Severus już kończył swoją jajecznicę, gdy zobaczył, że w jego stronę podąża Minewra McGonagall. Jej czarny kok podskakiwał przy każdym kroku, a strzeliste brwi były ciągle zmarszczone. Usta miała zaciśnięte, jej mała dłoń w której trzymała różdżkę wykonywała dziwne obroty w kierunku papierów trzymanych przez nią w drugiej dłoni.

Gdy podeszła do niego, poczuł jej obecność za swoimi plecami. Jej ostry wzrok przyszpilił go do siedzenia.

- Severus Snape, mam rację? - w myślach zobaczył jej jeszcze bardziej zmarszczone brwi i pytający wzrok. Rzeczywiście, jak się odwrócił, to niemalże spadł z krzesła. Przewidywalna - pomyślał - ale siejąca spustoszenie.

- Tak - rzekł, patrząc jak przed nim materializuje się świstek pergaminu. Przyjrzał mu się uważnie. Był to plan lekcji.

- To twój plan lekcji. Za dziesięć minut masz obronę przed czarną magią, nie spóźnij się. - mruknęła, odwracając się w stronę Lucjusza. Severus nagle sobie przypomniał, że nie ma żadnych książek. Spochmurniał. Będzie musiał robić z siebie idiotę przy Lucjuszu.

Postanowił, że pierwszą lekcję jakoś przeżyje bez podręcznika, a do McGonagall pójdzie na przerwie.

Spojrzał jeszcze raz na plan. Obrona przed czarną magią, zielarstwo, zaklęcia i opieka nad magicznymi stworzeniami. Nie jest tak źle. Jednym ruchem ręki wcisnął plan do kieszeni szaty i spojrzał w stronę stołu Gryfonów. Lily zrobiła to samo co on. Rzucił jej znaczące spojrzenie, to samo, które wymieniali między sobą, gdy siedzieli w ogrodzie z Petunią u boku.

Przyjaciółka Severusa uśmiechnęła się wesoło, szybkim krokiem zmierzając w stronę drzwi wyjściowych. Jej rude włosy połyskiwały w blasku świec, niczym bursztyny. Snape otrząsnął się z zadumy i uniósł kąciki swoich ust.

- Jak tam twój plan? - zagadnął, starając się odczytać emocje z jej twarzy. Wyglądała na całkiem zadowoloną. Żadnych ukrytych wiadomości i tajemnic. Wewnętrznie odetchnął z ulgą. Nie lubił tajemnic.

- Będę mieć ze Ślizgonami eliksiry,transmutację i opiekę nad magicznymi stworzeniami. To znaczy z tobą. - powiedziała pospiesznie, zauważając swoją pomyłkę. Severus uniósł brew, ale nie odpowiedział na to oświadczenie. Mruknął tylko:

- Ja za pięć minut mam obronę przed czarną magią. Muszę już iść. - spojrzał na nią. Wydawała się taka chętna, taka łaknąca rozmowy... właściwie to chciał jej coś powiedzieć - Wiesz, jest coś o czym muszę ci powiedzieć - zaczął, ale zauważył, że mówi sam do siebie. Lily już porwał tłum, który wkrótce porwał i Severusa. Zagubiony w myślach i w uczuciach, Snape wspinał się po schodach.

Musiał z nią porozmawiać.

XXXXX

Czekając aż Lily wyjdzie z sali, usiadł na kamiennych schodach naprzeciwko drzwi. Wkrótce zabrzmiał dzwonek i rozległ się huk. Z sali wypadło kilku rozweselonych Gryfonów, chichotających opętańczo. Gdzieś w tyle dostrzegł rudowłosą głowę. Już miał zamiar wstać, gdy zauważył jak ktoś ciągnię ją za rękę. Nie zdążyłby. Syriusz Black niemalże pobiegł wraz z nią w stronę najbliższych schodów prowadzących na drugie piętro. Snape zdążył jedynie zamrugać. Ze zdziwienia i z głęboko tlącej się złości. Może nawet nienawiści.

- Złamane serce, co Snape? Zasługiwała na kogoś lepszego - usłyszał lepki od złośliwości, brutalnie wciskający go w rzeczywistość głos James'a Pottera. Odwrócił się w jego stronę, ale natychmiast się cofnął. Nos chłopaka prawie stykał się z jego nosem. Brązowe oczy wwiercały się w niego, aż przez moment poczuł dziwny ból głowy.

Ten ból głowy opętał jego ciało, jego duszę. Ciemność zatańczyła mu przed oczami. Poczuł jak osuwa się po ścianie, po zimnej, kamiennej ścianie.

A potem była pustka.

XXXXX

- Potter! Co to ma znaczyć? Co tu się dzieje? - krzyk Minewry McGonagall rozprzestrzenił się po holu jak dym. James zmarszczył brwi, zdziwiony. - Nie mam pojęcia, proszę pani. Podeszłem do niego i... jakby zemdlał - zakończył, wpatrując się dziwnym wzrokiem w stronę Snape'a. Coś tu nie gra. Coś było nie tak.

Minewra z powrotem spojrzała na Severusa. Uklękła koło niego, badając swoimi drobnymi dłońmi jego puls. - Żyje - mruknęła, jakby do James'a albo do siebie - zapewne masz rację, mógł zemdleć. Ale nie jestem pewna. Wylewituje go do skrzydła szpitalnego, a ty masz stawić się w moim gabinecie. Zrozumiano? - jej brwi nastroszyły się, oczy natomiast ciskały obietnice szybkiej śmierci, jeśli nie kiwnie głową. Uczynił ten gest w dosyć nerwowy sposób i spojrzał jeszcze raz na Snape'a. Jego blada twarz dziwnie odznaczała się w tym ciemnym korytarzu.

Kobieta szepnęła zaklęcia i Severus uniósł się w powietrzu. Wyglądał jak szmaciana lalka, której twórca pracował w zbyt słabym świetle. Minewra westchnęła i podążyła w kierunku schodów.

XXXXX

- Co ty robisz,Syriuszu? Puść mnie! - Lily krzyczała wprost do ucha Blacka, który trzymał ją w ramionach. Wyglądali jak z okładki romantycznych powieści, tyle, że emocje na ich twarzach były odmienne. Lily szarpała się, krzyczała i wiła, starając się ugryźć rękę chłopca.

- Uspokój się. Zabieram cię od tego dziwoląga, Snape'a. - mruknął, jakby nie robiąc sobie nic z jej ataków.

Lily znieruchomiała. Wtedy ją postawił. Jednym ruchem różdżki zablokował drzwi pustej sali, w której się znajdowały.

- Co on ci zrobił? - spytała w tej nienaturalnej, pełnej starego kurzu, ciszy. W tej sali było tylko jedno okna, z którego wypływały tylko dwa mdłe promienie, topiące się w starych meblach. Lily kichnęła. Nie lubiła takich pomieszczeń.

- Mi? - spytał Syriusz, podchodząc bliżej dziewczyny. Evans poczuła się nieswojo. Spojrzała za siebie, ale zauważyła tylko starą komodę, pdoobną do tych, w sali od zaklęć. Z powrotem spojrzała na Blacka. W jego oczach tliła się dziwna mieszanka uczuć. Coś pomiędzy jakimś nieokiełznanym uczuciem, szaleństwem, złością, zazdrością i jeszcze głęboko ukrytym uprzedzeniem. Wzdrygnęła się.

- Mi? Mi nic nie zrobił. Poza tym, że od jakiegoś czasu mnie obserwuje. I za często przebywa w twoim towarzystwie. Nie podoba mi się to. - mruczał gniewnie, okrążając ją jak sęp. Jego kroki dudniły w tym pomieszczeniu tak jak dudniło serce Lily.

- Nie podoba ci się to? A co mnie to obchodzi! - wrzasnęła, odpychając go dłońmi. Jej różdżka tkwiła w rękach Syriusza. Coraz bardziej niepodobała się jej ta sytuacja. Black złapał ją, nim zdążyła go dotknąć i przyciągnął do siebie. - Nie podoba mi się to - szepnął - bo jesteś tylko moja.

W tym momencie drzwi otworzyły się szeroko, wpuszczając kolejne, nędzne promienie światła, tym razem dobiegające ze świec na korytarzu. W drzwiach stał chłopiec z jasnobrązowymi włosami i bursztynowymi oczami. Ręce trzymał skrzyżowane na piersi, stojąc w groźnej, jak zapewne sam myślał, pozie. Niebezpieczne iskierki skrzyły się gdzieś w jego źrenicy, prawie że z nich wypadając.

Poczuła jak Syriusz, niedawno trzymający ją bardzo blisko siebie, drży z emocji. Zażenowanie miał wypisane na twarzy.

- Co ty robisz, Syriuszu? - gdy usłyszała głos Lupina, uścisk zelżał. Nie czekała. Wybiegła z sali, potrącając przy tym Remusa. Nie zważała na nic pędząc korytarzami.

XXXXX

Ciemne cienie wciąż wirowały w umyśle Severusa. Starał się dojrzeć światło, ale wciąż tylko te ciemne cienie. Bawiły się konturami i kształtami, niezmiernie go irytując. Nagle ujrzał twarz Pottera. Bardzo jasną i bardzo oczywistą. Za jego szkłami były te same brązowe oczy, ale poznaczone doświadczeniem. Pod nimi tkwiły satysfakcjonujące wory. Wyglądał żałośnie.

- Smarkerusie - wyszeptała postać, słodkim, kwiecistym tonem - czyż to nie czas by umrzeć?

Snape gwałtownie poderwał się na łóżku. Światło, biała pościel oślepiły go momentalnie, że aż z oczu poleciały mu ciurkiem łzy. Potrząsnął głową. Chciał odrzucić od siebie te cienie, te myśli, ale one wciąż go drapały. Osunął się z rezygnacją na łóżku, widząc jak zaalarmowana pani Pomfrey podąża w jego stronę.