Zapowiadała się romantyczna kolacja. Sam zadbał o wszystko – pozbył się Deana z bunkra na cały wieczór, własnoręcznie przygotował najlepszy posiłek, na jaki było go stać, nawet kupił wino, a nigdy za nim nie przepadał, byleby uszczęśliwić Lucyfera i uczynić noc magiczną.
Nie wiedział, co dokładnie się zepsuło.
Może zbyt duży ogień pod patelnią?
Może roztopione kostki lodu na i tak wystarczająco śliskiej podłodze?
A może po prostu nagły i niespodziewany widok Lucyfera w ciemno–granatowym garniturze, zbyt seksownie poprawiającego mankiety?
Możliwe, że to właśnie wtedy Sam stracił nad sobą panowanie.
Lucyfer nie powinien mieć pozwolenia na paradowanie w garniturze, zwłaszcza tak idealnie skrojonym. Nie mogąc się powstrzymać, przywarł do archanioła całym ciałem i brutalnie zawładnął jego ustami, których miękkość pokochał pierwszego razu, gdy dane mu było ich posmakować. Nie bacząc na wydobywający się z gardła Lucyfera dźwięk sprzeciwu, wsunął dłoń w te jasne, ułożone w artystycznym nieładzie włosy i zacisnął na nich dłoń w pięść, po czym głowę odchylił lekko do tyłu i językiem zaatakował obnażoną szyję archanioła. Jeśli Lucyfer wciąż miał coś przeciwko – w co Sam szczerze wątpił, w końcu znał czułe punkty swego anioła – nie zrobił nic, by powstrzymać Sama w jego działaniach. Łowca ciche warknięcie blondyna bardziej poczuł niż usłyszał, co spowodowało, że uśmiechnął się na ułamek sekundy.
To właśnie wtedy poczuł spaleniznę w powietrzu. Z tego powodu niechętnie oderwał się od wyjątkowo przyjemnej szyi Lucyfera i spojrzał na kuchenkę, gdzie czekała na niego paląca się potrawa. Czym prędzej ruszył w jej kierunku, ale przeszkodę stanowił roztopiony lód, przez który poślizgnął się i nieelegancko wylądował na podłodze.
Na początku Lucyfer parsknął mało atrakcyjnym śmiechem, co ni w ząb mu się nie spodobało, jednak gdy opamiętał się po kilku chwilach, ostrożnie podszedł do kuchenki i ugasił malutki pożar. Następnie pomógł Samowi wstać i odeskortował go do ich sypialni, by łowca mógł spokojnie przebrać mokry garnitur w coś wygodniejszego. Archanioł zniknął na minutę lub dwie w celu upewnienia się, że bunkrowa kuchnia w żadnym stopniu nie ucierpiała i że pożar już im nie groził.
Sam był, cóż, `zawiedziony´ to bardzo dobry eufemizm. Miał ogromną nadzieję, że po kolacji kontynuują to, co zaczęli przed nieszczęśliwym wypadkiem, lecz jak się później okazało wspólnie uznali bolące plecy Sama za dostateczny powód na przełożenie romantycznej randki na inny dzień.
Skończyło się na tym, że wylądowali na kanapie przed telewizorem zajadając się zamówioną pizzą, popijając ją zimnym piwem, oglądając „Toy Stroy 3". Żaden z nich nie przyznał się do uronienia jednej, męskiej łzy w momencie pożegnania Andy'ego z Chudym.
Łowca musiał przyznać, że okoliczności nie miały znaczenia – dopóki miał przy sobie swojego anioła, każdy sposób na spędzenie wieczoru był romantyczny.
