarł, kiedy Kuroko mruknął coś przez sen. Na twarzy wciąż widniał ślad, który był pamiątką po tym jak go potraktował. Teraz kiedy widział to nieco z innej perspektywy, miał zupełnie inne odczucia co do swojego wyczynu. Poprzednio był pewien, że dobrze zrobił usadzając go na jego miejscu, ale teraz widział, że to co zrobił było rozpaczliwą próbą zamaskowania własnych niedoskonałości, które chcąc nie chcąc jednak posiadał. Zanim zdążył się powstrzymać, jego ręka mimowolnie podniosła się do jego policzka i musnęła go palcami, tak delikatnie jakby bał się go dotknąć. Przeprosiny co prawda nie były w jego stylu, ale uznał że jak tylko się obudzi to go za to przeprosi. Powoli gładził jego policzek do czasu, aż Kuroko nie zaczął powoli się wybudzać.

- Jego powieki drgają, pewnie zaraz się obudzi...

Wolał jednak żeby Kuroko nie wiedział o tym, że mu się przyglądał, dlatego zamknął oczy i uregulował swój oddech. Chwilę później poczuł, jak podnosi się z pościeli i zamiera. Przeczucie podpowiedziało mu, że Kuroko właśnie na niego patrzy, czuł jego wzrok na sobie. Minuty mijały, a on wciąż nie zmienił pozycji.

- Jak długo zamierzasz to ciągnąć? - pomyślał z lekką irytacją Akashi. Westchnął lekko i ułożył się wygodniej na łóżku, dalej udając głęboki sen. To posunięcie odniosło zamierzony skutek, Kuroko drgnął i delikatnie podniósł się z łóżka.

Zamiast spodziewanego dotyku na ramionach, mającego przywrócić go do życia, poczuł coś zupełnie innego. Coś niesamowicie delikatnego i ciepłego musnęło jego policzek. Chwilę później to ciepło zniknęło, i z jego twarzy i z łóżka, wyciągnął rękę, żeby je zatrzymać i udało się.

- Zaczekaj. - powiedział, ściskając go za nadgarstek. - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytał, a Kuroko obejrzał się na niego ze strachem, oblewając się czerwienią. Rumieniący się Kuroko był widokiem niecodziennym, wiele osób byłoby skłonnych stwierdzić, że wręcz niemożliwym. Rozluźnił więc nieco nacisk na jego nadgarstek i zmusił go, żeby usiadł obok niego na łóżku. Zauważył, że jego dłoń drgnęła w jego dłoni, ale jej nie cofnął.

- ...Chciałem tylko żebyś poczuł się lepiej. - wymamrotał, nieco zawstydzony bliskością z jaką powitał go Akashi. Wiercił się nerwowo na łóżku, chcąc niepostrzeżenie uwolnić swoją dłoń z jego uścisku, ale została zapobiegawczo ściśnięta mocniej i przykryta drugą zanim zdołał to zrobić.

- Do twarzy mu w tym kolorze... - pomyślał z lekką satysfakcją Akashi i ponownie podniósł rękę do jego policzka. Kuroko z lekko poddenerwowaną miną obserwował jej wędrówkę, dłoń zamiast go uderzyć idealnie dopasowała się do kształtu jego twarzy i pogładziła ją lekko. Kuroko mimowolnie przymknął powieki oddając się pieszczocie, jaką dawała mu dłoń Akashiego.

- Boli cię tutaj? - zapytał, przesuwając palcami po posiniaczonym policzku. Kuroko pokręcił przecząco głową, ale jego uwadze nie umknęła uraza, jasno błyszcząca w jego oczach. - Przepraszam, Tetsuya...- zaczął cicho. - Byłem dla ciebie nieco zbyt ostry, pomimo tego co zrobiłeś...- dodał z lekko rozgoryczonym tonem. - Wierzę, że miałeś dobre intencje, ale nie rób tego ponownie, żebym nie musiał zrobić tego z drugim policzkiem...

Kuroko milczał. Z jego twarzy powoli znikał rumieniec wstydu, a Akashi powoli zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie przesadził nieco ze swoimi "przeprosinami". Mimo wszystko nie zamierzał całej winy za to zajście brać na siebie, dlatego wolał mu o tym przypomnieć.

- Rzeczywiście czuję się lepiej, dziękuję. - powiedział, poprawiając lekko pościel na swoich kolanach. Wypuścił jego dłoń, dając mu sygnał, że może już odejść. - Już czas na ciebie, zajmij się nimi, dla mnie.

Kuroko wstał z łóżka i nieświadomie potarł lekko dłoń, która chwilę temu znajdowała się w uścisku kapitana. Kiwnął krótko głową na znak tego, że zrozumiał i odwrócił się by odejść. Akashi rozsiadł się wygodniej na łóżku i oparł głowę o poduszki, patrząc za okno. Wtedy go olśniło.

- Tetsuya! - zawołał za nim, widząc że jeszcze nie zdążył całkowicie opuścić pomieszczenia. Kuroko wychylił się za drzwi i spojrzał na niego pytająco. - Nie zechciałbyś może kiedyś wybrać się ze mną na spacer? Wiśnie właśnie rozkwitły... - na potwierdzenie swoich słów kiwnął głową w kierunku okna. Kuroko w odpowiedzi uśmiechnął się lekko i jeszcze raz skinął głową. Akashi Seijuurou rzadko kiedy proponował komukolwiek coś takiego i Kuroko o tym wiedział. Pozostało mu jedynie zaakceptować jego propozycję.