(To my English followers: Engilsh version will be updates as soon as I get it back from my beta reader!)
Nie będę się tłumaczyć, dlaczego mnie nie było, bo żadnego prawdziwego tłumaczenia nie mam. Powiedzmy, że za nic nie mogłam się zmusić do napisania tego rozdziału, który jest w zasadzie typowym zapychaczem. Akcja zacznie się od następnego. Wybaczcie.
Od razu wolę też uprzedzić, że postacie z Diabelskich Maszyn mogą być trochę OOC. Zwłaszcza Tessa (chociaż tutaj akurat pojawi się wyjaśnienie takiego a nie innego zachowania)
Co jeszcze... Dla tych, którzy nie pamiętają (a mnie często się to zdarza, kiedy czytam kilkanaście (albo i kilkadziesiąt) ff na raz) - krótkie streszczenie poprzedniego rozdziału:
Tessa wybrała się na imprezę z Jessamine, pomimo sprzeciwów Aleca. Na imprezie tańczyła z Willem i Jessie, a ktoś dosypał jej czegoś do napoju, co finalnie doprowadziło do wzywania dla niej pogotowia. Alec na przyjęciu spotkał się z Magnusem.
I to w sumie tyle, z najważniejszych informacji. Ach, TMI i TID nie należą do mnie.
4. Skrzydła Niepewności
Rytmiczny sygnał elektrokardiogramu był dla obecnych w małym szpitalnym pomieszczeniu jedyną informacją, że Tessa wciąż żyje. Kiedy karetka przywiozła ją na oddział, dziewczyna była cała rozpalona, a jej ciałem wstrząsały dreszcze. Natychmiast przekazano ją opiece lekarzy, którzy po krótkiej rozmowie z Jessamine zarządzili płukanie żołądka oraz podanie kroplówki z lekarstwem mającym uspokoić pobudzony organizm.
Alec mógł tylko patrzeć, jak pielęgniarka kontaktuje się z ciocią Harriet, a Jessie krzyczy przez telefon na Willa, pod żadnym pozorem nie pozwalając mu przyjechać za nimi do szpitala. Tessa leżała już spokojnie, jednak początkowo rzucała się po łóżku, walcząc z koszmarami sennymi. Anioł cały czas był tuż przy niej, trzymając ją za rękę i szepcząc uspokajająco. Wiedział, że jego podopieczna nie wyczuje dotyku, jednak bliski kontakt z opiekunem zawsze wpływał kojąco na ludzi.
- Tak mi przykro, Tesso. Nie powinnaś musieć przez to wszystko przechodzić. Przepraszam, że nie dałem z siebie wszystkiego.
Alec wyrzucał sobie, że spuścił podopieczną z oka. Choć w głębi duszy wiedział, że częściowo winą można by obarczyć Magnusa, nie był w stanie winić go za całą sytuację. To nic złego, że chciał się przywitać. Nie, to on sam zachował się nieodpowiedzialnie, pozwalając Tessie wziąć udział w przyjęciu, a potem oddalając się od niej.
Delikatnie przyłożył dłoń do czoła dziewczyny. Wciąż było gorące, ale temperatura powoli wracała do właściwego poziomu. Oddech również się uspokoił, a pod wpływem bezpośredniego kontaktu z aniołem, mięśnie Tessy się rozluźniły.
- Teraz sama mogłaś się przekonać, kim tak naprawdę jest Will. Ale będzie dobrze. Poradzisz sobie z tym zauroczeniem. Nie popełnisz tych samych błędów drugi raz – mówił dalej Alec, zastanawiając się, kogo tak naprawdę próbuje pocieszyć: Tessę czy raczej samego siebie.
W tym momencie z korytarza dał się słyszeć głos cioci Harriet, a zaledwie kilka sekund później kobieta weszła do salki wraz z pielęgniarką. Na widok śpiącej dziewczyny pokręciła głową i powiedziała smutno:
- Moja droga Tesso… Coś ty sobie zrobiła?
Pielęgniarka wskazała cioci Harriet krzesło stojące przy łóżku, po czym sama zabrała się za sprawdzanie aparatury. Kiedy stwierdziła, że wszystko wydaje się być w porządku, a stan Tessy stopniowo się poprawia, opuściła pomieszczenie, kierując się do innych pacjentów.
- Moje dziecko… - westchnęła kobieta, chwytając nieprzytomną dziewczynę za rękę.
Alec nigdy specjalnie nie przyglądał się Harriet Moore. Teraz widział jednak, że jej twarz była pomarszczona bardziej niż to zwykle bywa wśród czterdziestokilkuletnich kobiet. Wychowywanie siostrzeńców musiało przysparzać jej więcej problemów niż mogło się to wydawać na pierwszy rzut oka.
Gdy aniołowi przydzielono Tessę jako podopieczną, został on też poinformowany o jej sytuacji rodzinnej. Wiedział, że jej brat, Nate, opuścił rodzinę, by zacząć pracę w jakiejś angielskiej korporacji oraz, że ciocia kochała ich jak własne dzieci.
Z pewnym wstydem musiał przyznać, że nie interesował się specjalnie problemami Harriet. Widział w niej tylko kochającą matkę zastępczą i nie myślał nawet o tym, że mogłaby być aż tak zestresowana.
Nagle w drzwiach do szpitalnej sali pojawiła się Jessamine. Na widok cioci Tessy dziewczyna zamarła i szybko wycofała się na korytarz. Harriet nie pozwoliła jej jednak tak szybko odejść.
- Jessie! Zaczekaj – zawołała za nią, wstając i szybkim krokiem wychodząc z pomieszczenia. W drzwiach obejrzała się raz jeszcze na nieprzytomną siostrzenicę, po czym zaczęła rozglądać się za jej przyjaciółką.
Wiedząc, że i tak w niczym nie pomoże Tessie, Alec również wyszedł na korytarz, starając się jednak, by wciąż mieć swoją podopieczną w zasięgu wzroku. Po ostatnich wydarzeniach wolał się od niej nie oddalać.
Jessamine siedziała skulona pod ścianą, obejmując kolana ramionami. Włosy zasłaniały jej twarz, ale nietrudno było się domyślić, że była bliska płaczu. Ciocia Harriet podeszła do niej, delikatnie kładąc dłoń na ramieniu nastolatki.
- T-tak strasznie mi przykro – wyjąkała Jessie, unosząc głowę i spoglądając niepewnie na starszą kobietę. – T-to moja wina… To ja namówiłam Tessę na t-to przyjęcie. J-ja…
- Spokojnie, już wszystko jest pod kontrolą. – Harriet otoczyła dziewczynę ramionami, przytulając ją uspokajająco. – Tessa z tego wyjdzie.
- Chciałam, żeby chociaż raz mogła się trochę zabawić… Nie miałam pojęcia, że będą tam narkotyki – powiedziała cicho nastolatka, a po jej policzkach popłynęły łzy. – T-to Will, to on musiał coś jej dosypać – dodała już nieco głośniej.
Ciocia Harriet westchnęła i pomogła Jessamine wstać, prowadząc ją w kierunku stojącej pod ścianą ławki. Kiedy już siedziały tam obie, wyciągnęła z kieszeni chusteczkę i podała ją zapłakanej dziewczynie.
- To teraz od początku, Jessie – poprosiła spokojnie.
Nastolatka otarła zaczerwienione oczy, uspokajając się, a następnie opowiedziała kobiecie wszystko: od poznania Willa do dziwnego zachowania Tessy na przyjęciu. Harriet słuchała, nie przerywając potoku słów Jessamine. Kiedy ta skończyła swoją opowieść, przytuliła ją tylko po matczynemu i zapewniła, że wszystko będzie dobrze. Póki co, nie było sensu podnosić głosu czy straszyć karą.
Alec przyglądał się przez chwilę dwóm kobietom ze smutnym uśmiechem, po czym wrócił do sali szpitalnej, by usiąść znów obok swojej podopiecznej. Chwycił ją lekko za rękę, modląc się w duchu, by nigdy więcej nie musieli już przez coś takiego przechodzić.
Skupiony na Tessie, nie zauważył nawet, że cały czas z odbicia w okiennej szybie obserwowała go para kocich oczu.
Tessa wróciła do domu następnego dnia, dostając od ciotki absolutny zakaz wychodzenia gdziekolwiek przez następny miesiąc. Harriet zabroniła jej też kontaktu z uczniami z wymiany, informując ją też, że rozmawiała już na ich temat z nauczycielami.
Krótko mówiąc, Tessa była uziemiona, zmęczona i nieszczęśliwa. A wszystko za sprawą jednej, głupiej imprezy.
Początkowo dziewczyna mało się odzywała i niewiele jadła, ale nikogo to specjalnie nie martwiło, zważając na to, że niedawno wyszła ze szpitala. Rzadko opuszczała też swój pokój, a podczas przerw w szkole zatracała się w lekturze swojej książki. Dla postronnego obserwatora, mogło się wydawać, że panna Gray zrozumiała swój błąd i jest po prostu przybita całą sytuacją.
Niestety, prawda wyglądała nieco inaczej.
Jeszcze tego samego dnia, kiedy Tessa wyszła ze szpitala, zadzwonił do niej Will. I choć Alec próbował powstrzymać dziewczynę przed odebraniem telefonu, ta zupełnie go zignorowała. Anioł mógł więc mieć tylko cichą nadzieję, że jego podopieczna zrobiła to tylko po to, by raz na zawsze zakończyć tę niebezpieczną znajomość.
- Tess! – zawołał ze słuchawki Brytyjczyk zamiast powitania. – Tak się o ciebie martwiłem! Jessamine nie pozwoliła mi jechać z wami do szpitala…!
- Wystarczy, Will – przerwała mu szorstko Tessa, co uspokoiło nieco Aleca. Nie powinien był tak od razu w nią wątpić. – Jessie zrobiła to, by mnie chronić. Jak mogłeś dosypać mi narkotyków do napoju? – spytała panna Gray. Jej głos nieco się przy tym załamał, a oczy zaszkliły się od łez.
- Co… Tess, przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił! – bronił się Herondale. – Naprawdę masz o mnie tak niskie mniemanie?
Anioł wyczuł, że słowa Willa zasiały wątpliwości w sercu dziewczyny. Nadal jej na nim zależało, więc nie dziwił się, że próbowała chwytać się każdego możliwego wytłumaczenia całego zajścia. Chociaż on zdecydowanie tego nie pochwalał.
- Zostawiłam ten napój u ciebie. Kto inny mógłby to zrobić? – spytała, starając się brzmieć pewnie.
- Tess, przysięgam ci, że to nie ja!– tłumaczył się dalej Will, po czym przerwał na chwilę, jakby się zastanawiając. Alec był jednak pewien, że cała jego wypowiedź była z góry ustalona. – To musiał być Raphael albo jeden z jego koleżków! – Brytyjczyk jakby nagle doznał olśnienia. - Zagadali mnie przez chwilę, narzekając, że ktoś dorwał się im do motocykli i… no jasne, wtedy któryś z nich na mnie wpadł! Założę się, że zrobili to celowo, myśląc, że to mój drink. – Will zrobił kolejną krótka pauzę, po której westchnął i smutnym głosem powiedział: - Nie, czekaj. Masz rację… To moja wina. Zawiodłem twoje zaufanie, bo nie przypilnowałem tego napoju. Powinienem był od razu się go pozbyć, ale jedynym, o czym mogłem wtedy myśleć, byłaś ty. Tak pięknie wyglądałaś na tej imprezie…
Alec prychnął, słysząc, jak Will próbuje wkupić się z powrotem w łaski panny Gray. „Wielka szkoda, że ona już doskonale wie, z kim na do czynienia" – pomyślał anioł, czekając, aż Tessa raz na zawsze każe chłopakowi zniknąć z jej życia.
- Och, Will… - powiedziała dziewczyna zaskakująco łagodnym tonem, który nie spodobał się Alecowi. – To nie twoja wina, każdemu mogło się wydarzyć. Przepraszam, że tak od razu cię oskarżyłam… Powinnam była ci bardziej ufać.
Takiego obrotu spraw anioł się nie spodziewał.
- Tesso, co ty wygadujesz? Nie wierz mu, on tobą manipuluje! – zawołał do swojej podopiecznej, ale ta go zignorowała.
- Mogę ci to jakoś wynagrodzić? – spytała tymczasem Tessa.
- Co powiesz na spotkanie dziś wieczorem? Wyskoczymy gdzieś? – zaproponował od razu Will.
- Nie! Nie! Nie! – odezwał się natychmiast Alec, próbując po raz ostatni dotrzeć do panny Gray. Tessa zdawała się jednak zupełnie głucha na jego wołanie.
- Tak! Tak, tak, oczywiście! – zawołała radośnie. Dopiero, kiedy anioł szepnął do niej, przypominając o szlabanie, jej uśmiech nieco zrzedł. – To znaczy… Ciotka uziemiła mnie po ostatnim incydencie…
- I to cię powstrzyma? – spytał zaczepnie Will. – Jestem pewien, że znajdziesz jakieś rozwiązanie... Chyba, że ci na mnie nie zależy? – dodał, brzmiąc na zranionego. Alec zastanawiał się, ile dziewcząt próbował w ten sposób omamić.
- Nie, oczywiście, że mi zależy! – powiedziała od razu Tessa. Jej chwyt na telefonie wzmocnił się, jakby miało to jej pomóc w zatrzymaniu przy sobie Willa. – Wymyślę coś. Obiecuję.
Anioł nie poddawał się, cały czas powtarzając swojej podopiecznej, że to zły pomysł. Wyliczał wszystkie powody przeciw, zaznaczał, że swoim zachowaniem tylko zrani ciotkę jeszcze bardziej. Ale nic nie pomagało. Tessa zupełnie go ignorowała, oczarowana słowami Brytyjczyka.
- Tesso… Dlaczego mnie nie słuchasz? – spytał cicho Alec, siadając pod ścianą i patrząc, jak podopieczna przygotowuje się na randkę. Jego skrzydła opadły w geście zrezygnowania. Schował twarz w dłoniach, zastanawiając sobie, gdzie popełnił błąd.
Nagle poczuł czyjś lekki dotyk na ramieniu.
- Ona słucha tylko mnie. – Dał się słyszeć czyjś szept. Alec odwrócił się, lecz nie zauważył nikogo. Poczuł, że serce bije mu dwa razy szybciej niż zwykle. Z tą chwilą wszystko stało się dla niego jasne.
Tessa była pod wpływem demona. I to na tyle potężnego, by móc nawiązać kontakt z aniołem, samemu pozostając niezauważonym. A jeżeli demon wybrał sobie podopieczną Aleca na ofiarę, oznaczało to tylko jedno.
Czas przygotować się do wojny.
Wiem, wiem, Maleca tu tyle, co kot napłakał. Albo i mniej.
W następnym rozdziale się poprawię, obiecuję :) A nosić on będzie tytuł "Skrzydła Zaufania".
Buziaczki i (mam nadzieję) do zobaczenia niebawem :*
The High Warlock of Glitter
